Myśli, słowa. Warte zastanowienia.

    • czarny.humor "Modlitwa" - "Kwiaty Polskie" 27.11.05, 14:53
      My ludzie skromni, ludzie prości,
      Żadni nadludzie ni olbrzymy,
      Boga o inną moc prosimy,
      O inną drogę do wielkości:

      Chmury nad nami rozpal w łunę,
      Uderz nam w serca złotym dzwonem,
      Otwórz nam Polskę, jak piorunem
      Otwierasz niebo zachmurzone.
      Daj nam uprzątnąć dom ojczysty
      Tak z naszych zgliszcz i ruin świętych
      Jak z grzechów naszych, win przeklętych.
      Niech będzie biedny, ale czysty
      Nasz dom z cmentarza podźwignięty.
      Ziemi, gdy z martwych się obudzi
      I brzask wolności ją ozłoci,
      Daj rządy mądrych, dobrych ludzi,
      Mocnych w mądrości i dobroci.
      A kiedy lud na nogi stanie,
      Niechaj podniesie pięść żylastą:
      Daj pracującym we władanie
      Plon pracy ich we wsi i miastach,
      Bankierstwo rozpędź - i spraw, Panie,
      By pieniądz w pieniądz nie porastał.
      Pysznych pokora niech uzbroi,
      Pokornym gniewnej dumy przydaj,
      Poucz nas, że pod słońcem Twoim
      "Nie mas Greczyna ani Żyda".
      Puszącym się, nadymającym
      Strąć z głowy ich koronę głupią,
      A warczącemu wielkorządcy
      Na biurku postaw czaszkę trupią.
      (. . .)
      Piorunem ruń, gdy w imię sławy
      Pyszałek chwyci broń do ręki,
      Nie dopuść, żeby miecz nieprawy
      Miał za rękojeść krzyż Twej męki.
      Niech się wypełni dobra wola
      Szlachetnych serc, co w klęsce wzrosły,
      Przywróć nam chleb z polskiego pola,
      Przywróć nam trumny z polskiej sosny.
      Lecz nade wszystko - słowom naszym,
      Zmienionym chytrze przez krętaczy,
      Jedyność przywróć i prawdziwość:
      Niech prawo zawsze prawo znaczy,
      A sprawiedliwość - sprawiedliwość.
      Niech więcej Twego brzmi imienia
      W uczynkach ludzi niż w ich pieśni,
      Głupcom odejmij dar marzenia,
      A sny szlachetnych ucieleśnij.
      Spraw, byśmy błogosławić mogli
      Pożar, co zniszczył nasz dobytek,
      Jeśli oczyszczającym ogniem
      Będzie dla naszych dusz nadgnitych.
      Każda niech Polska będzie wielka:
      Synom jej ducha czy jej ciała
      Daj wielkość serc, gdy będzie wielka,
      I wielkość serc, gdy będzie małą.
      Wtłoczonym między dzicz niemiecką
      I nowy naród stu narodów -
      Na wschód granicę daj sąsiedzką,
      A wieczną przepaść od zachodu.
      Dłonie Twe, z których krew się toczy,
      Razem z gwoździami wyrwij z krzyża
      I zakryj, zakryj nimi oczy,
      Gdy się czas zemsty będzie zbliżał.
      Przyzwól nam złamać Zakon Pański,
      Gdy brnąć będziemy do Warszawy
      Przez Tatry martwych ciał germańskich,
      Przez Bałtyk wrażej krwi szubrawej.
      ...A gdy będziemy, w Nekropolu,
      Przybliżać się do Twych przedmieści,
      Klękniemy kwarantanną w polu,
      Nadziei pełni i boleści:
      Nadzieją - że nam przyjaciele
      Naprzeciw wyjdą z Miasta Krzyżów,
      Niosący w oczach przebaczenie
      I łzy radości a nie wyrzut.
      Boleści - że nam nie pomogą
      Te łzy ni łaska, ni witanie...
      MILCZĄCE między nami stanie
      Zjawą złowrogą.

      Julian Tuwim
      "Kwiaty Polskie" fragment
    • czarny.humor "Modlitwa" 27.11.05, 14:59
      (...)
      Minęło kilka miesięcy. Zgodnie z przewidywaniami znalazłam się w Oświęcimiu. W
      czasie wielogodzinnych alpelów porannych najtrudniejsze było pogodzić się z
      obozem. Kopiąc rowy lub wykonując inne bezsensowne prace, trwałyśmy w stanie
      otępienia, które przynosiło największą ulgę. Apele skazywały nas nie tylko na
      głód i zimno, ale na najgorsze - na myślenie. Żeby jakoś wyjść z tej udręki,
      zaczęłam układać wiersze. Oczywiście, ani przez chwilę nie traktowałam tego
      jako powołania. Więźniarki - najpierw z najbliższych, potem z dalszych
      ustawionych piątkami szeregów - pochwyciły te wiersze z zadziwiającą
      zachłannością. Ze zdumieniem stwierdziłam, że jestem potrzebna. To uczucie
      pomagało mi żyć. W najkoszmarniejszych momentach wmawiałam sobie, że nie
      powinnam umrzeć, bo na moje wiersze czekają sponiewierani, spodleni,
      nieszczęśliwi.
      W drugim roku Oświęcimia znalazłam się w Brzezinkach - miejscu masowej zagłady.
      W ludziach dokonywały się najbardziej zaskakujące przemiany. Szalejące piekło
      doprowadziło wierzących do całkowitego zerwania z Bogiem. Niewierzący zaś
      popadali w religijne ekstazy.
      Pewnego ranka, jak co dzień, układałam kartotekę obozową. W kolejności
      alfabetycznej odnotowywałam literką "v" (verstorben) aktualny stan. Za oknami,
      jak co dzień, przesuwał się korowód śmierci. W stronę krematorium ciągnęli
      węgierscy Żydzi w ostatniej ziemskiej wędrówce. Wtem jedna z więźniarek
      podeszła do mnie i powiedziała:
      - Napisz modlitwę obozową.
      W pierwszej chwili nie zrozumiałam "zamówienia". Wyjaśniła szybko: - Chodzi o
      znalezienie takich słów, które by wyrażały, co my tu czujemy. O co prosimy
      Boga. Musisz coś takiego napisać. To jest po prostu konieczne.
      Istotnie żadna ze znanych litanii nie podpadała pod nastrój obozu
      koncentracyjnego. Były to modlitwy dostosowane do normalnych zmartwień.
      Monotonny ich rytm, tekst świadczący o uległości i pokorze zespalały się w
      prośbę ludzi tylko zmęczonych A tu szło o modlitwę nie błagalną, ale
      rozkazującą. O modlitwę wyzwalającą naszą bezsilną rozpacz i domagającą się
      zemsty.
      Wiedziałam, co oznacza pojęcie "modlitwa obozowa", i wiedziałam, że stworzenie
      jej przerasta moje możliwości, nawet biorąc pod uwagę ówczesne kryteria, kiedy
      to wystarczyło zrymować "żal" i "dal", aby wywołać łzy. Wiedziałam, że takiej
      modlitwy nie napiszę. I wtedy z przyćmionych zakamarków otępiałego mózgu,
      wyłoniły się słowa tuwimowskiej "Modlitwy"
      - Jest! - krzyknęłam tak radośnie, jak gdybym po długich męczących
      poszukiwaniach odkryła skarb. - Jest taka modlitwa. Już napisana. Dla nas.
      Specjalnie dla nas. To znaczy dla nas też. I dla wszystkich ludzi żyjących w
      niewoli.
      Do szarego baraku powróciła przedziwna noc spędzona z Norą. Przywoływałam słowa
      poematu, który nieznanymi drogami przywędrował niegdyś na czwarte piętro
      wielkiej warszawskiej kamienicy, a teraz było tutaj. Przychodziło słowo po
      słowie i w ten sposób odtworzyłam "Modlitwę". Spisałam tekst na kartce papieru.
      Za oknami wciąż szedł pochód skazańców. W przedśmiertelnej ciszy układałam
      dalej kartotekę, a reszta uczyła się wiersza.
      W pewnej chwili zauważyłam, że kilka więźniarek jest wyraźnie wzburzonych.
      Jedna z nich spojrzała na mnie z gniewem: - "Przyzwól nam złamać Zakon
      Pański"... Co to znaczy? Ja tego mówić nie będę. Nikt nie ma prawa łamać Zakonu
      Pańskiego. Nigdy o to nie poproszę Boga.
      Cóż mogłam odpowiedzieć? Istotnie, był taki fragment wiersza. Nie
      przypuszczałam jednak, że można go jakoś oderwać od całości. "Modlitwa"
      wydawała mi się utworem doskonałym, w którym nie da się niczego ani ująć, ani
      dodać. W którym wszystko wyrażone jest w sposób jedyny spośród tysięcy
      możliwych.
      - Jak chcesz - powiedziałam - Przecież to chyba jasne, że każdy modli się po
      swojemu.
      Nadszedł wieczór. Wróciłyśmy na barak mieszkalny. Przejmujący zimnem i wiatrem
      listopad miotał drzewami Brzezinek, rzucając niesamowite cienie w ciemną noc
      izby. Wraz z nienaturalnej wielkości widmami gałęzi przedostawał się odblask
      gorejącej łuny z pobliskiego krematorium, gdzie palili ludzi. Z martwej ciszy
      słychać było tylko chrzęst nagich krzaków uderzających o szyby. Klęczałyśmy i
      modliłyśmy się. Najdonioślej, chociaż był to szept, najgoręcej, najpiękniej.

      Ziemi, gdy z martwych się obudzi
      I brzask wolności ją ozłoci,
      Daj rządy mądrych, dobrych ludzi...

      Kilka kroków od nas ludzie palili ludzi. Wypijali przy tym cysterny wódki, aby
      najpierw zabić w sobie szczątki sumienia, a potem w stanie kompletnego
      zamroczenia, dopingując się zwierzęcym rykiem, rozkazywali rzucać ciała na
      stos. Upewniali się w ten sposób o wyższości swojej rasy. A my - w tym samym
      czasie - modliłyśmy się:

      Pysznych pokora niech uzbroi,
      Pokornym gniewnej dumy przydaj,
      Poucz nas, że pod słońcem Twoim
      "Nie mas Greczyna ani Żyda"...

      Z każdym dźwiękiem, z każdą myślą, z każdym westchnieniem wdzierała się do nas
      śmierć. Nie można jej było odepchnąć, odsunąć, ani na chwilę o niej zapomnieć.
      Ojczyzna, rodzina, dom - były to pojęcia nierealne, dalekie, nieprawdziwe. Obok
      triumfowały dwa konkretne pojęcia: nienawiść i śmierć. A my - błagaliśmy:

      Niech się wypełni dobra wola
      Szlachetnych serc, co w klęsce wzrosły,
      Przywróć nam chleb z polskiego pola,
      Przywróć nam trumny z polskiej sosny..

      Myślę, że kto nie umierał tysiąc razy na minutę, kto nie był w stanie
      ostatecznego upodlenia, kto nie zaznał głodu skręcającego wnętrzności - ten nie
      odczuje uroku muzyki, jaką kryje w sobie "chleb z polskiego pola". Myślę, że
      kto nie widział trupów poniewierających w błocie i porywanych przez wiatr
      prochów ludzkich - ten nie zrozumie, jak błogim marzeniem mogą być "trumny z
      polskiej sosny".
      Modlitwa się skończyła. Kiedy potem leżałam w głębokiej ciemności na obozowej
      pryczy, długo jeszcze waliło mi serce w niewypowiedzianej wdzięczności dla
      poety żyjącego w innym świecie, w innym wymiarze - za oceanem. Nie mogłam ani
      przez sekundę wyobrazić sobie, że go kiedykolwiek zobaczę.
      (...)


      Fragment wspomnienia Krystyny Żywulskiej, opisującej, czym dla niej był ten
      wiersz.
      • natla Re: "Modlitwa" 27.11.05, 15:17
        Stworzyłeś piękną całosć.....smutną, jakże refleksyją i.....odpowiadającą
        dzisiejszemu nastrojowi....szarego, przejmującego chłodem dnia.
    • wredna2 Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 27.11.05, 15:15
      Kocham ten wiersz. W pewnym, trudnym, okresie mojego życia był dla mnie jak
      przesłanie...jak drogowskaz...jak ostrzezenie, by nie próbować nic na siłę.
      Pomógł mi zrozumieć,że moja rezygnacja nie bedzie porażką...

      Rozmowa z kamieniem
      Wisława Szymborska




      Pukam do drzwi kamienia.
      - To ja, wpuść mnie.
      Chcę wejść do twego wnętrza,
      rozejrzeć się dokoła,
      nabrać ciebie jak tchu.

      - Odejdź - mówi kamień. -
      Jestem szczelnie zamknięty.
      Nawet rozbite na części
      będziemy szczelnie zamknięte.
      Nawet starte na piasek
      nie wpuścimy nikogo.

      Pukam do drzwi kamienia.
      - To ja, wpuść mnie.
      Przychodzę z ciekawości czystej.
      Życie jest dla niej jedyną okazją.
      Zamierzam przejść się po twoim pałacu,
      a potem jeszcze zwiedzić liść i kroplę wody.
      Niewiele czasu na to wszystko mam.
      Moja śmiertelność powinna cię wzruszyć.

      - Jestem z kamienia - mówi kamień -
      i z konieczności muszę zachować powagę.
      Odejdź stąd.
      Nie mam mięśni śmiechu.

      Pukam do drzwi kamienia.
      - To ja, wpuść mnie.
      Słyszałąm, że są w tobie wielkie puste sale,
      nie oglądane, piękne nadaremnie,
      głuche, bez echa czyichkolwiek kroków.
      Przyznaj, że sam niedużo o tym wiesz.

      - Wielkie i puste sale - mówi kamień -
      ale w nich miejsca nie ma.
      Piękne, byc może, ale poza gustem
      twoich ubogich zmysłów.
      Możesz mnie poznać, nie zaznasz mnie nigdy.
      Całą powierzchnią zwracam się ku tobie,
      a całym wnętrzem leżę odwrócony.

      Pukam do drzwi kamienia.
      - To ja, wpuść mnie.
      Nie szukam w tobie przytułku na wieczność.
      Nie jestem nieszczęśliwa.
      Nie jestem bezdomna.
      Mój świat jest wart powrotu.
      Wejdę i wyjdę z pustymi rękami.
      A na dowód, że byłam prawdziwie obecna,
      nie przedstawię niczego prócz słów,
      którym nikt nie da wiary.

      - Nie wejdziesz - mówi kamień. -
      Brak ci zmysłu udziału.
      Żaden zmysł nie zastąpi ci zmysłu udziału.
      Nawet wzrok wyostrzony aż do wszechwidzenia
      nie przyda ci się na nic bez zmysłu udziału.
      Nie wejdziesz, masz zaledwie zamysł tego zmysłu,
      ledwie jego związek, wyobraźnię

      Pukam do drzwi kamienia.
      - To ja, wpuść mnie.
      Nie mogę czekać dwóch tysięcy wieków
      na wejście pod twój dach.

      - Jeżeli mi nie wierzysz - mówi kamień -
      zwróć się do liścia, powie to, co ja.
      Do kropli wody, powie to, co liść.
      Na koniec spytaj włosa z własnej głowy.
      Śmiech mnie rozpiera, śmiech, olbrzymi śmiech,
      którym śmiać się nie umiem.

      Pukam do dzrzwi kamienia.
      - To ja, wpuśc mnie.

      - Nie mam drzwi - mówi kamień.

      -------
      www.mammarzenie.org
      • czarny.humor Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 27.11.05, 15:17
        Tak.
        Znam go.

        Jest piękny i poruszający.
        • aaj3 Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 27.11.05, 17:05
          Jest taki dom
          gdzie odmawiają poranne pacierze
          gdzie na bochenku chleba kreślą znak krzyża
          gdzie mówią sobie "dziń dobry"
          a na dobranoc dodają
          "niech ci Bóg da zdrowie"

          Takie domy to ginący gatunek
          nie objęty żadną ochroną
          --
        • tofika Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 27.11.05, 17:11
          dobrze...
          a skad powiedzenie
          "Dawno kamien ,by sie rozkruszl,
          a my trwamy...bo potrafimy".....
          • tofika Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 02.12.05, 13:34
            Tak mi sie kliknelo..... tu i ... refren mnie zastanawia......

            Joe Nichols "Impossible" - Niemożliwe

            Mój tata przeganiał potwory ciemności spod mojego łóżka,
            potrafił podnieśc mnie nad głowe na jednej ręce
            Jednym ruchem odkręcał zardzewiałe śrubki
            I bez zmrużenia wyciągał drzazgi z rąk

            Miałem trzynaście lat i nigdy nie widziałem, by zapłakał
            Aż w dniu śmierci dziadka zrozumiałem:

            Niezatapialne statki toną
            Niezniszczalne ściany się walą
            Czasami coś, co, wydaje Ci się, nigdy się nie wydarzy
            Zdarza się ot tak - po prostu
            Stal nie do zgięcia się gnie
            Gdy furia wiatru jest nie do powstrzymania
            Nauczyłem się, by nigdy nie lekceważyć (niedoceniać) niemożliwego.

            Nadeszły moje młodzieńcze lata
            Kumpel Billy miał nowy samóchód
            Było późno, droga była mokra i wtedy...
            Myślę, że ten zakret był za ostry...
            Ja wyszedłem z tego nawet bez draśnięcia,
            Ale Billy nie czuł swoich nóg.
            Powiedzieli, że już nigdy nie będzie chodził.

            Ale Billy powiedział, że będzie.
            Jego rodzice się modlili
            I w dniu ukończenia szkoły Billy wstał i powiedział:

            Niezatapialne statki toną
            Niezniszczalne ściany się walą
            Czasami coś, co, wydaje Ci się, nigdy się nie wydarzy
            Zdarza się ot tak - po prostu
            Stal nie do zgięcia się gnie
            Gdy furia wiatru jest nie do powstrzymania
            Nauczyłem się, by nigdy nie lekceważyć (niedoceniać) niemożliwego.

            Więc nie mów mi, że to koniec
            Nie rezygnuj z nas
            Poniweaż nie istnienie coś takiego jak beznadziejność
            Kiedy wierzysz...

            ***
            Ostatnia zwrotka jest akurat skierowana do rozstających się par - i tu piękno
            tej piosenki się burzy, bo uświadamia (przynajmniej mi), że czasami nawet
            największa wiara nie pomaga, albo pomaga, tylko nie tak, jak byśmy w tym
            momencie chcieli - o tym będzie kolejna piosenka, tym razem Garthanka doczeka
            się swojego kochanego wykonawcy - zgadujesz może, jaką piosenkę mam na myśli?

            • regine Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 03.12.05, 23:05
              Posłuchaj Droga co Ci powiem
              Nie w tym jest sedno czy przyczyna,
              Że ludzie już nie naszym rajem,
              Że każdy kogoś tam obwinia...

              Spójrz dookoła, spójrz uważnie,
              Nastąpił zanik człowieczeństwa!
              To walka o byt materialny
              Prowadzi wszystkich do szaleństwa.

              Któż dziś ci powie z przekonaniem
              Co to jest wiara czy nadzieja?
              Co to jest miłość, honor, godność
              Wokoło jeno słowna breja!

              Tej wieży Babel nie zrozumiesz,
              Tyś żywcem jest z innego świata,
              Z tego, gdzie duszę, myśli, słowa,
              Przyroda z marzeniami brata.

              Więc lepiej śmiało wyjdź na łąkę,
              Gdzie zieleń i wiosenne kwiecie
              Lub w lesie szukaj ukojenia
              Miast tkwić w szalonym, nie swym świecie.
              • regine Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 03.12.05, 23:07
                Ginę i w otchłań znów się zapadam
                Czy zawsze tak musi być?
                Swoim jestestwem znowu nie władam!
                Wybuch radosci... by potem wyć...

                Piasków Sahary znów nie wystarczy...
                Aby zasypać mój dołek...
                Czy wreszcie kiedyś los mi pozwoli...
                Nie czuć się jak pachołek?

                Czy w wyobraźni, czy też na jawie,
                Nie ważne.... bywa tak....
                Że załamany i zdruzgotany...
                Czuję się... sam nie wiem jak!

                I znów jak niegdyś... pustka i niemoc,
                Znowu prysnęły marzenia...
                Znów błędnym krokiem zdłuż ścian ustawych...
                Wspomnienia, wspomnienia, wspomnienia.....

                Huśtawka myśli, jak długo jeszcze?
                Czyż to mym przeznaczeniem?
                Myśle więc jestem, jestem więc pragnę..
                Spotykać się z przebaczeniem.....

                Za to, że jestem taki nie inny...
                Że czasem mam nadzieję...
                Że mojej duszy rozkołatanej....
                Pomyślny wiatr powieje!
                • regine Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 03.12.05, 23:10
                  Nie mogę pojąć... Czy jeszcze czuję?
                  Czy jeszcze żyję, czy wegetuję?

                  Jak mam dogonić - co wciąż ucieka?
                  I jak zrozumieć, że czas to rzeka?

                  Jak miejsce znaleźć w świecie szalonym,
                  W świecie samotnym, ogołoconym?

                  Co ja w nim robię i skąd się wziąłem?
                  Czy kiedyś pojmę, co nie pojąłem?

                  I po co ciągle w nim jeszcze siedzę?
                  Dlaczego z moim życiem się biedzę?

                  Dzisiaj jest wtorek? Środa? Czy piątek?
                  Gdzież ta samotność wzięła początek?

                  Dlaczego znowu bierze mnie chrypa
                  ... - I skąd znam tego w lusterku typa?

                  Podobny do mnie! Nie wiem dlaczego?
                  Bez ogni w oczach... Ktoś ty kolego?

                  Dlaczegoś taki zmęczony, smutny?
                  Czyżby twój los był równie okrutny?

                  Że coś się kończy już zrozumiałeś?
                  Czy kiedyś uśmiech na twarzy miałeś?

                  Po co ja gadam tu sam ze sobą
                  Czy takie gadki w czymś mi pomogą?

                  Jednak wiem! Czasem, w myślach natłoku,
                  Dobrze jest spojrzeć na siebie... z boku!
              • fleur1 Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 04.12.05, 14:49
                Nie istnieje żaden początek ani koniec...
                Dzień wczorajszy jest historią.
                Jutrzejszy - tajemnicą.
                Dzisiejszy jest - darem.
                • fleur1 Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 04.12.05, 15:19
                  Kiedyś dostałam adres:

                  www.zosia.piasta.pl/carpediem.htm
                  Tekst zamieszczony przez autorkę strony
                  jest wart przeczytania.
              • tofika Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 05.12.05, 11:24
                "Spójrz dookoła, spójrz uważnie,
                Nastąpił zanik człowieczeństwa!
                To walka o byt materialny
                Prowadzi wszystkich do szaleństwa."

                pieniadze rzecz nabyta...
                nawet jest w piosence...
                lecz klufereczek daj Boze..
                i co kufereczek znow bedzie za maly okaze sie...

                o nie byt materialny mi nie zabierze moich dazen .pragnien,
                to tylko dodatek do zycia ten ..mamon...smile

                pozdrawiam serdecznie autorke ..Reginkesmile

                innym razzo,inne przemyslenia,,a jest tego..zadalkas cwieka Reginko ,do
                przemyslan,,dobrze...
    • goskaa.l Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 08.12.05, 06:33
      Trzeba śmiać się, nie czekając na szczęście, bo gotowiśmy umrzeć nie
      uśmiechnąwszy się ani razu.
    • czarny.humor "Mistrz i Małgorzata" Rozdz.2 - Poncjusz Piłat. I 18.12.05, 04:09
      Poncjusz Piłat

      W białym płaszczu z podbiciem koloru krwawnika posuwistym krokiem kawalerzysty wczesnym rankiem czternastego dnia wiosennego miesiąca nisan pod krytą kolumnadę łączącą oba skrzydła pałacu Heroda Wielkiego wyszedł procurator Judei Poncjusz Piłat.
      Procurator ponad wszystko nienawidził zapachu olejku różanego, a dziś wszystko zapowiadało niedobry dzień, ponieważ woń róż prześladowała procuratora od samego rana.
      Miał wrażenie, że różany aromat sączy się z rosnących w ogrodzie palm i cyprysów, że z wydzielanym przez eskortę odorem potu i skórzanego rynsztunku miesza się zapach znienawidzonych kwiatów.
      Z zabudowań na tyłach pałacu, gdzie kwaterowała przybyła do Jeruszalaim wraz z procuratorem pierwsza kohorta dwunastego legionu Błyskawic, aż tu, pod kolumnadę, napływał poprzez górną kondygnację ogrodu gorzkawy dymek świadczący, że kucharze w centuriach zaczęli już gotować obiad, i w tym dymku także była domieszka oleistych różanych aromatów.
      "Za cóż mnie tak karzecie, o bogowie ?... Tak, to bez wątpienia znowu ta niezwyciężona, straszliwa choroba... hemicrania, przy której boli pół głowy... choroba, na którą nie ma lekarstwa, przed którą nie ma ratunku.. Spróbuję nie poruszać głową...”
      Na mozaikowej posadzce przy fontannie był już przygotowany tron. Procurator nie spojrzawszy na nikogo zasiadł na nim i wyciągnął rękę w bok. Sekretarz z uszanowaniem złożył w jego dłoni kawałek pergaminu. Procurator, nie zdoławszy opanować bolesnego grymasu, kątem oka pobieżnie przejrzał tekst, zwrócił sekretarzowi pergamin, powiedział z trudem:
      - Podsądny z Galilei ? Przesłaliście sprawę tetrarsze ?
      - Tak, procuratorze – odparł sekretarz.
      - A on?
      - Odmówił rozstrzygnięcia tej sprawy i wydany przez Sanhedryn wyrok śmierci przesłał do twojej decyzji - wyjaśnił sekretarz.
      Procuratorowi skurcz wykrzywił policzek. Powiedział cicho:
      - Wprowadzić oskarżonego.
      Natychmiast dwóch legionistów wprowadziło między kolumny z ogrodowego placyku dwudziestosiedmioletniego człowieka i przywiodło go przed tron procuratora. Człowiek ów odziany był w stary, rozdarty, błękitny chiton. Na głowie miał biały zawój przewiązany wokół rzemykiem, ręce związano mu z tyłu. Pod jego lewym okiem widniał wielki siniak, w kąciku ust miał zdartą skórę i zaschłą krew. patrzył na procuratora z lękliwą ciekawością.
      Tamten milczał przez chwilę, potem cicho zapytał po aramejsku:
      - Więc to ty namawiałeś lud do zburzenia jeruszalaimskiej świątyni ?
      Procurator siedział niczym wykuty z kamienia i tylko jego wargi poruszały się ledwie zauważalnie, kiedy wymawiał te słowa. Był jak z kamienia, bał się bowiem poruszyć głową płonącą z piekielnego
      bólu.
      Człowiek ze związanymi rekami postąpił nieco ku przodowi i począł mówić:
      - Człowieku dobry. Uwierz mi...
      Ale procurator, nadal znieruchomiały, natychmiast przerwał mu, ani o włos nie podnosząc głosu:
      - Czy to mnie nazwałeś dobrym człowiekiem ? Jesteś w błędzie. Każdy w Jeruszalaim powie ci, że jestem okrutnym potworem, i to święta prawda. - Po czym równie beznamietnie dodał: - Centurion Szczurza Śmierć, do mnie!
      Wszystkim się wydało, że zapada mrok, kiedy centurion pierwszej centurii Marek, zwany także Szczurzą Śmiercią, wszedł na taras i stanął przed procuratorem. Był o głowę wyższy od najwyższego żołnierza legionu i tak szeroki w barach, że przesłonił sobą niewysokie jeszcze słońce.
      Procurator zwrócił się do centuriona po łacinie:
      -Przestępca nazwał mnie człowiekiem dobrym. Wyprowadź go stąd na chwilę i wyjaśnij mu, jak należy się do mnie zwracać. Ale nie kalecz go.
      Wszyscy prócz nieruchomego procuratora odprowadzali spojrzeniami Marka Szczurzą Śmierć, który skinął na aresztanta, każąc mu iść za sobą. Szczurzą Śmierć w ogóle zawsze wszyscy odprowadzali
      spojrzeniami, gdziekolwiek się pojawiał, tak niecodziennego był wzrostu, a ci, którzy widzieli go po raz pierwszy, patrzyli nań z tego także powodu, że twarz centuriona była potwornie zeszpecona - nos jego strzaskało niegdyś uderzenie germańskiej maczugi. Ciężkie buciory Marka załomotały po mozaice, związany poszedł za nim bezgłośnie, pod kolumnadą zapanowało milczenie, słychać było gruchanie gołębi na ogrodowym placyku nie opodal balkonu, a także wodę śpiewającą w fontannie dziwaczną i miłą piosenkę.
      Procurator nagle zapragnął wstać, podstawić skroń pod strugę wody i pozostać już w tej pozycji. Wiedział jednak, że i to nie przyniesie ulgi.
      Szczurza Śmierć spod kolumnady wyprowadził aresztowanego do ogrodu, wziął bicz z rąk legionisty, który stał u stóp brązowego posągu, zamachnął się od niechcenia i uderzył aresztowanego po ramionach. Ruch centuriona był lekki i niedbały, ale związany człowiek natychmiast zwalił się na ziemię, jakby mu ktoś podciął nogi, zachłysnął się powietrzem, krew uciekła mu z twarzy, a jego oczy
      stały się puste.
      Marek lewą ręką lekko poderwał leżącego w powietrze, jakby to był pusty worek, postawił go na nogi, powiedział przez nos, kalecząc arameiskie słowa:
      - Do procuratora rzymskiego zwracać się: hegemon. Innych słów nie mówić. Stać spokojnie. Zrozumiałeś czy uderzyć ?
      Aresztowany zachwiał się, ale przemógł słabość, krew znów krążyła, odetchnął głęboko i ochryple
      powiedział:
      - Zrozumiałem cię. Nie bij mnie.
      Po chwili znowu stał przed procuratorem.
      Rozległ się matowy, zbolały głos:
      - Imię?
      - Moje? - pośpiesznie zapytał aresztowany, całym swoim jestestwem wyrażając gotowość do szybkich i rzeczowych odpowiedzi, postanowienie, że nie da więcej powodów do gniewu. Procurator powiedział cicho:
      - Moje znam. Nie udawaj głupszego, niż jesteś. Twoje.
      - Jeszua - śpiesznie odpowiedział aresztowany.
      - Masz przezwisko?
      - Ha-Nocri.
      - Skąd jesteś?
      - Z miasta Gamala - odpowiedział aresztant, zarazem wskazując głową, że gdzieś tam daleko, na prawo od niego, na północy, jest miasto Gamala.
      - Z jakiej krwi?
      - Dokładnie tego nie wiem - z ożywieniem odpowiedział aresztowany. - Nie pamiętam moich rodziców. Powiadają, że ojciec był Syryjczykiem ....
      - Gdzie stale mieszkasz?
      - Nigdzie, nie mam domu - nieśmiało odpowiedział aresztant. - Wędruję od miasta do miasta.
      - Można to nazwać krócej, jednym słowem. Włóczęgostwo - powiedział procurator i zapytał: - Masz rodzinę?
      - Nie mam nikogo. Sam jestem na świecie.
      - Umiesz czytać, pisać?
      - Umiem.
      - Znasz jakiś język prócz arameiskiego?
      - Znam. Grecki.
      Uniosła się opuchnięta powieka, zasnute mgiełką cierpienia oko wpatrzyło się w aresztowangeo. Drugie nadal było zamknięte. Piłat odezwał się po grecku:
      - Więc to ty zamierzałeś zburzyć świątynię i nawoływałeś do tego lud ?
      Aresztowany znowu się ożywił, jego oczy nie wyrażały juz strachu, zaczął mówić po grecku:
      - Czło... - przerażenie błysnęło w jego oczach, zrozumiał,że omal się nie przejęzyczył. - Ja, hegemonie, nigdy w życiu nie miałem zamiaru burzyć świątyni i nikogo nie namawiałem do tak nonsensownego uczynku.
      Zdziwienie odmalowało się na twarzy sekretarza, który pochylony nad niziutkim stołem spisywał zeznania. Uniósł głowę, ale natychmiast znów ją pochylił nad pergaminem.
      - Wielka ilość rozmaitych ludzi schodzi się do tego miasta na święto. Są wśród nich magowie, astrologowie, wróżbici i mordercy - monotonnie mówił procurator - niekiedy zdarzają się także kłamcy. Ty, na przykład, jesteś kłamcą. Zapisano tu wyraźnie - podburzałeś do zniszczenia świątyni. Tak zaświadczyli ludzie.
      - Ci dobrzy ludzie - zaczął mówić więzień i śpiesznie dodawszy: - hegemonie - ciągnął: - niczego nie
      studiowali i wszystko, co mówiłem, poprzekręcali. W ogóle zaczynam się obawiać, że te nieporozumienia będą trwały jeszcze bardzo, bardzo długo. A wszystko dlatego, że on niedokładnie zapisuje to, co mówię.
      Zapadło milczenie. Teraz juz oboje zbolałych oczu patrzyło ociężale na aresztowanego.
      - Powtarzam ci, ale już po raz ostatni, abyś przestał udawać wariata, zbrodniarzu - łagodnie, monotonnie powiedział Piłat. - Niewiele zapisano z tego, coś mówił, ale tego, co zapisano, jest w każdym razie dość, a
    • czarny.humor "Mistrz i Małgorzata" Rozdz.2 - Poncjusz Piłat.II 18.12.05, 04:15
      - Niewiele zapisano z tego, coś mówił, ale tego, co zapisano, jest w każdym razie dość, aby cię powiesić.
      - O, nie, o, nie, hegemonie ! - w żarliwym pragnieniu przekonania rozmówcy mówił aresztant - chodzi za mną taki jeden z kozim pergaminem i bez przerwy pisze. Ale kiedyś zajrzałem mu do tego pergaminu i strach mnie zdjął. Nie mówiłem dosłownie nic z tego, co tam zostało
      napisane. Błagałem go: spal, proszę cię, ten pergamin! Ale on mi go wyrwał i uciekł.
      - Któż to taki ? - opryskliwie zapytał Piłat i dotknął dłonią skroni.
      - Mateusz Lewita - skwapliwie powiedział więzień. – Był poborcą podatkowym i spotkałem go po raz pierwszy na drodze do Bettagium, w tym miejscu, gdzie do drogi przytyka ogród figowy, i rozmawiałem z nim. Na początku potraktował mnie nieprzyjaźnie, a nawet mnie obrażał, to znaczy wydawało mu sie, że mnie obraża, ponieważ nazywał mnie psem. - Aresztowany uśmiechnął się. – Co
      do mnie, nie widzę w tym zwierzęciu nic złego, nic takiego, żeby się obrażać za to słowo ....
      Sekretarz przestał notować i ukradkiem spojrzał zdziwiony nie na aresztowanego jednak, tylko na
      procuratora.
      -... lecz wysłuchawszy mnie, złagodniał – ciągnął Jeszua - a w końcu cisnął pieniądze na drogę i
      oświadczył, że pójdzie ze mną na wędrówkę.....
      Piłat uśmiechnął się połową twarzy, wyszczerzając pożółkłe zęby i przemówił, całym ciałem zwracając się ku sekretarzowi:
      - O, miasto Jeruszalaim ! Czegóż tu nie można usłyszeć?! Poborca podatków, słyszycie, cisnął pieniądze na drogę !
      Sekretarz, nie wiedząc, co na to odpowiedzieć, uznał za wskazane uśmiechnąć się tak jak Piłat.
      - Powiedział, że od tej chwili nienawidzi pieniędzy - objaśnił Jeszua dziwne zachowanie Mateusza Lewity i dodał: - Odtąd wędrował wraz ze mną.
      Procurator, ciągle jeszcze szczerząc zęby, przyjrzał się więźniowi, potem spojrzał na słońce, które
      nieubłaganie wznosiło się coraz wyżej i wyżej nad posągami jeźdźców na leżącym z prawej strony, w dali, w dolinie, hipodromie, i znienacka, w jakiejś męczącej udręce, pomyślał, że najprościej byłoby pozbyć się z balkonu tego dziwacznego rozbójnika, wyrzekłszy dwa tylko słowa: "powiesić go!"
      Pozbyć się także eskorty, przejść spod kolumnady do wnętrza pałacu, polecić by zaciemniono okna komnaty, zwalić się na łoże, zażądać zimnej wody, umęczonym głosem przywołać psa Bangę, użalić się przed nim na tę hemicranię ... W obolałej głowie procuratora błysnęła nagle kusząca myśl o truciźnie.
      Patrzył na więźnia zmętniałymi oczyma i przez czas jakiś milczał, z trudem usiłując sobie rzypomnieć,
      czemu to na tym niemiłosiernym porannym skwarze stoi przed nim więzień o twarzy zniekształconej razami, uświadomić sobie, jakie jeszcze niepotrzebne nikomu pytania będzie tu musiał zadawać.
      - Mateusz Lewita ? - zapytał ochryple chory i zamknął oczy.
      - Tak, Mateusz Lewita - dotarł doń wysoki, zadręczający głos.
      - W takim razie, co mówiłeś o świątyni tłumowi na targowisku ?
      Wydawało się Piłatowi, że głos odpowiadającego kłuje go w skroń, ten głos męczył go niewypowiedzianie, ten głos mówił:
      - Mówiłem, hegemonie, o tym, że runie świątynia starej wiary i powstanie nowa świątynia prawdy. Powiedziałem tak, żeby mnie łatwiej zrozumieli.
      - Czemuś, włóczęgo, wzburzał umysły ludu na targowisku opowieściami o prawdzie, o której ty sam nie masz pojęcia ? Cóż więc jest prawdą ?
      I pomyślał sobie procurator: "Bogowie ! Pytam go na sądzie o takie rzeczy, o które pytać nie powinienem ... Mój umysł mnie zawodzi .. " I znów zamajaczył mu przed oczyma puchar ciemnego płynu "Trucizny mi dajcie, trucizny ..."
      I znów usłyszał głos:
      - Prawdą jest to przede wszystkim, że boli cię głowa i to tak bardzo cię boli, że małodusznie rozmyślasz o śmierci. Nie dość, że nie starcza ci sił, by ze mną mówić, ale trudno ci nawet na mnie patrzeć. Mimo woli staję się teraz twoim katem, co zasmuca mnie ogromnie. Nie możesz nawet o niczym myśleć i tylko marzysz o tym, by nadszedł twój pies, jedyne zapewne stworzenie, do
      którego jesteś przywiązany. Ale twoje męczarnie zaraz się skończą, ból głowy ustąpi.
      Sekretarz wytrzeszczył oczy na więźnia, nie dopisał słowa do końca. Piłat podniósł na aresztanta umęczone spojrzenie i zobaczył, że słońce stoi już dość wysoko nad hipodromem, że promień słoneczny przeniknął pod kolumnadę, podpełza ku znoszonym sandałom Jeszui, i że
      ten stara się usunąć ze słońca.
      Wówczas procurator wstał z tronu, ścisnął dłońmi głowę, na jego wygolonej żółtawej twarzy pojawił się wyraz przerażenia. Ale Piłat natychmiast opanował go wysiłkiem woli i znowu opadł na tron. Więzień natomiast kontynuował tymczasem swoją przemowę, sekretarz niczego już jednak nie notował, tylko wyciągnął szyję jak gąsior i starał się nie uronić ani słowa.
      - I oto wszystko się już skończyło – życzliwie spoglądając na Piłata mówił aresztowany - i niezmiernie
      sie z tego cieszę. Radziłbym ci, hegemonie, abyś na czas jakiś opuścił pałac i odbył małą przechadzkę po okolicy, chociażby po ogrodach na stoku eleońskiej góry. Burza nadciągnie ...- więzień odwrócił się i popatrzył zmrużonymi oczyma w słońce - ... później, pod wieczór. Przechadzka dobrze ci zrobi, a ja ci chętnie będę towarzyszył. Przyszło mi go głowy kilka nowych myśli, które, jak sądzę, mogłyby ci się wydać interesującymi, i z przyjemnością bym się nimi z tobą podzielił, tym bardziej, że sprawiasz na mnie wrażenie bardzo mądrego człowieka. - Sekretarz zbladł śmiertelnie, pergamin spadł mu na posadzkę. - Szkoda tylko - ciągnął związany Ha-Nocri i nikt mu nie przerywał - że zbytnio jesteś zamknięty w sobie i zupełnie opuściła cię wiara w ludzi. Przyznasz przecież, że nie można wszystkich swoich uczuć przelewać na psa. Smutne jest twoje życie, hegemonie - w tym miejscu mówiący pozwolił sobie na uśmiech.
      Sekretarz myślał teraz już tylko o jednym - wierzyć czy nie wierzyć własnym uszom. Musiał im wierzyć. Postarał się zatem wyobrazić sobie, jaką też wymyślną formę przybierze gniew zapalczywego procuratora wobec tej niesłychanej śmiałości aresztowanego. Ale nie mógł sobie tego wyobrazić, choć nieźle znał procuratora.
      Wówczas dał się słyszeć zdarty, nieco zachrypnięty głos procuratora mówiącego po łacinie:
      - Rozwiążcie mu ręce.
      Jeden z konwojujących legionistów stuknął włócznią o posadzkę, podał ją sąsiadowi, zbliżył się i zdjął
      więźniowi pęta. Sekretarz podniósł z ziemi pergamin, postanowił, że niczego na razie nie będzie notował i że niczemu nie będzie się dziwił.
      - Przyznaj się - zapytał cicho po grecku Piłat – jesteś wielkim lekarzem ?
      - Nie, procuratorze, nie jestem lekarzem – odpowiedział aresztowany, rozcierając z ulgą zniekształcone i opuchniete, purpurowe przeguby dłoni.
      Piłat surowo przyglądał się aresztowanemu spode łab, w jego oczach nie było mgiełki, pojawiły się w nich dobrze wszystkim znane iskry.
      - Nie pytałem cię o to - powiedział - ale czy znasz może również łacinę ?
      - Znam – odpowiedział aresztowany.
      Rumieniec wystąpił na zżółkłe policzki Piłata i procurator zapytał po łacinie:
      - Skąd wiedziałeś, że chciałem przywołać psa?
      - To zupełnie proste - odpowiedział po łacinie aresztowany. - Wodziłeś w powietrzu dłonią - tu więzień powtórzył gest Piłata - tak, jakbyś chciał go pogłaskać, a twoje wargi ...
      - Tak...- powiedział Piłat.
      Milczęli przez chwilę. A potem Piłat zapytał po grecku:
      - A zatem jesteś lekarzem?
      - Nie, nie - żywo odpowiedział więzień. - Wierz mi, nie jestem lekarzem.
      - No cóż, jeśli chcesz to zachować w tajemnicy, zachowaj. Bezpośrednio ze sprawą to się nie wiąże.
      Utrzymujesz zatem, że nie nawoływałeś do zburzenia świątyni ... czy też jej podpalenia, czy zniszczenia jej w jakiś inny sposób ?
      - Nikogo, hegemonie, nie nawoływałem do niczego takiego, powtarzam. Czy wyglądam na człowieka niespełna rozumu ?
      - O, nie, nie wyglądasz na człowieka niespełna rozumu - cicho odpowiedział procurator z jakimś strasznym uśmiechem. - Przysięgnij zatem, że nic takiego nie miało miejsca.
      - Na co chcesz, abym przysiągł ? - zapy
      • czarny.humor "Mistrz i Małgorzata" Rozdz.2 - Poncjusz Pił 18.12.05, 04:27
        - Na co chcesz, abym przysiągł ? - zapytał z ożywieniem uwolniony z więzów.
        - Choćby na własne życie - odpowiedział procurator. - Najwyższy czas, abyś na nie przysiągł, bo wiedz o tym, że wisi ono na włosku.
        - Czy sądzisz, hegemonie, że to tyś je na nim zawiesił? - zapytał więzień. - Jeśli sądzisz tak, bardzo się mylisz.
        Piłat drgnął i odparł przez zęby:
        - Mogę przeciąć ten włosek.
    • czarny.humor "Mistrz i Małgorzata" Rozdz.2 -Poncjusz Piłat.III 18.12.05, 04:17
      - Mogę przeciąć ten włosek.
      - Co do tego także się mylisz - powiedział z powątpiewaniem aresztowany, uśmiechając się dobrodusznie i zasłaniając dłonią przed słońcem. - Przyznasz, że przeciąć ten włosek może chyba tylko ten, kto zawiesił na nim moje życie.
      - Tak, tak - powiedział Piłat i uśmiechnął się. – Nie wątpię już teraz, że jeruszalaimscy próżniacy włóczyli się za tobą. Nie wiem, gdzieś się ćwiczył w wymowie, ale języka w gębie nie zapominasz. Nawiasem mówiąc, powiedz mi, czy to prawda, że przybyłeś do Jeruszalaim przez Suzską Bramę, jadąc oklep na ośle, i że towarzyszyły ci tłumy motłochu wiwatującego na twoją cześć, jakbyś był jakim prorokiem ? - i procurator wskazał zwój pergaminu.
      Więzień popatrzył na procuratora z niedowierzaniem.
      - Nie mam żadnego osła, hegemonie - powiedział.- Rzeczywiście wszedłem do Jeruszalaim przez Suzską Bramę, ale przyszedłem pieszo, a towarzyszył mi tylko Mateusz Lewita i nikt nie wiwatował ani niczego nie krzyczał, bo nikt mnie wtedy w Jeruszalaim nie znał.
      - Czy znany ci jest - ciągnął Piłat nie spuszczając wzroku z więźnia - niejaki Dismos albo Gestas, albo
      może Bar Rabban ?
      - Nie znam tych dobrych ludzi – odpowiedział aresztowany.
      - To prawda?
      - To prawda.
      - Powiedz mi zatem, czemu nieustannie mówisz o dobrych ludziach ? Czy nazywasz tak wszystkich ludzi?
      - Wszystkich - odpowiedział więzień. - Na świecie nie ma złych ludzi.
      - Pierwszy raz spotykam się z takim poglądem - powiedział Piłat i uśmiechnął się. - Ale, być może za
      mało znam życie !.. Teraz możesz już nie notować - zwrócił się do sekretarza, chociaż sekretarz i tak
      niczego nie notował, a potem znowu zwrócił się do więźnia:- Czy wyczytałeś to w którejś z greckich ksiąg?
      - Nie, sam do tego doszedłem.
      - I tego nauczasz?
      - Tak.
      - A na przykład centurion Marek, którego nazywają Szczurzą Śmiercią, czy on także jest dobrym człowiekiem?
      - Tak - odparł więzień. - Co prawda, jest to człowiek nieszczęśliwy. Od czasu, kiedy dobrzy ludzie go
      okaleczyli, stał się okrutny i nieczuły. Ciekawe, kto też tak go zeszpecił?
      - Chętnie cię o tym poinformuję - powiedział Piłat - ponieważ byłem przy tym obecny. Dobrzy ludzie rzucili się na niego jak gończe na niedźwiedzia. Germanie wpili mu się w kark, w ręce, w nogi. Manipuł piechoty wpadł w zasadzkę i gdyby nie to, że turma jazdy, którą dowodziłem, przedarła się ze skrzydła, nie miałbyś, filozofie, okazji do rozmowy ze Szczurzą Śmiercią. To było w czasie bitwy pod Idistavino, w Dolinie Dziewic.
      - Jestem pewien - zamyśliwszy się powiedział więzień - że gdyby z nim porozmawiać, zmieniłby się z
      pewnością.
      - Sądzę - powiedział Piłat - że legat legionu nie byłby rad, gdyby ci wpadło do głowy porozmawiać z którymś z jego oficerów czy żołnierzy. Zresztą nie dojdzie do tego, na szczęście, i już ja będę pierwszym, który się o to zatroszczy.
      Wpadła pod kolumnadę jaskółka, zatoczyła krąg pod złotym jej pułapem, obniżyła lot, nieomal musnęła ostrym skrzydłem twarz stojącego we wnęce miedziangeo posągu i zniknęła za kapitelem kolumny. Być może zamierzała uwić tam gniazdo.
      Procurator śledził jej lot, myśl miał teraz jasną i lotną, sentencja wyroku dojrzała. Była taka: hegemnon rozpatrzył sprawę wędrownego filozofa Jeszui, którego zwą także Ha-Nocri, i w jego działalności nie dopatrzył się cech przestępstwa. Nie dopatrzył się zwłaszcza żadnego związku między działalnością Jeszui a niepokojami, które niedawno miały miejsce w Jeruszalaim. Wędrowny filozof okazał się być obłąkany, w związku z czym procurator nie zatwierdza wyroku śmierci wydanego na Ha-Nocri przez Mały Sanhedryn. Biorąc jednak pod uwagę to, że utopijne mowy szaleńca Ha-Nocri mogą stać się przyczyną rozruchów, procurator poleca wydalić Jeszuę z Jeruszalaim i uwięzić go w
      Caesarea Stratonica nad Morzem Śródziemnym, tam gdzie znajduje się rezydencja procuratora.
      Pozostało podyktować tę sentencję sekretarzowi.
      Skrzydła jaskółki zafurkotały tuż nad głową hegemona, ptak przemknął nad basenem fontanny, wyleciał spod kolumnady na otwartą przestrzeń. Procurator podniósł wzrok na więźnia i spostrzegł obok niego gorejący słup pyłu.
      - To już wszystko ? - zapytał sekretarza.
      - Niestety, nie - nieoczekiwanie odpowiedział tamten i podał Piłatowi następny kawałek pergaminu.
      - Cóż więc jeszcze ? - zapytał Piłat i zasępił się.
      Kiedy przeczytał podany mu pergamin, jego twarz zmieniła się jeszcze bardziej. Czy to ciemna krew,
      która napłynęła do szyi i twarzy, czy też stało się coś jeszcze innego, dość, że skóra na twarzy procuratora z żółtej stała się ziemista, a oczy jak gdyby zapadły w głąb czaszki.
      Powodem tego była z pewnością jak zwykle krew, która napłynęła do skroni i łomotała w nich teraz, ale coś jednocześnie stało się ze wzrokiem procuratora. Przywidziało mu się, że głowa więźnia
      odpłynęła kędyś w bok, a na jej miejscu pojawiła sie inna. Ta druga głowa, łysiejąca, okolona była
      wieńcem z niewielu złotych listków. Na czole widniał okrągły wrzód, wyżartą skórę posmarowano maścią. Bezzębne usta były zapadnięte, dolna warga obwisła i kapryśna. Wydawało się Piłatowi, że znikły gdzieś różowawe kolumny tarasu i dalekie dachy Jeruszalaim, widniejące zwykle w dole za ogrodami, że wszystko dokoła zatonęło w gęstej zieleni ogrodów Caprejów. Ze słuchem także stało się coś dziwnego - jakby gdzieś w dali cicho, ale groźnie zagrały trąby i dobiegł wyraźny nosowy głos znacząco podkreślający słowa: "Ustawa o obrazie majestatu ..."
      Pobiegły urywane, chaotyczne, niezwykłe myśli: "Zginął!...", a potem - "Zginęliśmy !..." I błysnęła wśród tych myśli jakaś zupełnie głupia, o jakiejś tam nieśmiertelności, przy czym ta nieśmiertelność, nie wiedzieć czemu, była przyczyną niezwykłego smutku.
      Piłat skupił wolę, odpędził widziadła, spojrzeniem powrócił na taras i znowu zobaczył przed sobą oczy więźnia.
      - Słuchaj, Ha-Nocri - powiedział dziwnie jakoś spoglądając na Jeszuę; twarz procuratora była
      surowa, ale w oczach czaiła sie trwoga. – Czy kiedykolwiek mówiłeś coś o wielkim Cezarze ? Odpowiadaj! Mówiłeś ? ... Czy też .. nie mówiłeś. - Słowo "nie" Piłat podkreśłił nieco bardziej, niżby to wypadało w sądzie, a jego spojrzenie przekazywało więźniowi jakąś myśl, jakby chciał coś aresztowanemu zasugerować.
      - Łatwo i miło jest mówić prawdę – zauważył Jeszua.
      - Nie muszę wiedzieć - powiedział Piłat głosem gniewnym i przytłumionym - czy miło ci, czy nie miło mówić prawdę. Będziesz musiał ją powiedzieć. Mów, rozważ każde słowo, jeśli nie pragniesz śmierci nie tylko niechybnej, ale i okrutnej.
      Nikt nie wie, co się stało procuratorowi Judei, dość, że pozwolił sobie na to, by podnieść rękę, jak gdyby osłaniając się przed palącym słońcem, i spod osłony dłoni, jak zza tarczy, przesłał więźniowi
      porozumiewawcze spojrzenie.
      - A więc - mówił - czy znasz niejakiego Judę z Kiriatu i co mianowicie mówiłeś temu człowiekowi o Cezarze, jeśliś mówił ?
      - To było tak - skwapliwie zaczął opowiadać aresztowany. - Przedwczoraj wieczorem w pobliżu
      świątyni poznałem pewnego młodego człowieka, który przedstawił mi się jako Juda z Kiriatu. Zaprosił mnie do swojego domu w Dolnym Mieście i podejmował mnie tam ...
      - Czy to dobry człowiek ? - zapytał Piłat i w jego oczach zabłysnął diabelski płomień. - Bardzo dobry i
      żądny wiedzy - przytaknął więzień. – Zainteresowały go bardzo moje przemyślenia, podjął mnie nader
      gościnnie...
      - Zapalił świeczniki .. - wtrącił przez zęby Piłat takim samym tonem, a jego oczy połyskiwały.
      - Tak - ciągnął Jeszua, nieco zdziwiony, że procurator wiedział o tym. - Poprosił mnie, abym zapoznał go z mymi poglądami na władzę państwową. Te sprawy ogromnie go ciekawiły.
      - Cóż więc mu powiedziałeś ? - zapytał Piłat. -
      Odpowiesz mi może, że nie pamietasz, co mówiłeś ? – ale w głosie Piłata nie było już nadziei.
      - Mówiłem o wielu sprawach - opowiadał więzień – także i o tym, że wszelka władza jest gwałtem, zadawanym ludziom, i że nadejdzie czas, kiedy nie będzie władzy ani cesarskiej, ani żad
      • czarny.humor "Mistrz i Małgorzata" Rozdz.2 -Poncjusz Piłat 18.12.05, 04:42
        - Mówiłem o wielu sprawach - opowiadał więzień – także i o tym, że wszelka władza jest gwałtem, zadawanym ludziom, i że nadejdzie czas, kiedy nie będzie władzy ani cesarskiej, ani żadnej innej. Człowiek wejdzie do królestwa prawdy i sprawiedliwości, w którym niepotrzebna już będzie władza.
        - Mów dalej ! Co było potem?
        - Nic już potem nie było - powiedział aresztowany. – Nagle wbiegli ludzie, związali mnie i poprowadzili do więzienia.
        Sekretarz szybko kreśłił, starając się nie uronić ani słowa.
        - Nie było na świecie, nie ma i nie będzie żadnej władzy wspanialszej i lepszej dla ludzi niż władanie
        Cezara Tyberiusza! - zdarty i zbolały głos Piłata spotężniał. Procurator, nie wiedzieć czemu, patrzył z
        nienawiścią na sekretarza i eskortę.
    • czarny.humor "Mistrz i Małgorzata" Rozdz.2 -Poncjusz Piłat.IV 18.12.05, 04:18
      . Procurator, nie wiedzieć czemu, patrzył z
      nienawiścią na sekretarza i eskortę.
      - I nie tobie o tym sądzić, szalony przestępco! – I Piłat nagle krzyknął: - Wyprowadzić żołnierzy z tarasu! - I dodał zwracając się do sekretarza: - Zostawcie mnie samego z oskarżonym, to sprawa wagi państwowej!
      Eskorta wzniosła włócznie i miarowo łomocąc podkutymi skórzniami zeszła z tarasu do ogrodu, a za eskortą podążył sekretarz.
      Przez chwilę ciszę panującą na tarasie zakłócał tylko śpiew wody w fontannie. Piłat patrzył, jak nad rzygaczem fontanny wydyma się miseczka uczyniona z wody, jak odłamują się jej krawędzie i strumykami spadają w dół.
      Pierwszy zaczął mówić więzień:
      - Widzę, że to, o czym mówiłem z tym młodzieńcem Kiriatu, stało się przyczyną jakiegoś niesczęścia. Mam takie przeczucie, hegemonie, że temu młodzieńcowi stanie się coś złego, i bardzo mi go żal.
      - Myślę - odpowiedział procurator z dziwnym uśmiechem - że istnieje ktoś eszcze, nad kim mógłbyś się bardziej użalić niż nad Judą z Kiriatu, ktoś, czyj los będzie znacznie gorszy niż los Judy ! ... A więc Marek Szczurza Śmierć, zimny i pozbawiony skrupułów oprawca, i ci ludzie, którzy, jak widzę - tu procurator wskazał zmasakrowaną twarz Jeszui - bili cię za twoje proroctwa, i rozbójnicy Dismos i Getas, którzy wraz ze swymi kamratami zabili czterech moich żołnierzy, i ten brudny zdrajca Juda wreszcie - wszystko to są więc ludzie dobrzy?
      - Tak – odpowiedział więzień.
      - I nastanie królestwo prawdy ?
      - Nastanie, hegemonie - z przekonaniem odparł .
      - Ono nigdy nie nastanie - nieoczekiwanie zaczął krzyczeć Piłat, a krzyczał głosem tak strasznym, że
      Jeszua aż się cofnął. takim głosem przed wieloma laty w Dolinie Dziewic wołał Piłat do swoich jezdnych: "Rąb ich ! Rąb ich ! Olbrzym Szczurza Śmierć jest otoczony !" Jeszcze podniósł zdarty od
      wywrzaskiwania komend głos, wykrzykiwał słowa tak, aby słyszano je w ogrodzie: - Łotrze ! Łotrze ! Łotrze! - A potem ściszył głos i zapytał: - Jeszua Ha-Nocri, czy wierzysz w jakichkolwiek bogów?
      - Jest jeden Bóg - odpowiedział Jeszua - i w niego wierzę.
      - Więc się do niego pomódl ! Módl się najgoręcej, jak umiesz ! A zresztą .. - głos Piłata pękł nagle - nic ci to nie pomoże. Masz żonę ? - zapytał ze smutkiem, sam nie rozumiał, co się z nim dzieje.
      - Nie, jestem samotny.
      - Przeklęte miasto ... - nie wiadomo dlaczego mruknął nagle procurator i wstrząsnął się, jakby go przeszedł ziąb, potarł dłonie, jakby je umywał. - Zaprawdę, byłoby to znacznie dla ciebie lepiej, gdyby
      ci ktoś poderżnął gardło, zanim spotkałeś Judę z Kiriatu.
      - A może byś mnie wypuścił, hegemonie - poprosił nagle więzień i w jego głosie zabrzmiał strach. - Widzę, że chcą mnie zabić.
      Przez twarz Piłata przebiegł skurcz, zwrócił na Jeszuę przekrwione białka oczu i powiedział
      : - Czy doprawdy sądzisz, nieszzęsny, że procurator rzymski puści wolno człowieka, który powiedział to, co ty mówiłeś ? O, bogowie ! Przypuszczasz może, że mam ochotę zająć twoje miejsce ? Ja twoich poglądów nie podzielam! I zapamiętaj sobie, że jeśli powiesz od tej chwili choćby jedno słowo, jeśli będziesz z kimkolwiek rozmawiał - to strzeż się mnie ! Powtarzam - strzeż sie!
      - Hegemonie...
      - Zamilcz ! - krzyknął Piłat i powiódł wściekłym spojrzeniem za jaskółką, która znowu wpadła pod
      kolumnadę.
      - Do mnie ! - zawołał.
      Kiedy sekretarz i żołnierze eskorty powrócili na swoje miejsca, Piłat oznajmił, że zatwierdza wyrok śmierci wydany na przestępcę Jeszuę Ha-Nocri przez zgromadzenie Małego Sanhedrynu, a sekretarz zapisał, to co Piłat powiedział.
      W chwilę później stanął przed procuratorem Marek Szczurza śmierć. Procurator poleciłmu przekazać więźnia komendantowi tajnej służby, a zarazem powtórzuć komendantowi polecenie procuratora, by Jeszua Ha=Nocri nie kontaktował się z innymi skazanymi, a także, by ludziom z tajnej służbywydać obwarowany surowymi karami zakaz rozmawiania o czymkolwiek i udzielania odpowiedzi na jakiekolwiek pytania.
      Marek dał znak, eskorta otoczyła Jeszuę i wyprowadziła go z tarasu.
      [...]
      • august2 Re: "Mistrz i Małgorzata" Rozdz.2 -Poncjusz Piłat 18.12.05, 05:22
        Czy wiesz ze Wajada nakrecil kiedys film
        "Pilat i inni" na podstwie tych fragmentow
        z Mistrza i Malgorzaty ktore traktuja o Pilacie?

        Marka Szczurza smierc gral niedawno zmarly Perepeczko.
        Wszystko to nakrecil w owczesnym RFN-ie. we wspolczesnej scenerii

        Ot tak mi to na mysl przyszlo...
        • czarny.humor Re: "Mistrz i Małgorzata" Rozdz.2 -Poncjusz Piłat 18.12.05, 07:53
          Nie miałem pojęcia o tym.
          Pewnie swego czasu w Polsce, ta informacja była politycznie "niebezpieczna".

          A warto by zobaczyć to dzieło.
    • czarny.humor Pies 27.01.06, 15:32
      Pies jest to zwierzę domowe, ze wszystkich zwierząt
      domowych najmniej znające się na ludziach.

      Adolf Nowaczyński
    • czarny.humor Nie opuszczaj mnie. 04.02.06, 21:22

      Nie opuszczaj mnie
      Każda moja łza
      Szepcze, że co złe
      Się zapomnieć da
      Zapomnijmy ten
      Utracony czas
      Co oddalał nas
      Co zabijał nas
      I pytania złe
      I natrętne tak
      Jak, dlaczego, jak
      Zapomnijmy je
      Nie opuszczaj mnie

      Ja deszczowym dniem
      Ci przyniosę z ziem
      Gdzie nie pada deszcz
      Pereł deszczu sznur
      Jeśli umrę z chmur
      Spłynie do twych rąk
      Światła złoty krąg
      I to będę ja
      W świecie ziemskich spraw
      Miłowanie me
      Będzie pierwszym z praw
      Królem stanę się
      A królową ty
      Nie opuszczaj mnie

      Nie opuszczaj mnie
      Ja wymyślę ci słowa
      Których sens pojmiesz tylko ty
      Z nich ułożę baśń
      Jak się serca dwa pokochały
      Na przekór ludziom złym
      Z nich ułożę baśń
      O tym królu co
      Umarł z żalu bo
      Nie mógł kochać cię
      Nie opuszczaj mnie

      Przecież zdarza się
      Że największy żar
      Ciska wulkan co
      Niby dawno zmarł
      Pól spalonych skraj
      Więcej zrodzi zbóż
      Niż zielony maj
      W czas wiosennych burz
      Gdy księżyca cierń
      Lśni na nieba tle
      A z czerwienią czerń
      Nie chcą złączyć się
      Nie opuszczaj mnie

      Nie opuszczaj mnie
      Już nie będzie łez
      Już nie będzie słów
      Dobrze jest jak jest
      Tylko taki kąt
      Mały kąt mi wskaż
      Gdzie twój słychać śmiech
      Widać twoją twarz
      Chcę gdy złoty krąg słońca wzejdzie
      Być co dnia
      Cieniem twoich rąk
      Cieniem twego psa
      Nie opuszczaj mnie


      J. Brell,
      pol. W. Młynarski
      • zosl Re: Nie opuszczaj mnie. 04.02.06, 22:38
        nie wzruszjacie mnie..))czarny humor.. jesteś wielki!
        • czarny.humor Nie licz na to Zosł !!! 05.02.06, 00:12
          Tu właśnie między innymi o wzruszenia chodzi, czyli reagujesz prawidłowo. smile))

          Właśnie przeczytałem ponownie cały wątek - "od dechy do dechy" i też jestem w stanie lekkiego upojenia, zachwytu i rozmarzenia. Taka ... mieszanka. smile))

          Wielcy są ci wszyscy autorzy, których tu cytujemy - ja ich tylko lubię czytać i rozmyślać.

          I oni tu nie są przypadkiem!! - zaraz Cię o tym przekonam!!

          smile))
      • del.wa.57 Re:O młodych sercach. 04.02.06, 22:40
        Mamy młode serce, tak długo jak długo umiemy kochać życie, takim jakie ono
        jest.
        Życie ze swoimi dobrymi ale także złymi stronami.
        Mamy młode serce, tak długo jak długo potrafimy kochać ludzi i życzyć im
        szczerze tego wszystkiego czego im brakuje, a tak bardzo jest potrzebne.
        Kto się starzeje zachowując młode serce, ten wie jak należy przyjmować ze
        spokojem te liczne małe i większe uciążliwości podeszłego wieku.
        Taki człowiek zna sens życia i sens umierania.
        Wie jak "krótkie" i jak "małe" jest wszystko na tej ziemi, bo żyje nadzieją na
        życie wieczne.
        Gdzieś,kiedys to wyczytałam,zapisałam,nawet nie wiem /czyje to/bardzo mądre.
    • czarny.humor "Poeci nie zjawiają się przypadkiem " 05.02.06, 00:21

      Poeci nie zjawiają się przypadkiem
      Z niebieskich do nas przybywają stron
      Na zawsze niezgłębioną jest zagadką
      Dlaczego z nami los swój dzielić chcą
      W źrenicach tych posłańców prosto z nieba
      Istnienia smutek i marzenia blask
      W chaosie ziemskich spraw
      Ich serca wiecznie płoną dając znak
      Tym którzy zabłądzili w mgle

      Odchodzą tak jak przyszli niespodzianie
      Zbyt prędko wypełniają się ich dni
      I znów na długo zostajemy sami
      Być może trochę lepsi dzięki nim
      Bezbronni, samotni w naszym świecie
      Tak, jakby niepotrzebni byli już
      Odchodzą komedianci, muzykanci i poeci
      Sternicy zagubionych naszych dusz

      Ich pieśni ptaki w lasach wciąż śpiewają
      I wieniec ziół rozsiewa po nich wiatr
      Odchodzą stąd, lecz nie, nie umierają
      Sumieniem naszym niespokojnym są

      A kiedy mój czas także się wyczerpie
      Poproszę cicho już ostatkiem tchu
      Daj Boże proszę daj nadziei choć iskierkę
      Że i ja też nie przypadkiem byłam tu



      Słowa polskie:
      Łucja Matulewicz–Gazda i Marek Dagnan
      • regine Re: "Poeci nie zjawiają się przypadkiem " 05.02.06, 00:23
        Piękne słowa smile
        Dziękuję...
    • czarny.humor Zabiegani, uwikłani... 05.02.06, 16:12

      Zabiegani, uwikłani w setki małych, głupich sprawek,
      Zagubieni, uwięzieni w szarych klatkach własnych domów,
      Zamieniamy się powoli w pusty sezam. Pustka boli.

      Zastraszeni, zadręczeni dniem kolejnym takim samym,
      Umęczeni, rozdrażnieni stanem swoich własnych nerwów,
      Zamki z lodu ustawiamy w stos ofiarny. Przegrywamy.

      Tylko jak się z tego wyrwać?!
      Tylko co ze sobą zrobić,
      Kiedy dłonie wyciągnięte w pustkę krzyczą?!
      Tylko jak mam to wytrzymać?!
      Tylko co? - co ze sobą zrobić?!

      Nieszczęśliwi, pamiętliwi, ból doznany bunty rodzi,
      Uszczypliwi i krzykliwi złością się bronimy własną,
      Spać kładziemy się samotni i wstajemy tacy sami.

      Zabiegani, uwikłani w setki małych, głupich sprawek,
      Zagubieni, uwięzieni w szarych klatkach własnych domów,
      Zamieniamy się powoli w pusty sezam. Pustka boli.

      Tylko jak się z tego wyrwać?!
      Tylko co ze sobą zrobić,
      Kiedy dłonie wyciągnięte w pustkę krzyczą?!
      Tylko jak mam to wytrzymać?!
      Tylko co? - co ze sobą zrobić?!

      Zastraszeni, zadręczeni dniem kolejnym takim samym,
      Umęczeni, rozdrażnieni stanem swoich własnych nerwów,
      Zamki z lodu ustawiamy w stos ofiarny. Przegrywamy.

      Nieszczęśliwi, pamiętliwi, ból doznany bunty rodzi,
      Uszczypliwi i krzykliwi złością się bronimy własną,
      Spać kładziemy się samotni i wstajemy tacy sami.

      Zabiegani, uwikłani w setki małych, głupich sprawek,
      Zagubieni, uwięzieni w szarych klatkach własnych domów,
      Zamieniamy się powoli w pusty sezam. Pustka boli.

      Tylko jak się z tego wyrwać?!
      Tylko co ze sobą zrobić,
      Kiedy dłonie wyciągnięte w pustkę krzyczą?!
      Tylko jak mam to wytrzymać?!
      Tylko co? - co ze sobą zrobić?!

      Nieszczęśliwi, pamiętliwi, ból doznany bunty rodzi,
      Uszczypliwi i krzykliwi złością się bronimy własną,
      Spać kładziemy się samotni i wstajemy tacy sami.

      Tylko jak się z tego wyrwać?!
      Tylko co ze sobą zrobić,
      Kiedy dłonie wyciągnięte w pustkę krzyczą?!
      Tylko jak mam to wytrzymać?!
      Tylko co? - co ze sobą zrobić?!



      Piosenka zespołu "Czerwony Tulipan"
      Niestety nie znam autora.
    • czarny.humor Naprawdę nie dzieje się nic. 03.03.06, 15:21
      Naprawdę nie dzieje się nic

      Czy zdanie okrągłe wypowiesz,
      czy księgę mądrą napiszesz,
      będziesz zawsze mieć w głowie
      tę samą pustkę i ciszę.

      Słowo to zimny powiew
      nagłego wiatru w przestworze;
      może orzeźwi cię, ale
      donikąd dojść nie pomoże.

      Zwieść cię może ciągnący ulicami tłum,
      wódka w parku wypita albo zachód słońca,
      lecz pamiętaj: naprawdę nie dzieje się nic
      i nie stanie się nic - aż do końca.

      Czy zdanie okrągłe wypowiesz,
      czy księgę mądrą napiszesz,
      będziesz zawsze mieć w głowie
      tę samą pustkę i ciszę.

      Zaufaj tylko warg splotom,
      bełkotom niezrozumiałym,
      gestom w próżni zawisłym,
      niedoskonałym.

      Zwieść cię może ciągnący ulicami tłum,
      wódka w parku wypita albo zachód słońca,
      lecz pamiętaj: naprawdę nie dzieje się nic
      i nie stanie się nic - aż do końca.

      Michał Zabłocki
      • del.wa.57 Człowiek!!!! 03.03.06, 18:24
        Ezechiel (HO Marcin Zaród)



        Fiat homo

        Stawał się człowiek
        W wojnie.
        Krzepł humanizm
        W nienawiści.
        Kwitła tolerancja
        W pogardzie.
        Umacniała cnota
        W kłamstwie.

        Stawał się człowiek
        W pokoju.
        Budował więzienia
        W miłości.
        Omijał drugiego
        W szacunku.
        Ranił innych
        W prawdzie.

        Stał się człowiek
        Stawia się człowiek
        Postawił się człowiek.

        Stać nas na pokój?
        Stać nas na miłość?
        Stać nas szacunek?
        Stać nas naprawdę?

    • czarny.humor Jestem człowiek. 09.03.06, 22:24
      Jestem człowiek
      De domo homo
      Jaki ja właściwie jestem
      Nie wiadomo
      Najpierw mały
      Potem duży
      Potem siwy
      Albo łysy
      Bo przyroda
      Także swoje ma kaprysy

      Jeden problem mamy z głowy
      I ad acta go odłóżmy
      Wniosek z tego prawidłowy:
      Jestem różny

      Jestem człowiek
      De domo homo
      Co najbardziej sobie cenię
      Nie wiadomo
      Urodzenie
      Powodzenie
      Czy też czyjeś
      Zawodzenie
      Czy najbardziej sobie cenię
      Przyrodzenie

      Może ranię czyjąś duszę
      Po co jasny obraz mazać
      Jestem przecież i jako taki
      Muszę się rozmnażać

      Jestem człowiek
      De domo homo
      Czego mi do szczęścia trzeba
      Nie wiadomo?
      Wiadomo

      Nie opuszcza mnie marzenie
      Płynie czas, mijają lata
      Chciałbym powyrywać nóżki
      Wszystkim muszkom świata

      Obraz sprawy nieco krzywy
      Ale po co bić na alarm
      Bardzo chciałbym być szczęśliwy!
      I się staram...


      Jonasz Kofta
    • natla Myśli, słowa. Warte zastanowienia - a może.... 09.03.06, 22:46
      .....sygneturki? Bywacie na różnych forach, ja czasem też i naprawde niektóre
      są kapitalne.
      Ja zacznę w następnym temacie od mojej - i nie tylko mojej - ulubionej smile
      • natla Nigdy nic nie wiadomo........n/t 09.03.06, 22:46

      • wirella Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia - a może... 10.03.06, 18:20
        " Nie możesz zatrzymać żadnego dnia, ale możesz go nie stracić "( gdzieś
        przeczytane). _Pytanie_do Czarnego Humora: kto jest autorem "
        poeci nie zjawiają się przypadkiem" i odpowiedź:autorem słów " Zabiegani,
        uwikłani jest M.Platte.
        muzyki oczywiście S.Brzozowski. Czerwony Tulipan To mój ulubiony zespół i
        wielka szkoda że nie mam możliwości go sluchać. Mam zaledwie jedną płytę.
        • czarny.humor Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia - a może... 10.03.06, 18:56
          Niestety nie wiem kto jest autorem oryginalnego tekstu tej piosenki. Śpiewa ją Edyta Geppert i na płycie jest podana tylko ta informacja, którą podałem tu na forum. Autorem muzyki jest Igor Talkow.
          Nie słyszałaś tego? To Ci prześlę.

          Twoja płyta "Czarnego tulipana" to "Jedyne co mam" - jak sie domyślam? Może też Ci coś prześlę.

          I ja kocham ten zespół.

          smile))
          • wirella Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia - a może... 11.03.06, 07:38
            Dziękuję bardzo.Byłabym ci bardzo wdzięczna za przesłanie utworów w wyk.
            Czerwonego Tulipana. Moja płyta to:" Ja zwariuję".Na niejsmirkong o ciszy,Ja
            zwariuję,Jedyne co mam , Swagierka,Sekret kard.Richelieu,Prosty jak zegarek
            świat,Stukot kół,Żeby się sobą zauroczyć, Świetliku,A ja chcę tu być, Wywiad,
            Song o solniczce, Zabiegani..., Olsztyn kocham,Obiecywałam niebo,PC Komputer,
            Rud płomień,Niezauważalna.,Mądrość, Ja tonę, A jednak po nas coś zostanie,
            Grajek, Czyści jak łza.
    • czarny.humor Amatorskie kazanie o wart. chrześcijańskich I 16.03.06, 19:44
      Artykuł prof. Leszka Kołakowskiego ze stycznia 1996 roku.

      Popatrzcie jak pięknie i mądrze może pisać o tych sprawach osoba niewierząca.


      Amatorskie kazanie o wartościach chrześcijańskich (fragmenty).

      Ci z nas, którzy posiedli sztukę czytania, pamiętają chyba, a przynajmniej pamietać powinni, co odpowiedział Jezus faryzeuszowi, gdy ten go spytał, które przykazanie w zakonie jest największe: miłować Pana, Boga swego, całym sercem, duszą i umysłem oraz drugie – podobne (jak Jezus rzekł: „podobne”, zastanówmy się nad tym) – miłować bliźniego swego, jak siebie samego.

      Pamiętają też, być może, że mamy się modlić w cichości, nie na pokaz, jałmużnę dawać tak, by inni tego nie widzieli, bez trąbienia swojej chwały na ulicach, żony sąsiada nie pożądać, bliźnich nie osądzać, wrogom przebaczać, o dobra ziemskie nie dbać. Pamiętają, jak Jezus odpędził diabła, gdy ten go kusił chwałą ziemskiego królestwa. Pamiętają wreszcie, być może, że wedle apostała Pawła mamy słabych w wierze przygarniać i że ten apostoł powiedział, iż choćby mówił językiem aniołów, miał dar proroczy i wszelką wiedzę, a warę taką, iżby góry przenosił, a miłości by nie miał, byłby niczym i stałby się jako miedź brzęcząca i cymbał brzmiący. A niektórzy może pamiętają słowa św. Augustyna: kochaj i rób co chcesz.

      Tymczasem, rzecz podziwienia godna, ani apostoł Paweł, ani św. Augustyn nie mówili nic o „wartościach chrześcijańskich”. A może to nie ma znaczenia, gdy powtarzali, że Boga i bliźniego bez warunków kochać treba? Czyżby więc tak było, że gdy o „wartościach chrześcijańskich” mowa, to właśnie te przykazania Ewangelii i ojców ma się na myśli? W takim razie należałoby sądzić, że ci, którzy chcieli zapis o wartościach chrześcijańskich, jakich państwo ma strzec, do konstytucji wpisać, przystaliby na zapis dokładniejszy: państwo ma zapewnić, że obywatele będą Boga i bliźnich kochać, że będą się w cichości modlić, nie zaś na pokaz, że o dobra doczesne nie będą wiele dbali, że żony bliźniego pożądać nie będą itd.

      Lecz wiedzą przecież, że to rzecz niemożebna, że każdy by się takimi żądaniami ośmieszył i to z więcej niż jednego powodu. Najważniejsze przykazania ewangeliczne odnoszą się do „serca” ludzkiego, do uczuć i wiary, a więc, do rzeczywistości, gdzie nic prawem nakazywać, albo zakazywać nie sposób i nie ma narzędzi, by za brak odpowiedniej dyspozycji, Bogu znanej, lecz ludziom niewidocznej, karać i do więzienia pakować. Ale gdy o „wartościach chrześcijańskich” mowa, chodzi o uczynki; chodzi o to, by można było powoływać się na ów zapis w celu konstruowania szczegółowych usatw, które obok istniejących zakazów wprowadzać będą nowe i więzieniem grozić nie tylko za zabójstwo, kradzież, rozbój, gwałt itd., lecz ponadto za nieprzestrzeganie wartości chrześcijańskich selektywnie dobranych (ale selekcja nie będzie i nie może być kierowana tekstem Ewangelii).
      (...)
      Z pewnością jest świętym prawem Kościoła potępiac i gromic nie tylko grzechy, które niemal każdy, teoretycznie przynajmniej, za złe uzna, jak chciwość i zawiść, ale także pigułki i prezerwatywy, choć wiadomo, że lud mało się tymi zakazami przejmuje; jaką porcję energii należy poświęcać w duszpasterstwie chciwości i zawiści, a jaką pigułce, nie mnie sądzić, ąle stąd, że to czy owo jest moralnie naganne, nie wynika jeszcze, że ma być prawem ścigane; odróżnienie porządku moralnego i prawnego jest naturalne i nieuchronne w każdym nietotalitarnym ustroju, a że ustawa, która jest powszechnie łamana, jest złą ustawą, wiedział Cycero.

      Oczywiście, niepodobna sensownie żądać, aby państwo było „neutralne” względem odróżnienia dobra i zła, i biskupi, którzy o tym mówią, mają z pewnością rację. Odróżnienie to jest *implicite* w każdym pojęciu sprawiedliwości i jest *implicite* obecne w prawie; państwo jest też odpowiedzialne za szkoły, gdzie tego odróżnienia dzieci mają się uczyć. Jest więc słuszne żądać od państwa dbałości o wszystkie czcigodne sprawy, co życie znośnym czynią: o życie ludzkie, o rodzinę, o wiarę w godność człowieka, o szcunek dla ludzi i ludzkiej pracy, o respekt dla różnorodności, i o tolerancję. Wszystkie te rzeczy czcigodne do chrześcijaństwa przystają, ale jeśli nie ma sporu co do tego, że źle jest ludzi gwałcić, a dobrze – pomagać bliźnim, to jednak w pewnych sprawach może spór powstać.
      Biskupi powiedzą, że dobrze się regularnie spowiadać, a źle – spowiedzi unikać. Nie żądają jednak, by państwo narzuciło przymus spowiedzi. Państwo nie potrzebuje tedy wyrażenia „wartości chrześcijańskie” jako formuły prawodawczej, gdyż mogłaby ona służyć głównie rozciąganiu prawa na te części odróżnienia dobra i zła, które są sporne albo wybitnie sporne, służyłaby tedy nietolerancji i opresji. Skąd zaś odróżnienie dobra i zła się bierze – tego państwo i prawo nie musi rozstrzygać i nie musi, a nawet nie może oświadczać, że że pochodzi ono od Boga, tego bowiem prawodawca nie jest w stanie stwierdzić; z drugiej strony, nauka Kościoła, a przynajmniej najważniejsze szkoły teologiczne, uznaje, że jakąś znajomość tego odróżnienia Pan Bóg w dusze ludzkie wpisał tak, iż możemy je znać niezależnie od wiary.
      (...)
      Nie ma co biadać nad tym, że pewne pismo katolickie nie jest czytane, a czytane są inne, niekatolickie. Można tylko się zastanawiać nad tym, jak sprawić, aby pismo katolickie budziło zaufanie i przyjaźń, nie zaś nudę i odrazę. Pomstowanie na diabła, który jest winien – albo masona, albo Żyda, albo bolszewika – może być uzasadnione, ale bezskuteczne. Diabeł wie lepiej, co czynić, a Kościół może go zwalczać tylko środkami, które zakładają, że żyjemy w takiej cywilizacji, w jakiej żyjemy, nie zaś lamentować i wierzyć, że się wypełniło zadanie, gdy się tylko dało upust oburzeniu. Cywilizacja nasza ma strony okropne, lecz Kościół nie ma i nie będzie miał na to miecza, lecz tylko słowo.

      Nie łudźmy się zataem: nie będzie cenzury, a to nie dlatego, że cenzura jest zła, lecz że będzie niewykonalna; ludzie będą wybierać – nie dlatego, że będą dobrze wybierać, lecz dlatego, że nie da się tego uniknąć. A gdyby jakieś kataklizmy nieoczekiwanie doprowadziły tu i ówdzie – nie daj Boże – do dyktatury, to łatwo się założyć, że nie siły sprzymierzone z Kościołem będą ją sprawowały.

      „Wartości chrześcijańskie” w konstytucji są niedobre z powodów bardziej zasadniczych. Nie jest to wyrażenie należące do języka wiary, lecz do języka socjologii, lub teorii etycznej. Że ani apostoł Paweł, ani św. Augustyn, jak wspomniano, o „wartościach chrześcijańskich” nie mówili, jest to zrozumiałe, bo gdy się o „wartościach chrześcijańskich” mówi, mówi się niejako z zewnątrz. Ci, co o „wartości chrześcijańskie” w ustawach się dopominają, mogą być podejrzani o to, że czynią z chrześcijaństwa ideologię, którą chrześcijaństwo radykalnie nie jest. „Wartości chrześcijańskie” w konstytucji nie ewangelizują świeckich instytucji, lecz przeciwnie, poganizują chrześcijaństwo.

      Jest z pewnością naturalne i potrzebne, by preambuła konstytucji podkreślała ciągłość religijną narodu polskiego i wagę, jakąw dziejach tego narodu odegrała tradycja religijna i Kościół. Lecz domaganie się „wartości chrześcijańskich” jako ustanowienia prawnego jest żądaniem pogańskim, ideologicznym. Konstantyn cesarz burzył pogańskie świątynie i w ten sposób przyczynił się, oczywiście, do tryumfu chrześcijaństwa, ale chrześcijaństwa w pewnym szczególnym rozumieniu słowa, mianowicie jako religii panującej; tak, czy owak, powtórzenie jego dzieła nie jest możliwe, bo chrześcijaństwo nie jest zagrożone przez czcicieli Baala albo Zeusa, lecz przez czcicieli pieniądza, a niech kto spróbuje zburzyć świątynie pieniądza.
      (...)
      • czarny.humor Amatorskie kazanie o wart. chrześcijańskich II 16.03.06, 19:45
        (...)
        Dodatkowe niebezpieczeństwo pochodzi stąd, że skoro interpretacja ustawy zasadniczej jest sprawą świeckich instytucji, którymi różne i zmieniające się siły polityczne mogą rządzić, to w końcu rządzące w danej chwili partie polityczne decydowałyby o tym, co jest, albo nie jest „wartością chrześcijańską” i w ten sposób tylnymi drzwiami wejdziemy do herezji erastiańskiej (Przypominam: teolog protestancki XVI wieku Erastus chciał władzy cywilnej przekazać pełną jurysdykcję w sprawach kościelnych). A już należycie wyszkolony dialektyk zawsze potrafi udowodnić, że cokolwiek rządzącym w danej chwili się podoba, jest na pewno zgodne z wartościami chrześcijańskimi, choćby komunizm; sam się mogę takich dowodów podjąć.

