Takie tam... na różne tematy.

15.12.05, 09:39
Czy istnieje Święty Mikołaj?
Zadne znane stworzenie z gatunku reniferowatych nie jest zdolne do latania,
JEDNAKOWOZ istnieje ok. 300.000 rodzajow organizmow, ktore pozostaly jeszcze
do sklasyfikowania i chociaz zasadniczo chodzi tu o insekty i bakterie, to
jednak nie wyklucza to z calkowita pewnoscia istnienia latajacych reniferow,
ktore dotyczczas widziec mogl jedynie Mikolaj.



    • axsa Re: Takie tam... na różne tematy. 15.12.05, 09:41
      Czy istnieje Święty Mikołaj?
      Swiety Mikolaj ma 31-godzinny dzien pracy (uwarunkowanie wynikajace z roznic
      czasowych podczas podrozowania przez strefy czasowe z zalozeniem podrozy ze
      wschodu na zachod - zalozenie takie wydaje sie logiczne).
      Tym samym otrzymuje sie 822.6 odwiedzin na sekunde, a zatem Mikolaj posiada
      jedynie 1/1000 sekundy czasu aby wykonae w kazdym chrzescijanskim gospodarstwie
      domowym swoja prace: zaparkowac, wyskoczyc z san, wdrapac sie na komin i wejsc
      do mieszkania, napelnic skarpetki, pozostale prezenty ulozyc pod choinka,
      ponownie przedostae sie przez komin i udac do nastepnego domu. Zakladajac, ze
      wszystkie z 91.8 miliona przystankow rozlozone sa na powierzchni Ziemi w
      rownych odleglosciach (co oczywiscie, jak wiadomo nie ma miejsca, jednak
      zalozenie takie nalezy zaakceptowac dla uproszczenia obliczen), otrzymamy tym
      samym 1.3 km odleglosc z domu do domu, co daje razem 120.8 miliona kilometrow,
      ktore nalezy pokonac w ciagu 31 godzin, nie wliczajac przerw na czynnosci
      fizjologiczne i jedzenie.
      Oznacza to, ze sanie Mikolaja poruszac sie musza z predkoscia 1040 km na
      sekunde, tzn. 3000-krotna predkoscia dzwieku. Dla porownania: najszybszy
      zbudowany przez czlowieka pojazd - sonda Ulysses, przemieszcza sie ze smieszna
      predkoscia 43.8 km na sekunde. Zwykly renifer osiaga najwyzej 24 kilometry na
      GODZINE.
    • axsa Re: Takie tam... na różne tematy. 15.12.05, 09:41

      Czy istnieje Święty Mikołaj?
      Problem ladunku san prowadzi do dalszych interesujacych przemyslen. Zakladajac,
      ze kazde dziecko nie dostanie wiecej niz sredniej wielkosci zestaw Lego (ok. 1
      kg), to ladunek san wyniesie 378.000 ton (nie wliczajac masy Mikolaja,
      aczkolwiek jest on opisywany zwykle jako osoba z nadwaga).
      Zwykly renifer nie jest w stanie uciagnac wiecej niz 175 kg. Zakladajac nawet,
      ze "latajacy renifer" (p. pkt 1) moglby uciagnac DZIESIECIOKROTNIE tyle, to do
      pociagniecia san potrzeba nie osiem czy dziewiec, ale 216.000 reniferow.
      Podnosi to mase zaprzegu (nie wliczajac masy samych san) do ok. 410.400 ton.
      Ponownie dla porownania: jest to wiecej niz czterokrotna masa transatlantyka
      Queen Elisabeth II.
    • axsa Re: Takie tam... na różne tematy. 15.12.05, 09:42

      Czy istnieje Święty Mikołaj?
      410.400 ton podrozujacych z predkosci? 1040 km/s musi pokonac niezly opor
      atmosfery, tym samym renifery rozgrzeja sie (podobnie jak statek kosmiczny
      powracajacy w atmosfere). Pierwsza para reniferow bedzie musiala zaabsorbowae
      energie rownowazna 16.6 TRYLIONA dzuli. Na sekunde.Kazdy z nich.... Inaczej
      mowiac - w mgnieniu oka musza one splonac,nastepnie splonie kolejna para
      reniferow itd. Caly zaprzeg reniferow odparuje w przeciagu ok. 5/1000 sekundy.
      Mikolaj wystawiony zostanie w tym samym czasie na przeciazenie rzedu 17.500
      krotnego ciazenia ziemskiego. 120 kg Mikolaj (co w porownaniu z opisem wydawac
      sie moze nieco smieszne), zostanie przypchniety przez przeciazenie do oparcia
      san - z sila ok. 20.6 miliona newtonow.

    • axsa Re: Takie tam... na różne tematy. 15.12.05, 09:42
      Czy istnieje Święty Mikołaj?
      Tym samym dochodzimy do logicznego wniosku: JEZELI Mikolaj kiedykolwiek udal
      sie rozwozic prezenty, to w tej chwili jest on juz martwy.
      • goskaa.l Re: Takie tam... na różne tematy. 15.12.05, 12:44
        Axso, świetne! Tylko proszę, bądź konsekwentna:
        jeśli dżule, to i niutony (tak się nazywają te jednostki w naszym języku).
        • dankarol Re: Takie tam... na różne tematy. 15.12.05, 13:08
          Czy ten wywód oznacza, że nie dostanę prezentów pod choinkę w tym roku?
          To dobrze chociaż, że w zeszłym roku nie wiedział, że jest martwy i prezenty
          zostawił.
          Szkoda tak liczyłam, że coś dostanę, cały rok starałam się być grzeczna.
    • hania48 Re: Takie tam... na różne tematy. 15.12.05, 11:52
      Axsa - genialne!!!!!!!!!!

      Czy ja mogę rozpowszechnić ten tekst między moimi znajomymi?


      Natlo, proponuję natychmiast wkleić powyższe do "Naszej książki"
    • axsa WIELKIE sprostowanie 15.12.05, 13:52
      Z rozpędu zapomniałam o "...", albo o nadmienieniu, że wklejam tekst znaleziony
      w necie.
      Przepraszam za stworzenie błednego odbioru.

      W związku z powyższym - rozpowszechniać można, tak jak wszystko co w internecie
      nie zawiera klauzuli o zakazie kopiowania i rozpowszevhniania,
      a do naszej książki sie nie nadaje.
    • skrzydlate Re: Takie tam... na różne tematy. 15.12.05, 14:04
      nie wiem, ale krasnoludki sa napewno smile
      • vogino55 Re: Takie tam... na różne tematy. SMS 15.12.05, 21:56
        Dostałem takiego SMSa
        "Sorry ze tak przez SMSa ale tak jakoś wyszło, Inaczej nie potrafie chce
        Ci to powiedziec bo dłużej nie ma sensu takie oszukiwanie.Lepiej jak to sie
        stanie teraz niz później im dłużej będzie się to ciągnęło tym gorzej dla
        Ciebie.Nie potrafie Cię dłuzej zwodzić w koncu jestesmy dorośli i napewno
        kiedyś to zrozumiesz.Wiem będzie Ci ciężko ale uwierz że i mi jest ciężko.Pisze
        bo ktoś Ci to musi powiedzieć ŚWIĘTY MIKOŁAJ NIE ISTNIEJE (smile)))))))))))))"

        Pozdrawiam Wojciech
        • czarny.humor Re: Takie tam... na różne tematy. SMS 15.12.05, 22:07
          Wojtku!!

          Już dawno dostałem takiego SMSa, ale to pic na wodę - fotomontaż.

          Co roku na Mikołaja mam buty pełne smakołyków!!
          O!! No kto by je przynosił jak nie ON???
          I to jest dowód!!

          A w tamto, to nieee wieeerz!!!

          smile))
          • vogino55 Re: Takie tam... na różne tematy. SMS 15.12.05, 22:20
            czarny.humor napisał:

            > Wojtku!!
            >
            > Co roku na Mikołaja mam buty pełne smakołyków!!
            > O!! No kto by je przynosił jak nie ON???
            > I to jest dowód!! smile))

            Łatwo tak mowić najpierw to pamietam ciotkę UNRAę,potem Dziadek Mróz był no i
            wymyslili Świetego Mikołaja.A tego Św Mikołaja to osobiście nie znam ,nie piłem
            z nim (wink)))))
            Pozdrawiam Wojciech
            • vogino55 Re: Takie tam... na różne tematy. Rzut beretem 15.12.05, 22:23
              A rzućcie sobie

              www.moheroweberety.net/go/pl
              Wojciech
              • axsa Re: Takie tam... na różne tematy. Rzut beretem 15.12.05, 22:32
                Nie wystarczy patrzeć, mozna słuchać, a nawet czesać beretkę.

                Oplułam monitor - idę po ścierkę
                • regine Re: Takie tam... na różne tematy. Rzut beretem 15.12.05, 22:47
                  Dobre, też mnie przywróciło do życia smile)
                  Wcale ci się nie dziwię, że ganiasz ze ścierką, miej ją tuż obok smile))))))
              • del.wa.57 Re: Takie tam... na różne tematy. Rzut beretem 15.12.05, 22:38
                Dzieki Wojtku,ale sobie porzucalam tym berecikem,fajna zabawa a młoteczk tez
                nie zływink)))
              • czarny.humor Re: Takie tam... na różne tematy. Rzut beretem 15.12.05, 22:50
                Gdzieś Ty mi żoneczkę sfilmował??!!!

                Ja Cię do sądu ...!!!
                Zapłacisz za to!!!

                Zasądzona kwota poważnie wzmocni przedsięwzięcie o. Rydzolka.

                Aaaa!! - teraz Cię poznaję!!! To przed Tobą żoneczka na tym filmie obroniła grzybka!!!
    • axsa Z pamietnika... 01.05.06, 23:15
      Znalezione w internecie.
      PONIEDZIAŁEK - Siędzę razem z kapralem Kluchą nad krzyżówką.

      WTOREK - Nadal siedzimy nad krzyżówką.

      ŚRODA - Przyszedł płk Żelazny i powiedział żebyśmy odwrócili krzyżówkę, bo leży
      do góry nogami.

      CZWARTEK - Odwróciliśmy, ale i w tej pozycji jest trudna. Siedzimy dalej.

      PIĄTEK - Zgłodniałem. Kapral Klucha chyba też, bo krzyżówka zniknęła.

      SOBOTA - Ponieważ zabrakło krzyżówki z nudów zabraliśmy sie do łapania
      bandytów. Ja złapałem jednego, a kapral Klucha 38.

      NIEDZIELA - Pułkownik Żelazny, osobiście złożył przeprosiny na ręce attache
      ambasady Holandii za zatrzymanie autokaru z 38 pasażerami. A ja musiałem
      zwolnić kierowcę... co za pech.

      cdn.

      • axsa Re: Z pamietnika... 01.05.06, 23:17
        PONIEDZIAŁEK - Kieruje ruchem na skrzyżowaniu. W radiowozie jechał płk Żelazny.
        Pomachałem mu ręką. Mam teraz niezły karambol.

        WTOREK - Razem z kapralem Kluchą bierzemy udział w pościgu za skradzioną
        Toyotą. Musimy go jednak przerwać, bo nogawka wkręciła mi się łańcuch, a
        kapralowi Klusze pęd powietrza oderwał dzwonek.

        ŚRODA - Przesłuchuję zboczeńca złapanego w parku. Idzie w zaparte. Za to ja
        się, cholera przyznałem.

        CZWARTEK - Dostaliśmy wiadomość, że przy ulicy Sennej w mieszkaniu nr 7 niejaka
        babcia Pelagia lewituje. Udaliśmy się na miejsce. Wiadomość się nie
        potwierdziła Babcia Pelagia wcale nie lewitowała. Powiesiła się na żyrandolu.

        PIĄTEK - Gram z kapralem Kluchą w karty. Wygrałem. Pięć asów na karetę jokerów.

        SOBOTA - Wczoraj wieczorem zauważyłem źle zaparkowanego "malucha". I do tego
        tuż pod moim oknem. Zapisałem sobie jego numer. Dzisiaj sprawdziłem go w
        kartotece. To mój "maluch"... chyba wezmę urlop.

        NIEDZIELA - Na spacerze pogryzłem wiewiórkę. Czuje też jakiś wstręt do wody.
        Może to angina?

        cdn.
        • axsa Re: Z pamietnika... 01.05.06, 23:36
          PONIEDZIAŁEK - Dostaliśmy zawiadomienie o zaginięciu kotka pana ministra.
          Pędzimy na sygnale. Tuż pod domem pana ministra, kapral Klucha na coś najechał.
          Sprawdzam, co to bylo. Już nie szukamy kotka.

          WTOREK - W parku pojawił sie ekshibicjonista. Zastawiliśmy na niego pułapkę.
          Niestety. Wymknął się. Został mi w ręku tylko jego płaszcz. Fajnie wyglądał,
          jak goły przedzierał się przez krzaki. W samej tylko koloratce.

          ŚRODA - Remontuję mieszkanie. Wstrzeliłem kołek w ściane. Umówiłem się z
          sąsiadem, że w dziurę po kołku wstawimy drzwi. Nie protestował. Był
          nieprzytomny.

          CZWARTEK - W pracy same nudy. Przeglądam listy gończe. Jednego gościa jakbym
          skadś znał. Ale skąd?

          PIĄTEK - Dzisiaj płk Żelazny oddał mi moją ankietę personalną ze zdjęciem,
          która nie wiadomo czemu, zaplątała się między listy gończe. Teraz już wiem,
          skąd znałem tego gościa!

          SOBOTA - Badania kontrolne. Oddałem mocz do analizy. Wiadro mi oddali.

          NIEDZIELA - Cała komenda idzie do kina. To podobno smutna historia o miłości
          dwóch jamników. Tak mi powiedział kapral Klucha. Zapytałem się o tytuł: "Psy
          2". Nawet się zgadza.

          cdn.
          • vogino55 Re: Z pamietnika... 01.05.06, 23:44
            SOBOTA - Badania kontrolne. Oddałem mocz do analizy. Wiadro mi oddali.
            (smile))))))))taa teraz już mam czyściutki monitor(smile)))))
            • axsa Re: Z pamietnika... 02.05.06, 07:34
              A jak pucujesz, zeby nie było zamazów???
              smile)
          • axsa Re: Z pamietnika... 02.05.06, 07:57

            PONIEDZIAŁEK - Od samego rana bolą mnie zęby. Niby sztuczne uzębienie, a
            jednak?!

            WTOREK - Dzisiaj rano mieliśmy kurs daktyloskopii. Kapralowi Klusze tak się to
            spodobało, że zaczął wszystkim zdejmować odciski palców. Pułkownik Żelazny nie
            zgodził się jednak na zdjęcie butów i przyłożył kapralowi aktówką.

            ŚRODA - Nudzimy się w radiowozie. Grzebię w samochodowej zapalniczce. Palec mi
            się zaklinowal. Przestałem się nudzić. Za to zacząłem sie pocić.

            CZWARTEK - Dostaliśmy wiadomość o napadzie na bank. Pojechaliśmy tam czym
            prędzej, ale nie było się po co spieszyć. Ludzie już wszystko wyzbierali.

            PIĄTEK - Kapral Klucha ruszył w pościg za pijanym rowerzystą. Klucha ostro
            prowadzi radiowóz. Dobrze, ze wcześniej wysiadłem na siusiu.

            SOBOTA - Dzisiaj łapiemy na radar. Coś nam nie idzie. Mamy dziwne wskazania.
            Dostaliśmy wiadomość z komendy, aby zwrócić echosondę, która jest dowodem w
            sprawie.

            NIEDZIELA - Razem z Kluchą i Paprochem pojechaliśmy na ryby. Dzień bardzo
            udany. Szkoda tylko, że zamiast wędek dla naszego zgranego zespołu. zabrałem ze
            schowka wszystkie miotły i mopy .

            cdn.
            • e-baba Re: Z pamietnika... 02.05.06, 19:10
              Jeszcze, jeszcze pamiętnika, proszę
              • axsa Z pamietnika... 02.05.06, 20:23
                PONIEDZIAŁEK - Dzisiaj zaspałem do pracy. Dociskam gaz do deski
                mojego "malucha". 50km/h - urwały mi sie lusterka. 60km/h - lakier zaczął się
                łuszczyć, a wycieraczki przepełzły na tylnią szybę. 70km/h - maska zawinęła mi
                się na dach. Przechodzę na prędkość ekonomiczną. Minął mnie rowerzysta.

                WTOREK - Kapral Klucha przyniósł na komendę swój rodzinny album. Po obejrzeniu
                pierwszej strony, płk Żelazny pobiegł do toalety. A ja niestety, zwymiotowałem
                dopiero w domu.

                ŚRODA - Dzisiaj przywieźli nam nowe umundurowanie. Ładne, ciemne kurtki.
                Widoczny napis POLICJA. Tylko te pompony na czapkach takie jakieś...dziwne.

                CZWARTEK - Mam dolegliwości żołądkowe. Cały dzień siedzę w toalecie. Papierkowa
                robota.

                PIĄTEK - Komputeryzacja policji postępuje. Tak napisali w biuletynie, który
                został nam przysłany z komendy głównej. Razem z paczką dyskietek. Płk Żelazny
                złożył podanie o przydział komputera.

                SOBOTA - Przyszedł jeden taki i zaczął się awanturować, że on płaci podatki, a
                my tu tylko siedzimy i pijemy kawę. Zaprzeczyłem. Kawa skonczyła nam się w
                zeszłym tygodniu.

                NIEDZIELA - Kurs udzielania pierwszej pomocy. Sztuczne oddychanie ćwiczy
                posterunkowy Paproch z manekinem. Coś tu jest nie tak. Nie wiem dlaczego
                posterunkowy Paproch rozebrał sie do naga?! Wszedł Żelazny i wytrzaskał
                Paprocha po pysku. No i nie wiem jak to jest z tym sztucznym oddychaniem.
                Rozbierać sie, czy nie? A zima?

                cdn.
                • axsa Re: Z pamietnika... 03.05.06, 08:53
                  PONIEDZIAŁEK - Dzisiaj posterunkowy Paproch powiedział, że idzie sobie ugotować
                  jajka. Za czasu wezwaliśmy pogotowie ratunkowe. Oj, jego żona będzie znowu
                  wściekła!

                  WTOREK - Razem z kapralem Kluchą znaleźliśmy zwłoki mężczyzny, leżące na ławce
                  Klucha przytknął mu lusterko do ust i stwierdził, że mężczyzna nie oddycha.
                  Kiedy probówałem sprawdzić dokumenty denata, zwłoki zaczęły chrapać. Klucha ma
                  popsute lusterko.

                  ŚRODA - Zawiadomienie o gwałcie. Pojechaliśmy na miejsce zdażenia. Kapral
                  Klucha przesłuchał dziadka Edka, który był ofiarą napaści seksualnej.
                  Podejrzaną o dokonanie tego czynu jest niejaka babcia Wiesia. Kapral Klucha
                  udał się do babci w celu jej przesłuchania. Ku memu zdziwieniu, potwierdziło
                  się doniesienie dziadka Edka. Kapral Klucha wyszedł od babci Wiesi po godzinie,
                  bez czapki, paska, raportówki i munduru. W samych tylko kalesonach.

                  CZWARTEK - Cały czas leje deszcz. Nudzimy się. Paproch zaproponował grę w
                  butelkę. Odsunęliśmy się od tego zboczeńca na znaczną odległość.

                  PIĄTEK - Wespół z Paprochem, eskortowałem dziś pacjenta do domu wariatów.
                  Nierozumiem dlaczego tak sie nazywa ten zakład. Spotkałem tu przecież mnóstwo
                  znanych wszystkim osobistości: Gagarina, Napoleona, Puszkina a nawet Elvisa.
                  Król rock 'n' rola nie chciał mi jednak zaśpiewać, tylko ugryzł mnie w rękę i
                  napluł na daszek czapki.

                  SOBOTA - Mobilizacja sił. Dzisiaj mecz w naszym mieście. Ochraniamy stadion.
                  Gdyby Klucha nie krzyczał "GOL", kiedy bramkę strzeliła drużyna przyjezdna, być
                  moze wyszlibyśmy z tego cało.

                  NIEDZIELA - Leczymy rany po meczu. Klucha leży na gastrologii bo kibice kazali
                  mu zjeść krawat i pałkę. Ja leżę na oddziale intensywnej opieki medycznej.
                  Jakiś łysy przywalił mi ławką, a drugi w szaliku poprawił metalowa rurka.
                  Paproch leży nadal na boisku, bo jak go rzucili to wgryzł się w murawę.

                  cdn.
                  • axsa Re: Z pamietnika... 03.05.06, 08:53
                    Poniedziałek.
                    Dzisiaj dostaliśmy nową broń służbową z centrali. Pułkownik Żelazny nakazał nam
                    jej natychmiastowe wyczyszczenie. "Żeby mi lśniła jak..." nie dokończył i
                    wyszedł do toalety. Próbowałem wielu papierów ściernych ale rdza z mojej nowej
                    finki nie schodzi.

                    Wtorek.
                    Dziś zgłosił się jakiś nieogolony młodzian z gitara mówiąc, że przybył tu na
                    przesłuchanie. Dokonałem rutynowej roboty i całkiem przepisowo go
                    przesłuchałem. Przyznał się do wszystkiego. Zdziwił się tylko, że nie kazaliśmy
                    mu grać i śpiewać, bo według niego to właśnie się robi na przesłuchaniach w
                    studiach nagrań. Wyprowadziliśmy go z błędu mówiąc mu, ze trafił na komisariat.
                    Młodzian zemdlał. Kiedy leżał powalony niemocą, cała komenda wykonała brawurowo
                    utwór "Besame Mucho". Kapral Klucha grał na grzebieniu.

                    Środa.
                    Gramy w rosyjską ruletkę. Cudem przeżyłem. Posterunkowy Paproch, zamiast
                    zostawić jedną kule, wyjął tylko jedną z magazynka. Wyszły nasze braki w
                    wyszkoleniu. Nikt nie został nawet draśnięty. Jedynie Klucha przytrzasnął sobie
                    palec. Cynglem.

                    Czwartek.
                    Wyruszyliśmy w pościg za skradzioną furgonetką bankową. Tego jeszcze nie było.
                    Wszystkie rowery w akcji.

                    Piątek.
                    Dziś zawody strzeleckie. Byłem drugi. Tuż, tuż za pułkownikiem Żelaznym. Na
                    następne zawody będę musiał przygotować nową tarczę, bo od trzech lat mam cały
                    czas ten sam wynik i obecna tarcza już mi mocno wyblakła.

                    Sobota.
                    Nareszcie weekend. Gram z posterunkowym Paprochem w szachy. Nawet nam szybko
                    idzie , bo mamy tylko połowe pionków i to w tym samym kolorze.

                    Niedziela.
                    Dzisiaj mam wolne. Nie mogę jednak zapomnieć o pracy. Wróg zawsze czuwa.
                    Przeglądam interesującą książkę dotyczącą kryminalistyki. Ciekawie się zaczyna,
                    cytuje "...nazywam się Żbik a na imię mam kapitan

                    cdn.
                    • e-baba Re: Z pamietnika... 03.05.06, 12:04
                      Uśmiałam się jak norka i jeszcze się śmieję. I jeszcze, Axsa, bym się pośmiała.
                      • axsa Re: Z pamietnika... 03.05.06, 14:41
                        Napisałam, że cdn,
                        więc cdn.

                        Poniedziałek.
                        Kieruję ruchem na skrzyżowaniu. W radiowozie jechał pułk. Żelazny. Pomachałem
                        mu ręką. Mam teraz niezły karambol.

                        Wtorek.
                        Razem z kapralem Kluchą bierzemy udział w pościgu za skradzioną Toyotą. Musimy
                        go jednak przerwać bo nogawka wkręciła mi się w łańcuch a kapralowi Klusze, pęd
                        powietrza oderwał dzwonek.

                        Środa.
                        Przesłuchuję zboczeńca złapanego w parku. Idzie w zaparte. Za to ja się cholera
                        przyznałem.

                        Czwartek.
                        Dostaliśmy wiadomość, że przy ulicy Sennej w mieszkaniu nr. 7 niejaka babcia
                        Pelasia lewituje. Udaliśmy się na miejsce. Wiadomość się nie potwierdziła.
                        Babcia Pelasia wcale nie lewitowała. Powiesiła się na żyrandolu.

                        Piątek.
                        Gram z kapralem Kluchą w karty. Wygrałem. Pięć asów na karetę jokerów.

                        Sobota.
                        Wczoraj wieczorem zauważyłem źle zaparkowanego "malucha". I do tego tuż pod
                        moim oknem. Zapisałem sobie jego numer. Dzisiaj sprawdziłem go w kartotece. To
                        mój "maluch". Chyba wezmę urlop.

                        Niedziela.
                        Na spacerze pogryzłem wiewiórkę. Czuję też jakiś wstręt do wody. Może to angina?

                        cdn.
                        • maladanka Re: Z pamietnika... 04.05.06, 14:02
                          hihihihihihi,hehehehehehe,hahahahaha...wydrukowywuje sobie i odczytam co
                          celniejsze na spotkaniu w tzw.międzyczasie smile)
                          • axsa Re: Z pamietnika... 05.05.06, 12:04
                            Poniedziałek.
                            Pułk. Żelazny kazał mi wymyć toalety na komendzie.
                            Znalazłem cukierka w muszli. Ponieważ cenię sobie czystość, po zjedzeniu go,
                            papierek wyrzuciłem do kosza.

                            Wtorek.
                            Dzisiaj dowiedziałem się, że komenda główna w ramach
                            podnoszenia kwalifikacji, ogłosiła konkurs geograficzny. My wystawiamy kaprala
                            Kluchę. Był raz w Pradze, ma atlas geograficzny i przewodnik po Mazurach.
                            Pułkownika Żelaznego niepokoi jednak to, że kapral Klucha nadal uważa Szwecję
                            za
                            stolice Sztokholmu i nie daje się od tego odwieść. Uważam, że Żelazny jest zbyt
                            drobiazgowy.

                            Środa.
                            Dostaliśmy nowego na przeszkolenie. Nazywa się Pstrąg. Mówią,
                            że "pstrąg to bystra ryba". Być może. Ale szeregowy Pstrąg do bystrych nie
                            należy. Zażądał munduru, broni i amunicji. Dostał szczotkę i metalową szufelkę.
                            Myśleliśmy, że weźmie się za sprzątanie ale Pstrąg wziął tylko ww. przyrządy i
                            poszedł na patrol.

                            Czwartek.
                            Szeregowy Pstrąg wrócił dopiero dzisiaj. Razem z połamaną
                            szczotką i szufelką na której wyraźnie było widać wypukłe odbicie twarzy
                            Pstrąga. Podobno zaatakowali go w parku emeryci. Pstrąg zrezygnował ze służby u
                            nas. Szufelkę powiesiliśmy na honorowym miejscu. W toalecie. Ale musieliśmy ją
                            zdjąć, bo pułkownik Żelazny powiedział, że twarz Pstrąga go deprymuje,
                            szczególnie jego wytrzeszczone gały i brak dwóch siekaczy.

                            Piątek.
                            Kapral Klucha użył dzisiaj broni. Po raz pierwszy w życiu.
                            Wbił nią gwoźdź w ścianę i powiesił sobie obrazek wybitnego malarza. Mozarta
                            chyba...ale nie jestem pewien.

                            Sobota.
                            Akcja specjalna. Dzisiaj byliśmy w szkole i nauczaliśmy
                            młodzież przepisów ruchu drogowego. Mam cały mundur w atramencie a Klucha
                            dostał
                            mazakiem w czoło.

                            Niedziela.
                            Poszedłem do kościoła. Wszystkie ławki zajęte więc
                            przycupnąłem sobie w konfesjonale. Przyszedł Klucha i się wyspowiadał.
                            Tajemnica
                            spowiedzi tajemnicą, ale teraz wiem kto mi ukradł prezerwatywę z szuflady w
                            biurku. Ten debil myślał, że to herbata ekspresowa i zaparzał ją przez dwie
                            godziny. To osioł! A jakby się zapytał przełożonego czyli mnie, to bym go
                            oświecił, ze na Boże Narodzenie wiesza się "to" na kominku i św. Mikołaj wkłada
                            tam prezenty. Stąd też nazwa "prezerwatywa". Chociaż chyba powinno być
                            "prezentwatywa"? Ale czy to ważne dla św. Mikołaja?

                            cdn.
                            • e-baba Re: Z pamietnika... 05.05.06, 21:18
                              axsa napisała:
                              > cdn.

                              Czekamy bardzo
                              • vogino55 Re: Z pamietnika... 05.05.06, 23:00
                                e-baba napisała:

                                > axsa napisała:
                                > > cdn.
                                >
                                > Czekamy bardzo
                                Ja tesz Mozart rzondzi(wink))))))))
                                podobno CDN.
                                • krise1 Re: Z pamietnika... 06.05.06, 17:12
                                  Axsa, wspaniałe
                                  • axsa Re: Z pamietnika... 06.05.06, 21:28
                                    Już zaspokajam Wasze pragnienia.
                                    smile))
                                    Poniedziałek.
                                    Pułkownik Żelazny zapowiedział nam, że przyjeżdża
                                    dzisiaj komisja z komendy głównej i żebyśmy się nawet słowem nie śmieli odezwać
                                    bo idiotyzm z nas wyjdzie i tyle. Komisja przyjechała. Potem pytali się nas o
                                    różne rzeczy. Miedzy innymi o nasze nazwiska i czy przypadkiem nie jesteśmy
                                    głusi. Spełniając rozkaz Żelaznego, milczeliśmy jak zaklęci chociaż sam
                                    pułkownik, rwał sobie włosy z głowy.

                                    Wtorek.
                                    Posterunkowy Paproch zgubił gdzieś pałkę. Klucha dal mu
                                    kawałek rurki od gazu, pomalowanej na biało. Traf chciał, że Paproch próbował
                                    zabić muchę, która usiadła na jego biurku. Mucha nadal fruwa, natomiast biurko
                                    uległo niejakiej dewastacji. A prawdę mówiąc, przełamało się na pół!

                                    Środa.
                                    Pułk. Żelazny powiedział nam, że zainstalował sobie w
                                    łazience bidet. Coś mi ta nazwa mówi. Tak mi chodzi po głowie. Mam! Przecież
                                    kiedyś, razem z Kluchą byliśmy służbowo w operze i akurat wtedy grali "Carmen"
                                    niejakiego Bideta. Ale po co Żelaznemu kompozytor w kiblu?! Nie wiem.

                                    Czwartek.
                                    Kapral Klucha się zakochał. Powiedział, że widzi ją kilka
                                    razy dziennie w naszej komendzie i wpatrują się w siebie. Nawet mi ją pokazał.
                                    Pułk. Żelazny kazał mi usunąć lustro i uważnie się przyglądać Klusze.

                                    Piątek.
                                    Posterunkowy Paproch zleciał dziś z drzewa. To już początek
                                    jesieni.

                                    Sobota.
                                    Pułkownik Żelazny wywiesił tabliczkę z napisem "Zakaz
                                    Palenia". Męcząc się, wytrzymałem do 15-stej. Zapaliłem dopiero w tramwaju.

                                    Niedziela.
                                    Kapral Klucha powiedział, że jak był u sąsiadów to
                                    widział telewizję satelitarną. Odbiera się to za pomocą talerza i dzięki
                                    wysokiej technologii. Paproch jest wysoki. Talerz też mamy. Służbowy. Do zupy.
                                    Jednak po zestawieniu Paprocha z talerzem nie udało się uzyskać odbioru mimo,
                                    że
                                    Paproch dwie godziny pelengował na dachu komendy. Ale nic straconego.
                                    Przynajmniej nałapał deszczówki.

                                    • axsa Re: Z pamietnika... 06.05.06, 21:29
                                      Oczywiście
                                      cdn.
                                      smile))
                                    • dankarol Re: Z pamietnika... 06.05.06, 21:33
                                      Jak ja lubię czytać ten pamiętnik, zawsze ubawię się setnie. Dzięki Axsa i
                                      proszę o jeszcze
                                      • e-baba Re: Z pamietnika... 06.05.06, 21:48
                                        I znów się uśmiałam. Cdn, oczywiście?
                                        • vogino55 Re: Z pamietnika... 06.05.06, 21:54
                                          Ten kompozytor Bidet czy jakos tam(smile)))))))))))))))))))))))))))
                                          Wojciech obśmiany jak NOREK (wink))))))))
    • axsa cdn 07.05.06, 18:51
      Poniedziałek.
      Odwiedził nas dzisiaj ks. Pistolet. Duszpasterz z
      miejscowej parafii. Wszystko nam poświęcił. Tak intensywnie to robił, że zalało
      nam piwnicę, a posterunkowy Paproch otrzymał cios w czaszkę kropidłem.

      Wtorek.
      Paproch nie może dojść do siebie i cały czas twierdzi, że
      obecnie jest papieżem. Chce abyśmy go całowali po rękach i mówili do niego per
      "wasza świątobliwość".

      Środa.
      Paproch próbował rozgrzeszyć kaprala Kluchę, ale ten dał mu
      po łapach.

      Czwartek.
      Posterunkowy Paproch zażądał aby zawieźć go radiowozem do
      Watykanu. Ciekawe jak on to sobie wyobraża? Skoro paliwa mamy tylko na dojazd z
      garażu pod komendę, a z powrotem trzeba pchać to pudło.

      Piątek.
      Paproch powiedział, że te niebieskie stroje nie pasują nam
      do rangi kardynalskiej i kazał nam się przebrać na czerwono. Żeby go nie
      drażnić, owinęliśmy się szturmówkami.

      Sobota.
      Zadzwonił major Potulny i pytał czy to prawda, że ma nas
      wizytować papież. Posterunkowy Paproch, bo to on odebrał telefon, powiedział
      majorowi, że jest człowiekiem małej wiary, dał mu rozgrzeszenie i kazał się
      modlić co wieczór.

      Niedziela.
      Paproch zadzwonił do Watykanu. Odebrał papież. Paproch
      jest już wyleczony. Natomiast papież zaczął się ubierać na niebiesko.


      • e-baba Re: cdn 07.05.06, 19:09
        Dzięki. Śmieje sie cała rodzina - musiałam im przeczytać.
        Chorzy ludzie zwykle budzą współczucie, ale my żałujemy, że Paproch jest juz
        uleczony.
    • axsa Re: Takie tam... na różne tematy. 07.05.06, 21:00
      Jeszcze tydzień z życia...


      Poniedziałek.
      Klucha przybiegł dziś na komendę bardzo zdenerwowany. Powiedział, że widział
      dziś dwie ciężarne, że to tak być nie może, żeby po ulicy chodziły żywe reklamy
      stosunków płciowych, że to nie po chrześcijańsku! Zaserwowaliśmy mu serię
      czopków na uspokojenie. Jednakże pułk. Żelazny, odmówił zaaplikowania ich
      kapralowi Klusze.
      Wtorek.
      Posterunkowy Paproch przyniósł z domu pistolet do wstrzeliwania kołków.
      Załadowaliśmy go czopkami. Paproch trzyma kaprala Kluchę (wypiętego) a ja
      celuje. Cel-pal. Z pięciu czopków, trzy poszły w Paprocha, jednym strąciłem
      doniczkę a ostatni sam sobie zaaplikowałem. Myślałem, że coś się zacięło,
      popatrzyłem w "lufę", no i jakoś niefortunnie wystrzeliłem. Pech. Wypiętego
      Kluchę wykorzystaliśmy do gry w salonowca.
      Środa.
      Razem z kapralem Kluchą wytropiliśmy nielegalne zgromadzenie. Prośba o
      rozejście się nic nie dała. Pałujemy.
      Czwartek.
      Zamiast spodziewanej nagrody, bura. Okazało się, że wczoraj rozgoniliśmy
      przyjęcie weselne. Ot i niefart.
      Piątek.
      Pułkownik Żelazny szykuje się do urlopu. Zamknął szufladę na klucz, żebym mu w
      niej nie grzebał. Nie rozumiem dlaczego mój ukochany przełożony mnie o to
      oskarża. Nigdy w niej nie grzebię. Tylko zaglądam.
      Sobota.
      Pułk. Żelazny pojechał na Karaiby. Tak nam powiedział. Ale za cholerę nie wiem
      po co pożyczał od Paprocha mapę Mazur?
      Niedziela.
      Od dzisiaj ja, przez dwa tygodnie rządzę naszą komendą. Podwładni się z tego
      cieszą. Tak mi powiedzieli. W nagrodę dałem im po miętowym cukierku.
      Niedziela (wieczór).
      Skończyły mi się miętówki. Klucha z Paprochem zamknęli się w toalecie i
      konspirują. Lecę do nocnego!

      cdn.
      • vogino55 Re: Takie tam... na różne tematy. 07.05.06, 21:41
        Pięknie zakończony tydzień,,,,,,,,,
        też 'lecę do nocnego' (wink))))))
      • axsa Re: Takie tam... na różne tematy. 08.05.06, 12:22
        Poniedziałek.
        Pułkownik Żelazny nadal na urlopie. Zaczynamy odczuwać jego brak. Kapral Klucha
        prawie zapomniał jak się mówi po polsku. Doszło do tego, że zatrzymuje
        przestępców na migi.
        Wtorek.
        Posterunkowy Paproch regulował dzisiaj ruch na skrzyżowaniu. Wrócił na
        komisariat jakiś taki siny i milczący. Próbowaliśmy coś od niego wyciągnąć, ale
        tylko jeszcze bardziej zsiniał, wyszły mu oczy i zaczęło gwizdać w płucach.
        Serdecznie poklepałem go po plecach aby podnieść chłopa na duchu. Wypluł
        gwizdek.
        Środa.
        W przerwach między przesłuchaniami, gramy w ping-ponga. Na wyjętych z futryny,
        drzwiach wejściowych.
        Czwartek.
        Dziś przybyła do nas ob. Kwiatkowska z informacją, że zabiła swojego męża,
        Kwiatkowskiego Leona. Uśmialiśmy się setnie. Nie damy się nabrać na tak
        prymitywny żart. Przecież tydzień temu sam, osobiście widziałem Kwiatkowskiego
        pod monopolowym. Kazaliśmy jej się umyć z tej czerwonej substancji, którą miała
        na rękach, i odesłaliśmy do domu.
        Piątek.
        Pułk. Żelazny przysłał telegram: "TRZYMAJCIE SIĘ CHŁOPAKI. STOP". Dziwny
        rozkaz. Cała robota stanęła. Stoimy sobie jeden za drugim i trzymamy się za
        stopy. Widok mam kiepski, bo mam przed sobą wypiętego kaprala Kluchę. Mam
        nadzieję, że nie jadł grochu na obiad.
        Sobota.
        A jednak, jadł!
        Niedziela.
        Docucili mnie. Teraz Klucha stoi na końcu. A posterunkowy Paproch z przodu. Mam
        nadzieję, że nie jadł grochu na obiad...a jednak...i nie uprzedził...
        • axsa Re: Takie tam... na różne tematy. 08.05.06, 15:16
          Poniedziałek.
          Wrócił Żelazny! Z radości, ucałowałem pułkownika w czoło. Wyzwał mnie od
          pedałów i debili, i poszedł wytrzeć czoło pumeksem.
          Wtorek.
          Od razu inaczej się pracuje. Klucha wprowadza podejrzanego. Ja go przesłuchuję,
          a Paproch dezynfekuje pałkę. Same przyznania się do winy.
          Środa.
          Wpadł do nas Żelazny z pytaniem, czy nie było tu wczoraj jego szwagra?
          Sprawdziłem. Był, przyznał się do zdrady stanu. Żelazny mi przyłożył. A ten
          głupi Paproch zdezynfekował pałkę!
          Czwartek.
          Uczestniczymy w akcji likwidowania przestępczości zorganizowanej. Razem z
          Kluchą, schowaliśmy się w krzakach. Miejscowy ojciec chrzestny ma sklep z
          warzywami naprzeciwko komendy. Lepiej nie odcinać sobie źródła dopływu świeżych
          witamin.
          Piątek.
          Wezwanie na osiedle Koziołka Matołka. Dwie bandy nieletnich, obrzucają się
          kamieniami. Przystępujemy do akcji.
          Sobota.
          Akcja się przedłuża. Zostaliśmy otoczeni. Kapral Klucha, trzyma się na froncie
          między śmietnikiem a pierwszą latarnią. Ja jestem odpowiedzialny za łączność i
          dostarczanie amunicji, tzn. głośno krzyczę "Na pomoc...policjaaa!" oraz grzebię
          w śmieciach, w celu odnalezienia przedmiotów bojowych ( butelki, puszki, nogi
          od stołów ) oraz broni chemicznej ( stare ryby, odchody zawinięte w gazety,
          zużyte pampersy i podpaski ).
          Niedziela.
          Jesteśmy wyczerpani. Klucha oberwał cegłą w czoło i wygląda jak Indianin.
          Brakuje nam amunicji, wyczerpały się też środki opatrunkowe (obwiązałem Klusze
          głowę, moimi slipami...od razu się uspokoił). Cóż za wstyd! Poddać się bandzie
          dwunastolatków!?

          cdn.
          • axsa Re: Takie tam... na różne tematy. 08.05.06, 15:27
            Poniedziałek.
            Posterunkowy Paproch, zgłosił się ochotniczo na konkurs poezji resortowej. Nie
            wiedziałem, że Paproch pisze wiersze. Ale z drugiej strony, kto wie, że jestem
            zapalonym nurkiem? Nikt! Ale kiedyś się pochwalę, i powiem ile miałem trudności
            ze zmieszczeniem się w wannie, razem z akwalungiem!
            Wtorek.
            Paproch jeszcze nie wrócił. Trzymamy za niego kciuki. Razem z kapralem Klucha.
            Pułk. Żelazny, nie zgodził się trzymać moich kciuków.
            Środa.
            Wrócił posterunkowy Paproch. Wymięty i zapłakany, bo nic nie wygrał.
            Powiedział, że po deklamacji, komisja wylała go na zbity pysk. Kazałem mu
            przeczytać wiersz który napisał:
            Radiowozem pędzę śmiało
            Gaz do dechy, jeszcze mało!
            Wiec popycha kapral Klucha
            Nikt Policji nie wy...
            Nie wiem o co chodziło komisji. To przecież kawał prawdziwej sztuki!
            Czwartek.
            Pułkownik Żelazny powiedział, że tak dalej być nie może, że się opierdzielamy i
            wygnał nas wszystkich na patrolowanie okolicznego osiedla. Nawet nam nie zrobił
            kanapek na drogę!
            Piątek.
            Kapral Klucha zakomunikował mi dzisiaj, ze rzuca palenie. No i rzucił. Mógł
            tylko tego nie robić na stacji benzynowej, bo mi podmuch zerwał mundur i
            musiałem wracać na komendę w samych tylko kalesonach służbowych.
            Sobota.
            Siedzę w domu i oglądam mecz. Nasi prowadza 2:0. Żona pyta z kuchni: Kto
            strzelił? Nie dam się nabrać na ten stary dowcip, że pierwszą Boniek a druga
            Replay. Nie ze mną takie numery. Dobrze wiem, że Boniek już nie gra. Za to
            Replay jest wyjątkowo bramkostrzelny. Po kilka goli w każdym meczu. Szkoda, że
            gra po obu stronach. I u nas i u przeciwników. Dziwny gość?!
            Niedziela.
            Znowu służba. Komenda pełna zgłaszających. Przebrałem się w cywilne ubranie i
            stanąłem na końcu kolejki. Razem psioczymy na Policję. Czekam, aż ktoś otworzy
            wreszcie okienko i będę mógł zgłosić. Ale co? Chyba za bardzo się wczułem...


            cdn.
            • axsa Re: Takie tam... na różne tematy. 08.05.06, 15:29
              Poniedziałek.
              Kapral Klucha trenuje zakuwanie w kajdanki. Na sobie, bo nikt się nie chciał
              zgodzić na uczestniczenie w jego eksperymentach.
              Wtorek.
              Kapral Kluch opanował już ciężką sztukę zakuwania. Obecnie trenuje poszukiwania
              kluczy do własnych kajdanek.
              Środa.
              Posterunkowy Paproch zeżarł moje drugie śniadanie. Ale nie chce powiedzieć z
              czym były moje kanapki. Myślę, że sekcja to wykaże.
              Czwartek.
              Paproch znowu zeżarł moje śniadanie. Ale to już ostatni raz. Jutro się biedak
              natnie.
              Piątek.
              Zamiast kanapek, zapakowałem do papierowej torebki podeszwę od mojego starego
              buta służbowego. Niestety, Paproch przyniósł swoje kanapki i teraz siedzę
              głodny.
              Sobota.
              Kapral Klucha znalazł klucz od kajdanek. Nareszcie będzie mógł chodzić bez
              dłoni owiniętych szmata.
              Niedziela.
              Zacząłem się uczyć języków obcych. Uważam, że w obecnych czasach, każdy
              powinien znać przynajmniej jeden obcy język. Inaczej może dojść do przykrych
              pomyłek. Pułkownik Żelazny dał mi puszkę z napisem w całkiem obcym języku.
              Otworzyłem ja i zjadłem. Godzinę później, pułkownik poprosił abym nasmarował
              zawiasy, towotem z puszki którą mi dał. Uczę się języków!

              cdn.
            • axsa Re: Takie tam... na różne tematy. 09.05.06, 08:43
              Poniedziałek.
              Posterunkowy Paproch przyleciał na komendę jak torpeda, i już w drzwiach
              oznajmił nam, że będzie miał dziecko. Niestety, rzeczonych drzwi nie otworzył i
              nic nie usłyszeliśmy.
              Wtorek.
              Oglądamy "Posterunek 13". Kapral Klucha powiedział, że tak głupich policjantów
              to nie ma. Pułk. Żelazny tak jakoś dziwnie na nas popatrzył, zsiniał,
              zzieleniał i pobiegł do toalety.
              Środa.
              A jednak Paproch nie będzie miał potomka. To, co biedny posterunkowy brał za
              pierwsze skurcze, okazało się tylko zatwardzeniem jego szanownej małżonki.
              Czwartek.
              Patrol. Jak zwykle z kapralem Kluchą, jeździmy po dobrze oświetlonych ulicach.
              Niczego się nie boimy, bo mamy pancerne szyby i kamizelki kuloodporne. A ja
              dodatkowo, włożyłem sobie poduszkę w spodnie i zaspawałem drzwi od mojej
              strony.
              Piątek.
              Ktoś napisał na murze komendy: "Mafia rządzi". Ścierać, czy nie ścierać. Oto
              jest pytanie! Żeby się nie narażać, Klucha zrobił na tekturze duży
              napis:"Żelazny", i cichaczem, po zmroku nakleił w miejsce napisu "Mafia". W
              razie jakby co, to my jesteśmy kryci. Chociaż zastanawiam się, czy aby nie
              wziąć urlopu?
              Sobota.
              Dzisiaj przylazł jakiś facet z foliową torbą i powiedział, że znalazł: "bo".
              Jąkał się przy tym potwornie. Powiedziałem mu, że to miło z jego strony, ale
              nam: "bo" nie jest potrzebne i kazałem go wyrzucić. Tuż przed wyjściem,
              delikwent jeszcze raz podniósł torbę do góry krzycząc, że to jest: "bo" "mba"
              dokończył już za drzwiami. A może mi się tylko wydawało? Bo rozległ się taki
              huk, że aż mi mój ulubiony miś pluszowy zleciał z biurka.
              Niedziela.
              Kapral Klucha grzebał coś pod biurkiem. Ponieważ się wypiął, dziarsko
              trzepnąłem go dłonią. Jakież było moje zdziwienie, kiedy spod biurka pojawiła
              się głowa montera, który przyszedł do nas naprawić telefon. Siedzę w szafce z
              ubraniami, bo pan monter nie dość, że się do mnie uśmiechnął, to jeszcze
              poprosił... nie, nawet mi to przez usta przejść nie chce. I jeszcze chciał żeby
              go głaskać.
              Poniedziałek.
              Posterunkowy Paproch przybiegł do mnie i zaczął się skarżyć, że ma krótszą
              pałkę od kaprala Kluchy, a podobno długość pałki oznacza "długość". Spytał się,
              czy to prawda. Uspokoiłem go, mówiąc aby nie wierzył w bajki. Kiedy wyszedł,
              zmierzyłem swoją pałkę. Tak to same bujdy.
              Wtorek.
              Pułkownik Żelazny wyglądał dziś przez okno i powiedział, że właśnie "słońce
              zaszło". Takie świństwa?! I to tuż pod oknem naszej komendy?! Dziwię się
              pułkownikowi, że nie zareagował. Ale z drugiej strony wartości chrześcijańskie.
              Może i nie wypadało przeszkadzać w prokreacji?
              Środa.
              Ćwiczymy walkę pałką z manekinem. Kapral Klucha najwyraźniej traci wzrok, bo
              nie odróżnił manekina od faceta z elektrowni. Nie zdziwiło go nawet to, że
              manekin zasłaniał się teczką.
              Czwartek.
              Paproch przyznał się, że koleżanki zaczęły częściej odwiedzać jego małżonkę.
              Podobno stało się to po tym, jak przyznał się, że w młodości grał na
              saksofonie. Widzę, że afera z Clintonem zatacza coraz większe kręgi.
              Piątek.
              W ramach akcji promocyjnej, jakaś firma przysłała nam puzzle o
              nazwie: "Policjant w negliżu". Ponieważ na opakowaniu było napisane: "Od lat
              3", zaniosłem puzzle osobiście, skazanemu na 25 lat Grzegorzowi H. Skazany
              podziękował, poczym przyłożył mi pudełkiem w głowę. Nie ma wdzięczności wśród
              ludzi.
              Sobota.
              Dzwonił komisarz Poducha. Odebrałem osobiście. Przyślą nam sekretarkę.
              Poinformowałem podwładnych i pułkownika Żelaznego. Potem się wyperfumowałem i
              umyłem nogi. Paproch z wrażenia wypił całą butelkę płynu po goleniu a Klucha
              przetarł zęby pilnikiem.
              Niedziela.
              Przysłali sekretarkę. Automatyczną.
              cdn,
              • maladanka Re: Takie tam... na różne tematy. 09.05.06, 09:51
                ech Axa,Axa....smile)))
                • axsa Re: Takie tam... na różne tematy. 10.05.06, 07:44
                  Poniedziałek.
                  Kapral Klucha wygrał w Audiotele latarkę i komplet
                  baterii. Ciężkie miał pytania. Jak się nazywa nasz kraj? 1. Burkina Faso, 2.
                  Polska, 3. Bangladesz. Nie chciał mi zdradzić odpowiedzi. Siedzę i rozmyślam
                  nad tym pytaniem a za oknem bangla desz/cz/.

                  Wtorek.
                  Z Kluchy robi się prawdziwy Europejczyk. Dzisiaj w
                  restauracji "Smakosz" pokazał gest i zamówił dla wszystkich "koktajl Mołotowa".
                  Ciekawe dlaczego ktoś wezwał brygadę antyterrorystyczna? Chyba nie wszyscy
                  dorośli do unii europejskiej!

                  Środa.
                  Pułk. Żelazny przydzielił nam dzisiaj nowy radiowóz,
                  pochodzący z darów społeczeństwa na rzecz rozwoju policji krajowej. Pułk.
                  Żelazny poprosił tylko abyśmy zrobili mu lekki przegląd. Po zdjęciu z deski,
                  kalendarzyka na 76'ty rok, wklejeniu w lusterka wieczek od margaryny,
                  zaspawaniu
                  dziur w podwoziu i wymianie opon na bardziej okrągłe, pozostało nam tylko
                  wymontowanie taksometru.

                  Czwartek.
                  W całym regionie, zakrojone na szeroką skalę, poszukiwania
                  6-cio letniego Jacusia. Społeczeństwo też pomaga. Kiedy rozwieszałem na
                  latarniach zdjęcia zaginionego Jacusia, pomagał mi mały chłopczyk. Powiedział
                  mi, że ma na imię Jacuś i ma 6 lat. To miłe, że nawet dzieci pomagają. Jak na
                  razie, poszukiwania Jacusia nie odniosły skutku. Ale nadal szukamy!

                  Piątek.
                  Posterunkowy Paproch czyści broń. Siedzimy z Kluchą pod
                  biurkiem, ale nie czujemy się pewnie bo Paproch łazi po całej komendzie i stale
                  do nas zagląda.

                  Sobota.
                  Przyszedł pułkownik Żelazny, bardzo zamyślony i powiedział,
                  że żona zabiła mu rano klina. Złożyliśmy pułkownikowi kondolencje a ja wysłałem
                  radiowóz po morderczynie.

                  Niedziela.
                  Stoję na chodniku w galowym mundurze. Odpadł mi orzełek.
                  Schyliłem się aby go podnieść. Spadła mi czapka. Podniosłem czapkę i orzełka.
                  Wyprostowałem się aby przyczepić orzełka do czapki. Przejechał autobus i
                  ochlapał mnie wodą z kałuży aż mi z wrażenia wypadł z ręki orzełek i czapka.
                  Schyliłem się aby je podnieść. Ktoś mnie kopnął w tyłek. Wyprostowałem się i
                  odwróciłem. Przejechał autobus i ochlapał mi plecy wodą z kałuży aż mi z
                  wrażenia wypadł z ręki orzełek i czapka. Nachyliłem się aby je podnieść. Za mną
                  zatrzymał się autobus. Wysiadł kierowca i kopnął mnie w tyłek aż mi zęby
                  wypadły na chodnik. Pozbierałem wszystko i odczołgałem się pod mur.
                  Do dupy z takim
                  Dniem Policjanta.

                  CD nie N.
              • axsa LIST MURZYNKA: 10.05.06, 07:56
                Drogi biały kolego.

                Kiedy się rodzę, jestem czarny.
                Kiedy dorosnę, jestem czarny.
                Kiedy praży mnie słońce, jestem czarny.
                Kiedy jest mi zimno, jestem czarny.
                Kiedy jestem przerażony, jestem czarny.
                Kiedy jestem chory, jestem czarny.
                Kiedy umieram, jestem czarny.

                Ty, biały kolego:

                Kiedy się rodzisz, jesteś różowy.
                Kiedy dorośniesz, jesteś biały.
                Kiedy wypraży Cię słońce, jesteś czerwony.
                Kiedy jesteś opalony, jesteś brązowy.
                Kiedy jest Ci zimno, jesteś fioletowy.
                Kiedy jesteś przerażony, jesteś zielony.
                Kiedy jesteś wściekły, jesteś granatowy.
                Kiedy jesteś chory, jesteś żółty.
                Kiedy umierasz, jesteś szary.

                I ty,
                do jasnej cholery,
                masz czelność nazywać mnie kolorowym?

                Z wyrazami szacunku-MURZYNEK
                • del.wa.57 Re: LIST MURZYNKA: 10.05.06, 16:49
                  He..he dobry ten murzynek,skąd Ty wytrzasnęłaś tego murzynka Axso?
                  Jest super i szczera prawda,można sie pośmiaćsmile)
                  • wiktoria53 Kto ma być szefem? 10.05.06, 17:25
                    Pokłóciły się okrutnie członki ciała. No bo kto niby ma być szefem? - Toż
                    jasnym jest, że ja - burknął mózg - to ja tu myślę i wszystko kontroluję. -
                    Bzdura! - zaprotestowały ręce - my tu robimy najwięcej - zarabiamy na wasze
                    utrzymanie. - Ech - westchnęły nogi - to nasza rola rządzić, to my decydujemy
                    jaki kierunek obrać i dążyć w słusznym kierunku. - My - odparły oczy - myśmy
                    szefami - my wszystko widzimy i naprawdę nic nam nie umyka. - Bzdura - odparł
                    żołądek - to ja tu rządzę, wytwarzam wam wszystkim energię, ciężko pracuję i
                    trawię. Beze mnie zginiecie... - JA BĘDĘ SZEFEM - nagle odezwał się milczący
                    dotąd tyłek - I JUŻ. Śmiech ogólny, no całe ciało się nie może pozbierać. -
                    DOBRA - odpowiedział tyłek - jak tak, to STRAJK. I przestał robić cokolwiek.
                    Minęło kilka godzin. Mózg dostał gorączki, Ręce się powykrzywiały, Nogi zgięły
                    się w kolanach, Oczy wyszły na wierzch, Żołądek wzdęło i spuchł z wysiłku.
                    Szybko zawarto porozumienie. Szefem został tyłek. I tak to już jest drodzy moi.
                    Szefem może zostać tylko ten, co g..... robi.
                    • axsa Re: Kto ma być szefem? 10.05.06, 18:56
                      Specjalnie na polski rynek zostanie wypuszczony nowy model samochodu BMV.
                      Niestety nazwa nie jest jeszcze znana. Wiem na pewno natomiast o kilku
                      innowacjach:

                      przezroczyste drzwi kierowcy, żeby było widać cały dres
                      auto będzie bardzo wąskie: żeby oba łokcie można było wystawić za okna
                      (niestety będzie tu lekki problem - na tylnej szybie nie bardzo chce się
                      zmieścić nalepka PIONEER szerokości 150 cm
                      w wyposażeniu przewidziano również magnetyczne rękawice - umożliwiające
                      trzymanie ręki na dachu przy prędkości powyżej 130 km/h
                      peruka blond podczepiona do dachu, jeżeli pasażerka ma inny kolor włosów
                      na przedniej szybie lampa kwarcowa zamiast solarium
                      i otwory w podłodze, aby można było schować obcasy wyższe niż 20 cm
                      megafon, żeby lepiej niosło disco
                      szyby kuloodporne, żeby nie popękały od megafonu
                      zestaw kamer wideo, żeby coś widzieć
                      wszak ma 100% przyciemnioną przednią szybę
                      srebrny wieszaczek na złoty łańcuch
                      opony ze skóry a nie zwykłe gumiaki
                      "złote" felgi nabijane ćwiekami
                      sprężyna w zagłówku pomagająca machać cabanem w rytmie "Milano"
                      zdejmowane lusterko wsteczne, żeby móc wymierzyć równe działki koki
                      automatycznie wysuwany bejsbol z napisem Shazza moja miłość
                      golarka do szlifowania łysej pały
                      schowek na szaliki, w zależności od tego, gdzie się wybiera poimprezować
                      sprężyna pod pedałem gazu, żeby przygrzać, a i przypakować w mięśnie nogi
                      • axsa Zakonnica 11.05.06, 07:39
                        Powodowana nagłą potrzebą fizjologiczną zakonnica wchodzi do baru. W barze
                        panuje standardowy zgiełk, jednak co parę minut gaśnie światło i cała sala
                        zaczyna wiwatować. Zakonnica podchodzi do baru i pyta, gdzie znajdzie to
                        toaletę.
                        - Tu, po lewej, ale nie powinna siostra tam chodzić.
                        - Czemu nie? - pyta zaskoczona zakonnica
                        - Bo w toalecie stoi posąg nagiego mężczyzny, przykrytego jedynie listkiem
                        figowym.
                        - Nie szkodzi - odpowiada zakonnica - nie będę patrzyć w jego stronę.
                        Zakonnica idzie do toalety. Kiedy wraca do baru, zastaje standardowy barowy
                        hałas. Jednak kiedy goście zauważają jej wejście, przerywają rozmowy i
                        zaczynają bić jej brawo. Zakonnica, zaskoczona, pyta barmana.
                        - Proszę pana, o co im chodzi, biją mi brawo, bo byłam w toalecie?
                        - Nie, biją brawo, bo została siostra jedną z nas - odpowiada barman.
                        - Nadal nie rozumiem - mówi wciąż zaskoczona zakonnica.
                        - Widzi siostra, ilekroć ktoś uniesie listek na posągu, w barze gaśnie
                        światło.. a siostra tu zrobiła prawie dyskotekę ;]
                        • jana2706 Re: Zakonnica 11.05.06, 08:21
                          smile))))))))))
              • malwina52 dwie prawdy.... 01.12.06, 12:07
                Są dwie prawdy na świecie. Pierwsza to ta, która ściśle otacza ziemię i wiernie
                odbija w wodzie płynące górą obłoki. Oddaje echem w górach. Rejestruje
                dokładnie szum lasu i trzciny nad jeziorem. Wie gdzie ma leżeć każdy kamień w
                płytkim potoku i dlaczego wywołuje odgłos wiecznego plusku. Ta prawda słyszy
                najmniejszy szmer owada i najbłahsze słowo ludzkie. Nie uśmiecha się jednak
                nigdy, nawet wtedy gdy świeci słońcem poprzez płatki jabłoni na wiosnę. Ale też
                nie marszczy się, nie wykrzywia oblicza złością nawet wtedy, gdy z obłoków
                czyni chmury i pędzi je nad płaską ziemią zwiastując burzę. Nie okazuje ani
                miłości ani nienawiści. Z niczego nie kpi, gdyż niczego co jest na ziemi nie
                uważa za śmieszne. Nad niczym nie rozrywa szat, gdyż nic co jest na ziemi nie
                wydaje się jej tego godne. Niczego nie zmienia i niczego nie przeinacza. Kto
                zabił muchę ten zabił. Kto zabił człowieka ten zabił. Jest idealnie obojętna,
                bo idealnie obiektywna. Jest prawdą całkowitą gdyż przyrodzoną. Za jedyną jej
                cechę nadprzyrodzoną poczytywać by można pewną tajemnicę, dotychczas przez
                nikogo jeszcze niezgłębioną: w jaki sposób, a przede wszystkim w jakim celu,
                wyrodziła z siebie, w tym samym lesie i stepie, w miastach i na polu, na
                lądzie, na wodzie i w powietrzu - drugą prawdę?
                Ta druga prawda składa się pozornie tylko z dobra i zła. Ale omyliłby się, kto
                by jej uwierzył na słowo. Gdyż jej dobro i zło są pojęciami względnymi. Ta
                prawda nigdy nie spoczywa, a wskutek tego rzadko odbija dokładnie oblicze
                rzeczy. Dlatego wykrzywia się często uśmiechem komizmu lub grymasem złości.
                Będąc w ciągłym ruchu ledwo nadążyć może za masą słów i gestów ludzkich.
                Twierdzi, że stara się je rejestrować równie dokładnie co prawda pierwsza, lecz
                w rzeczywistości stara się je tylko dopasować do swoich względnych celów, a w
                pośpiechu życia wiele przeinacza. Mogłoby się zdawać, że jest powierzchowna jak
                poranna mgła, którą rozproszą pierwsze promienie słońca lub rozpędzi poranny
                wiaterek. Ale tak nie jest. Utrzymuje się bowiem na powierzchni kurczowo
                czepiając skrawków pierwszej prawdy. Rozpłaszczając na ziemi zaklina się na te
                same lasy, pola i źródła, powołuje się na świadków, czy to będą trele ptaka,
                krzyk rozdzieranego kota, czy krew człowieka, umiejętnie przywoływane przed
                trybunał wyobraźni ludzkiej; wszakże zawsze z pominięciem innych świadków... ta
                druga prawda umizga się, wykręca, wznosi ręce do słońca, przeklina deszcz i
                burzę. Obiecuje Bóg wie co. Rzadko dotrzymuje.
                O ile pierwsza z tych prawd jest milcząca, o tyle druga często bardzo
                propagandowa. O ile pierwsza obojętna, o tyle druga namiętna. Wiedząc o tym, że
                nie jest jedną tym bardziej okrzykuje się za jedyną, a przez to obowiązującą. I
                do pewnego stopnia ma rację, gdyż jest to prawda urzędowa, to znaczy zależna od
                urzędowego charakteru ustroju, czy nastroju, w którym jest głoszona. W skrócie
                można by powiedzieć o niej, że jest prawdą koniunkturalnego interpretowania
                prawdy.


                Józef Mackiewicz, Kontra
                www.obywatel.org.pl/index.php?module=subjects&func=viewpage&pageid=61
    • malwina52 Czy istnieje Święty Mikołaj? autor axsa 06.12.06, 10:05
      tak na czasie skopiowalam w calość:

      -Zadne znane stworzenie z gatunku reniferowatych nie jest zdolne do latania,
      JEDNAKOWOZ istnieje ok. 300.000 rodzajow organizmow, ktore pozostaly jeszcze
      do sklasyfikowania i chociaz zasadniczo chodzi tu o insekty i bakterie, to
      jednak nie wyklucza to z calkowita pewnoscia istnienia latajacych reniferow,
      ktore dotyczczas widziec mogl jedynie Mikolaj.

      -Swiety Mikolaj ma 31-godzinny dzien pracy (uwarunkowanie wynikajace z roznic
      czasowych podczas podrozowania przez strefy czasowe z zalozeniem podrozy ze
      wschodu na zachod - zalozenie takie wydaje sie logiczne).
      Tym samym otrzymuje sie 822.6 odwiedzin na sekunde, a zatem Mikolaj posiada
      jedynie 1/1000 sekundy czasu aby wykonae w kazdym chrzescijanskim gospodarstwie
      domowym swoja prace: zaparkowac, wyskoczyc z san, wdrapac sie na komin i wejsc
      do mieszkania, napelnic skarpetki, pozostale prezenty ulozyc pod choinka,
      ponownie przedostae sie przez komin i udac do nastepnego domu. Zakladajac, ze
      wszystkie z 91.8 miliona przystankow rozlozone sa na powierzchni Ziemi w
      rownych odleglosciach (co oczywiscie, jak wiadomo nie ma miejsca, jednak
      zalozenie takie nalezy zaakceptowac dla uproszczenia obliczen), otrzymamy tym
      samym 1.3 km odleglosc z domu do domu, co daje razem 120.8 miliona kilometrow,
      ktore nalezy pokonac w ciagu 31 godzin, nie wliczajac przerw na czynnosci
      fizjologiczne i jedzenie.
      Oznacza to, ze sanie Mikolaja poruszac sie musza z predkoscia 1040 km na
      sekunde, tzn. 3000-krotna predkoscia dzwieku. Dla porownania: najszybszy
      zbudowany przez czlowieka pojazd - sonda Ulysses, przemieszcza sie ze smieszna
      predkoscia 43.8 km na sekunde. Zwykly renifer osiaga najwyzej 24 kilometry na
      GODZINE.

      -Problem ladunku san prowadzi do dalszych interesujacych przemyslen.
      Zakladajac,
      ze kazde dziecko nie dostanie wiecej niz sredniej wielkosci zestaw Lego (ok. 1
      kg), to ladunek san wyniesie 378.000 ton (nie wliczajac masy Mikolaja,
      aczkolwiek jest on opisywany zwykle jako osoba z nadwaga).
      Zwykly renifer nie jest w stanie uciagnac wiecej niz 175 kg. Zakladajac nawet,
      ze "latajacy renifer" (p. pkt 1) moglby uciagnac DZIESIECIOKROTNIE tyle, to do
      pociagniecia san potrzeba nie osiem czy dziewiec, ale 216.000 reniferow.
      Podnosi to mase zaprzegu (nie wliczajac masy samych san) do ok. 410.400 ton.
      Ponownie dla porownania: jest to wiecej niz czterokrotna masa transatlantyka
      Queen Elisabeth II

      -410.400 ton podrozujacych z predkosci? 1040 km/s musi pokonac niezly opor
      atmosfery, tym samym renifery rozgrzeja sie (podobnie jak statek kosmiczny
      powracajacy w atmosfere). Pierwsza para reniferow bedzie musiala zaabsorbowae
      energie rownowazna 16.6 TRYLIONA dzuli. Na sekunde.Kazdy z nich.... Inaczej
      mowiac - w mgnieniu oka musza one splonac,nastepnie splonie kolejna para
      reniferow itd. Caly zaprzeg reniferow odparuje w przeciagu ok. 5/1000 sekundy.
      Mikolaj wystawiony zostanie w tym samym czasie na przeciazenie rzedu 17.500
      krotnego ciazenia ziemskiego. 120 kg Mikolaj (co w porownaniu z opisem wydawac
      sie moze nieco smieszne), zostanie przypchniety przez przeciazenie do oparcia
      san - z sila ok. 20.6 miliona newtonow.

      -Tym samym dochodzimy do logicznego wniosku: JEZELI Mikolaj kiedykolwiek udal
      sie rozwozic prezenty, to w tej chwili jest on juz martwy.

      logiczne rozumowaniesmilesmilesmile

















      • milus22 Re: Czy istnieje Święty Mikołaj? autor axsa 06.12.06, 18:08
        "szkielko i oko" Axsa to jedno
        Prezent dostalem więc Mikołaj istnieje
        Można przeprowadzać wszelkie logiczne wywody, ale musicie przyznać, że jest to
        bardzo sympatyczna i miła okazja do obdarowyania swoich najbliższych
Inne wątki na temat:
Pełna wersja