olivka_nysa
25.09.09, 02:27
We wrzesniu minoł rok od mojego ślubu. Od kilku miesiecy borykam się
z myślami o rozstaniu. Nie możemy się porozumiec, jego interesuje
tylko dbrobyt jego rodziny. Kilka tygodni temu zachował się brdzo
dziecinnie i zapłacił za naprwe amochodu matki, a potem nie mieliśmy
piniędzy na cynsz. On stara się pomagac rodzinie ktora ma się bardzo
dobrze od strony finansowej, jednakże zawsze przychodzą do niego
jakcoś trzeba alatwi i on najczęście to finnsuje. Dodatkowo
zobowiązał sie utrzymywac matke jak ona niebedzie chciała już
pracowac. Starałam się mu tłumaczyc ze niemoge składac takich
obietnic, poniważ nie ma pewności że będziemy w stanie o zrobic. Mój
mąż ma rodzeństwo, ale oni się nicym nie interesują każdy pracuje a
my im ciągle musimy pomagac. Kilka miesiecy temu mieliśmy mozliwośc
kupna restauracji, ale on sie wachał bo jego matka byla na urlopie,
i czekał aż ona wróci żeby się jej zapytac o zdanie. Nie brał pod
uwage moich obwaw i uwag. Od kilku tygodniu, staram się omijac ten
temat aby uniknąc kłótni i praktycznie nie rozmawiamy ze sabą. Jego
rozina nie potrzebuje pomocy finansowej tylko on ciagle chce byc
sponsorem, a oni z tego korzystają. Jest mi prykro, bo jeżeli jest
jakiś konflikt pomiedzy mną a jego rodziną on mnie nie broni, nigdy
mi mnie przyznaje racji, zawsze mi tłumazy że musze im ustąpic. Nie
wiem co mam o tym myślec, rozmawiałam z moja mama i ona bardzo się
martwi, ponieważ nie chce żebym brneła w związek który bedzie dla
mnie toksyczny. Jestem zgubiona, bo człowiek którgo kocham, martwi
się tylko o swoją mame, brata i siostre a nie obchodzi go nasza
sytuaja. DZięki Bogu nie mamy dzieci, byłoby to jeszcze trudniejsze.
Nie wiem może jestem samolubna, lub zakompleksiona, ale wydaje mi
się że taka sytuacje nie jest zdrowa.
Czy moje odczucia są prawidłowe??
Prosze o opinie.........