ddb2
05.01.06, 07:57
Bora wrocila odchudzona. Zmniejszyly sie jej "schaby", poniewaz na Slowacji
odmowila jedzenia suchej karmy. Za to od rana do wieczora spacery, dlugie
trasy dla nart biegowych, przedzieranie sie przez zaspy do pasa. Podwozie ma
tak wyszorowane, jak nowe. Czasem zawisala w takiej wielkiej zaspie, machala
tylnymi lapami, szukajac oparcia, zeby sie odepchnac.
Huczny sylwester spedzila na promazynie spiac, choc normalnie nie reaguje na
wystrzaly, zawsze to jakis stres jest.
Slowacy bardzo zyczliwie nastawieni do psow.
Hotel mielismy dobrej klasy, bez problemow. Czepneli sie nas tylko Slazacy,
bo nie podobalo im sie, ze tam, gdzie wykupili wypoczynek, przebywa na
wakacjach pies. A pies chodzil z nami wszedzie przy nodze, biegal tylko na
spacerach.
Do wiekszosci restauracji mozna wejsc z psem.
Na granicach bardzo sympatycznie. Slowacy i Czesi bardzo milo nas
potraktowali - ogladali Bore na zdjeciu w paszporcie, w samochodzie jej nie
widzieli, bo lezy na czarnej macie, jest czarna jak smola, bylo ciemno i
walil snieg. W kazdym razie atmosfera byla lepsza niz normalnie u nich na
przejsciach. Musielismy z powodu zamkniecia Lysej Polany i stojacej do
Myslenic, Zakopianki, pojachac z Tatrzanskiej Lomnicy przez Slowacje, Czechy,
do Cieszyna. Warunki byly straszne, ale udalo sie, jestesmy w domu.