rower? czemu mam takiego pecha...

27.07.06, 03:29
godzina za 15 polnoc. 4,5 km od domu. odbior roweru. skad inand wiem, ze na "miejsce zbrodni" dojechal o wlasnych silach z drugiego konca miasta. potem stal jakies 12 godzin na klatce schodowej.
- tu jest kluczyk. se obejrzy.
- ok. tylko daleko na nim nie dojade.
- czemu?
- no kapec kompletny z tylu!
- eee. niemozliwe, pewnie jakis gowniaz spuscil, 200 metrow dalej jest stacja i kompresor.
- ok. biore.
Udalem sie na stacje. 200 metrow dalej. po 5 minutach walki z kompresorem (kurde, wstyd sie przyznac, jezdze samochodem "od urodznia" choc od roku nie mam swojego juz, a nie umialem napompowac glupiego kolka w rowerze), nadjechal On, wlasciciel znaczy. Napompowal.
- Nie powinno schodzic. To jak?
- Ok - mowie. Zalatwilismy sprawe. Powietrze bylo. No to gonie sobie do miasta.

Nie bede juz wiecej opowiadal efekt byl taki, ze pompowalem jeszcze raz, nastepnie zachrzanialem 6 kilometrow do domu piechota z rowerem na tylnym kapciciu od 2giej w nocy.

Tak wlasnei wygladal moj pierwszy w tym sezonie dzien rowerowy.
Sorki.
Musialem sie wygada.
Wrrr....
    • altu Re: rower? czemu mam takiego pecha... 27.07.06, 07:56
      hm..
      to nie pech..
      to złośliwość rzeczy martwych wink
      coby nie powiedziec, ze nieożywionych wink

      a rower.. kazdy ma swoją duszę (a jednak).. i może tęskno mu było za poprzednim
      właścicielem.. może się lubili wink

      i pewnie z innej strony - jest to kara za to, ze transakcja w nocy, a nie za
      dnia była robiona..
    • immanuel.k Re: rower? czemu mam takiego pecha... 27.07.06, 10:53
      glowa do góry, nie tylko Tobie zdarzają się takie rzeczy. Dziś w trakcie drogi
      do pracy poszły 4 szprychy, wracałem z rowerem na ramieniu a do pracy musiałem
      autobusikiem. Zdałem sobie właśnie sprawę, jak uzalezniony jestem od roweruwink
    • o_kropka Re: rower? czemu mam takiego pecha... 27.07.06, 11:11
      Miałam ostatnio sporo rowerowych perypetii i te Twoje to jeszcze "lajcik". tongue_out
      Przypadek pierszy. Jadę sobie czas jakiś temu rowerem, gnam jak oszalała, nagle
      słyszę "sssssssss...". W 3 sekundy z przedniego koła zeszło powietrze a potem
      odpadła opona od felgi. Świeeetnie. :] Brat musiał przyjechać autkiem i
      ściągnąć mnie z trasy. Dobrze, że nie przeleciałam przez kierownicę. indifferent
      Przypadek drugi. Miniony wtorek. Wjeżdżam pod sporą górkę i naglę
      słyszę "trachhhh". Nie wiem jakim cudem przerzutki... wkręciły się w koło.
      O matko! To się nazywa szczęście. Chyba czas zmienić GO na lepszy model. wink)
      • o_kropka Re: rower? czemu mam takiego pecha... 27.07.06, 11:14
        * pierwszy, nie "pierszy"


        Wrodzony (bądź nabyty) pedantyzm nie pozwolił mi nie poprawić tej literówki. tongue_outP
        • pulsarkowy Re: rower? czemu mam takiego pecha... 27.07.06, 11:24
          troche mnie pocieszyliscie smile ale sie nie najezdzilem... no nic. trzeba to bedzie zrobic. dzis raczej nie mam czasu, ale jutro cos wymysle... no bo w koncu nie po to mi rower zeby stal w pokoju?
    • emi_i_kot Re: rower? czemu mam takiego pecha... 27.07.06, 17:27
      Mojemu bratu rozwalała się dętka w tylnej oponie. Za każdym razem, po ok 15
      miutach jazdy. Po paru tygodniach się wkurzył i pojechał wymienić oponę - dętka
      wytrzymała jakieś 10 minut. Stwierdziliśmy wtedy, że ktoś rzucił na ten rower
      klątwę smile
      • emzecik Re: rower? czemu mam takiego pecha... 27.07.06, 18:46
        trzeba było obręcz sprawdzić...

        ;-PD
    • pulsarkowy Re: rower? czemu mam takiego pecha... 27.07.06, 20:35
      kurza mordka, no. somsiad mnie zawiodl, rowerzysta niby pelna geba, a nie ma ani narzedzi zadnych ani nic. ani kolka odkrecic, ani detki zalatac. znaczy ma, ale na dzialce. ja oczywiscie tez nic nie mam, bo nie mialem roweru od paru lat. skonczy sie jasny gwint na wizycie w serwisie. dobrze ze serwis na sasiedniej ulicy smile ale bulic trzeba bedzie crying jak pech to pech.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja