co z tymi papierochami ???

06.06.06, 12:53
Problem, który ma pewnie wileu z Was. jak się z nim uporać.
Przyjaciółka z lat studenckich po wielu latach mieszkania w Holandii, po
smietrci holenderskiego męża przebywa coraz więcej w Polsce, pewnie niedługo
wróci tu na stałe.
Trzeba by jej pomóc w wielu sprawach, między innymi w odbudowaniu lub
zbudowaniu na nowo relacji towarzyskich. Jest mądra i kulturalna, więc nie
byłoby problemu, choć po tylu latch odstała trochę od naszych realiów. Ale
nie to jest problemem.
Ela kopci jak parowóz!
Kiedy odwiedzam ja w Jej domu jakoś to znoszę, dotychczas zapraszałam ja na
wspólne spacery, więc kopciła na powietrzu.
Zaroszenie Jej do mojego domu jest juz jednak pewnym problemem, bo dom trzeba
będzie wietrzyć parę dni. Latem problem jest mniejszy, otworzę szeroko balkon.
Ale co zrobić z reszta towarzystwa. Z moich "przyległości" nikt nie pali.
Zaprosiłyśmy Elę na wspólną kiludniową wycieczkę. Ale co z tymi
papierochami ?? W samochodzie wykluczone. To może jeszcze przyjmie.
Ale nie wyobrażam sobie, żeby miała palić w pokoju, gdzie mamy spać. Ani tez
bym miała zmuszać resztę towarzystwa do wdychania dymu.
Z drugiej strony może się czuć szykanowana, jak ją będziemy wyganiać.
Ja na ogół nie mam problemów z asertywnością, ale tu jest nie tyle problem
asertywności, co wyboru. Chciałabym naprawdę odbudować więzi z tą dziewczyna,
bo bardzo ja lubiłam a teraz ona jest tu zupełnie sama.
No ale co z tymi papierochami ???
    • natla Re: co z tymi papierochami ??? 06.06.06, 13:24
      Toskanio, z tego co piszesz, to madra kobitka, moze sama wyczuje sytuację.
      A jak nie, to "szczyra", normalna rozmowa i wytłumaczenie problemu nie powinno
      jej dać odczuć szykanowania. Nie tak dawno ja też paliłam jak parowóz, i fakt,
      ze parę razy musiałam się gdzieś poczuć nieswojo, żeby do mnie dotarło, ze to
      ja komuś zasmradzam dom czy samochód. Przecież wyjście na balkon, czy w czasie
      podróży zatrzymanie w plenerze nie jest problemem.
      Mam nadzieję, że nie gracie w brydża, bo wtedy nawet ja nie odpuszczam, choć
      nigdy faktycznie nie jestem jedyną palącą. Ale już zaczęłam wychodzić, kiedy
      jestem "dziedkiem".
      • maladanka Re: co z tymi papierochami ??? 06.06.06, 14:17
        ja wiem,że palacz zawsze zwycięży...człowiek sie stara być delikatny i nie
        wypraszac na ziąb itd..czy ona ku czci powrotu nie zechce rzucić palenia?
        Ja po kilkudniowej wizycie osób palących,które niby to wychodza na balkon
        itd..ląduję zawsze u okulisty.
        • graga21 Wprost poprosic! 06.06.06, 14:26
          Nie baw sie w grzecznosci, bo palacz zaraz to wykorzysta - dobrze to pamietam
          na wlasnym przykladzie. A kiedy poproszono mnie bez ogrodek, to po prostu nie
          mialam wyjscia i MUSIALAM dostosowac sie.
          Palacz to jak narkoman i alkoholik - zawsze szuka szparki umozliwiajacej
          wykrecenie sie od zakazu...
          • krista57 Re: Wprost poprosic! 06.06.06, 16:09
            Palacz musi sie dostosowac do osób niepalących,trudno tak już jest.
            Musisz wyraznie jej to powiedziec.
            Nawet siedząc na powietrzu na ławce należy pytac innych,czy nie przeszkadza im
            dym z papierosa.
            Piszę to z pozycji palacza!
    • night_breeze Re: co z tymi papierochami ??? 06.06.06, 16:33
      Sama jestem palaczką i znam ten problem...
      Nie mniej jednak gdy jestem u kogoś kto nie pali,szanuję ich zwyczje i również
      w domu nie palę.Jeśli jest możliwość zapalenia np.na balkonie czy w ogródku i
      dostanę na to przyzwolenie,to czemu nie?U córki np.wychodzę na klatkę schodową
      i palę przy otwartm oknie.Papierochy to okropność! smile
      Generalnie rzecz biorąc,nie powinno się palić wśród niepalących.
      A Twoja koleżanka być może dla tego tak dużo pali,bo jest sama?
      Może gdy przyjedzie do Ciebie,zobaczy że TU się nie pali,spodoba Jej się czyste
      powietrze i już następnego dnia stwierdzi że Jej ciuszki/mimo wcześniejszego
      prania/,po prostu cuchną nikotyną.
      Tak właśnie ja czuję moje wyprane przecież ciuszki które zabieram w podróż do
      córki.Od razu wrzucam wszystko do pralki!
      Z pewnością dobrze będzie gdy porozmawiasz z koleżanką o tym.Może rzuci
      palenie,kto wie?
      • graga21 Eee tam, 06.06.06, 17:05
        zadne czyste powietrze nie spodoba sie jej, nawet nie miej zludzen! Mnie
        zmusilo do rzucenia wlasnie to, ze musialam wynosic sie na dwor - deszcz, mroz,
        wiatr - nikogo to nie obchodzilo, a mnie wcale nie smakowalo. A gdy jeszcze
        dochodzil problem z ukryciem gdzies peta, to juz ostatecznie przepelnilo czare.
        Nawiaze do Natli - brydzystki- szantazystki. Ja tez szantazowalam: "albo pale,
        albo wy gracie z "dziadkiem" lub sobie szukacie czwartego". W kartach jestem
        dobra, nikt nie chcial tracic takiego partnera i sieroty zgadzaly sie na moje
        warunki.
        Dzisiaj gramy dalej, ale jezeli u mnie, to palacze wyskakuja na papieroska na
        zewnatrz kiedy "klada sie na stol". Jesli gramy u nich, to nawet lubie ten dym,
        bo karta go kocha i wtedy nawet mi pachnie, choc wcale do palenia nie ciagnie.
        Niestety po powrocie do domu wyskakuje z ubrania, wieszam je na strychu lub na
        polu, bielizne wrzucam do pralki, a sama wlaze pod prysznic i obficie namydlam
        sie cala od czybka glowy po duzy paluch u nogi....
        Dziwne to, ale tak jest.
        Kolezance pokaz ten watek, niech sobie poczyta, jak wielki mialas dylemat!
        • natla Re: Eee tam, 06.06.06, 18:14
          Ja sobie tu wypraszam porównania do narkomana i alkoholika....jasne? wink))
          Każdy normalny palacz potrafi się opanować w odpowiednich sytuacjach. Myśle, że
          to nie kwestia nałogu, a kultury. Choć chce Wam przypomnieć nie tak odległe
          czasy, kiedy problemu w ogóle nie było. Czyżby ludzie naszego i wcześniejszego
          pokolenia nie zdawali sobie sprawy z biernego palenia? Jakos nigdy nikomu
          papierosy nie śmierdziały, a paliło się wszędzie i przy wszystkich, nawet przy
          dzieciach. Ja jeszcze normalnie w latach 80-tych paliłam w szkole na
          korytarzach, dyskutując z młodzieżą i było to tak naturalne jak jedzenie
          drugiego śniadania. Dziś bym tego nie zrobiła. Nawet na wycieczce w górach
          odchodziłam w niewidoczne miejsce i paliłam, ale nie z powodu zakazu. Jakoś
          byłoby mi głupio. Podobnie ne zapalę w domu, gdzie nikt nie pali. Myśle, że
          dodatkowym powodem jest moda, dzięki której niepalący mówią o tym głośno.
          Przywykłam do ograniczeń i wcale nie czuję się skrzywdzona. Czasy się zmieniły
          i dobrze, bo to wstrętny nałóg i każde ograniczenie wychodzi palaczowi na
          dobre. Sama sie ograniczyłam balkonem i samochodem, ale na pewno nie dlatego,
          że niepalenie jest modne.
          Wkurza mnie, że czuję się jak pariaska z papierosem w ustach. Uważam, ze druga
          strona też powinna wykazać trochę kultury. Na moje zdrowie również negatywnie
          wpływa wrogie czy złośliwe traktowanie, a muszę to znosić. Ale nie muszę znosić
          pewnej mojej niepalącej koleżanki, której nigdy palenie nie przeszkadzało, nie
          czuła smrodu palacza, ale ponieważ niepalenie stało się "trendy", więc moda na
          niepalenie pozwoliła jej (lekko zakompleksionej)stać się ostentacyjnym,
          niegrzecznym i nietaktownym wrogiem palaczy.
          I znowu wychodzi "złoty środek" i takt. smile
          Co do dziadka Grażynko, to ja *będąc* dziadkiem wychodzę na balkon czy do
          ogrodu, a nikogo nie szantażuję. smile
          Wracając do problemu Toskanii, podtrzymuję co napisałam wcześniej. Myśle, że
          uzmysłowienie jej problemu, pozwoli na ograniczenie i też jestem przekonana, ze
          jeżeli sobie ona zapali raz na jakiś czas (tydzień, miesiąc)przy nie palących,
          to też nie będzie kwestii. smile)
          Uff...wink
          • graga21 Boszszsz! 06.06.06, 21:24
            Ale z Ciebie żyleta!smile))
            Nawet przez myśl mi nie przeszło, zeby Ci dokuczyć, a co dopiero przygadywać.
            Ot, po prostu dyskutowałam i jak widac, bardzo nieporadnie.
            Niczego złego nie miałam na myśli, chciałam tylko pomóc założycielce wątka.
            Przepraszam.
            • natla Re: Boszszsz! 06.06.06, 22:27
              Graga, aż mi sie gorąco zrobiło.......dobrze, że wyłapałam Twoje przymróżenie
              oka wink)
              Poza żartobliwym wstępem i wyjaśnieniem bryda i dziadka, to nie był odzew na
              Twój liscik tylko ogólne "przemyślenia" na temat. Nie masz za co
              przepraszać.....kobieto, nawet mi prez myśl nie przeszło, że chcesz mi prygadać
              czy co dopiero dokuczyć wink)))))))))
              Zresztą w Twoich spostrzeżeniach jest dużo prawdy, ale juz nie miałam siły
              komentować....tak się nagadałam smileNa pewno mi uzmysłowiłaś, że nie raz
              wykorzystałam grzeczność gospodarzy.
              Lubie takie dogłębne dyskusje, bo zawsze coś z nich dla mnie osobiście wynika.
              I jeszcze.....gdybym miała do Ciebie czy do kogokolwiek z naszych pretensje, to
              na pewno nie robiłabym hai (chaji???wink) na forum....od tego mam pocztę
              gazetową. smile Buźka smile
              • graga21 OK,OK i graba! n/t 06.06.06, 22:37
                • natla Re: OK,OK i graba! 06.06.06, 22:49
                  smile)))) No!
    • sagittarius954 Re: co z tymi papierochami ??? 06.06.06, 18:18
      Świadomość że komuś możemy coś nakazać jest bardzo podniecająca , ja choć od
      czasu do czasu popalam w domu czynie to sporadycznie jednak jak znajdę sie w
      pracy...
      Jestem człowiekiem no może staram sie być niekonfliktowy i potrafię się
      dostosować do wymogów niepalących jednak gdy oni przesadzają to wychodzi ze mnie
      druga natura neandertalczyka. Tak było na pewnej proszonej wigilii gdy moją
      przyjaciółkę a teściową młodej damy poproszono by sobie paliła w kibelku.
      Poprosiłem o głos i gdy na moją propozycje odpuszczenia sobie drakońskich
      zakazów usłyszałem że palacze to podludzie opuściłem towarzystwo nie doczekawszy
      sie dzielenia opłatkiem. Zrobiłem to w domu przy palącym sie cygarze specyjalnie
      kupionym na ten dzień . To dziwne Ze zapominamy ile trucizny łykamy bezwiednie i
      rozgrzeszamy , samochody, fabryki , sąsiada który w piwnicy ma przetwórnie
      czegośtam a w końcu i tak umieramy na raka wątroby mając najczystsze płuca w
      okolicy.smile
      • natla Re: co z tymi papierochami ??? 06.06.06, 18:37
        Tak, podpisuje sie pod tym co napisałeś i też bym jakoś zareagowała, bo to
        właśnie było to korzystanie ponad miarę z możności.....A wystarczyło tą panią
        porosić do innego pokoju, potowarzyszyć jej przy tym jednym papierosie i już
        byłoby normalnie.
        Mój ojciec jak wiecie palił całe życie jak smok. Teraz pali mało...ok. 6 -10 na
        dzień smile. Czasem idziemy do naszych sąsiadów na obiad i niepaląca sąsiadka sama
        go zaprasza do zapalenia po obiedzie przy stole, natomiast ja i sąsiad
        wychodzimy na balkon.
        Sąsiadka, która naprawde nie cierpi zapachu papierosów nie robi z tego żadnego
        problemu, a jej mieszkanie z tego powodu też nie śmierdzi papierochami. Nie
        wyobrażam sobie sytuacji, w której kazałaby staremu człowiekowi pójść zapalić
        do wc....
        Kiedy oni do nas przychodzą, to sąsiadka jest biedna, choć wystarczy szerokie
        otwarcie okna i już wszystko gra. Zrwsztą my "młodzież" na ogół w jej
        towarzystwie coraz częściej idziemy palić na balkon.
      • maladanka Re: co z tymi papierochami ??? 06.06.06, 18:37
        Natluś - smierdziały paierosy,ale co ja jako dziecko mogłam powiedziec? Jak się
        zaczynałam krztusić to czasem ktoś wpadał na pomysł,że to z dymu.Palili wszyscy
        w domu oprócz mnie.
        Że czasem ktos przesadza to prawda - jesli zaproszę znajomych w ciepły
        wieczór,balkon otwarty,świece sie palą to niech sobie palą - oni sa zadowoleni
        i ja tez,że się dobrze czują.
        Ale ..przypomnialo mi się...leżałam na laryngologii i była tam tez pewna pani o
        glosie barytonowym,która na obchodzie zażądała głosno i wyraźnie - prosze mnie
        leczyc tak jak trzeba pomimo,że palę! Leczy się ludzi,którzy nie zgadzają się
        na transfuzję krwi? leczy...odpowiedział cicho pan ordynator, ..więc proszę
        leczyc i mnie i nie wspominac o rzuceniu papierosów!
    • toskania8 co z tymi papierochami ?na Was można zawsze liczyć 06.06.06, 18:39
      Dzięki Wam za żywy odzew i parę uwag w odpowiedzi.
      Zacznę od Sagiego - dostojnej persony nigdy bym się nie ośmieliła sekować!
      cierpiałabym z uśmiechem. No chyba, żeby była wyjatkowo wredna. Ale to naprawdę
      wyjątkowo. Ale tu stosunki są koleżeńskie, więc równorzędne jak najbardziej. I
      wiele razem przeżyłyśmy, dobrego i wręcz przeciwnie.
      Ela nie przestanie palić, zapomnijcie, choć na pewno powinna, wcale nie tylko z
      powodów estetycznych.

      Spróbuję problem postawić otwarcie, to najlepszy sposób, tak też właściwie
      zamierzałam, ale dodaliście mi odwagi.
      • natla Re: co z tymi papierochami ?na Was można zawsze l 06.06.06, 18:47
        Nie klasyfikuj jej jako niereformowalnej. O mnie też tak mówiono, a jednak .....
        jest coraz lepiej. Może zobaczy, ze żyje mimo pewnego ograniczenia w ilości. smile
        • grazyna10 Re: co z tymi papierochami ?na Was można zawsze l 06.06.06, 20:15
          Sama palilam jak smok ale tez dostosowywalam sie do innych. Jesli u kogos sie
          nie palilo, to nie palilam albo palilam w miejscu gdzie mi pozwolono palic. Co
          najwyzej do takich ludzi rzadziej chodzilam. Oboje z mezem palilismy a mimo to
          we wlasnym domu mielismy wyznaczone strefy bezdymne. W zasadzie sami palilismy
          tylko w kuchni, nawet w pokoju w czasie ogladania TV nie palilismy (chyba, ze
          mielismy gosci). Dlatego kolezance tez mozecie wyznaczyc kacik palacza i trudno
          musi sie dostosowac albo znalezc inne, palace towarzystwo.
          Ja od paru dni nie pale i moj malzonek bez zadnych naciskow z mojej strony
          wychodzi na papierosa na dwor lub do garazu. Sam stwierdza, ze wychodzi mu to
          na dobre, bo duzo mniej pali.

          ********
          Aby byc skromnym trzeba miec z czego.
          ********
          • del.wa.57 Re: co z tymi papierochami ? 06.06.06, 20:31
            Sama palę i nie mam problemu jak gdzieś idę gdzie nie palą,wychodze na
            balkon,chociaż mi mówią ,okey,pal tutaj,w domu zimą palę wyłącznie w
            kuchni,otwieram okno,teraz wychodze na balkon,nigdy nie palę przy oglądaniu
            telewizji czy w samochodzie,ale i goście/palący/nie palą u mnie w pokoju odrazu
            mówię,że ''palarnia''w kuchni,nikt się z tego tytułu nie obraził,możesz jej
            odrazu powiedzieć gdzie może palić i po kłopocie-uważam.
Pełna wersja