juraz
05.11.07, 00:48
Od kilku miesiecy jestem sam. Prawdopodobnie nigdy nie bylem tak bardzo
zdesperowany jak teraz jestem z powodu bycia singlem. Zauwazylem ze jesli
bardzo chce poznac kogos, kto odpowiada moim wymaganiom wtedy akurat nie moge,
nie jest mi dane. Abstrakcja? Norma? Mowia ze milosc przychodzi w najmniej
oczekiwanym momencie... czy to ze ja oczekuje na ten moment skresla mnie od
razu? Mam niestety takie wrazenie.
Z drugiej strony ciezko jest odsunac te mysli i skupic sie na sprawach
codziennych. Przynajmniej dla mnie jest ciezko, gdy nie ma nikogo przy moim boku.
Ameryki nie odkrylem, wiem.. jednakze swiadomosc tego ze jest sie samemu -
doluje i dziala na mnie destrukcyjnie.
Nie prosze nikogo o rade, jedynie o podzielenie sie podobnymi stanami w jakich
sie znajdujecie. Czy dazenie na sile do tego zeby stworzyc zwiazek moze go z
gory zrujnowac? Czy taki stan powoduje niekorzystny wplyw przy poznawaniu
nowej osoby? Bo jakby nie patrzec ta desperacja musi w jakims stopniu byc
wyczuta przez ta nowa poznana osobe.. jak myslicie?