mayflower_1
21.09.09, 15:41
Minął ponad rok po rozwodzie, ponad dwa od jego wyprowadzki, a ja
nie potrafię się pozbierać. Nie umiem tak żyć, bo nadal go kocham.
Próbowałam psychoterapii, próbowałam być z kimś innym, nic to nie
zmieniło, a może nawet jest gorzej, bo doszłam do wniosku, że to on
jest najistotniejszą częścią mojego życia. Może to głupie, bo wiem,
że nieźle dał mi popalić, ale może miłość jest ślepa i nie pamieta
złego? Nie umiem sobie z tym wszystkim poradzić, jest mi ciężko i
zapomniałam jak to jest się uśmiechać. Czy to normalne, czy Wy też
tak mieliście?