Dodaj do ulubionych

PIT-y 2010: Fiskus nie toleruje kociej łapy

17.01.11, 14:16
Wymigać się nie będzie łatwo. Wg MF osoba samotnie wychowująca musi być samotna przez cały rok podatkowy. Czyli nawet krótki (np 1 dniowy) związek powoduje utratę ulgi. Podsumowując - faktycznie zniesiono ulgę dla osób samotnie wychowujących dzieci. A niech taka samotna matka spróbuje sobie kogoś poznać, to jak jej skarbówka przyp.., to się kobita raz na zawsze oduczy rozwiązłości. Cóż, skoro minister finansów jest ultrakatolikiem, to i takie są efekty.
Chore? A co u nas nie jest chore?
Obserwuj wątek
    • je2bny PIT-y 2010: Fiskus nie toleruje kociej łapy 17.01.11, 14:20
      Jak prawo stanowione przez Urząd państwowy, tak i obywatele w stosunku do tego prawa.
      Później wielkie zdziwienie, że prawo stanowione na papierze jest li tylko papierem
      toaletowym do wycierania ""twarzy""====================================
      Kościół katolicki artykułem pierwszej potrzeby w Polsce,
      aby oszustom żyło się dostatnio
      ---------------------------------------
      • pbe64 Re: PIT-y 2010: Fiskus nie toleruje kociej łapy 17.01.11, 17:50
        Jeżeli MF chce być konsekwentne w swoich interpretacjach, to w takim razie powinno zezwolić na wspólne rozliczenie się rodziców żyjących w nieformalnym związku na takich zasadach jak małżeństwa. Nie znam przepisów, ale jeżeli jest to niedopuszczalne, to MF oszukuje podatników. Nie może być tak, że ktoś z punktu widzenia jednego przepisu samotny, a z punktu widzenia innego w związku.
          • igoro Re: PIT-y 2010: Fiskus nie toleruje kociej łapy 18.01.11, 13:52
            to ty mieszasz w swojej wypowiedzi zasiłek z ulgą, natomiast nie rozliczając go z dzieckiem zrobiłaś mu szkodę (chyba że zarabia poniżej 3.091 rocznie).

            dziwne jest gdy ktoś uczciwością nazywa nieznajomość prawa (choć jeszcze dziwniejsze jest to, że tego typu zachowania próbuje wymuszać państwo).

            --
            pozdrawiam
            igoro
      • nikodem_73 Re: PIT-y 2010: Fiskus nie toleruje kociej łapy 18.01.11, 01:33
        Gość portalu: misia napisał(a):

        > No i co to za zdziwienie? Skoro mieszkają razem i razem wychowują dziecko to ni
        > e są samotnymi rodzicami.

        A wg której definicji? Bo wg zapisów ustawy z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (z późniejszymi zmianami), to wg art. 6 pkt. 5:

        5. Za osobę samotnie wychowującą dzieci uważa się jednego z rodziców albo opiekuna prawnego, jeżeli osoba ta jest panną, kawalerem, wdową, wdowcem, rozwódką, rozwodnikiem albo osobą, w stosunku do której orzeczono separację w rozumieniu odrębnych przepisów. Za osobę samotnie wychowującą dzieci uważa się również osobę pozostającą w związku małżeńskim, jeżeli jej małżonek został pozbawiony praw rodzicielskich lub odbywa karę pozbawienia wolności.

        Ustawodawca dokładnie wylicza kogo rozumie pod tym pojęciem. I potoczne rozumienie słowa "samotnie" nie ma tu nic do rzeczy. Równie dobrze zamiast słów "osobę samotnie wychowującą" można by użyć zwrotu "zielona żyrafa w pomarańczowe grochy". I wtedy nie byłoby miejsca na własne interpretacje wynikające z potocznego rozumienia słowa "samotny".

        A Ministerstwo Finansów może sobie ustalać interpretacje jakie tylko chce. Łącznie z tym, że za osoby samotnie wychowujące dziecko uznaje się wyłącznie osoby zmarłe od minimum 20 lat. Aby skutecznie uniemożliwić konkubinatom rozliczanie się z dziećmi niestety, ale należałoby zmienić obecną ustawę (która jest prawem wyższym wobec dowolnych okólników, czy zarządzeń Ministerstwa Finansów)

        > Jasne, najlepiej ukrywać dochody konkubenta i wyłudza
        > ć zasiłki.

        Ukrywanie dochodów nie tylko konkubenta, ale także współmałżonka, jest zdaje się nielegalne, o ile dobrze pamiętam.

        > To jest oszustwo! Facetowi mojej siostry odliczyłam tylko ulgę na dz
        > iecko, ale nie rozliczałam go razem z nim.

        Czyli chcesz powiedzieć, że nie umiesz rozliczać zeznań podatkowych? Ponieważ tak lubujesz się w pouczaniu innych nt. umiejętności czytania ze zrozumieniem, to sugeruję zapoznać się z definicją osoby samotnie wychowującej dziecko wg. dotychczasowych przepisów.

        Pamiętam, że około roku temu w gazeta.pl pojawił się artykuł niemal identycznie brzmiący (też o tym, że konkubinaty nie mogą rozliczać się z dziećmi, bo Ministerstwo nie pozwala). A później (jakoś latem to było - w każdym razie już "po czasie") pojawił się tekst, że... jednak można było się rozliczać wspólnie z dziećmi.

        I tylko nie wiem kto kogo robi w konia - gazeta czytelników, czy Ministerstwo gazetę.

        Bo niech mi tylko ktoś powie - w jaki sposób fiskus chce przed sądem wykazać, że konkubinat wspólnie wychowuje dzieci? Już pomijając zupełnie fakt, że interpretacja przedstawiona w artykule wywołuje jeszcze więcej niejasności:
        - Czy liczą się tylko pary mieszane?
        - A co z rodziną?
        - A jeżeli samotna matka (albo ojciec) co trzeci dzień zmienia partnera?
        - Czy przesyłanie alimentów to już wspólne wychowywanie?
        - Jeżeli konkubenci są zameldowani w różnych miejscach (czyli w świetle prawa mieszkają gdzie indziej - brak aktualnego meldunku to tylko wykroczenie), to wychowują razem czy nie?
        - Czy jeżeli matka (albo ojciec) odwiedza swoje dziecko w dniach określonych przez sąd i podejmuje decyzje dotyczące dziecka to "wspólnie wychowuje"?

        I te niejasności można mnożyć w nieskończoność.

        W Polsce dla sądu istotnym jest litera prawa, nie zaś jego domniemany "duch". Gdyby ustawodawca chciał wykluczyć konkubentów z grona uprawnionych do rozliczenia się wraz z dzieckiem to by zawarł taki zapis w prawie.

        Tylko najpierw musieliby jakoś pojawić tam spójne pojęcie konkubinatu :)

        Obecne prawo, wbrew pozorom, jest jasne. A to, że jest ułomne to zupełnie inna bajka.
      • igoro Re: PIT-y 2010: Fiskus nie toleruje kociej łapy 17.01.11, 19:59
        oczywiście że bzdurne, bo czemu ten krótki "związek" musi być aż jednodniowy? może wystarczy że rozwiedzeni rodzice razem zaplanują wyjazd dziecka na wczasy, co zajmie im kwadrans.

        widziałem gdzieś dokładnie odwrotną interpretację (wystarczy jednodniowa przerwa we wspólnej opiece, czyli np. nocleg u rodziców aby się rozliczyć z dzieckiem), ale nie wiem czy jest prawidłowa.
    • patman Na wszystko musi być papier 17.01.11, 19:47
      Na dosłownie wszystko urząd skarbowy wymaga papieru. A ja się pytam skąd urząd skarbowy ma papier, że ten z tą żyją na kocią łapę, skoro takich dokumentów nie przewiduje polskie prawo? Tak wygląda równość podmiotów wobec prawa.
      • Gość: baba Re: Na wszystko musi być papier IP: *.acn.waw.pl 17.01.11, 21:39
        Równością wobec prawa byłoby umożliwienie rozliczania się z fiskusem równe dla wszystkich.Jak rodzina,to dochód dzielony na wszystkich jej członków ,dzieci partnerów kościelnych czy pościelnych . A wydzielanie rodzin,bo im ponoć łatwiej to dyskryminacja. A wtedy byłoby łatwiej rodzinom wielodzietnym i takim gdzie żony lub mężowie z różnych powodów nie mają pracy. Nie byłoby kombinowania,udawania samotnych rodziców, Każdy miałby wybór czy rozliczać się z partnerem i wspólnymi dziećmi,czy tylko z dziećmi.
    • Gość: muka małżeństwo vs. konkubinat IP: 194.11.254.* 17.01.11, 20:01
      Pomijając sam fakt, że konkubinat jako instytucja prawna nie istnieje powstaje ciekawy problem.

      Skoro jedno z partnerów nie ma prawa do rozliczania jako samotny rodzić, gdyż MF argumentuje że nie jest samotny, zatem związek partnerski poprzez logikę tego typu powinien rozliczać się jak małżeństwo.

      I jedno i drugi przynosiłoby korzyści podatkowe.

      O ile nie zostanie znowelizowana ustawa o podatku od osób fizycznych - oraz zapisy stanowiące kto ma prawo do rozliczania jako osoba samotnie wychowujaca dziecko bardzo ciekawie bedzie dowiedziec sie jakie wiązące stanowisko wyda - jest taka procedura za niewielkie pieniadze, a gdyby interpretacja byla niekorzystna co na to sąd administracyjny.

      Tak to jest gdy tworzy sie prawo ad hoc .....
    • nikodem_73 Od kiedy prawo działa wstecz? 18.01.11, 01:39
      Z tekstu wynika, że owa "nowość" jeszcze nie obowiązuje, a dopiero będzie obowiązywać. Zdaje się, że to trochę późno aby zmieniać zasady rozliczania podatku za [b]ubiegły/b] rok?

      To może tak "przy okazji" np. podnieść podatki do 70 i 90%? Zmiana będzie równie "legalna".
    • paul-250 Re: PIT-y 2010: Fiskus nie toleruje kociej łapy 18.01.11, 07:58
      mrrrwrrr napisał:

      > Wymigać się nie będzie łatwo. Wg MF osoba samotnie wychowująca musi być samotna
      > przez cały rok podatkowy. Czyli nawet krótki (np 1 dniowy) związek powoduje ut
      > ratę ulgi. Podsumowując - faktycznie zniesiono ulgę dla osób samotnie wychowują
      > cych dzieci. A niech taka samotna matka spróbuje sobie kogoś poznać, to jak jej
      > skarbówka przyp.., to się kobita raz na zawsze oduczy rozwiązłości. Cóż, skoro
      > minister finansów jest ultrakatolikiem, to i takie są efekty.
      > Chore? A co u nas nie jest chore?


      Prawda jest też taka, że ciężko urzędowi jest udowodnić, że żyjemy w konkubinacie, zwłaszcza jeśli w zeznaniu podatkowym jeden z partnerów poda inny adres zamieszkania. Rzadko kiedy US bawi się w policjanta. Teoretycznie można zaryzykować.
    • dewes PIT-y 2010: Fiskus nie toleruje kociej łapy 18.01.11, 10:12
      Ktoś powinien przypomnieć, że urzędy nie są od interpretacji przepisów tylko ich stosowania. Jeżeli definicja ustawowa mówi, że osobą samotnie wychowującą dziecko jest obywatel stanu wolnego to urząd skarbowy może mi skoczyć. Albo zmienią definicję (a to będzie oznaczało, że urząd skarbowy dostanie uprawnienia do kontroli życia prywatnego obywateli - totalitaryzm się kłania) albo nie spier...
    • stoik_dn Re: PIT-y 2010: Fiskus nie toleruje kociej łapy 18.01.11, 12:29
      Przesadzacie! Państwo (czyli my wszyscy albo większość :)) wspiera pewne zachowania uznając je za przyszłościowe dla społeczeństwa, i tak wspiera rodziny czyli związek kobiety i mężczyzny prowadzący potencjalnie do posiadania dzieci, nie ma w tym nic ideologicznego ,chodzi o przyszłość społeczeństwa bez dzieci znikniemy, przestaniemy dostawać emerytury itd...(uwielbiam te buńczuczne stwierdzenia ale ja odkładam kapitałowo... ale twój kapitał będzie g... warty jak nikt nie będzie chciał pracować bo wszyscy przejdą na emeryturę – oczywiście to skrajna granica tylko obrazująca nonsens wiary w kapitał w oderwaniu od demografii). Nie da się zaglądać do sypialni stąd wpiera się pewien typ zachowań które statystycznie prowadzą do zamierzonego celu. Stąd dla porządku Państwo chce aby dwoje ludzi zadeklarowało że zakładają rodzinę (biorą ślub) i przyjmują na siebie pewne zobowiązania. W związku z tym że wolności, prawa człowieka itd.. nie musimy np. deklarować że będziemy mieli dzieci (może to błąd), choć przez domniemanie statystycznie one będą. Jeżeli ktoś nie lubi tych ceregieli to nawet zgodnie z dzisiejszym prawem może to załatwić prosto, wizyta w urzędzie SC w przerwie śniadaniowej, a uprzednio w kancelarii. Ślub cywilny czyli deklaracja przed społeczeństwem i intercyza dzieląca co i jak czyli de facto prawie bez zobowiązań wzajemnych partnerów, nazwiska po staremu ale przyjęcie wspólnego zobowiązania przed społeczeństwem do wychowania potomstwa i łożenia na nie. Jak jesteście otwarci to sami ustalicie resztę jak ma wyglądać Wasz związek, Państwo przypilnuje tylko abyście nie krzywdzili dzieci (choć robi to nieudolnie). Oprócz kilku formalności jedynie co się zmieni to papierek w szufladzie, oczywiście pozostanie zobowiązanie do łożenia na dzieci. Zgadzam się że można by to uprościć, tzn stworzyć formę umowy CP między konkubentami i nadać im podatkowe prawa małżeństw ale brak takich regulacji naprawdę nie przeszkadza Wam gdyż małżeństwo można sprowadzić do takiej regulacji. Jako społeczeństwo powinniśmy się raczej zastanowić jak promować posiadanie dzieci i tu na pewno jest wiele do zrobienia, ale wszystkie pomysły na szeroką akceptację formalizacji każdego możliwego związku są zbyteczne. Ja nie po to ślub brałem żeby się tortu najeść (istnieje prostsza forma zaspokojenia-cukiernia), natańczyć itd.. mimo że wesele dwu dniowe wiele osób dobrze wspomina to jednak celem nadrzędnym była deklaracja ja z tą kobitą nowych podatników kiedyś statystycznie wychowam.
      Szanuję wszelkie odmienności, we wszystkich kierunkach, uważam że nie wolno nikomu odbierać prawa do wspierania się nawzajem i bycia szczęśliwym, ale tak samo uważam że pies sąsiada nie powinien gryźć listonosza, ot zwykła sprawa nie trzeba tego demonstrować , rejestrować itd.. Ktoś jest szczęśliwy w jakiś sposób nie krzywdząc innego ok. ale to jego sprawa a społeczeństwo wspiera to co statystycznie daje mu rozwój. Dlatego nie mam potrzeby rejestrować mojego szczególnego stosunku do kota, wystarczy że wzajemnie się cieszymy jak wskakuje mi na kolana.
      Przestańmy narzekać wkoło na równość, sprawiedliwość itd… skorzystajmy z tego co mamy, może trochę naginając ale starajmy się być uczciwi. Żyjesz z kobitką, jest dziecko w drodze, zarejestruj się dostaniesz taki mały kwitek odpis aktu ślubu i trochę Cię społeczeństwo wesprze. Macie swoje przekonania i jesteście szczerzy, zmieniło Wam się idźcie do innego urzędu (sąd) wyrejestrujcie się za obopólną zgodą deklarując jednakże jak wypełnicie zobowiązanie w stosunku do dzieci, to nie o Was chodzi….
      Pozdrawiam antymalkontent
      • Gość: gfx Re: PIT-y 2010: Fiskus nie toleruje kociej łapy IP: 193.201.36.* 18.01.11, 15:53
        Ja rozumiem argumentację, że Państwo nakłania obywateli do ślubu aby przez to mieć widoki na nowych obywateli jacy z tego związku powstaną.
        Tylko, że tutaj cała dyskusja jest o Polakach, którzy już te dzieci (bądź dziecko) mają. I jak widać nie potrzebowali brać ślubu aby zapewnić finansowanie budżetu za 30 lat nowym podatnikiem. Więc po co dalej na siłę upierać się przy formalizowaniu związków? Co to daje Państwu?

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka