Dodaj do ulubionych

nie ma samotnych z wyboru...

17.07.09, 15:18
wiecie co denerwuje mnie to nazywanie samotnych osob "singlami" i gadanie ze
to z wyboru. nie ma samotnych z wyboru po co sie oszukiwac i tracic energie
zamiast szukac partnera albo do spa i na diete zeby to on nas znalazl 99%
osob, ktore twierdza ze sa singlami, tak naprawde sa starymi pannami i starymi
kawalerami, tylko znalezli uzasadnienie w postaci modnego slowka i sie
dowartosciowuja. jest ktos kto naprawde chce byc sam i sie z tego cieszy?
Obserwuj wątek
    • dystansownik Re: nie ma samotnych z wyboru... 17.07.09, 18:20
      Samotni z wyboru są, ale to jest bardzo mały procent. Większość, która twierdzi,
      że są singlami robi to albo dlatego, żeby innym wmówić, że to ich wybór, albo
      wręcz żeby wmówić to sobie samemu.
      Często ten stan wynika z tego, że nie trafili na odpowiednią osobę lub nie mają
      odwagi, żeby ten stan zmienić. Naturalną rzeczą w takim przypadku jest
      racjonalizacja w postaci stwierdzenia, że jest się po prostu singlem.

      Jednak ja w sumie nigdy bym się chyba singlem nie nazwał. To określenie kojarzy
      mi się z yuppies, którzy po prostu nie dojrzali do poważnego życia.
    • elokwentna_marysia owacje. 17.07.09, 20:45
      powinnaś częściej pisać na forum.
      piszesz jak jest, nie owijasz stara panno w bawelnę.
      Przyznam się, że Cie podziwiam, bo mało jest starych panien jak Ty, które tak
      bez ogródek o swojej samotności piszą.





    • noajdde Re: nie ma samotnych z wyboru... 17.07.09, 23:16
      No i proszę. Dziewczyna prawdę napisała i zaraz się wszyscy obrazili. Mi osobiście termin single kojarzy się z komercją i zdegenerowaniem dzisiejszego świata, w którym generalnie liczy się tylko dobra zabawa i kasa. Nikt nie chce być sam, przynajmniej zbyt długo. To oczywista oczywistość. Tak czy siak bycie singlem jest dzisiaj trendy, cool i zajebiaszczo, przynajmniej przez chwilę.
      • po_strach *** Samotnosc nie jest zla *** 19.07.09, 17:00
        A co jest zlego w samotnosci? Robisz dokladnie to na co masz ochote.
        Kase wydajesz dokladnie na to, co jest Ci potrzebne. Pracujesz
        dokladnie tyle ile chcesz i musisz. Na urlop jezdzisz kiedy, na ile
        i gdzie chcesz. Wieczory spedzasz spontanicznie nie pytajac nikogo o
        zgode. Codziennie mozesz poznac kogos nowego bez scen zazdrosci.
        Doksztalcasz sie dokladnie wtedy i tam gdzie chcesz. Nikt Ci nie
        suszy glowy tym co zrobiles lub czego nie zrobiles. Wiec niby czemu
        Singiel nie chcialby byc sam?
        • nikodem_73 Re: *** Samotnosc nie jest zla *** 19.07.09, 20:08
          Nie ma nic złego w byciu samym. W końcu nie każdy lubi słuchać dziecięcego
          śmiechu, albo radosnego okrzyku "tata!" jak otwiera drzwi. I pewnie - tracisz
          niezależność, ale zyskujesz miłość. Jak dla mnie to świetny biznes.

          I uwierz - sam to już w życiu nie zamieniłbym partnerki i dzieci nawet za
          dziesięcioletnią imprezę. Z wiekiem zmieniają się priorytety.
          • xavi73 Re: *** Samotnosc nie jest zla *** 19.07.09, 20:18
            > I uwierz - sam to już w życiu nie zamieniłbym partnerki i dzieci
            nawet za
            > dziesięcioletnią imprezę. Z wiekiem zmieniają się priorytety.

            Niezależność to nie jest 10-letnia impreza, to jest dużo bardziej
            złożona wartość.
            • nikodem_73 Re: *** Samotnosc nie jest zla *** 20.07.09, 00:26
              Bycie wolnym i niezależnym jest bardzo proste - wystarczy być gościem, który ma
              wszystkich i wszystko gdzieś (co nie oznacza, że wszyscy, czy nawet większość,
              singli jest takich - to taki warunek wystarczający, choć niekonieczny).

              Czasem, także czytając tutejsze posty, odnoszę wrażenie, że część singli myli
              życie z komedią romantyczną - ta pogarda dla kompromisów i oczekiwanie od
              drugiej strony ideału. A w gruncie rzeczy to hipokryzją (być może
              nieuświadomiona), bo całe życie to jeden wielki kompromis. Inna część to po
              prostu egoiści, którym w głowie się nie mieści, że można by z czegokolwiek
              zrezygnować dla innego człowieka. "Ważny, ba! najważniejszy, jestem
              ja, mój rozwój, moje potrzeby. Reszta musi się podporządkować". A tylko
              drobna część to ludzie, którzy po prostu nie chcą wiązać się z innymi, bo po
              prostu towarzystwo ich męczy.

              I żeby nie było. Nie uważam, że bycie singlem to coś złego. Mnie to nie pociąga,
              ale jeśli komuś to odpowiada? Jego życie, jego sprawa.

              I na koniec - wiążąc się z kimś nie tracisz niezależności dlatego, że ten ktoś
              tak chce. Tracisz ją bo TY tak chcesz. Po prostu jeśli ją w pełni zachowasz, to
              po jakimś czasie stracisz związek.
          • ascenth czyzby tęsknota za utracona wolnoscia?? 19.07.09, 21:06
            nikodem_73 napisał:


            > I uwierz - sam to już w życiu nie zamieniłbym partnerki i dzieci nawet za
            > dziesięcioletnią imprezę. Z wiekiem zmieniają się priorytety.

            Dlaczego tak wielu ludziom sie wydaje ze główna atrakcja w życiu singla sa
            imprezy??! Ja nie chodzę na imprezy, bo po prostu nie lubię jazgotu. Nie
            prowadzę hulaszczego trybu życia , mam kilku sprawdzonych przyjaciół i to
            wystarcza w zupełności. Singiel to wcale nie wieczny małolat. Mam 39 lat i
            zachowuję sie stosownie do swojego wiekusmile) Doświadczyłam różnych sytuacji ,
            byłam szczęśliwa w związkach i jest mi dobrze teraz. Zastanawia mnie natomiast
            skąd się biorą takie jadowite zaczepki i pogardliwe prowokacje osób zyjacych w
            rodzinie?! Czyżby jednak podświadoma tęsknota za spokojem i wolnością??
            • theorema Re: czyzby tęsknota -wszystkie powody samotności 19.07.09, 23:44
              Popieram Twój punkt widzenia. Jestem sama, co nie znaczy, że weekendy spędzam na
              clubbingu,puszczam się z kim popadnie, a w tygodniu zajmuję się wyłącznie swoją
              firmą i tłuczeniem kasy - co oczywiście zdaniem większości odmóżdża.
              Jestem sama bo mam artystyczny zawód i nigdy nie zamienię go na bycie kurą
              domową - a nie każdy mężczyzna umie się z tym pogodzić. Co dziwne większość
              facetów dziś wspaniale gotuje, umie uprać sobie ciuchy - ale poznając kobietę
              tracą powyższe umiejętnoścismile
              Jestem sama - bo kilka razy bardzo, bardzo zawiodłam się na kimś uczuciowo -
              porządni w sumie mężczyźni, którzy pomylili zauroczenie i super seks z miłością
              - naobiecywali, zrobili zamieszanie w życiu - a potem zostawili. Bo jednak
              woleli być singlami, nie być odpowiedzialni za nikogo, nie musieć się tłumaczyć
              dlaczego jadą na rok na kanadyjską wieś, albo do Tybetu. Mieli prawo? Mieli -
              tylko szkoda, że nie poczekali z wyrażaniem uczuć i robieniem planów...a mnie
              zranili, bardzo. I już się nie umiem przełamać i pozbierać, nie wierzę że
              następny będzie już tak na serio, nawet ten, z którym byłam 3 lata stwierdził,
              że nie jest teraz dobry czas na związek w jego życiu, bo on się musi
              rozwijać...no, musi, wiem. Też jest artystą- tylko po co zabrał mi 3 lata z życia?
              Jestem sama - bo nie chcę mieć dzieci. Już tu kiedyś o tym pisałam. Niby
              uzyskałam pocieszenie, że jednak nie wszyscy chcą - ale ja nie znam osobiście
              ani jednej takiej osoby, nawet Ci "poszukujący" górnolotni artyści - też chcą.
              Ciekawe kto je będzie chował, jak oni wyjadą na rok albo dwa...nie
              zabezpieczając kobity finansowo, no bo przecież się dopiero rozwijają...ich
              kobiety będą godzić pracę na 2 etaty i samodzielną opiekę nad dzieckiem? Dzięki,
              wolę nie...
              Jestem sama, bo kocham samotność- spokój, zielone lasy, w których kilometrami
              nie spotka się człowieka; ciszę niezakłóconą muzyką i radosną paplaniną,
              swobodę i brak pośpiechu na co dzień - tu akurat kłaniają się względy medyczne,
              nienawidzę być łajana i popędzana, bo mamusia jednego czy drugiego robi wszystko
              rach-ciach...
              Jestem sama, bo mężczyźni wyczuwają, że oczekuję od nich przede wszystkim
              intelektualnej fascynacji, dowcipu, luzu, niemałostkowości, samodzielności,
              wierności - a niestety, nie można mi zaimponować ani kasą(choć sama jej nie
              mam), ani siłownianą muskulaturą, ani znajomościami w show-biznesie, a już
              zupełnie mam alergię na typ rozkazującego macho, albo "wujka dobrą radę".
              Jestem sama, bo jestem wymagająca, a sama mam do zaoferowania wartości
              odbiegające od stereotypu dobrej partnerki, też ważne, ale niewielu je docenia.
              Jestem sama, bo wolę poczekać, aż ktoś mnie doceni, zamiast wbijać się w
              kompleksy, że nie jestem wzorową gospodynią i matką - nie jestem, nie będę i nie
              chcę tego zmieniać. Zdaję sobie sprawę z tego, że to ułomność w kwestii
              związków, ale nie zmienię się. Najlepszy seks nie jest tego wart - a zresztą,
              nawet z brakiem seksu, największym mankamentem samotności można się pogodzić -
              jeden z "byłych-niedoszłych" zapytał odchodząc - dasz sobie radę beze mnie?
              Wiesz mam nadzieję co to jest "shower=power"? Teraz już wiemsmile
              • dyletantonline Re: czyzby tęsknota -wszystkie powody samotności 20.07.09, 00:37
                theorema - swietny post. Tak trzymac. Pewnych wartosci i celow w zyciu nie da
                sie przehandlowac.

                Wyczuwam, ze jestes jeszcze mloda osoba (moze przez to, ze wspomnialas o
                mamusiach adoratorow).

                Mowisz, ze masz juz dosc prob i angazowania sie, ale... nigdy nie mowi sie: nigdy.

                Moze jeszcze trafisz na tego swojego, co doceni, zrozumie i zaimponuje. Nie
                uprzedzaj sie. Przeciwnie: badz otwarta na nowe mozliwosci. Teraz juz masz
                doswiadczenie, wiec nie stracisz latwo glowy smile

                Ja sobie zawsze mowie tak: jesli zatrulam sie jedzeniem w jakiejs chinskiej
                knajpce, to nie znaczy, ze juz nigdy nie moge jesc w zadnej chinskiej
                restauracji, bo zdarzy sie to samo (to nie ja wymyslilam, ale pamietam o tym).
                Jesli przewrocilam sie 10 razy skaczac przez jakas przeszkode, to nie znaczy ze
                jedenasty raz tez sie przewroce. Nie warto dawac za wygrana i nastawiac sie
                negatywnie. Nie warto rezygnowac przed 11-tym skokie. On wlasnie moze sie udac.

                Ja na twoim miejscu, nawet, gdyby jakis adorator na pierwszy rzut oka nie
                bwydawal mi sie tym wymarzonym, to dalabym mu szanse. Wiem, ze nie jestes juz
                nastolatka i wiesz, czego chcesz, ale czasem warto sprobowac - jakby wbrew swoim
                oczekiwaniom. Niekiedy fajne babki sa przez lata samotne, bo kandydat odpada na
                wstepie z powodu kryteriow (albo obawy ponownego zawodu...?) W ten sposob tez
                moze nas cos omijac, bo z gory zakladamy, ze nic sie ciekawego nie zdarzy lub ze
                koszta sa zbyt wielkie. A moze czasem warto zaryzkowac, ot tak... na probe.
                Jeszcze raz, i jeszcze raz... Jak nic nie bedzie, to mowi sie trudno.

                Ja jestem dokladnie taka jak ty, ale jakos znalazlam nieoczekiwanie swojego
                partnera. I nie musze ani na centymetr rezygnowac ze swoich pasji. Zycie jak w
                Madrycie. A wcale na poczatku nie wydawal mi sie takim idealem...

                to tyle od wujka dobra rada smile

                  • dyletantonline Re: czyzby tęsknota -wszystkie powody samotności 20.07.09, 02:34
                    theorema napisała:

                    > Ha, taka młoda to ja już nie jestemsmile 31 za parę dni...

                    iiiii... to pikus! smile) Mnie sie grunt usunal spod nog, jak mialam.. chyba cos
                    kolo... 37. Wydawalo mi sie, ze stracilam wszystko, po calosci, od gory do dolu
                    listy - wszystkie niepodwarzalne cele i sensy mojego zycia smile)

                    ...ale jakos potwierdzilo sie, nie mnie pierwszej: co cie nie zabije, to cie
                    wzmocni smile Swieta racja.

                    I jak to powiedzial Artur Rubinstein, po nagraniu ponownym (majac ponad 90 lat)
                    wykonania tej samej kompozycji (ktora nagral wczesniej majac ponad 60 lat): "O,
                    wtedy to bylem jeszcze smarkacz"
              • saksalainen Spokój i brak pospiechu? 20.07.09, 01:03
                To jest cos czego mi u wiekszosci kobiet brakuje: Luzu.

                Po prawdzie, to moge nawet tolerowac, ze partnerka jest bardzo aktywna, wstaje w weekend rano "bo szkoda dnia" itp. - tylko niech nie ma pretensji ze jej w tym nie towarzysze.
                • dyletantonline Re: Spokój i brak pospiechu? 20.07.09, 03:23
                  saksalainen napisał:

                  > Po prawdzie, to moge nawet tolerowac, ze partnerka jest
                  > bardzo aktywna, wstaje w weekend rano "bo szkoda dnia" itp.
                  > - tylko niech nie ma pretensji ze jej w tym nie towarzysze.

                  Oj, nie ty jeden to masz smile Ja mialam podobnie z moim obecnym mezem.
                  Zaliczalismy maraton - po 2-3 festiwale w jeden dzien (to mozliwe w moim
                  miescie), a jeszcze przed poludniem jakies sporty, plenery, lodki.

                  Ostatni raz, jak wybralismy sie rowerami "nad morze" i myslalam, ze nie dojade z
                  powrotem, zejde po drodze - od pragnienia, upalu, jazdy pod wiatr (w obie
                  strony?) i od wrazenia ze chyba hamulec mi sie wcisnal na stale - bo skad niby
                  az taki opor materii? (samochodem to ponad 30-40 min.; moze dla niektorych to
                  niewiele... dla meza to: "20 minut rowerkiem"). Skonczylo sie na tym, ze maz
                  popychal moj rower w powrotnej drodze do domu, a ja jak dopadlam sofy, to
                  lapalam oddech do wieczora - z twarza rumiana po czubki wlosow.

                  ...ale to byla ostatnia taka moja jazda i wspolna wyprawa rowerowa. Mamy inny
                  typ energii smile

                  Zawsze mozesz sprobowac powiedziec przy nastepnej okazji: "Nie mozesz sie
                  kochanie ode mnie uzalezniac. Miej cos wlasnego, wlasne hobby, wlasny pomysl na
                  spedzanie czasu. Badz samodzielna, zyj wlasnym zyciem. Ty - na rower, a ja -
                  wole poczytac ksiazke. A wieczorem pojdziemy na koncert lub za tydzien do
                  teatru/klubu."

                  My z mezem planujemy teraz wspolne wyjscia - od czasu do czasu, wspolnie
                  spedzamy czas - lecz w zadnym razie przez calutki dzien. On ma swoje zycie a ja
                  swoje, i gdzies tam wektorowo sie spotykamy. Nie da sie jak bliznieta syjamskie
                  tak od rana do rana. Inaczej mozna sie zwyczajnie znudzic soba.

                  Moze u ciebie tez zadziala ten sposob...?

            • nikodem_73 Re: czyzby tęsknota za utracona wolnoscia?? 20.07.09, 00:01
              Dlaczego "jadowite zaczepki"? Poprzedni post pisałem całkowicie serio i bez
              sarkazmu. Naprawdę są ludzie, którzy nie lubią dzieci (nawet w potrawce i z
              frytkami wink).

              I tak - owa 10letnia impreza to alegoria pełnej wolności - możliwości swobodnego
              spotykania się z kim się chce i kiedy się chce. To jest coś, co mając dzieci po
              prostu bezpowrotnie tracisz.

              Tyle tylko, że w zamian dostajesz coś, czego singiel i tak nie zrozumie, a
              rodzicowi tłumaczyć nie trzeba. To jak tłumaczenie ślepemu czym jest zieleń.

              Wg mnie przekonywanie kogokolwiek do "porzucenia singielstwa" jest całkowicie
              pozbawione sensu. I tak w końcu dorośnie do tego aby być z kimś i wziąć za kogoś
              odpowiedzialność (tak, bo wiązanie się z kimś oznacza, że Twoje decyzje
              przestają dotyczyć wyłącznie Ciebie). A tłumaczenie mu tego tu i teraz jest jeno
              "matkowaniem" (co w wypadku osób dorosłych jest co najmniej niestosowne). Jeśli
              jednak nigdy do tego nie dojdzie, to jest to jego wybór i tłumaczenie mu tego i
              tak niczego nie zmieni.

              Powiedz mi - jak miałbym Ci wytłumaczyć czym jest uczucie gdy po raz pierwszy
              poczujesz piąstkę zaciskającą się na palcu? Co się czuje jak usłyszysz po raz
              pierwszy "tata"? Co się czuje, gdy widzisz małego człowieka, który Ci
              bezgranicznie ufa, bezwarunkowo kocha i jest zdany wyłącznie na Ciebie? Nie
              potrafię tego zrobić. Nawet nie wiedziałbym z czym to porównać.

              Tęsknota? Bynajmniej.
              • theorema Re: czyzby tęsknota za utracona wolnoscia?? 20.07.09, 00:11
                Pięknie to napisałeś. No i chyba tak właśnie jest. Mnie nie została dana łaska
                wiary w Boga, instynkt macierzyński...ważne fundamenty dla innych, a ja muszę
                żyć bez nich. I nie ze swojej winy. Dlatego mogę się cieszyć radością innych
                rodziców, którzy przeżywają swoją misję pokazywania świata wpatrzonemu w nich
                maluchowi - ale sama nie mam pojęcia, ani też chęci sprawdzenia - jak to jest. I
                nikt mi tego nie opowie tak, żeby mnie zachęcić, pozostanę z boku, jako życzliwy
                obserwator
        • etwasbesseres Re: *** Samotnosc nie jest zla *** 20.07.09, 09:28
          po_strach
          nie jestem samotna
          a robię dokładnie to, na co mam ochotę
          kase wydaję dokładnie na to, na co chcę
          pracuję dokładnie tyle, na ile mam ochotę i potrzebę
          urlop planuję ja a mój partner się do mnie dopasowuje
          dokształcam się cały czas
          chodzę na aerobick, taniec brzucha, umawiam się z koleżankami i
          znajomymi
          mam drugą pracę (popułdniami) w której się realizuję tak samo jak w
          tej pierwszej choć to zupełnie co innego...
          nikt mi nie suszy głowy, o to co robię lub czego nie robię
          jestem kochana
          szanowana
          i jeśli komuś związek kojarzy się z tym, co napisaleś to
          współczuję....
      • vidmo76 Re: nie ma samotnych z wyboru... 18.07.09, 19:04
        Nie ma co mówić, fajny tekst dziewczyna walnęła!
        Prowokacja czy nie, a kogo to ...

        Na siłę wprowadzam samotniczy tryb życia, ale z drugiej strony ciągnie do kogoś. Pomimo tego, że zdaje sobie sprawę, że jaki kol wiek związek spowoduje u mnie, życiową niestrawność.
        Z kimś źle, samemu jeszcze ze gorzej.wink
    • cal-ineczka Ja znam odpowiedź 18.07.09, 21:25
      Ja odpowiem.
      Czasami tak jest, że wszystkie okoliczności sprawiają, że lepiej być samej, niż
      z kimś. Szczególnie w pracy, gdy gra może iść o życie. Za każdym razem, jak się
      wychodzi "cało" z sytuacji, ma się wrażenie, że jeśli byłby ktoś jeszcze, to
      trzeba by było tego kogoś jeszcze "ratować", czy wyciągać z kłopotów. Przychodzi
      pomysł, że razem z kimś daleko się nie pociągnie, i że te plany, pomysły jednej
      osoby, są skuteczne, gdyż w dwójkę druga osoba mogłaby je "zgasić", lub
      pogarszać sytuację.
      Jeśli ktoś lubi być sam, to dlatego, że bardzo ją pociąga życie w sposób osoby,
      która jest sama, ale nie ten fakt, że jest samotna.
      Życie osoby takiej może być bardzo bogate w wiele przygód, w wiele przeżyć, o
      których nawet czasami nie powie, bo nikogo to nie interesuje. Ale ją tak, bo w
      końcu przeżyła, w końcu wygrała np. z niesprawiedliwością itp.
      Ale w duszy napewno tęskni i czeka aż się zmieni jej sytuacja, zwłaszcza, gdy
      jest w wieku w którym się wychodzi za mąż.
      • borru Re: Ja znam odpowiedź 19.07.09, 11:34
        "Grudzień, 2006:
        ......piszę do Ciebie wiersz.
        Może ostatni, na pewno pierwszy.
        Jest głęboka, ciemna noc. "
        najgęstsza czerń z czerni
        najbardziej samotna ...samotność

        proszę kogoś o plamkę światła
        mały promyczek, plamkę światła..
        może zobaczę w niej twarz
        mojego anioła..

        piszę do Ciebie wiersz
        o tym jak bardzo lubię
        swoją samotność
        a ty pewnie uwierzysz
        i miniesz mnie bez słowa...
      • okowoczodole Re: Moja odpowiedź 19.07.09, 13:06
        Nie ma singli z wyboru, to tylko dopasowywanie określenia do stanu
        faktycznego. No trudno. Ale single to osoby ktore nie mają nikogo.
        A są kobiety (i mężczyzni) ktorzy są w związku ale partner
        (partnerka) ani myśli się żenić, zakładać rodziny. To są stare
        panny (starzy kawalerowie). No chyba tak trzeba rozroznic - niby
        nie same, ale jednak nikt ani myśli się jakoś okreslac na
        przyszłość. Najsmieszniejsze gdy i wtedy mowią że to z ICH wyboru,
        a na cudzych ślubach aż zgrzytają zębami. Pogmatwani, pokręceni,
        nieznośni, zawistni.
    • rokokospoko czyżby prawda niektórych zabolała? 19.07.09, 11:37
      znam naprawdę wielu różnych ludzi, w różnym wieku i z różnych klas i faktycznie
      tak jest, że tylko kilka % jest samych z wyboru, a to dlatego, że te osoby źle
      czują się z jedną osobą przez cały czas, szybko się nudzą i wolą samotność. Inne
      z kolei wolą być same, bo nie mają żadnych ograniczeń, choć z wiekiem żałują. A
      inne po prostu tłumaczą swoje nieudacznictwo.
      • liza_s Re: czyżby prawda niektórych zabolała? 19.07.09, 11:56
        Prawda? Boli mnie raczej to, że ludzie, którzy nie potrafią sformułować
        czytelnej wypowiedzi w języku polskim aspirują do roli demaskatorów rzeczywistości.
        Autorka tematu całkowicie neguje istnienie samotnych z wybóru, Ty mówisz już o
        kilku procentach, czyli wasze "prawdy" nieco się jednak różnią.

        Czy uważasz, że tylko single mogą być nieudacznikami? Moje obserwacje są zgoła inne.
        • skywalker2002 Nie tak ostro moja siostro 19.07.09, 21:17
          Autorce czy autorowi wątku powiem tylko tyle. Nie każdy miał w życiu farta i
          poznał kogoś wartościowego z kim można być. Jestem sam bo wszystkie dziewczyny
          jakie przerabiałem to były puste laski albo qrwy lecące na kasę.
          • oldbay Re: Nie tak ostro moja siostro 20.07.09, 06:52
            No i o to chodzi. Ile ludzi na swiecie tyle róznych historii,
            doświadczeń. Każdemu inny los pisany. Nie rozumiem tych, co
            oczekują, że wszyscy powinni wbijac się w ten sam schemat. Kazdy
            jest inny, unikalny i idzie swoją drogą. I nic innym do tego.
            Jeden ma zonę i dwoje dzieci, drugi zonę i zero dzieci, trzeci jest
            wdowiec, czwarta panna z dzieckiem, piata samotna, szósty ojciec
            adoptowanej czwórki, piata mezatka bedąca macochą dla dzieci męza z
            poprzedniego małzeństwa, nastepny to gej bezdzietny i samotny itp
            itd.
            -
            oldbay
      • mandolinka.bramborova Re: czyżby prawda niektórych zabolała? 19.07.09, 12:10
        > tak jest, że tylko kilka % jest samych z wyboru,

        tylko o jaki wybór chodzi? przecież jak się np. nie spotkało nikogo,
        kto by sobą zainteresował, to gdzie tu wybór?
        samotnymi z wyboru może być nazywany moim zdaniem tylko ten, kto
        spotkał na swojej drodze osobę, która rozbudziła w nim jakieśtam
        uczucia, ale pomimo tych uczuć wybrał samotność, bo np. nie lubi
        ograniczeń i obowiązków wynikających z życia w związku. wtedy
        dokonał wyboru pomiędzy uczuciem a wolnością.
        ewentualnie wyboru dokonują jeszcze ci, którzy robią wszystko, by
        nie poznać drugiej osoby, nie wychodzą do ludzi, nie utrzymują
        kontaktów towarzystkich. ale ilu takich jest?
        a gdy ktoś jest sam, bo nie spotkał nikogo odpowiedniego albo
        spotkał, ale z różnych względów związek się nie udał, to nie ma
        tutaj przecież "wyboru".
        • xray.inc Re: czyżby prawda niektórych zabolała? 19.07.09, 18:50
          Istota wyboru bycia singlem leży w samodzielnym określeniu ścieżki
          życia nie-szukania-na-siłę.
          Ja nie wykluczam, że może kiedyś przypadkiem nadzieję się na fajną
          kobitkę, z którą będzie mi jeszcze fajniej niż samemu (i vice
          versa). Ale nie mam zamiaru nikogo SZUKAĆ, bo jest mi dobrze i
          niczego mi nie brakuje - i wbrew zawoalowanym złośliwościom
          walentynkoterrorystów pokroju przedmówczyni - również osób bliskich
          emocjonalnie oraz partnerek seksualnych.
    • an.na.be w ten sposob generalizujac 19.07.09, 11:48
      wypadaloby, dla uczciwosci, dopisac, ze ci, ktorzy trwaja w zwiazkach maja za
      malo odwagi i przyzwoitosci, zeby sie z nich wyrwac

      bo taki sam procent osob nie jest samotny z wyboru, jaki jest totalnie
      nieszczesliwy w zwiazku, ale nie potrafi zyc samodzielnie
    • mary-huana Re: nie ma samotnych z wyboru... 19.07.09, 12:48
      mariiolka2 napisała:

      > wiecie co denerwuje mnie to nazywanie samotnych osob "singlami" i gadanie ze
      > to z wyboru. nie ma samotnych z wyboru po co sie oszukiwac i tracic energie
      > zamiast szukac partnera albo do spa i na diete zeby to on nas znalazl 99%
      > osob, ktore twierdza ze sa singlami, tak naprawde sa starymi pannami i starymi
      > kawalerami, tylko znalezli uzasadnienie w postaci modnego slowka i sie
      > dowartosciowuja. jest ktos kto naprawde chce byc sam i sie z tego cieszy?

      prawda jest taka, że samotnym się jest nie z wyboru ale z
      konieczności, a powody tych konieczności bywają przeróżne..

      .....................

      Jako stara baba unikam sapania młodym nad uchem, strzelam plaskacza
      w ucho na opamiętanie smile)
    • blup66 Re: nie ma samotnych z wyboru... 19.07.09, 13:03
      Polecam genialny film "Into the wild". O życiu w samotności, ucieczce, wielkich słowach i skrytym gniewie. Morał taki, że szczęście czuje się tylko wtedy gdy można je z kimś dzielić.
      Single to twór dzisiejszego świata, albo tacy co boją się ten stan zmienić bądź nie mają odwagi tego przyznać, albo niedojrzali do życia w kompromisie.
      • micheus Re: nie ma samotnych z wyboru... 19.07.09, 13:16
        > Polecam genialny film "Into the wild". O życiu w samotności, ucieczce, wielkich
        > słowach i skrytym gniewie. Morał taki, że szczęście czuje się tylko wtedy gdy
        > można je z kimś dzielić.
        Film dobry.

        > Single to twór dzisiejszego świata, albo tacy co boją się ten stan zmienić bądź
        > nie mają odwagi tego przyznać, albo niedojrzali do życia w kompromisie.
        A kompromis to porażka dwóch stron. Racja nie dzieli się na dwie równe części.
      • an.na.be tak samo jak tworem wczesniejszego swiata 19.07.09, 13:17
        jest malzenstwo, bez ktorego nie bylo sie w stanie w zaden sposob funkcjonowac w
        spoleczenstwie

        i, jak juz napisala, tyle samo osob nie potrafi funkcjonowac z druga osoba, ile
        nie potrafi funkcjonowac samodzielnie

        jedni i drudzy sa w taki sam sposob porabani
        tylko, ze tradycja te druga grupe chroni, a pierwsza napietnuje
      • dyletantonline Re: nie ma samotnych z wyboru... 19.07.09, 16:15
        blup66 napisała:

        > Polecam genialny film "Into the wild".[...] Morał taki,
        > że szczęście czuje się tylko wtedy gdy można je z kimś dzielić.

        Film zapewne jest ciekawy i wartosciowy, ale z takime credo to ja sie w zyciu
        prywatnym nie zgadzam. Mozna dawac i dzielic milosc, ale szczescia nie da sie
        dzielic. Prawdziwe szczescie jest stanem umyslu w pewnym sensie bardzo
        indywidualnym, niezaleznym od wszelkich przemijajacych zjawisk zewnetrznych, lub
        przemijajacej obecnosci innych ludzi. Stan szczescia (niczym nieuzaleznionego)
        mozna wspolnie przezywac z drugim czlowiekiem, ale nie da sie go "dac" ani
        "podzielic", chocby czlowiek wyskoczyl ze skory (mozna jedynie nauczyc drugiego
        czlowieka dazenia do osiagania takiego stanu umyslu). Stanu niezaleznego od,
        obecnosci lub nie, innej osoby.
          • dyletantonline Re: nie ma samotnych z wyboru... 19.07.09, 19:47
            blup66 napisała:

            > Zgoda, ale rzecz w tym, że pełnię szczęścia osiąga się
            > gdy można o tym szczęściu opowiedzieć komuś bliskiemu,
            > lub je pokazać.

            To iluzja, ale wynikajaca z potocznego rozumienia "szczescia". Tak naprawde,
            szczescie - to stan umyslu niezalezny od zadnych warunkow (ani zdarzen,
            ani ludzi, ani zjawisk, ani mysli). Taki stan jest dosc nielatwy do osiagniecia
            - stad powszechne wrazenie, ze odczuwamy jedynie momenty szczescia w zyciu lub
            pewne okresy (zwlaszcza idealizowane z perspektywy czasu).

            1. Aby osiagnac trwaly stan szczescia, to po pierwsze nalezaloby usunac,
            liczne na ogol przeszkody
            przyklejajace nam sie do umyslu - mniej lub
            bardziej wazne (np. drobne frustracje na co dzien, niezadowolenia,
            rozczarowania, troski, stresy: a to z powodu warunkow zycia, kariery, zachowan
            bliskich, niedoskonalosci innych ludzi [wg. naszych wyobrazen], zdrowia,
            wygladu, majatku, braku lub uplywania czasu,... etc, etc., roznych okolicznosci
            i sytuacji, nie wylaczajac pogody, samopoczucia czy przypalonego wlasnie obiadu).

            2. Po drugie - nauczyc sie nie wierzyc i nie ufac, ze nasze szczescie zalezy
            od jakiegokolwiek warunku
            , i ze nigdy nie ulegnie on zmianie. Mozliwosc
            "opowiedzenia komus bliskiemu" np.: "jestem z toba taka szczesliwa/-y;
            jestem/-smy tacy szczesliwi" - nie gwarantuje "pelni szczescia". Jest to
            stan latwy do utraty. Dzis tak, jutro moze nie. To raczej chwilowa radosc,
            spelnienie, euforia, satysfakcja, przyjemnosc, moze nawet ekstaza (chocby i
            trwajaca 40 lat) - lecz bez gwarancji, ze nie ulotni sie w razie, gdy
            okolicznosci sie zmienia (stracimy prace, walczymy z niepelnosprawnoscia, dzieci
            odchodza na swoje, partner zawodzi itd)

            Poczucie spelnienia i radosci z powodu bycia we dwoje ("mozliwosc
            opowiedzenia o szczesciu
            ") zawiera konieczny warunek: "jestem szczesliwy/-a
            wlasnie z toba i tylko z toba; chce byc z toba; chce przezywac szczescie z toba"
            [czyli: bez ciebie, lub z kims innym - byc moze juz nie bede umiec byc w pelni
            szczesliwy/-a].

            Prawdziwe szczescie tymczasem to stan ponad wszelkimi warunkami.
            Odczuwany z kims i pomimo braku kogos, rowniez nastepnego dnia, gdy bliska osoba
            np. wyjechala daleko i na dlugo lub... odeszla z kims innym [o ile posiada sie
            umiejetnosc przechodzenia bez uszczerbku przez rozne niespodzianki losu i
            szybkiej "regeneracji"].

            Stan rzeczywistego szczescia nie jest zalezny od zadnych okolicznosci i
            przyczyn. Jest niezwiazany od tego czy posiada sie majatek czy nie, robi sie
            imponujaca kariere czy nie, jest sie mlodym lub starym, ladnym lub brzydkim, ma
            sie dzieci lub nie, jest sie zdrowym lub chorym, popularnym i waznym lub
            przecietnym, ma sie bliskich czy stracilo, itd.

            W "pelni szczesliwy", naprawde szczesliwy - jest ten, kto potrafi uwolnic sie
            od wszystkich tych warunkow
            . To dosc nielatwe do osiagniecia i wymaga sporej
            pracy nad soba.

            Jeszcze trudniejsze jest "pokazanie komus szczescia" w sensie wskazywania
            drog jego osiagania, bo najpierw bezwarunkowo trzeba umiec byc samemu
            szczesliwym. Zadanie nielatwe.

            Ja nie chce tu nikomu psuc nastroju i szczescia odczuwanego z druga osoba.
            Probuje jedynie uscislic sam termin, w ktorym jest male ostrzezenie: nie
            uzalezniaj sie od niczgo. Nie wierz, ze to da ci trwale szczescie. Bo sie
            zawiedziesz, gdy warunki sie zmienia.
            No i tyle kadzenia i filozofowania smile
    • muundek7791 Re: nie ma samotnych z wyboru... 19.07.09, 13:18
      brawo - już od dawna mnie także to denerwuje...to podpinanie się pod
      etykietkę singla, trzeba nazywać żeczy po imieniu a nie szukać
      usprawiedliwień czy wymówek..
      Co do ujęcia procentowego rzeczywistych samotników tylko się nie
      zgodze, dałbym gdzieś 5% tych faktycznych samotnych z wyboru lub
      konieczności - reszta oszukuje samych siebie.
      • uwolnic_cyce Re: nie ma samotnych z wyboru... 19.07.09, 13:27
        muundek7791 napisał:
        > dałbym gdzieś 5% tych faktycznych samotnych z wyboru lub
        > konieczności - reszta oszukuje samych siebie.

        A co to kogo obchodzi czy ktoś się oszukuje czy nie.Niech każdy
        sobie radzi ze swoją sytuacją jak chce.
    • akle2 Lepiej z byle kim? 19.07.09, 13:24
      To jest tak: jak ma być mi gorzej a nie lepiej to wolę byc sama niż z byle kim. Nic na siłę i nic za wszelką cenę. A w celibacie przecież siedzieć nie muszę.
      Po co za wszelką cenę związywać się np w facetem który mnie nie pociąga fizycznie, ze sportu interesuje go eurosport, który poniża kobiety itp. Nie wykluczam miłości, ale wolałabym aby to była miłość przez duże M a nie na pokaz i na imieniny u cioci.
      • muundek7791 Re: Lepiej z byle kim? 19.07.09, 13:54
        Po co za wszelką cenę związywać się np w facetem który mnie nie
        pociąga fizyczn
        > ie, ze sportu interesuje go eurosport

        - to samo i w drugą strone....i żeby wymagać od innych trzeba
        wymagać od siebie

        > miłości, ale wolałabym aby to była miłość przez duże M a nie na
        pokaz i na imie
        > niny u cioci

        - mnie to wprost irytuje jak patrze na takie "pary" po cho*ere
        mordować siebie i drugiego? a jeszcze gorzej jak są dzieci - szkoda
        tylko ich bo od początku siedzą w patologi nie z własnej winy
        przecież.
      • anek80 Re: Lepiej z byle kim? 19.07.09, 14:22
        A ja się nie zgodzę - są single z wyboru, przynajmniej w takim sensie, że nie szukają nikogo na siłę, nie chcę wiązać się z byle kim, mają poczucie własnej wartości, która nie zależy od tego, czy są z kimś, czy nie, potrafią cieszyć się życiem pomimo samotności. Co nie znaczy, że nie marzą o miłości... I nie jest prawdą, że ma to coś wspólnego z (brakiem) urody i (paskudnym) charakterem. Świetnym przykładem na to jest moja szwagierka. Dziewczyna piękna, figura modelki, inteligentna, zaradna (prowadzi własną firmę), a przy tym nie nudna, wręcz przeciwnie, otwarta, dowcipna dziewczyna - kapitalna koleżanka, kumpela i siostra. Zawsze życzliwa i serdeczna, bardzo uczynna. Chodzący ideał. I to zarzucił jej były już facet, gdy od niej odchodził po 4 latach związku. Prawda jest taka, że facet miał poważne problemy emocjonalne i nie był zdolny do założenia rodziny - rodzice się rozwiedli, oboje wyjechali za granicę i nie za bardzo się nim interesowali po tym, gdy młodszy brat popełnił samobójstwo. Problemy rodzinne sprawiły, że facet stał się emocjonalnym wrakiem. Wspominam o tym tylko po to, by ukrócić rozważania że to pewnie ona jest winna. Moja szwagierka bardzo przeżyła to rozstanie i od tej pory jest sama. Ma grono przyjaciół, mnóstwo znajomych, jest towarzyska. Przyjaźni się zarówno z kobietami, jak i z mężczyznami. Wszystkich adoratorów jednak odrzuca, na wszelkie próby swatania reaguje alergicznie - w przeciwieństwie do zdesperowanych kobiet, dla których bycie z facetem to cel i sens życia. Ona mogłaby mieć faceta na zawołanie, ale nie zależy jej, by być z kimkolwiek. Myślę po prostu, że jeszcze nie nadszedł ten moment, że nie spotkała nikogo odpowiedniego dla siebie.
        • dyletantonline Re: Lepiej z byle kim? 19.07.09, 16:04
          anek80 napisała:

          > A ja się nie zgodzę - są single z wyboru, przynajmniej
          > w takim sensie, że nie szukają nikogo na siłę, nie chcę
          > wiązać się z byle kim, mają poczucie własnej wartości,
          > która nie zależy od tego, czy są z kimś, czy nie, potrafią
          > cieszyć się życiem pomimo samotności.

          Glos rozsadku smile Zgadzam sie calkowicie. Podkreslmy kilka istotnych kwestii
          (jestem kobieta dlatego, nawiaze do sytuacji kobiet nazwanych tu "starymi
          pannami").

          1. W wielu zawodach, w ktorych realizacja kariery zwiazana jest z potrzeba
          koncentracji, determinacji, poczuciem powolania - kobiety pozostaja samotne do
          konca (mezczyzni niekoniecznie). Odpowiedzcie sobie sami: dlaczego? To oczywisty
          wybor pomiedzy obowiazkami (nielatwo znalezc mezczyzne prowadzacego dom,
          wychowujacego dzieci lub sprawic by sie tego podjal). Wybor zycia w pojedynke
          odbywa sie na ogol bez poczucia straty poniewaz pasja moze wypelniac cale zycie.
          W innym przypadku czlowiek by sie dusil (odbiloby sie to na mezu, dzieciach).

          2. Kobiety te - samodzielne, ponad-przecietne - na ogol maja trudnosc w
          znalezieniu partnera na odpowiednim poziomie mentalnym. Znam wiele takich osob,
          ktore twierdza: nie dziekuje, az tak to sie nie umiem przelamac. Ze nie wspomne,
          iz rowniez "statystyczne" mezatki niejendokrotnie spychaja w zwiazku swoja osobe
          w cien partnera i daja mu do zrozumienia, iz to on jest madrzejszy, decyzyjny, etc.

          3. Ludzie czesto popelniaja blad myslac, ze szczescie jest zalezne od obecnosci
          partnera. Jest to iluzja. Nawet, gdy ma sie partnera, nie mozna liczyc, ze
          zagwarantuje to wieczne szczescie (zawsze moze nadejsc moment jego odejscia,
          utraty). A wiec, bolesna pomylka i zrodlem cierpienia, moze okazac sie takie
          uzaleznianie wlasnego szczescia. Po stracie partnera (zwlaszcza, gdy byl on
          "calym swiatem i trescia zycia") grunt moze usunac sie spod nog. Ani szczescie
          ani nieszczescie nie moze zalezec od partnera. Jesli ma sie partnera to fajna
          sprawa, trzeba korzystac z radosci zycia poki czas, ale trwalego szczescia
          trzeba szukac w trwalych wartosciach (nie bede wnikac w jakich, bo tu nie
          miejsce ku temu).
    • hella_79 Re: nie ma samotnych z wyboru... 19.07.09, 14:05
      to, że Ty sobie nie wyobrażasz, ze takie osoby mogą być, to nie znaczy, ze ich nie ma.
      nie każdy z paniką w oczach szuka "drugiej połówki" - niektórzy naprawdę lubią być sami tongue_out
      i jeszcze jedna uwaga: sam nie koniecznie znaczy samotny. tak samo jak bycie w zwiazku z kimś nie gwarantuje, ze nie bedziemy samotni.
    • kamil922 Re: nie ma samotnych z wyboru... 19.07.09, 14:05
      mariiolka2 napisała:

      > wiecie co denerwuje mnie to nazywanie samotnych osob "singlami" i
      gadanie ze
      > to z wyboru. nie ma samotnych z wyboru po co sie oszukiwac i
      tracic energie
      > zamiast szukac partnera albo do spa i na diete zeby to on nas
      znalazl 99%
      > osob, ktore twierdza ze sa singlami, tak naprawde sa starymi
      pannami i starymi
      > kawalerami, tylko znalezli uzasadnienie w postaci modnego slowka i
      sie
      > dowartosciowuja. jest ktos kto naprawde chce byc sam i sie z tego
      cieszy?


      Nie masz prawa tak mówić, to, że ktoś ma inny pogląd na świat niż
      Ty, nie oznacza w cale, że jest nieudacznikiem w kontaktach
      międzyludzkich. Oczywiście wśród osóbe, które żyją w pojedynkę, jest
      wiele takich, które nie mogły sobie nikogo znaleźć, chociaż usilnie
      się o to starały, ale cóż nie wyszło. A teraz, żeby nie musieć
      tłumaczyć się przed całym światem i sobą, mówią po prostu, że taki
      styl życia im odpowiada. Ale wśród tych osób, jest nie mniej takich,
      które życie w pojedynkę zupełnie satysfakcjonuje. Wszelkie
      uogólnienia prowadzą do przekłamań, bo równie dobrze można
      powiedzieć, że wszyscy geje to pedofile, a skoro gej musi być
      mężczyzną, to stąd prościutka droga do wniosku, że wszyscy mężczyźni
      to pedofile. Przecież to jest skrajna głupota. Nie uogólniaj.



      A z drugiej strony - to ciekawi mnie dlaczego tak dużo wątków
      pojawia się tutaj, w których autor (szczęśliwie, ale czy na pewno
      szczęśliwie ?, żyjący w związku) chce wmówić wszystkim w około, że
      wie lepiej co oni czują. Czemu tak bardzo "sparowanych" interesuje
      życie singli ? Może jakaś nutka zazdrości ?
    • fo.xy bede sie czepiac slowek :P 19.07.09, 14:08
      mylisz pojecia - to nie na osoby samotne mowi sie "singiel", lecz na takie, ktore sa same. Zdziwilabys sie, gdybys wiedziala, jak wiele jest osob wlasnie samotnych, ktore zyja w tzw. zwiazkach - malzenstwa, zwiazki nieformalne.

      Poza tym, czy to wazne, jak cos nazwiemy? jesli ktos sie lepiej czuje, gdy mowi sie o nim singiel, zamiast stary kawaler/panna, to nie widze w tym nic niewlasciwego.
      • muundek7791 Re: bede sie czepiac slowek :P 19.07.09, 14:21
        jeśli już o słówkach mowa - singiel to słowo zapożyczone z ang. -
        denerwuje mnie takie coś już nie ma soboty, niedzieli tylko jest
        weekend, zamiast powiedzieć że coś jest fajne mówi się "cool"
        albo "trendy" uncertain ...tylko patrzeć jak święto zmarłych będzie hekko
        win (czy jak tam się to pisze uncertain )
    • cartahena Re: nie ma samotnych z wyboru... 19.07.09, 15:13
      Okreslenie "singiel" brzmi po prostu lepiej, niz "stara panna"
      czy "stary kawaler", ktore maja wydzwiek pejoratywny. I raczej
      odnosza sie do cech charakteru, niz do stanu cywilnego.
      Ma to zwiazek z rozwojem poziomu kultury w spoleczenstwie. Nazywajac
      kogos "stara panna" po prostu ta osoba sama wystawia sobie
      swiadectwo osoby zacofanej. Per analogia, nie mowi sie teraz, ze
      ktos jest kulawy, slepy, garbaty czy gluchy. Uzywa sie zamiennikow,
      zeby kogos nie urazic. Polecam kolezance wiecej delikatnosci i
      empatii. W koncu kazdego mozna nazwac w sposob, ktory go uraza (np.
      kura domowa, utrzymanka meza, itp.). Ale nie o to chyba chodzi?
    • zewszad_i_znikad Re: nie ma samotnych z wyboru... 19.07.09, 15:15
      Jeżeli o mnie chodzi, nie używam słowa "singiel", bo dla mnie
      singiel to mała płyta winylowa. Natomiast mówię, że jestem sama,
      solo, niezwiązkowa.
      Ktoś niżej napisał: co to znaczy z wyboru? Nie ma człowieka, w
      którego życiu nie było przypadków. Więc proponuję pytać inaczej: czy
      ktoś jest zadowolony z życia bez partnera/-ki. Jeżeli o mnie chodzi:
      TAK. I nie mam ochoty, by mi wmawiano fałszywą świadomość,
      zahamowania albo odstręczający charakter. Jaka jestem to moja
      sprawa, domagam się tylko szacunku dla mojego sposobu życia.
    • olala_29 Re: nie ma samotnych z wyboru... 19.07.09, 16:10
      Generalizacje z natury są błędne. Znam osoby, które są same i są nieszczęśliwe,
      znam też takie, które są szczęśliwe i nawet po latach tak twierdzą. Znam pary,
      które są szczęśliwe i takie, które szczęśliwe nie są wcale.

      Fakt bycia z kimś szczęścia nie gwarantuje.

      Ja mam fajne dzieci i kochającego męża ale być może gdyby moje życie potoczyło
      się inaczej zostałabym szczęśliwą singielką właśnie.

      Są ludzie (niekoniecznie egoiści i niedojrzali kretyni), którym pasje zajmują
      całe życie (często z korzyścią dla innych ludzi).

      Polecam bardziej realne i tolerancyjne spojrzenie na świat.
    • farfocel_forever Re: nie ma samotnych z wyboru... 19.07.09, 16:45
      A sparowani to niby tacy z wyboru? I wcale nie ulegają miażdżącej presji
      społecznej na zakładanie stadła? Nie uciekają przed samotnością (zwłaszcza gdy
      są zbyt, żeby utrzymać znajomych)? Nie mają rozrodczego parcia na macicę? Nie
      poddają się wiecznym napomnieniom rodziny? Nie szukają darmowego seksu na stałe
      (zwłaszcza gdy są zbyt nieatrakcyjni/ubodzy/nieśmiali, żeby "zaliczać")?
      Oj wiadomo, że samotność czy związek to odwieczny dylemat jak "góry czy morze",
      albo "psy czy koty". Nie wiem, jak można potępiać ludzi za to, że jedni decydują
      się na wolność mimo samotności, a drudzy na poczucie bezpieczeństwa i bliskości,
      mimo ograniczeń. Najlepiej wypróbować oba warianty.
    • detour Re: nie ma samotnych z wyboru... 19.07.09, 16:45
      Ja sobie właśnie pomyślałam, że autorka tego wątku była do niedawna taką "starą panną", która mówiła o sobie, że jest samotna z wybory, a jednocześnie z obłędem w oczach szukała swojej "drugiej połówki". I teraz, kiedy już kogoś ma, chce dowalić (?) całej reszcie, bo czuje się lepsza od nich wink Bo skąd by wiedziała jak to z nimi jest "naprawdę", co? wink

      A tak na poważnie - ja np. nie lubię związków, męczę się w nich, lubię swoją niezależność, wychodzenie z kim chcę, kiedy chcę. Lubię mieć czas dla siebie, którego nie muszę z nikim dzielić. Absolutnie nie mam żadnego instynktu "stadnego" i chęci łączenia się w pary z kimkolwiek. Wśród moich znajomych nie jestem z takim poglądem sama.

      Nie rozumiem dlaczego autorka wątku sądzi, że 99% osób tak naprawdę chce związku i się oszukuje, mówi z doświadczenia? Jeśli tak, moje doświadczenia są zupełnie inne, a to, co ona sobie wymyśliła, to zbyt mało, by uznawać to za jedyną słuszną wersję.

      Pomijam to, że z powodu braku przecinków lub stawiania ich w niewłaściwych miejscach czasem nie do końca wiadomo, o co chodzi wink

      Nie wiem czym spowodowana jest chęć wmawiania singlom, że są nieszczęśliwi, wbrew temu, co sami sądzą, ale radziłabym się zająć własnym życiem, zamiast wtrącaniem się w cudze wink

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka