Dodaj do ulubionych

Gdy singiel spotyka singielkę

01.07.08, 19:55
No właśnie, w maju stuknęło mi 2 lata jak jestem singlem bo tak
wyszło.

I tak się ostatnio zastanawiam jakby to było albo jak to będzie jak
się spotyka dwójka singli.

No bo scenariusz może być taki:
Każde z nich ma swoje M, każde z nich ma swój środek lokomocji,
każde z nich ma swojego PC itd. Spotykają się już jakiś czas,
wszystko ok i dochodzą do wniosku, że może czas aby po prostu
zamieszkać ze sobą, bo ile można randkować?
I co się dzieje? Pytanie u kogo mieszkać ? To zależy od konkretnego
przypadku:metraż, położenie lokum, czas dojazdu do pracy itd. Jak
się już jedno do drugiego wprowadzi to nie byłoby głupie aby to
wolne mieszkanie wynająć.I pojawia się kolejne pytanie:czy te
pieniądze z wynajmu powinny iść do wspólnej kasy czy do portfela
właściciela lokalu wynajmowanego ? Co z kasą ?Wspólna ? Osobna? A
może i jedno i drugie? Co w sytuacji gdy jedno z nich zarabia
zdecydowanie więcej niż drugie:np. kilka razy więcej -jak wówczas
powinno wyglądać gospodarowanie pieniędzmi ?

Poza tym dochodzi kwestia bardzo podstawowa:wpuszczenie kogoś na
swój teren.Pół biedy jak oboje kiedyś wcześniej z kimś mieszkali,ale
jeśli jedno z nich do tej pory całe życie mieszkało samo?


Nie chciałabym żeby wyszło na to, że się martwię na zapas czy takie
tam, ale tak sobie właśnie ostatnio rozmyślałam i gdybałam.
A jakie jest Wasze zdanie, doświadczenia?
Obserwuj wątek
    • anirat Re: Gdy singiel spotyka singielkę 01.07.08, 20:16
      Chciałabym miec takie problemy, naprawdę, Takie problemy wydaja mi
      sie małymi problemami, cos co moze pokonać miłość , albo nie
      pozwolic jej zaistnieć od poczatku to odległość. Sprzedacie oba
      mieszkania i kupicie nowe wspólne smile)))
      W tym wszysktkim co napisałaś widzę brak partnerstwa, zrozumienia,
      brak kompromisów. Jak tak bedzie, to nie mieszkajcie razem! Bo
      szybko każde z was wróci do swojego M. Taki związek nie moze sie
      udać!
      Pytanie czy sie chce bardziej swojego zycia dotychczasowego takiego
      jakie jest, czy nowego zycia z kimś ? Moze spotkasz takiego fajnego
      faceta z którym to wszysko cudownie rozwiążecie.
      Ale juz słyszałam takie cos ja w moim świecie, czy ja z Nią? Ja i
      mój swiat, ja i moje zycie, ja i bronienie tego co moje?
    • anula36 Re: Gdy singiel spotyka singielkę 01.07.08, 20:29
      ja mam w sumie 3 doswiadczenia:
      1. nikt nie mieszka sam " cale zycie" - jesli jest kolo 30-tki to najprawdopodobniej i tak mieszkal dluzej z rodzina / wspolokatorami niz sam, nawet jesli wyprowadzil sie jako 18 latek z domu. Jesli dla kogos wieksza wartoscia jest mieszkac samemu niz udostepnic " wlasnej przestrzeni" komus z kim chce sie dzielic zycie to od razu wiadomo ze jako partner odpada - moze co najwyzej zostac "zawze dobrze wygladajacym" kochankiemsmile
      2. nie warto wiazac sie z osoba z ktora dziela nas zasadnicze dyspropozje finansowe
      3.w dobrym zwiazku niezwykle latwo odpowiada sie wspolnie na wzystkie te pytania i watpliwosciwink
    • sorrento_8 Re: Gdy singiel spotyka singielkę 01.07.08, 20:45
      Singielko, niepotrzebnie martwisz się na zapas.
      Co człowiek to inne podejście, do każdego z postawionych przez
      Ciebie pytań, a rozumiem, że to takie abstrakcyjne gdybanie bez
      nikogo konkretnego na myśli.
      Jak się spotkacie, to siądziecie i porozmawiacie smile.
    • czarnyaniolek Re: Gdy singiel spotyka singielkę 01.07.08, 22:05
      śmiejecie się.. ale Jola zadała bardzo poważne pytanie.. przed
      którym każdy z Was może stanąć..

      i to nie będzie "jak się kochacie, to się dogadacie".. tak nie ma..
      nigdy..

      przede wszystkim każdy z nas ma swoje przyzwyczajenia..
      przyzwyczajamy się do naszych czterech ścian, czasu, jaki mamy dla
      siebie..

      ja mieszkam sam od.. hmm nie skłamać.. 4,5 roku.. przez ten czas tak
      bardzo przyzwyczaiłęm się do mieszkania samemu, że ciężko mi
      wyobrazić, że tę przestrzeń będę mógł dzielić z kimś innym.. może
      będzie mnie irytowała źle położona książka.. inaczej poukładane
      talerze na półce.. niż zawsze ja to robię.. drobiazgi.. ale ważne..

      tak samo pieniądze.. Rozumiem Jolę.. Ja np. mogę zarabiać 1800 zł..
      a Jola - ponad 6.000.. I co?.. wspólna kasa?.. Jola będzie miała
      wrażenie, że mnie utrzymuje.. Ja - ze świadomością, na ile mnie
      stać - będę zawsze miał postawę "oszczędnościową"..

      nie mam osobistych doświadczeń.. mój pierwszy związek.. oboje wtedy
      byliśmy na tym samym poziomie materialnym.. zaczęliśmy od wspólnej
      kasy na swoich kontach.. i powoli się dorabialiśmy wszystkiego..
      więc to inaczej..
      • sudione rozumienie "wspołnoty" przez singli 01.07.08, 22:12
        singielka_1976 napisał(a):
        "..... to nie byłoby głupie aby to wolne mieszkanie wynająć."
        Nie, To nie jest głupie. Wiele par tak robi.

        "I pojawia się kolejne pytanie:czy te pieniądze z wynajmu powinny iść do wspólnej kasy czy do portfela
        właściciela lokalu wynajmowanego ?"
        "Co z kasą ?Wspólna ? Osobna? A może i jedno i drugie?"
        Z tego co słyszałem to jesteś zwolenniczką intercyzy, więc w czym problem??? Kasę bierze ten co wynajmuje. Jezeli chodzi o podział kasy, nie za bardzo chce mi się wierzyć, że ludzie, którzy uzyskali jakiś sukces społeczny po 30-tce zaraz potem chcą się dzielić swoim finansowym dobytkiem i zakładają zaraz po zejściu wspólne konto. Raz doświadczenia, bardzo często negatywne, dwa budowa zufania, pomijam przypadek zdesperowanych starych panien oraz przypadków w stylu "kalibabki".smile

        "Co w sytuacji gdy jedno z nich zarabia zdecydowanie więcej niż drugie:np. kilka razy więcej -jak wówczas powinno wyglądać gospodarowanie pieniędzmi ?"
        Ty się tym przejmujesz??? Przecież wyraźnie pisałaś, że nie interesują Cię mężczyźni o gorszym statusie niż Ty. Aha! Chyba nie zrozumiałem, to ma być jakiś dyrektor finansowy, albo biznesmen. Teraz już wszystko jasne.smile

        "Poza tym dochodzi kwestia bardzo podstawowa:wpuszczenie kogoś na swój teren.Pół biedy jak oboje kiedyś wcześniej z kimś mieszkali,ale jeśli jedno z nich do tej pory całe życie mieszkało samo?"
        Jeżeli ktokolwiek ma dylemat, czy potrafi wpuścić do swojego życia 2-ga osobę i ma z tym problem to nie powinien marnować życia innej osobie. Szkoda czasu, szkoda życia.

