Znieczulica .coraz wieksza wokol nas...

28.02.08, 20:14
jaka jest tego przyczyna ???
Na kazdym kroku spotykamy to zjawisko..zaginely w ludziach ,,ludzkie
odruchy"...koncentrujemy sie na swoich potrzebach na swoim,, ja"nie
myslimy o innych..
    • waleria-1 Re: Znieczulica .coraz wieksza wokol nas... 28.02.08, 20:42
      Hmmm..oczywiście mogę mówić tylko o własnym podwórku.
      I z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że wokół siebie tej znieczulicy nie
      widzę. Spotykam się natomiast z tak cudownymi dowodami życzliwości, że naprawdę
      zadaję sobie pytanie: "czym sobie na to zasłużyłam?".
      A życzliwość ta płynie nie tylko od osób mi najbliższych, ale również od tych
      mniej znanych, mało znanych, nieznanych...
      I jak zajrzę na podwórka obok- to wydaje mi się, że ogólnie ludzie są sobie
      życzliwi. Tylko trzeba im na to pozwolić...
      Czy to tylko widok z moich przyrośniętych już do mnie na stałe różowych okularów?
      • milata2 Re: Znieczulica .coraz wieksza wokol nas... 28.02.08, 21:34
        Kiedyś przy stole w obecności wielu osób poruszyliśmy temat
        chodzenia po domach ludzi żebrzących, czasem byli to Rumuni. I wtedy
        zszokowała mnie starsza kobieta, która była wierząca, codziennie
        chodziła do kościoła, ona pochwaliła się tym, że była tak szybka, że
        zdążyła zamknąć drzwi i nie wpuścić osoby proszącej o jakiś datek,
        żywność. A bo ( jak powiedziała), może to być oszust.
        Ja wtedy zapytałam, a jak to był ktoś bardzo potrzebujący? I
        odszedł zasmucony, może głodny? Wywiązała się wtedy dyskusja.
    • skrzydlate Re: Znieczulica .coraz wieksza wokol nas... 28.02.08, 22:18

      ja nie wiedzę, ale żebrzącym pod moimi drzwiami nie udzielam wsparcia, bywało
      ich tak wielu że się uodporniłam... mam niejaką wiedzę na temat tego interesu,
      który się nazywa żebraniem i wiem, że aczkolwiek praca to jest niezwykle ciężka
      i wymaga talentu, to jest jednak dość dochodowa
      • skrzydlate znaczy się wokół siebie nie widze tej znieczulicy 28.02.08, 22:26

        ja miałam do czynienia z osobami ktore dawały mi pieniądze na pomoc dla moje
        niepełnosprawnej przyjaciółki, był taki czas kiedy wiele osób obdarowało J. żeby
        mogla sie uczyć, ktoś podarował jej swojego niepotrzebnego laptopa... to dla
        mnie był absolutny cud, teraz odpoczywam, nie pomagam jej obecnie, wypaliłam się
        chwilowo bo miałam trochę swoich kłopotów.. ale miałam często do czynienia ze
        szlachetnymi ludźmi, (sama pomagam i inni pomagają mnie - to jest osobliwe
        uczucie bycia wewnątrz strumienia dawania i brania bez formuły kto komu i ile),
        jest to cudowne uczycie mieć do czynienia z tak wspaniałymi , otwartymi i
        szlachetnymi ludźmi, z tej całej pomocy nie wiem juz sama kto więcej zyskał, J.
        czy ja... ona dostała pomoc a ja brałam udział w cudach zbudowanych z zaufania.

        jesli ktoś z Was widzi znieczulice wokół siebie, niech się zastanowi, dlaczego
        tak jest, dlaczego ma własnie takich ludzi wokół siebie i widzi własnie taką
        częśc rzeczywistości, hę? smile
        • graga211 Re: znaczy się wokół siebie nie widze tej znieczu 29.02.08, 11:52
          Byłam sama, robiłam porządki w ogrodzie i jakby na moje życzenie
          przy bramie wjazdowej pojawił się młody mężczyzna. Poprosił o datek.
          Powiedzialam, że chętnie mu dam, lecz za skoszenie trawy. Na to
          usłyszałam: "Nie mam czasu", odwrócił się na pięcie i poszedł do
          następnej posesji.
          Jasne, żebrząc zarobi się szybciej, bez wysiłku i duuuużo więcej.
          Od tego czasu nie daję pieniędzy żebrzącym domokrążcom. Trudno. Mnie
          pieniądze z nieba nie spadają, mało, tę moja biedną emeryturkę rzędu
          niecałego 1000 zł Państwo dodatkowo opodatkowuje, choć przecież
          podatek już ściągnęło, kiedy jeszcze pracowałam...
          • waleria-1 Re: znaczy się wokół siebie nie widze tej znieczu 29.02.08, 14:30
            Kiedyś nie dawałam datków "do ręki". Natomiast wspierałam (i nadal to
            robię)ludzi z mojego otoczenia, będących na chwilowym zakręcie.
            Ale któregoś dnia byłam z mężem po zakupy w dużym supermarkecie. Zbierano tam
            datki do puszki i mój mąż wrzucił do niej resztę z zakupów. I zrobił to w tak
            prosty, naturalny sposób, jakby to była sprawa zupełnie oczywista- ktoś
            potrzebuje pomocy, mogę, więc pomagam. Bez żadnej filozofii.
            I wiecie co? Bardzo się wtedy zawstydziłam. Bo to przecież ja w naszej rodzinie
            jestem ta wrażliwa, to ja mam serce jak masełko,to mnie łatwo wzruszyć. A
            przeszłam dalej obok tej puszki.
            Przemyślałam sobie wtedy dokładnie, dlaczego mój mąż wrzucił datek, a ja nie.
            I od tej pory, jeśli mogę, zawsze wrzucam jakiś "grosik". I wierzcie mi, nie
            robię tego dla uspokojenia swojego sumienia.

            Skrzydlate, podpisuję sie obiema rekami pod ostatnim zdaniem Twojego
            poprzedniego postu.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja