co kto w swoich widzi snach...

23.08.06, 21:54
Śniło mi się, że szłam ulicą i zobaczyłam jakieś martwe stworzenia na liniach
wysokiego napięcia.
To były borsuki - we śnie było dla mnie oczywiste, że borsuki odlatywały
kluczem do ciepłych krajów i zaczepiły o druty.
Po przebudzeniu oczywistość nie była już taka rzeczywista....

A Wy? Co widzicie w swoich snach?
    • dzika_zdzicha Re: co kto w swoich widzi snach... 25.08.06, 16:11
      ale dziwny sen z tymi borsukami. big_grinDDDDDDDDDDD

      śniło mi się, że podobał mi się jakiś facet i że mnie olewał, bo wolał inną.
      koleżanka chciała mnie pocieszyć, więc kupiła dwa rzędy ciastek. the end big_grinDDDDDD.

      czasem miewam prorocze sny, a czasem jak zamykam oczy to widzę obrazy, które
      potem odnajduję w rzeczywistości. trochę przerażające ;DDDDDDDDDDDDDDD
      • chinski.smok Re: co kto w swoich widzi snach... 25.08.06, 19:01
        A prorocze są konkretne?
        Bo mój propoczy jest jeden - zwiewa mi autobus. Zawsze taki sam sen i zawsze
        potem nieprzyjemności - i to poważne nieprzyjemności....
        • dzika_zdzicha Re: co kto w swoich widzi snach... 25.08.06, 19:03
          przeczucia są bardziej konkretne ;DDDDDDDDDDDDDDD

          prorocze tak, zwłaszcza gdy chodzi o przypadkowe spotykanie pewnych osób...
          • chinski.smok Re: co kto w swoich widzi snach... 25.08.06, 19:11
            przeczucia zagłuszam - i baaaardzo potem żałuję.
            30 lat żyję na świecie i nie mam zaufania do własnej intuicji - a ta za każdym
            razem triumfuje: "a nie mówiłam?"
            • dzika_zdzicha Re: co kto w swoich widzi snach... 25.08.06, 19:16
              to witaj w klubie. ja już staram się żyć z tym zwierzęciem ;DDDDDDDDDDDDDDDDD
              • chinski.smok Re: co kto w swoich widzi snach... 25.08.06, 19:22
                że niby da się oswoić?
                • dzika_zdzicha Re: co kto w swoich widzi snach... 25.08.06, 21:17
                  chyba tak, trzeba się nauczyć z tym żyć smile)))))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja