dziś

16.10.06, 23:36
dzis w sklepie przypadkiem zobaczylem dzieciaka co chowa sobie batonika do kieszeni. Chłopak (9 lat) dobrze ubrany, nie wygladał na głodnego, bardziej przygoda niz cokolwiek. i w pierwszym odruchu pomyslałem: o nie kochanieńki, dziś odbierzesz lekcję p.t. Nie kradniemy! i zanim dobrze rozpatrzyłem sytuację w swojej głowie, zaprowadzilem go do pana ochroniarza i zacząłem domagać sie interwencji.
pomine szczegóły indolencji kolesia, ( za batonika, panie... ha ha ha) kierowniczki sklepu ( puść pan gówniarza co panu przeszkadza) i bardzo nieprzyjemnych spojrzeń ludzi dookoła.
Ale jak powiadaja co zaczynasz, kończ.
wydobyłem numer telefonu od juz nieźle przestraszonego chlopaka do jego rodziców, zadzwoniłem, i powiedziałem żeby go sobie odebrali. Z powodu wyglądu ochrony poczekałem aż przyjdzie ojciec. spokojnym głosem opowiedziałem zdarzenie i pośpiesznym krokiem pobiegłem nadrabiać stracone pół godziny.
rezultat dla mnie: więcej tam zakupów robić nie będę ( a sklep najbliżej mojego domu)
rezultat dla chłopaka: mam nadzieje że coś zapamięta ( i nie będą to komentarze ochrony etc)
rezultat dla Was: wystrzegajcie sie pierwszych odruchów -> zawsze jakoś komplikują życie.
uszanowanie
    • jagula5 Re: dziś 17.10.06, 00:21
      No ja kiedyś miałam podobną przygodę, tyle że chłopiec miał lat 5,5, zamiast
      batonika był lizak chupa chups (czy jak to się tam pisze) i nie było telefonu
      do rodziców, bo chłopiec ten był (o zgrozo!!) moim własnym synem smile))
      Byliśmy sobie na zakupach w żabce. Zapakowałam do koszyka co było potrzeba,
      odmówiłam przy okazji kupna lizaka, jako, że w tym dniu dostał już
      wystarczająco słodyczy, gum do żucia itp. Zapłaciłam przy kasie. Byłam właśnie
      w trakcie pakowania zakupów do samochodu i pierworodnego na tylne siedzenie
      kiedy zorientowałam się (ku mojemu wielkiemu zdziwieniu), że przedmiotowy lizak
      jakimś cudem znajduje się jednak w kieszeni syneczka!!
      Pomimo tego, że myślałam, że zapadnę się pod ziemie zawlokłam smarkacza za ucho
      do Pani ekspedientki i kazałam zwrócić lizaka oraz przeprosić. Pani lojalnie
      pouczyła młodego oraz postraszyła wezwaniem policji, jeśli to zdarzy się
      ponownie wink Skutecznie go to wyleczyło z kleptomanii big_grin
      • dobrotka06 Re: dziś 17.10.06, 09:01
        To bardzo dobry sposób. Ja kiedyś (też jako smarkacz) miałam taką skłonność do
        przyklejania się do rzeczy, które mi się podobały. I tak się stało, że
        kiedyś "przygarnęłam" pierścionek koleżanki mojej matki. Konieczność rozstania
        się z nim na rzecz właściciela i jeszcze przeproszenia skutecznie wyleczyła
        mnie z tych skłonności. smile To było mocne, ale - z perspektywy czasu widzę -
        dobre. Nawet jeśli nie rozumiem skąd u mnie takie skłonności się brały...
    • zielona-oliwka Re: dziś 17.10.06, 21:07
      Hahahha... Chciałeś dać nauczkę dzieciakowi, a dałeś sam sobie...
      Należało Ci się ;p
    • wenecka Re: dziś 19.10.06, 00:49
      fiu fiu aleś se ch łopie narobił! smile)))
      generalnie dzięki za ostrzeżenie, mam podobne odruchy i pewnie narobiłabym
      sobie jeszcze większej wiochy, bo brak zdecydowanej reakzji ze strony sklepu /
      ochoryny by mnie tak wq..., ze zrobiłabym awanturę.
      Wniosek: muszę chodzić z klapkami do swojego sklepu smile))
Pełna wersja