tamara_t
05.11.04, 21:31
Od 4 miesięcy jestem sama. Ale pierwszy chyba raz w życiu TAK NAPRAWDĘ sama -
żadnych randek, żadnych flirtów, NIC. W bardzo dużej mierze na moje własne
życzenie. Zostałam porzucona (wstyd się przyznać ale to fakt jakby nie
patrzeć) i to mało subtelnie. Chętnych przez te 4 mies. kilku było, ale ja nie
miałam ochoty na nich patrzeć. Poznałam bardzo sympatycznego faceta - przez
sieć oczywiście - ale nasze kontakty były stricte przyjacielskie. Do czasu
kiedy przestały być przyjacielskie... Wtedy to postanowiliśmy się spotkać. Z
jego strony wymagało to sporego wysiłku, bo był ładnych parę km ode mnie.
Przeniósł się. Pięknie się zaczyna historia co? No. Problem w tym że i tu się
kończy.
postanowiliśmy poznawać się małymi kroczkami, nie rzucać się na siebie, tak
jakbyśmy poznawali się w realu.. Każdy kto ma taką znajomość za sobą wie, że
nie jest to takie proste, bo niby nieznajomi, ale przecież znajomi, bo tyle
maili, GG, rozmowy przez telefon, czułe słówka...No i taki gest - przeprowadzka...
Gdzie problem? Ano tu, że...mimo jego zapewnień mam przeczucie, że jest
beznadziejnie...potrafi milczeć cały dzień, nie odpisywać na zaczepne
smsy...staram się trzymać fason, ale ... QREWSKO MI NIEDOBRZE! Mam wrażenie że
wszystko to GUANO...i GUANO z tego będzie... i depresję mam jesienną qrwa mać...
:"(