pulsarkowy
28.08.06, 22:04
bo chce mi się płakać,
a wtedy czuję
uchodzi ze mnie złość...
taki jakiś mam stan dziś. obejrzałbym po raz milionowy "skazanego na bluesa". krytycy psy wieszali na filmie, ale ja go uwielbiam. podobnie jak stary, dobry dżem. jeszcze z ryśkiem. to raz.
dwa, że złapałem megaplusa - byłem dziś w pracy przed szefem.
trzy. uświadomiłem sobie jedną rzecz - otóż odkąd wróciłem z warszawy, różne rzeczy działy się w moim życiu. w tym miesiąc pracy w bieszczadach. ale i tak przez te 8 miesięcy mój świat (wewnętrzny) stanął do góry nogami. i jest super. jestem cholernie szczęśliwszym człowiekiem niż byłem. co więcej... mam wrażenie, że wracają bardzo stare, ale za to najlepsze moje czasy - odnawiam przyjaźnie z przed lat, odnawiam kontakt z ojcem, zostawiam toksyczne miejsca, w których spędzałem czas przez ostatnich kilka lat... przeraża mnie to, ale w pozytywnym sensie. czuję nadchodzące szczęście....
cztery. moja przyjaciółka - o której wspominałem w jakimś wątku (cudny wieczór, czy jakoś tak) - stwierdziła (co zaczynam widzieć, przypominając sobie nagromadzenie wątków tutaj dotyczących mojego mieszkania), że cholernie się wyciszyłem, że dałem dojść do głosu tej części mnie, którą ludzie znali przed laty (bardziej refleksyjnej, lirycznej może nawet), i że... buduję sobie gniazdo!!! ma rację... zresztą... za co pokochałem williama whartona? nie za "ptaśka". nie za "tato"... za "dom na sekwanie". i parę innych książek, w których - jak sam twierdzi - buduje gniazda. cholernie to nadaje sens mojemu życiu...
amen.