Dodaj do ulubionych

temat wywołany przez Przedziwną

12.12.07, 21:32
Swięta w morzu to smutna sprawa. Niby wszystko jest, chłopy
czyste, ogolone, pachnące Prastarą(była i jest taka woda
kolońska, oryginalny polski patent, mająca duże uznanie na
świecie)uprzejmi dla siebie,wyżerka swiąteczna, ale miast
gromadzić się w messie i świętować , stali w kolejce do radzika,
gadali do mikrofonu swoje zaklęcia, a potem z mokrym i błędnym
wzrokiem gnali do swoich kabin , gdzie zamykali się i świętowali
w samotności. To były czasy gdzie łączność zapewniała Gdynia
Radio i poczta, ale i jedno i drugie było zawodne, chimeryczne,
łączność rwała się i czasami obie strony pokrzyczały swoje
halo, halo, odbiór- i na tym się kończyło. Takie pogaduszki
potęgowały tylko stopień zwilgotnienia oczu tych starych chłopów.
Nie wiem jak jest teraz, ale podejrzewam, że w kwestii wilgoci
nic się nie zmieniło.
Wyszliśmy w morze przed Wielkanocą, co zapewniało te Święta na
wodzie. Bałtyk był spokojny, cieśniny duńskie jak zwykle
ruchliwe, ale koło przylądka (czy półwyspu) Skagen z mostku
poszedł rozkaz - maszyny stop. Na Skagerraku była spora fala,
co oznaczało, że na Morzu Północnym sztorm jak diabli. Na
wysokości Skagen też była fala, ale półwysep skutecznie ją
łamał .Wolniutko sztormowaliśmy, a raczej kręciliśmy się w
kółko. Koło nas sporo statków , tak samo przeczekujących złą
pogodę. Skagen było widoczne jak na dłoni. Małe miasteczko o
takiej samej nazwie jak półwysep. W pewnym momencie ,znad lądu
wyleciał helikopter. Pokręcił się nad wodą i odleciał. Po
kilkunastu minutach z portu wyszedł biały duński kuterek. Mała,
pękata łupina. Pokraczna, ale bardzo dzielna. Skierował się na
Skagerrak i wywiesił znaki, że będzie trałował. Nas zatkało,
myśleliśmy, że to jakiś błąd, jakaś zmyłka. My ,dwa- trzy razy
więksi od niego sztormujemy, a on będzie łowił. Rzucało nim jak
jak przysłowiową skorupą orzecha. Fala czasami chowała go,
czasami wdrapywał się na szczyty. Wyrzucił sieć za burtę, a
potem rozjechał ją(rozciągnął). Zakręcił spore koło, potem
zamknął je i zaczął wybierać powolutku sieć. Korzystał z
dużego Power Blocku na szczycie masztu(to taka wyciągarka
bębnowa z własnym elektrycznym napędem ,pozwalająca wyciągać
sieć z wody). Gdy sieć , a właściwie jej okrąg zmalał do może
kilkunastu metrów wywalili do tego okręgu grubą rurę i
zaczęli pompować ryby na statek. Po jakimś czasie zakończyli
akcję i opuścili znaki. Stary wywołał ich przez radio i spytał co
to było. Odpowiedzieli, że śledź. Ile?- 120 ton. Nie wiem ile
trwała ta akcja , ale nie więcej niż trzy godziny.
Okazało się, że po sobie wiadomych znakach (najczęściej ptakach)
wypatrzyli ławicę śledzia. Puścili helikopter, który ją
potwierdził , opisał jej kurs i prędkość. Okrężnica zrobiła
swoje, a potem wypompowali śledzia pompą rybną..To był jedyny raz
kiedy widziałem taką akcję z użyciem okrężnicy , pomp rybnych i
to w dodatku w sztormową(ale i rybną) pogodę. Dodam, że z tego
miesięcznego rejsu też przywieźliśmy 120 ton ryby.
Okrężnica to piekielny wynalazek. Ryba nie ma żadnych szans. W
sumie jest to proste narzędzie składające się z jednej potężnej,
długiej na 300 metrów i wysokiej na 20-25 metrów płachty
materiału sieciowego(wymiary mogą być różne). I tu tez jest
nadbora i podbora. Nadbora ma pływaki, podbora obciążniki z
metalowych pierścieni, przez które biegnie lina ściągająca. Z taką
siecią zachodzi się ławicę od czoła a potem szybko okrąża się ją
i zamyka się sieć tworząc w wodzie potężny walec. Równolegle
ściąga się dół tworząc taką potężną miskę. Oba końce sieci
przekłada się przez rolkę Power Blocku i powoli wyciąga się samą
sieć na pokład. Okrąg cały czas zmniejsza się, aż przy burcie
statku zostanie micha pełna ryb. Wówczas do tej michy wkłada
się węże o kilkudziesięciu centymetrowej średnicy. Poprzez
specjalne pompy zasysa się na pokład wodę wraz z rybami. A na
pokładzie rybacy z potężnymi durszlakami i lejkami od razu
odławiają ryby i ładują do skrzyń. I po robocie. Okrężnica jest
zbudowana z materiału sieciowego, ale tak przemyślnie, że
w miarę wyciągania, w wodzie pozostaje materiał o coraz
mniejszym oczku. Ta micha o jakiej pisałem ma już takie oczko, że
śledź przez nie nie przejdzie. W sumie biedna ryba, bez żadnych
szans. Okrężnice wymyślono do odławiania sardynek, a głównie
sardeli- ryby żyjącej u wybrzeży Chile i Peru. To z tej ryby
produkowano miliony ton mączki rybnej na paszę dla trzody ,bydła i
drobiu.
Sardela nie jest smaczna, jest łykowata, oścista. W Ameryce
Południowej rozwinięto również produkcję pomp rybnych. Była to na
owe czasy nowość. Kolega pisał na ich temat pracę magisterską.
Napisał do stu kilkudziesięciu firm produkujących pompy prośbę o
prospekty, dane techniczne i inne materiały. Wiele firm
odpowiedziało mu, a kilka odpisało, że nie będą wspomagać reżimu,
który napadł na bezbronną Czechosłowację. Ot, taka ciekawostka.
Ale miało być o świętach, bo Przedziwna wywołała temat.
Dotarliśmy na łowisko i zaczęła się orka. Po kilkunastu dniach
maszyny stop i zaczęło się ogólne pucowanie statku. Mosiądze na
błysk, chłopy podmyte i ogolone, wypachnione. Kucharz piecze
mięsiwa, gotuje jajka, robi wypieki jak u mamusi. Kabiny
wysprzątane, onuce poprane, olejarze(takie żółte ciuchy z
bluzą z kapturem i długimi gaciami)czyściutkie schną w
suszarni. Zebraliśmy się w messie, pijemy kawę, gadamy, wciągamy
zapachy z kuchni. Statek kołysze się leciutko, bo zero wiatru i
zero fali. Radzik puścił muzykę-jest przedświątecznie, nastrojowo
i raczej smętnie.
W pewnym momencie, w messie zrobiło się jasno jak w dzień. Przez
okna coś nam świeci tak ostro, że myśleliśmy, że to może UFO.
Po chwili dobiegł nas dźwięk terkotu silnika. Wylegliśmy na
pokład, ale widzimy tylko potężne reflektory oświetlające nas jak
na przesłuchaniu w CBA. Za moment do burty przybił ponton z kilkoma
komandosami(przynajmniej tak wyglądali).Broń maszynowa na szyi,
dłonie na kolbach, palce na spustach. Weszli na pokład, dwóch na
mostek ,jeden do starego, jeden przy pontonie.Za chwilę stary wszedł
na mostek i nakazał uruchomić maszyny. Potem z tym ichnim
najważniejszym poszli do nawigacyjnej i zaczęli przeglądać mapy,
wskazania Loranu(taki stary GPS działający całkiem inaczej).Potem
padła komenda kurs na Aberdeen(Szkocja),a wojsko zeszło na pokład
mierzyć oczka w sieciach i oglądać zabezpieczoną rybę. Gruchnęła
wieść, że nas aresztowali i święta spędzimy w Aberdeen. Anglicy
zarzucili nam, że łowimy w ich strefie 12 milowej. Prawda była taka,
że byliśmy w ich strefie, ale nie łowiliśmy ,tylko normalnie
staliśmy w dryfie. Szykowaliśmy się do Swiąt Wielkiejnocy. Zrobiło
się i strasznie i radośnie. Stary udał się ich pontonem na ich
jednostkę. Co to była za jednostka nie wiem, bo nie było jej widać w
nocy ,a szczególnie jak zgasili reflektory. Na mostku jeden z
giwerą koło sternika, drugi koło I oficera, starego nie ma. Po
jakimś czasie zagrzechotała ich krótkofalówka. Nakazali zatrzymać
statek . Podpłynął ich ponton z naszym starym. Cały i zdrowy.
Wojsko zasalutowało, zeszli na swój ponton i odpłynęli w ciemność.
Ponoć stary interweniował u Grocha (to był przedstawiciel Dalmoru
w Londynie, taki radca przy ambasadzie).On przekonał Angoli, że
my mamy Swięta Wielkiejnocy, że nawet się myjemy specjalnie,
pucujemy statek, a na pewno nie pracujemy w pierwsze Święto no i
nie daj Boże na ich wodach terytorialnych. W drugie Święto
zasuwaliśmy przy rybie aż miło…
Obserwuj wątek
    • egraa Re: temat wywołany przez Przedziwną 13.12.07, 09:43
      Jak to dobrze, żeś się nie obraził!
      Chylę czoła przed Twoimi opisami sprzętu i metod połowu! Toż to jest
      zrozumiałe nawet dla blondynki :)

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka