herezja 30.05.05, 14:45 Nie chcę się tu rozwodzić nad tym, czym są przyjaźnie. Ciekawa tylko jestem jak się kończyły niektóre wasze przyjaźnie. Z powodu kłótni? Zawodu? Czy może co raz bardziej się od siebie oddalaliście? Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
tamara_t Dzięki ! 30.05.05, 14:50 Dobrze że mi przypomniałaś - muszę koniecznie napisać list do przyjaciółki [ na drugim końcu polski mieszka skubana w grodzie Kraka )]. Odpowiedz Link
rori Re: gdzie są moi przyjaciele... 30.05.05, 14:51 U mnie to przede wszystkim wiązało sie z brakiem czasu do wspolnych spotkan ,z przeprowadzka,byc moze to wymówka,ale to wrzeczywistosci jedna z glownych przyczyn. Poza tym zapewne przyczyniaja sie do tego nowe znajomosci,czy tez ewolucja zainteresowan.A gdy jedna ze stron stara sie znacznie mniej o pielegnacje tej jednej z najpiekniejszych relacji miedzy ludzmi,nastepuje rozejscie sie drog. Odpowiedz Link
herezja Re: gdzie są moi przyjaciele... 30.05.05, 14:57 > Poza tym zapewne przyczyniaja sie do tego nowe znajomosci,czy tez ewolucja > zainteresowan.A gdy jedna ze stron stara sie znacznie mniej o pielegnacje tej > jednej z najpiekniejszych relacji miedzy ludzmi,nastepuje rozejscie sie drog. tia... niby nic się nie dzieje, a kontakt co raz bardziej się urywa... cholernie to przykre i jakoś nie mogę się z tym pogodzić. Odpowiedz Link
suza Re: gdzie są moi przyjaciele... 30.05.05, 14:58 Niektóre umierały śmiercią naturalną Dwie przyjaźnie (babskie) rozleciały się z powodu faceta (miałyśmy niestety ten sam gust, choć inny biust ) Odpowiedz Link
herezja Re: gdzie są moi przyjaciele... 30.05.05, 15:13 > Dwie przyjaźnie (babskie) rozleciały się z powodu faceta (miałyśmy niestety ten sam gust, choć inny biust ) Też to przerabiałam Z perspektywy czasu, bardziej niż za faceta, zła byłam na nią za jej rozkoszne tłumaczenia i kompletny brak wyczucia Odpowiedz Link
jeanne_n Re: gdzie są moi przyjaciele... 30.05.05, 15:17 o, a moja jedna umarła (tzn. tak się wydawało) śmiercią poniekąd naturalną, a po kilku latach cudownie zmartwychwstała i obecnie ma się całkiem nieźle, zwłaszcza jak na nieboszczkę inne - różnie - brak czasu, inne podejście do życia, inne priorytety etc. nigdy nie zerwałam przyjaźni przez faceta i chyba raczej tego nie zrobię (mam nadzieję). a najbliższa mi duchem osoba mieszka w Hiszpanii ( Odpowiedz Link
krzysiek_dwadziesciapare Re: gdzie są moi przyjaciele... 30.05.05, 15:24 porażają mnie te babskie przyjaźnie, które rozpadają się przez faceta. po prostu nie ogarniam tego rozumem. za wysoki poziom abstrakcji... Odpowiedz Link
herezja Re: gdzie są moi przyjaciele... 30.05.05, 15:29 > nie ogarniam tego rozumem. > za wysoki poziom abstrakcji... a co w tym abstrakcyjnego? tak bywa czasami Nie uwierzę, że nie miałbyś nic przeciwko, gdyby twój najlepszy kumpel zaczął podrywać twoją partnerkę Odpowiedz Link
krzysiek_dwadziesciapare Re: gdzie są moi przyjaciele... 30.05.05, 15:34 "Nie uwierzę, że nie miałbyś nic przeciwko, gdyby twój najlepszy kumpel zaczął podrywać twoją partnerkę " i tu się, herezjo, rozbijamy o jedną z fundamentalnych różnic między kobietą a facetem. Żaden ze znanych mi facetów nie tyka "macanego towaru". Dopóki kobieta jest z innym facetem dla innych, choćby była bogini, jako obiekt awansów nie istnieje. Wiąże się to z charakterystycznym dla facetów "poczuciem własności". zaraz pewnie ktoś powie, ze słyszał/widział podrywanie zajętej kobiety, niemniej ja, w swoim otoczeniu, z czymś takim styczności nie miałem Odpowiedz Link
herezja Re: gdzie są moi przyjaciele... 30.05.05, 15:45 > Żaden ze znanych mi facetów nie tyka "macanego towaru" Za to określenie powinieneś dostać po nosie A wracajac do sedna, liczne przypadki zdrad dowodzą, że osoby będące w związkach nadal bywają łakomym kąskiem dla niektórych jednostek, a to, że się z tym nie spotkałes nie oznacza jeszcze, że zjawisko nie istnieje. Zgodzę się jednak, że faceci często mają większe obiekcje Odpowiedz Link
krzysiek_dwadziesciapare Re: gdzie są moi przyjaciele... 30.05.05, 15:50 ale nie mówiliśmy o zdradach, tylko o podrywaniu dziewczyny kumpla. Do zdrady musi byc zgoda dwojga,a podrywanie jest raczej jednostronnym aktem. P.S. określenia "towar macany" użyłem celowo ;P tak z przekory Odpowiedz Link
herezja Re: gdzie są moi przyjaciele... 30.05.05, 15:57 > P.S. określenia "towar macany" użyłem celowo ;P > tak z przekory Przekora przekorą, ale zbyt miłe, to nie było. > ale nie mówiliśmy o zdradach, tylko o podrywaniu dziewczyny kumpla. Do zdrady > musi byc zgoda dwojga,a podrywanie jest raczej jednostronnym aktem. A od czego jeśli nie od podrywu zaczynają się najczęściej zdrady? Odpowiedz Link
wenecka Re: gdzie są moi przyjaciele... 31.05.05, 12:34 to znaczy, że między innymi dlatego będąc w związku jest nam trudniej zdradzić - nikt nie chce nas macać, bo byłysmy już macane. i znów niesprawiedliwość. Odpowiedz Link
suza Re: gdzie są moi przyjaciele... 31.05.05, 08:20 Krzyśku, to nie takie znowu abstrakcyjne Jeśli dwie kobiety kochają tego samego faceta, a tylko jedną z nich, to trudno, żeby spotykali się potem w trójeczkę na piwie z sokiem Niezręczna sytuacja. A baby już takie są... Odpowiedz Link
herezja Re: gdzie są moi przyjaciele... 30.05.05, 20:35 Fajnie masz. Mi się właśnie jedna rozłazi w szwach Odpowiedz Link
emzecik Re: gdzie są moi przyjaciele... 30.05.05, 20:48 tak po prawdzie to mi też... tak czuję, ale i tak pozostaniemy w dobrych stosunkach, o kobietę nie poszło Odpowiedz Link
herezja Re: gdzie są moi przyjaciele... 30.05.05, 20:50 o faceta też nie zobaczymy, mam nadzieje, że tylko dramatyzuję... Odpowiedz Link
emzecik Re: gdzie są moi przyjaciele... 30.05.05, 21:07 oby u mnie to pewnik, że relacje się zmienią Odpowiedz Link
ph29 Re: gdzie są moi przyjaciele... 30.05.05, 20:50 Kilka scenariuszy: - jednemu z przyjaciół powodzi się lepiej, drugiemu gorzej, tego drugiego nie stać na spędzanie czasu w sposób, do którego przywykł ten pierwszy, trochę wstyd też zawracać mu głowę, - przyjaciele znajdują się na różnych etapach życiowych: jeden z nich zakłada rodzinę, ma dzieci, drugi ciągle żyje sam - różne problemy, różne tematy... Generalnie, wydaje mi się, że pojęcie przyjaźni się u nas zmienia - wraz z rosnącymi różnicami w statusie społecznym i coraz większym zróżnicowaniem stylów życia. Grr. Odpowiedz Link
jumar1 Re: gdzie są moi przyjaciele... 30.05.05, 21:16 Pod pierwszym myslnikiem podpisuje sie obiema rekami! Choc moze nie chodzi tu o rózne formy spedzania czasu...ale o przekonanie ze skoro jednemu sie powodzi lepiej, moze byc on "dojna krowa" dla "przyjaciół". Z kazdego czasem musi wyjśc skurwiel!!! ...a ze czasem wychodzi za sprawa pieniedzy jest jeszcze berdziej przykre! pzdr. Odpowiedz Link
zapalniczka Re: gdzie są moi przyjaciele... 30.05.05, 22:57 moja przyjazn z Isia trwa cale zycie i bedzie trwala do konca, roznie sie tocza nasze losy, jak za dlugo ze soba przebyamy to nie nazywam jej inaczej jak idiotka, wariatka i ciota... tak sie kochamy chcesz miec przyjaciela dobrego nie chodz czesto do niego i to swieta prawda... jak zrywamy kontakty to z przeswiadczeniem ze za kilka tygodni, zdazylo sie miesiecy, ktoras sie zlamie, cos sie wydarzy i rzucimy sie sobie w ramiona... przewaznie "ciche dni" sa z powodow najdrobniejszych jak to powszechnie w zyciu bywa... raz pamietam gdy bylysmy mlodsze nie odzywalysmy sie do siebie przez dobre trzy miesiace z powodu gazety ktora Isia wyrwala mi z reki podczas czytania... paranoja... Odpowiedz Link
prawdziwyja Przyjaciele 31.05.05, 08:08 Że ich jednak mam, pojąłem zupełnie niedawno. Wcześniej te parę zaufanych i bliskich mi osób nazywałem naprawdę dobrymi znajomymi... Cóż, człowiek uczy się całe życie. Co ciekawe, są to osoby o względy których nigdy specjalnie nie zabiegałem. Ba, trudno nawet mówić o zgodności charakterów, choć oczywiście sporo jest rzeczy nas łączących. Po prostu przy nich zawsze byłem i jestem sobą, bez udawania kogoś innego. I choć patrzą czasem na mnie jak na wariata, kiedy zachowuję się niepoważnie i odstawiam różne numery (taka ma prawdziwa natura), to jednak nie mają mi tego za złe nawet, kiedy zdarzy mi się zrobić coś autentycznie głupiego. To bardzo budujące. I z tych wszystkich osób tylko jedna się wycofała... Szkoda, ale takie jest życie. Niestety mam też dość smutną refleksję dotyczącą nowych osób - już od 3-4 lat żadnego nowego przyjaciela nie zdobyłem, jest tylko stara gwardia... Czy kiedy kończy się czas wolny, czas beztroski, a zaczyna walka o byt, ludzie zamykają się sobie i zadowalają tym, co już mają? --- Lat parę już minęło, jak się wszystko zaczęło. Jedni przyszli i poszli, ale paru zostało... Odpowiedz Link
herezja Re: Przyjaciele 31.05.05, 09:02 > Niestety mam też dość smutną refleksję dotyczącą nowych osób - już od 3-4 lat > żadnego nowego przyjaciela nie zdobyłem, jest tylko stara gwardia... Czy kiedy > kończy się czas wolny, czas beztroski, a zaczyna walka o byt, ludzie zamykają > się sobie i zadowalają tym, co już mają? Myślę, że z wiekiem, co raz rzadziej przytrafiaja nam się sytuacje, kiedy potrzebujemy czyjejś pomocy. Dlatego też znajomi mogą po prostu nie mieć okazji do awansowania na przyjaciół. A też z większą rezerwą podchodzimy do nowo poznanych osób. Odpowiedz Link
prawdziwyja Re: Przyjaciele 31.05.05, 12:10 > Myślę, że z wiekiem, co raz rzadziej przytrafiaja nam się sytuacje, > kiedy potrzebujemy czyjejś pomocy. Dlatego też znajomi mogą po prostu > nie mieć okazji do awansowania na przyjaciół. Czy ja wiem? Żebym mógł powiedzieć o kimś "mój przyjaciel", muszę najpierw taką osobę dość długo znać. To nie jest kwestia miesięcy, a spośród nowo zawieranych znajomości zaledwie jakiś skromny odsetek trwa dłużej... > A też z większą rezerwą podchodzimy do nowo poznanych osób. Ja podchodzę ze zdecydowanie mniejszą niż jeszcze parę lat temu. Poznaje się tych albo owych, a efekty mizerne. Odpowiedz Link
herezja Re: Przyjaciele 31.05.05, 12:28 Poznaje się > tych albo owych, a efekty mizerne. Może to z powodu kataru? nie mogłam się powstrzymać Odpowiedz Link
prawdziwyja O... chyba w tym rzecz! 31.05.05, 12:23 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23941&w=24555407&a=24557390 Przyjaciele to te osoby, przy których potrafię powiedzieć owo magiczne słowo "pierdolę"... Odpowiedz Link
mysz1976 Re: gdzie są moi przyjaciele... 31.05.05, 14:11 Najgorsze jest to, że kogoś uważasz za przyjaciela, a on Ci wycina taki numer, że się żyć odechciewa... Odpowiedz Link