nadia3008
02.10.09, 12:10
ZACZĘŁO SIE TAK WIELKA MIŁOŚĆ Z OBU STRON. niestety była sprawa
naduzywania alkoholu przez niego, w koncu zrobił taki numer, ze
chciałam odejść, biecał, ze przestanie pic, bo jestem najwazniejsza.
Zawsze ja płakałam za nim wyciagałam ręke. Potem on chiał odchodzić,
podobno byłam wredna, ale kochał. aszłam w ciążę-zaskoczenie i
przerazenie w jego ocach. Szybki slub cywilny, wielkie szczescie,
choc mówił, ze daje nam pół roku, bo sie kłócilismy. 2 tyg. po
cywilu poroniłam, byłam pełna stresu, on nadal mieszkał u mamy. nie
pije od ponad roku, ale wszystko zaczeło mu przeszkadzac, z dnia na
dzien zostawił mnie, a nie było oznak, yły prezenty, romantyczne
wyjazdy, potem pow. ze juz nie moze. ja płakałam wyladowałam u
psychologa i psychiatry. po kilku mies. zeszlismy sie, wynajem
mieszkania, myslałam, teraz bedzie lepiej. ale nie, ja nie byłam
posługiwaczka jak jego matka, pracowałam d późna, czesto byłam
zmeczona. z dnia na dzien przestał sie odzywać, zaczał wychodzi z
kolegami a mnie traktował jak powietrzem próbowałam rozmawiac, nie
chciał, wyłam do poduszki.kiedys straszył nie rozwodem, ciagle cos
źle rbiłam wg niego a staraam sie jak mogłam. czułam strach gdy
szłam do domu, w jaki bedzie humorze, czy zas mnie zostawi bo jestem
nie tak miła jakby chciał, wiem, ze miał trudne dziecinstwo i
problem z akohlem ale czy to go tłumaczy. chciałam z nim iść na
terapie, pow. ze to nic nie da, ze ja powinnam isc do psychiatry. w
koncu pow. ze nie chce byc ze mna, ze mu źle, choc mnie kocha i
zawze bedzie. Ja znów sie ponizałam, błagałam, mam wrazenie, ze
lepiej sie wtedy cuje jak ja cierpie. w koncu wyprowadziłam sie do
rodziców. chce złozyc pozew, ale tak bardzo sie boje, nie mam nikogo
prócz mamy. jak mozna mówic ze sie kogos kocha i skreslac tak
wspólne lata, bo nie ma juz sielanki nak na poczatku. bardzo go
kocham i cierpie, ale przestaje sie łudzić, ze cos sie zmieni. mama
mi mówi, ze n nie drósł do małzeństwa albo ma problem jakis ze soba.
ja chciałam to ratowac, ale do tanga trzeba dwojga. Niewiem jak zyc,
niedługo rocznica suu, poronienia, nie chce mi sie zyć. on sie nie
odzywa. jest zimny i wyrachowany. mówia estes jeszcze młoda, ułozysz
sobie zycie, a a wiem, ze juz nigdy tak nie pokocham, a moze to
uzaleznienie emocjoalne. dlacego on sie awsze pddaje, nie roumiem,
nie mam juz siły...