e-baba
20.08.06, 22:08
"Mija 40 lat od pojawienia się ruchy hipisowskiego w Stanach Zjednoczonych.
Początek tego ruchu - który, wedle jednych zmienił oblicze świata, a wedle
innych był tylko konsekwencją pewnych długotrwałych przemian kulturowych -
miał miejsce w Kalifornii w połowie lat 60. I znowu, według wielu, koniec
tego ruchu nastąpił wraz z pojawieniem się bandy Charlesa Mansona; zdaniem
innych - ruch ten trwa do dziś i ma się coraz lepiej.
(...)
w drugiej połowie lat 60. na ulicach Warszawy i Krakowa pojawili się pierwsi
hipisi. Długie włosy, paciorki, dżinsy, pacyfki. Swym wyglądem wywoływali
szok, a nierzadko nienawiść i agresję. Zuniformizowane, szare społeczeństwo
nie było przygotowane na tego rodzaju Innych. I raptem na planecie PRL
wylądowali kosmici. Przezywano ich chrystusikami, małpami, wariatami,
kudłaczami.
cd.
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,3558287.html
Ruch hipisowski - dziś już zapomniany. Ale przecież funkcjonował również w
PRL-u. Pamiętacie dzieci-kwiaty? Znaliśćie hipisów? A może sami kiedyś
byliście nimi?