krzysiek_dwadziesciapare
13.06.05, 09:50
Zupełnie znienacka spadło na mnie ognisko. Dawno nie jadłem pachnącej dymem
kiełbachy - więc postanowiłem się wybrać. Totalnie obcy ludzie [ znajomi
znajomych znajomych...] - ale co tam - nabyłem sznapsa, wurst i zamknąłem drzwi.
Na miejscu od razu przyczepił się do mnie4-letni brzdąc - latorośl zastanej
na miejscu kobiety. Na poczatku tylko zaczepiał, ale już po kwadransie
dosłownie właził mi na głowę, tulił się, znosił ślimaki etc... Było nas tam
dobrych paręnaście osób - a on musiał upatrzeć sobie własnie mnie, kiedy ja
organicznie wręcz nie trawie dzieci

- nie interesował go nikt inny, nikogo
nie zaczepiał - no i siłą rzeczy zostałem nowym "wujkiem"

Sytuacja zrobił sie o tyle dziwna, że malec zupełnie mi nie przeszkadzał
włażeniem na kolana, nieustannym zaczepianiem etc - a mnie na samą myśl o
dzieciach piana na pysk wychodzi
Sytuacja dla mnie kompletnie niezrozumiała - ja do dzieci - raczej
niekoniecznie - za to one do mnie - jak ajbardziej.
Co gorsza, jak już zaczepią, to ta cała moja niechęć gdzieś w czorty idzie i
po chwili słyszę żartobliwe "no no, chyba znalazłeś swoje powołanie"...
siłą rzeczy cała sytuacja skończyła się bardzo przyjemnym wieczorem z
rodzicielką tegoż malca [ młodziutka, szalenie atrakcyjna mama

], i
wszystko wskazuje na to, że ciąg dalszy nastąpi
ależ dziwnie sie porobiło...