Feministki szczęśliwsze w związkach

26.10.07, 10:12
po jednym uchu i oku mam nastawione na Dzień Dobry TVN.
Mówi posłanka Jaruga Nowacka, z obcej mi co prawda
opcji politycznej, nie zawsze mi się podoba to, co
mówi, ale tu tak.
Są szczęśliwsze, bo są bardziej niezależne. Bo reali-
zują się bardzo także poza związkiem, poza domem. Pasuje
mi to.
Jestem feministką, jakkolwiek nie drapieżnąsmile manify omijam,
nie krzyczę "moja ekhem macica należy do mnie" (subtelnesmile
uznaję ważność mężczyzny w moim życiu, wiem, że go potrzebuję,
ale ważne (bardzo) są także moje sprawy i nie poświęcę ich
na rzecz mężczyzny.

Co myślicie o poglądzie zawartym w temacie?
    • mort_subite Re: Feministki szczęśliwsze w związkach 26.10.07, 11:11
      Jako niefeministka wink nie mam chyba za bardzo podstaw do zabierania
      głosu, ale bynajmniej mi to nie przeszkadza ;-P I tak podzielę się
      perłami swych myśli ;-PP
      Można chyba zaryzykować stwierdzenie, że w UDANYM związku każdemu
      jest lepiej - i to niezaleznie od płci, poglądów na rolę kobiety,
      przekonań politycznych czy numeru obuwia. Akurat tak się składa, że
      wśród moich bliskich znajomych są trzy takie pary (małżeńskie; jedna
      z nich sformalizowała się latem tego roku, po bodajże 12 latach
      spędzonych razem), w których nie ma ograniczania partnera w
      realizowaniu jej/jego zainteresowań i potrzeb "pozazwiązkowych".
      Ludzie jakoś dogadali się ze sobą, są wobec siebie tolerancyjni
      (wiadomo, że każda tolerancja ma swoje granice, ale najwyraźniej w
      żadnej z tych relacji nie doszo jak dotąd - mimo, iż są to związki z
      dość długim stażem - do naruszenia tychże granic). Rzadko pojawiają
      się jakieś konflikty, widać, że podstawą dla związku jest nie tylko
      miłość, ale także - a może przede wszystkim - szacunek dla partnera.
      A czy ma to jakiś związek z feminizmem? Nie mam pojęcia.
      • ta_ann Re: Feministki szczęśliwsze w związkach 26.10.07, 11:25
        Ma. Otworzyłam szeroko ze zdumienia swoje i tak duże
        oczy [chcesz zobaczyć?] gdy Jaruga-Nowacka nagle
        "feministki nie ograniczają praw człowieka"* [i obywatela...]



        * mam nadzieję, że włączyła w owo pojęcie obie płcie
      • aleola1 ano wlasnie 26.10.07, 11:35
        bo tu chyba jest kwestia co rozumiemy pod pojeciem femiznizm i pod
        pojeciem szczesliwa w zwiazku.
        Sa kobiety ktore beda szczesliwe moc nie pracowac wychowyac dzieci
        gotowac obiady i zajmowac sie domem, znam taka i jest swietna osoba
        i wie czego chce - ona chce 5 dzieci i zajmowac sie domem. I jak na
        razie swietnie im to wychodzi, "im" bo mezowi tez taki model
        odpowada. Acha Ona jest rodowita Warszawianka (kilka pokolen) ma
        wyzsze wyksztalcenie, obyta w swiecie i oblatana w spoleczenstwie.

        Sa kobiety ktore nie widza siebie "tylko" w roli matki i zony chca
        realizowac sie zawodowo i one tez potrafia stowrzyc udany zwiazek.

        CO do poswiecania to kazdy z nas cos dla dobra zwiazku poswieca, bo
        (przynajmniej ja to tak widze) podstawa zwiazku jest myslenie w
        liczbie mnogiej a nie pojedynczej.

        I szczerze powiem ze ja nie darze do pelnego zrownania roli plci w
        zwiazku bo to nigdy nie nastapi przez podstawowa ceche rozniaca
        kobiety od mezczyzn - no ciąża no.
    • pani.jola Re: Feministki szczęśliwsze w związkach 26.10.07, 11:16
      Cieszę się, że są osoby, które myślą tak jak ja.
      Mam swoje cele, które uparcie realizuję, jestem niezależna, wiem
      czego chcę. Poniekąd czuję się feministką, ale nie wyobrażam sobie
      życia bez mężczyzny. Chociaż jestem wyrozumiała i tolerancyjna, nie
      potrafię zaakceptować wad/niektórych cech dotychczas poznanych
      Panów. Wolę odpuścić, skupić się na sobie. Moim mottem jest "teraz
      ja" - "bardzo ważne są moje sprawy i nie poświęcę ich na rzecz" byle
      jakiego związku.
      • ta_ann Re: Feministki szczęśliwsze w związkach 26.10.07, 11:35
        Aha. Mnie coraz częściej przychodzi do gowy, że
        wolę obecny stan singlowania, a dziecko tylko
        dochodzące i nie własne, ale trenować sobie mogę,
        niż bylejaki kapciowy* związek (przepraszam wszystkich
        będących w związkach niekapciowych). I wiem o sobie,
        że w trymiga mogę być bluszczem, więc walczę o
        pełnię swojego singlowego życia tym bardziej. Lubię
        w ogóle słowo "pełnia". Mieć oczy i uszy otwarte.
        Korzystać ze wszystkiego, co niesie życie. Pomagać
        sobie samemu (innym też) na wszystkie możliwe sposoby.
        Uczyć się (tak), do końca życia.


        * bylejaki, bez sensu i kredensu
Pełna wersja