Akceptacja i uznanie

03.07.06, 09:15
Prosze , napiszcie jakie macie wyobrazenia na ten temat.
Byc akceptowanym i byc uznawanym , przez otoczenie.

Moj Dziadzio mi zawsze mowil: Glowa sluzy do .....myslenia,

To moja ostatnia "proba" na tym forum.
Pozdrawiam
Fil
PS. Dziadzio mial racje , ze nie do noszenia jej wysoko, coraz wyzej...
    • takanietaka Akceptacja i uznanie? 03.07.06, 10:12

      Miła Filomeno,tym razem napisze cos powaznego ,moze akurat
      sprawa "akceptacji i uznania " pasuje do ciebie .Ta próba.?.Ty NAS poddajesz
      próbie?Mamy zdawac egzamin u ciebie ?A z czegóz to ?Z odpowiednich pogladów na
      akceptację ?A jak nie zdamy to co ?Zlikwidujesz forum? Rzucisz nas? Za karę? A
      może my,a przynajmniej ja, nie mamy ochoty poddawac sie czyimś próbom? Spróbuj
      odwrócic te sytuację ...to raczej kazdy kto do nas przychodzi zgadza sie na
      próbe .Egzamin z tolerancji dla innych pogladów ,z nieobrażania sie własnie ,z
      akceptowania innych ,z poczucia humoru,pośmiania sie i z siebie jak przyjdzie
      co do czego ,z umiejętności współzycia z innymi ,z daru zaprzyjaźniania sie
      wirtualnego ,a potem i realnego (jak kto chce),wrażliwości na problemy innych
      wirtualnych znajomych.....to wszystko jest ta próba!Niektórzy z łatwościa ja
      zdaja ,zostaja ,sa zadowoleni ,jakos sie realizuja w takiej formi e.Innym nie
      jest łatwo ,moze akurat to im nie ospowiada ,moze nie potrafia ,nie chca ,nie
      pisane reguły sa za trudne..Nie ma sprawy,zawsze mozna odejśc i znaleźć miejsce
      które nam bardziej odpowiada ,gdzie czujemy sie lepiej,Moja rada,skończ z tymi
      próbami -jezeli walczysz o jakąs uprzywilejowana pozycje na forum to pewnie ci
      sie nieuda .Baby tutaj niezalezne i przed autorytetami nie padaja .Zostań jak
      chcesz,ale cierpiec nie musisz zmuszając sie do pobytu.Pisze to w swoim
      imieniu ,bo tak patrzę co wyrabiasz i nijak nie rozumiem......akceptacje możesz
      miec od razu ,na kredyt! Uznanie ?Zasłuż ,masz wiele talentów i nie jestes
      głupia!To wszystko jest proste i bez walki w zasiegu reki.Po co ten wysiłek i
      te "próby"? _______________________________________________________ ** nigdy
      nic nie wiadomosmile **
      • filomena1 Re: Akceptacja i uznanie? 03.07.06, 12:40
        Takanietaka Mila, odpowiem Ci, ze Twoj post wstawil mnie w oslupienie.
        wiesz , kazde zdanie wymaga polemicznej odpowiedzi, ale wyszloby cos zupelnie niezamierzonego.
        Mam, na kazde Twooje zdanie argumet , tylko po co, skkoro i tak interpretujesz wg wlasnych
        horyzontow., EWIDENTNIE nie akceptujesz mnie i mojego watku, ok. nie ma sprawy .. rozumiem. Nie
        akceptujesz sposobu w jaki pisze, ok , rowniez nie ma sprawy. reasumujac wysylasz mnie gdzies z
        tego forum sugerujac mi odejscie.. itd itp...

        czepilas sie "moja proba"...... owszem, sprobowalam poraz ostatni zalozyc watek i rzucic temat do
        dyskusji.


        Czy ktos widzial film "akceptacja" z Nocolas Cage (chyba tak sie pisze) to historia na florydzie , Nicolas
        gra blizniakow, w tle historia o orchideach ??

        pozdrawiam..Fil
    • goskaa.l Re: Akceptacja i uznanie 03.07.06, 10:25
      Filomeno, moje zdanie jest takie: żeby byc akceptowanym i uznawanym przez
      otoczenie, trzeba przede wszystkim akceptować siebie i uznawać innych. Dopóki
      człowiek nie potrafi zaakceptować siebie samego, poczuć się z sobą dobrze, ma
      niewielkie szanse na to by inni to uczynili. I tak to jest dziwnie poukładane,
      że jeśli nawet otoczenie taką osobę przyjmuje, to ona sama (odpóki nie poradzi
      sobie z sobą samą) nie uwierzy w to do końca i będzie szukać nieszczerości u
      innych osób. Podobnie, dopóki nie uzna się innych osób (ich odrębnego zdania,
      ich "inności"), będzie się żyło w świecie nieprawdziwym. Stokroć wolę usłyszeć
      o sobie negatywne zdanie (o ile jest uzasadnione), niż pochlebne cacy-cacy. Ta
      negatywna opinia zmusza do myślenia nad sobą, podczas gdy wazelinka nie
      daje "kopa" i usypia czujność na własne błędy. Tylko trzeba umieć słuchać i
      wyciągać wnioski.
      Najgorza jest sytuacja, kiedy ktoś jest zachwycony samym sobą, wtedy jest
      zaślepiony i głuchy na wszelką krytykę. Toteż pisząc o konieczności
      samoakceptacji nie miałam na myśli samouwielbienia.

      A jeśli Ci ta "ostatnia próba" nie wyjdzie, proszę, podaj mi na priv gdzie Cię
      można poczytać, do bardzo lubię Twoje teksty.
      Pozdrawiam sedecznie
      • tesunia Re: Akceptacja i uznanie 03.07.06, 10:38
        • Akceptacja i uznanie
        filomena1 03.07.06, 09:15 + odpowiedz


        Prosze , napiszcie jakie macie wyobrazenia na ten temat.
        Byc akceptowanym i byc uznawanym , przez otoczenie.

        no coz,to chyba bardzo osobowo,bo kazy z nas posiada inne kryteria oceny
        wlasnej i innych,zawsze jest granica akceptacyjna,ktora np.ja toleruje,a gdy
        wychodzi poza moja nowrme,mowie wrecz ,ze za daleko dana osoba sie posunela w
        np.postepowaniu czy wydaniu jakiejs opinii.

        a byc uznawanym przez kogos,to chyba trzeba by bylo znalesc pokrewna dusze i
        wzajemnie sie adorowac,

        temat mozna rozwijac w rozne strony w zaleznosci od dyskutanta.
        • banitka51 Tesunia 03.07.06, 13:19
          tesunia napisała:

          > a byc uznawanym przez kogos,to chyba trzeba by bylo znalesc pokrewna dusze i
          > wzajemnie sie adorowac,

          zastrzliłaś mnie tesunia, leżę i kwiczę. akceptacja blisko adoracji?
          Pokrewieństwo dusz i adoracja? Coś mi się wydaje, że tylko podobieństwo
          nieszczerych dusz może się adorować. Chyba nic z akceptacji w tym nie ma.
          Akceptując kogoś nie chwalimy go, sami też tego nie oczekujemy.
          Akceptacja jest podstawą każdej przyjaźni. Prawdziwej, głebokiej i takiej, która
          nadaje sens życiu czy jego fragmentom. A przyjaźń to szczerość i brak adoracji.
          Tak to rozumiem. Proszę - podaj swój wywód, ciekawa jestem, dlaczego masz takie
          skojarzenia.
          • tesunia Re: Tesunia/banitka 04.07.06, 10:30
            banitka51 napisała:

            > tesunia napisała:
            >
            > > a byc uznawanym przez kogos,to chyba trzeba by bylo znalesc pokrewna dusz
            > e i
            > > wzajemnie sie adorowac,
            >
            > zastrzliłaś mnie tesunia, leżę i kwiczę.
            **o to sie ciesze,ze moglam Cie przyprawic o dobry smiechwink)


            ________________________________________________________________________________
            ___
            > Akceptując kogoś nie chwalimy go, sami też tego nie oczekujemy.
            **wlasnie to mialam na mysli,
            moja akceptacja drugiej osoby jest ograniczona,wiesz tu na
            obczyznie ,niektorym "woda sodowa do glow udezyla"wiec ich zachowanie i sposob
            myslenia sie zmienil djametralnie od typowego "krajowego zachowania"i bedac w
            ich towarzystwie toleruje ich nie poruszajac tematow na ktore mamy zupelnie
            inne zdanie.

            * a jezeli chodzi o oczekiwania od innych by byc chwalona ,to nigdy na takie
            pochwaly nie oczekuje od nikogo.
            ______________________________________________________________________________
            > Akceptacja jest podstawą każdej przyjaźni. Prawdziwej, głebokiej i takiej,
            któr
            > a
            > nadaje sens życiu czy jego fragmentom. A przyjaźń to szczerość i brak
            adoracji.
            **tu sie zgodze ,ale nie zawsze musi byc,ze akceptujac kogos musze go wybrac za
            swego przyjaciela,bo to ze osoba jest akceptowana przezemnie nie do konca
            zasluguje na moje zaufanie.
            ________________________________________________________________________________
            • banitka51 Re: Tesunia/banitka 04.07.06, 11:54
              jak napisałam - akceptacja jest podstawą przyjaźni, ale oczywiście w rozumieniu
              - nie ma przyjaźni bez akceptacji, natomiast odwrotnie nie istnieje związek
              przyczynowo-skutkowy.
              No to skąd się u Ciebie wzięła ta 'adoracja'?
              Mogę domniemyważ, że z szybkości pisania.
              Z tego powodu chyba także tolerancję i akceptację wymieszałaś:
              > moja akceptacja drugiej osoby jest ograniczona,wiesz tu na
              > obczyznie ,niektorym "woda sodowa do glow udezyla"wiec ich zachowanie i sposob
              > myslenia sie zmienil djametralnie od typowego "krajowego zachowania"i bedac w
              > ich towarzystwie toleruje ich nie poruszajac tematow na ktore mamy zupelnie
              > inne zdanie.
              Ogólnie - wiem, co masz na myśli, bo choć w granicach kraju - jestem emigrantką,
              jak to nazywam - do innego zaboru. Mam nastawioną na najwyższe obroty
              tolerancję, bo inaczej żyć się nie da. Ale akceptacja na urlopie. Pomimo tego
              poruszamy tematy, na które patrzymy zupełnie inaczej, nikt nikogo nie przeciąga
              na swoją stronę , a ja poznaję obcą mi, choć dla mnie interesującą argumentację.
              Nie uważam, że ich światopogląd utkwił na niższym stopniu drabiny, skądże, nie
              jestem wyżej - ja się po prostu opieram o drabinę kanonów, m.in nie kradnij. I
              jeśli ktoś opowiada, jak znalazł coś cennego i mu fajnie, jak się klient pomylił
              na swoją niekorzyść - to drugie fajnie, jak się sprzedaje drogo jakiś śmieć,
              odpowiednio (kłamliwie) zareklamowany - znowu fajnie... to moja tolerancja
              podlega niebezpiecznym drganiom i nie jestem pewna, czy na moment nie znika,
              dając miejsce bezpiecznej dla kontaktów miedzyludzkiej obojętności.
              Alem oddaliła się od tematu!
              • natla Re: Tesunia/banitka 04.07.06, 12:12
                Nie wiem czy tak daleko się odsunełaś od tematu. Akceptacja przecież musi
                wynikać z tolerancji i...znów odwrotnie. Złodziejstwa nie akceptujesz, więc też
                nie tolerujesz złodziei, albo inaczej...nie tolerujesz złodziei bo nie
                akceptujesz złodziejstwa.
                • banitka51 Re: Tesunia/banitka NATLA 04.07.06, 12:21
                  odsunęłam się - bo włączyłam obojętność, choćby zewnętrzną, a to już (w
                  przeciwieństwie do wymienionych w wątku) schodzi z pozytywnej ścieżki "ku
                  ludziom". Raczej buduje mur, przez który trudno zobaczyć człowieka.
                  Natlo, poczta poszła.
      • filomena1 Re: Akceptacja i uznanie 03.07.06, 12:54
        Goskaa, Ty rowniez piszesz ciekawie, i co wazniejsze, trafnie na tyle, ze z checia z Toba podejme
        dyskusje.
        oczywiscie dla kazdego uzannie ma inne znaczenie i akceptacja takze. Ile ludzi tylez mysli, i
        wrazliwych umyslow odbierajacych inaczej. Akceptacja =/= toleracja, tak przynajmniej ja czuje.
        Akceptowanie samego siebie to istotnie wazny punkt, ale jak powiedzialas pozniej nie mozna wpasc w
        samouwielbienie i bezkrytycznosc wobec siebie.
        Skolei nadmierna skromnosc tez nie przynosi dobrych rezultatow. Pycha i brak pokory nie zaskarbia
        sobie uznania w pewnych kulturach, choc sa kregi spoleczne gdzie wlasnie jest to najwazniejsze.
        rowniez pozdro
        Fil.

        • goskaa.l Re: Akceptacja i uznanie 03.07.06, 13:48
          Masz rację, Fil, że akceptacja i tolerancja nie są synonimami. ale leżą tak
          blisko siebie... Trudno akceptować bez tolerancji. Sama przez dłuższy czas
          byłam w pewnych kręgach tolerowana; nie dawano mi odczuć jak kłopotliwą osobą
          byłam. Po mojej długiej pracy nad sobą, kiedy dostrzeżono we mnie zgoła inną
          osobę, zostałam zaakceptowana, co odczułam jako włączenie do wewnątrz tego
          grona. Wtedy zaczęły się otwarte rozmowy i dowiedziałam się, jakie problemy
          stwarzałam. Tylko że bez tej wcześniejszej tolerancji nie byłabym w stanie się
          zmienić i zostać zaakceptowaną.
          Przepraszam, że nie będę opisywała szczegółów, ale to bardzo osobiste sprawy.
          Co prawda, pisałam co nieco o moich problemach także na tym forum, ale nie ma
          to w tym momencie wpływu na to, o czym piszę tu i teraz.
        • goskaa.l Re: Skromność 03.07.06, 13:53
          I tu zgadzam się z Tobą. Jestem z pokolenia, w które rodzice (tak przynajmniej
          było w moim przypadku) wpajali zasadę: rób swoje, czyń to dobrze, a zostaniesz
          doceniona i zauważona.
          Dopiero w pracy zobaczyłam (i to nie od razu), że to nie jest prawdziwe.
          Najlepiej mieli ci, którzy chodzili (wręcz dosłownie) koło swoich spraw. Nie
          zdarzyło się, żeby doceniono kogoś cichego i skromnego. Było tak już za czasów
          pełnego "komunizmu". A co się dzieje teraz, lepiej nie mówić.
          • banitka51 Re: Skromność 03.07.06, 14:04
            to jest kolejny temat na dyskusje.
            Skromność moim zdaniem nie jest przeszkodą w szanowaniu swojego wkładu pracy, a
            w prlowskiej rzeczywistości to był synonim kogoś, kto swego wkładu/siebie nie
            ceni. Całkowite przeciwieństwo tupetu. Stopienie się z tłem bez 'wypukłości' na
            jeden własny byt.
            Przyznam się, że tego nie zauważyłam na swojej skórze. Robiłam, co do mnie
            należało jak najszybciej się dało i jak najlepiej umiałam i dzięki temu mogłam
            mieć sporo czasu dla siebie - by w pracy się uczyć. Nikt, włącznie z szefami,
            czasami przyłapującymi mnie na czytaniu książek, nigdy mi nie tego nie wytykał.
            A że za innych nie pracowałam, chociaż bliższym pomagałam - to już inna sprawa.
            (Specyfika pracy na to pozwalała - mój program musiał odczekać, aż kolejny
            napisze ktoś inny i dopiero można było zgrać kilka w system.)
    • banitka51 Re: Akceptacja i uznanie 03.07.06, 11:30
      Mam wrażenie, że akceptacja podobieństw jest automatyczna - mentalność,
      światopogląd czy zainteresowania nam bliskie wytwarzają od razu akceptację, jak
      w niekontrolowanym odruchu fizjologicznym, gdy ślina nam cieknie na widok
      pyszności. Problem powstaje, gdy mentalność/zapatrywania/stosunek do spraw i
      ludzi/poczucie humoru i/lub masa innych rzeczy dla nas nowa, inna. Najchętniej
      mija się takich ludzi lub - chowa się w kącik dla obserwacji, co z tego
      wyniknie. Rzadko mamy odwagę zmierzć się (w dyskusji) z kimś zupełnie "innym".
      Zastępujemy wówczas akceptację tolerancją. O ile nas na to stać. Niestety -
      rzadko. Często skrzykujemy podobnym do nas i zmasowujemy atak na inność, co by
      nas miało obronić przed wątpliwościami nt własnych wyborów. Najbardziej
      powszechnym jest stawianie siebie za wzór w postawie "ja bym zrobił inaczej" z
      pogłosem nagany w tonie.
      Poza tym - jak mawiali moi przodkowie - najłatwiej mają przeciętni - bo ich
      najwięcej i najłatwiej im się porozumieć. Indywidualnościom zawsze pod górkę.
      - to ie koniec, ale muszę przerwać--
      • takanietaka Re: Akceptacja i uznanie 03.07.06, 12:49
        Wybacz,w dalszym ciągu nie wiem co znaczy "próba założenia wątku"?Założyłaś!
        Kazdy kto chce zakłada!Wpisuje sie w wątek kto chce,kto ma czas,kto sie tym
        interesuje ,albo tak sobie .......I nic wiecej.........Więc wytłumacz mi o co
        chodzi,pytam naprawde z zyczliwoscia i bez uprzedzeń.
        _______________________________________________________ ** nigdy nic nie
        wiadomosmile **
        • filomena1 takanietaka, 03.07.06, 12:57
          a ja nie rozumiem do czego chcesz mnie sprowokowac swoja niby" zyczliwoscia".
          F.
      • banitka51 Re: Akceptacja i uznanie 03.07.06, 13:00
        Natomiast nie bardzo wiem, o jakie uznanie Ci Filomeno chodzi. Rózne rozwinięcia
        znaczenia mogą mnie zaprowadzić na manowce. (Uznanie kogoś za...? Uznanie dla
        kogoś za...? Uznanie siebie za zdolnego do?). Samo bowiem to słowo jest dla mnie
        zbyt nagie i zależy od kontekstu, jakie przyniesie treści.
        I nigdzie nie uciekaj, przecież jest tu troszkę osób, co spragnieni chociaż od
        czasu do czasu tematów/wątków/wypowiedzi, zmuszających szare komórki do pracy!
        Jestem za tym, żebyś przyjęła patronat nad wątkami
        absolutniewręczbynajmniejniepowierzchownymi. Czy ten długi tytuł Cie nie zraża?
        pozdrawiam!
        • banitka51 Filomeno - uznanie 03.07.06, 13:10
          wróciłam do pierwszego wątku i nie jestem pewna, pod jakim względem otoczenie ma
          'uznawać' kogokolwiek, no i za kogo miałoby uznawać. Jeśli się nie mylę,
          chodziło Ci o szacunek - słowo stare, acz ostatnio starte. Popraw mnie, jeśli
          bładzę.
        • filomena1 uznanie 03.07.06, 13:21
          Banitko
          Oczywiscie nie ma mowy o uciczce z moje strony.
          Tak , uznanie jest pojeciem szerokim, w kazdym jezyku,
          Anerkenung i dalej.., a po francusku to chyba z 5 roznych slow jest. estimer, reconnaitre, apprecier,
          admettre, avouer, itd .itp we wloskim podobnie , i wkazdym jezyku nastepnym.

          uznanie o ktorym warto by bylo mowic, to uzaniae jakie mamy dla kogos, uznanie za dobrego malarza,
          za dobrego lekaarza itp,itd. Miec unanie dal samej siebie, to juz troche zaarozumialstwo, albo brak
          krytycyzmu, ale niekonieniecznie.
          Uznanie moze byz tez bliskie tolerancji. Ale tez bardzo bliskie respektowi. Czyli uzanaie to szacunek.
          Ale czy napewno ?
          Wlosi sprawe upraszczaj, bo oni na ogol sa leniwcami i nie chce im sie wysilac szarych komorek. Mowia
          krotko
          mi piace. czyli podoba mi sie, i to znaczy wszystko, tak w kinie jak restauracji na zupe, jak i w sotunku
          do lekarza, choc nie o jego urodzie bedzie mowa. ....
          nie , Banitko nie przeraza mnie to slowo absolutniewręczbynajmniejniepowierzchownymi.
          Obawiam sie tylko , ze zostaniesz okrzyczana samozwancza adminka forum, przyznajac mi tutaj taki
          patronat.
          wink)) oczywiscie zartuje....co mowie glosno !
          pozdro Fil.


          • filomena1 jeszcze uznanie 03.07.06, 13:26
            zapomnialam dodac, ze uzanie kogos za godnego uwagi, za osobe wlasciwa na wlasciwym miejscu.
            Uznanie jest wiec naszym poglaem, opinia o kims, czy tez uczuciem jaka te osobe darzymy.
          • takanietaka akceptacja! 03.07.06, 13:30
            to co usiłowałam napisac to przypomnienie ,że kazdy ma tu akceptacje (mam
            nadzieje ) i kazdy jest "u siebie" jezeli tak to czuje .Ale czy i ty tak
            myslisz ?Pamietam poprzednia dyskusje ,gdy zgłosiłas tak wiele pretensji i
            zarzutów do forum
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23923&w=38502023&a=38555298
            ...................no .....moze i nie mam racji ......i kolejna próba Ci sie
            uda...no i nam!!
            • filomena1 Re: akceptacja! 03.07.06, 13:38
              Droga Takanietaka, zlosilam pretensji? zarzutow?
              mojbosze,
              wybacz , moja droga Takanietaka,

              nadal mni prowokujesz, niestety adoracji z mojej strony nie bedzie, skoro moje krytyczne oko tak rzeczy
              widzi.

              nadl pozdrawiam.Fil.
          • banitka51 Re: uznanie 03.07.06, 13:47
            mam wrażenie, że to znaczenie słowa, o którym Ty myślisz, już "wyszło z użycia".
            Podobnie jak sformułowanie "zapoznany poeta" współcześnie rozumiane jest jako
            'poeta, z którym się zapoznaliśmy' (niestety!). I stąd pewnie - z braku
            zrozumienia - mogą wyniknąć jakieś nieporozumienia. Dlatego ja drążę, pytam, bo
            słowa nie zawsze potrafią oddać wszystkie nasze myśli. Nie jest to potyczka na
            słowa, ale czuję opuszkami palców i końcówkami neuronów, że 'szacunek' miałaś na
            myśli. Dla siebie, dla innych, dla poglądów róznych od naszych, czyli - nie
            tylko zgoda na 'inność', ale też pochylenie przed nią czoła. Kto inności nie
            szanuje, gotów jest nieproszony krytykować, a nic tak dosadnie nie udawadnia
            braku uznania, jak wtrącania swoich 3 groszy przy braku akceptacji. O ile bowiem
            w przyjaźni cenna jest konstruktywna krytyka, powstająca z najlepszych intencji,
            o tyle negowanie sensu i wartości a priori jest oznaką braku 'uznania'
            Pod tym względem przyznaję, że nie akceptuję i nie uznaję/szanuję np.Kurskiego
            (nazwisk znanych może i więcej, im i tak mój brak akceptacji 'lata')i nigdy nie
            siliłabym się, nawet proszona [smile)))], o uwagi ze szkatułki 'cenne'. Za to
            szacunek do przyjaciół (i siebie) nie pozwala mi przemilczeć ważnej dla nich
            mojej opinii, gdy o nią proszą.
            jestem na dobrej ścieżce?
            • filomena1 dobra sciezka 03.07.06, 14:01
              tak Banitko, krazysz w e wlasciwym kierunku.
              Moze to dlugoletni pobyt zagranica i rzadki kontakt z zywa kultura polska i codziennoscia spowodowal
              , ze dostrzegam pewne zubozenie jezyka tj. rozumienia i uzywania pojec i slow. Nie wiem czy to
              uproszczenia wynikajace z amerykanizacji, bo kto dobrze zna angielska literature w oryginale, wie ze to
              jezyk bardzo bogaty, ajedynie ogormnie splycony i uproszczony z wygodnictwa amerykanskiego. U
              Wlochow jest podobnie, obecnie Wlosi sa niemal wtornymi nalfabetami, a mnie sie wydaje, zew PL
              zaczyna rowniez rozprzestrzeniac sie upraszczanie.... sprowadzanie wszystkiego do TAK albo NIE.
              i nic posrodku,ani miedzy. To miedzy to wlasnie szacunek.
              sumasumarum moje wnioski opieram wlasnie m.innymi na podst. czytania tego forum. Juz nie bede
              wskazywac palcem...wink) i tak ktos to zrobi...wink)
              Fil.
              • graga21 Re: dobra sciezka 03.07.06, 14:46
                Weszlam w ten watek, bo lubie tego typu tematy, choc przyznaje, ze sa ciezkie
                gatunkowo i latwo strzelic gafe, albo popelnic cos, co niewlasciwie odczytane
                wywola niezamierzona burze. Ale czytam z coraz wiekszym zainteresowaniem i
                wpadam w zachwyt nad madroscia banitki51.
                Czy Ty, Banitko, jestes psychologiem???
                A dyskutowac trzeba umiec. Dobra dyskusja nie może być pozbawiona emocji, bo
                staje się „cieplymi kluskami”, które mdla, nie może tez zdominowac jej agresja,
                bo wtedy przeradza się w zwykla awanture. Ale niestety tak dzieje się, kiedy
                dyskutuja osoby zupelnie „inne” (jak nazawla je banitka51)...
                Moim zdaniem sa ludzie, którzy MUSZA wprowadzac pierwiastek agresji, inaczej
                dyskusja wydaje im się jalowa, ale tez sa tacy, którzy zadnym sposobem jej
                (agresji) nie akceptuja, dlatego szybko wycofuja się i zgodnie z opisem
                banitki „chowaja w kacik dla obserwacji”.
                Ja np., kiedy pozwole emocjom zapanowac, trace kontrole, co miewa skutki
                oplakane, dlatego wole zaliczac siebie do tej drugiej kategorii…
                Ale wystapienia Filomeny lubie i zawsze chetnie zagladam do jej postow, gdyz
                jest ofensywna, co zmusza mnie do weryfikowania moich wlasnych sadow. I
                nieslusznie pisze tu cos o „ostatniej probie na tym forum”, gdyz zupelnie nie
                wiedze potrzeby, by była ostatnia. Jestes Filomeno piekielnie ambitna chcac
                wprowadzac zawsze watki intrygujace. Niepotrzebnie!
                Zauwaz, ze jestes już zaakceptowana i masz swoje uznanie, gdyz zobacz - ludzie
                nie przechodza obok Ciebie obojetnie. Wprawdzie nie wszyscy pieja z zachwytu,
                ale przeciez nie o to wylacznie chodzi.
                A to, ze ‘takanietaka’ wprawila Cie w oslupienie nie szkodzi, a może nawet
                dobrze, bo zobacz, jak rozgadalysmy sie. Mysle, ze duzo trudniej byloby
                polemizowac z ‘rzepicha’ lub ‘rebbezin’ - pierwsza wszystko wie najlepiej, a
                druga tryska jadem dla samego jadu. No i sprobuj z takimi dyskutowac! Od razu
                dowiesz się, ze jestes ciolek-matolek, albo po prostu „plaskie i prymitywne i
                prostackie” barachlo.
                Jednak mam nadzieje, ze to u nich tymczasowe...
                • filomena1 graga:Niepotrzebnie? 03.07.06, 15:16
                  ><Jestes Filomeno piekielnie ambitna chcac
                  wprowadzac zawsze watki intrygujace. Niepotrzebnie! ><

                  Graga, rzeczywiscie podzielam w calosci Twoj poglad, takze podejrzeniem Banitki ( celnosc jej
                  wypowiedzi jest nadzwyczajna) o psychologiczne zaciecie, poza jednym, a mianowice : z ta
                  "Niepotrzebnoscia" nie moge sie zgodzic. (troche zartuje)
                  Zrozumialam,ze Ty zrozumialas,( troche to smisznie brzmi), ze zalozylm watek myslac o sobie
                  glownie, o ambicji, ze szukam tutaja akceptacji i uznania i dlatego o tym pisze. ??
                  Nie, nie o mnie tu chodzi, absolutnie nie.
                  Wydawalo mi sie , ze to temat rzeka, bo zarowno w sprawie dyskusjo o homoseksie, o sztuce pani
                  Nieznalskiej, o politykach,(banitka i Kurski), itd itp. siegnelam nawet do filu o milosci pt.Akceptacja.
                  Tematy , ktore mnie nurtuja, chce sprobowac na ile nurtuja innych. Wymiana mysli pomoze mnie i
                  moze pomoze komus, moze otworzymy sobie nawzajem oczy szerzej, powiekszmy horyzonty ,
                  wzajemne zrozumienie. Dlatego watki inntrygujace, wydaja mi sie potrzebne. Tak jak i zangazowanie
                  w dyskusje, ktora bez ofensywy i defensywy , jak to dobrze ujelas , czyli bez argumentacji jest
                  porpostu jalowa.
                  Pozdrawiam
                  Fil.





                  • filomena1 Re:goskaa.I 04.07.06, 07:35
                    niestety, nie udalo sie wyslac maila na ten adres. goskaa.I@gazeta.pl
                    pozdr.Fil.
                    • goskaa.l Filomena 04.07.06, 09:03
                      Ja spróbowałam wysłać do Ciebie na adres gazetowy - sprawdź swoją pocztę.
                      Pozdr. Gośka
    • wirella Re: Akceptacja i uznanie 04.07.06, 08:21
      I tak trzymać .Niech to będzie Twoja ostatnia próba wprowadzenia zamieszania
      na tym forum. Wydaje mi się ,że Ty nie kochasz siebie i co za tym idzie ludzi.
      Ja czuję się tu na tym forum znakomicie i wprowadzanie zmian w Twoim wydaniu
      nie odpowiada mi.
      • graga21 Wirelko... 04.07.06, 08:45
        nie czytaj, jesli Cie tak bardzo irytuje. Daj pozyc kazdemu!
        Caluski, Gr.
      • goskaa.l Do Wirelli 04.07.06, 09:06
        Kochana, nie musisz czytać ani odpowiadać. A takimi postami tylko wprowadzasz
        zamieszanie. Ja się zazwyczj odzywam tylko wtedy, kiedy mam coś do powiedzenia
        w temacie. Jeśli mnie temat nie interesuje, zamykam bez wpisywania.
        To podobnie jak w temacie "nie karmić trolla", choć akurat Filomenna trollem
        nie jest. I nie wydaje mi się, żeby wprowadzała zamieszanie - po prostu ma
        otwartą głowę.
        • takanietaka kazdy ma prawo.. 04.07.06, 09:51
          uwazam że kazdy ma prawo do napisania w swoim poście co chce(tylko
          niecenzuralne i wulgarne powinny byc likwidowane) natomiast to co nalezy do
          mnie/do nas to jest nasza reakcja.Dyskusja ,akceptacja,milczenie ,obśmianie
          wreszcie...Czytaja i pisza odpowiedzi ci którzy tego chcą .Rozumiem ,że jak
          nikt czegos nie chce, to po prostu zapada milczenie i wątek schodzi jak
          niepyszny .Tak wiec według mnie kazdy może "mącić " a od nas zalezy na ile sie
          to udaje.Jestesmy bardzo rózne i to jest fajne ,bo oczywiście to nas jakos tam
          wzbogaca i rozszerza horyzonty nawet jak nie bardzo mamy na to ochote .No i
          cieszmy sie tym !!!Bo to dobre..szczególnie w coraz starszym wieku gdy poglady
          sa dosyc spetryfikowane ..w sumie pewnie to lepsze od rozwiazywania
          krzyżówek ,co zawsze radza starszym ludziom- takim jak ja.smile)
          _______________________________________________________ ** nigdy nic nie
          wiadomosmile **
          • natla Re: kazdy ma prawo.. 04.07.06, 10:11
            No i wyszło, "żeś" jedyna staruszka na tym forum....wink))))))))))
            Oj babciu, babciu.....młodością ducha to Wy bijecie niejedną młódke smile
            Co do Filomeny, to juz kiedyś obie ustaliłysmy, że nasze spotkanie w realu
            byłoby bardzo udane. Fil ma coś takiego w pisaniu, że niektórym się nóż
            w kieszeni otwiera wink), ale nie można jej odebrać inteligencji i wiedzy.
            Natomiast chętnie bym jej odebrała krytykanctwo, bo pisze o rzeczach oczywistych
            i co z tego, skoro ludzie chcą też po prostu pobajdurzyć? wink
            To zresztą jest jedyna osoba z tych mających o nas nienajlepsze zdanie, która
            przynajmniej próbuje coś z siebie dać....zakłada interesujace wątki. Pozostali
            (i to już trolle) nawymyślają nam i idą sobie....pewnie sami nic nie potrafią.
            Natomiast rzadko sie włącza w nasze czasem też udane wątki.
            Tak Cię Filomeno odbieram i mam nadzieje, że nie masz mi tego za złe.smile
            • natla A teraz akceptacja i uznanie.... 04.07.06, 10:27
              ....jrótko, bo czas i ręka mnie goni. smile)
              Akceptować można wiele rzeczy, natomiast na uznanie trzeba sobie zasłużyć.
              Mozna mieć uznanie dla osoby której sie nie akceptuje i odwrotnie. Myślę, że
              oba określaenia nabierają znaczenia i barwy dopiero "w pewnm wieku".
              Szczególnie akceptacja, wynikająca z doświadczenia i pogodzenia się z życiem
              takim, jakim ono jest.
              A uznanie.....no cóż, potwiefiłam się zdobyć wielokrotnie na nie w stosunku do
              ludzi, których absolutnie nie akceptuje. Bo jak zawsze twierdzę....w ludziach
              jest i dobro i zło, pod każdym względem, tylko proporcje różne wink)
            • banitka51 Re: kazdy ma prawo.. 04.07.06, 12:03
              Natlo, ja się odzywam, bowiem - nie widzę krytykanctwa. Ale nie tylko o
              semantykę słowa mi chodzi, a raczej o to, że Fil nieco podwyższa poprzeczkę, a
              niektórzy to forum traktują jako relaksowy bieg bez przeszkód. I dobrze, podoba
              mi się i trucht bez podskoków, zawszeć to ruch do przodu. Tylko nie kumam, jeśli
              się nie chce skakać, po co robić front pt "usunąć tę poprzeczkę"? Jest sporo
              miejsca obok.
              Takie moje zdanie jest.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja