graga211
09.05.13, 18:06
Ubiegłego lata wybrałam się na pocztę. Szłam rozpalonym asfaltem wzdłuż rzeczki. Słońce prażyło niemiłosiernie, więc postanowiłam zejść na trawiaste pobocze. Już zrobiłam krok w tym kierunku, gdy nagle dostrzegłam w trawie unoszące się ciało żmii. Zastygłam w bezruchy z nogą lekko uniesioną. Żmija także zastygła zdezorientowana dodatkowym, dużo potężniejszym drżeniem ziemi niźli wywoływały moje kroki. To po asfaltowej nawierzchni pędził jakiś samochód. Gdybym zareagowała gwałtownym odskoczeniem, wypadek drogowy byłby murowany.
Samochód przejechał, nastała cisza i obie rozeszłyśmy się w pokoju.
Byłam tylko pełna żalu do siebie, że nie wzięłam ze sobą aparatu fotograficznego, bowiem upolowanie żmii w takiej pozycji jest gratką nie lada!
Trzy dni temu wracałam bitą drogą z psem ze spaceru. Obok szurnął chłopak na górskim rowerze. I nie byłoby w tym niczego nadzwyczajnego gdyby nie maleńka, długa zaledwie na 10 cm żmijka z czaszką rozmiażdżoną przez rowerowe koło. Nie wiem, jak długo było jej dane żyć, gdyż nie znam tempa wzrostu tych gadów. Być może pochodziła z zeszłorocznego miotu.
Po powrocie do domu usłyszałam komunikat o ukąszeniu klientki przez żmiję w jednym ze sklepów (sic!) na Żywiecczyźnie. Te 3 przypadki uzmysłowiły mi, iż żmije rozpleniły się i należy mieć się na baczności. W związku z tym opublikowałam przestrogę „Uwaga, żmije!”
Pozwalam sobie zaprosić Was do
lektury.