gavroche2
09.11.04, 18:50
at first.
czasami myślę, że mam dość bycia singlem, czasem z rozkoszą delektuję się
ciszą, wolnością. boję się trochę, że ten stan tak mnie ukształtuje, że po
jakimś czasie nie będę umiał żyć z nikim. a wielka miłość to wciąż(?) marzenie
mojego życia.
jak to wygląda, kiedy zmienia się stan społeczny z singla na half-double'a?

wiem, że może być mi trudno, bo całe moje życie jest nienormowane.
nienormowany czas pracy i imprez, nienormowane dochody i przyjaciele...
nienormowane zainteresowania i cały ja na wskroś nienormowany. i jak to jest,
że ja, który nigdy w życiu sam się nie nudzę, potafię zostać znudzony przez
inną osobę w pięć minut? stać się szarym, przydrożnym głazem...
witam wszystkich
to byłem ja,
gavroche2
postscriptum: coś o mnie - singlem w prawdziwym tego słowa znaczeniu, według
mojego rozumienia, jestem od nieco ponad roku. a to dlatego, że wcześniej
studiowałem i mieszkałem z rodzicami (to zabawne, jak te czasy wydają się
odległe). ogólnie podoba mi się. nie mam szklanek, soki i wodę piję z
kieliszków do martini, jadam poza domem, nie oglądam telewizji, w domu bywam
rzadko. tak jak powiedziałem, podoba mi się, ale mam nadzieję, że zakocham się
na śmierć, zanim mi tak zostanie.
tak myślę.
aha, obecnie za granicą. ale wrócę.
*przepraszam, nie wiedziałem jak zgrabnie przetłumaczyć "feels good", więc
dałem wszystko w języku obcym