siedzi turek po turecku...

29.09.07, 15:03
...i tak sobie mysli...
jak mozliwy jest powrot do zony kiedy kilka miesiecy bylo sie
oficjalnie z inna kobieta? (czyli ze mna...) zlozylo sie papiery
rozwodowe. nie maja dzieci. mlode malzenstwo. jak mozna zyc z
chlopem, ktory wycial taki numer? pewnie mozna, bo milosc ci
wszystko wybaczy, ble ble ble
siedze po turecku...
kurde kurde
dlubie w swoich rankach,wiem.i to z sola w reku
ale ponoc zalobe trzeba przejsc,poplakac nad strata.nie mozna
udawac,ze "nic sie przeciez nie stalo", bo sie nigdy nie uda
wypionowac
    • ta_ann Re: siedzi turek po turecku... 29.09.07, 16:42
      skoro młode małżeństwo, uciekł i wrócił, ucieknie
      chyba znów. tylko czy to dla Ciebie istotne? nie
      Twoje już buty... słaby jest.

      dlaczego w takich wątkach nie wypowiadają się panowie?
      smile

      co znaczy: był z Tobą oficjalnie? nie krył się z tym
      i powiedział żonie?

      kurczę, współczuję, weź sobie kawałek wiersza z mojej
      wizytówki, dobrze? Anna Achmatowa. Ty sobie w to lustro
      spojrzysz nawet surowo, a on? Zawsze w takich razach myślę,
      że wygrywa to, które kocha (jeszcze). Jest silniejsze, bardziej
      prawe...Jego żona jednak też kochała, kocha. Miej to na uwadze.


      • ta_ann I szukaj pocieszenia... 29.09.07, 16:49
        głupie, koić mogą rzeczy dziwne, ukoił mnie
        kiedyś przypadkowo głos Enyi. poszukaj czegoś
        takiego...*
      • banca Re: siedzi turek po turecku... 29.09.07, 19:30
        wiedziala i zona i wszyscy wokol.poszly tez papiery rozwodowe
        to trudniejsze niz fizyka kwantowa...
        moglam nie wchodzic w taki uklad? nie,bo sie naprawde zakochalam. a
        myslec bardziej o dobru jego zony niz swoim wlasnym? to nieludzkie
        choc wiem,ze ona ma do niego wieksze prawo (coz za debilny zwrot!) i
        na pewno jest w tym wszystkim bardzo pokrzywdzona
        i jak takiemu nie chciec krewetki wrzucic do karnisza? nie mszcza
        sie tylko ludzie wielcy? hmm,ja nigdy nie bylam wielka (164cm)
        ide zobaczyc twoja wizytowke,ann smile
        • daniel.27 Re: siedzi turek po turecku... 01.10.07, 09:21
          banca napisała:

          >hmm,ja nigdy nie bylam wielka (164cm)

          mała wzrostem - wielka sercemsmile
          fajne nie?
          • banca Re: siedzi turek po turecku... 01.10.07, 22:27
            szkoda ze to wielkie serce nie znajduje sie w wielkim biuscie wink czy
            jak kto woli - filecie
            • daniel.27 Re: siedzi turek po turecku... 01.10.07, 22:31
              biust i jego wielkośc - sprawa wzglednasmile
              o szczegółach rozpisywać się nie będętongue_out
      • daniel.27 Re: siedzi turek po turecku... 01.10.07, 09:20
        ta_ann napisała:


        > dlaczego w takich wątkach nie wypowiadają się panowie?
        > smile

        To ja się wypowiem: jakie były motywy jego działania wie tylko on
        sam. Dla mnie to sie w żaden sposób kupy nie trzyma.
    • violeta01 Re: siedzi turek po turecku... 01.10.07, 10:23
      W małżeństwie są są lepsze i gorsze chwile. Ty byłaś lekarstwem na te gorsze.
      Facet zrozumiał co jest dla niego ważne w momencie kiedy mógł to utracić.
      Zwyciężyła miłość. I bardzo dobrze! Taki jest los kochanki.
      • felerynka Re: siedzi turek po turecku... 01.10.07, 11:24

        wielkie ryzyko wchodzić w taki układ,
        wielkie ryzyko wogóle się zakochać,
        wielkie nieporozumienie.
        Współczucie dla Żony, biedna musiała wiele znieść..
        Żonom z "urzędu" współczuje.Wielkie ryzyko żonom" być.Dlatego
        związki" szanować trzeba, te złe i te dobre, nie nam oceniać, nie
        nam je niszczyć! Nie nam.
        • fleshless a komu? 01.10.07, 11:48
          jak nie nam?
          • felerynka Re: a komu? 01.10.07, 12:25

            komuś", kto po "rozwaleniu" cudzego związku będzie mógł z tym żyć,
            beztrosko, wesoło , nie spojrzy za siebie i nie zobaczy łez, cudzych
            łez.
            kwestia moralności, lub jej granic.
            albo odpowiedzialności jak wolisz, ludzi dorosłych.
            • daniel.27 Re: a komu? 01.10.07, 13:41
              nie zawsze jest tak że jest szczęśliwy związek i nagla pojawia sie
              ta druga - wredna zołza mamiąca biednego niczego nie spodziewającego
              sie faceta i niszcząca udane pozycie..
              nie jest tez powiedziane kto wiecej łez uroni juz po fakcie;
              zasady to oczywiscie wazna w zyciu rzecz, ale czy ktos z nas da
              sobie rękę odciąć ze czegoś tam w zyciu nie zrobi ze nie złamie
              swoich własnych "zasad"?
              ja nikogo nie bronie i tez nie popieram takiego postepowania, ale
              zycie potrafi zaskakiwac..
              • felerynka Re: a komu? 01.10.07, 17:59
                zgodzę się, Daniel..zaskakiwać, co nie przeczy temu, że warto walczyć o zasady,
                ja wiem coś o tym, jak bardzo to nie łatwe jest, ale pomaga zachować godność. A
                godność w życiu to szalenie ważna rzecz. Ważniejsza niż sex.
                i..przestanę się w tym wątku wymandrzaćsad boję się kogokolwiek urazić. To tyle
                na ten moment.
                • banca no tak... 01.10.07, 21:56
                  bo faktycznie najlatwiej uznac,ze chodzilo o sex
                  mysl tak dalej,dziel ludzi na dobrych i zlych,moralnych i
                  niemoralnych
                  e,szkoda gadac
              • banca ales napisal... akuratnie 01.10.07, 22:07
                smile
    • ola_dom wszystko jest możliwe :) 02.10.07, 15:37
      Jak to napisał Anthony de Mello - "rację ma świat".
      Można spróbować zrozumieć, tylko że to wiele kosztuje (te próby). Bo
      spodziewam się, że nawet Twój były nie jest w stanie tego
      wytłumaczyć, bo najprawdopodobniej sam tego wcale nie rozumie.
      Pewnie zwyciężył strach. A może jednak miłość - w końcu dlaczegoś
      się z tą żoną ożenił, zwłaszcza jak nie mieli przed ślubem dzieci.

      Banca - pochodzę z rozbitej rodziny. Tatę zabrała inna kobieta kiedy
      miałam 12 lat. Do tej pory jest zazdrosna o mnie i
      niechętnie "puszcza" ojca na spotkania ze mną smile.

      Po takich doświadczeniach dopiero niedawno nauczyłam się nie oceniać
      od razu sytuacji jak Twoja. Ale wciąż jest to dla mnie cholernie
      trudne.
      Niedawno napisałaś, że "teraz nie masz nikogo, choć niedawno miałaś
      dwóch mężczyzn" - to żart? Bo jeśli nie, to może to jest wyjaśnienie
      obecnej sytuacji.

      Kurde, nie chcę moralizować, wcale nie o to mi chodziło. A tak to
      może wyglądać.
      Jeśli chodzi o krewetki w karniszu, to chyba raczej Ty powinnaś je
      dostać w spadku - jeśli powtórzyć scenariusz wink. [żartuję]
      Wydaje mi się, że wchodząc w taki związek - w czyjś związek - trzeba
      liczyć się z tym, że będzie trudno. W taki czy inny sposób.

      A jego żona? Nie jestem w stanie zrozumieć jej postępowania. Ja (mam
      taką nadzieję) kopnęłabym takiego gościa w dupę jak najdalej. Ale to
      ja. Przecież inni wcale nie muszą postępować jak ja. Ani mnie
      rozumieć. A ja ich smile.

      Ludzie są różni, banca. Powtórzę - możesz próbować zrozumieć, jeśli
      lubisz posypywać solą rozdrapane rany. Bo tylko tyle (moim zdaniem)
      dzięki temu osiągniesz.

      Trzymaj się i szybko zakochaj szczęśliwie (szczęśliwie dla
      wszystkich stron).

      (Mam nadzieję nigdy nie zakochać się w zajętym facecie. Do tej pory
      mi się udaje - wystarczy się postarać. smile
      • banca Re: wszystko jest możliwe :) 02.10.07, 21:12
        dziekuje za ten komentarz smile
        dla mnie to byl wyjatkowy zwiazek i bardzo tesknie za tym
        czlowiekiem. czy teraz podjelabym takie same decyzje? nie wiem. nikt
        tego nie wie dopoki nie stanie oko w oko z problemem. a i tu trudno
        o porownanie, bo sytuacja moze byc co najwyzej analogiczna, a nie
        identyczna. tez bym wolala inaczej - nie wybierac miedzy mniejsza a
        wieksza krzywda,moja czy czyjas.
        milosci nie da sie zracjonalizowac, narzucic - kiedy i ku komu.
        i jeszcze cos - kazdy czlowiek moze sie zaoroczyc,kims zachwycic.
        ale jesli jest w dobrym,normalnym zwiazku,jesli kocha,nie dopusci do
        sytuacji ostatecznych dla malzenstwa.
        i ok - przyjme te krewetke na klate
        ps nie moralizowalas! wink
        • ta_ann Re: wszystko jest możliwe :) 02.10.07, 21:21
          fajny list oli_dom...

          tylko dlaczego Tobie to żyjątko? jemu. w uszysmile
          stuknęłaś gościa pałką w czerep i dopiero go
          sobie wzięłaś?smile
          • ola_dom Re: wszystko jest możliwe :) 03.10.07, 10:16
            tak jest ta_ann - nie jej, tylko jemu krewetkę.
            To jest właśnie to moje cholerne uwarunkowanie z dzieciństwa.
            Nigdy nie wybielałam ojca - ale jest przecież moim tatą smile. A tamta
            kobieta była zła i tyle! wink
            Teraz wiem, że to w głównej mierze jego wina. Koniec o tym, nie chcę
            dalej ciągnąć tego tematu.

            Staram się nie zapominać co mówią mądrzy Indianie:
            "nie sądź drugiego, dopóki nie przejdziesz 2 mil w jego własnych
            sandałach".

            Pewnie, że nigdy nie wiemy, kogo los nam postawi na drodze.
            Mnie stawia wyłącznie żonatych/zajętych (żadna to dla mnie
            różnica)...
            Podobno właśnie dlatego tak mi się dzieje, że zajęty jest dla mnie
            nietykalny. Przez tego mojego fiksa.
            Oszaleć można.
            • banca Re: wszystko jest możliwe :) 03.10.07, 21:31
              zadaje sobie pytanie,czy facet,ktory wyprowadzil sie od zony i
              wystapil o rozwod jest zajety?
              zostawmy to pytanie bez odpowiedzi i ... amen smile
              to,z indianskimi sandalami - niezle!
          • banca ta_ann 03.10.07, 21:18
            tak,palka w pacynke,za pierze i do chalupy,tak to sie przeciez
            zawsze odbywa wink
            a jak sie bronil...!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja