bohema77
20.09.06, 18:29
Wróciłam właśnie z wielkich zakupów spożywczych (robię co kilka dni, żeby
mieć spokój ze sklepami, bo za nimi nie przepadam), jak zwykle lekko wkurzona
(sam tłum ludzi mnie przeraża, a do tego dochodzą ich zachowania).
Nie znoszę, gdy:
- w kolejce przy kasie ludzik słyszy kwotę, którą ma zapłacić, i dopiero
wtedy zaczyna wielkie poszukiwania portfela- czy konieczność zapłaty jest dla
niego niespodzianką? Tym bardziej, że wszystko na tasmie, ręce wolne, stoi
toto i się w przestrzeń gapi!
- do kasy byskawicznej (max.5 artykułów) podjeżdża ludzik z wózkiem
wyładowanym pod sufit, na moją uwagę bezczelnie stwierdza, że może wykładać
wszystko po 5szt. i za każdą partię płacić osobno. Gdy na moją prośbę
kasjerka odmawia obsłużenia go, na odchodne obdarza mnie jakimś pieknym
komplementem

- ludzik za mną uparcie wjeżdża mi wózkiem w tyłek, niespełniony erotoman?
- ludzik porzuca wózek na środku alejki skutecznie blokując przejście, o czym
z zapałem oddaje się studiowaniu jakiejś etykiety
- banda ludzików idzie krokiem spacerowym, na całą szerokość alejki, na
twarzach pełny relaks, rozrywka rodzinna popołudniowa, noz kurde
- ludzik posiada wrzeszczące niemowlę (wiem, wiem, niczyja to wina i nie da
się tego uniknąć najczęściej, ale co ja poradzęna to, że mnie to wkurza)
Dziękuję, wygadałam się, już mi lepiej