Czy myslicie...

18.07.07, 11:47
ze singlowanie powoduje pewna spoleczna izolacje? Takie wyobcowanie, z ktorego
trudno jest potem wyjsc, do ludzi? U mnie niestety cos takiego zauwazylam i
zmartwiona jestem:] Symetrycznie z ta izolacja zauwazam tez wzrost
idywidualizmu, ktory nie pomaga dogadywac sie z innymi osobami:] A moze to
tylko moj problem?
    • aleola1 Re: Czy myslicie... 18.07.07, 12:04
      a mnie wydawalo sie ze jest ciut inaczej, tzn bedac singlem ma sie duzo
      znajomych i spedza sie z nimi czas bo to jakby substytut zwiazku, zyjac z kims
      automatycznie nie ma sie tyle czasu dla innych... ale zgodze sie z toba co do
      indywidualizmy, przyzwyczajenie druga natura czlowieka i chyba to ze jestesmt
      dluzszy czas sami mocno odbija sie na pozniejszych zwiazkach.
      • wenecka Re: Czy myslicie... 18.07.07, 12:47
        dopoty ma sie wiele znajomych, dopoki nie uwikłają się w związki i pieluchy.
        jak pieluchy sie pojawia, to grono znajomych się zmniejsza.
        a co do indywidualizmu, to wczoraj na spotkaniu chocby było widać. kilka osob,
        a kilkanascie konncepcji.
        indywidualizmem nie ma sie co przejmowac, bo azdy czlowiek jest
        indywidualnoscia i zawsze potrzebna jest tolerancja i kompromis.
        przejmowac sie wyzilowaniem nalezy o tyle, zeby chceć z nim coś zrobić i z
        niego wyjsć (jak z alkoholizmu).
        • aleola1 Re: Czy myslicie... 18.07.07, 12:59
          hmm ja mam znajomych i singli i zparowanych i jakos ciagle cos sie dzialo, no
          coz teraz sama sprawoana jestem ale jak singlowalam to bardzo duzo ciagle ludzi
          sie przewijalo, czy byli uwiklaniw piluchy czy w ekstrymalne sporty, chociaz
          niektorzy twierdza ze to pierwsze nalezy do tego drugiego wink

          indywidualnosc popierwam byle by nie przeszla w zaborczosc czasem samemu ciezko
          to sobie uswiadomic...smile
      • alo_ha Re: Czy myslicie... 18.07.07, 12:55
        Ja widzę po sobie, że jako singiel robię o wiele więcej dla siebie, częściej
        wychodzę i częstotliwość imprez mi się diametralnie zwiększyła smile ale jest to
        wykonalne kiedy mam wokół siebie towarzystwo - singlostwo, które ma po prostu
        dla mnie czas smile No i co najważniejsze tak mi się to spodobało, że obiecałam
        sobie, że jak już się szczęsliwie zezwiązkuję to będę się pilnować coby
        potencjalny związkowiec świata mi nie przysłonił... A indywidualizm hmm to może
        po prostu świadomość tego czego się chce i tego kim się jest więc chcemy czy
        nie będzie się odbijać na późniejszych relecjach z innymi smile
    • miszpat Re: Czy myslicie... 18.07.07, 12:08
      Nie, nie tylko Twój. Wszak powszechnie używane określenie stara Panna-Kawaler
      maja jakieś podstawy (mówię o określeniu tzw. delikatnego ześwirowania). Kiedy
      żyje się jeszcze blisko przyjaciół, rodziny pewnie ta destrukcja
      prospołeczności następuje wolniej bądź wcale. Ale nie ma się co oszukiwać że
      wpływom owym ulegają wyłącznie single, myślę że to trochę cecha charakteru, i
      singli statystycznie bardziej istotna ot co.
    • kruszyna00 Re: Czy myslicie... 18.07.07, 13:10
      W moim przypadku singiel = samotnik. Odczuwam coraz mniejszą potrzebę
      spotykania się z ludźmi. Nie widzę w tym sensu, a może się boję... Może to wina
      tego, że wszyscy moi przyjaciele są w długoletnich związkach, a ja (choć w
      żaden sposób nie dają mi takich podstaw) czuję się często w ich towarzystwie
      jak piąte koło u wozu.
      Podobnie jest z poznawaniem nowych ludzi. Choć zawsze byłam (mam nadzieję, że
      gdzieś w głębi jestem nadal) osobą towarzyską, otwartą na nowe znajomości to
      teraz dopadł mnie właśnie "towarzyski pesymizm".
      Nie jest mi z tym dobrze. Zaczynam się obawiać, że czym dłużej potrwa ten stan
      tym gorzej będzie wyjść ponownie do ludzi, ale jakoś nie mam sił, żeby wyjść z
      tej apatii. sad



    • altu Re: Czy myslicie... 18.07.07, 15:24
      [po przeczytaniu tytułu]
      ..po dzisiejszym za..iwanianiu w robocie mózg mam zmielony, flaki wyprute i nie
      myslę.
      absolutnie nie myślę..

      btw.. czy widział kiedyś ktoś myślącą altu?? smile
      • cafe_girl A widzisz... 18.07.07, 15:55
        altu napisała:

        > [po przeczytaniu tytułu]
        > ..po dzisiejszym za..iwanianiu w robocie mózg mam zmielony, flaki wyprute i
        nie
        >
        > myslę.
        > absolutnie nie myślę..

        to dlatego nie mogłam wymyśleć co by tu napisać... ja też dzisiaj już nie
        myślę - zdecydowanie

        > btw.. czy widział kiedyś ktoś myślącą altu?? smile

        ja to w ogóle altu nie widziałam wink
        • altu Re: A widzisz... 18.07.07, 16:01
          > ja to w ogóle altu nie widziałam wink

          ooo.. no widzisz.. smile

          bo tak naprawde altu nie istnieje.
          i jest facetem smile
          • cafe_girl Re: A widzisz... 18.07.07, 16:09
            > bo tak naprawde altu nie istnieje.
            > i jest facetem smile

            jak to nie istnieje i jest facetem... to za trudne do zrozumienia jak na
            dzisiaj, poddaję się sad
            • raknor Re: A widzisz... 19.07.07, 07:58
              Altu nie może być facetem tongue_out
              Czytam zawsze z uwagą Twoje posty i to po prostu niemożliwe, a że Altu nie
              widziałem (czytałem już nie raz "myślącą" Altu) to może się okazać 50 letnią
              kobietę piszącą posty w czasie między zmienianiem pieluch wnukom wink
              Choć z drugiej strony niektórzy z forumowiczów widzieli Altu więc to musiałby
              być jakiś większy spisek tongue_out
              • emzecik Re: A widzisz... 19.07.07, 10:26
                raknor napisał:
                > Altu to może się okazać 50 letnią
                > kobietę piszącą posty w czasie między zmienianiem pieluch wnukom wink

                ROTFL
                Dodaj jeszcze 6 lat i będzie git
                Altu to z pewnością jakiś dziad przebrzydły wink
                • altu Re: A widzisz... 19.07.07, 11:24
                  nie dziadsmile ja ze szlacheckiej rodzinysmile
                  przebrzydły - hm.. tutaj się zgodzę smile

                  a moje wnuki już z pieluch wyrosły smile
      • 9b9 Re: Czy myslicie... 18.07.07, 16:07
        altu napisała:
        > btw.. czy widział kiedyś ktoś myślącą altu?? smile

        Tak. Myślącą zawsze o jednym.
        wink
        • altu Re: Czy myslicie... 19.07.07, 11:24
          > > btw.. czy widział kiedyś ktoś myślącą altu?? smile
          >
          > Tak. Myślącą zawsze o jednym.

          o piwie? czy o jedzeniu??
          nie moge sie zdecydować smile
    • altu Re: Czy myslicie... 18.07.07, 15:28
      Rosa, indywidualizm bardzo ważna rzecz.
      i za cholerę nie daj sie tego pozbawić smile
      • rosa_portogallo Re: Czy myslicie... 18.07.07, 20:57
        Altu jednak cos wymyslilawink)) Indywidualizm w normie - ok. Ale takie glebokie
        wlasne przyzwyczajenia i upodobania, ze trudno jest przestawic sie na opcje
        "grupa" nie sa fajne:] A zapomnialam dodac, ze spoleczna izolacja u mnie
        nastapila juz po paru latach solo:]]] Na poczatku tez sie cieszylam, bawilam
        itepe. Czas sie zresocjalizowac;P
        • raknor Re: Czy myslicie... 19.07.07, 08:01
          Wyizolowanie mi nie grozi, co innego indywidualizm, cholera za bardzo się
          przyzwyczajam do myślenia w kategorii "ja" i tak się zastanawiam na ile będę w
          stanie myśleć przez pryzmat "my".
          Indywidualizm nie jest zły o ile nie zacznie się przeradzać w egoizm, do niego
          jeszcze mam daleko tylko nie wiem czy w tym kierunku to nie zmierza. No bo co
          innego może być na końcu tej drogi.
        • altu Re: Czy myslicie... 19.07.07, 11:25
          na resocjalizacje proponuje rower. ale od wrzesnia, co??
          bo teraz, niestety, za gorąco. i za dużo kalorii i tłuszczu by mi ubyło..
          wszak moje bemowo od twoich bielan niedaleko jest smile
          i w połowie drogi sie spotkac mozemy wink
    • a.nie Re: Czy myslicie... 19.07.07, 11:46
      Dla mnie bycie singlem jest pewnego rodzaju społecznym wyobcowaniem.
      Nigdy nie miałam potrzeby posiadania wielu luźnych znajomości, wolałam mieć
      dwie za to bardzo zażyłe. I mam dwie przyjaciółki. A tak zwane grono znajomych,
      zazwyczaj było towarzystwem moich partnerów. I było ok, póki przyjaciółki nie
      powychodziły za mąż i nie urodziły dzieci. Teraz nie mamy czasu często się
      spotykać, o wspólnym wyjściu gdziekolwiek można zapomnieć (no chyba że spacer z
      młodymi). Były poszedł w siną dal (wraz z nim całe dotychczasowe towarzystwo),
      a ja zostałam sama z kupą wolnego czasu. Ponieważ przyjaciółki nie miały czasu
      na kino, rower i inne rozrywki, zaczęłam wszędzie chodzić sama. I co gorsza,
      tak się przyzwyczaiłam do tego, że teraz prawie wszędzie chodzę sama.
      No i jakoś ostatnio odkryłam, iż mimo że zawodowo nawiązywanie kontaktu z
      innymi nie sprawia mi żadnego kłopotu (w końcu to moja praca smile), to prywatnie
      jakoś dawno nikogo nowego nie poznałam. A może przydałoby się trochę świeżej
      krwi, żeby przestać być samotnikiem?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja