Kreatywność alimenciarza

17.09.09, 00:43
Chciałabym podzielić się z Wami moimi refleksjami na temat
alimentów. Otóż polskie prawo pozwala na nieograniczoną kreatywność
tatusia w zakresie notorycznego spóźniania się z comiesięcznym
płaceniem alimentów na jego własne dziecko. Moja córka ukończyła 18
lat i ukochany tatuś idealnie wyczuł, że może teraz bezkarnie nią
manipulować, ściemniać i obwiniać cały świat o to, że utrudnia
płacenie mu śmiesznej kwoty 350 zł. Zawsze jakieś okoliczności
zewnętrzne powodują, że biedaczek nie może na czas wywiązać się ze
swojego obowiązku. Doskonale wie, że córka nie zwróci się do
komornika, ponieważ zmanipulowana, nie oddziela sfery finansowej od
sfery uczuć. Nie rozumiem, dlaczego istnieje taka luka w prawie.
Skoro córka jest na moim utrzymaniu, to nadal powinnam mieć prawo do
występowania w tej sprawie. Oczywiście istnieje taka możliwość ale
pod warunkiem, że córka podpisze odpowiednie pełnomocnictwo, co jest
wątpliwe, ponieważ tatuś wykorzystując jej uczucie do niego,
manipuluje nią ile tylko się da. Czy ze strony tatusia można mówić o
miłości? Raczej nie.
    • sauber1 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 01:16
      aura8 napisała:

      > Chciałabym podzielić się z Wami moimi refleksjami na temat
      > alimentów. Otóż polskie prawo pozwala na nieograniczoną kreatywność


      No nie, co za zbieg okoliczności, dziś byłem w szkole załatwić by młodzieniec
      tez mógł uczestniczyć w zajęciach na basenie i jego wychowawczyni mnie zapytała
      czy to jest prawdą? Nie wiedziałem jak odpowiedzieć, a że już doświadczony
      życiem nie potrafię jednoznacznej odpowiedzi udzielić, miałem dodatkową
      trudność, znając poczucie humoru i wyobraźnię małego tekściarza. Tak,
      przedwczoraj włożyłem mu do tornistra, ale do innej przegródki kanapkę,
      powiedział pani, że nie mam pieniędzy bo matka od kilku miesięcy alimentów nie
      płaci. Ale nie o to chodzi, tylko kiedyś przy innym temacie o płaceniu alimentów
      na dorosłe dzieci, zastanawiałem się czy moje dziecko po osiągnięciu wieku
      wystąpi o podwyższenie, bo niby dla niej miało być też 200 zł na miesiąc?
      Pomogłem założyć jej osobiste konto, by pielęgnacyjny zasiłek już na jej, a nie
      na moje przelewano.
      I teraz czeka, bo wniosła do sadu o 500 zł, nie wiadomo jak się sąd ustosunkuje,
      a też coś wspomniała o jakichś pełnomocnictwach dla mnie, a myślę że to nie
      przeszkodzi w niczym, by jej fundusz alimentacyjny wypłacał po odczekaniu
      kolejnych kilku miesięcy, jako że mnie nie nada bo przekraczam magiczny dochód,
      a inne wynikłe niezależnie od mojej woli zobowiązania nie sa brane pod uwagę i
      mam niby netto ale ich nie mam realnie.
      A myślę, że więcej kobiet jest w podobnej do mojej sytuacji, że oficjalnie
      pracując nie otrzymują należnych alimentów na dzieci i tylko z powodu braku
      możliwości ich wyegzekwowania.
      Co to ja chciałem powiedzieć ... ?wink
      • aeris Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 10:36
        sauber1 napisał:

        > Co to ja chciałem powiedzieć ... ?wink

        dokladnie, co chciales powiedziec? bo ja nic z Twojego tekstu nie
        moge zrozumiec.
        • magatamo Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 12:13
          aeris napisała:

          > sauber1 napisał:
          >
          > > Co to ja chciałem powiedzieć ... ?wink
          >
          > dokladnie, co chciales powiedziec? bo ja nic z Twojego tekstu nie
          > moge zrozumiec.

          i o to mu chodziło, chciał pokazać jakie kobiety są nierozgarnięte i zamotane;
          jednym słowem: sparodiował wypowiedź założycielki wątku..
    • tricolour Widzę jeszcze co innego... 17.09.09, 06:35
      1. Tatuś notorycznie spóźniający się z płaceniem alimentów powinien od
      dawna być nauczony przez CIEBIE, że konsewencją spóźniania jest komornik.
      Mogłaś także (bo teraz za późno) zwrócić się do pracodawcy o bezpośrednie
      przekazywanie Tobie należnych alimentów i nie byłoby kłopotu.

      2. Nie możesz mieć prawa decydowania o córce, bo z chwilą uzyskania
      pełnoletności córka sama decyduje o swoich sprawach. Mogłaś za to -
      nauczona notorycznym spóźnianiem się alimenciarza - przygotować córkę, że
      z chwilą osiągnięcia pełnoletności może nastąpić kolejny kłopot z
      egzekucją alimentów.

      3. Twoja córka nie jest nauczona asertywności i umiejętności dbania o
      własne sprawy. Niektóre nasze koleżanki forumowe mówią do swoich dorosłych
      dzieci, że jeśli one pozwalają na niepłacenie przez ojca alimentów, to
      także zwalniają matkę z obowiązku utrzymania. Myślę, że głodny i brudny
      młody człowiek szybko odrobi taką poglądową lekcję.

      4. Córka powinna mieć świadomość (albo nabierać świadomości), że jeśli nie
      zadba o własne sprawy, to nikt inny o nie nie zadba.

      Może właśnie te nieszczęsne alimenty uczą córkę dorosłości i
      odpowiedzialności za własne życie.
      • aura8 Re: Widzę jeszcze co innego... 17.09.09, 11:45
        Prawo swoje a życie swoje. Łatwo się mówi patrząc okiem człowieka z
        zewnątrz. Gdybym zrobiła to dawno przez komornika, ten trafiłby do
        schorowanych teściów po zawale i wylewie. Miałabym im odebrać część
        i tak niskiej renty. Poza tym tatuś-manipulant, grający na uczuciach
        dziecka, to nie jest osoba, z którą można cokolwiek uzgodnić. Tak
        się mówi: trzeba było to i tamto. Ale trudniej być w takiej
        sytuacji. Przedwczoraj rozmawiałam ponad godzinę z sędzią: prawo
        jest bezradne w tej sytuacji. Pani sędzia oprócz wieloletniej
        praktyki i fachowej wiedzy wykazała się również znajomością realiów
        życia. Wszystko, o czym piszesz, wiem od dawna, znam swoje prawa,
        ale życie nie jest takie proste jak przepisy. Zresztą, najpierw
        trzeba tego doświadczyć... a potem oceniać.
        • chalsia Re: Widzę jeszcze co innego... 17.09.09, 13:39
          > zewnątrz. Gdybym zrobiła to dawno przez komornika, ten trafiłby
          do
          > schorowanych teściów po zawale i wylewie. Miałabym im odebrać
          część
          > i tak niskiej renty.

          bzdury piszesz.
          Komornika nie ma tytułu wykonawczego do ściagania nalezności od
          rodziców dłużnika alimentacyjnego.
          • aura8 Re: Widzę jeszcze co innego... 17.09.09, 15:09
            Owszem ma, jeżeli od tatusia się nie da. Sędzia to potwierdza.
            Przeszłam już całą drogę porad, konsultacji i wiem, co mówię.
        • tricolour Komplikujesz proste jak drut rzeczy, że ... 17.09.09, 13:41
          ... za niepłacenie alimentów grozi odpowiedzialność karna.

          Nie egzekwujesz prawa więc nie wymagaj od innych, że będą je
          przestrzegali. To jest podstawowa zasada życiowa: Ty wyznaczasz swoim
          zachowaniem jakośc zachowania innych wobec siebie.
          • lavinka Re: Komplikujesz proste jak drut rzeczy, że ... 18.09.09, 09:49
            Niekoniecznie. Po iluś wyrokach może po prostu iść do więzienia.
            • lavinka p.s. to wyżej było do Aury./nt 18.09.09, 09:50

        • danz Zastanów się co piszesz 17.09.09, 15:25
          Dziewczyno piszesz na forum i masz pretensje że piszemy "okiem człowieka z zewnątrz", to jak mamy pisać?
          jak to wyjaśniliśmy to przechodzimy do meritum.
          Masz pretensje do Twoja córka nie chce walczyć o swoje.
          To jest wina jej ojca? Ty też chcesz manipulować by dała Ci pełnomocnictwo i chcesz walczyć, ona nie chce a Ty chcesz? Ty po prostu chcesz zemsty na nim za zmarnowane życie.
          Może masz rację może nie, jedynie co wiemy to co piszesz.
          Fakty Ty interpretujesz w sposób w jaki Ci wygodnie, osoba z zewnątrz ma prawo oceniać to inaczej. Wiem że skoro nie płaci to też krzywdzi dziecko i być może mści się na Tobie. Nie bronię go, ale nie możesz wymagać od polskiego prawa by pełnoletnia osoba która nie chce innej dać pełnomocnictw tylko z tego powodu była ubezwłasnowolniona.
          • aura8 Re: Zastanów się co piszesz 17.09.09, 15:56
            Nie mam pretensji do córki. O co mam mieć, o to, że ojciec nią
            manipuluje? Wyraziłam tylko swoją refleksję, ale nie spodziewałam
            się ataku. Nie chodzi mi o żadną zemstę tylko o to, że córka jest na
            moim utrzymaniu, bo jeszcze się uczy i staram się, jak mogę, żeby
            miała ku temu warunki. Natomiast tatuś ma gdzieś swoje zobowiązanie.
        • lavinka Re: Widzę jeszcze co innego... 18.09.09, 09:46
          Sama jesteś zmanipulowana, teściów się boisz, też coś. Jako dziecko
          takiegoż tatusia wiem co mówię. Starczyłoby oddać sprawę do sądu i
          czekać. Moja mać tak zrobiła i niejedną sprawę wygrała i niejedną
          kasę wydębiła. Oczywiście nie całą,ale zawsze trochę. Byliśmy bardzo
          biedni i dlatego.Inaczej by pewnie na te marne grosze nie spojrzała,
          ale dzieki tym alimentom było na chleb z masłem, bo bez nich i na
          chleb by nie było.
          Jeśli ma pracę to sąd może mu wejść na pensję i spokój.
          Ale z drugiej strony nie warto się szarpać za 350zł.
          Jeśli córka ma 18 lat po proponuję decyzję w tej sprawie pozostawić
          jej. Jest dorosła, może i zmanipulowana, ale nie możesz jej zabronić
          kochać własnego ojca, bo to jej skrzywi psychikę na resztę życia. Ja
          w pewnym momencie umorzyłam dług mojemu ojcu, a dłużny mi był wiele
          tysięcy(lata 90te). Po prostu odcięłam się od niego i jego problemów.
          Miałam dwie ręce i dwie nogi, zaczęłam pracować i sama ponosić koszty
          studiów. To było dużo lepsze niż wieczne oglądanie się na tatusiową
          łaskę. Serio. I nie mów,że nie wiem jak to jest bo wiem jak za
          bardzo. Głodowałam przez rodziców wiele lat. Tak, przez oboje,bo
          madre walczyła w sądach o marne grosze zamiast poszukać lepszej
          pracy, dzięki której nie musiałaby tego robić.
          Skoro facet jest melepetą to takim zostanie. Albo walczysz o kasę w
          sądzie albo zlewasz i żyjesz tak jakby go nie było.
          Wsio.
          • aura8 Re: Widzę jeszcze co innego... 18.09.09, 09:53
            Moja córka nie głoduje. Nie boję się teściów, to jest Twoja
            nadinterpretacja.
            • lavinka Re: Widzę jeszcze co innego... 18.09.09, 10:26
              Tym bardziej wytłumacz mi o co Ci chodzi? koro nie głodujecie, to te
              350zł możesz olać i przestać się oglądać na kasę męża. ja wiem,że
              ojcowski obowiązek i tak dalej. Ale to do córki należy decyzja i
              wychodzi na to,że ją podjęła. Uszanuj to, proszę. Pozwól jej
              dorosnąć. Za kilka lat będzie mieć normalną pracę, jeśli po maturze
              pójdzie na zaoczne to już za rok. I po problemie. Przeszkadza Ci
              to,ze on się spóźnia z płaceniem czy to,że ona się z nim widuje oraz
              że pomimo tego,że nie jest idealnym ojcem-nadal go kocha?
              Dla córki kontakt z ojcem jest bardzo ważny. Wiem, bo go nie miałam.
              Szczęście w nieszczęściu że miałam kontakt z innymi mężczyznami w
              rodzinie, którzy mi go zastąpili. Córce nie są potrzebne pieniądze
              tylko kontakt emocjonalny, więź z ojcem. Musisz to zrozumieć. Ja
              wiem, urażona duma boli. Ale dla dobra córki przestań jej mówić,że
              ojciec jest złym manipulantem, bo tylko niepotrzebnie ją ranisz.
              Poczytaj sobie fora o DDR(Dorosłe Dzieci Rozwodników) - jak bardzo
              przeżywają traumę, często spowodowaną przez matki, które ograniczają
              dzieciom kontakt z ojcem, lub jak w twoim przypadku, wpędzają dzieci
              w poczucie winy. Że zmarnowały sobie przez dziecko życie, że
              wypruwają sobie falki by je utrzymać. Tak, to jest wpędzanie dziecka
              w poczucie winy. Każdy psycholog Ci to powie.
              • aura8 Re: Widzę jeszcze co innego... 18.09.09, 20:37
                Znowu nadinterpretacja.
                Nigdy nie powiedziałam ani jednego złego słowa córce na temat ojca.
                Wypływa to z mojego wewnętrznego przekonania, a poza tym nie mam
                prawa mieszać jej w głowie. Zachęcam ją do spotkań z ojcem, ona ma
                ojca tyle ile chce i jak często chce. To jest sprawa między nimi,
                szanuję to i cieszę się, że się spotykają. Proszę, nie piszcie
                historii wyssanych z palca.
      • scriptus Re: Widzę jeszcze co innego... 17.09.09, 15:55
        Tri, jak mało kiedy, w pełni się zgadzam z tym, co napisałeś. Co do literki.
        Jednak jako rodzic nie potrafiłbym zostawić dziecka głodnym i brudnym, w końcu
        to połowa (czy też jakaś tam część mająca odniesienie do zarobków, w moim
        przypadku zdecydowanie więcej niż połowa) alimentów należy się dziecku ode mnie,
        i tę część na pewno dziecko dostanie. A o resztę, niech powalczy z drugim
        rodzicem... potrafię udzielić stosownych rad, a przy okazji, dziecko nauczy się
        dbać samodzielnie o swoje interesy.
      • icelandic Re: Widzę jeszcze co innego... 18.09.09, 10:35
        > 3. Twoja córka nie jest nauczona asertywności i umiejętności dbania o
        > własne sprawy. Niektóre nasze koleżanki forumowe mówią do swoich dorosłych
        > dzieci, że jeśli one pozwalają na niepłacenie przez ojca alimentów, to
        > także zwalniają matkę z obowiązku utrzymania. Myślę, że głodny i brudny
        > młody człowiek szybko odrobi taką poglądową lekcję.


        widać, że nie masz zielonego pojęcia o czym mówisz.
        nie teoretyzuj na forum o sprawie, która jest dla Ciebie abstrakcją równą teorii
        względności, zajmij się czymś pożytecznym, popracuj, zadzwoń do znajomych na
        ploty. nie gadaj b z d u r.

        ja przechodziłam przez piekło pozywania własnego ojca do sądu za niepłacenie
        alimentów. były wielokrotne wyzwiska, że jestem pasożytem, gównem, pomyłką. jego
        obecna żona dzwoniła nocami z groźbami, że mnie zabije. ze szczegółami. to tylko
        próbka tego, przez co przechodziłam. nie wiesz, jak się czuje osoba, która musi
        stawić czoła osobie, która powinna ją bezwarunkowo kochać, tylko dlatego, że
        jest? nie wiesz. nikt nie wie, dopóki przez to nie przejdzie.

        tak, zadbałam o swoje sprawy. wygrałam rozprawę, dostałam pieniądze, mam na
        jedzenie i ubranie. i każdego dnia rozdziera mnie świadomość, że mój własny
        ojciec mnie nienawidzi tylko dlatego, że jestem obciążeniem finansowym.
        być odtrąconym przez rodzica - to naprawdę nie jest łatwe i zostaje na całe
        życie w psychice.
        cały czas coś udowadniam, że jestem coś warta, że potrafię, że jestem najlepsza.
        to mnie zabija, niszczy.
        dopiero psycholog uświadomił mi, że moja chorobliwa ambicja wynika właśnie z
        tego. (studiuję na dwóch kierunkach dziennie, pracuję, mieszkam sama) - od tego
        wszystkiego prawdopodobnie mam następstwa psychosomatyczne ze stresu - wrzody,
        padaczka (która pojawiła się w wieku 19 lat), bóle głowy trwające po 2-3
        tygodnie, milion lekarzy odwiedzanych miesięcznie, zaburzenia hormonalne)

        p.s. ważne jest też to, że ojciec jest dobrze ustawiony, ma bardzo dobrze płatną
        pracę, jego żona pracuje, mają dwójkę dzieci, mieszkanie w centrum, 2 samochody
        (mercedesy), dom pod warszawą i na mazurach. nie przymiera więc głodem, prowadzi
        bardzo wygodne życie.... gdyby nie świadomość ściąganych pieniędzy przez
        komornika co miesiąc.
        • icelandic Re: Widzę jeszcze co innego... 18.09.09, 10:44
          a, i jeszcze jedno.

          na pewno zaraz odezwie się tłum - "to po co szłaś do sądu i pozywałaś własnego
          ojca jak miałaś ledwo 18 lat?"

          odpowiedź jest prosta: dla matki. poświęciła całe życie dla mnie, wszystkie
          swoje oszczędności, czas, marzenia. zawsze stała murem za mną, zawsze mogłam i
          mogę na nią liczyć.

          on sobie bimbał, korzystał z życia. to nie jest sprawiedliwe.
    • plujeczka Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 08:12
      w Polsce prawo dotyczace alimentów skutecznie chroni......osobe
      zobowiazana do ich płacenia, repertuar działań, które uniemozliwiaja
      skuteczne sciagnięcie pieniędzy z dłuznika wobec dziecka jest
      nieograniczony. A sady? nic, wydaja wyroki , które z góry wiadomo sa
      nie do wyegzekwowania. Osobiscie jestem za tym aby ojciec) matka
      zobowiazani do płacenia alimentów a nie majacy pracy lub ukrywajacy
      żródło docohodu ustawowo byli kierowani do robót publicznych na
      srodku miastazw pomaranczowej kamizelce z napisem NIE PŁACĘ
      alimentów, oczywiscie mam na mysli tych , którzy celowo i notorycznie
      nie płaca mimo ,ze sami zyja na normalnym poziomie.Sądzę ,że wielu z
      nich natychmiast znalazłoby pieniadze na opłacenie naleznosci wobec
      dzieci.
      Co zaś się tyczy twojego dziecka to dorosła osoba i fakt ,ze nie
      mozesz jej w sadzie bez jej zgody reprezentowac ale usiadz i
      porozmawiaj z córka, pokaz jej jakie ty osiagasz dochody, na kartce
      wykaz wasze opłaty i kwoty na zycie moze jak zobaczy tak naprawde na
      własne oczy jaka jest wasz sytuacja finansowa sama zrozumie ,ze
      ojciec powienien płacić na nia alimenty.Postaraj się jej
      wytłumaczyc ,ze fakt wystapienia przeciwko ojcu o alimenty, które się
      jej należa nie oznacza ,ze ona kieruje tym samym swoje uczucia
      niewłasciwie bo to jedno z drugim nie ma nic wspólnego.A skoro ojciec
      nia manipuluje zaproponuj jej przeporwadzkę do ojca, powiedz ,ze po
      prostru kochasz ja ale w tej sytuacji widząc ,ze ojciec jest tak dla
      niej wazny a nie łozy na nia to prostu postaniowiłaś oczywiscie z
      bólem serca przystac na takie rozwiazanie ,ze córka bedzie u niego
      mieszkać. Oj nie wiem czy bedzie zadowolna, mit kochanego tatusia
      prysnie jak bańka mydlana--ja tak zrobiłam swego czasu kiedy córka
      miała do mnie zal ,ze mamy gorszą sytuacje finansowa, po usłyszeniu
      takiej propozycji oniemiała i skończyło się jak za
      dotknięciem "czarodziejskiej różdżki"
      • aura8 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 11:52
        Robiłam to już kilka razy. Córka doskonale zdaje sobie sprawę, w
        jakiej jesteśmy sytuacji, widzi, ile muszę pracować, żeby podołać.
        Jednak chyba nie jest jeszcze gotowa, przeważa w niej przekonanie,
        że tatuś jest biedną ofiarą. Będę jeszcze z nią rozmawiać, bo w
        przeciwnym razie czeka mnie jeszcze kilka lat takiej nerwówki
        (dopóki córka nie zakończy edukacji, a chciałabym, aby porządnie się
        wykształciła, w końcu to kapitał na całe życie). Problem jest w
        tym, że ja przytaczam jej racjonalne argumenty, a on nią manipuluje
        i niestety, ma przewagę, jak na razie.
        • tricolour No i tu leży problem... 17.09.09, 13:39
          ... że Ty musisz wszySTkiemu podołać a ex, a TAKŻE DOROSŁA CÓRKA nie muszą
          podołać.

          Więc Ty zapierniczaz, tatuś się opiernicza, a córka woli siedzieć cicho,
          by nie przestawiać zajętych miejsc: robotnicy, trutnia i wychuchanego
          dziecka.
        • elle444 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 15:56
          A może powiedz córce, że od dziś na ciuchy i kosmetyki oraz rozrywke
          nie dostaje. Jak potrzebuje to niech weźmie od taty jej w końcu
          pieniądze.
          Poza tym boje sie, ze tak jak tate bedzie traktowac innych mężczyzn
          tzn. godzić sie na wszysko byle nie stracic iluzji bycia kochaną.
          Zaraz przygada sobie jakiegoś darmozjada.
          • icelandic Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 10:55
            elle444 napisała:

            > A może powiedz córce, że od dziś na ciuchy i kosmetyki oraz rozrywke
            > nie dostaje. Jak potrzebuje to niech weźmie od taty jej w końcu
            > pieniądze.
            > Poza tym boje sie, ze tak jak tate bedzie traktowac innych mężczyzn
            > tzn. godzić sie na wszysko byle nie stracic iluzji bycia kochaną.
            > Zaraz przygada sobie jakiegoś darmozjada.


            aura! broń Cię Panie Boże kiedykolwiek wpaść na tak IDIOTYCZNY, GŁUPI pomysł!

            nigdy, ale nigdy i przenigdy, nie wprowadzaj gry z ojcem za jej pomocą. to jej
            nie pomoże, zagubi się jeszcze bardziej. mogę się założyć, że nie pójdzie do
            niego i nie powie mu przecież: "tato, bo wiesz, mama nie daje mi na nic poza
            utrzymaniem, więc Ty musisz mi dać"
            prędzej będzie robić nie do końca mądre rzeczy - korzystać ze znajomych, którzy
            postawią jej z chęcią piwo, poczęstują papieroskiem, a frustracja w niej będzie
            narastać.

            daj jej czas, nie ultimatum.

            wytłumacz jej to jeszcze raz. powiedz, że będziesz ją wspierać, ale że jest Ci
            ciężko. jeśli nie rozumie/jest manipulowana (nawet nie wiesz jak bardzo!!!) to
            nic nie poradzisz.

            przeżyjesz bez tych 350pln, a córka niech pracuje w kawiarni, daje korepetycje
            młodszym rocznikom, popilnuje dziecka znajomych. da radę, jesteśmy silne.

            co do elle444, dzieci porzucone przez ojców zawsze czują się gorsze od innych,
            czują że nie zasługują na uczucie i próbują za wszelką cenę udowodnić, że jest
            inaczej. masz rację.
            aura, pilnuj córki, bo będzie robić głupie rzeczy, zbuduj w niej największe
            poczucie własnej wartości jakie tylko potrafisz. to będzie jej największy
            kapitał w dorosłe życie. nie pieniądze, naprawdę.
        • scindapsus Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 08:15
          Jedna ofiara wychowała drugą ofiarę.Nie zdziw się jak za parę lat
          twoja córka powieli twoje zachowanie .Bo też będzie taka
          czuła/współczuła i empatyczna do rozpeku
          Az pod nawałem obowiązków nie padnie
          Spoko
          postawy zyciowe się dziedziczy
          No chyba ze przerwiesz ten chocholi taniec

      • aura8 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 11:53
        Jeszcze jedno, nie podziękowałam Ci za wsparcie. Jesteś osobą, która
        zna taką sytuację z praktyki, więc nie teoretyzujesz, tylko po
        prostu mnie rozumiesz. Dzięki.
      • scriptus Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 16:17
        Podoba mi się Twoje rozwiązanie, Plujeczko. Rozumiem, że Aura, zdając sobie
        sprawę, że postępowanie po linii prawnej nie uderzy w niesolidnego alimenciarza,
        tylko w jego niezamożnych rodziców, unika takiego postępowania ze względów
        czysto ludzkich, sam bym tu miał skrupuły, będąc w takiej sytuacji, to Twoja
        rada jest chyba propozycja bardzo sensownego wyjścia z sytuacji. Na alimentach
        się jeszcze za bardzo nie znam, ale potwierdzę pogląd, że polskie prawo chroni
        dłużników, nalezności gospodarcze bardzo trudno jest wyegzekwować, więc sądzę,
        że per analogiam alimenty też. Dlatego postępowanie zaproponowane przez Ciebie
        powinno być znacznie skuteczniejsze.
    • red.dociekliwy Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 10:26
      Wiesz, są różne sytuacje i każdy kij ma dwa końce, ale jak czytam Twoje słowa,
      to się zastanawiam nad Twoją miłością do córki i w ogóle, bo odniosłem wrażenie
      że zatraciłaś granice uczuć z granicą zarobkową.
      Jak masz z jej utrzymaniem taki duży problem a córka nie ma ochoty tatusiowi
      obrabiać tyłek z kasy, tak jak to Ty robiłaś zanim córka ukończyła 18 lat, to
      wyślij ją do ojca, niech ją utrzymuje a ona nie będzie musiała karmić komorników
      bo Ty wiesz jaki to obowiązek i będziesz jej regularnie przesyłać alimenty 350
      zł. No chyba że jesteś z tych co potrafią sprzedać rodzinę za pieniądze. Bo sama
      dziwną miłość wyznajesz, lub mylisz z interesami.
      • sonia_30 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 10:44
        Sądzisz, że alimenty w kwocie 350 zł, są obrabianiem tatusiowi tyłka
        z kasy?
        • adaria38 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 10:48
          No a co Ty myślisz! mógłby za to dwa razy zatankować samochód do pełna i jeszcze
          na papierosy by starczyło! a tak, to jakaś baba, z którą on już nie ma żadnej
          przyjemności okrada go z tego dobrobytu udając, że to na bachorka i jeszcze śmie
          mówić że mało. Skandal!
        • red.dociekliwy Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 11:02
          sonia_30 napisała:

          > Sądzisz, że alimenty w kwocie 350 zł, są obrabianiem tatusiowi tyłka
          > z kasy?
          Nie to miałem na myśli, ale mam sporą wiedzę, ile ludzie potrafią zrobić i co
          zrobić dla pieniędzy, szczególnie kobiety w kwestii alimentów, co oczywiście nie
          jest regułą.
          A moja opinie napisałem po oburzającym, roszczeniowym poście na dodatek w
          stosunku już nie do własnej sprawy, tylko jako osoby trzeciej, jako matka
          pełnoletniej już córki.
          Kiepskie relacje ma ta matka z córką, skoro nie może jej przekonać do wymuszenia
          alimentów, a druga sprawa, to najwidoczniej nie jest taki zy ten ojciec skoro
          córka mu ulega i kiepski z niego manipulant skoro mamy nie potrafił
          zmanipulować, może jest odwrotnie.
          • mamura Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 11:57
            Przepraszam, ale alimenty dziecku należą się jak psu buda.
            KAŻDY rodzic ma prawa i obowiązki, przede wszystkim OBOWIĄZKI wobec
            swoich dzieci.
            Przykre że nie zrozumiałeś o co dokładnie w tym poście chodziło.
            Tatuś "nie-taki-zły"?
            KPINA!
            jaki ojciec, który dobrowolnie obniża jakość życia dziecka jest
            dobry? i jeszcze teraz żeruje na uczuciach córki, bo wie że ta o
            kasę się nie upomni, bo głupio, nie wypada, tata przecież teraz nie
            ma, bo sobie nowe autko kupił czy remoncik w domu robi...
            kosztem kogo i czego? wyrzeczeń matki, by córka 18-letnia mogła
            spokojnie żyć, miała na wyjście ze znajomymi, ubrana była w miarę
            przezwoicie?
            wiesz, dzieciaki po rozwodzie często idealizują tego dochodzącego
            rodzica i wrecz żebrzą o jego miłość, a fakt upomnienia się bądź
            co bądź o swoje horrendalne 350 PLN uznają jako zamach i próbę
            sprawdzenia resztek miłości tego rodzica.bo przecież może się tatuś
            obrazi jak powiem że zalega z alimentami? może nie będzie chciał się
            ze mną widywać? myślę że na tym tle dylematy córki polegają, a matce
            ciężko i przekonać i rozmawiać na ten temat z nią....
            M.
            • aura8 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 12:07
              Dzięki za te słowa. Mam dobre relacje z córką, bo nią nie
              manipuluję, ona widzi, jak się staram, sama zresztą też stara się, w
              miarę możliwości, dorobić parę groszy, ale za nic w świecie
              nie "zrani" tatusia, bo go kocha. Dla niej miłość do niego i kwestia
              finansowa to jedno. Nie oddziela tych dwóch rzeczy, właśnie dlatego,
              że jest totalnie zmanipulowana.
              • mamura Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 12:31
                bo zawsze łatwiej jest wymagać,obciążać a nawet ranić najbliższych,
                w tym wypadku Ciebie. do Ojca nie będzie miała takiej śmiałości. I
                robi to całkiem nieświadomie,pewnie po prostu nie potrafi inaczej na
                tą chwilę.skoro sama pragnie dorobić parę groszy, zdaje sobie
                sprawę, że powinna wystąpić do Ojczulka po kasę, bo wie że Tobie
                ciężko... współczuję jej bo między młotem a kowadłem się znalazła
                sama się o to nie prosząc. ojciec niezły manipulant, że pozwala na
                takie dylematy córce...
                ale niestety tak już jest na tym świecie.
                powodzenia życzę,
                M.
                • aura8 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 15:28
                  Dzięki za te słowa i zrozumienie. Tak właśnie jest. Moja córka jest
                  między młotem a kowadłem. Widzi, że lodówka pusta, więc woli sama
                  szukać możliwości dorobienia niż stanowczo upomnieć się o swoje
                  wobec tatusia, który tego obowiązku po prostu nie czuje.
                  • lavinka Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 09:58
                    I jej postawa jest jak najbardziej słuszna.Alimenty są potrzebne
                    dzieciom,które nie mogą na siebie zarobić. Powinnaś się cieszyć,że
                    jest samodzielna. Myślę,że córka widzi więcej od Ciebie.Że patrzy na
                    świat bardziej realnie. Wie,że kasy od ojca nie dostanie,ale zależy
                    jej na kontakcie z ojcem. Dla dorastającej dziewczyny jest to bardzo
                    ważne. Jeśli jest między młotem a kowadłem to przez Ciebie. To Ty ją
                    manipulujesz zmuszając ją do wyciągania pieniędzy od ojca.Od razu
                    widać,że ona tego nie chce robić. I należy uszanować jej decyzję.
                    Wsio. Dorośnij kobieto, Twoja córka nie jest małą dziewczynką i wie
                    co robi. Nadopiekuńczoć to najgorsza zaraza rozwiedzionych matek.
                    Wiem, bo to przerabiałam.
                    • osika4 Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 10:10
                      Co Ty opowiadasz lavinko, że córka wie co robi? Córka ma zapewniony
                      całkowity byt ze strony matki to jej nie zależy na alimentach. Gdyby
                      jednak musiała stanąć przed wyborem egzekwowania alimentów od ojca
                      lub poszukać sobie pracy i wtedy uczyć się i pracować to nie wiem
                      czy tak kierowałaby się uczuciami do ojca.
                      • lavinka Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 10:18
                        Wiesz, ona nie ma 10 lat tylko 18. Spokojnie może dorabiać po
                        godzinach czy w wakacje i z tego co napisała aura-to robi. A więc
                        ponosi część kosztów swego utrzymania. Ojciec to lebiega i
                        melepeta.Tacy faceci się zdarzają. Wiem, bo mój był taki. I go
                        olałam. Co ciekawe mnie to przyszło dużo łatwiej niż mojej matce,
                        która zabraniała mi pracować, bo wolała ciągnąć marne grosze od
                        ojca,które w pierwszej kolejności wydawała na papierosy, nie na mnie.
                        Paranoja?Tak, paranoja. A mój ojciec w ogóle nie płacił. Dostawaliśmy
                        pieniądze z funduszu.
                        Tu ojciec płaci, tylko z opóźnieniem. Także nie wiem o co ta heca.
                        Moim zdaniem Aura traci władzę nad córką i jak każda nadopiekuńcza
                        matka robi wszytko by mieć córkę po SWOJEJ stronie. A tu psikus,
                        córka nie zieje nienawiścią do ojca. Mojej matce też to bardzo
                        przeszkadzało. Czasem specjalnie źle o nim mówiłam,żeby się
                        odczepiła. Myślę,że córka Aury jest w gorzej sytuacji, bo jej ojciec
                        chce utrzymywać z nią kontakty i nie może udawać przed matką,że go
                        nie kocha. Zobacz jak często Aura powtarza,że córka jet
                        zmanipulowana. Ja się pytam w jaki sposób? Że uważa ojca za ofiarę?
                        Przecież ojciec jest ofiarą i lebiegą. Po co udawać,że tak nie jet
                        skoro tak jest? Córka mając 18 lat ma prawo kontaktować się ze swoim
                        ojcem niezależnie od tego czy płaci czy nie płaci. Gdyby zupełnie nie
                        pracowała, ale pracuje i dokłada się do życia, a więc nie jest
                        wyłącznie na utrzymaniu Aury. Zresztą czy warto robić ten cyrk dla
                        350zł? I to tylko dlatego,że od czasu do czasu ojciec "się spóźnia"?
                        No powiedz proszę.
                        • zmeczona100 Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 10:20
                          Lavinko, dziecko drogie, wracaj na swoje forum. Jak trochę
                          doświadczenia zbierzesz, to może Twoje zdanie będzie coś warte.
                          • lavinka Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 10:28
                            Będąc dzieckiem rozwodników i mając 32 lata na karku wiem co mówię,
                            szczęście Ty moje. Wiem, jak to wygląda ze strony córki Aury. Zgoła
                            inaczej, uwierz.
                            • zmeczona100 Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 10:31

                              Umknęło Ci jakoś, że to Aura założyła wątek, bo to ona ma problem.
                              Fakt, jej córka nie potrzebuje pieniędzy od ojca, bo to nie ona
                              kupuje dla siebie to, czego potrzeba na co dzień.
                              Będziesz kiedyś sama w takiej sytuacji, to wtedy zobaczysz ten
                              problem od strony matki.
                              • lavinka Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 10:35
                                Ależ kochana ja byłam w gorszej sytuacji, bo mój ojciec w ogóle nie
                                płacił. Ani złotówki. Miałam 10 lat i pomagałam matce pisać wnioski
                                do sądu. Znałam prawo rodzinne na wyrywki lepiej niż tabliczkę
                                mnożenia. Musiałam być dorosła za matkę i za siebie. Moja matka
                                zamieniła moje dzieciństwo w piekło, walcząc o 150zł w sądach,
                                zamiast znaleźć lepszą pracę.Do tej pory tak robi.Woli wyciągać ode
                                mnie pieniądze niż dorobić do emerytury.Zdrowie i siłę ma, poszła
                                specjalnie na wcześniejszą emeryturę, bo cytuję: "już się napracowała
                                w życiu i jej się nie che".
                                Więc co jak co,ale o życiu to ja wiem więcej od Ciebie,słonko.
                                • icelandic Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 11:01
                                  ja też byłam w takiej sytuacji lavinko,
                                  nie obraź się, ale brzmisz jak szesnastolatka, a nie trzydziestodwu.

                                  mam zupełnie inne odczucia.
                                  dlaczego dziecko ma zarabiać na siebie, tracić młodość, marnować zdrowie matki,
                                  bo ojciec ma to w dupie.
                                  chyba nie szanowałaś ani siebie, ani swojej matki.
                                  • lavinka Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 11:09
                                    Nie szanowałam jej i nie szanuję po dziś dzień, bo wolała wydawać na
                                    papierosy, a ja chodziłam w dziurawych butach i cerowanych gaciach.
                                    Tylko dlatego. Miałam na pierwszym roku studiów jedne dżinsy. I
                                    kupiła mi je babcia. W weekendy chodziłam w rajstopach,bo spodnie
                                    szły do prania i schły. Drugie kupiłam sobie ze stypendium
                                    socjalnego, na drugim semestrze. Madre robiła mi awantury, bym to
                                    stypendium jej oddawała. Teraz rozumiesz? Czy twoi rodzice kradną Ci
                                    po kryjomu kartę do bankomatu i wyciągają z niej po cichu pieniądze,
                                    bo kiedyś w swej skończonej głupocie podałaś im PIN? Nie sądzę. Mać
                                    mogłaby poprosić, by te pieniądze dostała. Ale jak jednego miesiąca z
                                    konta zniknęło mi kilka tysięcy-się wkurzyłam. Każdy by się wkurzył.
                                    • adaria38 Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 11:11
                                      Aura to nie Twoja matka.
                                      • lavinka Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 11:16
                                        Wiem,ale widzę te same symptomy. Moja madre wyrażała się dokładnie
                                        tak samo. Że wypruwa sobie flaki a tamten zbija bąki(choć nie miała
                                        pojęcia co robił wówczas mój ojciec). Że jestem zmanipulowana,bo nie
                                        powtarzam trzy razy dziennie jak bardzo go nienawidzę, gorzej czasem
                                        dobrze go wspominam. To była największa zbrodnia w domu-mówić dobrze
                                        o ojcu.
                                        Myślę,że Aurę najbardziej nie boli to,że nie dostaje pieniędzy w
                                        terminie,ale to że córka ma dobrą relację z ojcem. Pamiętaj,że chodzi
                                        o marne 350zł płacone tydzień, dwa później. Skoro sąd tyle zasądził,
                                        to znaczy że facet kokosów nie zarabia, to dziś chyba minimalna kwota
                                        na dziecko. Aurę boli to,że jest z córką sama,że ponosi ciężar
                                        odpowiedzialności sama, a córka nie jest dostatecznie
                                        wdzięczna.Typowe dla byłych żon. Poczytaj sobie fora Dorosłych Dzieci
                                        Rozwodników. Całe masy podobnych scenariuszy. Aura wpisuje się weń
                                        modelowo niemal.
                                        • adaria38 Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 11:20
                                          Nadinterpretujesz. To w końcu jak - okrada autorka swoją córkę czy tylko chce ją
                                          od ojca oderwać?
                                          • lavinka Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 11:25
                                            A kto napisał,że ją okrada? Ja? Chyba coś źle zrozumiałaś.
                                            Oczywiście,że chodzi o to,ze Aura jest zazdrosna o relację córki z
                                            ojcem. Biłabyś pianę z powodu 350zł płaconych 2 tygodnie później?
                                            Naprawdę?
                                            • adaria38 Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 11:30
                                              Tak, Ty sugerowałaś, ze autorka te pieniądze chce dla siebie.
                                              • aura8 Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 21:26
                                                Nie chcę ich dla siebie. Utrzymuję moję córkę i po prostu chcę, aby
                                                eksio też w tym uczestniczył, skoro sąd tak zasądził. Tylko tyle.
                                            • aura8 Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 21:23
                                              Oj, nie uporządkowałaś jeszcze swoich emocji. Nie jestem zazdrosna o
                                              relacje mojej córki z ojcem. To jakiś bezsens. Jak mogłabym tak
                                              ranić własne dziecko? Powiedziałam jej to już dawno, że tata ZAWSZE
                                              będzie jej tatą. Koniec. Kropka.
                                          • aura8 Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 21:20
                                            Ani nie okradam ani nie chcę oderwać, na litość boską.
                                            Jak mogłabym celowo ranić swoje własne dziecko??? Zastanów się, co
                                            piszesz.
                                        • aura8 Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 21:18
                                          Nie przenoś swoich frustracji na mnie. Uporządkuj swoje emocje,
                                          rozpraw się ze swoim dzieciństwem.
                                          Nie wnosiłam o większą kwotę, bo wiedziałam, że wyegzekwowanie
                                          będzie jeszcze trudniejsze, choć stać go. Poza tym nie ma minimum,
                                          to może być nawet 2 zł, jak powiedział sędzia.
                                          Nie boli mnie, że jestem z córką sama, ponieważ wyszłam z bardzo
                                          toksycznego małżeństwa.
                                          Moje problemy z eksiem to jest jedna sprawa, a relacje mojej córki z
                                          ojcem to druga sprawa. Potrafię te dwie rzeczy oddzielić i NIGDY nie
                                          wyrażam się o nim źle w rozmowie z córką, zachęcam do spotkań. Po
                                          prostu nie schodzę poniżej pewnego poziomu.
                                    • zmeczona100 Lawinka to troll 18.09.09, 11:14

                                      Lavinko, zdolna i snobistyczna pani architekt,
                                      wracaj może do pracy, zamiast trollować, to zarobisz więcej, niż
                                      zaledwie 3 razy tyle, co matki wcześniejsza emerytura...
                                    • icelandic Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 12:47
                                      rozumiem Cię, nikt by nie wytrzymał. miałaś nielekko jak pewnie mało kto, stąd
                                      pewnie diametralnie różny pogląd na sprawę.

                                      tylko, że moja akurat wypruwała sobie flaki, a on się z tego śmiał. stąd moja
                                      reakcja na to.

                                      nie chodzi o 350pln, tylko o sprawiedliwość. nawet, gdyby to były 2 złote. bo to
                                      po prostu poniżające, tak zwyczajnie.
                        • aura8 Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 21:07
                          Po raz kolejny proszę, przestańcie z nadinterpretacją.
                          Chodzi tylko o płacenie na czas.
                          Moja córka kocha ojca i spotyka się z nim, kiedy chce, co jest o.k.
                          Natomiast nie jest o.k. to, że on nią manipuluje.
                          Przestańcie robić ze mnie zazdrosnego potwora, na litość boską.
                          Chodzi o to (chociaż dla mnie do żadna heca), że te 350 zł bardzo by
                          się przydały na czas.
                    • sauber1 Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 10:11


                      Nadopiekuńczoć - to jest dopiero temat morze ...
                      • lavinka Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 10:32
                        A weź przestań. Madre tak się przyzwyczaiła do alimentów od ojca,że
                        gdy ustały a ja zaczęłam pracować-to zaczęła się ich dopominać ode
                        mnie, mimo że pracowała.Teraz mam niską emeryturę, wiec zamiast
                        dorabiać, wyciąga kasę ode mnie i brata. Nie bronię jej , bo nie chcę
                        by była głodna,ale ostatnio lekarzowi nagadała ,że mnie i brata
                        utrzymuje. Rozumiesz? wink)) A my zarabiamy 3 razy tyle co jej
                        emerytura.
                        Czuję,że z Aurą może być podobnie(oczywiście nie musi, w końcu jej
                        nie znam, ale taki scenariusz widziałam wiele razy, mam sporo
                        znajomych dzieci rozwodników). Już teraz pewnie zabiera córce
                        pieniądze, które ona zarobi - by dołożyć do życia. Jak alimenty się
                        skończą i córka się usamodzielni-nagle okaże się,że matka Aura nadal
                        potrzebuje tych 350zł. Tyle,że od córki.
                        • zmeczona100 Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 10:34

                          Los Ci wyobraźni, widzę, nie żałował.
                          Wyrazy współczucia dla Twojej matki.
                          • lavinka Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 10:40
                            Też jej współczuję, bo jest totalną lebiegą. Całkowicie zależną od
                            swoich dzieci. Kiepsko to znosi, ale nadal woli tak żyć, niż wziąć
                            odpowiedzialność za swoje życie.

                            Każdy na tym forum ma swoją historię i swoje problemy. Nie opisałam
                            nawet połowy tego,co strasznego działo się podczas mego dzieciństwa,
                            jak i dzieje się z madre teraz, bo to nie jest właściwe miejsce. Ale
                            też wiem,że chciałabym być na miejscu córki Aury, bo jej życie to
                            sielanka w porównaniu do mojego. Dla Aury problemem jest niepłacenie
                            w terminie. Tylko tyle, zauważ. Na tym forum bywają kobiety, które
                            mają prawdziwe problemy. Agresywnych byłych mężów, co biją i
                            zastraszają, alkoholików, długo by pisać. Nieterminowość wobec tych
                            trudnych spraw to drobnostka, uwierz.
                            • aura8 Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 21:36
                              Czasem brakuje, dlatego te 350 zł po prostu bardzo się przydaje. Jak
                              ich nie ma, łapię jeszcze jedną pracę i do przodu. Po prostu muszę
                              płacić rachunki na czas, a on myśli, że nie musi.
                        • aura8 Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 21:32
                          Bzdury.
                          Nie jestem matką-pijawką. Nie porównuj mnie do swojej, bo jak
                          słusznie zauważyłaś, nie znasz mnie. Nie wyciągam od nikogo kasy i
                          nie zamierzam tego robić, bo mam swoją godność. Zasuwam w trzech
                          miejscach, żeby związać koniec z końcem. Tyle.
                          Uporządkuj swoje emocje, bo duży ciężar w sobie nosisz. Może jak tu
                          wszystko wywalisz, będzie Ci lżej. Oby, bo jak długo można mieć tyle
                          kwasu w sobie.
                    • aura8 Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 20:56
                      Proszę, przestańcie z nadinterpretacją. To jest jak zabawa w głuchy
                      telefon. Napisałam tylko, że wkurza mnie jego spóźnianie się z
                      płaceniem. Tylko tyle.
                      Moja córka jest normalną dziewczyną, nie brakuje jej asertywności.
            • red.dociekliwy Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 12:37
              Jasne że się należą alimenty, jak równouprawnienie do wychowywania dziecka, co
              jest nagminnie łamane przez wymiar sprawiedliwości, bo jest stronniczy w tej
              kwestii, 75% sędzin, kuratorów, urzędników PS, PCPR, itp. to kobiety, które w
              ten sposób sobie muszą powetować brak innej władzy. Nie o to chodzi, bronisz
              autorkę, więc jesteś świetnym psychologiem, lub znasz ją dobrze i sytuacje, więc
              jeśli prawdą jest, że ojciec sobie wydaje na lewo i prawo nie licząc się z
              obowiązkiem płacenia, to oki, rozumiem całą złość.
              Lecz są sytuacje odmienne, gdzie także kobiety płaczą i starają się wydusić jak
              najwięcej ze złośliwości i także wydać tą kasę na siebie a nie dziecko, które w
              tym czasie może przesiaduje u dziadków bo mamusia ma bogate życie towarzyskie.
              Oczywiście podałem tu dwie skrajne sytuacje, ale każda sytuacja może być
              prawdziwa, a wypowiedz autorki wydaje mi się być raczej wypowiedzią nieskromnej
              mamy, która ma większy interes w tym by zmusić córkę do dyscyplinowania ojca,
              który płaci jak napisała, tylko nie w terminie, niż sam fakt korzyści córki z
              tej zapłaty. Więc coś tu jest nie tak, chyba.
              • mamura Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 12:59
                oki, masz rację, ale gdyby autorka wątku była łasa na kasę, to
                uwierz, nie zasądzone byłoby 350 złotych bo to śmieszna kasa na
                pannicę 18- letnią, nie uważasz?
                są kobitki żerujące na dobrym zarobku exów i tego nikt nie zmieni.
                ale są też ojcowie dobrze zarabiający, którzy mają Bóg wie jakie
                wymagania co do kontaktów z dzieckiem, co ma jeść, w jakich
                ubrankach chodzić, gdzie leczone ma być, a sami z czystej
                złośliwości migają się od płacenia, co najwyżej jako jałmużnę Ci
                stówkę na zachętę rzucą.
                Są i tacy co się zwolnić potrafią, by nie płacić na złość a
                wymagania oj mają...
                jednym słowem ja jestem za równouprawnieniem i ojców i matek do
                wychowywania i opieki nad dzieckkiem, ale w głowie mi się nie
                mieści i krew mnie zalewa jak tatuś całe życie dziecka, na necie
                lub przed telewizorem spędził i nagle się budzi do opieki nad nim...
                przed sądem oczywiście...
                gdzie był wcześniej?
                są też ojcowie, którzy rzeczywiście dzieckiem się zajmują od samego
                urodzenia i im opiekę sądy winny powierzyć.

                mój mąż chciałby płacić grosze a wymagania ma...
                płacić nie chce, bo sobie nie daj Boże bluzkę kupięsmile
                mąta tylko dziecku w głowie, chęcią zemsty żyje....

                więc by sprostać jego oczekiwaniom co do wychowania dziecka
                wnioskuje o jak najwyższe alimenty (powinnam je uzyskać bez
                problemu) i niech się wtraca ile chce, bo wtedy na równi prawa z
                obowiązkami iść będą.
                jestem też skłonna zrezygnować z alimentów na lub wnioskować o
                przysłowiową złotówę jeśli tylko spokój da i wtrącać się nie
                będzie... jego wybór
                M.
                • red.dociekliwy Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 13:23
                  "mamura"
                  Mój brat aktualnie jest w trakcie rozwodu, jego sytuacja wygląda tak, że dla
                  świętego spokoju zostawił żonie cały dom z wyposażeniem, sobie zabrał tylko
                  auto, sprzedał firmę by spłacić wspólne kredyty, poszedł teraz sam do pracy i
                  zarabia ponad 3000 zł, o dziecko się próbował starać ale... szkoda pisać, ona
                  nie chce mu dać dziecka nawet na spacer, może się spotykać z dzieckiem tylko
                  przy niej, niestety nigdy ona nie ma czasu lub dziecko jest u dziadków. Umówili
                  się sądownie z majątkiem , oddał jest 90% majątku. ona go teraz próbuje całkiem
                  zgnoić, nigdy nie pracowała uczy się w prywatnych szkołach i żąda na dziecko i
                  na siebie. Jak myślisz, ile ojciec powinien płacić na nią i na dziecko, sam
                  wynajmuje mieszkanie, oddał jej majątek wary około 750 tyś dla świętego spokoju.
                  jedynym jego grzechem, to ze odszedł, nie mógł znieść jej miłości do pieniędzy.
                  Jego jedyny błąd to dobroć, a ona teraz lata po adwokatach za jego pieniądze by
                  zabrać mu wypłatę, bo ma taki kaprys i jest złośliwą babą
                  • sex_april Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 14:28
                    red.dociekliwy napisał:

                    > "mamura"
                    > Mój brat aktualnie jest w trakcie rozwodu, jego sytuacja wygląda
                    tak, że dla
                    > świętego spokoju zostawił żonie cały dom z wyposażeniem, sobie
                    zabrał tylko
                    > auto, sprzedał firmę by spłacić wspólne kredyty, poszedł teraz sam
                    do pracy i
                    > zarabia ponad 3000 zł, o dziecko się próbował starać ale... szkoda
                    pisać, ona
                    > nie chce mu dać dziecka nawet na spacer, może się spotykać z
                    dzieckiem tylko
                    > przy niej, niestety nigdy ona nie ma czasu lub dziecko jest u
                    dziadków. Umówili
                    > się sądownie z majątkiem , oddał jest 90% majątku. ona go teraz
                    próbuje całkiem
                    > zgnoić, nigdy nie pracowała uczy się w prywatnych szkołach i żąda
                    na dziecko i
                    > na siebie. Jak myślisz, ile ojciec powinien płacić na nią i na
                    dziecko, sam
                    > wynajmuje mieszkanie, oddał jej majątek wary około 750 tyś dla
                    świętego spokoju
                    > .
                    > jedynym jego grzechem, to ze odszedł, nie mógł znieść jej miłości
                    do pieniędzy.
                    > Jego jedyny błąd to dobroć, a ona teraz lata po adwokatach za jego
                    pieniądze by
                    > zabrać mu wypłatę, bo ma taki kaprys i jest złośliwą babą
                    Red .. z tym co do tej pory pisales moglabym sie w wiekszosci
                    zgodzic - ale tu przygiales smile
                    po pierwsze primo - jezeli ten dom zbudowali podczas malzenstaw to
                    nie ma opcji ze byla zona nie pracowala i nic sie jej nie nalezy.
                    Po drugie - ten Twoj brat to dobroc chodzaca. Tak zupelnie
                    bezinteresownie i bez przyczyny oddal swojej bylej zonie dom
                    wartosci 750 tys i teraz jeszcze bedzie ja utrzymywal bo ona
                    pracowac nie moze.
                    Bajka dobra dla nastolatek.
                    Ja bardzo przepraszam ale jak on taki dobry to jaka firme on
                    prowadzil co? Pomocy spolecznej?

                    • red.dociekliwy Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 15:04
                      widzisz, na szczegóły co i jak dlaczego, to nie miejsce i za dużo do opisywania.
                      Każdy widzi i ocenia swoją miarą, w związku z tym przykro mi, że masz wśród
                      swojego otoczenia dobrych ludzi
                  • tomkowski4444 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 14:44
                    To masz brata frajera sam sie osłabił finansowo aby ona byla wzmocniona. Nic
                    dziwnego teraz ona ma na adwokata a on na nic. Walnal sobie samoboja albo jest w
                    tej sprawie jakies drugie dno.
                    Sam jestem po rozwodzie ale moja ex ma respekt bo wie ze jak dziecko bedzie
                    mialo 18lat to wystapi od niej o alimenty a ode mnie dostanie drugie tyle ile
                    wywalczy od matki. Pokaze alimenciarze miejsce w szyku.
                    • red.dociekliwy Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 15:07
                      No niestety, chciał być miłosierny i robił to z myślą o dziecku, ale wygląda na
                      to, że nie warto, może w przyszłość mu się to wynagrodzi, on sobie poradzi, a na
                      błędach się ludzie uczą.
                      • mamura Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 15:55
                        z myślą o dziecku to mógł jakiś fundusz na dzieciaka założyć.
                        i jeśli płacić nie chciał, to kupować mógł dziecku jakieś ciuszki,
                        zabawki i rachunki zbierać (dla sądu oczywiście). niekoniecznie od
                        razu cały majatek wysprzedawać i oddawać "w imię dobra dziecka" bo
                        trzeba dobrze przekalkulować co się bardziej opłaca- odsprzedanie
                        firmy i zysk jednorazowy, czy też jej rozbudowa i ciągle
                        zwiększający się przypływ gotówki z jej prowadzenia na potrzeby
                        dziecka. ale to tylko przy szczerych intencjach rodziciela...

                        poza tym wybacz, ale jeśli naprawdę Twój brat tak zrobił, to albo
                        frajer kompletny( w co nie wierzę skoro swoje interesa kręcił) bądź
                        też zrobił to w innym bardziej "szczytnym" dla siebie samego celu...
                        może płacic nie chciał więcej, bo firma dochodowa?
                        lepiej odsprzedać znajomemu( na papierze ofkors) kasiurę żonce
                        wypłacic- jak harpia to się odczepic powinna a koszty w coś się w
                        firmie wciśnie, samemu się u niego zatrudnić i tylko 3 kafle
                        ściagać z wypłaty...
                        tiaaa... wybacz nie wierzę bo za dużo krętactwa już o alimenciarzy
                        widziałam.
                        M.
                        nie ma co generalizować, jakby nie było w sprawie rozwodu ZAWSZE
                        dwie strony winne.
                        • elle444 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 16:13
                          Skoro sąd zarządził alimenty na byłą żonę, to pewnie ozekł rozwód z
                          winy męzą, wiec sie tej winy dopatrzyć musiał. No dobra zakładając,
                          ze sobie mąż pocieszycielki nie znalazł jeszcze w trakcie
                          małżeństwa, to pewnie wystąpił o rozwód bez powodu, tzn. bo żony
                          miał dość. Dla sądu wredny charakter nie jest powodem do rozwodu. Z
                          resztą czy źle wybrał żone, bo od od początku wredną była, czy też
                          przy nim się tak popsuła, zrekompensować zrujnowane życie jej musi.
                          • honorny Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 23:23
                            > Z resztą czy źle wybrał żone, bo od od początku wredną była, czy
                            > też przy nim się tak popsuła, zrekompensować zrujnowane życie
                            > jej musi.
                            Filozofia pasożyta.
              • aura8 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 16:12
                Nie posądzaj mnie o interesowność lub coś w tym stylu.
                Nie mam czasu na życie towarzyskie, bo pracuję, żeby związać koniec
                z końcem. Chodzi tylko o notoryczne spóźnienia i o to, że
                zobowiązany do alimentacji ojciec ma absolutny spokój. Utrzymuję
                córkę, płacę rachunki i przyjmuję każdą dodtakową pracę, jaką mi
                oferują, żeby lodówka była choć w części pełna. A tatuś nie musi
                NIC.
                • lavinka Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 10:04
                  I to Cię tak boli? Daruj,ale czas sobie odpuścić. Córka za chwilę się
                  usamodzielni, 3-5lat. I on tym bardziej nic nie będzie musiał. Co
                  wtedy zrobisz, jeśli córka nadal będzie go widywać? Będzie Ci
                  przykro? Oj przydałaby Ci się terapia. Albo nowy facet. Twoje życie
                  jest toksyczne i przy okazji toksyczne jest życie córki, bo zmuszona
                  jest wybierać. On albo Ty. To najgorsze co robią rozwiedzeni rodzice
                  dzieciom. Każą się kochać bardziej od tego drugiego.
                  • aura8 Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 21:39
                    Uporządkuj swoje emocje. Moja córka nie musiała i nie musi wybierać,
                    ma oboje rodziców i tyle. Nie jestem toksyczna, przynajmniej tak
                    twierdzi moja córka.
                    Nie przelewaj swoich frustracji na mnie.
      • aura8 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 11:58
        Jak to robiłam i robię cały czas? Pracuję na 3 etaty. Z manipulantem
        tak łatwo się nie wygrywa. Łatwo się mówi patrząc okiem z zewnątrz i
        tylko teoretyzując. Najpierw trzeba to mieć na co dzień.
        • lavinka Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 10:05
          A ja myślę,że przyganiał kocioł garnkowi. Nie wypominaj manipulanctwa
          byłemu mężowi skoro sama to samo robisz córce.
          • icelandic Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 11:07
            aura, masz pełne prawo domagać się wspólnego utrzymania córki.
            nie rezygnuj, jeśli masz szansę porozmawiać z córką i choć trochę przypomnieć mu
            o jego obowiązkach, to to zrób.
            jeśli okaże się, że będzie to tylko walenie głową w mur, do krwi, to zaciśnij
            zęby, przeczekaj. wiem, wszystko w środku się buntuje. ale czasem nie warto...
            • lavinka Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 11:12
              No właśnie w czym problem? Przecież on płaci alimenty, tylko czasem
              tydzień, dwa później. Nie miga się od obowiązków, może ma wolny zawód
              albo firmę i kłopoty z płatnościami... brakuje mi relacji drugiej
              strony.
              Wydaje mi się też,ze Aura nie zna sytuacji finansowej męża. Niby jak
              miałaby go znać skoro nie utrzymują kontaktów?
              • aura8 Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 20:47
                Znam jego sytuację bardzo dobrze. Nie ma firmy, ale stać go na 350
                zł.
          • aura8 Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 21:40
            Nigdy nie manipuluję córką. Nigdy też tego nie robiłam. Taką mam
            zasadę.
            Ależ mama musiała dać Ci w kość.
    • tonik777 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 10:36
      Nie znam waszej konkretnej sytuacji, ale ogólnie dla mnie płacenia
      alimentów nie ma sensu.
      Albo jest rodzina, która wspólnie wychowuje dziecko i wspólnie
      pokrywa koszty tego wychowania, albo jedno z rodziców chce wychpwyać
      to dziecko samo, ale wtedy niech samo ponosi koszty. Nikt nigdy nie
      zadał sobie nawet trudu, aby upewnić się, że pieniądze z alimentów
      rzeczywiści idą na potrzeby dziecka, a nie jego opiekuna. Ponadto
      wychodzi, że uczucia tego drugiego rodzica nie liczą się. Ani też
      jego aktualny stan finansowy, bo dioiero sąd może zdecydować o
      zmniejszeniu alimentów. A jak ten człowiek nagle straci pracę, to
      skąd ma wziąźć na alimenty?
      • eutherpe Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 10:48
        Jak zdrowy i ma cokolwiek siły psychicznej i fizycznej pracę znajdzie.Jak i
        uczucie ma to i wolę dofinansowywania do potrzeb dziecka.
        • aura8 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 12:11
          Siłę, zdrowie i pracę ma, ale woli nie ma.
      • adaria38 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 10:53
        Oczywiście. Po rozwodzie należy dziecko oddać do domu dziecka na wychowanie
        państwa, wtedy rodzice nie będą musieli w ogóle alimentów płacić i wreszcie będą
        żyć tak jak należy. A jak rodzic opiekujący się dzieckiem straci pracę to tym
        bardziej powinien dziecko oddać państwu a nie wołać o alimenty na dziecko od
        drugiego rodzica.
        Właściwie przecież dzieci wcale nie jedzą, nie ubierają się, butów nie
        potrzebują, nie muszą mieć książek. Można spokojnie założyć, że żyją cały
        miesiąc powietrzem, a całe alimenty w zatrważająco wysokiej kwocie 350zł są
        przejadane przez opiekunkę-matkę. Na to są dowody!
        • cirilla28 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 10:58
          Przejadane? Ja za to jeszcze tipsy robię i na solarium chodzę!
          • mysiadelko Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 17:57
            a waciki???
        • aura8 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 12:14
          Tak to właśnie wygląda ze strony zobowiązanego. Dziecko nie ma
          potrzeb. Za to on ma, nawet niemałe.
      • cirilla28 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 10:54
        I dziwnym trafem to tylko kobiety marzą żeby samotnie wychowywać dzieci? I
        jeszcze je wychowując mają zarobic tyle żeby ta biedna druga połowa mogła życ w
        kawalerskim błogim stanie...
        Boże tak naiwnego tekstu nie czytałam od dawna.
        • aura8 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 12:20
          Zwłaszcza że tatuś pracuje, ale utrzymuje go mamusia, która zrobi
          wszystko dla swego 40-letniego niemowlęcia. Niemowlę ma na podróże,
          utrzymanie samochodu, zachcianki i ewentualnie jakąś lalę, która da
          się nabrać na bajeczkę o biedactwie, które musi płacić alimenty, nie
          wiedzieć dlaczego.
      • cirilla28 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 10:55
        A mnie zastanawia od kilku dni, że skoro komornik jest nieporadny (mój np scigał
        faceta o innym imieniu!!!) to czy ja mogę mój dług egzekwować przez firmę
        windykacyjną? Wie ktos?
        • adaria38 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 11:00
          > skoro komornik jest nieporadny >cryingmój np scigał faceta o innym imieniu!!!)

          ręce opadają...
          • scriptus Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 16:21
            Komornik, to po prostu prywatna firma, która preferuje czynności które przy
            małych nakładach pracy dadzą dużą prowizję. Dlatego ci dłużnicy, którzy potrafią
            wykiwać komornika pozostają bezkarni, po prostu komornik stwierdza, że nakład
            pracy na ściągnięcie jakiegoś długu przewyższa potencjalną wartość jego prowizji
            i nie robi nic, woli pójśc na ryby, zamiast sie męczyć za darmo.
      • kicia031 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 11:00
        ogólnie dla mnie płacenia
        > alimentów nie ma sensu.

        No tak jak nie ma sensu placenie podatkow, i w ogole placenie za
        cokolwiek,. zarcia nie daja za darmo, skandal.
        • adaria38 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 11:08
          za żarcie jeszcze można czasem zapłacić. Chyba, że żona przyrządza to wtedy nie
          trzeba. Ale jak jakiś kelner przyniesie, albo kelnerka, to można dać nawet
          napiwek , gdy taka się stara żeby MNIE przyjemność zrobić i ładnie obsłużyć. A
          jaką przyjemnośc ma się z posiadania dziecka które mieszka z byłą kobietą?
          żadnej przyjemności się nie ma! nic materialnego ani emocjonalnego się nie
          zyskuje! i jeszcze chodzić tam? starać się żeby dziecko chciało mieć jakieś
          więzi? jak dziecko tylko fochy stroi i wymagania ma, zamiast MNIE przyjemnośc
          robić?! zamiast MNIE wynagrodzić że stówkę miesięcznie dałem?! to ZA CO ja mam
          płacić alimenty?! niech dziecko lub była mi robi dobrze, to im zapłacę. no!
      • chalsia Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 11:07
        > Albo jest rodzina, która wspólnie wychowuje dziecko i wspólnie
        > pokrywa koszty tego wychowania, albo jedno z rodziców chce
        wychpwyać
        > to dziecko samo, ale wtedy niech samo ponosi koszty.

        tylko widzisz, dziubku, ja chciałam wychowywać dziecko z jego
        ojcem, a nie sama, ale to on sie samodzielnie wylogował z naszej
        rodziny.
        • chalsia Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 11:08
          > tylko widzisz, dziubku, ja chciałam wychowywać dziecko z jego
          > ojcem, a nie sama, ale to on sie samodzielnie wylogował z naszej
          > rodziny.

          w związku z czym nie widzę powodu, dla ktorego miałabym sama
          ponosić koszty utrzymania wspólnego dziecka.
          • alabama8 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 11:37
            He, he ... no pewnie, że jak baba chciała sama wychowywać to teraz
            niech sama ponosi koszty. Zdaniem mojego ex ja też sama chciałam
            wychowywać to teraz się powinnam sama martwić (chciałam sama
            wychowywać = po kilku miesiącach jego romansów, wracania do domu co
            2-3 dni wystawiłam mu walizki za drzwi = sama chciałam być sama). Z
            pewrspektywy czasu patrzę na to jak na śmieszną historię, a nie
            dramat życiowy.
      • nomina Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 11:47
        A jak człowiek ciupciał kobitkę i robił dziecko, to się zastanawiał, skąd weźmie pieniądze na utrzymanie dziecka?

        Zrobiłeś dziecko? To jesteś za nie odpowiedzialny. Nie masz pracy? Masz obowiązek zrobić wszystko, żeby pieniądze na dziecko zdobyć. Możesz zostać męską dziwką na Centralnym - dziecka to nie interesuje.

        Poza tym - co Ty piłeś od rana, że piszesz "albo jedno z rodziców chce wychowywać to dziecko samo, ale wtedy niech samo ponosi koszty"? Jakie chce? Taki kaprys ma? Zabawkę sobie kupiła/kupił? A jak nie chce wychowywać samodzielnie? To co - dzieciaka w worek i do rzeki?

        Masz dziecko - masz obowiązek: pokryć 50% jego kosztów utrzymania i spędzić z nim 50% czasu, którego wymaga. W tym także 10 dni roboczych w miesiącu w godzinach pracy. Nie chcesz, nie możesz? OK, drugi rodzic poświęca swój czas na zarobek i spędza z dzieckiem godziny, które są Twoim obowiązkiem, ale Ty wtedy pokrywasz ten czas, płacąc za niego, skoro współrodzic w tym czasie zarabiać nie mógł. Zrozum, człekokształtna istoto, że pieniądze, które płacisz, nie mieszkając z dzieckiem, to nie tylko na chleb z margaryną, ale również na to, że drugi rodzic nie śpi w nocy, jak dziecko jest chore, albo zap... z nim do lekarza, podczas gdy Ty w innym domu smacznie śpisz lub dupczysz jakąś panienkę.

        Nie, powiedzcie mi, że to jakiś troll, bo mnie coś trafi...
      • aura8 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 12:10
        Tatuś podróżuje po kraju i ma na swoje potrzeby. Kwestia w tym, że
        alimenty nie są dla niego priorytetem, niestety.
    • joankb Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 11:42
      A rozmawiałaś kiedykolwiek z córką o budżecie domowym? Ona wie na co wydajecie
      te 350 zł?
      Osiemnastolatka to nie dziecko. Niech podejmie decyzję na podstawie racjonalnych
      przesłanek. Po prostu jej powiedz czego od dziś nie będzie, będzie gorszej
      jakości, inne, mniej.
      Dla jasności - powinnyście dostawać te pieniądze, to jest wkład drugiego rodzica
      w wychowywanie własnego przecież dziecka.
      Ale dorosły człowiek ma prawo zrezygnować, czy też nie domagać się należnych mu
      świadczeń i nic na to nie poradzisz.

    • widzimisia Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 12:05
      jeśli tatuś zmanipulował córeczkę, to musisz cos z tym
      zrobić....Rozumiem, że brakuje Ci pieniędzy, kiedy on spóźnia się z
      alimentami. Zawsze wtedy, gdy alimenty nie przychodzą na czas Twoja
      lodówka powinna byc pusta. Córka musi odczuć, że winnny tej sytuacji
      jest ojciec. Może wtedy sama zrobi coś z jego opieszałością
      • icelandic Re: Kreatywność alimenciarza 18.09.09, 11:15
        widzimisia napisała:

        > jeśli tatuś zmanipulował córeczkę, to musisz cos z tym
        > zrobić....Rozumiem, że brakuje Ci pieniędzy, kiedy on spóźnia się z
        > alimentami. Zawsze wtedy, gdy alimenty nie przychodzą na czas Twoja
        > lodówka powinna byc pusta. Córka musi odczuć, że winnny tej sytuacji
        > jest ojciec. Może wtedy sama zrobi coś z jego opieszałością

        błąd. to córka będzie się czuła winna.
    • dorotammc Co ma piernik do wiatraka? 17.09.09, 13:06
      Proszę mi wyjaśnic jak pięciolatkowi - co ma pełnoletniość dziecka
      do niepłacenia alimentów? Jest obowiązek płacenia póki dziecko sie
      uczy/studiuje, a można przerwać płacenie, gdy dziecko nie uczy sie i
      nie pracuje i nie stara sie czegos w tym wzgledzie zmienic na lepsze.
      • red.dociekliwy Re: Co ma piernik do wiatraka? 17.09.09, 13:38
        Właśnie o to chodzi w tym, jak już wcześniej napisałem, że Matce zależy bardziej
        na zdyscyplinowaniu ojca przez córkę, niż na samej korzyści materialnej dla
        córki, czyli widać tu podtekst złośliwości, bo przecież nataka pisze że ojciec
        płaci, lecz nie w terminie, a córka nie chce go zmusić do płacenia w terminie,
        jaki z tego wniosek? Na pewno córka ma swoje prywatne relacje z ojcem, o które
        jest zazdrosna matka, szczególnie że zapewne są to sprawy o których córka nie
        chce rozmawiać z matką, co za tym idzie, matka nie jest taka idealna a ojciec
        taki drań. To tylko moje zdanie, nikt nie musi się z nim zgadzać, niech sobie
        spróbuje wyobrazić sytuacje.
        • tricolour Moim zdaniem jest inaczej... 17.09.09, 13:48
          ... bo 350 złotych to śmieszna kwota.

          Problem wątku leży w tym, że matka nie wyegzekwowała niczego od exa, a
          teraz obwinia cały świat, że już nie może egzekwować. Miała sznasę i ją
          zmarnowała więc zamiast próbować naprawić, co zepsute - tylko narzeka na
          los, który sama sobie sprawiła.
          • sex_april Re: Moim zdaniem jest inaczej... 17.09.09, 14:45
            moim tez - z calym szacunkiem dla Aury - ale wg mnie jadem "popluwa"
            co kilka wypowiedzi dodajac jak mezus podrozuje, panienki rwie i
            przez mamusie utrzymywany jest...
            Nie twierdze, ze samotnym matkom jest latwo. Wrecz przeciwnie - ktos
            tu wspomnial o nocnym warowaniu przy lozku, bieganinie do szkoly, po
            lekarzach itp.. Jednak nie mozna okaleczac dziecka swoja slepa
            miloscia.
            Z tego tez powodu osmiele sie zauwazyc, ze wg mnie relacje miedzy
            Toba a Twoja 18 letnia corka sa nie takie. Ty zapewne uwazasz
            inaczej - jednak jesli 18 letnia dziewczyna nie klei, ze te 350
            zlotych sa Wam potrzebne do zycia to ja Cie bardzo sorry - gdzies
            popelnilas bledy wychowawcze.
            To ze tatus jet be - nie podlega dyskusji. Jednak z faktow jakie sa
            nam tu znane - jestem zdania ze i Ty nie jestes w tym calym
            galimatiasie bez winy.
            Niemniej pozdrawiam zyczac sily w walce z obojgiem.
            • ninga Re: Moim zdaniem jest inaczej... 17.09.09, 15:05
              Z obserwacji:
              rzecz działa się dwa lata temu w warszawie
              18-letni chłopak poszedł do sądu po alimenty
              tata opowiedział o tym ile kosztuje go zakładanie nowej rodziny
              sędzia pełna współczucia dla tatusia spojrzała na chłopaka z wyrzutem,
              a on się skulił
              niby zasądziła 500 zł, ale nikt ich nigdy nie widział
              a chłopak ma traumę
              problem w tym, że nie płacenie alimentów nie jest postrzegane jako coś nagannego
              mężczyźni w tym kraju uważają że za materialny byt dzieci odpowiedzialna jest
              kobieta
              kobiety wychowują tych mężczyzna i głosują na tych polityków
              więc moim zdaniem lepiej przyjąć do wiadomości, ze tak jest niż walczyć z wiatrakami
              nerwów szkoda
              a alimenty są orzekane w takiej wysokości, że da się i bez nich żyć
          • aura8 Re: Moim zdaniem jest inaczej... 17.09.09, 18:04
            Nie masz racji. Zanim córka osiągnęła pełnoletniość, były podobne
            problemy, ale był bardziej zdyscyplinowany, bo w każdej chwili
            mogłam zgłosić sprawę komornikowi. Gdybym to wtedy zrobiła, teraz
            nie miałoby to żadnego znaczenia, bo córka i tak tego nie zrobi,
            więc on czuje się bezkarny. Nie chodzi też o żaden żal do świata lub
            zemstę. Chodzi o to, że były jest zobowiązany, ale w ogóle się do
            tego nie poczuwa, bo przecież 2 tygodnie w tę czy w tę, co to za
            różnica? Ja się z płatnościami spóźniać nie mogę, a on wykorzystuje
            sytuację na maksa. Córka jest całkowicie na moim utrzymaniu.
            • osika4 Re: Moim zdaniem jest inaczej... 18.09.09, 01:02
              < Gdybym to wtedy zrobiła, teraz nie miałoby to żadnego znaczenia,
              bo córka i tak tego nie zrobi, więc on czuje się bezkarny.

              Nieprawda! Gdybyś skierowała sprawę do komornika jeszcze wtedy,
              kiedy miałaś do tego prawo, to komornik przejąłby obowiązek
              ściągania alimentów i przekazywania Tobie wcześniej a teraz córce.
              Córka nie musiałaby skarżyć na ojca a alimenty otrzymywałaby w
              terminie.
              • aura8 Re: Moim zdaniem jest inaczej... 18.09.09, 08:46
                Niestety, i sędzia i komornik mają inne zdanie na ten temat.
                • ruda_kasia Re: Moim zdaniem jest inaczej... 18.09.09, 09:03
                  A to ciekawe, doprawdy... dwóch prawników opowiada takie dziwne rzeczy. Po
                  pierwsze absolutnie niemożliwe, by egzekucje komornik skierował do rodziców exa,
                  nie da się!!! Można ich pozwać, przed sądem. Albo trollowanie albo brak
                  znajomości przepisów.
                  • tricolour To jest syndrom ofiary... 18.09.09, 09:06
                    ... siedzieć i marudzić zamiast nadać sprawie bieg prawny.

                    Oczywiścia Aura plecie bzdury, bo zarówno sąd jak i komornik działają na
                    wniosek wierzyciela więc nie mogą samodzielnie łapać rodziny.
                    • aura8 Re: To jest syndrom ofiary... 18.09.09, 09:13
                      Nie znasz szczegółów, ale w tej sytuacji może. Proszę bez jadowitych
                      uwag.
                    • aura8 Re: To jest syndrom ofiary... 18.09.09, 09:48
                      Nie siedzę, zasuwam po 14 godzin na dobę. Może trochę mniej żółci w
                      tych komentarzach, proszę.
                      • sauber1 Re: To jest syndrom ofiary... 18.09.09, 09:56
                        aura8 napisała:

                        > Nie siedzę, zasuwam po 14 godzin na dobę.


                        To jest prawem zabronione. 6, no czasem 7 dziennie to jeszcze rozumiem, człowiek
                        winien się szanować i cenić, a nie za konia robić w pocie czoła
                      • tricolour 14 godzin na dobę? 18.09.09, 10:33
                        Na tym forum są kobiety, które rozwodziły sie facetami zaniedbującymi dom
                        poprzez ciągłe siedzienie w pracy.
                        • sauber1 Re: 14 godzin na dobę? 18.09.09, 17:57
                          tricolour napisał:

                          > Na tym forum są kobiety, które rozwodziły sie facetami zaniedbującymi dom
                          > poprzez ciągłe siedzienie w pracy.

                          No właśnie, ciekawe jak Aura sobie radzi z ta opieką nad dziećmi, a może to
                          jakieś ciche zajęcia po godzinach są tylko, znamy życie - prawda?wink
                          • ravny Re: 14 godzin na dobę? 18.09.09, 18:16
                            Czy nie jesteście jednak zbyt wredni z tymi insynuacjami? Nastolatka to nie
                            ktoś przy kim trzeba siedzieć 24 godziny na dobę, można pracować na zmiany i
                            mieć nocne dyżury bo są takie zawody.
                            Kobieta się skarży, że jej źle bo ma niewystarczajace wsparcie finansowego w
                            utrzymaniu córki ze strony ojca tej córki. Czy to taka zbrodnia?

                            Bliska znajoma przypłaciła to zdrowiem, ojciec dziecka nie płacił żadnych
                            alimentów, jej było ciężko lecz uniosła się dumą i nie prosiła go o jałmużnę
                            wzięła wszystko na siebie, przy przypilnowaniu dziecka pomogła siostra, lecz po
                            kilku latach biegania do trzech prac dziewczynie organizm odmówił posłuszeństwa
                            i aktywowała się ciężka choroba.
                            • tricolour Tu jest trochę inaczej... 18.09.09, 18:25
                              ... zacytuję z początku wątku: "Otóż polskie prawo pozwala na
                              nieograniczoną kreatywność tatusia w zakresie notorycznego spóźniania się
                              z comiesięcznym płaceniem alimentów na jego własne dziecko. Moja córka
                              ukończyła 18 lat i ukochany tatuś idealnie wyczuł, że może teraz bezkarnie
                              nią manipulować, ściemniać i obwiniać cały świat o to, że utrudnia
                              płacenie mu śmiesznej kwoty 350 zł"... "Skoro córka jest na moim
                              utrzymaniu, to nadal powinnam mieć prawo do występowania w tej sprawie".

                              Autorka nie skarży się tylko na exa, skarży się przede wszystkim na system
                              prawny, który uniemożliwia matce DOROSŁEJ córki ściaganie ojca gdy
                              tymczasem ta sama matka nie ścigała ojca gdy miała do tego prawo.

                              I to jest problem Aury: gdy mogła, to nie ścigała. Gdy nie może, to winne
                              sądy, a nie ona.
                      • lavinka Re: To jest syndrom ofiary... 18.09.09, 10:57
                        O właśnie. Ty sobie falki wypruwasz, a Twoje dziecię i tak kocha
                        swojego ojca. Manipulację córką widzę na kilometr. Ktoś Ci każe te
                        flaki wypruwać? Nie wypruwaj. Nikt Cię nie zmusza. A poza tym nie
                        myślałaś o nowym partnerze? Za chwilę córka wyjdzie za mąż i
                        zostaniesz sama. Czy jesteś na to przygotowana?
                • osika4 Re: Moim zdaniem jest inaczej... 18.09.09, 15:52
                  Auro, czy możesz powiedzieć pokrótce jakie zdanie mają prawnicy?
                  Wg mnie, tak jak napisałam wyżej.
        • adaria38 Re: Co ma piernik do wiatraka? 17.09.09, 13:50
          Jeśli dziecko jest pełnoletnie to matka już nie może egzekwować od ojca
          alimentów. Musi zrobić to dziecko->sąd, komornik, z pozwu dziecka. Jeśli dziecko
          daje się brać ojcu na litość (córcia kochana dałbym ci kasę ale nie mam, wiesz
          że dla ciebie wszystko bym zrobił, ale kredyt wziąłem, płacić muszę, czynsz za
          mieszkanie musze opłacić, zobacz ile mam opłat, samochód mi się zepsuł no
          musiałem zapłacić za naprawę i nic już nie mam, może za miesiąc będę miał ..albo
          dwa..albo trzy") to może nie dostać ani grosza a matka musi dziecko utrzymać
          sama bo trudno nie nakarmić kogoś z kim się mieszka.
          Do tej pory był straszak na ojca w postaci ex żony co głowę o alimenty suszyła i
          komornikiem straszyła, teraz matka nie może sama nic, musi to zrobić dziecko.
          A wiele dzieci krępuje się wystąpić w sądzie przeciwko rodzicowi -i trudno się
          dziwić bo to są masakryczne emocje i poczucie "utraty" ojca kolejny raz.

          Niemniej - warto by było zadbać o relacje matka-córka-jej poczucie
          wartości-świadomość praw i obowiązków rodziców. Bo 18lat to już dorosła osoba i
          powinna sobie zdawac sprawę, że kasa z nieba nie spada więc jeśli nie chce brać
          alimentów od ojca to może niech zechce się już sama utrzymywać a nie patrzeć
          tylko na kasę od matki.
          Kwestia świadomości, nie presji ale tłumaczenia.
          • dorotammc Re: Co ma piernik do wiatraka? 17.09.09, 15:11
            adaria38 napisała: "Jeśli dziecko jest pełnoletnie to matka już nie
            może egzekwować od ojca
            alimentów. Musi zrobić to dziecko->sąd, komornik, z pozwu dziecka".
            Czy to pewne? Jeśli sąd orzekł o płaceniu alimentów do rąk matki, i
            nie było po osiemnastce dziecka rozprawy zmieniającej to orzeczenie,
            to czy na pewno automatycznie ulega ono unieważnieniu?
            • tricolour Nic nie ulega unieważnieniu... 17.09.09, 15:29
              ... i alimenty musza być dalej płacone. Nie w tym rzecz.

              Rzecz w tym, że po 18 matka nie może (bez pełnomocnictwa) reprezntować
              interesów dorosłej osoby. Nie może więc niczego egzekwować, bo nie ma
              prawa.
              • dorotammc Re: Nic nie ulega unieważnieniu... 17.09.09, 15:52
                Proszę jeszcze raz przeczytać mój poprzedni post. Nie twierdze, że
                orzeczenie o płaceniu ulega unieważnieniu, tylko pytam, czy
                automatycznie po osiemnastce dziecka pieniądze są wypłacane dziecku,
                a nie matce "do rąk własnych" choć tak orzekł sąd (o matce).
                • tricolour Proszę przeczytać odpowiedź.. 17.09.09, 15:59
                  ... alimenty mają być płacone na dotychczasowych zasadach.

                  Matka jednak nie może egzekwować tychże alimentów, bo ma dorosłe dziecko.
                  • dorotammc Re: Proszę przeczytać odpowiedź.. 17.09.09, 16:59
                    Rozumiem, dziękuję. Po osiemnastym roku życia nie usataje obowiązek
                    alimentacyjny, ale gdy ojciec sie, hm, wypnie, tylko dziecko może
                    podać go do sądu. Nie wątpię jednak, że wiele matek może składać
                    takie wnioski niejako "w imieniu dziecka", nie pytając go o zdanie,
                    czyli podszywając sie pod wniosek, a potem dziecko siła rozpędu
                    stawia sie w sądzie i odpowiada na pytyania. Bo ilu młodych ludzi,
                    jeszcze niemal dzieci,ma dość sił w sobie, by nie ulec w tej kwestii
                    argumentom matki niejako post factum?
                    • scriptus Re: Proszę przeczytać odpowiedź.. 17.09.09, 17:17
                      Zastanawiam się, czy ojciec może wystąpić do sądu o zmianę adresata alimentów,
                      czyli zamiast płacić na ręce matki, płacić na rece dziecka...
                      • aura8 Re: Proszę przeczytać odpowiedź.. 17.09.09, 18:13
                        Nie występował do sądu, ale zadeklarował, że będzie wypłacał
                        alimenty córce i z tym się zgadzam, miał do tego prawo. Chodzi o to,
                        że czuje się całkowicie bezkarny, bo córka nie wystąpi ani do sądu
                        ani do komornika. Więc tatuś płaci, kiedy chce, w ratach takich jak
                        mu wygodnie, czyli spóźnia się o 2-3 tygodnie i płaci po np. 2
                        tygodniach 100 zł.
                      • lavinka Re: Proszę przeczytać odpowiedź.. 18.09.09, 11:04
                        Myślę,że to nie ma większego sensu gdy dziecko jest na utrzymaniu
                        rodzica.Teoretycznie adresatem cały czas jest dziecko. Matka jest tylko
                        pełnomocnikiem. Przestaje nim być, gdy dziecko staje siępełnoletnie.
                    • dominikjandomin Re: Proszę przeczytać odpowiedź.. 17.09.09, 19:51
                      dorotammc napisała:

                      > Rozumiem, dziękuję. Po osiemnastym roku życia nie usataje obowiązek
                      > alimentacyjny, ale gdy ojciec sie, hm, wypnie, tylko dziecko może
                      > podać go do sądu. Nie wątpię jednak, że wiele matek może składać
                      > takie wnioski niejako "w imieniu dziecka", nie pytając go o zdanie,
                      > czyli podszywając sie pod wniosek,

                      Niech się ojciec o tym dowie...

                      Matka będzie miała sprawę o fałszowanie dokumentów. Za to można iść siedzieć.
                • lavinka Dopóki dziecko się uczy 18.09.09, 11:02
                  Pieniądze wypłacane są matce. Ja pamiętam byłam w sądzie mając 19 lat
                  bo walczyliśmy o podniesienie alimentów,ale gdy miałam 18 nic się nie
                  zmieniło, bo nadal byłam w szkole. Tylko raz w roku trzeba było
                  wysyłać pismo ze szkoły,że się nadal uczę. Podobnie na studiach.
          • miodunka35 Re: Co ma piernik do wiatraka? 17.09.09, 17:57
            Witajcie
            Temat alimentów na pełnoletnie dziecko dotyczy wprawdzie nie mnie bezpośrednio,
            ale niestety dość boleśnie, głównie emocjonalnie. Mówiąc krótko – związałam się
            z rozwodnikiem. Swoje małżeństwo zakończył po 20 latach, z byłą żoną został
            11-letni syn i 19-letnia obecnie córka. Żona nigdy nie pracowała, nie wiem
            dlaczego, bo fizycznie nic jej nie dolega, po rozwodzie także nie podjęła żadnej
            pracy. Dostała mieszkanie wraz z wyposażeniem, do którego nie dołożyła w życiu
            ani grosza, on zabrał tylko ciuchy i samochód (zresztą na kredyt). Przed sądem
            wniosła sprawę o alimenty w wysokości 1100 zł na młodsze dziecko, drugie tyle
            miała dostawać na córkę. Wszystko było fajnie, dopóki miał pracę. Niestety,
            zaczął się kryzys, stałego zajęcia w swoim fachu znaleźć nie może, żyje od
            zlecenia do zlecenia, a i za nie nie dostaje się już tyle pieniędzy co jeszcze
            przed rokiem. No ale na szczęście ja jeszcze mam nieźle płatną robotę, w związku
            z czym płacenie rachunków i utrzymanie naszej dwójki spoczęło na mnie. On robił
            wszystko, aby co miesiąc, z regularnością szwajcarskiego zegarka, przelać byłej
            na konto 2200 zł. Najczęściej dla siebie nie zostawało mu już nic, bo trzeba
            jeszcze zapłacić ratę za samochód. Ganiał jak osioł po kilkanaście godzin na
            dobę za byle jaką robotą, byle tylko zarobić. Skończyło się dość dramatycznie,
            bo w szpitalu (jest po bardzo ciężkim wypadku komunikacyjnym). No i przyszła
            chwila refleksji, że nie sposób tak się zabijać, żeby zapewnić byłej żonie
            utrzymanie. Ja wiem, 2200 zł na trzy osoby w W-wie to nie jest dużo, ale jest
            też tak, że przychodzą w życiu takie sytuacje, że trzeba zakasać rękawy i wziąć
            się za robotę, czego oczywiście była małżonka nie uczyniła. Kiedy leżał w
            szpitalu, nie zarabiał, więc w następnym miesiącu nie miał tyle kasy, żeby
            zapłacić pełną stawkę. Zachował się jak człowiek: zadzwonił, wyjaśnił sytuację,
            powiedział, że nie może nie zapłacić alimentów zasądzonych na syna, ale chciałby
            obniżyć te pieniądze płacone na córkę, bo nie jest w stanie w obecnej sytuacji
            tyle zarobić. Boże, rozpętało się piekło... Córka zadzwoniła z awanturą, że już
            jej nie kocha, była żona przysłała SMS-a, że jak nie zapłaci, to ona wie, gdzie
            trzyma samochód, a w ogóle to nie będzie już widywał się z synem i niech
            przestanie kłamać, bo ona dobrze wie, że ma kasę i tak naprawdę to powinien
            płacić po 1500 zł na dziecko. Bo wszystko kosztuje. Zapytana, czemu nie poszuka
            sobie zajęcia i nie dorobi, powiedziała, że za 1200 zł to jej się nie opłaca
            pracować (Boże, ile razy mój facet prosił się o zlecenie za 1200 zł, do którego
            przykładał się tak, jakby miał dostać za nie 10 razy tyle). Niestety, z próżnego
            i Salomon nie naleje, dostała tylko 1500 zł, bo na więcej naprawdę nie było nas
            stać. Tak, tak, możecie mi nie uwierzyć, ale dołożyłam się jeszcze do tego.
            Zrobiłam to raz i nigdy więcej nie zrobię. Ze względu na zachowanie byłej żony i
            córki. Córka wniosła sprawę o alimenty, żądając 1200 zł miesięcznie. Przysyła
            obelżywe SMS-y, nie przejawia żadnej chęci do nawiązania z ojcem kontaktów,
            grozi też, że jeśli nie będzie jej płacił tych pieniędzy, zaskarży dziadków
            (obydwoje mają po 70 lat, jedno na rencie, drugie na emeryturze), żeby oni
            płacili. Wiem, że emocjonalnie jest potwornie zmanipulowana przez matkę, która
            całe życie traktowała męża jak skaronkę i jest nauczona, że wszystko w życiu ma
            za darmo. Można mieć pretensję do mojego faceta, że tyle lat to tolerował, tylko
            co to da? Mleko dawno się rozlało. Reasumując: nie podważam sensu istnienia
            alimentów (też jestem dzieckiem rozwodników, ojciec płacił niedużo, ale się nie
            migał, ale też moja mama nie miała nie wiadomo jakich oczekiwań; jakoś tak po
            ludzku ze sobą żyli mimo rozwodu), ale całym sercem jestem za tym, żeby jednak
            rodzic je płacący (zarówno matka jak i ojciec) mieli kontrolę nad tym, na co tak
            naprawdę są wydawane te pieniądze. W przypadku mojego mężczyzny wiem, że gra nie
            idzie o pieniądze dla dzieci, tylko o pieniądze dla byłej. I że ona posunie się
            do wszystkiego, do każdej manipulacji dziećmi, byle za ich pośrednictwem wyrwać
            jak najwięcej kasy dla siebie. I to tyle. Właściwie to przepraszam, że niczego
            nie wniosłam do dyskusji, tyle że się wyżalilam
            Pozdrawiam smile
            • ravny Re: Co ma piernik do wiatraka? 17.09.09, 20:10
              Sama widzisz, gdzie jest błąd, Twój partner przyzwyczaił ex żonę że normalnością
              jest utrzymywanie jej z alimentów dzieci, Autorka wątku przyzwyczaiła ex męża,
              że wystarczy 350zł na dziecko a reszta to jej obowiązek i jeszcze proszenie go o
              terminowe zapłaty. Teraz to momentalnie wykorzystał przeciwko niej gdy tylko
              nadarzyła się okazja. Jedno dziecko nauczona, że ojca psi obowiązek tylko dawać
              kasę, drugie dziecko nauczone, że ojciec płacić nie musi jeśli nie chce. I
              jedna i druga strona zbiera w dużej części owoce nie uporządkowania spraw do
              poziomu przyzwoitości.
          • lavinka Re: Co ma piernik do wiatraka? 18.09.09, 10:59
            Aura w którymś poście powiedziała,ze córka zarabia od czasu do czasu.
            Czyli nie jest źle, wie skąd się biorą pieniądze. Odnoszę wrażenie,że
            te pieniądze są bardziej potrzebne matce, nie córce. 2 tygodnie
            spóźnienia płatności to nie jest tragedia.
            • adaria38 Bez przesady 18.09.09, 11:09
              Lavinka o czym Ty mówisz? Naprawdę myślisz, że w dzisiejszych czasach matka się
              "ustawia" za te 350 zł mając nastolatkę na utrzymaniu? Aura nie jest TWOJĄ matką
              więc nie szarżuj.
              Nie rób z Aury złodziejki, okradającej własne dziecko, bo wątpię że nią jest.
              Możliwe , że jest nadopiekuńcza. Możliwe, że ma nieprzerobiony syndrom ofiary,
              możliwe że za bardzo nadal przeżywa brak odpowiedzialności ojca bo po rozwodzie
              trzeba zacząć żyć swoim życiem a nie jego, możliwe, że niepotrzebnie naciska na
              córkę i chce jej własną wizję świata narzucić bo to może stawiać córę pod ścianą
              z wyborem między zadowoleniem matki a ojca .
              Ale PRZESTAŃ Z NIEJ ROBIĆ ZŁODZIEJKĘ.
              • lavinka Re: Bez przesady 18.09.09, 11:23
                A czy ja napisałam,że Aura jest złodziejką? Napisałam to o swojej
                matce, nie o Aurze. Naucz się czytać ze zrozumieniem.
                Często matki przyzwyczajają się do alimentów jak do drugiej pensji,
                to fakt. Uważam,że 350zł to mało na dziecko,ale 700 to już całkiem
                sporo, jeśli dziewczyna dorabia. Skoro dziewczyna ma 18lat to powinna
                dostawać te pieniądze tak samo od ojca jak i od matki. Tylko to
                chciałam napisać przez post powyższy, nic więcej. Jeśli nie nauczy
                się ich egzekwować... no cóż, oznacza to,ze jest taką samą lebiegą
                jak ojciec, trudno. Życie ją trochę przetrzepie, to zmądrzeje.
                Także uważam,że sądy powinny kontrolować co się dzieje z pieniędzmi a
                alimentów.
                18latka to nie jest niemowlę i może współuczestniczyć w swoim
                utrzymaniu. Jedyny grzech Aury to tylko to,że tego nie dostrzega i
                tyra jak dziki osioł zamiast pomóc córce znaleźć dobrą pracę.
                Wykształćenie to bardzo mało w dzisiejszych czasach. Sam papier nie
                wystarczy.
        • lavinka Re: Co ma piernik do wiatraka? 18.09.09, 10:53
          Jestem podobnego zdania. Ta historia ma drugie dno. Wiele matek
          wpędza swoje dzieci w poczucie winy,że spotykają się z ojcami.
          Nienawidzą ich i nie mogą zrozumieć,dlaczego dzieci, zwłaszcza córki-
          są z ojcami w dobrych relacjach.
          Oczywiście ojciec powinien płacić w terminie i tak dalej. Ale tu
          raczej chodzi o coś innego. W końcu 350zł to nie jest majątek,
          zresztą Aura pisze,że głodne nie są.... myślę,że podobnie jak moja
          mać przyzwyczaiła się do dodatkowych pieniędzy z zewnątrz.

          Ja bym wzięła te 350zł i oddzieliła od nich wydatki na
          mieszkanie(komorne i rachunki), a resztę oddała córce. To jej
          pieniądze. Pewnie zostanie z tego kilkadziesiąt złotych ale zawsze.
          Grunt by Aura nie miała wrażenia,że te pieniądze idą do jej
          kieszeni.One idą do kieszeni córki. Matki często o tym zapominają,że
          alimenty są dla dzieci, nie dla nich.

          No chyba,ze mieszkają w dużym mieszkaniu i rachunki są wyższe niż
          600zł. No,ale przecież połowę kosztów utrzymania córki ponosi
          teoretycznie matka.

          Czyli tak naprawdę córka powinna płacić nie połowę komornego tylko
          1/4(rodzice składają się po połowie na utrzymanie mieszkania córki, a
          więc matka płaci 1/4 komornego córki).To i tak zostaje dla niej sto
          kilka złotych do kieszeni. To wyda na jedzenie, a resztę zarobi lub
          wydębi od ojca, jeśli będzie chcieć.

          350zł to cholernie mało pieniędzy. Ale 700 to już coś.
          Proponowałabym dać córce kieszonkowe w wysokości 700zł i odjąć od
          niego wydatki na rachunki mieszkaniowe(czyli połowę ich). Za to co
          dostanie, kupi sobie jedzenie(będzie mieć własną półkę w lodówce),
          resztę dorobi rozdając ulotki czy dając korepetycje.

          Oczywiście to rozwiązanie jest cokolwiek chore, ale wiem,że się
          sprawdziło w przypadku znajomej i jej rodziców(nierozwiedzionych, co
          ciekawe) to może i tu się sprawdzi.
    • dorotammc do rąk dziecka 17.09.09, 20:13
      Dziecko płci męskiej lat 18 otrzymawszy kwotę alimentów do rąk własnych
      przepuszcza je na piwo, fajki i ciuchy - w tydzień. Scenka rodzajowa
      prosto z życia.
      • zmeczona100 Re: do rąk dziecka 17.09.09, 20:27
        Zakładasz mu konto, gdzie przelewasz swoją część alimentów- po
        odliczeniu jego części opłat. I ma sobie poradzić.
        • lavinka Pewnie że tak. 18.09.09, 11:26
          Pewnie że tak. Sytuacja jest wówczas klarowna dla obu stron. Więcej,
          dopłaca się mu na konto druga połowę alimentów oczywiście, od drugiego
          rodzica. I dopiero odejmuje opłaty za mieszkanie.
      • aura8 Re: do rąk dziecka 17.09.09, 23:06
        Moja córka nie miałaby szansy wydać tej kasy na ciuchy, bo po
        godzinie wróciłyby do tatusia w charakterze "pożyczki na wieczne
        nieoddanie".
        • dorotammc Re: do rąk dziecka 18.09.09, 07:19
          Osiemnastolatek w 9 przypadkach na 10 przepuści otrzymane do rtąk
          własnych alimenty na tzw. głupoty. Mało będzie takich, którzy
          grzecznie oddadzą przynajmniej część tej sumy na życie rodzicowi go
          utrzymującemu. Jaki sens ma dawanie alimentacyjnego "kieszonkowego"
          wysokości (bywa i tak) np. 1000 zł, czy choćby 300, dzieciakowi,
          który to przepuści w moment, a rodzic płacący alimenty nieraz
          naprawdę daje z siebie wszystko, żeby zarobić odpowiednią sumę. I po
          co? Na piwo syna? Na kolejny lanserski ciuch? I mówię tu o ojcach
          naprawde płacących i ciężko pracujących, bo o uchylających się nie
          ma co wspominać. Chodzi mi o samo zjawisko "do rąk własnych
          dziecka", które jest wątpliwe.
          • adaria38 Re: do rąk dziecka 18.09.09, 10:21
            Nie jestem pewna czy tak bardzo złe. Czasem dzieci bardziej dojrzałe od
            rodziców... Trudno wszystkie przypadki zmieścić w jednym przepisie, a jeśli
            dostaje się dowód do ręki w 18tkę to trudno odmawiać prawa do dysponowania
            przynależną kasą... A od tego rodzice by starać się wychować tak by świadomośc w
            dziecku że z powietrza się nie wyżyje była. Załóżmy, że dziecko alimenty
            dostaje do ręki i matce nie oddaje - to ze swojej części matka może opłacić
            mieszkanie i podstawowe wyżywienie a niech dziecko ubiera się samo i rozrywki
            sobie funduje z reszty. Jeśli pochodzi miesiąc w podartej kurtce to przy
            następnych alimentach pomyśli o tym ,że trzeba najpierw na nową kurtkę a dopiero
            potem na piwo. Tylko matka musi być kategoryczna i sama się nie wyrywać do
            przodu, że mu kurtkę wcześniej ona kupi żeby biedny w rozdartej nie chodził
            skoro alimenty już przehulał...Bo uczy nieodpowiedzialności. Kwestia
            świadomości dziecka i wychowania. Dziecko szybciej nabierze pojęcia o realnym
            świecie jeśli będzie miało pulę kasy do dyspozycji i możliwość samodzielnego
            podejmowania decyzji. A nauczenie dziecka samodzielności- bezcenne!
            • zmeczona100 Re: do rąk dziecka 18.09.09, 10:23
              I to wszystko w tym temacie- podpisuję się obiema łapkami smile
    • lenamena Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 20:48
      Znam ten problem. Kwestia pelnomocnictwa od pelnoletniego dziecka jest absolutnie zle rozwiazana. Jesli dziecko pozostaje na czyims utrzymaniu, to zadanie pelnomocnictwa od niego jest wrecz niemoralne. Mnie udalo sie pelnomocnictwo wyprosic ale i tak uslyszalam dzisiaj, jaka to ja jestem niedobra, ze sciagam w ten sposob az 300 zl miesiecznie od mojego leniwego eksmeza (a w oczach dziecka - biednego tatusia). Bo dziecko - nawet 20-letnie - widzi te sprawe emocjonalnie, nie zdajac sobie sprawy z wysilku ekonomicznego osoby, ktora je faktycznie utrzymuje. I oczywiscie daje sie latwo manipulowac. Wymog pelnomocnictwa powinien zostac zniesiony!
      • babjaga Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 21:37
        ale niby dlaczego? Skoro renta rodzinna zostaje automatycznie przekazywana na konto (lub pocztowo, jak Dziecko konta nie ma) Dziecka- 18letniego, bo jest pełnoletnie, mimo że na utrzymaniu matki, to dlaczego alimenty mają być przekazywane na "ręce" matki? I ona ma nimi całkowicie rozporządzać, nawet po sądach latać?
      • aura8 Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 22:52
        I właśnie o to mi chodzi, skoro córka do czasu zakończenia nauki
        jest na moim utrzymaniu.
        • tricolour A mnie chodzi o to... 17.09.09, 23:03
          ... że miałaś 18 lat czasu na prawne załatwienie sprawy, by córka nie
          musiała ścigać ojca. Nie zrobiłaś jednak tego i zamiast mieć pretensje do
          siebie za zaniedbanie dziecka, to masz pretensje do wymiaru
          sprawiedliwości, że dał Ci tylko 18 lat na załatwienie JEDNEJ sprawy.
          • aura8 Re: A mnie chodzi o to... 17.09.09, 23:10
            Od 2 lat jestem rozwiedziona, od 4 miesięcy córka jest pełnoletnia.
            Jakie 18 lat?
            • tricolour Symbolicznie od 18 lat... 17.09.09, 23:15
              ... bo skąd mam wiedzieć o Twoich prywatnych sprawach?

              Jednak nie ma to większego znaczenia. Chcę Ci tylko zwrócic uwagę na
              konsekwencje Twojego zaniedbania, bo mogłaś przewidzieć, że kłopoty z
              płaceniem alimentów nie ustaną. Nie było podstaw do tego, że ex zacznie
              płacić terminowo skoro zawsze się spóźniał.

              Chodzi o to, byś nauczyła córkę, że decyje mają konsekwenję: jeśli córka
              nie nauczy się TERAZ dbać o alimenty to jest wielka szansa, że
              będzie "dymana" w przyszłości przez męża, tak jak to robi dziś ojciec.
              • sauber1 Re: Symbolicznie od 18 lat... 17.09.09, 23:37
                tricolour napisał:

                > Chodzi o to, byś nauczyła córkę, że decyje mają konsekwenję: jeśli córka
                > nie nauczy się TERAZ dbać o alimenty to jest wielka szansa, że
                > będzie "dymana" w przyszłości przez męża, tak jak to robi dziś ojciec.

                Ale czasem i oto chodzi wink
              • aura8 Re: Symbolicznie od 18 lat... 18.09.09, 08:52
                To nie jest zaniedbanie. Nie wiesz, przez co obie przeszłyśmy. Każdy
                mój krok prawny powodował jeszcze większą manipulację córką. Ona już
                miała dość namieszane. Łatwo się zwraca uwagę, jeżeli nie ma się
                tego na co dzień.
                • zmeczona100 Re: Symbolicznie od 18 lat... 18.09.09, 08:55

                  Aura, nie przejmuj się wink
                  Nie ma co roztrząsać przeszłości- teraz ważne jest to, jak
                  wyegzekwować alimenty na dorosłe dziecko. Prawo tu zupełnie sprzyja
                  alimenciarzom, więc niestety, córka musi wreszcie stanąć twarzą w
                  twarz z rzeczywistością a nie swoim wyobrażeniem o kochającym
                  tatusiu.
                  • tricolour Prawo nie sprzyja alimenciarzom... 18.09.09, 08:59
                    ... bo prawo nie zmienia się gdy dziecko kończy 18 lat.

                    Zmienia się tylko sytuacja dziecka, które - jako osoba dorosła - ma zadbać
                    o własne sprawy.
                • tricolour Dostałas na forum nie tylko kilka porad... 18.09.09, 08:57
                  ... co należy zrobić, ale także możliwość spojrzenia cudzymi oczami na
                  Twoją sprawę. Dostałaś także ostrzeżenia, że córka wynosi z TWOJEGO domu
                  złe standardy zachowań, które Ty jej wpajasz. Wpajasz jej umiejętność
                  bycia ofiarą.

                  Do Ciebie jednak to nie dociera. Nie wiem zatem po co żalisz się
                  publicznie skoro wiesz lepiej, a sąd i komornik są po stronie alimenciarza
                  choć w innych przypadkach są po stronie matki z dzieckiem.
                  • aura8 Re: Dostałas na forum nie tylko kilka porad... 18.09.09, 09:09
                    Napisałam kilka moich refleksji na ten temat, po mojej rozmowie z
                    sędzią i konsultacjach z innymi prawnikami.

                    Są osoby kulturalne, które wyrażają swoje krytyczne uwagi, ale nie
                    atakują mnie i za to dzięki.
                • adaria38 Re: Symbolicznie od 18 lat... 18.09.09, 10:22
                  Aura, byłyście z córą u psychologa? Albo Ty sama byłaś żeby podpytać jak pomóc
                  córce w przejściu tych problemów?
                  Bo żalenie niewiele pomoże, jeśli nic poza tym nie zrobicie...
    • antropomorfizm Re: Kreatywność alimenciarza 17.09.09, 21:54
      słuchaj,skrajna głupota ma różne oblicza,tylko dlaczego obrażasz wszystkie
      kobiety, mężczyźni również bywają egocentryczni,a ich indolencja umysłowa poraża
      mój syn skończył w tym roku osiemnaście lat,z własnej woli zmienił nazwisko na
      moje panieńskie, którym posługiwał się nieformalnie w szkole,pisząc recenzje na
      przeróżnych stronach internetowych, realizując projekty...swój pierwszy dowód
      osobisty nosi jak relikt...
      jego ojciec również sam z własnej woli, pod opieką już chyba(niech policzę...)
      trzeciej kancelarii adwokackiej pieni się w Sądzie,a mój syn już osobiście
      będzie reprezentował swoje stanowisko...
      jesteś poważnie sfrustrowanym człowiekiem, skorzystaj ze szkoleń firmowych,
      jeżeli masz taką szansę albo zgłoś się na terapię
    • dorotammc Do rąk własnych dziecka... 18.09.09, 07:21
      Osiemnastolatek w 9 przypadkach na 10 przepuści otrzymane do rtąk
      własnych alimenty na tzw. głupoty. Mało będzie takich, którzy
      grzecznie oddadzą przynajmniej część tej sumy na życie rodzicowi go
      utrzymującemu. Jaki sens ma dawanie alimentacyjnego "kieszonkowego"
      wysokości (bywa i tak) np. 1000 zł, czy choćby 300, dzieciakowi,
      który to przepuści w moment, a rodzic płacący alimenty nieraz
      naprawdę daje z siebie wszystko, żeby zarobić odpowiednią sumę. I po
      co? Na piwo syna? Na kolejny lanserski ciuch? I mówię tu o ojcach
      naprawde płacących i ciężko pracujących, bo o uchylających się nie
      ma co wspominać. Chodzi mi o samo zjawisko "do rąk własnych
      dziecka", które jest wątpliwe.
      • zmeczona100 Re: Do rąk własnych dziecka... 18.09.09, 08:41
        A owszem- przepuści na głupoty, jeśli będzie nauczony, że to jest
        normalne, a nie żadne głupoty. Gdzie tu odpowiedzialność za
        kształtowanie postawy młodego człowieka?
        Jeśli przepuści pieniądze, to nie będzie miał nawet na głupoty-
        pewnie ostatecznie bardziej nauczy go to rozsądnego wydawania
        pieniędzy.
        Można z takim dorosłym dzieckiem odbyć rozmowę, a jeśli nie pomoże,
        to wykazać się konsekwencją- tj. założyć konto i przelewać tam swoją
        część alimentów po odliczeniu opłat za mieszkania. I może tym
        gospodarzyć jak każdy inny dorosły człowiek. A jak mu szybko kasa z
        konta wyparuje, to wtedy można poratować taką pociechę np. chlebem ze
        smalcem. Zbuntuje się? Zrobi na złość i ucieknie z domu? Trudno- już
        za późno na jego wychowanie.
        Osobiście bardzo mi odpowiada amerykańskie podejście do dzieci- po
        osiągnięciu pełnoletności - oczywiście przy pomocy rodziców-
        zamieszkują oddzielnie i sami za siebie odpowiadają. To ich po prostu
        uczy samodzielnego życia i w takich przypadkach nie hoduje się
        Piotrusiów Panów ani Lampiar czy Tipsiar.
        • scriptus Re: Do rąk własnych dziecka... 18.09.09, 10:32
          Oczywiście, że tak.
          Ja właśnie w ten sposób rozumiem samodzielność dorosłego dziecka.
          Dopóki się uczy, dostaje pieniądze na swoje utrzymanie, jak
          przepuści, będzie klepał biedę, w następnym miesiącu się namyśli,
          zanim wyda pieniądze na głupoty. Zresztą widzę, że już teraz
          rozumnie gospodaruje kieszonkowym, nie przepuści, tylko nazbiera
          sobie na ten, czy inny cel. Oczywiście, jego bytowe sprawy jeszcze
          nie są jego zmartwieniem, ale kiedyś przyjhdzie taki czas, że będę
          go musiał pozostawić, żeby samodzielnie decydował i o tym, zapewne,
          jeśli się będzie uczył, to wcześniej, niż osiągnie możliwości
          zarabiania. Zresztą, niestety, wskutek rozpadu naszej rodziny
          nastąpi to dość szybko po pełnoletności, nie będę mu w stanie
          zapewniać domu, a tylko dać pieniądze na utrzymanie. Satysfakcję
          będę miał, jak będzie się dobrze rządził pieniędzmi, ale cóż, jak
          przepuści forsę na głupoty i przyjdzie po ten "chleb ze smalcem" też
          nie odmówię. A co mam zrobić, w końcu to moje dziecko.
          A jak mamusia nic nie da... trudno, i też nie sądzę, żeby jej własne
          dziecko ją ciągało po sądach z tego powodu, jak znam życie, to
          jeszcze coś z dobrego serca dołoży "biednej mamusi w niedostatku" z
          pieniędzy, którymi dysponuje, czyli tymi od taty.
          Czyli sytuacja symetryczna do Aury smile
          • dorotammc Re: Do rąk własnych dziecka... 18.09.09, 11:44
            scriptus napisał: "jak przepuści forsę na głupoty i przyjdzie po
            ten "chleb ze smalcem" też
            nie odmówię. A co mam zrobić, w końcu to moje dziecko".
            No właśnie, o tym mówię! I myślę, że teoria teorią, ale w praktyce
            wygląda to najczęściej tak jak scriptus napisał. Bo przecież dziecka
            głodnego, bez butów i bez ksiązek do szkoły nie zostawimy, prawda? I
            to dziecko o tym wie, i markowe ciuchy (n-ta bluza, buty za 300 zł)
            i piwko/kino/klub jest na porządku dziennym. I co? Matka/ojciec nie
            dadzą umrzeć. Ten chleb ze smalcem to tylko ładnie w teorii wygląda.
            A "nieoszczędny" że tak powiem charakter jest sprawą trwałą (powody
            różne), i w wieku lat 18 nie jest prostą rzeczą zmienić człowieka na
            oszczędnego. Łatwo chyba sobie wyobrazić, jak zwariował ze szczęscia
            dzieciak który pierwszy raz (i kolejne) ma w ręku 500 zł lub dużo
            więcej. Nawet marzenia o prawie jazdy i odkładanie na nie kasy
            odeszły na daleki plan wobec możliwości wydania na wymarzony ciuch,
            lanserski but i postawienia kumplom piwka. (We trzech kumpli w
            wakacje w 6 dni wydali 900 zł - nocleg był darmowy! - zapominając o
            odłożeniu choćby grosza na bilet powrotny). I o czym tu mówić?
            • zmeczona100 Re: Do rąk własnych dziecka... 18.09.09, 11:54

              dorotammc napisała:

              > A "nieoszczędny" że tak powiem charakter jest sprawą trwałą (powody
              > różne), i w wieku lat 18 nie jest prostą rzeczą zmienić człowieka
              na
              > oszczędnego.

              Czyli "otrzymałaś" tego człowieka, kiedy był już ukształtowany,
              dorosły, tak?
              • dorotammc Re: Do rąk własnych dziecka... 18.09.09, 12:22
                Nie piszę o swoim dziecku, to ktoś z dalszej rodziny. A poza tym
                stwierdzam fakt, że taki jest, jakim go opisałam (tak postępuje),
                więc dyskusja o kształtowaniu jego charakteru w chwili obecnej jest
                jałowa.
                • adaria38 Re: Do rąk własnych dziecka... 18.09.09, 12:26
                  Bo o to właśnie w tym wszystkim chodzi... "czego Jasia nie nauczymy za
                  młodu...." itd
                  Rodzice mają do młodych pretensje, że są jacy są, a przecież to oni w dużym
                  stopniu ich tak kształtowali...
            • tricolour Niezłe wychowanie... 18.09.09, 12:04
              ... "wymarzony ciuch, lanserski but i postawienia kumplom piwka".

              To piwko to matczyne wychowanie? Bo ojca nie ma, a ulica chyba także nie
              wychowuje...
              • dorotammc Re: Niezłe wychowanie... 18.09.09, 12:30
                Nie wiem na jakiej planecie mieszkasz, ale w polskich miastach,
                małych i dużych, młodzież, i to młodsza niż 18-letnia, piwo łyka
                jako napój obowiązkowy na imprezach, a między imprezami także. Nie
                mówię,że wszyscy! Ale masa, masa młodych. I owszem - czasami kumple,
                presja grupy, trendy, lęk przed odstawaniem od rówieśników,
                wychowuje i kształtuje skuteczniej niż samotna matka, a nawet matka
                z ojcem razem wzięci. W tym światku (środowisko miejskie) nie nosić
                Nike lub Pumy to gorszy obciach niż nie zdać do następnej klasy.
                Smutne, bardzo smutne, ale prawdziwe. I żaden margines, żeby nie
                było podejrzeń.
                • tricolour Ty piszesz z własnego doświadczenia... 18.09.09, 18:11
                  ... czy takie ogólne dyrdymały z polskich wsi i misteczek? Bo to jest
                  różnica pisać konkretnie, a co innego pisać o Nike i Pumach ważniejeszych
                  od promocji do następnej klasy.
                  • dorotammc Re: Ty piszesz z własnego doświadczenia... 20.09.09, 22:40
                    Jak napisałam wcześnie, nie jest to historia mojego dziecka, lecz
                    dziecka z mojej rodziny. To, co grzecznie nazywasz dyrdymałami jest
                    historią z krwi i kości. Są dzieci, które chcą bardzo zdać do
                    następnej klasy i przykładają do tego wagę, a są takie, które
                    bardziej sie wstydzą chodzić w niemarkowych butach niż nie zdać. I
                    takie gdy dostaną kasę do ręki, przepuszczą je na owe markowe buty i
                    inne pie.rdoły. Przykro mi, ale bywa i tak, choć może to dla Ciebie
                    coś nowego i nieznanego.
            • adaria38 Re: Do rąk własnych dziecka... 18.09.09, 12:09
              Moja sąsiadka mając 70 lat żywi i daje mieszkanie ponad 40letniemu synowi. Syn
              pracuje od czasu do czasu, co zarobi przepija z kumplami. Matka płacze, że jej
              źle, że syn się do pracy nie garnie, pieniądze rozwala na imprezy, a na
              jakiekolwiek sugestie by go przestała utrzymywać a wręcz wymagała żeby płacił za
              mieszkanie - od razu reakcja zwrotna - że syn jest na dorobku, trzeba mu pomóc,
              wesprzeć, nakarmić, że biedny, pomóc trzeba. I tak w kółko.
    • troll_bagienny Wyślij córcię do pracy! 18.09.09, 12:09
      Jak cię następnym razem poprosi o kieszonkowe, czy zakup nowej
      bluzki, butów albo o pieniądze na kino lub inną imprezę, powiedz,
      żeby poszła z tym problemem do tatusia, bo ty nie jesteś bankomatem,
      a skoro jej tak zależy na pieniądzach, niech się nauczy je
      egzekwować od ojca albo idzie do pracy. Błędem jest utwierdzanie
      dzieciaków w przekonaniu, że kasa bierze się znikąd, że jest jej
      nieograniczony przydział, a mama czy tata muszą zapewnić stały jej
      dopływ. Rodzice kosztem wyrzeczeń przyzwyczajają pociechy do tego,
      że zawsze i na każde zawołanie dostaną to, co chcą. Bachory są wręcz
      przekonane, że to obowiązek, dawać im kieszonkowe i spełniać
      wszelkie zachcianki. A potem rodzice mogą mieć tylko pretensje do
      siebie, że wychowali egoistów z roszczeniową postawą "mnie się
      należy".
Pełna wersja