734734o
18.01.12, 23:37
Pomysł pracy w nowych godzinach, potwierdza moja tezę, że jesteśmy anty-rodzinnym bankiem. Jaka rodzina będzie normalnie funkcjonować, kiedy matka będzie codziennie 10 godzin po za domem, pogratulować pomysłu singlowi, który to wymyślił. Faktycznie gdybym była sama, to mogłabym przyjść po takim dniu do domu, wysłać parę maili do pracowników, aby żyli w przekonaniu, że ciągle ciężko pracuję, a następnie legnąć na kanapce. Normalny człowiek po powrocie musi przygotować posiłek dla rodziny, ogarnąć dom, odrobić lekcje z dziećmi, wysłuchać wszystkich i doczołgać się do łóżka. Singiel ów tyle zarabia, iż stać go na lunch, bo my w tym czasie będziemy po prostu pracować, w weekend będzie aktywnie odpoczywał a ja będę się zastanawiać jak nadrobić w domu cały tydzień. Ciekawe co robi nasza rada pracownicza, gdy planowane są takie zmiany, czy my w ogóle mamy radę pracowniczą, czy tylko grupę figurantów.
Jak mniemam nasz fundusz socjalny też tworzyli ludzie anty rodzinni, nie ma w nim ani jednego elementu wspomagającego tych, którzy mają trudniej, którzy na utrzymaniu prócz siebie mają jeszcze dzieci. W większości firm jest dofinansowanie wypoczynku dzieci, bo wiadomo, iż nie jesteśmy w stanie zapewnić im opieki podczas wakacji u nas nic, jakbyśmy mieli to gdzieś, a dzisiaj kolonia nie kosztuje grosze, moja pensja nie starczy na opłacenie takiego wyjazdu moim dzieciom. Cała idea naszego funduszu mija się z jego faktycznymi przesłankami, większość idzie na tzw pożyczki mieszkaniowe oczywiści są to tak naprawdę niskooprocentowane kredyty gotówkowe na cele głównie konsumpcyjne (jeszcze nigdy nie słyszałam aby ktoś rozliczał się z faktury, a niektórzy ciągle "remontują swoje mieszkania"). czy faktycznie większość naszych pracowników to single, którzy nie chcą mieć nigdy rodziny, to same samotne osoby, które nie wiedzą jak trudno dzisiaj egzystować rodzinie.
Utwierdziły mnie w tej tezie też słowa jednego z wyższych, kiedy chciałam się starać o wyższe stanowisko, gdyż zdawało mi się iż moje wyniki, zaangażowanie i poświęcenie przemawiają za tym, usłyszałam na to, że dla naszej firmy jestem nie rozwojowym pracownikiem, bo mam dzieci. Mimo starań nie zaproszono mnie na żadną więcej rozmowę, a zatrudniano ludzi z zewnątrz całkiem z przypadku i z brakiem kompetencji (o kulturze nie wspomnę).
Nie jestem masochistką, że ciągle tu pracuję, ja po prostu lubię ludzi z którymi pracuje i lubię klientów których obsługuję. wciąż naiwnie wierzę, że kiedyś będzie rządził tym bankiem ktoś, kto zacznie cenić ludzi, którzy pracują naprawdę a nie pozornie, którzy faktycznie dbają o klienta i dobre imię banku, a nie wymyślają tysiąca nowych kompletnie bezcelowych i bezużytecznych tabelek(niedługo będziemy musieli zamykać placówki aby zrobić te wszystkie bzdury, mój kierownik w ogóle nie zajmuje się już klientami i sprzedażą, bo ma tylko telekonferencje i mnóstwo tabelek z fikcyjnymi danymi i bezużytecznych baz pozornie wykorzystywanych-bzdura goni bzdurę a ktoś bierze za te głupoty porządna kasę)
Na dzisiaj kończę moje żale-rozumiecie jutro kolejny "lekki" dzień, a jak przyszłam do tego banku, to uwielbiałam chodzi do pracy,byłam pasjonatem, wszystko chciałam wiedzieć i umieć, chciałam aby każdy został naszym klientem, każdego chciałam zatrzymać w naszym banku, ale tacy ludzie są podobną "gówno"-(przepraszam za słownictwo) warci. U nas w cenie są pozoranci, którzy jak żyją tak i pracują - wszystko na pokaz, aby sprawiać dobre wrażenie, że coś się robi, a faktycznie czyni się tylko fikcję.