wiktoria53
21.09.05, 19:14
Kierowcy wiedzą jaką zmorą na drogach są rowerzyści i piesi. Szczególnie
jadąc o zmroku. Piesi i rowerzyści, którzy nigdy nie kierowali samochodem nie
zdają sobie sprawy, że o zmroku są niewidoczni lub prawie niewidoczni.Polecam
artykuł z którego skopiowałam fragment.
Oto link do strony:
www.przekroj.com.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=310&Itemid=51
"Mózg wybiera
Podstawowy problem powstający przy stosowaniu dziennych świateł to zdaniem
organizacji przeniesienie niebezpieczeństwa na najbardziej zagrożonych
użytkowników drogi. Chodzi o pieszych i rowerzystów. Wbrew pozorom ten zarzut
ma sens. Gdy kierowca prowadzący samochód otoczony jest powodzią świateł z
innych pojazdów, jego mózg zaczyna działać wybiórczo – zauważa na jezdni
głównie te obiekty, które są oświetlone. Podobne zjawisko możemy
zaobserwować, gdy na przykład w pokoju pełnym porozrzucanych ubrań chcemy
znaleźć zieloną bluzkę. Nasze postrzeganie przełącza się wówczas na tryb
wyszukiwania zieleni – pomijamy czerwone, niebieskie i pomarańczowe rzeczy, a
do naszej świadomości docierają tylko te w pożądanym kolorze.
Podobnie dzieje się na drodze. Gdy najwięcej jest tam obiektów świecących,
zaczynamy podświadomie lekceważyć te, które nie mają własnych świateł. To
przede wszystkim piesi – na przykład ludzie przechodzący przez jezdnię tam,
gdzie nie ma świateł. Te wyspy ciemności w powodzi świateł odbieramy jako
nieistotne. Problem jest najpoważniejszy po zmroku, ale za dnia również
występuje. Tyle że jadąc w ciemności, spodziewamy się takich problemów, a za
dnia mało kto zdaje sobie z nich sprawę.
Piesi (zwłaszcza ci, którzy nigdy nie siedzieli za kierownicą) mają jeszcze
jeden problem – chodzi o ocenę własnej widoczności. Zakładają, że skoro sami
widzą, to są również widoczni dla innych. To znowu przeniesienie na drogę
schematów sprawdzających się w innych sytuacjach. Jesteśmy przyzwyczajeni do
interakcji z innymi ludźmi – w normalnych warunkach założenie „ja widzę –
mnie widzą” sprawdza się niemal zawsze. Tymczasem samochód z zapalonymi
światłami zupełnie nie wpisuje się w ten schemat – sam jest doskonale
widoczny, jednak jego kierowca niekoniecznie dostrzega ubranego na ciemno
człowieka, który stoi na poboczu drogi.
Podobnie postrzegani są rowerzyści – nawet wyposażenie ich pojazdu w
obowiązkowe oświetlenie nie poprawia zbytnio sytuacji, bo stosunkowo słabe
lampki giną wśród świateł samochodów."