Gdy rozchodzą się drogi matki i córki

20.07.09, 14:15
Dorośnięcie i wyjście dzieci z domu jest dla rodziców przykre . Matki , które
miały syna muszą się liczyć, że przejmie we władanie inna kobieta i otoczy
miłością stawiającą niejednokrotnie tamę dojścia do niego .
Ale tym bardziej przykre jest, gdy matka rozstaje się z córką na drodze
poróżnienia .
I dochodzi do tego obustronna niechęć , która w każdej chwili może przeobrazić
się w nienawiść.
Sytuacji w realnym świecie przecież nie brakuje . Co sądzicie o zatwardzeniu
się postaw obu kobiet .

    • misia007 Re: Gdy rozchodzą się drogi matki i córki 20.07.09, 15:44
      Poruszyłeś bardzo bolesny dla mnie temat.SYN!!!!!odszedł prawie 4 lata temu z
      dziewczyną i.......praktycznie znikł z naszego życia.Czułam się z nim bardzo
      związana, bardziej niż z córką a to ona właśnie jest z nami tak blisko, ze
      bliżej się nie da.Czy wie matki z córką są silniejsze od tych z synem??? Jeśli
      tak to skąd określenia "mamisynek","córeczka tatusia"???
      • misia007 Re: Gdy rozchodzą się drogi matki i córki 20.07.09, 15:46
        więzi , mialo być!!
        • cortyzol Re: Gdy rozchodzą się drogi matki i córki 20.07.09, 16:42
          Powiem prawdę ,że z córką mam lepszy kontakt,chociaż pyskata bardziej niż ja.
          Syn bez matki to sierota zamazana ,chyba ,że ma dobrą żonę albo wychował się po
          za domem,skomplikowane to wszystko.Jak czytam na forum Nowotwory to chyba nie
          spotkałem wpisu syna ,który by interesował się rakiem ojca.Same córki.
    • super222 Re: Gdy rozchodzą się drogi matki i córki 20.07.09, 17:04
      Czy jak mnie poprzedni nick*myknął*
      to znaczy zablokował do jutra, to mnie
      widać na tym forum i w tym wątku.?
      Chcę cóś napisać na zadane pytanie,
      ale boję się, że nikt tego nie przeczyta.sad
      Ale sie porobiło...kurcze blade...
      • sagittarius954 Re: Gdy rozchodzą się drogi matki i córki 20.07.09, 17:31
        to pisz super i nie daj się prosić smile
        Popatrz mamy już dwie bardzo ładne wypowiedzi .
      • wadera1953 Re: Gdy rozchodzą się drogi matki i córki 21.07.09, 09:22
        Ja Cię rozczytam !
    • sagittarius954 Re: Wrzucę kamyczek do ogródka rodziców 20.07.09, 17:47
      Pisząc swój tekst w "moim dzienniku" wspominałem o braku norm . Niejednokrotnie
      mamy o sobie dobre mniemanie i nie zauważamy jakie błędy w wychowaniu dzieci
      popełniamy . PArtnerzy , oboje , starają się żyć z nimi w zgodzie , bez kłótni ,
      przeklinania, z poszanowaniem siebie , w niedzielę do kościoła , pomoc dla
      rodziny w sytuacjach podbramkowych, ale i dla sąsiadów jesteśmy też współczujący
      . I wydawać by się mogło, że wzór jaki pokazujemy dziecku w domu , żyjąc w
      zgodzie z normami, powinien wystarczyć . A jednak nie .
      Zabrakło rozmowy z naszą latoroślą o tych wszystkich prostych sprawach . Dzieci
      obserwowały rodziców ,ale dorastając przejmowały je z otoczenia . Nie ma lub nie
      było rozmowy , tłumaczenia dlaczego tak , i co może spowodować sytuacja odejścia
      od nich . Pewnie, jest żal do świata za rozstanie i odejście z domu dziecka .
      Jednak czy nie siebie powinniśmy za to winić ? Innym razem co byśmy nie rozbili
      i tak nie przebijemy się ze swoimi uwagami do głowy latorośli . Konsumpcyjny
      styl życia wymusza na nich cynizm oceny sytuacji . Jednak życie potrafi się
      odwdzięczyć i choć tego dzieciom nie życzymy w wielu wypadkach ,tak właśnie się
      dzieje . Dzieci nie zaufały rodzicom , rodzice za mało otworzyli drzwi,
      pokazując co może ich spotkać w dalszym życiu . Nie od parady mówiło się jeszcze
      dekadę temu, że z obcymi lepiej się żyje jak z rodziną.
      • izis52 Re: Wrzucę kamyczek do ogródka rodziców 20.07.09, 18:51
        Żalu o odejście dzieci nie można mieć, wszak nie są naszą własnością
        i mają prawo żyć po swojemu. Oczywiście, że co z domu wynoszą to
        przekazują dalej. Z obserwacji wiem, że po założeniu swojej rodziny -
        powinna być w ich życiu numerem 1, a nieprzecięta pępowina prawie
        zawsze powoduje rozpad związku. Dzieje się tak głównie w relacjach
        matka-syn. Bardziej skomplikowany jest układ matka córka, bo często
        towarzyszy tym relacjom element przedziwnego współzawodnictwa i
        wtedy bywa tak jak w pierwszym poscie. Szkoda, ze przy narodzinach
        nie dostajeny instrukcji obsługi big_grin, a zdajemy się na rodzinne
        dziedzictwo i intuicję.
        • sagittarius954 Re: Wrzucę kamyczek do ogródka rodziców 20.07.09, 19:33
          Może warto szerzej o tej " instrukcji obsługi" podyskutować smile
        • misia007 Re: Wrzucę kamyczek do ogródka rodziców 20.07.09, 20:47
          Tak obwiniamy siebie, ja , mąż, staramy się zrozumieć dlaczego tak się
          stało.Obwiniamy się ale....bez zrozumienia gdzie popełniliśmy błąd,Cóż to nie
          jest takie proste,szkoły rodzicielstwa nie ma a okazuje się,że sama miłość ...to
          za mało.Z czasem mniej o tym myślę, są dni kiedy wcale, przestałam go brać pod
          uwagę w naszych planach, w naszym życiu ale czasem....ból wraca.Pępowina, tak
          ona nas połączyła.Położyli mi go na brzuchu, gorącego,wilgotnego , to była
          najpiękniejsza chwila w moim życie, niezapomniana, śmiałam się i płakałam.Córkę,
          zobaczyłam po raz pierwszy w beciku, to nie było to.Może jestem za szczera, może
          was to razi ale ...dobrze to z siebie wyrzucić.
          • dwa-filary Re: Wrzucę kamyczek do ogródka rodziców 20.07.09, 21:34
            Każde dziecko ma swój charakter, swój pogląd na życie i żebyśmy na głowie stanęli, to jak sie uprze to nic nie możemy zrobić, dwoje dzieci, dwoje rodziców jednakowo wychowywali swe pociechy,a wyszły zupełnie dwie inne osoby i nie należy szukać w sobie przyczyny czy popełnionego błędu.... tak jest i już. To ich życie .
            • izis52 Re: Wrzucę kamyczek do ogródka rodziców 20.07.09, 22:47
              Podpisuję się pod twoimi słowami Filarku. Mam dwoje dzieci, każde
              zupełnie inne; mają swoje zalety i wady. Włożyliśmy mnóstwo pracy w
              ich wychowanie i większość wpojonych zasad jest dla nich
              oczywistością. Jestem z nich bardzo dumna, ale też okazują się
              zupełnie innymi ludźmi niż rodzice i nasze oczekiwania. Nie ma
              prostego przełożenia dziedziczności charakterów, priorytetów i stylu
              życia. Możemy na siebie wzajemnie liczyć, ale nie śledzimy ich
              poczynań, a oni naszych. Gdy coś jest nie tak wiem bez słów.
              • super222 Re: Wrzucę kamyczek do ogródka rodziców 20.07.09, 23:20
                Wyznaję, że nie miałam dzieci rodzaju
                żeńskiego, czego zresztą nie żałuję, bo
                gdyby wyrosły z nich jędze jakieś - to
                żal brzucha. Pytanie było o matki i córki,
                dlatego prawie wszystkie posty nie są
                na temat. A może tylko do mnie dochodzą
                nieprawdziwe wypowiedzi. A zreztą i tak
                się wytnie. crying
                • anoagata Re: Wrzucę kamyczek do ogródka rodziców 21.07.09, 12:25
                  Super222, co ty wypisujesz,to jest przesada, chyba że masz żale do losu to wtedy
                  sie z tobą zgodzę.
                  • anoagata Re: Wrzucę kamyczek do ogródka rodziców 21.07.09, 12:34
                    Misia!! troche smutna historia ale życie kołem sie toczy.Twój syn na pewno nie
                    byl i nie jest maminsynkie,bo gdyby był to na pewno nie poszedłby za
                    dziewczyną,Mamin synek to musi działać w obie strony,mój syn też poszedł za
                    dziewczyną której nie akceptowaliśmy i dobrze że nie pozostał przymnie jako
                    pierworodny,jak to wyglada matka i syn 40 lat samotny przy tyłku mamusi,mam to u
                    sąsiadów ,to jest dlamnie kalectwo.
                    • natla Opowiem Wam historię...... 21.07.09, 14:33
                      ........ pani Zenobia miała 3 mężów i 5 dzieci. Z pierwszego
                      małżeństwa 2 córki i syna, z drugiego córke i syna. Z trzeciego już
                      nie miała dzieci, ale ten związek zawarła w wieku 67lat. Na
                      marginesie, była śliczną i utalentowaną kobietą.
                      Jej losy z dziećmi potoczyły sie niejako 2-torowo. Pierwsza córka
                      Małgorzata była nieznośna, okradała rodziców, uciekała z domu. Nic
                      nie pomogło. Szybko wyszła za mąż, szybko spłodziła 3 córki, szybko
                      jej mąż umarł. Ale nie był to szczęśliwy mąż, choć bardzo
                      wartościowy. Córki Małgorzaty dorastały w ciągłej ucieczce przed
                      wierzycielami matki, z miasta do miasta. Małgorzata umarła na raka,
                      kiedy były już dorosłe i samodzielne. Po wielu latach dowiedziały
                      się, ze ......miały babcie, która żyła jeszcze kilka lat po śmierci
                      ich matki. Im Małgorzata powiedziała, że babcia nie żyje od
                      kilkudziesięciu lat i cześć. Dziewczyny mają żal....choć nie bardzo
                      wiedzą do kogo....do matki, czy do babci. Przez całe życie matka i
                      córka nie zrobiły kroku w swoją stronę. Obie były zacietrzewione,
                      rozżalone. Zenobia nawet nie chciała słyszeć wiadomości o córkach
                      Małgorzaty, a ta nigdy nie próbowała kontaktu, choć na pewno Zenobia
                      by tego chciała. Ale też za żadne skarby by się do tego nie
                      przyznała. Choć z drugiej strony nie jestem całkiem pewna, czy matka
                      też nie wyrzuciła córki z pamięci.
                      Druga córka naszej bohaterki Barbara, również nie była święta. Też
                      kradła i kłamała. Była w szkole prowadzonej przez siostry zakonne,
                      ale niewiele to pomogło. W końcu w wieku 19 lat wyszła za mąż. Jej
                      stosunki z matką były całe życie burzliwe. Matka była najlepsza,
                      kiedy dawała pieniądze i tuż przed śmiercią. Ale był np okres kilku
                      czy nawet kilkunastu lat, kiedy obraziła sie na matkę i nie
                      dopuszczała do niej wnuków. Myślę, że tu powodem wszystkiego była
                      duża zazdrość o dobrobyt, w jakim żyło przyrodnie rodzeństwo.
                      Zenobia to przeżywała bardzo ciężko. Właściwie całe życie były
                      miedzy nimi jakieś niedomówienia, pomówienia, żale i to głównie ze
                      strony Barbary.
                      Barbara i Małgorzata też nie utrzymywały kontaktów i najdziwniejsze,
                      że z inicjatywy Barbary, która tu akurat była lojalna w stos. do
                      matki. Dopiero na starość siostry się kilka razy widziały, ale mimo
                      starań Małgorzaty, z kontaktu nic nie wyszło.
                      Syn Kazimierz z 1. małżeństwa, też nie był ideałem. Tchórzliwy z
                      natury, rozpił się i był bardzo nieszczęśliwy całe życie. On też
                      lojalnie nie utrzymywał kontaktów z Małgorzatą.
                      Natomiast dzieci z drugiego małżeństwa były bardzo dobre dla swoich
                      rodziców i przyrodnich sióstr, poza Małgorzatą, o której istnieniu
                      dowiedzieli sie jako mocno dorośli. Silna więź z rodzicami przeszła
                      na ich rodziny i Zenobia mogła sie cieszyć kochjącymi wnukami synową
                      i zięciem.
                      Z opowiadań Zewnobii, Barbary i najmłodszego syna moglam wysnuć
                      wniosek, ze w sumie powodem tych jakby nie patrzeć tragicznych losów
                      były geny, zawiść, nieumiejetność porozumienia się i nieistotne
                      zdarzenia (typu uwagi: zrób coś z dzieckiem, bo jest niegrzeczne"),
                      które były iskrami do konfliktów.
                    • misia007 Re: Wrzucę kamyczek do ogródka rodziców 21.07.09, 15:15
                      Anoagato ja nie twierdzę,ze jest mamisynkiem, skąd ale odszedł z domu w wieku 23
                      lat, po tygodniowej z nią znajomości.Daje sobie rade, ma firmę grafiki
                      komputerowej, wynajmują mieszkanie, mają kota , wszystko niby dobrze ale w jego
                      życiu jest miejsce tylko dla niej.Gdy zjawia się u nas np. po pocztę jest taki
                      jak dawniej miły, uroczy, kochający tzn. ma taki sposób bycia bo za moment znika
                      na pół roku, rok.Tego nie rozumiemy !!!!
                      • bona0601 Re: Wrzucę kamyczek do ogródka rodziców 21.07.09, 15:53
                        Smutne historie opowiadacie , choć u Misi , to jeszcze nic przesądzonego. Wiele
                        może się zmienić ,syn może dorosnąć , może mieć dzieci i babcia będzie potrzebna
                        lub ...... dziewczyna dorośnie i zechce naprawić , co zepsuła. Różne rzeczy
                        dzieją się wszak w życiu. Szkoda jednak ,że czasami tak trudno dojść z własnymi
                        dziećmi do porozumienia. Szczęśliwie nie piszę tu o własnej historii , bo mnie
                        akurat to nieszczęście ominęło i mam świetne kontakty z własną córką . Ale
                        należy tu zwrócić uwagę na to, na co już zwróciliście uwagę - obie strony muszą
                        się starać. Mnie żal każdego , kto ma trudności z własnym dzieckiem lub sam nie
                        umie przełamać własnych barier.
                      • anoagata Re: Wrzucę kamyczek do ogródka rodziców 21.07.09, 16:21
                        Misia, to mamy podobnie tylko że mój zjawia sie częściej co kilka tygodni lub
                        miesiąc i też ma sie dobrze i ja sie z tego cieszę i nie narzekam na brak
                        towarzystwa w osobie synoewj.A że w jego życiu jest miejsce tylko dla niej to
                        tak musi być,niewiem z jakiej wiary jesteś ale jeżeli katolickiej to jest taka
                        ewangelia, że jak na jeziorze tonie łódka a tam jest matka i przyszła żona to
                        kogo powinien ów syn czy przyszły małżonek ratować??na pewno pomyślałaś że matkę
                        ja też tak myślałam ale nie mamy racji,przepraszam że tak chaotycznie pisze ale
                        to jest jak życie też czasem chaotyczne.
                        • misia007 Re: Wrzucę kamyczek do ogródka rodziców 21.07.09, 16:51
                          Tak jestem katoliczką a co do łódki, to nie, nie pomyślałam ze matkę.Czytałam,
                          nie pamiętam gdzie opowieść o księżniczce podbitego narodu.Zwycięzca daje jej
                          wybór , może ocalić kogoś z rodziny:rodziców, brata, męża, dzieci.Ona wybiera
                          brata.Czemu pyta wódz i słyszy w odpowiedzi.Mogę mieć nowego męża, mogę urodzić
                          dzieci ale moi rodzice są już starzy i brata mi nie dadzą,Tu następuję happy end
                          i zbudowany jej mądrością wódz darowuje życie wszystkim członkom rodziny.Czemu o
                          tym piszę ,otóż boli mnie sytuacja z synem ale żalu do niego nie mam.Natomiast
                          moja córka nie może tego zrozumieć i ma do niego bardzo wrogi stosunek.Fakt
                          Andre nie znalazł czasu żeby zobaczyć swoją siostrzenicę (ma już ponad rok) nie
                          zdołał mimo zapowiedzi dotrzeć na pogrzeb swojej babci, wiel rzeczy go ominęło
                          na własne życzenie.Powtarzam sobie często ,ze nie można mieć wszystkiego.Z córką
                          mamy najlepsze kontakty a teraz jeszcze od września będę się zajmować wnuczką .
                          • anoagata Re: Wrzucę kamyczek do ogródka rodziców 21.07.09, 17:05
                            Misia należy cieszyć sie szczęściem swoich dzieci, u nas czasem tak bywa że Go
                            wydziedziczamy to znowu dajemy dużo i na odwrót ale jak on jest szczęśliwy to ja
                            też.Nie rozumiem matek które rywalizują z własną córką należy zauważyć że nasz
                            czas już minął.A wracając do tej ewangelii to chodzi o to że jeżeli ten syn
                            /narzeczony będzie ratował swoją żone /narzeczone/tz że sie kochaja i są gotowi
                            założyć nową rodzinę na śmierc i życie a chyba o rodzine tu chodzi bo to
                            podstawowa komórka społeczenstwa.
                            • natla Re: Wrzucę kamyczek do ogródka rodziców 21.07.09, 17:18
                              Czytam Was i tak sobie nyślę, ze mam wielkie szczęście, gdyż nie
                              musiałam wybierać między rodzicem a ukochanym mężczyzną. Myślę
                              oczywyście o wyborze życia i śmierci.
                              • misia007 Re: Wrzucę kamyczek do ogródka rodziców 21.07.09, 17:26
                                Anoagata, jak to nasz czas minął???Nic nie minęło , jeszcze dużo, dużo przed
                                nami chwil , pięknych wzruszających.Ach, ciekawa jestem jutra!!!!Natlo też
                                miałam szczęście , moi rodzice pokochali mego męża ...jak syna, z wzajemnością.
                        • izis52 Re: Wrzucę kamyczek do ogródka rodziców 21.07.09, 17:28
                          Wracając do tematu matka - córka obserwuję taki układ. Odkąd
                          pamiętam córka znajomych zarzucała matce preferowanie młodszego syna
                          w obdarowywaniu miłością i materią. Była leniwym dzieckiem i średnio
                          zdolnym. Właściwie tylko dzięki uporowi matki ukończyła studia.
                          Rodzice kupili jej ładne mieszkanie i wyposażyli drogi gabinet. Syn
                          zdolny, niezależny nie wymagał dyscyplinowania, korepetycji itp.
                          Dobrze radzi sobie zawodowo i ma z rodzicami świetny kontakt, zaś z
                          siostrą obecnie zaledwie grzecznościowy. Córka odwiedza rodziców,
                          gdy czegoś potrzebuje, (wygląda na pazerną egoistkę, której wszystko
                          się należy) i nadal ma do rodziców jakieś pretensje, a szczególnie
                          do matki. Znajoma wybacza nietakty i wyskoki, co jeszcze bardziej
                          rozuchwala córkę. Zastanawiam się obserwując, co takiego wydarzyło
                          się w ich stosunkach, że tyle niechęci chyba nieuleczalnej, bo
                          znajomi dość zaawansowani w wieku. Czasem myślę, że chodzi o
                          szantaż emocjonalny w kontekście dziedziczenia, bo nie zrywają
                          całkowicie chorego układu, a o uczuciach że strony córki nie ma
                          mowy.
                          • anoagata Re: Wrzucę kamyczek do ogródka rodziców 21.07.09, 17:35
                            Misia!!! mówiac nasz czas minął miałam na myśli lata młodości.Krotkie
                            spodniczki, ostry makijaż, dyskoteki ,podrywanie facetów itp a nawet inne
                            urzadzenie mieszkania, sposób bycia i zachowania, a że przed nami jeszcze dużo i
                            dłuuuugo to jest fakt bezsporny.
                            • misia007 Re: Wrzucę kamyczek do ogródka rodziców 21.07.09, 17:47
                              No chyba ,ze tak ale akurat teraz kompletnie na nowo urządzam mieszkanie i sama
                              nie wiem ci jeszcze wyniknie!!!
                            • natla Re: Wrzucę kamyczek do ogródka rodziców 21.07.09, 17:48
                              Szantaż emocjonalny! To chyba jeden z najczęstszych powodów
                              konfliktów na linii matka-córka.
Pełna wersja