Uwaga, filozuję

22.02.09, 12:47
Ostatnio sporo zmużdżam się nad pewnym tematem. Żeby nie przedłużać – chodzi o relacje damsko męskie (jak zwykle) i tzw. przeciąganie liny.
Czy to nie jest przypadkiem tak, że zaangażowanie jednej strony powoduje spadek chęci u drugiej? Dlaczego jest tyle „sensownych panienek” dostających w dupę od mało wartych facetów? I odwrotnie – tyle kobiet wyciera podłogę swoimi upodlonymi mężczyznami?
Czy do tego, żeby czuć prawdziwy ogień potrzebujemy poczucia niebezpieczeństwa utraty drugiej strony?

To jak do cholery ustawić relacje, jeśli chcę dać właśnie poczucie całkowitej akceptacji i jednocześnie zachować należny mi (i każdemu w ogóle) poziom szacunku i godności?

Czytałem ostatnio wypowiedzi o zdradach (kobiet przez mężczyzn). Między słowami zrozumiałej krytyki przewijała się teza że facet ZYSKUJE wtedy w oczach partnerki. Dociera do niej, że jest pełnowartościowym samcem, interesującym inne kobiety.

Hmm, to tak się mamy bawić?

Nie wiem jak bliski jestem tego przełomu ale… jak tak dalej pójdzie to naprawdę uwierzę, że jedyna (a przynajmniej jedna ze skutecznych) metoda dbania o własne interesy a nawet o dobro związku to psychologiczne „uderzenie w kły” drugiej osoby tak, żeby wiedziała gdzie jej miejsce. I to mnie właśnie kurde zastanawia.

I tą oto powyższą tezę rzucam na pożarcie Wam, Drodzy Mądrzy Single i nie ukrywam, że liczę na to, że powiecie że to bez sensuwink.
    • pomysl.po.wypiciu Re: Uwaga, filozuję 22.02.09, 12:50
      znaczy sie trzeba bic tak aby nie bylo widac?
      • robert.83 Re: Uwaga, filozuję 22.02.09, 13:00
        > znaczy sie trzeba bic tak aby nie bylo widac?

        Mówimy o biciu jedynie w kategoriach metafory prawda? Inaczej nie pogadamy. No ale zakładając że tak to... hmm... to chyba na odwrót. Pokazywać, że się może zranić, nawet jak się nie ma zamiaru tego robić. Takie wymachiwanie straszakiem z groźną miną czy jakoś tak...
        No bo jak kochasz bez opamiętania i jesteś taki cały kupiony to znaczy że miękka faja z Ciebie... (podsumowując tą tezę).
        • grzespelc Re: Uwaga, filozuję 22.02.09, 17:30
          > No bo jak kochasz bez opamiętania i jesteś taki cały kupiony to znaczy że miękk
          > a faja z Ciebie...

          Zapewne właśnie tak jest.
          • lacido Re: Uwaga, filozuję 22.02.09, 18:04
            grzespelc napisał:

            > > No bo jak kochasz bez opamiętania i jesteś taki cały kupiony to znaczy że
            > miękk
            > > a faja z Ciebie...
            >
            > Zapewne właśnie tak jest.

            wcale tak nie jest smile))
            • grzespelc Re: Uwaga, filozuję 22.02.09, 21:10
              Skoro tak mówisz smile
              • lacido Re: Uwaga, filozuję 22.02.09, 21:25
                jak ja lubię, jak mi ktoś przyznaje rację bez zbędnych dyskusji tongue_out
    • wajego Re: Uwaga, filozuję 22.02.09, 17:29
      Tak, masz rację. Poważnie.
      A ja mam nadzieję, że niewiele kobiet to przeczyta wink
    • lacido Re: Uwaga, filozuję 22.02.09, 17:56
      robert.83 napisał:

      Dlaczego jest tyle „sensownych panienek” dostających w dupę od mało wartych
      facetów? I odwrotnie – tyle kobiet wyciera podłogę swoimi upodlonymi mężczyznami?

      żebym to ja wiedziała uncertain// choć może teoria przyciągających się przeciwieństw to
      wyjaśnia wink

      > Czytałem ostatnio wypowiedzi o zdradach (kobiet przez mężczyzn). Między
      słowami zrozumiałej krytyki przewijała się teza że facet ZYSKUJE wtedy w oczach
      partnerki. Dociera do niej, że jest pełnowartościowym samcem, interesującym inne
      kobiety.

      jesteś pewny że to nie jest Twoja nadinterpretacja? Trudno mi sobie wyobrazić
      takie podejście ;/
      • robert.83 Re: Uwaga, filozuję 22.02.09, 18:44
        Jestem pewien, że taka wypowiedź padała. Link nie będzie wklejony ze względu na to że... nie chce mi się nooo...smile
        Nie kupuję tego tak samo jak Ty. Nawet jeśli coś jest na rzeczy, to straty związane z brakiem zaufania (które uważam za jednorazowe) przewyższają plusy.
        Znasz przypadki kiedy dwoje ludków ufa sobie wzajemnie w 100% i żadne z nich nie stara się "pogrywać" tym drugim? Jeśli tak to podziel się tym, popraw mi humor.
        Wiesz o co mi chodzi? I nie mówię o początkowym okresie związku, kiedy wszystko jest z definicji bajeczne.
        Być sobą i nie musieć grać... to byłoby "TO"... ale... wiele kobiet przyznaje otwartym tekstem, że facet powinien mieć trochę sukinsyna w sobie. Cóż, klient(ka) nasz(a) pan(i)wink... tylko trochę szkoda...

        A, jeszcze jedno. Pytanie czy to działa w obie strony. Czyli czy kobieta traci w oczach faceta przez to, że "widać po niej", że ma świra na jego punkcie? Nie wiem, ja bym szalał ze szczęścia. Miałem pod tym względem udany układ przez względnie długi czas, ale ostatecznie wypadliśmy z tego stanu równowagi...

        Z doświadczenia za to wiem, że kiedy pękała mi żyłka - czyli wyczerpywało się moje morze cierpliwości i wybuchałem (pojawiało się w percepcji drugiej strony zagrożenie), kolejne parę tygodni było zawsze fantastyczne...

        Tak już zupełnie na marginesie. Nie można by tak... "po prostu"? Aż mnie to śmieszy, że ludzie mogą się tak chetać "kijem i marchewką" czy dobrym i złym policjantem przez całe życiesmile.

        • sorrento_8 Re: Uwaga, filozuję 22.02.09, 18:55
          > Znasz przypadki kiedy dwoje ludków ufa sobie wzajemnie w 100% i
          żadne z nich ni
          > e stara się "pogrywać" tym drugim? Jeśli tak to podziel się tym,
          popraw mi humor.

          To jest moje niespełnione marzenie, echhh idealistka jestem...
        • lacido Re: Uwaga, filozuję 22.02.09, 19:01
          robert.83 napisał:
          > Znasz przypadki kiedy dwoje ludków ufa sobie wzajemnie w 100% i żadne z nich
          nie stara się "pogrywać" tym drugim? Jeśli tak to podziel się tym, popraw mi humor.

          znam, sama w takim związku byłam smile ale i tak skończyło się to klapą, już
          wolałabym pogrywanie niż to z czym ja miałam do czynienia.

          > wiele kobiet przyznaje otwartym tekstem, że facet powinien mieć trochę
          sukinsyna w sobie

          jakbym czytała mojego eksa ;/ nie wiem skad takie myślenie ze kobiety tak myślą ;///

          > Czyli czy kobieta traci w oczach faceta przez to, że "widać po niej", że ma
          świra na jego punkcie? Nie wiem, ja bym szalał ze szczęścia.

          wyjdę na naiwną, ale co tam. Uważam ze nikt nie traci pod warunkiem że mamy do
          czynienia z dorosłymi ludźmi miedzy którymi jest uczucie, ale nie zauroczenie,
          zakochanie itp tylko miłość smile Wydaje mi się, że to przyjemnie widzieć
          rozkochane oczęta wpatrujące się we mnie smile

          > Z doświadczenia za to wiem, że kiedy pękała mi żyłka - czyli wyczerpywało się
          moje morze cierpliwości i wybuchałem (pojawiało się w percepcji drugiej strony z
          agrożenie), kolejne parę tygodni było zawsze fantastyczne...

          tylko wiesz, takie coś pojawia się jak się zbyt długo gromadzi w sobie negatywne
          emocje, a potem następuje wybuch ;/

          > Tak już zupełnie na marginesie. Nie można by tak... "po prostu"?

          wiesz, chyba nie da rady ;/ nie wiem czemu ale nie da.
          • robert.83 Re: Uwaga, filozuję 22.02.09, 20:23

            > > wiele kobiet przyznaje otwartym tekstem, że facet powinien mieć trochę
            > sukinsyna w sobie
            >
            > jakbym czytała mojego eksa ;/ nie wiem skad takie myślenie ze kobiety tak myślą
            > ;///

            Bo widzisz, to jest jak berek, tyle, że przenoszony drogą płciowąsmile. Zastanów się nad tym - złe doświadczenia psują nas, odbierają naiwność (którą wspominam bardzo miło) i sprawiają, że sami możemy generować złe doświadczenia. Za to jak znajdziesz kogo fajnego, odpadasz z gry (bo dalej już nie szukasz). Odpowiadając na Twoje pytanie - ci bez żyłki drania łatwiej dostają po tyłkach i się "dostosowują". W drugą stronę nie jest tak łatwo. To uproszczenie oczywiście.

            > wyjdę na naiwną, ale co tam. Uważam ze nikt nie traci pod warunkiem że mamy do
            > czynienia z dorosłymi ludźmi miedzy którymi jest uczucie, ale nie zauroczenie,
            > zakochanie itp tylko miłość smile Wydaje mi się, że to przyjemnie widzieć
            > rozkochane oczęta wpatrujące się we mnie smile

            Wydaje się całkiem akceptowalne, prawda?smile Mało tego, całkowicie zrabialne! Większy problem w tym, żeby tej władzy, którą będziesz miała nad nieszczęśnikiem nie chcieć wykorzystać.
            Powiem tak - byłem taki wpatrzony, dostałem w kość... ale bardzo chciałbym się znów zapatrzećsmile.

            > wiesz, chyba nie da rady ;/ nie wiem czemu ale nie da.

            No to kiszka, wielka szkoda. Są trzy możliwości. Pierwsza to pogodzić się z tym i grać wg. takich zasad. Druga to nie zaakceptować i nie grać w ogóle. Trzecia to to, że się mylisz i że się dasmile. Zmuszony, wybieram roboczo trzecią.
            • lacido Re: Uwaga, filozuję 22.02.09, 21:15
              robert.83 napisał:

              > Bo widzisz, to jest jak berek, tyle, że przenoszony drogą płciowąsmile. Zastanów
              się nad tym - złe doświadczenia psują nas, odbierają naiwność (którą wspominam
              bardzo miło)

              to źle? dzięki temu nie powtarza się błędów (o ile ma się trochę oleju w głowie)

              i sprawiają, że sami możemy generować złe doświadczenia.

              a to jest bzdura jakaś

              > Za to jak znajdziesz kogo fajnego, odpadasz z gry (bo dalej już nie szukasz).
              Odpowiadając na Twoje pytanie - ci bez żyłki drania łatwiej dostają po tyłkach i
              się "dostosowują".

              Ale z kobietami jest podobnie i co w związku z tym?

              > Większy problem w tym, żeby tej władzy, którą będziesz miała nad
              nieszczęśnikiem nie chcieć wykorzystać.

              jejku jak Ty to przedstawiasz ;/// jeżeli ludzie czują wobec siebie to samo to
              raczej nie powinno do tego dojść gorzej jak rozkochana jest tylko jedna osoba.

              > Powiem tak - byłem taki wpatrzony, dostałem w kość... ale bardzo chciałbym się
              znów zapatrzećsmile.

              ja przez własną głupotę dopuściłam do takiego zapatrzenia do tej pory mam
              wyrzuty sumienia, mimo, że poszkodowany już mi odpuścił ;/

              > No to kiszka, wielka szkoda. Są trzy możliwości. Pierwsza to pogodzić się z
              tymi grać wg. takich zasad. Druga to nie zaakceptować i nie grać w ogóle.
              Trzecia to to, że się mylisz i że się dasmile. Zmuszony, wybieram roboczo trzecią.

              a ja nie wybieram i tyle ;/
            • grzespelc Re: Uwaga, filozuję 22.02.09, 21:28
              > Powiem tak - byłem taki wpatrzony, dostałem w kość... ale bardzo chciałbym się
              > znów zapatrzećsmile.

              Mogę się pod tym podpisać.
              • lacido to optymistyczne 22.02.09, 21:32
                że mimo złych doświadczeń nadal chcecie smile
    • sorrento_8 Re: Uwaga, filozuję 22.02.09, 18:45

      Jak zawsze każdy potrzebuje choćby odrobinę czegoś innego.
      Przeciąganie liny nigdy mnie nie bawiło, powodowało frustrację, jeśli
      czerwona wstążka była po jego stronie, zmieszanie i jak najszybszą
      chęć zakończenia znajomości, jeśli wstążka była po mojej stronie. To,
      czego oczekuje od relacji damsko-męskiej to równowaga, to taka sama
      dawka uczuć, zrozumienia i szacunku, nic
      pomiędzy i pewnie dlatego jestem sama.

      >Dlaczego jest tyle „sensownych panienek” dostających w dupę od mało
      wartych facetów? I odwrotnie >– tyle kobiet wyciera podłogę swoimi
      upodlonymi mężczyznami?

      Z leku przed samotnością, z przyzwyczajenia, z wygody, bo wspólny
      kredyt, z durnej wink miłości?

      >To jak do cholery ustawić relacje, jeśli chcę dać właśnie poczucie
      całkowitej akceptacji i >jednocześnie zachować należny mi (i każdemu w
      ogóle) poziom szacunku i godności?

      Ustawienie relacji zależą od obu stron, (jedna z moich koleżanek,
      akceptuje faceta wtedy, jeśli czuje się przy nim głupia). Może to
      banalne, ale rozmawiać, obserwować, pytać, nie wrzucać wszystkich
      kobiet do jednego worka, na podstawie reakcji jednej kobiety nie
      oceniać całego kobiecego rodu, oczywiście to ma działać w dwie strony,
      bo każdy z nas jest taką indywidualnością, ma tak różne oczekiwania,
      że jakiekolwiek rady będą bez sensu wink.

      >Czytałem ostatnio wypowiedzi o zdradach (kobiet przez mężczyzn).
      Między słowami zrozumiałej >krytyki przewijała się teza że facet
      ZYSKUJE wtedy w oczach partnerki. Dociera do niej, że jest
      >pełnowartościowym samcem, interesującym inne kobiety.

      Interesujące… Zyskuje w oczach? Być może ludzie zyjący w związkach
      otwartych w ten sposób podgrzewają atmosferę związku, być może partner
      tak odbiera jedną z metod ratowania związku jaki stosują kobiety tzn.
      próbują partnera ponownie sobą zainteresować, bardziej niż na co dzień
      się starają

      >Hmm, to tak się mamy bawić?

      Osobiście nie podoba mi się ta zabawa, gdyby to była piaskownica, to
      wzięłabym zabawki i poszła się gdzie indziej bawić.


      Ponieważ temat wątku „uwaga, filozofuje” jest bardzo uniwersalny, to
      się podczepię i napiszę o czym ja ostatnio myślę, bo o relacjach
      oczywiście, ale o relacjach przyjacielskich w moim przypadku w obrębie
      jednej płci.

      Czy jeśli całkiem niedawno okryłam, że nie pasuje mi jakość kontaktów,
      czy jest szansa, że można poprawić jakość w istniejących już
      znajomościach? Czy tak mocno zostały zakodowane wzorce znajomości w
      sensie brania i dawania, że żeby uzyskać wsparcie, należy poszukać
      nowej znajomości?
      • robert.83 Re: Uwaga, filozuję 22.02.09, 19:15
        sorrento_8 napisała:

        > dawka uczuć, zrozumienia i szacunku, nic
        > pomiędzy i pewnie dlatego jestem sama.

        Hmm, wiesz co mi czasem przychodzi do głowy? Wyznawanie takich "uproszczonych"
        reguł jak powyższe i pewna bezkompromisowość w tym względzie powoduje, że czuję
        się dobrze sam ze sobąsmile. Że niby jestem taki fajowytongue_out bo "trzymam poziom"...
        (to z cyklu "walczmy z fałszywą skromnością"). Wszystko fajnie, ale jak
        powiedziałem... SAM ze sobą... i główny problem to to słowo "SAM". Tak więc
        miotam się między tym, a pójściem na łatwiznę (grając można kogoś szybko
        znaleźć, a każdy lubi przytulankismile).

        > Może to
        > banalne, ale rozmawiać, obserwować, pytać, nie wrzucać wszystkich
        > kobiet do jednego worka, na podstawie reakcji jednej kobiety nie
        > oceniać całego kobiecego rodu, oczywiście to ma działać w dwie strony,
        > bo każdy z nas jest taką indywidualnością, ma tak różne oczekiwania,
        > że jakiekolwiek rady będą bez sensu wink.

        Tak to napisałaś, że czuję potrzebę się pousprawiedliwiania. Ogólniki wynikały z
        tego, że jakoś musiałem sformułować pytaniasmile. W gruncie rzeczy wierzę, że na
        każde z nich prawdziwa odpowiedź to "to zależy od sztuki".


        > Osobiście nie podoba mi się ta zabawa, gdyby to była piaskownica, to
        > wzięłabym zabawki i poszła się gdzie indziej bawić.

        Hmm, jak już znajdziesz ten inny placyk zabaw to... z resztą nie znajdzieszsad.
        Na szczęście jest niezerowe prawdopodobieństwo, że to co napisałem jest nic nie
        warte i nie jest tak strasznie źle.


        > Czy jeśli całkiem niedawno okryłam, że nie pasuje mi jakość kontaktów,
        > czy jest szansa, że można poprawić jakość w istniejących już
        > znajomościach? Czy tak mocno zostały zakodowane wzorce znajomości w
        > sensie brania i dawania, że żeby uzyskać wsparcie, należy poszukać
        > nowej znajomości?

        Chcesz wersję soft czy wersję hard?smile
        Nie, serio to czemu miałoby się nie udać coś zmienić/przenieść na inny poziom?
        Popraw mnie jeśli się mylę, ale:

        1. piszesz o tym, więc to może być dla Ciebie istotne
        więc..
        2. to pewnie ktoś z kim jesteś względnie blisko
        więc..
        3. jej też pewnie nie jest wszystko jedno
        więc..
        4. rozmawiasz z Tą osobą dość otwarcie (albo chociaż umie ona czytać pewne sygnały)
        więc..
        5. Pogadaj z nią, bo masz szanse się dogadać (patrz pkt. 3. i 4.)
        poza tym..
        6. Tak jak jest nie jest do końca dobrze (patrz pkt. 1)

        No mi się podobawink Ja bym pogadał. A jeśli piszesz o większej liczbie znajomości
        to w sumie chyba nic nie zmienia - tok myślenia ten sam. Tu, jako mistrz ciętej
        riposty mógłbym napisać, że błędem byłyby uogólnienia, haha. To ostatnie zdanie
        traktuj w kat. żartu.

        • sorrento_8 Re: Uwaga, filozuję 22.02.09, 19:33
          > Tak więc miotam się między tym, a pójściem na łatwiznę (grając
          >można kogoś szybko znaleźć, a każdy lubi przytulankismile).

          Widzisz moja uczciwość mnie dobija ;P, dlaczego miałabym ranić
          obcego człowieka, który być może nie angażując się w znajomość ze
          mną, która jest dla mnie tylko substytutem, znajdzie swoje prawdziwe
          szczęście.
          Czy wchodzenie w tego typu "układy", gdy jedna ze stron przegląda
          się w cudzych oczach, grzeje się w uczuciu tej drugiej osoby, nie
          jest cholernie egoistyczne i próżne?
          To wygodne, nieprawdaż? Ale za jakiś czas może się okazać, że oprócz
          unieszczęśliwianie tej osoby, zrobiliśmy krzywdę również sobie.

          > Hmm, jak już znajdziesz ten inny placyk zabaw to... z resztą nie
          znajdzieszsad.

          Wiem, nie ma już złudzeń i nie mam też nadziei...



          A innej wink kwestii filozoficznej
          > Nie, serio to czemu miałoby się nie udać coś zmienić/przenieść na
          inny poziom?

          Czemu? Bo sama kiedyś nadałam ton tym znajomością, im było z tym
          dobrze i przeniesienie na inny poziom byłoby zmianą typu znajomości.

          > To ostatnie zdanie traktuj w kat. żartu.

          Spokojnie smile, jeszcze jakieś resztki poczucia humoru i dystansu się
          jeszcze we mnie tlą, niemrawo, ale tlą big_grin


          • robert.83 Re: Uwaga, filozuję 22.02.09, 19:57
            > Widzisz moja uczciwość mnie dobija ;P, dlaczego miałabym ranić
            > obcego człowieka, który być może nie angażując się w znajomość ze
            > mną, która jest dla mnie tylko substytutem, znajdzie swoje prawdziwe
            > szczęście.
            > Czy wchodzenie w tego typu "układy", gdy jedna ze stron przegląda
            > się w cudzych oczach, grzeje się w uczuciu tej drugiej osoby, nie
            > jest cholernie egoistyczne i próżne?
            > To wygodne, nieprawdaż? Ale za jakiś czas może się okazać, że oprócz
            > unieszczęśliwianie tej osoby, zrobiliśmy krzywdę również sobie.

            Zaraz zarazsmile. To co opisałaś to wykorzystywanie drugiej osoby i Twój stosunek do tego +/- podzielam. Nie do końca to miałem na myśli pisząc o graniu. Chodziło mi o powstrzymywanie się przed własnymi odruchami/emocjami/zachowaniami, żeby np. nie odkryć wszystkich kart (trzymając się nieszczęsnej terminologiismile ).

            >
            > > Hmm, jak już znajdziesz ten inny placyk zabaw to... z resztą nie
            > znajdzieszsad.
            >
            > Wiem, nie ma już złudzeń i nie mam też nadziei...

            Tu chciałbym delikatnie dać Ci do zrozumienia, że bredziszsmile. Bo widzisz, skoro tyle osób na przykład na takich forach jak to miewa podobne zachcianki/marzenia, to znaczy, że jest to może mniejszość, ale jednak... jest. Po to napisałem dziś, żeby uspokoić się, że gdzieś tam... ponad tęczą.

            > Czemu? Bo sama kiedyś nadałam ton tym znajomością, im było z tym
            > dobrze i przeniesienie na inny poziom byłoby zmianą typu znajomości.

            Nie wiem, Sorrento. Nadal nie wydaje mi się, żeby taka próba była błędem. Nie wiem co ryzykujesz... Nie wiem jaka mogłaby być reakcja. Jeśli to jest tak, że w najgorszym razie będzie jak jest, to odpowiedz sobie sama. A jeśli mogłabyś wszystko stracić... za mało wiem. Tak czy siak będę bronił tych punktów, które napisałem wcześniej bo wierzę w to. Ale to Ty znasz cały kontekst i zainteresowanych.
      • grzespelc Re: Uwaga, filozuję 22.02.09, 21:50
        być może partner
        > tak odbiera jedną z metod ratowania związku jaki stosują kobiety tzn. próbują
        partnera ponownie sobą zainteresować, bardziej niż na co dzień się starają

        Nie tylko kobiety. To chyba jednak nie jest dobra metoda, bo nagradza się za złe
        zachowanie i partnr\er dochodzi do wniosku, że dobrze jest kręcić na boku, bo
        partner Cię dostrzega i stara sie bardziej i "winowajca" nie ma żandnego
        interesu, żeby ten stan kończyć. Chyba jednak lepszym wyjściem jest zacząć
        samemu kręcić, bo wtedy partner poczuje zagrożenie utratą i może doceni to, co
        ma, zamiast interesować się wróblami na dachu. Tyle teoria, a w praktyce, w moim
        wykonaniu żadna z tych dwóch taktyk się nie sprawdziła big_grin
Pełna wersja