pulsarkowy
04.07.06, 21:49
panowie mieli przyjsc o 10tej. przyszli o 11.20.
powiercili dziurki, poukladali co trzeba, postukali mloteczkiem.
potem sobie przypomnieli, ze nie wzieli ze soba Waznego Elementu.
pojechali. przyjechali znowu.
potem okazalo sie, ze Bill Gates spapral sprawe.
pojechali z obietnica, ze zadzwonia o 16tej.
jak juz poprawilem po Gatesie, co trzeba, spalil sie nowiutki zasilacz.
panowie zadzwonili po 17tej. przyjechali znowu.
przywiezli zasilacz. okazalo sie ze dalej nic z tego bo inni panowie (koledzy "moich") spaprali cos 2 pietra nizej. znowu czekanie, ale w koncu przyjechali i poprawili.
prawie zadzialalo.
potem jeszcze 2 godzinki walki z kaprysna "maszyna cyfrowa" i...
i tym sposobem zalozenie internetu zajelo im caly dzien.
dobrze ze mialem w lodowce cos do jedzenia
no ale w koncu sie "zwirtualizowalem" w domku znowu. od razu inaczej