        Nie ma nic lepszego na świecie, nic bardziej porywającego i godnego czci, niż wezwanie Chrystusa i nic bardziej nam nie przystoi, jak wstydzić się, że tak niewielu jest (jeśli w ogóle są), co temu wezwaniu potrafią sprostać. Stąd najoczywiściej nie wynika, że dobre są wszystkie środki, jakie Kościół w ciągu wieków podejmował, by je uczynić, włączając prześladowania i cenzurę. Powtarzam: cenzury nie będzie, państwa ideologicznego chrześcijańskiego (czy raczej pseudochrześcijańskiego) też nie będzie, barbarzyńskie środki stosowane przez różne odłamy islamu nie są również do przyjęcia w naszym świecie, a ich skuteczność na czas dłuższy nader wątpliwa.

        Chrześcijaństwo musi przeto funkcjonować przy założeniu, że nie jest w stanie zniszczyć cywilizacji takiej, jaka jest. Jest to jednak cywilizacja oparta na nie wypowiadanym, ale przyjętym założeniu, że największym, czy też jedynym dobrem jest przyjemność, tego zaś chrześcijaństwo nie może uznać, jeśli nie chce się samo zabić. Będzie zatem, jak już się zdażało „przeciwko światu” i ostanie się tylko pod tym warunkiem. Są jednak dwa sposoby, na które może się zabić: albo właśnie przystrajając się w barwy istniejącej cywilizacji dlatego właśnie, że istnieje (a mamy dowody, że jest taki prąd w chrześcijaństwie), albo też próbując, przeciwnie, utwierdzać się przymusem prawnym, co jest tak czy owak nieskuteczne, albo skuteczne tylko na chwilę.

        Nie wynika stąd wcale żądanie, by – jak rządzący mawiali za dawnego reżymu – Kościół „nie wtrącał się do polityki”. Kościół ma prawo, jak każdy do polityki się wtrącać, mieć nie tylko własne preferencje w sprawach związanych z urządzaniem państwa ziemskiego, ale także popierać pewne partie polityczne i osoby, a zwalczać inne, lecz musi przyjąć do wiadomości, że będzie wtedy oceniany według politycznych kryteriów; nie wspomoże też swojej sprawy, lecz raczej wiarygodność utraci, gdy będzie sugerował, że trzeba tak, anie inaczej głosować, bo „Bóg tak chce”. Czego Bóg chce od ludzi, wiemy z Ewangelii, nie wiemy jednak, komu i z jakich powodów Bóg sprzyjać miałby w określonej sytuacji politycznej. Gdy jednak Kościół uczestniczy w politycznej grze – nawet jeśli duchowni kandydują do parlamentu – musi też ponosić porażki polityczne.

        W ostatnich polskich wyborach parlamentarnych (artykuł powstał w styczniu 1996 roku.) Episkopat wzywał do udziału w głosowaniu i do głosowania na partie, które wspierają „wartości chrześcijańskie”; jeśli nawet partii wprost nie wymieniał, to wymieniała je część prasy katolickiej, a i tak rzecz była powszechnie wiadoma. Rezultat: głosowała połowa wyborców, a z tej połowy około 10%, czyli ok. 5 5 elektoratu, głosowało na słuszne partie. Jakże to, mógłby ktoś zapytać, mamyż w Polsce 95% katolików czy raczej 5%?

        Ale to jest pytanie z fałszywym założeniem. „Katolickość” jest stopniowalna i stopniowalne oraz zróżnicowane są lojalności wobec Kościoła. Wyniki wyborów nie pokazały, że w Polsce jest 5% katolików, lecz tylko, że lud mało co sobie robi z pouczeń Kościoła w sprawach politycznych. W czym pewnie nie byłoby żadnego nieszczęścia, gdyby nie okoliczność dodatkowa: im bardziej ludzie widzą, że Kościół jest uwikłany na różne sposoby w politycznych grach, tym większą mają skłonność, by postrzegać go w ogólności jako organ polityczny, czyli wyzuwać chrześcijaństwo z treści.
        (...)
        Nie chrześcijaństwo jedt wystawione na ciężką próbę przez własną nieumiejętność takiego głoszenia Słowa, które Słowo to żywotnym czyni, które do sumień dociera, sumienie otwiera przez przykład i wiarę, zwłaszcza wśród ludzi młodych i wykształconych. Nie wierzę jednak, by chrześcijaństwo przegrać miało. Zostanie uratowane, ale uratowane będzie przez świętych, nie zaś biurokratów, przez dobrych ludzi, nie zaś nienawistników nadętych, zapewne też przez różne społeczności wierzące na obrzeżach Kościoła albo i poza nimi, ale nie bardzo daleko.Jakie zaś są proporcje jednych i drugich w Kościele, czy czy bardzo różne od całej społeczności, tego nie wiem, a zresztą odpowiedź zależy od tego, co przez Kościół rozumiemy: jeśli wszystkich ochrzczonych, to pewnie nie ma różnicy, jeśli aktywnie wierzących, to pewnie jest.

        Nic na to nie poradzimy, że to co kapłan czyni, Kościól czyni, że kapłan, który od siebie odpycha, od Kościoła odpycha. A jednak wierzę w to, że ta dziwna i niespotykana energia duchowa, z której erupcji chrześcijaństwo niegdyś powstało, niosła się nieprzerwanie, bez chwili opadnięcia, przez całe dzieje, również w chwilach najgorszych.
        Nie, proszę mi nie mówić przy tej okazji o inkwizycji, krucjatach, stosach, indeksie, Husie, Galileuszu, ja to umiem. Ja to wszystko umiem i bynajmniej nie mówię: „dawne dzieje, nie ma co ciągle rozpamiętywać”; owszem, warto rozpamiętywać, bo to nasze dzieje, czyli cząstka nas samych; nie mówię także: „cóż Kościół dzielił obyczaje swoich czasów, również niedobre”, bo Kościół każdorazowo czasy swoje tworzył czy współtworzył, za czasy swoje jest odpowiedzialny i to tym bardziej, im więcej ma władzy i powołaniem jest jego, gdy trzeba, czasom swoim wyzwanie rzucać. Nie mówię także, heglizując, że nawet tam, gdzie chrześcijaństwo ogniem i mieczem było stanowione, w końcu wprowadzało ono barbarzyńskie plemiona do cywilizacji, co im się historycznie opłacało; nie mamy bowiem żadnej metody, by w takich sprawach straty i zyski kalkulować.

        Myślę sobie jednak, że nawet w tych stosach były różne wieloznaczności; obok wszystkich racji politycznych, kościelnych i prywatnych, królewskich i państwowych, była także prawdziwa troska o zbawienie duszy. Nie, nie życzę sobie przywrócenia tych obyczajów – mnie samamu by to na zdrowie nie wyszło – ale życzę sobie każdej rzeczywistości pozornej pod podszewkę zaglądać i zawsze się wtedy okaże, że oczywistość wcale nie jest taka oczywista, że świat jest naprawdę bardzo wieloznaczny i zawiły, że wszędzie jest „druga prawda”.

        Wielki Innocenty III, papież żelazny, teokrata i geniusz polityczny, napisał był, jeszcze nim się tronu papieskiego dorobił, dziełko „O nędzy doli człowieczej”. Jest to temat bardzo tradycyjny, a mimo to jakby w Kościela zapomniany dzisiaj. Zdaje się, iż Kościól do swoich czasów się adoptował i sugeruje nam, że będzie na świecie coraz weselej.

        A ja właśnie nie myślę wcale, że będzie coraz weselej i nawet śmiem mniemać, że jest zadaniem Kościoła, by to właśnie, za przykładem Innocentego III , mówić, choćby narażając się na ośmieszenie i (głupi) zarzut, że Kościół życia nie zna.. Amen.


        Leszek Kołakowski
        Ogłoszone w „GW” z dnia 20-21 stycznia 1996 roku.
        • czarny.humor Re: Amatorskie kazanie o wart. chrześcijańskich 16.03.06, 19:49
          Skróty są moje.

          smile))
          • natla Re: Amatorskie kazanie o wart. chrześcijańskich 16.03.06, 19:54
            Humorku, pamiętam to, gdzieś to nawet moze mam jeszcze. Wiem, że zaimponował mi
            tym artykułem niemożebnie.
            • czarny.humor Re: Amatorskie kazanie o wart. chrześcijańskich 16.03.06, 20:19
              No właśnie Natlo.
              I na mnie ten artykuł robił i robi wrażenie. A gdzie przy tych rozważaniach są nasi dyżurni katolicy spod znaku RM, LPR, PiS, ...??!

              Na szczęście dzięki takim niewierzącym jak prof. Kołakowski, człowiek sam może wyważyć swój stosunek do katolicyzmu i wiary.

              Człowiek myślący - rzecz jasna.

              smile))
            • takanietaka Re: Amatorskie kazanie o wart. chrześcijańskich 16.03.06, 20:22
              Dooobre-Kołakowski od lat sześćdziesiątych jest moim autorytetem
              intelektualnym. Mam jego pierwsze ksiązki z okresu wojujacego ateizmu-
              baaaardzo ostre!No i lubie morały z "Klucza niebieskiego " -"Nie narzekajmy
              pochopnie na samotnośc wśród ludzi ,gdy bedziemy naprawde samotni ,zobaczymy
              róznice !" Jego portret namalowałam niegdys -jest do obejrzenia pod adresem
              który podałam w forumowej "Galerii".
              _______________________________________________________ ** nigdy nic nie
              wiadomosmile **
    • czarny.humor Niepokonani 12.04.06, 22:36
      Niepokonani

      Gdy emocje już opadną
      Jak po wielkiej bitwie kurz
      Gdy nie można mocą żadną
      Wykrzyczanych cofnąć słów
      Czy w milczeniu białych haniebnych flag
      Zejść z barykady
      Czy podobnym być do skały
      Posypując solą ból
      Jak posag pychy samotnie stać

      Gdy ktoś kto mi jest światełkiem
      Gaśnie nagle w biały dzień
      Gdy na drodze za zakrętem
      Przeznaczenie spotka mnie
      Czy w bezsilnej złości łykając żal
      Dać się powalić
      Czy się każdą chwilą bawić
      Aż do końca wierząc że
      Los inny mi pisany jest

      Płyniemy przez wielki Babilon
      Dopóki miłość nie złowi nas
      W korowodzie zmysłów możemy trwać
      niepokonani
      Nim się ogień w nas wypali
      Nim ocean naszych snów
      Łyżeczką się odmierzyć da

      Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść
      Niepokonanym
      Wśród tandety lśniąc jak diament
      Być zagadką, której nikt
      Nie zdąży zgadnąć nim minie czas
      • regine Re: ********************************* ****** 14.04.06, 15:48
        Pieśn z Glosu Wiary 428

        Wiesz li jak Jezus umierał,

        Znasz li okropność tych mąk?

        Jak się tłum z Niego naśmiewał,

        Co zgromadzony był w krąg?

        Jak Zeń żołnierze tam drwili,

        Że Go opuścił już Bóg,

        jak bezlitośnie Mu wbili

        gwoździe do rąk i do nóg?

        Krew Mu jak krople rubinów

        Z świętych sączyła się ran;

        Jezus, co nie miał złych czynów

        Grzesznym na pastwę był dan.

        Straszny mrok ziemię okrywał,

        szatan rozpętał swą moc,

        Władzę nad Zbawcą zdobywał,

        Lecz przeminęła ta noc.

        Żal moja duszę rozdziera,

        Gorzkie spływaja mi łzy,

        Gdy wiem jak Zbawca umierał,

        Jak się panoszył duch zły,

        Jak zapomniawszy o bólach

        Prosił Syn Boży za tych,

        Co Mu zadają cierpienia,

        Krzywd nie pamiętał On swych.

        Spojrz, na Jezusa, już skonał,

        Nisko pochylił Swą skroń;

        Czynu zbawienia dokonał,

        Uwierz w to, przybliż się Doń!

        Poznaj swe winy grzeszniku,

        I przed Jezusem je złóż,

        Temu, kto zwalczył złośnika

        Z całym oddaniem już służ.
    • slonik50 Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 17.04.06, 13:42
      - Narwet gdy mamy po 100 lat nie zapominajmy ,że byliśmy dziećmi....!

      - Gdy umiera w nas fantazja my umieramy razem z nią......
      • dankarol Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 17.04.06, 15:13
        Hej Słoniku ja mam problem inny, żeby do mnie wreszcie doszło, że już nie
        jestem dzieckiem i w pewnym wieku nie wypada ścigać się z futrzakiem po parku,
        brodzić po kolana w śniegu, albo witać wschód słońca ze śpiewem na ustach smile)
        • natla Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 17.04.06, 16:03
          Eee tam....co znaczy nie wypada......popchnąć, to wypadnie i już smile
          • slonik50 Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 17.04.06, 19:33
            Wlaśnie o to chodzi....żeby wiecznie młodym być. o jak braknie fantazji to i sił
            ubędzie. Dankarol dlaczego przejmujesz się takim małym wyrażeniem -nie wypada-
            Nam ludziom z fantazją wypada wszystko... a jak komuś się nie podoba to niech
            nie patrzy.
        • dankarol Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 17.04.06, 19:52
          Hej, to nie mówię, że nie wypada, to inni. Mnie to się podoba i nikt mnie nie
          przekona że jest inaczej.
          • slonik50 Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 18.04.06, 12:24
            I tak trzymaj kobitko
            • slonik50 Re:Myśli, słowa. Warte zastanowienia.Do dankarol 18.04.06, 20:18
              Bardzo podoba mi się TWOJE podejście do życia.
              Chętnie porozmawiałabym z Tobą na gg.
              • dankarol Re:Myśli, słowa. Warte zastanowienia.Do Słonika 18.04.06, 22:40
                Słoniku nie ma sprawy.Zawsze możemy pogadać
                • slonik50 Re:Myśli, słowa. Warte zastanowienia.Do Słonika 19.04.06, 16:03
                  Dankarol,wysłałam błednie napisanego meila,wybaczysz mi?
    • czarny.humor Jeść pić kochać 30.05.06, 19:57
      Kiedy poranną sączę kawę
      rozgrzany po niedawnym śnie
      przeglądam pierwsze strony gazet
      i mówiąc szczerze boję się
      Wokół ruiny i pożogi
      płyną powodzie spada śnieg
      i wszędzie twarze pełne trwogi
      bo zbliża się kolejny wiek

      Więc ci dziękuję losie choćby tylko za to
      że nie musiałem się urodzić pod wulkanem
      że średni u nas klimat i przeciętne lato
      ale dzieciaki są przeważnie roześmiane
      i chociaż czasem przyfruwają szare dni
      a przez mój ogród nie chce płynąć żyła złota
      to przecież zawsze mogłem robić rzeczy trzy
      jeść pić kochać

      Kiedy poranną sączę kawę
      i topię w niej niedawny sen
      przeglądam pierwsze strony gazet
      to jedno wiem naprawdę wiem
      Gdy dookoła puste słowa
      i nowa bitwa wciąż u drzwi
      to trzeba umieć uszanować
      tę jedną chwilę która lśni

      Więc ci dziękuję losie choćby tylko za to
      że nie musiałem się urodzić pod wulkanem
      że średni u nas klimat i przeciętne lato
      ale dzieciaki są przeważnie roześmiane
      i chociaż czasem przyfruwają szare dni
      a przez mój ogród nie chce płynąć żyła złota
      to przecież zawsze mogłem robić rzeczy trzy
      jeść pić kochać

      Andrzej Sikorowski
      Piosenka z rep. "Pod Budą".
      • tofika Re: Jeść pić kochać 30.05.06, 20:11
        "Po co ja to wszystko

        Po co ja to wszystko? ...
        Żeby się skracał dystans pomiędzy mną a Tobą

        Żeby się wiła zieleniła, piękniejsza żeby była droga

        Szarak, uciekający przed pogonią Przez chwilę dłużej
        Żeby mógł wierzyć: zdążę !

        Serce, co chciało skoczyć z mostu, by wychodziło raczej na prostą,
        raczej na prostą. A miłość?

        A miłość – ręką uporczywą, żeby znów kładła napis na horyzoncie:
        Jednak, pomimo...

        By odłożone w kącie skrzydła, wiosło,
        skrzypnęły kiedyś z myślą o mnie: – Tego to niosło...

        Co rozdzielone, by się łączyło, wracało w Jedno – W Harmonii

        Żeby ślad po mnie ... Żeby ślad po mnie!

        Po co ja? To! Wszystko? Po co ja to wszystko?

        Żeby się skracał dystans ... pomiędzy mną a Tobą

        Żeby się wiła, zieleniła – Piękniejsza żeby była droga!"

        wiersz...Leszka Długosza
        • e-baba Re: Jeść pić kochać 30.05.06, 21:20
          Odkryjmy na nowo

          Uzbrojeni po zęby w gorsety wynalazków
          bez przeszkód poznajemy kosmiczne tajemnice
          i zdawać by się mogło, że całe nasze życie,
          to zdobywanie świata - od brzasku do brzasku...

          Pochłonięci bez reszty badaniem materii,
          tworzeniem nowych statków do makroedenu
          czasem - patrząc przed siebie - nie wiadomo czemu
          czujemy się przegranym losem na loterii...

          Wszechświat kurczy się nagle do czterech ścian domu,
          dziejowe posłannictwo spada z piedestału
          i otwiera nam oczy na tę prawdę małą,
          że wypłakać swe bóle - też trzeba mieć komu.

          Zapomnijmy na chwilę o misjach w przestrzeni,
          zrzućmy szyte na miarę sukcesu ubrania;
          anielskie, pełne blasku skrzydła u swych ramion
          zapomniane - odkryjmy na nowo, wzruszeni.

          One - kosmiczne statki - same nas zawiodą
          do ciągle niezdobytych planet dla ludzkości;
          we wszechświecie współczucia, ciepła i miłości
          będą nam przewodnikiem i najbliższą drogą.

          Renata Strug
          • del.wa.57 Re: Jeść pić kochać 30.05.06, 21:53
            Małżeństwo jest jak wielkie dzieło i wtenczas najlepiej ułożone, kiedy się
            można obejść bez rozdziałów.


            "Jeśli znajdziesz dobrą żonę, bedziesz szczęśliwy, jeśli złą - zostaniesz
            filozofem."
            Sokrates
            • sagittarius954 Re: Jeść pić kochać 30.05.06, 22:06
              Tak Sokrates to był łebski facio a żonę to wogóle miał czy raczej gustował
              "inaczej"...smileBo jak nie miał to był tylko teoretyk ....
              • del.wa.57 Re: Jeść pić kochać 30.05.06, 22:35
                Oczywiście,że miał żonę Ksantypa jej było z którą miał trzech synów,to tak dla
                wyjaśnienia Wampirkusmile)
                • sagittarius954 Re: Jeść pić kochać 30.05.06, 22:53
                  No to nieźle ta ksantypa musiała mu zaleźć za skórę skoro do takich wniosków
                  dochodził , cóż każdy ma taką Ksantypę na jaką sobie zasłużyłsmile)
                  • regine Re: Łzy.... 30.05.06, 23:20
                    Łzy

                    Łzy, niczym
                    statki
                    przybijające do portu,
                    mijające się bezpowrotnie...
                    Łzy, jak
                    mewy
                    szybujące nad bezmiarem wód,
                    pełne swobody i wolności...
                    Łzy szczęścia,
                    Łzy samotności,
                    Łzy tęsknoty
                    Któż zabroni im płynąć...?

                    Klaudia A.
                    • del.wa.57 Re: Łzy.... 30.05.06, 23:59
                      Reniu nie płacz...Ale to prawda są łzy radości,szczęscia,smutku odwiedzają nas
                      i mijają jak te statki i tak jest dobrze gdyby było/sielankowo/było by
                      nudno,samo życie.
                      Przypomniał mi sie smutny wiersz o łzach.

                      Są łzy co jak ogień palą.
                      Są serca,które się nigdy nie żalą.
                      Są krzywdy na które nie ma sędziego,
                      Więc kiedy płaczę-nie pytaj dlaczego.
                      • del.wa.57 Re: Łzy.... 31.05.06, 00:18
                        Płakała w nocy, ale nie jej płacz go zbudził.
                        Nie był płaczem dla niego, chociaż mógł być o nim.
                        To był wiatr, dygot szyby, obce sprawom ludzi.

                        I półprzytomny wstyd, że ona tak się trudzi,
                        to, co tłumione czyniąc podwójnie tłumionym
                        przez to, że w nocy płacze. Nie jej płacz go zbudził:

                        ile więc był wcześniej nocy, gdy nie zwrócił
                        uwagi - gdy skrzyp drewna, trzepiąca o komin
                        gałąź, wiatr, dygot szyby związek z prawdą ludzi

                        negowały staranniej: ich szmer gasł, nim wrzucił
                        do skrzynki bezsenności rzeczowy anonim:
                        "Płakała w nocy, chociaż nie jej płacz cię zbudził"?

                        Na wyciągnięcie ręki - ci dotkliwie drudzy,
                        niedotykalnie drodzy ze swoim " Śpij, pomiń
                        snem tę wilgoć poduszki, nocne prawo ludzi".

                        I nie wyciągnął ręki. Zakłóciłby, zbrudził
                        toporniejszą tkliwością jej tkliwość: " Zapomnij.
                        Płakałam w nocy, ale nie mój płacz cię zbudził,
                        To był wiatr, dygot szyby, obce sprawom ludzi."

                        Stanisław Barańczak
                        • del.wa.57 Re:Wiersz...banalny. 31.05.06, 00:24
                          NAJBANALNIEJSZY WIERSZ

                          Na parapecie wsparta siedzi w niebieskiej sukni
                          nazywa się na pewno na pewno Marta
                          lub może jeszcze smutniej
                          siedzi w otwartym oknie
                          i czyta stare wiersze przebrzmiałe bezpowrotnie
                          jak pocałunki pierwsze litery drukowane
                          przed jej oczami skaczą
                          w jej sercu nie zakochanym jesienny dzień się zaczął
                          na parapecie wsparta...
                          spogląda obojętnie w ulicę spowszedniałą
                          tam gdzie dziewczyny skrzętnie
                          sprzedają swe ciało
                          spogląda i zazdrości i w dłoniach oczy chowa
                          że nawet takiej miłości los jej nie podarował
                          nie podarował
                          na parapecie wsparta siedzi w niebieskiej sukni
                          nazywa się na pewno na pewno Marta
                          lub może jeszcze
                          smutniej

                          Jan Brzechwa.
    • czarny.humor Łzy kobiety. 01.06.06, 18:23
      Nic tak nie wzrusza mężczyzny, jak łzy kobiety, którą kochać zaczyna i nic nie drażni go tak, jak łzy kobiety, którą kochać przestaje.

      Maryla Wolska
      • natla Re: Łzy kobiety. 01.06.06, 19:34
        Oj tak, straszna prawda i lepiej ją sobie przyswoić. smile
        Jesteś juz....to dobrze.
        • del.wa.57 Re:Myśli,słowa.. 05.06.06, 21:24
          Nie idź przede mną - możliwe, że nie będę podążać za tobą; nie idź za mną - ja
          mogę nie byc przywódcą; Krocz u mego boku, i bądź po prostu mym przyjacielem.

          Albert Camus.
    • irenkap Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 10.06.06, 15:14
      Wiem, że miłość jest udręką
      Bo się wszystkiego od niej chce
      Ja pragnę mało, malusieńko
      A właściwie jeszcze mniej

      Ździebełko ciepełka
      W codziennych piekiełkach
      W wyblakłym na szaro obłędzie
      Różowa perełka, ździebełko ciepełka
      Znów wiem, że jakoś to będzie

      Gdy serce ukłuje przykrości igiełka
      I biedne się czuje, niczyje
      Ciepełka ździebełko
      Ździebełko ciepełka
      Wystarczy i wszystko przemija

      Ździebełko ciepełka
      Diamencik ze szkiełka
      Czułości kropelka na listku
      Ciepełka ździebełko
      Tkliwości światełko
      W twych oczach wystarczy za wszystko

      Nie chcę wichrów, burz, nawałnic
      Uczuć, w których spalę się
      Jesteśmy przecież łatwopalni
      Dla mnie najważniejsze jest:

      Ździebełko ciepełka...

      Jonasz Kofta
      • mania1119 Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 10.06.06, 23:33
        "Starosc jest sprawą decyzji-nie metryki."
        Uslyszalam te slowa wypowiedziane przez.A Hanuszkiewicza-badz co badz mezczyzne
        ciagle wartego zastanowienia...
        (Mam nadzieje,ze sie nie powtarzam.)
        • irenkap Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 11.06.06, 01:10
          Nie wiem Maniu, czy napewno jest to prawdą, ale chyba spory czas temu czytałam,
          że A.Hanuszkiewicz opuścił swoją żonę, gdy zachorowała na raka, a więc gdy go
          najbardziej potrzebowała - jeśli jest to prawdą, to dla mnie nie jest mężczyzną.
          Znam mężczyznę, który rozszedł się z żoną po 20kilku latach małżeństwa, gdy po
          roku dowiedziała się, że jego była zona jest chora na raka, wrócił do niej,
          ponownie się pobrali i .. był z nią do końca.. To tak trochę nie na temat. Ale
          napewno warte zastanowienia.. Pozdrawiamsmile
          • mania1119 Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 11.06.06, 02:06
            Tego nie wiedzialam.Czyli niestety atrakcyjny wyglad zewnetrzny nie idzie w
            parze z atrakcyjnym wnetrzem.A szkoda.
            Sentencja dobra,a Hanuszkiewicz i tak na pewno kogos cytowal,wiec potraktuje go
            jako rodzaj megafonu.
            • natla Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 28.08.06, 14:13
              Najpiękniejszy Kwiat

              Usiadłem aby poczytać na opuszczonej ławce w parku,
              pod długimi, rozłożystymi gałęziami wierzby płączącej.
              Rozczarowany życiem, z zasmuconą twarzą,
              bo świat miał intencje zmęczyć mnie swoim tętnem.
              I jeśli to nie wystarczyło, by zrujnować moj dzień,
              mały chłopiec ni stąd ni zowąd podszedł do mnie.
              On stał przede mną ze spuszczoną głową
              I powiedział podniecony:
              Spójrz co znalazłem!
              W jego ręku był kwiat, o żałosnym wyglądzie,
              z jego płatkami wyschniętymi, z braku deszczu czy światła.
              Pragnąc aby odszedł z jego zwiędniętym kwiatem ,
              udawałem że uśmiecham się, odwracając głowę.
              Ale on zamiast odejść usiadł u mego boku
              i przyłożył kwiat do swojego nosa,
              deklarując ku mojej niespodziance;
              " To taki piękny kwiat i ładnie pachnący,
              Dlatego zerwałem go dla ciebie."
              Chwast przede mną umierał czy już umarł.
              Bez kolorów życia: pomarańczy, żółci czy czerwieni.
              Ale musiałem wziaść go, bo inaczej chłopiec by nie odszedł.
              Więc sięgnąłem po kwiat, odpowiadając ,
              właśnie tego potrzebuję.
              Ale on zamiast wręczyć kwiat do mojej ręki,
              trzymał go w powietrzu bez przyczyny i planu.
              To właśnie wtedy zauważyłem po raz pierwszy,
              że trzymający chwast chłopiec był niewidomy.
              Mój głos załamał się, łzy pokazały się w oczach,
              kiedy dziękowałem mu za zerwanie najpiękniejszego kwiatu dla mnie.
              "Proszę bardzo," on uśmiechnął się, i pobiegł dalej bawić się,
              nieświadomy wpływu jaki on miał na mój dzień.
              Siedziałem tam i rozmyślałem, jak on mógł widzieć
              żałosnego człowieka pod płaczącą wierzbą.
              Jak on mógł wiedzieć o moim żałosnym stanie?
              Być może ze swojego serca, on był błogosławiony prawdziwym wzrokiem.
              Dzięki oczom niewidomego dziecka, w końcu mogłem zobaczyć,
              że problem był ze mną, nie ze śwatem;
              i że cały czas to ja byłem ślepy.
              Ślubowałem wtedy widzieć piękno w życiu,
              i być wdzięcznym za każdą sekundę która jest moja.
              I wtedy podnioslem kwiat pod mój nos,
              i wdychałem zapach pięknej róży
              i uśmiechałem się patrząc na chłopca
              z następnym chwastem w jego rękach,
              który zmienił życie niespodziewającego się człowieka.
              • del.wa.57 Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 28.08.06, 17:15
                Smutne i piękne zarazem i bardzo wzruszający ten''Najpiękniejszy Kwiat''.
                • regine Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 28.08.06, 18:47
                  Natluś, wzruszyłaś mnie tym opowiadaniem, bardzo. Tak to prawda, że jesteśmy,
                  my, widzący, czasami ślepi...
                  • e-baba Modlitwa Św. Tomasza z Akwinu 17.09.06, 21:13
                    Modlitwa Św. Tomasza z Akwinu

                    Panie - Ty wiesz lepiej aniżeli ja sam, że się starzeję i pewnego dnia będę
                    stary.

                    Zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy
                    temat i przy każdej okazji.

                    Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek.

                    Uczyń mnie poważnym, lecz nie ponurym, rozumnym, lecz nie narzucającym się.
                    Szkoda mi nie pożytkować wielkich zasobów mądrości, jakie posiadam, ale ty
                    Panie wiesz, że chciałbym zachować do końca paru przyjaciół.

                    Wyzwól mój umysł od niekończącego brnięcia w szczegóły i daj mi skrzydła abym w
                    lot przechodził do rzeczy.

                    Zamknij mi usta w przedmiocie mych niedomagań i cierpień w miarę jak ich
                    przybywa, a chęć wyliczania ich staje się z upływem lat coraz słodsza.

                    Nie proszę o łaskę rozkoszowania się opowieściami o cudzych cierpieniach, ale
                    daj mi cierpliwość wysłuchiwania ich.

                    Nie śmiem Cię prosić o lepszą pamięć ale proszę cię o większą pokorę i mniej
                    niezachwianą pewność, gdy moje wspomnienia wydają się sprzeczne z cudzymi.

                    Użycz mi chwalebnego poczucia, że czasami mogę się mylić.

                    Zachowaj mnie miłym dla ludzi, choć z niektórymi z nich doprawdy trudno
                    wytrzymać.

                    Nie chcę być świętym, ale zgryźliwi starcy to jeden ze szczytów osiągnięć
                    szatana.

                    Daj mi zdolność dostrzegania dobrych rzeczy w nieoczekiwanych miejscach i
                    niespodziewanych zalet w ludziach. Daj mi Panie łaskę mówienia im o tym.
                    • dankarol Re: Modlitwa Św. Tomasza z Akwinu 17.09.06, 21:21
                      O Panie wysłuchaj modlitwy i daj o co proszę. Dodam
                    • tofika Re: Modlitwa Św. Tomasza z Akwinu 07.10.06, 10:40
                      E-babo dziekuje, znow odnowilam ..
                      to tak bardzo wspomagajace... dziekuje..
                      ide do" Dezyderaty" od Humorka podanej...
                      jak dobrze szukac w sytuacjach trudnych chwil dobrych ...
                      Dziekuje Ci Humorku bbbbbb (lezka mi sie zaklrecila...
                      bo juz za dlugo nie odzywasz... bardzo ciezko na serduszku ,,jak taka cisza....
                      • tofika Re:Zlote mysli... 09.10.06, 00:47
                        Siedem nieb w bożym jest świecie:
                        Pierwszem - zielona wiosna,
                        Drugiem - tęsknota miłosna,
                        Modlitwa - niebo jest trzecie,
                        Czwarte - pieśń słowy Bożemi,
                        Piąte - sam nieba krąg siny,
                        A szóste - uśmiech dziewczyny,
                        Co jest aniołem na ziemi.
                        A siódme - wszystko, och! społem,
                        Sześć nieb, och! niczem niestety,
                        Bo to jest miłość kobiety,
                        Co jest twej duszy aniołem.


                        [ F. Faleński ]

    • czarny.humor Dobranoc. Już czas na sen. 11.10.06, 17:51
      Już wpisałem ten tekst w moim osobistym wątku, ale chcę go mieć zawsze pod ręką, więc powtarzam (lekko spamuję - hi, hi!).
      Tyle w nim ciepła i życzliwości, że wspaniałym jest lekiem nawet na kampanię wyborczą!!
      smile))


      Dobranoc, dobranoc mężczyzno, zbiegany za groszem jak mrówka
      dobranoc, niech sny Ci się przyśnią porosłe drzewami w złotówkach
      Złotówki jak liście na wietrze czeredą unoszą się całą
      Garściami pakujesz je w kieszeń a resztę taczkami w PKO
      Aż prosisz by rząd ulżył Tobie i w portfel zapuścił Ci dren
      Dobranoc, dobranoc mój chłopie już czas na sen

      Dobranoc, dobranoc niewiasto skłoń główkę na miękką poduszkę
      dobranoc, nad wieś i nad miasto jak rączym rumakiem wzleć łóżkiem
      niech rycerz Cię na nim porywa co piękny i dobry jest wielce
      co zrobił zakupy, pozmywał i dzieciom dopomógł zmóc lekcje
      a teraz tak objął Cię ciasno jak amant ekranów i scen
      Dobranoc, dobranoc niewiasto, już czas na sen

      Dobranoc, dobranoc ojczyzno, już księżyc na czarnej lśni tacy
      dobranoc, i niech Ci się przyśnią pogodni, zamożni Polacy
      że luźnym zdążają tramwajem, wytworną konfekcją okryci
      i darzą uśmiechem się wzajem, i wszyscy do czysta wymyci
      i wszyscy uczciwi od rana, od morza po góry, aż hen
      Dobranoc, ojczyzno kochana już czas na sen

      wyk. Jerzy Wasowski i Jeremi Przybora
      • tofika Re:jak to jest.. tyle lat minelo... 12.10.06, 15:57
        "Motto
        Wąską ścieżyną co wije się wstęgą
        miedzy pólkami jęczmienia i żyta
        szedł blady, nędzną odziany siermięgą
        Wolny najmita

        Wolny, bo z więzów jakimi go przykuł
        Rodzinny zagon, gdzie pot ronił krwawy,
        Już go rozwiązał bezduszny artykuł
        Twardej ustawy...

        Czegóż on stoi? Wszak wolny jak ptacy?
        Chce - niechaj żyje, a chce - niech umiera!
        Czy się utopi czy chwyci się pracy,
        Nikt się nie spiera...

        I choćby garścią rwał włosy na głowie,
        Nikt się, jak żyje, nie spyta...
        Choćby padł trupem, nikt słowa nie powie
        Wolny najmita."

        Maria Konopnicka (1842 - 1910)

        Przepraszam, ze po tak pieknym wierszu przez Humorka wklejonym,
        podaje wiersz M. Konopnickiej...
        ale tak przeciez jest w naszym kraju kochanym...sad

        • czarny.humor Ejże Tofiko - nie ma za co przepraszać! :))) 12.10.06, 16:30
          Skoro masz taką potrzebę, to wklejasz i tyle!



          Ja mam jeszcze potrzebę wklejenia tu jednej zwrotki do tego utworu Wasowskiego i Przybory, którą napisałem pod jego wpływem leżąc w szpitalu:


          Dzień dobry, dzień dobry Ojczyzno, już słońce lśni cudnie w błękicie
          Dzień dobry, budzimy się piękni, pogodni, łakomi na życie.
          uprzejmi, otwarci i ufni bez dąsów, kompleksów, bez wad,
          uczynnością wsparci rodaków życzliwych, otwartych na świat,
          dla Ciebie gotowi pokonać bezradność i goryczy łzę.
          Dzień dobry, Ojczyzno kochana. Co dnia, tak śnię.


          W moim wątku osobistym wpisałem omyłkowo datę jego powstania na 09.09.2006, a faktycznie powstał miesiąc później - 09.10.2006
          Może i nie ma ona tego subtelnego klimatu oryginału, ale mnie się podoba i uważam, że udły mi się te rymy.
          Więc czytajcie i zachwycajcie się!

          (Dooobra! Oryginałem się zachwycajciie - oryginałem. A myśleliście, że czym??!)
          smile))


          Jeszcze tylko skromne pytanko na koniec, bo mnie to strasznie nurtuje od dawna:

          Czy jak Tofika znika, to fika??

          smile))
          • natla Re: Ejże Tofiko - nie ma za co przepraszać! :))) 12.10.06, 17:00
            Nic innego nie robi Tofika,
            tylko fika, wciaż fika i fika
            a już na pewno wtedy gdy znika smile
            • tofika Re: nasza dojrzalosc......... 22.10.06, 10:12
              ""Istnienie jest tkaniną pokrytą haftem,
              której prawą stronę oglądamy
              w pierwszej połowie życia,
              a lewą w drugiej;
              ta nie jest już tak piękna, ale bardziej pouczająca,
              ponieważ widać splot nici. "

              Arthur Schpenhauer
              • sagittarius954 Re: nasza dojrzalosc......... 22.10.06, 10:50
                ...trzeba jeszcze chcieć oglądac tą plątaninę , tylko czy wyciąganie wniosków
                jest dobre , sprawić może wyrzyt sumienia a życie przecież jest jedno, powtórzyć
                nic nie można ani spruć i szydełkować od początku.
                • tofika Re: nasza dojrzalosc......... 22.10.06, 11:08
                  ... cząstka
                  do tego nastepna czastka, i nastepna..to nastepne sploty...
                  trzeba pozostawic w zapomnienie,to bylo minelo..
                  a zycie biegu nabiera jakby od nowa...zawsze mozna odnowic, zyskac!!! jeszcze
                  wiecej i wiecej .. duzo rozmow, wiele zapewnien, by samemu uwierzyc .. i kogos
                  przekonac.. ze mozna wrocic i do tamtych Dni.. z innym spojrzeniem... my tylko
                  jestesmy ludzmi.. bladzic kazdemu sie zdarza...
                  ale ,,jest gwartancja, ze wszystko mozna pozostawic w niepamieci..
                  za duzo spraw pozostawiamy... nie pytajac...
                  gdy widzimy bliskiej osoby smutna twarz.. to wcale moze nie byc "dąs..
                  ...moze ta druga osoba nie potrafi odnalezc.. wsrod tylu nielatwych spraw,,
                  trzeba pytac i rozmowy prowadzic .. te szeptane maja moc przeogromna... to tak
                  troszke mojej refleksjii... znikomej co prawda, ale...
                  ktos kiedys powiedzial...
                  "zle szybko zapomniajmy
                  wyszukajmy ..
                  te strony najpiekniejsze.. naszego zycia...
                  aja napisalabym...
                  --tyle slow niedopowiedzianych...
                  tyle dazen nie zrealizowanych...etcetera....
                  ale wszystko jeszcze przedemna..zegar niech dzwoni, dni uplywaja, przeciez..JA!
                  pozostaje... mam wiec duzo czasu... do pomyslnych realizacjii

                  "ech... zycie... kocham cie nad zycie..."
                  • tofika Re: skarbnica mysli zlotych 23.10.06, 13:46
                    *****

                    Prawdziwy przyjaciel jest zwierciadłem,
                    w którym ze wszelkimi szczególami odbija się dusza nasza.
                    W przyjacielu widzisz tajemnicze dotychczas
                    wnętrza swojej istoty,
                    jak między dwoma lustrami własny żakiet.
                    On jest otwartą księgą naszych myśli, czynów i upodobań,
                    podczas gdy inni, obojętni ludzie
                    są księgami w grubą skórę oprawnymi
                    i zamkniętym na kłódki.

                    Bolesław Prus


                    *****
    • graga211 To jest bardzo piękne: 31.10.06, 17:38
      szukaj.gazeta.pl/szukaj/0,52001.html?VE_szukaj_a=Pi%EA%E6dziesi%
      EAciolatki+to+my...&A_szukaj=tresc&A_szukaj=temat&ile=15&sort=data_desc&ktory=1
      • del.wa.57 Re: To jest bardzo piękne: 31.10.06, 18:39
        Grago,to jest rzeczywiście bardzo pięknesmile)))))))))))))))
        • kasia573 Re: To jest bardzo piękne: 31.10.06, 19:39
          A u mnie "Błąd serwera" - to już nie jest piękne!
    • czarny.humor "I to jest mój kraj. " Krzysztof Daukszewicz. 30.12.06, 23:50
      I to jest mój kraj.

      Zbyt często mnie pytają ludzie, bo śpiewam im i gram,
      Jaki naprawdę jest mój kraj? Ja nie wiem. Nie wiem sam.
      Bo co odpowiedzieć przy tych gramach stu,
      Gdy z wódką się miesza tylko gorycz słów?

      Nie pan i nie ułan. Inny mamy dziś fart:
      Tu Pewex wytworny, tu obskurny bar,
      I szare ulice tam, gdzie miał być raj,
      I gruszki na wierzbach. I to jest mój kraj.

      Tu jedni mają grosz powszedni, a drudzy pełny miech,
      Tu mądrych orzą, głupich sieją, a trzecim z tego śmiech.
      Pijaczki, prostaczki mają wszystko gdzieś,
      A ci, co przegrali, piją, by się wznieść.

      Tu wielki złodziej, eks-dobrodziej, spokojnie może tyć,
      I są uczciwi żywi, choć tak ciężko jest im żyć,
      I dziwki jak śliwki, że tylko płacić i rwać,
      I panny pokrzywki, bo aż strach z nimi spać.

      Tu święte krowy jeżdżą w nowych mercedesach-benz,
      Tramwaje mają ci, co wstają do pracy piąta pięć,
      I szaletów smród czy grudzień to, czy maj,
      I zapach maciejki. I to jest mój kraj.

      Mężczyźni godnie noszą spodnie, bo na to ich zawsze stać,
      Ci mają gorzej co w honorze postanowili trwać,
      Kobiety, niestety, praca, dom i sklep,
      By trochę wędzonek dzieciom dać na chleb.

      Poetom bywa czasem dobrze, choć częściej bywa źle,
      Więc jaki jest? Ja nie wiem sam. Po prostu myślę, że...
      Dla uczciwych to piekło, dla cwaniaków raj,
      Dla głupich głupota. Dla mnie to mój kraj.

      Krzysztof Daukszewicz



      Właśnie słucham sobie tego na słuchawkach.
      I trudno opanować wzruszenie w końcówce roku, który obfitował w głośne występy durniów sejmowo - rządowych.

      Mężczyźni godnie noszą spodnie, bo na to ich zawsze stać,
      Ci mają gorzej co w honorze postanowili trwać,
      Kobiety, niestety, praca, dom i sklep,
      By trochę wędzonek dzieciom dać na chleb.

      Poetom bywa czasem dobrze, choć częściej bywa źle,
      Więc jaki jest? Ja nie wiem sam. Po prostu myślę, że...
      Dla uczciwych to piekło, dla cwaniaków raj,
      Dla głupich głupota. Dla mnie to mój kraj.

      smile))
      • natla Re: "I to jest mój kraj. " Krzysztof Daukszewicz. 31.12.06, 00:02
        Bardzo lubię tę jego piosenke, a właściwie pieśń, odę.....A ta ostatnią
        zwrotką, to Ty tak trafiłeś, cz to jeszcze on.
        • czarny.humor Re: "I to jest mój kraj. " Krzysztof Daukszewicz. 31.12.06, 00:33
          To jest od początku do końca tekst Krzysztofa Daukszewicza.

          Skoro Ci się ten utwór podoba, to własnie wysłałem Ci go na Twój tlenowy adres.
          Przyjemności w słuchaniu.

          smile))
          • e-baba Re: "I to jest mój kraj. " Krzysztof Daukszewicz. 31.12.06, 00:46
            Skoro są "dziady proszalne" (kiedys podobno były), to w ramach równouprawnienia
            płci muszą istnieć i "proszalne baby".
            Czy taka jedna baba może też prosić Humora o utwór, o którym mowa?
            Kiedyś baba miała całą kasetę pełną Daukszewicza, ale źli (lub raczej podobnie
            odbierający jak ona piosenki Daukszewicza) - ukradli ją babie (a może pożyczyli
            i nie oddali?)
            To jak, Humorze, może ta baba mieć nadzieję?
            • czarny.humor Pooo-szło!!! Przy okazji także do jnnych!! 31.12.06, 01:32
              Nadzieja to za mało Babeczko!!
              Masz pewność, że już jest w Twojej poczcie!!

              smile))


              Acha!!
              Dzięki za kartkę noworoczną! smile))
              Jest super!

              smile))
              • e-baba Marzenia nic nie kosztują 14.01.07, 19:26
                Marzenia nic nie kosztują...

                "Gdy ktoś obedrze nas z piór sensu życia...
                połamie skrzydła wolności i radości...
                czujemy się jakby wszyscy odeszli...
                jakbyśmy zostali sami... pośrodku mroku i ciszy...
                wśród własnych krzyków i łez...

                lecz nie zapominajmy o tym co nadal mamy...
                o ludziach co nadal nas kochają... potrzebują...
                o miejscach wciąż na nas czekających...
                i o tym ile jeszcze pięknych rzeczy się wydarzy...
                ile lotów wśród błękitów i promieni słońca...

                Więc każdego ranka spróbujmy choć na chwilkę unieść się w górę...
                oderwać się od ziemi i zatopić w wolności...
                Gdy skrzydła nas wciąż bolą... nie bójmy się poprosić o pomoc...
                jeśli będziemy czegoś naprawdę pragnąć...
                osiągniemy to wcześniej niż się spodziewaliśmy...

                A więc odkurzmy nasze skrzydła z pyłów bolesnych wspomnień...
                nabierzmy wiatru nadziei...
                poczujmy ciepło promyka wiary i wzbijmy się wysoko...
                wysoko w błękicie zatopmy nasze ręce...
                otulmy chmury marzeń... i z podniesioną głową lećmy ku słońcu...
                naszemu największemu marzeniu...
                ...nawet gdy oznacza ono tyle co dla Ikara..."

                - Znalezione w necie
                plog.sputnik.pl/niepoczytalna/31880-marzenia_nic_nie_kosztuja
                • wiktoria53 Re: Marzenia nic nie kosztują 14.01.07, 20:02
                  Babeczko, zaraz poczułam się lepiej, tak jakoś mi lżejsmile
                • dankarol Re: Marzenia nic nie kosztują 15.01.07, 17:58
                  Dzięki za te marzenia,
                  • maladanka Re: chińska refleksja 16.01.07, 00:43
                    Wiosną - dziesięć tysięcy kwiatów
                    jesienią - księżyc
                    latem - chłodny wiatr
                    zimą - śnieg
                    Jeśli umysłu twego nie zasnuwa
                    chmura rzeczy zbytecznych,
                    to jest to najlepsza pora twego życia
                    Wu-Men
                    • maladanka Re:znalazłam karteczkę 27.01.07, 11:47
                      Wychodząc ze sklepu nadepnęłam na karteczkę, myslałam,że to mój "twardy dysk"
                      zakupowy smile, a tam pięknym pismem napisane było tak:
                      "Jeżeli kiedyś będę przechodził przez ten świat,
                      a mogę komuś pomóc albo zrobic coś dobrego
                      muszę to zrobić teraz
                      bo drugi raz przez ten świat nie będę przechodził"
                      Schowałam karteczkę do portfelika , nawet małe spacery do sklepiku uczą smile
                      • czarny.humor Wiesz Maluśka? 29.01.07, 17:19
                        Dla mnie, to jeden z najwspanialszych wpisów na tym wątku.
                        smile))


                        Przepiszę sobie tę sentencję kilkanaście razy i będę kartki "gubił" w różnych miejscach. Jak się skończą, to znów napiszę. I znów, i znów ...

                        Niech nawet 90% zostanie zmiecionych do kubła, albo przez wiatr. Pozostałe ktoś przeczyta.
                        I się zdziwi jake to mądre zdanie.


                        smile))
                      • regine Re:znalazłam karteczkę 29.01.07, 17:25
                        Motto na całe nasze życie.
                        Jak warto czasami się schylić.... Piękne i mądre.
                        • maladanka Re:znalazłam karteczkę- do Humorka 29.01.07, 19:34
                          wiesz Humorku,że się zawstydziłam, ja po prostu karteczke schowałam,tyle,że się
                          z Wami podzieliłam treścią,natomiast Ty pomyslałeś,żeby dalej mądre słowa
                          przekazać,a swoją drogą ciekawe kto to napisał?
                          • czarny.humor Re:znalazłam karteczkę- do Humorka 29.01.07, 20:05
                            Eeee tam - nie ma powodu do zawstydzeia.
                            To przecież Ty się zastanowiłaś nad tymi słowami i zwróciłas na nie naszą uwagę. Mnie się zaś bardzo spodobał sposób rozpowszechnienia. Lepszy od wszystkich innych - od łańcuszków, maili, wpisów w sygnaturkach... , bo te się czyta i szybko umykają.
                            To zdanie nie każe nikomu dawać czegoś konkretnego, a pozwala nam być lepszymi.
                            Zastanowić się.
                            Też chciałbym wiedzieć, kto je wymyślił, ale na takiej karteczce, robi większe wrażenie, kiedy jest właśnie takie czyste - bez podpisu.
                            Piękne.

                            Na pewno zostawię po kilka takich karteczek w poczekalniach u moich lekarzy.

                            Mam wrażenie, że i Twoją karteczkę zostawił ktoś celowo, żeby trafiła na dobry grunt.
                            I udało się!! smile))



                            A propos - naprawdę zrobiłaś mi wielką radość dzisiaj na wątku "Muzyka...".
                            Jeśli chcesz, mogę Ci przesłać parę pięknych nagrań Marii Callas.

                            smile))
    • tofika Re: Myśli, słowa. Warte zastanowienia. 31.12.06, 00:39
      Humorku,
      to bart z moich warmio-mazur.. tez lubie go posluchac..smile
      czytam Twoje wpisy i zawsze zagladam do Twoich watkow,TAK!smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja