konrado80
09.09.06, 22:32
dzisiaj doszedlem do wniosku ze nic nie mam nigdy zaplanowane, zawsze jest
sponton, wyjazd byl mozna powiedziec na szybko, zarezerwowalem bilet,
zlozylem wniosek o paszport, pogadalem z kolezanka zeby mi pomogla i
wyjechalem
w srode zaczalem nowa prace, a w piatek znalazlem ogloszenie na ktore
zadzwonilem, wyjazd na 1,5 miesiaca do Irlandii, po 10 min podjalem decyzje i
w poniedzialek lece, a jeszcze wlasciciel domu w ktorym mieszkam, nawet
jeszcze nie wie, dzisiaj jeszcze malowalem kolezance pokoj, nawet jeszcze nie
spakowalem sie, a musze czesc rzeczy ktore mi nie beda potrzebne zostawic u
kolezanki, jutro musze spotkac sie z wlascicielem, pomalowac jeszcze raz
pokoj kolezancei ogolnie pomyslec co jeszcze,
z jednej strony, duzo dzieje sie, w jakis sposob korzystam z zycia
ale z drugiej strony, to juz sam nie wiem czy jest narazie sens z kims sie
wiazac (ale mam juz dosyc samotnosci) dopoki jakos nie zatrzymam sie w jednym
miejscu...
a jak Wy zyjecie?
tez tak samo jak ja, czy moze wszystko zawsze zaplanowane z duzym
wyprzedzeniem?