Jak bank podwyża oprocentowanie w trakcie spłaty

22.04.12, 19:44
Brałem uzupełniający kredyt na zakup samochodu. W umowie nie było żadnego zapisu o zmianie oprocentowania w trakcie spłaty kredytu. W okresie 2-ch lat jednak 3 razy zmieniali mi oprocentowanie, podczas gdy Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniała stóp podstawowych. Drobnym maczkiem w odnosnioku przez lupę przeczytałem, że na zmianę oprocentowania ma wpływ wskażnik WIBOR. Mądre głowy w banku wydumały, że jeśli RPP nie zmienia stóp podstawowych, to oni wprowadzili własny wskażnik WIBOR, który zmienia się co kwartał, a dotyczy oprocentowania kredytów udzielanych sobie nawzajem przez banki. Jeden bank więc udziela kredytu drugiemu, płacone odsetki odzyskują z nawiązką od swoich klientów i nic ich to nie kosztuje. RPP może więc dla nich nie istnieć.
Dla ciekawości podam, że pierwszym razem podwyższyli mi odsetki o 80 zł, drugim razem o 53, a ostatnio na 4 miesiące o 6 zł. Zleciłem bankowi w którym mam konto, o przekazanie dziadom żebrakom w okresie 4 miesięcy 3 zł ponad limit na ewentualną następną podwyżkę oprocentowania.
    • jan-w Re: Jak bank podwyża oprocentowanie w trakcie s 22.04.12, 20:13
      WIBOR nie wymyślili w twoim banku. To powszechnie stosowana podstawa wyliczania wysokości spłat kredytów. Umowy które się podpisuje należy czytać przed podpisaniem.
    • lesher Re: Jak bank podwyża oprocentowanie w trakcie s 22.04.12, 21:33
      Tak, bo koszt pieniądza dla banku (koszt po jakim bank pozyskuje pieniądz) zależy nie tylko od stopy NBP.
      Teoretycznie WIBOR jest lepszym przybliżeniem, bo odzwierciedla również premię za ryzyko banku. Niestety ostatnio (właściwie od kryzysu w 2008/2009 roku) rynek pożyczek międzybankowych w okresach dłuższych niż tydzień właściwie zamarł i WIBOR dłuższy niż tydzień jest właściwie stopą fikcyjną, bo banki kwotują stawki po których wcale nie mają zamiaru zawierać transakcji, tylko po to żeby formalnie spełnić wymogi odpowiednich regulaminów.
      W obecnym stanie WIBOR de facto zależy od widzimisię kilku-kilkunastu dealerów, którzy mogą ustalić go na niemal dowolnym poziomie, bo i tak nie jest on transakcyjny (czyli nie ma ryzyka, że jeżeli ktoś zakwotowałby za wysoko to zostałby "zalany" kosztownymi depozytami).

      Od kilkunastu ludzi (w niewielkim stopniu kontrolowanych - przede wszystkim przez mechanizm rynkowy), nie angażujących środków i nie ponoszących właściwie żadnego ryzyka (mam na myśli ryzyko banków w których pracują) obecnie zależy oprocentowanie kredytów na setki miliardów złotych, co na pewno zdrową sytuacją nie jest.

      Polecam lekturę:
      www.parkiet.com/artykul/1153444.html
Pełna wersja