Jeśli dzieci to....

17.09.09, 13:35
....jedyny powód, to czy jest wystarczający, żeby ciągnąć to
małżeństwo? Miał ktoś z Was taką sytuację że ta druga strona chciała
trwać w zwiazku nie mając uczuć dla was, jedynie opierając sie na
przyzwyczajeniu , a jedynym powodem były dzieci. Czy to dokądś
prowadzi, czy ma to sens?
    • tricolour Zapytaj Scriptusa. 17.09.09, 13:42
    • eutherpe Re: Jeśli dzieci to.... 17.09.09, 13:59
      Moim skromnym zdaniem do niczego dobrego. Bycie z kimś tylko ze względu na
      potomstwo uwazam za raniące dla drugiej strony.
      • scriptus Re: Jeśli dzieci to.... 17.09.09, 14:38
        Zgadzam się. Bycie z kimś tylko z powodu dzieci jest raniące dla drugiej strony.
        I vice versa.
        Wkładanie rąk w ogień prowadzi (z reguły) do poparzeń.
        Rozbijanie rodziny też zwykle prowadzi do bólu i rozpaczy.
    • malgolkab Re: Jeśli dzieci to.... 17.09.09, 14:22
      tak, u nas była taka sytuacja. mój mąż stwierdził, że będzie z nami
      mieszkał ze względu na dziecko, spał na innym piętrze itd., czyli
      praktycznie jak obcy człowiek, ale oczywiście kogoś innego nie mogę
      mieć. Łaskawie stwierdził, że gotować też mu nie muszęsmile Do tego
      wieczne wygrażanie odejściem itd., aż w końcu wyniósł się na
      dobre... taki układ nie ma żadnego sensu, a najgorsze, że żyje się
      samemu, a w domu jest człowiek, który na papierze jest mężem/żoną.
    • sonia_30 Re: Jeśli dzieci to.... 17.09.09, 15:37
      Moim zdaniem bez sensu - w dużym skrócie:
      - niefajnie żyć gdy w domu, w którym chłodem wieje,
      - dziecko patrzy na chorą relację, nasiąka nią, nauczy się że tak
      wyglądają relacje między kobietą i mężczyzną,
      - będzie się obwiniało, że rodzice są ze sobą tylko ze względu na
      nie, nie poukładali sobie życia, nie są szczęśliwi.
    • mola1971 Re: Jeśli dzieci to.... 17.09.09, 15:55
      Greg, powiem Ci w ten sposób. Przez długie lata miałam ogromny żal
      do moich rodziców za to, że się nie rozwiedli tylko dla tzw. "dobra
      dzieci" urządzili mnie i mojemu bratu piekło z dzieciństwa. Tyle z
      perspektywy dziecka.
      Z perspektywy osoby dorosłej - dziś żałuję, że moje małżeństwo
      trwało aż 17 lat. Żeby nie było też (przynajmniej z mojej strony)
      dla tzw. dobra dzieci. Tak naprawdę moje małżeństwo powinno skończyć
      się wieeele lat wcześniej.

      Dzieci nie są wystarczającym powodem do tego by w nieudanym
      małżeństwie trwać. Dla dzieci również nie jest to dobre bo dostają
      od rodziców wypaczony obraz związku kobiety i mężczyzny a to ma
      wpływ na ich późniejsze życie i wybór partnera.
      • sempronia87 Re: Jeśli dzieci to.... 18.09.09, 12:26
        A rozwód nie wpływa na dzieci ich obraz małżeństwa i partnera? No już się zwiazek posypał i wyciągną z tego wnioski, bez względu na to czy rodzice się rozejdą czy nie. DDR?
        Nie wierzę, ze dwoje normalnych ludzinie może się dogadać, tylko trzeba zmienić oczekiwania...
        • mola1971 Re: Jeśli dzieci to.... 18.09.09, 12:49
          Taaa... Można zmienić oczekiwanie i już niczego nie chcieć. Tylko po
          co wtedy mąż/żona?
          Nie rozmawiamy tu o tym czy rozwód jest dobry czy zły tylko o tym
          czy dla tzw. dobra dzieci warto trwać w nieudanym związku. Ja
          uważam, że nie warto, ale mam świadomość, że to moje zdanie i nikt
          nie musi się z nim zgadzać.
          A do tego, że można się dogadać spróbuj przekonać żonę
          alkoholika/narkomana/przemocowca czy męża kobiety, która ma wszystko
          i wszystkich w nosie i nie widzi nic więcej poza czubek własnego
          nosa.

          Nie wszystkie dzieci rozwiedzionych rodziców cierpią na syndrom DDR.
          Sam rozwód nie musi być dla dzieci krzywdą. Dużo ważniejsze jest to,
          w JAKI sposób rodzice się rozwodzą.
        • sonia_30 Re: Jeśli dzieci to.... 18.09.09, 12:57
          Wpływa, ale wg mnie pogarsza sytuację jak dziecko kolejnych x lat
          żyje w towarzystwie osób które w najlepszym przypadku mijają się,
          nie mówiąc o sytuacji w której żrą się non - stop, że o przemocy nie
          wspomnę.
          Weź pod uwagę fakt, że tych dwoje ludzi dotychczas dogadać się nie
          mogło, więc raptem jak za dotknięciem różdżki zmiana o 180 stopni
          nastąpi? TYLKO należy zmienić oczekiwania... no rzeczywiście TYLKO.
          • malgolkab Re: Jeśli dzieci to.... 18.09.09, 14:25
            dogadać się? czyli żyć z obcym człowiekiem, zapomnieć o swoich
            potrzebach (emocjonalnych, fizycznych itd.), na papierze mieć
            męża/żonę, więc nie móc się związać z nikim innym, ale też z
            mężem/żoną nie mieć nic wspólnego oprócz miejsca zamieszkania??
            a jak dziecko będzie dorosłe, to układ przestanie obowiązywać, bo
            nie będzie powodu i wtedy zacząć sobie układać cokolwiek w wieku 50
            lat??
            czy też jak u niektórych żyć razem dla dziecka, ale każdy na boku
            robi swoje, a razem się chodzi na imprezy rodzinne??
            oba wyjścia jak dla mnie nie do przyjęcia...ja tak żyłam prawie 2
            lata (opcja pierwsza), w końcu to mój mąż się wyprowadził, ale gdyby
            tego nie zrobił, to i tak by pewnie się skończyło.
            no, chyba, że ktoś lubi żyć ze współlokatorem, z którym raz na
            tydzień dochodzi do awantur...
    • michszyb Re: Jeśli dzieci to.... 18.09.09, 15:25
      Ja się wychowałem w atmosferze ciągłych kłótni i rękoczynów. Rodzice
      niegdy nie chcieli się rozwieść. Ojciec miał wszystkich w dupie,
      miał kochankę i był skupiony tylko na sobie. Mama powtarzała nam że
      tak cierpi z tatą tylko dla nas żebyśmy mieli ojca. Jedyne szcęśliwe
      chwile z dzieciństwa jakie pamiętam to jak mieszkałem z babcią. A
      teraz ja odwalam podobne chocki klocki. No naszczęście bez
      rękoczynów, przynajmniej z mojej strony.
      I co mam mówić dzieciom, że jest do dupy i to dlaa nich to
      poświęcenie.
      Myślę, że byłoby mi dużo lepiej gdyby rodzice się rozstali, a gdyby
      ojciec miał ochotę sie ze mna spotkać, to przynajmniej wiedziałbym
      że poświęca ten czas mi i bratu.
      • mola1971 Re: Jeśli dzieci to.... 18.09.09, 15:30
        Michszyb, tym samym wg mnie znalazłeś klucz ro rozwiązania własnych
        problemów. Sama wiem, że od pomysłu do realizacji czasem droga
        daleka, ale samo wyciągnięcie wniosków to już postęp.
        • sempronia87 Re: Jeśli dzieci to.... 18.09.09, 23:02
          "A do tego, że można się dogadać spróbuj przekonać żonę
          alkoholika/narkomana/przemocowca czy męża kobiety, która ma wszystko
          i wszystkich w nosie i nie widzi nic więcej poza czubek własnego
          nosa."

          Mówiłam o tym, ze dwoje NORMALNYCH ludzi powinno umieć się dogadać. Wyżej wskazani sa niestety poza kręgiem ludzi normalnych... i właśnie z ich powodu wymyślono rozwody. Obowiązkiem kobiety jest chronić dzieci przed wyżej wymienionymi, a uzaleznionym terapia szokowa niekiedy pomaga... ale czy wszyscy rozwodnicy to narkomani, alkoholicy, agresywni egoisci? Nie, a liczba rozwodów jest wysoka... myślę, że częstą przyczyną jest brak dobrej woli pokonania kryzysu...
          • mola1971 Re: Jeśli dzieci to.... 18.09.09, 23:12
            Niestety, ale statystyki podają niezbyt optymistyczne dane. 90% pozwów o rozwód składają kobiety a dwa pierwsze na liście powodów rozwodów to alkoholizm współmałżonka lub zdrada.
            Oczywiście pewnie bywa i tak, że dwoje jak napisałaś normalnych ludzi się rozwodzi, ale wtedy najczęściej powodem rozstania jest koniec uczucia a na to żadne "dogadanie się" nie pomoże.
            Tacy, którzy zlekceważyli kryzys, który jest normalnym elementem związku i zbyt pochopnie podjęli decyzję to margines.

            Ile masz lat? Jesteś mężatką, rozwódką czy panną?
            Nie musisz oczywiście odpowiadać. I nie obraź się, ale z Twoich postów bije przynależna bardzo młodemu wiekowi naiwność.
            • sempronia87 Re: Jeśli dzieci to.... 19.09.09, 22:04
              Statystyki to jedno wielkie kłamstwo- ale wg danych statystycznych GUS wynika, że na pierwszym miejscu wśród powodów rozwodu figuruje niezgodność charakterów (32%),a dopiero później zdrada i alkohol... choc topierwsze bywa kategorią zbiorczą. Uważam, że żony alkoholików nie sięgają po rozwody tak często jak nam się wydaje. Uzależnienie bardzo komplikuje sprawę, nie brnijmy w to.
              Sądzę, że małżeństwo to przede wszystkim ciężka praca, trzeba zbudować konstrukcję dla rodziny zdolną przetrwać lata... to nie przychodzi samo i uczucie nie wystarczy. Podobno są ludzie, którzy się kochają a mimo to nie potrafią ze sobą być... i chyba można być towarzyszem życia dla kogoś z kim łączyło nas niegdyś silne uczucie dla wspólnego celu, dla dzieci. Żyć w przyjaźni. Po pewnym czasie chyba oklepane pożegnanie zostańmy przyjaciółmi jest nie na miejscu, związek ewaluuje i wydaje mi się, że z wiekiem więcej w nim właśnie przyjaźni niż gorącego uczucia.
              Być może czegoś zabrakło: pracy nad związkiem, rozmów, odpowiedzialności przynajmniej u jednego z małżonków. Ale do rzadkości należy wyznanie byłych małżonków: zniszczyliśmy coś pięknego. Człowiek jest kowalem włąsnego losu w końcu.
              Przyczyny są różne. W związku jestesmy skazani na łaskę i niełaskę partnera, dlatego bywają sytuacje,w których osoba po rozwodzie nie ma sobie nic do zarzucenia, dlatego pisząc nie uogólniam, nie głoszę prawdy o rozwodach wink - a staram się wskazać, że rozwód to nie kataklizm, siła nadprzyrodzona, tylko skutek pewnych zachowań, a to się spycha na dalszy plan...
              • onlytroska Re: Jeśli dzieci to.... napewno warto! 19.09.09, 22:11
                Nie tak dawno mielismy dyskusje na forum jak to facet wypalil sie w malzenstwie
                i odszedl. Bylo duze oburzenie.
                Nie wiem w jakim jestes wieku, ale uwazam, ze sympatia, dobry uklad lub przyjazn
                w malzenstwie wiecej znacza jak milosc.( bo tak naprawde co to jest milosc)
                Ja swojemu malzonkowi ciagle powtarzam badz moim przyjacielem a nie mezem.
              • mola1971 Re: Jeśli dzieci to.... 19.09.09, 22:13
                Sempronio, Twoje "prawdy objawione" nijak nie pasują do tego forum. Tu głównie
                piszą ludzie, którzy albo już się rozwiedli albo właśnie się rozwodzą.
                Chcesz komuś pomóc to przenieś się np. na forum młodych mężatek czy inne tego
                typu. Tu na Twoje "rady" jest za późno. Niezależnie od tego, że się kompletnie z
                tym co piszesz nie zgadzam. Ale też zgadzać się nie muszę. Gołym okiem widać, że
                jesteś w spawach małżeńskich tylko teoretykiem wink Przyjdź tu po 15 latach
                małżeństwa i dopiero wtedy opowiadaj jako praktyk a nie tylko jako teoretyk wink
                • onlytroska Re: Jeśli dzieci to.... 19.09.09, 22:24
                  Jestem na tym forum, bo jestem zainteresowana losami ludzi. Maja rodzina wlasnie
                  przechodzi te tragedie. Twoja odpowiedz nie byla mila.
                  Tytul forum jest rozwod i co dalej, i o to "dalej" wlasnie chodzi.
                  • onlytroska Re: Jeśli dzieci to.... 19.09.09, 22:27
                    P.S. moja droga ja juz jestem babcia. Wiecej opanowania.
                    Moje malzenstwo uratowalo sie dzieki przyjazni. A za pozno nie jest NIGDY.
                    • mola1971 Re: Jeśli dzieci to.... 19.09.09, 22:33
                      To gratuluję smile Co do opanowania to jestem baaardzo spokojna. Proszę nie
                      projektuj własnych emocji na innych bo to ślepa uliczka jest.
                  • mola1971 Re: Jeśli dzieci to.... 19.09.09, 22:31
                    Moja odpowiedź była szczera. A prawda ma to do siebie, że bywa niemiła.
                    Rozumiem, że Twoja rodzina przechodzi tragedię i Ciebie to boli, ale nie wiem czy możesz jakoś pomóc. Obawiam się, że nie bo rozwód (podobnie jak małżeństwo) to sprawa dwojga dorosłych ludzi bezpośrednio zainteresowanych tematem i nikogo więcej.
                    A z własnego doświadczenia mogę dodać, że mnie osobiście strasznie wnerwiali wszelkiego rodzaju "pomagacze", którzy próbowali się w moje życie i moje decyzje wtrącać.
                    • onlytroska Re: Jeśli dzieci to.... 19.09.09, 22:43
                      Autor watku pytal czy warto? Odpowiedzialam, ze tak. Nie wtracam sie ale pytana
                      odpowiadam to co mysle.Tyle.
                      • mola1971 Re: Jeśli dzieci to.... 19.09.09, 22:48
                        I Twoje prawo tak sądzić. Odnoszę wrażenie, że moją odpowiedź do Sempronii
                        odebrałaś jako odpowiedź do Ciebie.
                        • sauber1 Re: Jeśli dzieci to.... 19.09.09, 23:19
                          Też mam dzieci, ale gdybym się zastanawiał nie wiem jak długo, wątpię bardzo czy
                          bym doszukał się prawdziwej przyczyny tego całego cyrku, choć znam rodziny,
                          które w domu przed dziećmi grają i jakoś tam żyją, ja bym tak nie potrafił.
                          • mola1971 Re: Jeśli dzieci to.... 19.09.09, 23:24
                            Sauber, dzieci są bardzo dobrymi obserwatorami i wszelką grę i fałsz biegiem wyczuwają. M.in. dlatego uważam, że nie warto w czymś takim trwać. Jak dla mnie trwanie dla dobra dzieci w nieudanym związku jest opacznym rozumieniem tego dobra.
                            • sauber1 Re: Jeśli dzieci to.... 19.09.09, 23:57
                              mola1971 napisała:

                              > Sauber, dzieci są bardzo dobrymi obserwatorami i wszelką grę i fałsz biegiem wy
                              > czuwają. M.in. dlatego uważam, że nie warto w czymś takim trwać. Jak dla mnie t
                              > rwanie dla dobra dzieci w nieudanym związku jest opacznym rozumieniem tego dobr
                              > a.


                              Tak Mola, ale ja jeszcze się zastanawiam czy pewnych sytuacji można było
                              uniknąć, a szcególnie tych, które mają najwiekszy wpływ na dalsze losy dzieci.
                              Uważam, że ten rozkład i totalny upadek jest przykrą lekcją, ale czy dzieci z
                              tego wyciagną odpowiednie wnioski, już gdzieś w podświadomości mi świta, że one
                              też kiedys zapragną załóozyc oficjalne rodziny, jak je przed tym ustrzec, jak im
                              to jasnmo przedstawić, że nieformalne związki sa trwalsze i w razie co łatwiej z
                              bagna się wykaraskać. Wiem że zaraz mi zarzucicie generalizowanie i
                              uogólniaqnie, ale u mnie powtórzyła się sytuacja teściów, być może nawet
                              dokładnie w przedziałach czasu, podobna historia aż śmieszy, a dzieci przez to
                              wszytko przeszły, czy chcą czy nie i tak maja wszystko zakodowane. Czy mozna się
                              ustrzec i coś zmienic w życiu, by nie powtarzać czyichś błędów. Wiem co będzie
                              jutro i mimo, że mi to nieodpowiada to i tak mam zawsze problem by przepchnąc
                              to na inne tory, oszcędzić sobie niechcianych im dziwnych splotów wydarzeń.
                              Jestem teraz z dziećmi i wszystko w nalezytym porządku, ale za dwa miesiące
                              sytuacja zacznie sie zmieniać, zapewne znowu zasypie Was tu pytaniami typu "jak
                              to zrobić?". Ale nie wyprzedzajmy czasu ...
                            • sempronia87 Re: Jeśli dzieci to.... 20.09.09, 00:25
                              owszem, dzieci zawsze się połapią jak między rodzicami się układa, a dzieci pragną być kochane, by im poświęcać czas, chcą mieć pełną rodzinę a nie weekendowego tatusia i chyba obojętne im jest to, czy rodziców łączy coś więcej niż przyzwyczajenie i wzajemny szacunek. Ale jak ktoś reaguje złością, brak mu dystansu do swoich racji, podnosi głos to z takim stylem komunikacji zszarpie nerwy całej rodzinie... co nie znaczy ze bez tej osoby dzieciom będzie lżej na codzień, trzeba się postarać o sposób komunikowania się z partnerem, a dzieciom to wystarcza. Dzieci bardziej interesuje relacja ja- mama , ja- tata a nie czy to co łączy mamusię i tatusia to jest przyjaźń czy kochanie? wink
                              • ktosiaktosia Re: Jeśli dzieci to.... 20.09.09, 00:35

                                " trzeba się postarać o sposób komunikowania się z partnerem, a dzieciom to wystar
                                > cza. Dzieci bardziej interesuje relacja ja- mama , ja- tata a nie czy to co łąc
                                > zy mamusię i tatusia to jest przyjaźń czy kochanie? wink"

                                pozwolę się nie zgodzić... no jeśli małżonków łączy przyjaźń to gratuluję,ale
                                zdaje się,że jak się dwoje ludzi rozchodzi to najczęściej bardziej "na noże
                                idzie" i jakoś tej przyjaźnie między nimi nie widać... a dzieci tak łatwo się
                                oszukać nie da... ale to tylko moje zdanie...
                                • sauber1 Re: Jeśli dzieci to.... 20.09.09, 01:07
                                  ktosiaktosia napisała:


                                  > ale
                                  > zdaje się,że jak się dwoje ludzi rozchodzi to najczęściej bardziej "na noże
                                  > idzie" i jakoś tej przyjaźnie między nimi nie widać... a dzieci tak łatwo się
                                  > oszukać nie da... ale to tylko moje zdanie...

                                  A moje, że jak małe, przy odrobinie posiadanej wiedzy da się i to bardzo jak z
                                  plasteliny uformować młode mózgi, ale wszystko do czasu, dzieci wnet potrafia
                                  wszystko rozszyfrować. Bywa że mężczyzna potrafi opanować swoje emocje, a z tego
                                  co dane mi było zaobserwować w swoim krótkim jeszcze zyciu, z kobietami bywa
                                  róznie, najpierw coś robią, a potem myślą, o ile to tak nazwać mozna? I choć
                                  nigdy o kobietach żle staram sie nie wyrazać, to tu w tym temacie musiałem, a
                                  jak to forum śledzą dorastajace dzieci, to kiedys być może mi podziękują, jak
                                  sie wyzwolą z pod panowania i nie jest ważne ojca, czy matki, bo nie ma nic
                                  cenniejszego w życiu, jak samo stanowienie o sobie ...
                              • morekac Re: Jeśli dzieci to.... 20.09.09, 10:23
                                , t
                                > rzeba się postarać o sposób komunikowania się z partnerem,

                                Nie zapominaj tylko, że komunikacja zakłada istnienie dwóch stron chcących się
                                komunikować, dwóch stron chcących coś zrobić z problemem. Jedna strona nie zrobi
                                nic...
                              • chalsia Re: Jeśli dzieci to.... 20.09.09, 12:12
                                > j rodzinie... co nie znaczy ze bez tej osoby dzieciom będzie lżej
                                na codzień, t
                                > rzeba się postarać o sposób komunikowania się z partnerem, a
                                dzieciom to wystar
                                > cza. Dzieci bardziej interesuje relacja ja- mama , ja- tata a nie
                                czy to co łąc
                                > zy mamusię i tatusia to jest przyjaźń czy kochanie? wink

                                idealistyczne gadanie. To bardzo wyjątkowe przypadki, gdy partnerzy
                                pozostając w związku jedynie dla tzw, "dobra dzieci" żywią do
                                siebie przyjacielskie uczucia.
                                Z reguły - nawet jesli nie ma awantur, kłotni - to panuje lodowaty
                                chłód w czymś co działa i wygląda jak sp.zo.o. I dzieci to czują i
                                mają się w tym źle.
                                Moja znajoma z siostrą w takim domu żyly, niby wszystko w porządku,
                                ale totalna lodownia i rodzice wewnętrznie zainteresowani jedynie
                                tym, by dom dobrze funkcjonował plus ich własne życie "na boku".
                                Bardzo żałowały, że ich rodzice nie roziweli się (i nie ułożyli
                                normalnego życia w drugich rodzinach) wczesniej, a nie dopiero gdy
                                miały ponad 16 lat.
                                • sempronia87 Re: Jeśli dzieci to.... 20.09.09, 13:20

                                  > Bardzo żałowały, że ich rodzice nie roziweli się (i nie ułożyli
                                  > normalnego życia w drugich rodzinach) wczesniej, a nie dopiero gdy
                                  > miały ponad 16 lat.

                                  Teraz wchodzimy w kazuistykę, no, ale dobrze... moja koleżanka bardzo za to żałuje, że rodzicie ułożyli sobie życie w drugich rodzinach, poczuła się odepchnięta,bo jak nazwać sie czuć gdy tatuś rzadko dzwoni bo ma tyle spraw na głowie nie mówiąc już o spotkaniach, a wypoczywa i tworzy Dom z inną rodziną... ktoś słono płaci za pochopny rozwód i tą cene płacą dzieci...

                                  Tak, do komunikacji potrzeba dwóch osób, ale zmieniając swoje podejście dajemy szansę drugiej stronie na zmianę swego. Nikogo nie jesteśmy w stanie zmienić. Pisałam wcześniej, ze jesteśmy zdani na łaskę i niełaskę partnera, ale aż tylu rozwodów byśmy nie obserwowali gdyby ludzie się starali... Ja nie twierdzę, że moje poprzednie posty dotyczą wszystkich rozwodów, a jedynie tej nadwyżki.
Pełna wersja