NIE POTRAFIĘ ŻYĆ PO ROZWODZIE

21.09.09, 15:41
Minął ponad rok po rozwodzie, ponad dwa od jego wyprowadzki, a ja
nie potrafię się pozbierać. Nie umiem tak żyć, bo nadal go kocham.
Próbowałam psychoterapii, próbowałam być z kimś innym, nic to nie
zmieniło, a może nawet jest gorzej, bo doszłam do wniosku, że to on
jest najistotniejszą częścią mojego życia. Może to głupie, bo wiem,
że nieźle dał mi popalić, ale może miłość jest ślepa i nie pamieta
złego? Nie umiem sobie z tym wszystkim poradzić, jest mi ciężko i
zapomniałam jak to jest się uśmiechać. Czy to normalne, czy Wy też
tak mieliście?
    • scriptus Re: NIE POTRAFIĘ ŻYĆ PO ROZWODZIE 21.09.09, 16:15
      Mieliśmy i mamy.
      Według "źródeł" żałoba po związku trwa około dwóch lat. Około, czyli u jednych
      dłużej, u drugich krócej.

      Nie jest to łatwe. Potrzebny jest jakiś fakt, czy impuls, który rozładuje
      frustrację. Nie potrafię u siebie dokładnie okreslić momentu, w którym rozpadł
      się mój związek, ale od tego momentu do momentu kiedy się otrząsnąłem na pewno
      było ponad trzy lata... a może nawet pięć, zależy, który moment uznać za moment
      rozpadu związku, symptomy rozpadu już były wcześniej, w każdym przypadku
      pozbierałem się psychicznie dopiero przed ostatnim Sylwestrem.
    • chybi1 Re: NIE POTRAFIĘ ŻYĆ PO ROZWODZIE 21.09.09, 16:31
      Czasami brakuje nam rozeznania we własnych uczuciach. Zdarza się, że
      mylimy stany bliskie samotności, depresji wynikające ze zmienionej
      sytuacji życiowej z tęsknotą do byłego partnera.
      Warto się zastanowić, czy to, co Cię tak bardzo dręczy jest w
      rzeczywistości niewygasłą miłością, może raczej chodzi o trudność
      zbudowania nowego życia i ona stanowi istotę problemu.
      • sbelatka Re: NIE POTRAFIĘ ŻYĆ PO ROZWODZIE 21.09.09, 17:11
        a Mądrośc pzremówiła przez chybi1 smile

        a tak na marginesie - powtarzanie sobie "nie potrafie życ po
        rozwodzie.. nie potarfie życ po rozwodzie... nie potrafię..." bardzo
        ładnie i zgrabnie zatzrymuje Cie tam skąd chcesz odejśc..

        może tak dla odmiany stan pzred lustrem i powiedz sobie na dzien
        dobry "potrafie cieszyć sie dzisiejszym dniem"...

        i probuj dalej
        to, ze coś nie zadziałALO - NIE ZNACZY, ZE COŚ INNEGO ALBO W INNYM
        MOMENCIE TEZ NIE ZADZIAŁA. Duże lit. to pzrypadek smile

        • chybi1 Re: NIE POTRAFIĘ ŻYĆ PO ROZWODZIE 21.09.09, 19:11
          sbelatka napisała:

          > może tak dla odmiany stan pzred lustrem i powiedz sobie na dzien
          > dobry "potrafie cieszyć sie dzisiejszym dniem"...
          Mówisz o punkcie dojścia do normalności. Trudność zawiera się w
          odszukaniu drogi. Znów odwołam się to zaczerpniętej od kogoś
          mądrości i posłużę się terminem "zestaw na drogę". Stanowi go to
          wszystko, czym dysponuję i w oparciu o co mogę tworzyć nowe życie:
          praca, pula związków z ludźmi, zainteresowania, sposoby i sposobiki
          na przyjemne wypełnienie sobie czasu. Z tych puzzli składam kolejne
          dni, aż przyjdzie taki, że stanę przed lustrem i zobaczę
          uśmiechnięte oblicze. Czasami trzeba się trochę nagiąć, aby mimo
          braku sił i przekonania składać kolejny dzień, potem następny, aż
          same zaczną się układać w pasmo dobrego życia.
          • sbelatka Re: NIE POTRAFIĘ ŻYĆ PO ROZWODZIE 21.09.09, 19:37
            no właśnie.. Czasami trzeba sie troszeczkę nagiąć.. piszesz chybi1smile
            a może nawet napiąć? byłoby dobrze....?

            i tak, pisze o dochodzeniu do normalności...
            • chybi1 Re: NIE POTRAFIĘ ŻYĆ PO ROZWODZIE 21.09.09, 20:48
              sbelatka napisała:

              > no właśnie.. Czasami trzeba sie troszeczkę nagiąć.. piszesz
              chybi1smile
              > a może nawet napiąć? byłoby dobrze....?
              >
              "Spiąć" byłoby najlepiej.smile

    • airwoman czego ci żal? 21.09.09, 17:11
      ...tego, że za słabo walczyłaś o związek?
      ...że to on cię zostawił?
      Takie objawy są spotykane u osób, które czegoś "nie
      dokończyły"...nie rozwiązły problemu, który doprowadził do obecnej
      sytuacji...
      • scriptus Re: czego ci żal? 21.09.09, 17:34
        Zawsze można sobie coś zarzucać
        zawsze coś było niedokończone...
        zawsze można mieć poczucie, że gdyby nie coś, to....
      • mayflower_1 oczywiście, że żal... 21.09.09, 18:07
        O związek walczyłam do końca, a nawet dłużej.
        A pewnie dałam się zmanipulować i daję dalej. Rzeczywiście, wiele
        spraw mamy nierowniązanych i za wiele nas jeszcze łączy. Ale jak
        można rozwiązać problemy, które dotyczyły i dotyczą dwojga ludzi w
        pojedynkę?
        Ale żal i miłość to dwie różne rzeczy...
        Nie kocha się za coś ale nawet pomimo czegoś...
        Żal mi, jest mi przykro, że moja miłość została odrzucona...
        Stoję w miejscu i nie potrafię zrobić kroku naprzód, bo...dużo jest
        tego "bo", bo jaki to teraz ma senssad.
        • chybi1 Re: oczywiście, że żal... 21.09.09, 19:22
          mayflower_1 napisała:

          > Żal mi, jest mi przykro, że moja miłość została odrzucona...
          > Stoję w miejscu i nie potrafię zrobić kroku naprzód, bo...dużo
          jest
          > tego "bo", bo jaki to teraz ma senssad.
          Orzucenie jest niezwykle ciężkim doświadczeniem; podrywa zaufanie do
          ludzi, a więc i swobodę zwierania i kultywowania kontaktów,
          drastycznie spada poczucie własnej wartości, co rzutuje na obniżenie
          ogólnego nastroju.
          Może musisz jeszcze jakiś czas postać w martwym punkcie, aby do
          końca odboleć stratę. Ktoś już pisał wcześniej, że różny jest czas
          przeżywania żałoby po związku.
          Jeśli nie zdołamy Ci pomóc, to chociaż bądź przekonana, że doskonale
          Cię rozumiemy.
          • mayflower_1 Re: oczywiście, że żal... 21.09.09, 20:10
            Dziękuję wszystkim za dobre słowosmile.
            Fakt, moje poczucie wartości drastycznie spadło, jest mi trudno być,
            rozmawiać ze znajomymi, bo nie chcę ich zadręczać swoimi problemami,
            a poza tym czasem się gubię w tym, kto mnie wspiera, a kto jest
            zainteresowany puszczeniem gorących informacji w obieg. Z pracą też
            kiepsko - prowadzimy wspólną firmę, a ja się tam duszę. Jednak
            odejście nie jest proste. Jakoś się zrobiło czarno i tak trudno żyć
            samotnie...
            • nangaparbat3 Re: oczywiście, że żal... 21.09.09, 20:38
              Z pracą też
              > kiepsko - prowadzimy wspólną firmę, a ja się tam duszę. Jednak
              > odejście nie jest proste. Jakoś się zrobiło czarno i tak trudno żyć
              > samotnie...

              Chyba to jest przyczyna, dla ktorej tak Ci cięzko - i obawiam sie, ze dopoki nie
              rozstaniecie się biznesowo, dopoty nie odzyskasz rownowagi.
              Na Twoje pytanie moglabym odpoiwedziec: nie mialam tak i nie miewam. A to
              dlatego, ze mam swoj świat, właśnie zawodowy, ktory mnie pochlania - stawia na
              nogi i wypelnia energia i radością.
              Gdybym po rozstaniu z exem miala z nim wciaz prowadzic wspolna firmę, chyba by
              mnie diabli wzięli.
              • tiny54 Re: oczywiście, że żal... 21.09.09, 21:43
                ja po rozwodzie nadal prowadzę firmę z eksem ,on mnie porzucił ,ale to nie mnie
                diabli wzięli ,tylko jego ,wszystko zależy od taktyki ,ot po prostu nadal się
                tam pojawiałam ,ot i tyle ,a neks nie zniosła mojego wpływu na... nie wiem na
                co ,bo on był cały jej ,ale ... dochody nie ,koniec bajki.
            • chybi1 Re: oczywiście, że żal... 21.09.09, 20:52
              Masz uczucie, że zacisnęła się wokół Ciebie pętla. Ani jej
              rozluźnić, ani zrzucić, a znikąd pomocy.sad((
              Piszesz, że odejście ze wspólnej firmy nie jest proste, a więc jest
              możliwe.
              • mayflower_1 Re: oczywiście, że żal... 21.09.09, 21:43
                Wszystko jest możliwe. Jedynym wyjściem jest rozwiązanie spółki i
                odejście z tego interesu z przysłowiową torebką, bez środków do
                życia. A boję się jakiegoś numeru exa i żeby po tym wszystkim
                komornik nie zapukał któregoś dnia do moich drzwi... Oj, życie,
                życie...Strasznie się stałam podejrzliwa i nieufna
                • nangaparbat3 Re: oczywiście, że żal... 21.09.09, 22:00
                  Może Tiny Ci coś podpowie?
                  I to on odejdzie z tą przysłowiowa torebką?
                  A moze wolnosc więcej znaczy niz firma?
                  A moze on wolalby, byś byla dalej - i za cene rozstania zachowa sie przyzwoicie
                  w sprawach firmowo-finansowych?
                  • tiny54 Re: oczywiście, że żal... 21.09.09, 22:41
                    czasami wolność i firma to jedno ,bez niej nie miałabym na utrzymanie ,on i neks
                    to przeszłość ,nie widzę powodu do odejścia z firmy i przejścia na garnuszek
                    podatnika ,zwłaszcza gdy i ja dołożyłam się do powstania firmy ,na utrzymaniu
                    mam dwoje dzieci ,mam też i wolność ,do ktorej niechcący przyłożyła się
                    neksia.Czasami życie płata figle ,i to co mnie wstawiło w alert rowny 360Volt
                    było niezłym elektrouzdrawiaczowstrząsem.
                    A może to nie ja nie umiem odejść ?? bo i gdzie ? na śmietnik historyjki ,o tym
                    jak były poszedł do "odnowy biologicznej".
                    A czemu mam zejść z powodu wybrykow natury w ciemny kąt i zaczynać wszystko od
                    nowa ,zwłaszcza gdy ze spokojem nakarmionego krokodyla przyglądam się rozwojowi
                    akcji .
                    Skoro to forum służy pocieszniu ,pomaganiu ,wsparciu (ja już swoje wypłakałam)
                    to moja sytuacja ,gdy z ofiary stałam się spokojną ,opanowaną ,inaczej świadomą
                    stanu rzeczy kobietą w średnim wieku ,nikomu nie przeszkadzam ,żyję cicho
                    ,obroniłam się przed wywaleniem na śmietnik ,celem ustąpienia młodszemu modelowi
                    ,czemu więc mam się nie pochwalić drobnym ,ale sukcesem - mam na chleb .Można i
                    płakać ,ale ..tragedia ,gdy trwa zbyt długo ,zaczyna być śmieszna
                    • nangaparbat3 Re: oczywiście, że żal... 21.09.09, 22:49
                      Ale czy ja pisalam do Ciebie?
                      Tobie jest dobrze - i OK.
                      Ale Autorce wątku nie.
                      Moze jej mozesz cos podpowiedziec - a może jej jest potrzebne jakies inne
                      rozwiazanie.
                      Nie wiem, pytam. Retorycznie.
                      • tiny54 Re: oczywiście, że żal... 21.09.09, 23:20
                        oczywiście ,nie pisałaś do mnie ,ale powołałaś się na mnie ,a my pisząc o swoich
                        losach ,mniej czy bardziej chcący mamy możliwość pomagania innym -każdy wybiera
                        z wypowiedzi co chce ,bo rozwiązanie typu - tak jak ja mam (niestety) w opinii
                        innych osob niemożliwie niekorzystne - pracować z eksem - dla mnie w pierwszych
                        chwilach też było traumą - teraz jest wyjściem jednyn z wielu .(Zaraz po
                        rozwodzie sądziłam ,że najlepiej to wziąc torebkę i zwiać ,a tu zwiała ,ale
                        nieksia ,historia stara jak świat )
                        A czy mi jest O.K ?,no nie powiem ,nie ze wszystkim ,ale by nie było gorzej
                        ,głownie z psyche ,mocno zapracowałam .Najbardziej ze wszystkiego polubiłam
                        nietypowe rozwiązania ,samodzielne myślenie,cierpliwość i "przeboje ,ktore już
                        znam".
                        • mayflower_1 Re: oczywiście, że żal... 22.09.09, 07:30
                          Wiecie, każda firma ma swoją specyfikę. W jednej trzeba byc od rana
                          do wieczora, w innej wystarczy sprawy załatwic przez telefon i
                          internet. Więc chyba nie ma jednej recepty
        • chalsia Re: oczywiście, że żal... 21.09.09, 23:01
          > Rzeczywiście, wiele
          > spraw mamy nierowniązanych i za wiele nas jeszcze łączy. Ale jak
          > można rozwiązać problemy, które dotyczyły i dotyczą dwojga ludzi
          w
          > pojedynkę?

          Tzn, co konkretnie Was łaczy (oprócz prowadzenia razem firmy) i
          jakie sprawy maci ejeszcze po takim czasie nie rozwiązane. I
          dlaczego?
          • mayflower_1 Re: oczywiście, że żal... 22.09.09, 07:26
            A nie mamy podzielonego majątku, chociażby z takiej przyczyny, że
            parę miesięcy temu wydawało mi się, że jest szansa na powrót, to po
            pierwsze. Po drugie - nie możemy dojść do porozumienia, jak to
            wszystko podzielić, a adwokat powiedział sumę, na którą chyba muszę
            wziąć kredyt sad. I niby adwokat polecany, prowadził moją sprawę
            rozwodową, ale jak zaczęłam przedstawiać mu całą sytuację majątkową
            i możliwe posunięcia exa, to zwątpił, sądząc po minie... i dałam
            sobie spokój, licząc, że się dogadamy z exem. A jemu jest tak
            wygodnie, o nic się nie martwi. I tak drepczę w miejscu bez sensu.
            Tylko po co, przecież to już koniec, a ja nie mogę się z tym
            pogodzić...
            • scindapsus Re: oczywiście, że żal... 22.09.09, 08:30
              ustawiłas swojego exmęża w centrum Twojego wszechświata i takie są
              tego skutki.A dla Ciebie Ty powinnać byc najważniejsza, reszta to
              dopełnienie.
    • dorata351 Re: NIE POTRAFIĘ ŻYĆ PO ROZWODZIE 22.09.09, 08:47
      Ja postanowiłam, że teraz tylko ja się liczę. Nie wiem czy to
      zdrowe, czy do końca dobre, ale narazie pomaga. Stawiam przed sobą
      nowe cele, pojedynczo, nie wszystko naraz i staram sie dostrzegać
      małe dobre rzeczy. W końcu to z takich własnie składa się życie.
      Pomagała mi psycholog. Też mam wrażenie, że ciągle czuję coś do tego
      faceta, mimo tych krzywd jakimi mnie obdarzył, ale wiem, że nie da
      się tak żyć, byle jak, byle z nim. Czas leczy rany, a przynajmniej
      czyni je mniej bolesnymi. Wiem, że nie musi być dobrze, ale może
      być. Trzymaj się Mayflower. Może pozamykanie wszystkich spraw,
      jakkolwiek ale pozamykanie pozwoliłoby Ci spojrzeć w przyszłość.
      Miłość, nie jest wbrew pozorom nie jest jedynym sensem życia.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja