concertina
20.02.05, 17:45
moze byl juz taki watek... w kazdym razie, jak to jest, ze niektorzy po
jednym zwiazku zaraz zaczynaja nastepny i nastepny i nastepny, a inni -
koncza jeden zwiazek, potem dlugo, dlugo nic, potem ktos i znowu nikt itd.
Moj ostatni facet (po ktorym juz na szczescie nie placze, bo juz duzo czasu
minelo od naszego zerwania) od 16 roku zycia ANI RAZU nie byl sam. Najpierw
rok z kims tam, potem z ta tyle, z tamta tyle, zaraz potem ze mna - 4 lata i
teraz znowu kogos ma. Paranoja. Ja spotykalam sie kims tam przez pare
miesiecy, potem dlugo nikt, potem jakas pomylka - rok, no i nastepnie 4 lata
z nim. A teraz prawie dwa lata sama. Nie to, ze mi to przeszkadza, bo jakos i
tak chyba nie umialabym sie juz zakochac i nie mam czasu na to (no i
przestalam wierzyc w milosc, heh). Mam tez dwie znajome, ktore tez caly czas
z kims sa. Wiec jak to jest, ze niektorzy sa z kims przez cale zycie, non
stop? Czy oni nigdy nie zaznaja samotnosci? Dlaczego inni czesciej bywaja
sami, niz w parze, chociaz sa fajnymi ludzmi? Ech, na filozofowanie mnie
wzielo

pozdrawiam!