be_lady
25.09.06, 13:10
Po kilkuletnim burzliwym związku przez rok byłam sama.... Nie było to łatwe,
zwłaszcza, że w zasadzie od podstawówki miałam facetów.
Powoli chyba zaczynałam się przyzwyczajać do tego stanu rzeczy, na przemian z
potwornymi spadkami nastroju.
Nagle uczucie walnęło jak piorun! Były fajerwerki, uniesienia, wszystko jak w
bajce. Nie wierzyłam, że mnie coś tak fantastycznego spotyka. Czułam się jak
księżniczka!
Po kilku miesiącach przestało być już tak różowo... Teraz już wiem, że nic z
tego nie będzie, choć mówił że marzy o dzieciach i takie tam.
Jest mi cholernie ciężko, bo wiem że muszę dość szybko i definitywnie
zakończyć ten związek. Potwornie się zaangażowałam...
Już sama nie wiem, czy nie lepiej było w ogóle go nie spotakać? 4 miesiące
uniesień i teraz jest chyba jeszcze gorzej...........