Negocjowanie zysków na lokatach = wciskanie polis

27.04.12, 07:06
Ostatnio nastała taka moda wśród banków. Np. w słynnym Getin Bank. Wydzwaniają uparcie do klientów którym kończy się lokata bankowa i namawiają na spotkanie z doradcą w celu negocjacji wysokości oprocentowania nastepnej lokaty. Z ciekawości poszedłem na takie spotkanie. Jak to wygląda? Doradca - młody chłopak w garniturze i krawacie - wypytuje klienta o cale życie: zarobki, oszczedności, plany na przyszłośc a potem proponuje rózne warianty: albo nowa lokata na ustalony procent (niższy bo nie ma juz antybelkowych) - o czym mozna sobie poczytac w ofercie banku w necie, albo ubezpieczenie typu Open Life "Better Future" albo Indywidualne Konto Emerytalne albo kombinacje tych produktów. A gdzie negocjacja? Klient pewnie myśli, że będzie przedłużał lokatę i targował się o nowy procent - a tu oczywiście akwizycja i namawianie na polisy ubezpieczeniowe.
Oczywiście na nic się nie zgodziłem, powiedziałem że się zastanowię i wyszedłem.
Proponuję z takimi osobnikami rozmawiac stanowczo i ostro. Co ich obchodzą wysokości zarobków i lokat klientów i ich plany na przyszłość? Zaś w przypadku telefonów od razu kończyć rozmowę gdy zorientujemy sie, że chodzi o akwizycję bankową.
Dobrze jest też podczas takich rozmów w banku mieć przy sobie włączony dyktafon/telefon z funkcją dyktafonu i nagrywać aby miec jakby co dowód dla sądu, gdyby nas oszukano.
    • Gość: Jolka Re: Negocjowanie zysków na lokatach = wciskanie p IP: *.dynamic.chello.pl 27.04.12, 10:14
      Bez magnetofonu sie obejdzie ;)
      Wystarczy przy takim doradcy wypisać na kartce 2-3 główne punkty "zalet" typu brak finansowych konsekwencji za odstąpienie/zerwanie, gwarantowany zysk itp. i poprosić, żeby się pod tym podpisał ;)
      Negocjacje banki prowadzą, ale z klientami lokującymi po kilkaset tys. zł a nie po 5-30.
      IKE dla ludzi po 50 wcale nie jest takie złe
Pełna wersja