        "Nie chciałabym żeby wyszło na to, że się martwię na zapas czy takie tam, ale tak sobie właśnie ostatnio rozmyślałam i gdybałam. A jakie jest Wasze zdanie, doświadczenia?"
        Tak poza wszystkim to są problemy "wydumane", można nad tym sie zastanawiać, jak się jest razem, a nie 100lat wcześniej. W ogóle to mam chyba inne podejście do miłości, bo przez myśl mi nie przyszło, żeby mieć problem z dzieleniem swojej przestrzeni, problem wspólnego konta i wiele wiele innych, które się słyszy od samotnych 30-letnich osób. Może dlatego mnie to nie dotyczy, ponieważ mam 3 siostry oraz brata i nigdy nam nie przyszło do głowy, że książka jest źle położona, czy źle rzucona jest skarpeta na fotel. Hahahahaha. Powiem szczerze, że boję się tego, bo za kilka miechów stuknie mi te magiczne "trzydzieści" i zdziczeje, zdziwaczeje, albo będzie mi "biło na dekiel".smile
        • singielka_1976 Re: rozumienie "wspołnoty" przez singli 02.07.08, 08:34
          sudione napisał:


          > Z tego co słyszałem to jesteś zwolenniczką intercyzy, więc w czym
          problem??? Kasę bierze ten co wynajmuje. Jezeli chodzi o podział
          kasy, nie za bardzo chce mi się wierzyć, że ludzie, którzy uzyskali
          jakiś sukces społeczny po 30-tce zaraz potem chcą się dzielić swoim
          finansowym dobytkiem i zakładają zaraz po zejściu wspólne konto. Raz
          doświadczenia, bardzo często negatywne, dwa budowa zufania,
          > pomijam przypadek zdesperowanych starych panien oraz przypadków w
          stylu "kalibabki".smile


          Intercyza nie ma tu moim zdaniem nic do rzeczy.O tym będę mysleć jak
          będzie tak daleko czyli przy ewentualnej legalizacji związku.


          > Ty się tym przejmujesz??? Przecież wyraźnie pisałaś, że nie
          interesują Cię mężczyźni o gorszym statusie niż Ty. Aha! Chyba nie
          zrozumiałem, to ma być jakiś dyrektor finansowy, albo biznesmen.
          Teraz już wszystko jasne.smile


          Obawiam się, że mnie z kimś pomyliłeś.
          To co ja sobie zakładam to jedno, a życie to i tak potem
          zweryfikuje.Poza tym dziś można być dyrektorem a jutro można być
          bezrobotnym.


          > Jeżeli ktokolwiek ma dylemat, czy potrafi wpuścić do swojego życia
          2-ga osobę i ma z tym problem to nie powinien marnować życia innej
          osobie. Szkoda czasu, szkoda życia.

          Widzę, że Twój świat jest czarno-biały, można i tak.


          > Tak poza wszystkim to są problemy "wydumane", można nad tym sie
          zastanawiać, jak się jest razem, a nie 100lat wcześniej. W ogóle to
          mam chyba inne podejście do miłości, bo przez myśl mi nie przyszło,
          żeby mieć problem z dzieleniem swojej przestrzeni, problem
          wspólnego konta i wiele wiele innych, które się słyszy od
          > samotnych 30-letnich osób. Może dlatego mnie to nie dotyczy,
          ponieważ mam 3 siostry oraz brata i nigdy nam nie przyszło do głowy,
          że książka jest źle położona, czy źle rzucona jest skarpeta na
          fotel. Hahahahaha. Powiem szczerze, że boję
          > się tego, bo za kilka miechów stuknie mi te
          magiczne "trzydzieści" i zdziczeje , zdziwaczeje, albo będzie
          mi "biło na dekiel".smile


          Obawiam się,że zdziczenie i antypatyczność już Cię dopadła.
          Skoro te problemy są takie wydumane to może poczytaj rozterki ludzi
          na innych forach, gdzie właśnie często od kasy zaczyna się rozpad
          związku.Inną kwestią jest to, że ludzie często nie potrafią na ten
          temat ze sobą rozmawiać.
      • niemoge Re: Gdy singiel spotyka singielkę 01.07.08, 22:19
        nareszcie ktoś to powiedział, ja się podczepiam, bo uważam, że to
        nie jest tak, że jak to będzie ten właściwy to wszystko się samo
        ułoży
        nie ułoży się samo, ja mieszkam chyba z 6 lat sama i normalnie nie
        jest normalnie, jest źle
        chyba nawet szczere chęci mogą nie wystarczyc, kiedy jedno ma
        wrażenie, że utrzymuje drugie, a drugie ze względu na zarobki żyje
        oszczędnie, a pierwsze chce i może się rozerwać, ale finanse to
        tylko jedna kwestia
        po takim czasie dużo się daje za wygodę, niby chcę związku i nawet
        można by powiedziec, że mam parcie na dzieci, ale jak wracam
        zmęczona z pracy to złapało mi się na myśli - niech ktoś zabierze te
        wrzeszczące bachory spod mojego okna, brrr przerażające
        • mojave777 Re: Gdy singiel spotyka singielkę 02.07.08, 09:40
          ale jak wracam
          > zmęczona z pracy to złapało mi się na myśli - niech ktoś zabierze
          te
          > wrzeszczące bachory spod mojego okna, brrr przerażające

          Ja mam codzienne takie myśli. To coś złego?smile

          Znajomi nawet twierdzą, że jak tak dalej pójdzie to kupię sobie
          strój maskujący, wiatrówkę i przy oknie będę odstrzeliwał co gorsze
          bachorki...

          A może to dlatego, że na parterze przyszło mi mieszkać...

          eM.

          ___
          Here: every eye is a mirror
          Here: every act is a crime
          • wenecka Re: Gdy singiel spotyka singielkę 09.07.08, 23:27
            bądzcie błogosławieni za te słowa!!! wreszcie napotykam na
            zrozumienie. sąsiedzi mi sie rozmnożyli przed rokiem. moja sypialnie
            sąsiaduje sianą z miejscem, gdzie położyli spac swojego bachora. Wy
            macie problem z wrzeszczeniem po pracy. a ja mialam w nocy kiedy ten
            skurwiel budził mnie płaczem o 3, o 4, o 5, o 6 albo innej porze w
            nocy czy nad ranem! zdobywałam sie wtedy na wrzeszczenie, które mnie
            rozbudzało już całkiem, ale i tak juz byłam obudzona, wiec dawlam
            upist swojemu wqrowi wrzeszcząc np.: zamknij ryja ty pie....
            bachorze - ten tekst stanowił podstawe.

            potem chcialam nagrac przeklenstwa na CD i puszczac przez sciane
            bachorowi, jakby rodzice to usłyszeli to natychmiast by go zabrali,
            zeby sie brzydkich slow nie uczył. jednak nie mialam dosc
            determinacji, zeby przeszukiwac siec w poszyukiwaniu nagran z
            przeklenstwami (jesli ktos ma i moze podesłac, bardzo prosze o
            przesłanie na gazetową poczte). przeniosłam wieze do pokoju i to
            troche przybniosło zrozumienia sasiadom, w jakim natezeniu ja slysze
            w nocy tego bachora. mam tez nadzieje, ze jak wyujezdzałam z domu i
            nastawiałam ją tak, zeby o 2 lub 3 w nocy zaczynał z niej leciec
            rammstein bachor sie budził i budził rowniez tych rodziców, co nie
            zwazali na to, ze ja mam prawo do cichej sypialni w szczegolnosci
            dlatego, ze jako pierwsza zdecydowałam sie w akurat tym pokoju
            urzadzic sypialnie.
            i nie zadaje sobie pytan, czy to normalne. szukam w społeczenstwie
            zrozumienia, że nie tyle normalne, co nawet słuszne.

            Niemoge i Mmojave - dzieki.
      • sorrento_8 Re: Gdy singiel spotyka singielkę 01.07.08, 22:33
        czarnyaniolek napisał:


        > ja mieszkam sam od.. hmm nie skłamać.. 4,5 roku.. przez ten czas
        tak
        > bardzo przyzwyczaiłęm się do mieszkania samemu, że ciężko mi
        > wyobrazić, że tę przestrzeń będę mógł dzielić z kimś innym.. może
        > będzie mnie irytowała źle położona książka.. inaczej poukładane
        > talerze na półce.. niż zawsze ja to robię.. drobiazgi.. ale ważne..

        Mieszkam sama niewiele krócej, wiem jakie rzeczy by mnie irytowały,
        coś na mniejszą skalę, jak przykład wazonika opisany przez Wajego w
        innym wątku, ale bardzo chętnie się poirytuje, bo w zamian otrzymam
        coś innego.

        Co do pieniędzy, ja jestem za dużą rozdzielnością, wspólnym
        utrzymaniem mieszkania i codziennego bytu, wspólnie ustalanymi
        inwestycjami na miare obu osób, ale żadnej jednego wspólnego worka.
    • grzespelc Re: Gdy singiel spotyka singielkę 01.07.08, 22:39
      > No właśnie, w maju stuknęło mi 2 lata jak jestem singlem bo tak
      > wyszło.

      No to jestem odrobinkę "starszy" smile

      > I tak się ostatnio zastanawiam jakby to było albo jak to będzie jak
      > się spotyka dwójka singli.

      No ciekawe, co Cię natchnęło do tego typu rozmyślań? smile

      > Poza tym dochodzi kwestia bardzo podstawowa:wpuszczenie kogoś na
      > swój teren.Pół biedy jak oboje kiedyś wcześniej z kimś mieszkali,ale
      > jeśli jedno z nich do tej pory całe życie mieszkało samo?

      No tu chyba już lekko przesadzasz.

      > A jakie jest Wasze zdanie, doświadczenia?

      No właśnie z tymi poieniędzmi, to był lekki problem. A szczególnie jak ex
      zarabiała więcej - ani jednemu ani drugiemu to nie odpowiadało. Trzeba umieć
      rozmawiać o pieniądzach. Ale nie jest to dla mnie jakaś szczególnie ważna kwestia.
      • anula36 Re: Gdy singiel spotyka singielkę 01.07.08, 22:46
        samo sie nie ulozy,ale albo ludzie potrafia ze soba rozmawiac i jest superwink, albo nie potrafia a jak nie potrafia to albo sie naucza ( i wtedy moze byc super) albo nie i wtedy jest przekichanewink
        A zreszta kto powiedzial ze trzeba zaraz wspolnie mieszkac?
        I ze w ogole te single sie spotkajawink
        • magd.a Re: Gdy singiel spotyka singielkę 02.07.08, 00:52
          anula36 napisała:

          > A zreszta kto powiedzial ze trzeba zaraz wspolnie mieszkac?

          właśnie smile)) można mieszkać w mieszkaniach obok siebie


          > I ze w ogole te single sie spotkajawink

          o o o! właśnie! pierwsze słyszą że się spotykają....
      • singielka_1976 Re: Gdy singiel spotyka singielkę 02.07.08, 08:41
        grzespelc napisał:


        > No ciekawe, co Cię natchnęło do tego typu rozmyślań? smile


        Powiedzmy, że artykuł w Wysokich Obcasach:
        kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53664,5403519,Porozmawiajmy_o_kasie.html

        oraz tematy poruszane na innych forachsmile

        > > Poza tym dochodzi kwestia bardzo podstawowa:wpuszczenie kogoś na
        > > swój teren.Pół biedy jak oboje kiedyś wcześniej z kimś
        mieszkali,ale > jeśli jedno z nich do tej pory całe życie mieszkało
        samo?
        >
        > No tu chyba już lekko przesadzasz.

        Oj, nie wydaje mi się, poza tym nie wiem jak Ty, ale ja nie mieszkam
        w pałacu, gdzie metraż jest nieograniczony.Poza tym przyzwyczajenie
        robi swoje.


        > No właśnie z tymi poieniędzmi, to był lekki problem. A szczególnie
        jak ex zarabiała więcej - ani jednemu ani drugiemu to nie
        odpowiadało. Trzeba umieć rozmawiać o pieniądzach. Ale nie jest to
        dla mnie jakaś szczególnie ważna kwestia.

        Wydaje mi się, że niestety pieniądze są dość istotne w związku i
        dobrze od początku ustalić pewne kwestie.
        • grzespelc Re: Gdy singiel spotyka singielkę 02.07.08, 18:02
          > Powiedzmy, że artykuł w Wysokich Obcasach:
          > kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53664,5403519,Porozmawiajmy_o_kasie.html
          >
          > oraz tematy poruszane na innych forachsmile

          Powiedzmy, że wyjrzałem właśnie oprze okno i zobaczyłem wylegującego się na
          słońcu świstaka big_grin Weekendy ma zajęte, imprezę chcę ominąć i niby przypadkiem o
          wspólnym mieszkaniu wątki zakłada... smile
        • grzespelc Re: Gdy singiel spotyka singielkę 02.07.08, 18:06
          > > No tu chyba już lekko przesadzasz.
          >
          > Oj, nie wydaje mi się, poza tym nie wiem jak Ty, ale ja nie mieszkam
          > w pałacu, gdzie metraż jest nieograniczony.Poza tym przyzwyczajenie
          > robi swoje.

          Pałacu nie mam, ale 2 osoby się spokojnie mieszczą. A co do tych przyzwyczajeń -
          no chyba mi nie powiesz, że z żadnych przyzwyczajeń nie byłabyś w stanie
          zrezygnować?
          • singielka_1976 Re: Gdy singiel spotyka singielkę 02.07.08, 18:16
            grzespelc napisał:


            > Pałacu nie mam, ale 2 osoby się spokojnie mieszczą. A co do tych
            przyzwyczajeń -
            > no chyba mi nie powiesz, że z żadnych przyzwyczajeń nie byłabyś w
            stanie zrezygnować?


            Nie, absolutnie nie tak.Mam świadomość tego, że jeśli się KTOŚ w
            moim życiu pojawi to po pierwsze nie będzie już JA tylko MY.
            Poza tym inaczej będzie wyglądać dzień, weekend, urlop itd.I myślę,
            że będę skłonna do kompromisów bo bez tego nie da się stworzyć
            partnerskiego związku.
    • magd.a Re: Gdy singiel spotyka singielkę 02.07.08, 00:51
      wynajmujesz mieszkanie swoje , on wynajmuje jego mieszkanie, z tych pieniędzy
      bierzecie kredyt na 3 mieszkanie wspólne od początku i wspólnie urządzone , a w
      razie rozstania każdy ewakuuje się do swojego dotychczasowego lokum a wspólne
      mieszkanie sprzedajecie i dzielicie kasę wg proporcji do siebie kwot uzyskanych
      z najmu wcześniejszych mieszkań smile))
      może być??
      • sudione Re: Gdy singiel spotyka singielkę 02.07.08, 01:31
        magd.a napisał(a):
        "wynajmujesz mieszkanie swoje, on wynajmuje jego mieszkanie, z tych pieniędzy bierzecie kredyt na 3 mieszkanie wspólne od początku i wspólnie urządzone, a w razie rozstania każdy ewakuuje się do swojego dotychczasowego lokum a wspólne mieszkanie sprzedajecie i dzielicie kasę wg proporcji do siebie kwot uzyskanych z najmu wcześniejszych mieszkań smile)) może być??"
        Bajki zaczynają się codziennie o 19-stej na TVP1.smile
      • singielka_1976 Re: Gdy singiel spotyka singielkę 02.07.08, 08:37
        magd.a napisała:

        > wynajmujesz mieszkanie swoje , on wynajmuje jego mieszkanie, z
        tych pieniędzy bierzecie kredyt na 3 mieszkanie wspólne od początku
        i wspólnie urządzone , a w razie rozstania każdy ewakuuje się do
        swojego dotychczasowego lokum a wspólne mieszkanie sprzedajecie i
        dzielicie kasę wg proporcji do siebie kwot uzyskanych
        > z najmu wcześniejszych mieszkań smile))
        > może być??


        No pomysł może i dobry, ale ma jeden feler:ja już jeden kredyt na
        mieszkanie mam i jakoś nie uśmiecha mi się brać innego, bo byłoby to
        równoznaczne z tym, że pracowałabym na spłatę samych długów.
        • magd.a Re: Gdy singiel spotyka singielkę 02.07.08, 08:58
          toż przecież piszę wyraźnie - za wynajem dwóch mieszkań(zalezy jeszcze jak
          dużych i jak nowych) -usrednijmy- u mnie w mieście ze 2tys można dostać.
          Prawie na spłatę miesięcznej raty kredytu, a trzecie automatem mieszkanie na
          współwłasność i nie dokładasz już do niego z pracysmile


          A co do tematu wątku, na poważnie, nie zawsze jest tak że obie strony juz
          wszystko mają i to po równiutko, zamieszkać można w mieszkaniu które jest
          wygodniejsze lub większe, a uzgadniać współżycie trzeba z konkretnym delikwentem
          ,bo tak teoretycznie to za mało danych jest a szczegóły moga przeważyć na którąś
          stronę (np lepszy dojazd ode mnie niż od niego).
          Generalnie- nie zamieszkam z facetem z którym nie lubię być na co dzień smile) A
          teoretycznie - najwolę -kupic nowe większe mieszkanie gdzie oboje będziemy "u
          siebie" od początku.

          • singielka_1976 Re: Gdy singiel spotyka singielkę 02.07.08, 10:09
            magd.a napisała:

            > toż przecież piszę wyraźnie - za wynajem dwóch mieszkań(zalezy
            jeszcze jak dużych i jak nowych) -usrednijmy- u mnie w mieście ze
            2tys można dostać.
            > Prawie na spłatę miesięcznej raty kredytu, a trzecie automatem
            mieszkanie na współwłasność i nie dokładasz już do niego z pracysmile


            Wiesz jakoś mnie nie przekonałaś.


            > Generalnie- nie zamieszkam z facetem z którym nie lubię być na co
            dzień smile) A teoretycznie - najwolę -kupic nowe większe mieszkanie
            gdzie oboje będziemy "u siebie" od początku.

            Tak, tylko w razie nie daj Bóg rozstania trzeba będzie się tym
            podzielić.Kupowanie na pół mieszkania po np. kilku miseiącach
            znajomości wg mnie nie jest zbyt rozsądne.
            I tak źle i tak niedobrzesad.
    • singielka_1976 Gwoli wyjaśnienia 02.07.08, 08:28
      Cieszy mnie to, że mimo sezonu ogórkowego jednak podjęliście
      dyskusję.

      Jednak część z Was chyba nie do końca dobrze zrozumiała o czym
      napisałam, albo może ja się nieprecyzyjnie wyraziłam.

      Po pierwsze: te moje dywagacje na razie -niestety lub stety- są
      czysto teoretyczne.Nie jestem w żadnym związku jak to sugerowała
      anirat bodajże. I Twoja opinia czy też ocena o braku porozumienia,
      kompromisów jest delikatnie mówiąc nietrafiona.

      Do anuli:pisząc o mieszkaniu samemu przez pół życia miałam na myśli
      to, że ktoś wyprowadził się od rodziców i z żadnym partnerem nie
      mieszkał na stałe.
      • nikka31 Re: Gwoli wyjaśnienia 02.07.08, 09:42
        Właśnie wpadłam popatrzeć co się dzieje u was a tu proszę taka
        ciekawa dyskusjasmile I bardzo adekwatna do mojej sytuacji bo a)
        całe "dorosłe" życie mieszkałam sama b) od kilku miesięcy jestem w
        związku i właśnie postanowiliśmy razem zamieszkać. Różnica w
        zarobkach też jest... Pytanie u kogo było dla mnie dosyć proste -
        tylko u mniewink Ponieważ wczesniej spotykaliśmy się głównie u mnie to
        protestów specjalnych nie było - tzn. była dyskusja (metraż
        mieszkania bardzo podobny) ale krótkawink Zalety: balkon i zmywarkawink
        Wady (lub zalety zależy jak patrzeć) spora odległość od centrum.
        Moje mieszkanie jest nowe - mieszkam tam od 3 lat i właśnie
        kończyłam je urzadzać ALE dla jednej osoby. No i tu jest mały
        problem: brak miejsca dla drugiej osoby. Jak sobie pomyślę że moje
        wycacane pokoiki będę musiała zagracić szafami i nie wiem czym
        jeszcze (komputer, segregatory, książki) to już wcale nie jest tak
        różowosadsadsad Na razie u mnie jest tylko najpotrzebniejsza część Jego
        rzeczy a miejsca już nie masad Z pozytywnych rzeczy: bałam się spraw
        związanych z utrzymaniem porządku czy gotowaniem a jak na razie pod
        tym względem jest super - mniej więcej podzieliliśmy zakres
        obowiązków (tzn. kto jest za co odpowiedzialny np. ja wkładam rzeczy
        do pralki on wyjmuje i rozwiesza, ja gotuję on sprząta po posiłkach
        itp.) Co do spraw finasowych - zaczeliśmy rozmowę na ten temat ale
        jej nie skończyliśmy - mamy do tego wrócić - na razie koszty
        dzielimy po połowie (jak za coś zapłacę dostaję spowrotem kasę albo
        raz on płaci za zakupy raz ja) ale to nie jest najlepszy model. Ja
        skłaniam się do wspólnego konta na które obydwoje wpłacamy jakąś
        ustaloną kwotę i są to pieniądze na wspólne wydatki. Jak ktoś ma
        lepszy pomysł jak rozwiązać tą kwestię czekam na sugestiewink A poza
        tym jak na razie plusów z bycia razem jest zdecydowanie więcej niż
        mniusów, bo oczywiście i takie są, w szczególności jak sie było
        singlem przez naście lat. Ja jak na razie jetem bardzo, bardzo
        szcześliwa i mam nadzieję, że ten stan się długo utrzyma czego i wam
        życzęsmile
      • szyszkasosny Re: Gwoli wyjaśnienia 02.07.08, 09:49
        To niestety jest proza życia.
        Mój 3,5 letni związek się rozpadł, bo:
        on miał mieszkanie, które sam remontował i pieścił przez lata. Żal mu było
        wynająć i przeprowadzić się do mnie. Chciał, żebym to ja się do niego
        przeniosła. A ja? Mieszkanie w bloku w ciemnym mieszkaniu bez balkonu i
        dojeżdżanie 20 km do pracy jakoś mi się nie uśmiechało. Mam dom z ogródkiem,
        mogę wyjść nawet w koszuli na słońce i do zieleni. No i tak żyliśmy każde
        oddzielnie, bo jakby przeprowadził się do mnie, to co zrobić z : jego pc-em,
        meblami ( nie zostawi, bo zniszczą),całym dorobkiem życia ( podwójne miksery,
        roboty, telewizory, wieże itp)?
        I żyliśmy, a związek się powoli rozłaził jak stare prześcieradło...Doszłam do
        wniosku, że uczucia było mało, bo mogłam iść do tego mieszkania bez balkonu, bo
        mógł rzucić te graty u mnie na strych. Bo jeśli ludzie mocno się kochają, to
        rzucają wszystko w cholerę i lgną jeden do drugiego, a wszystko inne jest do
        rozwiązania i dogadania.
    • pol1977 Re: Gdy singiel spotyka singielkę 02.07.08, 09:14
      Z mieszkaniem to bardzo prosto. Kasa z wynajmu idzie na czynsz/kredyt/rachunki
      itd. w mieszkaniu aktualnie ,,wspólnym". Gdyby nie wspólne zamieszkanie to nie
      było by tej kasy. Zwykła uczciwość podpowiada takie rozwiązanie. Jeśli powstaną
      jakieś nadwyżki to zawsze można je spożytkować w postaci wspólnych wakacji albo
      innych przyjemności.
      • singielka_1976 Re: Gdy singiel spotyka singielkę 02.07.08, 10:14
        pol1977 napisał:

        > Z mieszkaniem to bardzo prosto. Kasa z wynajmu idzie na
        czynsz/kredyt/rachunki itd. w mieszkaniu aktualnie ,,wspólnym".
        Gdyby nie wspólne zamieszkanie to nie było by tej kasy. Zwykła
        uczciwość podpowiada takie rozwiązanie. Jeśli powstaną jakieś
        nadwyżki to zawsze można je spożytkować w postaci wspólnych wakacji
        albo innych przyjemności.

        Grześ jak zwykle konkretnie i na temat-to lubię smile.
    • mojave777 Re: Gdy singiel spotyka singielkę 02.07.08, 09:49
      Już tu kiedyś używałem podobnego porównania ale w moim odczuciu
      Singielko twoje obawy można porównać do miłośnika motoryzacji,
      którzy przez całe życia poświęca się, żeby kupić sobie Ferrari. I
      kiedy po kilku latach wyrzeczeń ten wymarzony pojazd jakoś nie
      zbliża się facet tłumaczy to sobie "Eeee...po co mi on. Dużo pali i
      na dodatek pewnie od razu by mi go ukradli".

      eM.

      Ps. Zwróć też uwagę ile razy w Twoim poście pojawia się
      wyraz "swoje". Słowo "wspólne" znalazłem tam chyba tylko w jednym
      miejscu
      ___
      Here: every eye is a mirror
      Here: every act is a crime
      • singielka_1976 Re: Gdy singiel spotyka singielkę 02.07.08, 10:13
        mojave777 napisał:

        > Już tu kiedyś używałem podobnego porównania ale w moim odczuciu
        > Singielko twoje obawy można porównać do miłośnika motoryzacji,
        > którzy przez całe życia poświęca się, żeby kupić sobie Ferrari. I
        > kiedy po kilku latach wyrzeczeń ten wymarzony pojazd jakoś nie
        > zbliża się facet tłumaczy to sobie "Eeee...po co mi on. Dużo pali
        i na dodatek pewnie od razu by mi go ukradli".

        Moim zdaniem Twój przykład z Ferari jest nieadekwatny.

        >
        > eM.
        >
        > Ps. Zwróć też uwagę ile razy w Twoim poście pojawia się
        > wyraz "swoje". Słowo "wspólne" znalazłem tam chyba tylko w jednym
        > miejscu

        Ciężko pisać MY czy NASZE jeśli NAS nie ma.Poza tym mam nauczkę:raz
        mi się zdarzyło związać się z osobą nie do końca uczciwą.Tak, wiem,
        nie wszyscy są źli itd.Jako, że na nadmiar pieniędzy nigdy nie
        cierpiałam-a nawet wręcz przeciwnie, i to co mam zawdzięczam sobie,
        to po prostu jestem ostrożna.Być może wg innych zbyt ostrożna.Ale
        powiedzmy, że uczę się na cudzych błędach.
        • mojave777 Re: Gdy singiel spotyka singielkę 02.07.08, 10:29
          > Moim zdaniem Twój przykład z Ferari jest nieadekwatny.

          A moim zdaniem jest wyjątkowo błyskotliwysmile

          > Ciężko pisać MY czy NASZE jeśli NAS nie ma.

          Ok. Z tym wyjaśnieniem mogę się ewentualnie zgodzić.

          Poza tym mam nauczkę:raz
          > mi się zdarzyło związać się z osobą nie do końca uczciwą.Tak,
          wiem,
          > nie wszyscy są źli itd.Jako, że na nadmiar pieniędzy nigdy nie
          > cierpiałam-a nawet wręcz przeciwnie, i to co mam zawdzięczam
          sobie,
          > to po prostu jestem ostrożna.Być może wg innych zbyt ostrożna.Ale
          > powiedzmy, że uczę się na cudzych błędach.

          Właśnie - "Uczę się na cudzych błędach". Zbierasz informację na
          temat hipotetycznego, przyszłego związku pod kątem "rzeczy, które
          mogą nie wyjść".

          A moim skromnym zdaniem, jeżeli dojdzie do tego związku - gdzie obie
          osoby będą darzyły się prawdziwym uczuciem, będą starały się budować
          ów związek w sposób dojrzały i mądry ( i spełnione zostanie kilka
          albo kilkanaście innych warunków) to jest ogromna szansa, że będzie
          to rewelacyjny związek, który przetrwa wiele lat i będzie wzorem do
          naśladowania.
          A sprawy związane z mieszkaniem i pieniędzmi zostaną załatwione
          szybko, konkretnie i zupełnie naturalny sposób.

          Podpisano:
          Mojave (wciąż) idealista

          __
          Here: every eye is a mirror
          Here: every act is a crime
    • altu Re: Gdy singiel spotyka singielkę 02.07.08, 12:07
      > I tak się ostatnio zastanawiam jakby to było albo jak to będzie jak
      > się spotyka dwójka singli.

      wiesz..
      lepiej znaleźć sobie singla - co to jeszcze u mamy mieszka, mama mu gotuje, nie
      ma seledynowego pojęcia o mieszkaniu z kimś innym niż rodzice, nie wie co to
      wspólna kasa, bo do tej pory swoją wydawał na sporty motorowe i płyty wink
      wtedy to dopiero jest mnóstwo zagadek wink
    • czarnamajka75 Re: Gdy singiel spotyka singielkę 02.07.08, 12:39
      Ja to Ci zazdroszczę, ja nie mam własnego M,niestety nie stać mnie na obecne
      kredyty,wykonuję zawód tzw. "zaufania publicznego" co okazało sie przeszkodą
      nawet jeśli chodzi o szukanie towarzysza podróży...
      Doprowadziło mnie to do myśli,że w gruncie rzeczy niewiele jestem warta (co z
      tego ,że skończyłam studia wyższe?)jak nie stac mnie na to M.
      A co do Twojego postu to myślę,że wszystko da się zrać trzeba tylko chcieć.
      • singielka_1976 Re: Gdy singiel spotyka singielkę 02.07.08, 18:19
        czarnamajka75 napisała:

        > Ja to Ci zazdroszczę, ja nie mam własnego M,niestety nie stać mnie
        na obecne kredyty,wykonuję zawód tzw. "zaufania publicznego" co
        okazało sie przeszkodą nawet jeśli chodzi o szukanie towarzysza
        podróży... Doprowadziło mnie to do myśli,że w gruncie rzeczy
        niewiele jestem warta (co z tego ,że skończyłam studia wyższe?)jak
        nie stac mnie na to M.
        > A co do Twojego postu to myślę,że wszystko da się zrać trzeba
        tylko chcieć.


        Kurcze Majka, nie było moim celem, żeby ktokolwiek poczuł się gorszy
        tylko dlatego, że nie ma własnego M.Moja przyjaciółka też nie ma
        własnego M i nie czuje się gorsza ode mnie, bo niby dlaczego?
        Posiadanie M, smaochodu czy jakichkolwiek innych dóbr nie jest
        żadnym wyznacznikiem człowieka.
          • wajego Re: A w sumie to po co te dywagacje? 02.07.08, 16:04
            Gapuchna, sorry, ale ręce (i nie tylko) opadają, jak się czyta Twoje
            riposty. Ty sama siebie rozumiesz? Wszystko przekręcasz, co do
            literki.
            Problem dotyczy dwojga dotychczas singli, podobnie zarabiających, w
            pełni ustawionych zyciowo, mających dwa mieszkania, dwa samochody
            itp. I jak to wszystko SENSOWNIE połączyć, podzielić się kosztami
            wspólnego zycia itp.
            A stawianie sprawy "co wazniejsze: mieszkanie czy dziewczyna" jest
            tak głupie i infantylne, że zaraz sobie wyłączę widoczność Twoich
            postów.
            pzdr. (mimo wszystko)
          • singielka_1976 Re: A w sumie to po co te dywagacje? 02.07.08, 17:48
            gapuchna napisała:

            > czyli co? zastanawiasz się, co wybrać? lepsze mieszkanie, czy
            dziewczyna?
            > Wajego, nie pisz takich słów, bo ręce opadają.


            Chyba w ogóle nie zrozmiałaś mojego pierwszego postu,bo ja nigdzie
            nie pisałam o takim wyborze.Pisałam o ewentualnych kwestiach, które
            należy między sobą przedyskutować.
      • sudione Re: A w sumie to po co te dywagacje? 02.07.08, 15:10
        gapuchna napisał(a):
        "skoro tak naprawdę najmocniej czego sie pragnie, to odnaleźć szczęście, miłość."
        Też uważam, że te dywagacje i rozterki są bez sensu. Można 1000 razy powtarzać, pouczać, że ja w związku zachowam się tak i tak, a życie wszystko pięknie werifukuje.

        "kto dla własnego m-ileś zrezygnuje z człowieka, który go kocha? No kto?"
        Jak pokazuje życie jest mnóstwo historii o tym, że różnica w posiadaniu dzieli, a nie łączy. Niestety.
          • sudione Re: A w sumie to po co te dywagacje? 02.07.08, 16:15
            gapuchna napisał(a):
            ".....i ty uważasz, ze to były miłości?"
            To co ja uważam jest guzik warte. Być może tylko jedna strona kochała, być może jedna ze ston nie potrafiła rzucić szalę i zarzykować wszystko. Ile osób tyle historii. Ja w dalszym ciągu jednak uważam, że ludzie w najprostych sprawach nie potrafią sie porozumieć i co najważniejsze nie potrafią ze sobą rozmiawiać.
            • gapuchna Re: A w sumie to po co te dywagacje? 02.07.08, 16:55
              Nie mów: to co ja uważam, jest guzik warte, bo skoro dajesz przykład, to chyba
              po coś? Uważasz, ze ludzie nie potrafią się porozumieć. Też mam takie wnioski.
              Ale z kolei jestem na tyle mądra, ze potrafię już pozestawiać klocki: jeśli mi
              na kimś mocno zależy, to mogę ja się dopasować. Jeśli ktoś tego nie docenia lub
              ma mi sporo za złe, to trzeba się rozstać. Dotyczy to każdego aspektu życia, w
              tym i porozumienia w kwestiach majątkowych.
              I z takim podejściem, ja nie widzę najmniejszego problemu.
        • singielka_1976 Re: A w sumie to po co te dywagacje? 02.07.08, 17:50
          sudione napisał:

          > gapuchna napisał(a):
          > "skoro tak naprawdę najmocniej czego sie pragnie, to odnaleźć
          szczęście, miłość."
          > Też uważam, że te dywagacje i rozterki są bez sensu. Można 1000
          razy powtarzać, pouczać, że ja w związku zachowam się tak i tak, a
          życie wszystko pięknie werifukuje.


          To po co zabierasz głos w dyskusji??
          >
          > "kto dla własnego m-ileś zrezygnuje z człowieka, który go kocha?
          No kto?"
          > Jak pokazuje życie jest mnóstwo historii o tym, że różnica w
          posiadaniu dzieli, a nie łączy. Niestety.

          A tu masz rację.
      • singielka_1976 Re: A w sumie to po co te dywagacje? 02.07.08, 17:47
        gapuchna napisała:

        > skoro tak naprawdę najmocniej czego sie pragnie, to odnaleźć
        szczęście, miłość.
        > kto dla własnego m-ileś zrezygnuje z człowieka, który go kocha? No
        kto?

        A dlaczego o tym nie podyskutować? Co człowiek to inne podejście-co
        złego w tym by poznać opinie innych?
      • pol1977 Re: A w sumie to po co te dywagacje? 03.07.08, 09:34
        > skoro tak naprawdę najmocniej czego sie pragnie, to odnaleźć szczęście, miłość.
        > kto dla własnego m-ileś zrezygnuje z człowieka, który go kocha? No kto?

        A skąd wiesz że ktoś Cię kocha? Że nie gra? Że to nie jest jakiś naciągacz czy
        kombinator?
        • gapuchna Re: A w sumie to po co te dywagacje? 03.07.08, 10:05
          Pol1977
          A skąd wiesz że ktoś Cię kocha? Że nie gra? Że to nie jest jakiś naciągacz czy
          kombinator? - ..... no nie wiem. Ale za to wiem, jaka ja jestem. I skoro kogoś
          obdarzam uczuciem, to znaczy, ze muszę mieć do niego zaufanie. Zaufanie! A to
          znaczy, ze mężczyzna ten najzwyczajniej się sprawdził w moim życiu. Przecież
          jestem dorosłą kobietą, nie dzieckiem.
          • pol1977 Re: A w sumie to po co te dywagacje? 03.07.08, 10:15
            gapuchna napisała:

            Przecież
            > jestem dorosłą kobietą, nie dzieckiem.

            Zakochany nieco inaczej postrzega świat. Tak trochę po dziecięcemu.
            Więc wypracowanie wcześniej pewnych mechanizmów ochronnych może
            przynieść pożytek smile)
              • czarny.onyks wiedza wiedzą.... 03.07.08, 10:43
                a miłośc czasem czyni pustoszenie w naszych mądrych głowach, bo myśli sie czym innym;P

                a powaznie....
                inteligentny podrywacz nawet doświadczonej życiowo kobiecie może namieszać w głowie...
                zwłaszcza samotnej i szukającej miłosci
                • gapuchna Re: wiedza wiedzą.... 03.07.08, 11:00
                  Onyks, pewnie że ja to wiem. Ale akurat pod tym względem na nikim się jak dotąd
                  nie przejechałam. A żeby być uczciwym, to wręcz powinnam być wdzięczna, bo ten
                  ktoś służył mi we wszystkim pomocą i wsparciem.
                  • czarny.onyks Re: wiedza wiedzą.... 03.07.08, 23:36
                    szczęściara innymi słowywink
                    to pomysl, jak ma się prze....,
                    gdy się raz na kimś zawiedziesz albo poznajesz ciągle jakichś dziwnych facetów...
                    trudno wtedy i zaufać
                    i za dużo człowiek analizuje
                    fakt, czasem wyszukuje problemy na zapas...ale trudno tego nie robić
              • pol1977 Re: A w sumie to po co te dywagacje? 03.07.08, 11:19
                > No dobrze, to już ciebie dobiję na maksa! ...smile)) Mam 35 lat i sporo doświadcze
                > ń
                > za sobą. Tak więc nauki to ja już pobrałam, teraz chyba czas na delektowanie si
                > ę
                > zdobytą wiedzą. (uśmiech)

                Wesz, są tacy którzy nigdy nie dorosną. Ale skoro już masz tyyyle lat to wiesz
                też że człowiek uczy się przez całe życie smile))))
    • gapuchna Tak, najwidoczniej nie zrozumiałam 02.07.08, 18:50
      więc:
      - należy moze pisać bardziej czytelnie
      - nie komentowałam twoich słów, aczkolwiek mam prawo do autonomicznej
      wypowiedzi, bylebym nikogo nie obrażała, wyzywała i nie używała wulgaryzmów
      - nie chce być złośliwa, ale każdą opozycyjną wypowiedź kwitujesz określeniem:
      nie zrozumiałaś moich słów - przejrzyj spokojnie wątek
      - może najpierw zaczekaj az poznasz zasobnego i urządzonego singla, wtedy
      będziesz się martwić, jak to wszystko ze sobą zgrać

      A poza tym takie słowa: "> Poza tym dochodzi kwestia bardzo
      podstawowa:wpuszczenie kogoś na
      > swój teren.Pół biedy jak oboje kiedyś wcześniej z kimś mieszkali,ale
      > jeśli jedno z nich do tej pory całe życie mieszkało samo?" - dla mnie brzmią
      jednoznacznie. Wybacz jeśli rzeczywiście źle ciebie zdumiałam!

      Jeszcze ktoś uważa że nie rozumiem tekstu pisanego??? To bardzo proszę, albo
      inna opcja: włączyć ignora. Można i tak!
      • singielka_1976 Do zirytowanej Gapuchny 02.07.08, 19:14
        gapuchna napisała:

        > więc:
        > - należy moze pisać bardziej czytelnie
        > - nie komentowałam twoich słów, aczkolwiek mam prawo do
        autonomicznej wypowiedzi, bylebym nikogo nie obrażała, wyzywała i
        nie używała wulgaryzmów - nie chce być złośliwa, ale każdą
        opozycyjną wypowiedź kwitujesz określeniem:
        > nie zrozumiałaś moich słów - przejrzyj spokojnie wątek
        > - może najpierw zaczekaj az poznasz zasobnego i urządzonego
        singla, wtedy będziesz się martwić, jak to wszystko ze sobą zgrać


        Nie każdy ma dar pisania, jednym to wychodzi lepiej innym gorzej.Jak
        rozumiem, że jesteś w tym lepsza niż ja-chwała Ci za to.

        Oczywiście, że masz prawo do wyrażenia swojej odmiennej opinii tylko
        po co to robisz skoro takie dywagacje są dla Ciebie bez sensu?
        Niczym się nie martwię, po prostu rzuciłam temat do dyskusji, chyba
        od tego jest forum-prawda? A może na przyszłość powinnam kogoś
        zapytać o zgodę?

        > A poza tym takie słowa: "> Poza tym dochodzi kwestia bardzo
        > podstawowa:wpuszczenie kogoś na
        > > swój teren.Pół biedy jak oboje kiedyś wcześniej z kimś
        mieszkali,ale > jeśli jedno z nich do tej pory całe życie mieszkało
        samo?" - dla mnie brzmią
        > jednoznacznie. Wybacz jeśli rzeczywiście źle ciebie zdumiałam!

        Każdy z nas inaczej postrzega swoją przestrzeń, być może Ty masz
        otwarty dom, przez który każdego tygodnia przewija się masa ludzi.Ja
        tak nie mam, przez niemal 6 lat trochę się przyzwyczaiłam do tego,
        że w domu jestem ja, i tylko ja.I jest to naturalne, że ewentualne
        wprowadzenie się kogoś wywróci moje życie do góry nogami.Nie
        twierdzę, że to źle, tylko na pewno będzie inaczej i być może będę
        potrzebowała trochę czasu żeby się do tego przyzwyczaić.


        > Jeszcze ktoś uważa że nie rozumiem tekstu pisanego??? To bardzo
        proszę, albo inna opcja: włączyć ignora. Można i tak!

        Skoro nie tylko ja tak odebralam to co napisałam to może powinno Ci
        to dać do myślenia?
        Ignora włączać nie będę, tak samo jak nie będę więcej odpisywać na
        Twoje posty.Można mieć inne zdanie ale nie trzeba wyrażać go z taką
        ekspresją żeby nie powiedzieć agresją (wykrzykniki) jak Ty.
        Żegnam.
        • gapuchna Re: Do zirytowanej Gapuchny- o! proszę jakie miłe. 02.07.08, 19:41
          Nie jestem zirytowana, jestem nieco zniesmaczona, bo to pierwsze takie moje
          doświadczenia na jakimkolwiek forum. A już z wieloma osobami się nie zgadzałam,
          a czasem i kłóciłam, ale też nikt nie bronił aż tak swojego wątku, jak
          nieprzymierzając Wołodyjowski Kamieńca Podolskiego.

          Też jeszcze nikt nie określił mnie, ze jestem naiwna, ani że zirytowana -
          również Singielka jest tu pierwsza.

          Nie przypominam sobie, bym wspomniała, ze piszę lepiej? no cóż... nie ja to to
          powiedziałam!

          Nie wiem, czy masz pytać na przyszłość kogokolwiek o zgodę, ja wiem jedno: wolno
          mi wypowiadać własne zdanie i komentować wypowiedzi innych. Bo to jest istotą
          forum. I wolno mi się nie zgadzać i mówić to wprost. Swoją drogą raz jeszcze
          przeczytałam całość i widzę, że nie jestem w całkowicie odosobnionym gronie
          negujących ten wątek i jego myśl przewodnią, ale to nie dostało się najmocniej.
          Zastanawiające?

          Mój dom? wspomniałam że go mam i tyle. I że potrafiłabym dla kogoś wartościowego
          się go pozbyć. No, ale to ja, a nie oczekuję, ze każdy ma takie podejście. Więc...?



          Tak, nie tylko Singielka tak mnie odebrała, chyba jeszcze jeden pan, Wajego.


          Wykrzykniki! Ok, to muszę się doszkolić, bo myślałam, ze wielka czcionka jest
          agresywną formą wypowiedzi, np. pisane: TY! no tak, widzę muszę sie jednak douczyć.

          Aha, jeszcze jestem ekspresyjna - to chyba dobrze, no i agresywna - to chyba
          źle. Och, jak mi przykro. Wolałabym być potulnym barankiem ....smile.
          A ja myślałam, ze to tylko forum.... sad
          • singielka_1976 Re: Do zirytowanej Gapuchny- o! proszę jakie miłe 02.07.08, 20:35
            Nie rozumiem po co wszczynasz pyskówkę?

            Jakoś wszyscy pozostali dyskutanci potrafili w zupełnie inny sposób
            niż Ty przedstawić swoje racje, odmienne racje.

            Po co mnie atakujesz?

            Wydawało mi się, że forum prywatne jest tzw. troll -free.Niestety
            się pomyliłam.

            I szczerze mówiąc gdyby nie to, że jest tu grupa bardzo fajnych osób
            to bym tym forum rzuciła w diabły właśnie przez Ciebie.Ale nie dam
            Ci tej satysfakcji.

            "Dziękuję", że fajną dyskusję sprowadziłaś niemal do rynsztoka.
              • singielka_1976 Re: Babeczki 02.07.08, 21:59
                Anula-pisałam wyżej, że nie będę włączać ignora i tego się trzymam.

                Chciałam przypomnieć, że to nie ja zaatakowałam i nie będę pokazywać
                palcem komu tu powinno być przykro.

                Swoją drogą to trzeba mieć tupet, żeby krytykować sam pomysł
                założenia wątku a potem jeszcze aktywnnie się w nim udzielać i
                kończyć rozmowę jako rzekomo poszkodowana.

                Dla mnie EOT-Gapuchnę będę omijać szerokim łukiem i nie będę je
                postów komentować.
                • anula001 Re: Babeczki 02.07.08, 22:05
                  I tego się trzymajmy Singielkosmile

                  PS przyznaję, nie mam pojęcie o co poszło. Nie czytam tego forum, sporadycznie
                  coś tam skrobnę jak akurat jestem.
                • szyszkasosny Re: Babeczki 02.07.08, 23:28
                  Przepraszam, że się wtrącam, bo ja tu tylko sobie zaglądam czasem.
                  Nie było powodów do takiego wzburzenia! To chyba te upały...

                  Chyba nie widziałyście prawdziwych ataków w innych miejscach szacownego Forum
                  Gazeta.pl.
                  PAX, PAX!!! ( pisane dużymi literami i z wykrzyknikami)
                • gapuchna Re: Do zirytowanej Gapuchny- o! proszę jakie miłe 03.07.08, 10:19
                  Wajego, nie kieruj mnie na leczenie...smile Kurcze! na kilka tysięcy postów jesteś
                  jedynym, który ma mi aż tyle za złe ...smile)) I pamiętaj, to tylko forum!
                  Komentowałam tylko wypowiedzi twoje i jeszcze jednego uczestnika wątku (ale na
                  pewno nie autora całości!).

                  Nie przekręcam słów, rozumiem je po swojemu - co może być przez ciebie
                  niezrozumiałe i ja to akurat rozumiem. Widzisz Wajego - ty się zastanawiasz, jak
                  zgrać dorobek dwóch osób, a dla mnie taki problem nie istnieje. Po prostu. I to
                  chciałam jedynie zaznaczyć. A wyszło niesympatycznie.
                • czarny.onyks wkładamy kij w mrowisko? 03.07.08, 10:23
                  wajego napisał:

                  > E tam, ja tu pyskówki w ogóle nie widzęsmile
                  ja widzę dwie dziewczyny, które inaczej patrzą na pewne rzeczy
                  i pewną nerwowośc...
                  > Problem polega na tym, że gapuchna przekręca słowa innych i wciska
                  > im coś, czego nie napisali.

                  tego nie zauwazyłam...
                  widzę natomiast wspólny front przeciw... obcemu;>

                  A to się kwalifikuje do leczenia
                  > chyba. wink

                  a tu przesadziłeś trochę...
            • czarny.onyks ale 03.07.08, 10:18
              singielko Ty nie widziałaś ataku trollów tutaj...;/
              mam wrażenie,że obie trochę nerwowo próbujecie udowodnić, kto ma rację
              a rację ma każda z Was
              gapuchna tylko przedstawia swoje trochę odmienne zdanie do którego ma prawo (zresztą nie tylko ona ma inne, kilka osób podobnie się wypowiadało)
              a Ty bronisz swoich wątpliwości...
              które z kolei dobrze rozumiem

              tylko dlaczego tak nerwowo obie??
              przecież się róznimy,mamy rózne doświadczenia zyciowe
              i to co dla Ciebie i innych może być probleme dla innych nie jest
              jak w zyciu

              pamiętajcie to tylko forum...
              i czasem słowo pisane bywa różnie odbierane
              zupełnie inaczej niż chciał np.sam autor....

              i piszcie obie
              bo wywiązuje się fajna dyskusjasmile
              tylko pamietajcie,ze można mieć różne zdanie.....
    • singielka_1976 Do Onyksa, Szyszki, Pomysła i Wajego 03.07.08, 10:28
      Nie napisałam,że ktokolwiek jest trollem. Ale niestety poziom
      dyskujsi dzięki G zaczął przybierać formę pyskówki i lekkiego
      trollowania.

      Nie mam nic przeciwko odmiennej opinii.

      Tylko po prostu nie rozumiem jak można na dzień dobry skrytykować
      sam pomysł wątku a potem się w nim aktywnie udzielać? Skoro G.
      napisała, że to są bezsensowne dywagacje-OK, przyjmuje, że wg niej
      to temat nieistotny i nie zasługuje na dyskusję na forum, wyraziła
      swoją opinię do czego oczywiście ma prawo.Tylko po co potem zabiera
      głos, atakując mnie i do tego przeinaczając temat? A na końcu ma
      czelność stwierdzić, że jest jej przyrko i jest w tym wszystkim
      poszkodowana ? Nie podoba jej się temat, jest płytki czy głupi to
      niech to napisze i na tym koniec.

      Dla mnie te kwestie są ważne dlatego pozwoliłam sobie taki wątek
      założyć.Być może życie szybko zweryfikuje moje obawy i okaże się, że
      były one bezpodstawne-oby tak było, czego sobie i Wam życzę.
      • czarny.onyks Re: Do Onyksa, Szyszki, Pomysła i Wajego 03.07.08, 10:39
        Singielko!!!
        każdy temat dla jednych będzie bez sensu, a dla innych moze być wazny...
        mamy różne doświadczenia życiowe, rózne podejście do wielu spraw

        i fajnie,ze taki wątek powstał...
        bo jak widać wzbudza duzo emocji
        niektórzy czują podobnie jak Ty i mają wątpliwości...
        inni nie...
        i co z tego? bedziemy nadal wszyscy różnic się w pewnych kwestiach..
        w końcu forum to wybuchowa mieszanka róznych osobowościwink

        i jeszcze jedno
        ja nie odbieram wypowiedzi Gapuchny jak Ty...
        ale jak już pisałam słowo pisane bywa różnie odbierane
        widzę za to dwie kobiety mające rózne zdanie...
        i broniące go jak lwicewink

        Tobie, innym i sobie trochę też zyczę zweryfikowania tych obaw....
        bo jak juz przychodzi co do czego, to albo nie ma takich watpliwości albo...powstają jeszcze większewink
      • wajego Skoro mnie wywołujesz:) 03.07.08, 12:10
        Uważam, że ten wątek jest (w zasadzie wczoraj do +- południa był)
        super. Nie chciałem się w nim wypowiadac, bo zagadnienie znam z
        autopsji i po prostu chętnie poczytałbym Wasze opinie. I taki tez
        pościk w końcu zamieściłem. Natomiast gapuchna, nie po raz pierwszy
        zresztą, odpisała na mój post kompletnie go wypaczając i
        przeinaczając. Przy okazji wysuwając bezsensowną acz obraźliwą (o
        ile można tak powiedzieć o forumowej paplaninie) tezę. Trudno to
        nazwać dyskusją i wymianą poglądów. Ja się z nią nie kłócę bo to bez
        sensu. Nie można się kłócić z kimś, kto Twoją wypowiedż, że coś jest
        żółte skomentuje: "Skoro twiedzisz, że to coś jest zielone, to się
        nie znasz i zabiłeś papieża".
        Co do meritum to gapuchna zresztą w końcu sama z siebie wydusiła, że
        poruszony temat jest jej obcy.
        I jeszcze uwaga techniczna: w internecie nicki piszemy z małej
        litery. To nie imiona smileP
        pzdr. (wszystkich rzecz jasna)
        • anirat Re: Skoro mnie wywołujesz:) 03.07.08, 18:39
          Przeczytałam całość...
          Nic nie napisze, bo znowu ktoś sie obrazi. Jednak wrazliwi ludzie
          smile I o co tyle hałasu?
          A z drugiej strony taka wymina dóbr materialnych, co kto ma , to
          moze dobra reklama? szczególnie dla potencjalnych tulipanów smile, bo
          inteligentana i mądra osoba sie na to nie złapie.
          Gratuluje pomysłu smile
          Rozbawiło mnie to jak chyba jeszcze żaden wątek. Poczucie humoru
          górą. Hura.
          W ogólnym podsumowaniu wyszło, ze lepiej nie ujawniac swojego
          zdania, bo a nóż widelec ktos ma inne.
          Pozdrawiam wszystkich. Miłego weekendu zycze smile
    • czarny.onyks butelke wina temu 03.07.08, 22:08
      kto teraz założy nowy watek...
      aż strachwink

      wychodzi na to,że single są złośliwe, zgryżliwe, czasem wszystkowiedzące, a czasem przewrażliwione

      a jeśli ktos ma problem inny od naszego..to na pewno jest on błahy
      więc wart ironicznego dowcipkowania...
      • sorrento_8 Re: butelke wina temu 03.07.08, 22:47
        czarny.onyks napisała:

        > kto teraz założy nowy watek...
        > aż strachwink

        białe czy czerwone? wink
        >
        > wychodzi na to,że single są złośliwe, zgryżliwe, czasem
        wszystkowiedzące, a cza
        > sem przewrażliwione

        a i owszem

        > a jeśli ktos ma problem inny od naszego..to na pewno jest on błahy
        > więc wart ironicznego dowcipkowania...

        wymyślanie problemów to hobby każdego singla tongue_out, żeby nie było, moje
        też smile
    • dwajezyki Re: Gdy singiel spotyka singielkę 04.07.08, 00:08
      przyznaję, całości dyskusji nie przeczytałam, może już ktoś to
      samo napisał. więc: to się chyba dzieje bardzo powoli, proces rozłożony
      w czasie, nic nagle. najpierw zostawiasz u mnie swoje majtki, ot tak
      zgubiły się pod moim łóżkiem. ja u Ciebie zostawiam szczoteczkę,
      pastę mi pożyczysz swoją, co? moje książki u Ciebie, Twoje plączą się
      między moimi. nasze światy powoli zaczynają się przenikać. a któregoś
      dnia decydujemy, że wygodniej u Ciebie, albo u mnie i już. albo
      decydujemy się na nie pamiętam jak to się fachowo zwie - jesteśmy razem,
      osobno mieszkamy. nie neguję takiego wyboru, choć
      ładniejszy wydaje mi się pierwszy.
        • singielka_1976 Re: Cześć Aniu cześc Onyks ;] 04.07.08, 11:31
          raknor napisał:

          > Ja pamiętam ten komplikator z jednego z wątków, może tym razem to
          rzeczywiście on wink
          > Ale może tym razem Singielce się uda go wyłączyć. lub ktoś zrobi
          to za nią.

          Nie bardzo rozumiem te przytyki ?
          Miała być normalna dyskusja, a wielu jak zwykle doszukuje się
          niewiadomo czego.Ile razy mam pisać, że nie martwię się na zapas, że
          sytuacja jest czysto hipotetyczna,że życie i tak zweryfikuje to co
          każdy tu napisał?
          Jestem zawiedziona poziomem tej dyskusji i serdecznie "dziękuję"
          pewnym osobom za to, że się do tego przyczyniły.
          Wychodzi na to, że nie ma jak wątki lokalne, bo ogólne wyglądają jak
          ten albo i gorzej.
          • wajego Re: Cześć Aniu cześc Onyks ;] 04.07.08, 12:05
            Powtarzam: wątek jest super, naprawdę.
            A poziom dyskusji dowiódł w mojej ocenie kilku rzeczy:
            1. Na forum jest dużo młodzików po 20, dla których opisane przez
            Ciebie dylematy to czysta abstrakcja
            2. Sa też ludzie po 30, ale w duzym stopniu desparacji i negują w
            ogóle istnienie tego problemu
            3. Odezwali się oczywiście mędrcy mający na wszystko jakąś prawdę
            uniwersalną
            4. No i cała kupa polskiego dosrywania wszystkim, którzy mają coś do
            powiedzenia
            5. Aaa, jest i nowe zjawisko: przekręcanie wypowiedzi innych i
            wciskanie kitu tongue_out
            I w tym całym bagnie rozsądne wypowiedzi ludzi mniej lub bardziej
            normalnych giną. Ale na szczęście są.
            Nie martw się, pisz swoje.
            pzdr.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka