Moja historia:( nie daje rady...

02.10.09, 12:10
ZACZĘŁO SIE TAK WIELKA MIŁOŚĆ Z OBU STRON. niestety była sprawa
naduzywania alkoholu przez niego, w koncu zrobił taki numer, ze
chciałam odejść, biecał, ze przestanie pic, bo jestem najwazniejsza.
Zawsze ja płakałam za nim wyciagałam ręke. Potem on chiał odchodzić,
podobno byłam wredna, ale kochał. aszłam w ciążę-zaskoczenie i
przerazenie w jego ocach. Szybki slub cywilny, wielkie szczescie,
choc mówił, ze daje nam pół roku, bo sie kłócilismy. 2 tyg. po
cywilu poroniłam, byłam pełna stresu, on nadal mieszkał u mamy. nie
pije od ponad roku, ale wszystko zaczeło mu przeszkadzac, z dnia na
dzien zostawił mnie, a nie było oznak, yły prezenty, romantyczne
wyjazdy, potem pow. ze juz nie moze. ja płakałam wyladowałam u
psychologa i psychiatry. po kilku mies. zeszlismy sie, wynajem
mieszkania, myslałam, teraz bedzie lepiej. ale nie, ja nie byłam
posługiwaczka jak jego matka, pracowałam d późna, czesto byłam
zmeczona. z dnia na dzien przestał sie odzywać, zaczał wychodzi z
kolegami a mnie traktował jak powietrzem próbowałam rozmawiac, nie
chciał, wyłam do poduszki.kiedys straszył nie rozwodem, ciagle cos
źle rbiłam wg niego a staraam sie jak mogłam. czułam strach gdy
szłam do domu, w jaki bedzie humorze, czy zas mnie zostawi bo jestem
nie tak miła jakby chciał, wiem, ze miał trudne dziecinstwo i
problem z akohlem ale czy to go tłumaczy. chciałam z nim iść na
terapie, pow. ze to nic nie da, ze ja powinnam isc do psychiatry. w
koncu pow. ze nie chce byc ze mna, ze mu źle, choc mnie kocha i
zawze bedzie. Ja znów sie ponizałam, błagałam, mam wrazenie, ze
lepiej sie wtedy cuje jak ja cierpie. w koncu wyprowadziłam sie do
rodziców. chce złozyc pozew, ale tak bardzo sie boje, nie mam nikogo
prócz mamy. jak mozna mówic ze sie kogos kocha i skreslac tak
wspólne lata, bo nie ma juz sielanki nak na poczatku. bardzo go
kocham i cierpie, ale przestaje sie łudzić, ze cos sie zmieni. mama
mi mówi, ze n nie drósł do małzeństwa albo ma problem jakis ze soba.
ja chciałam to ratowac, ale do tanga trzeba dwojga. Niewiem jak zyc,
niedługo rocznica suu, poronienia, nie chce mi sie zyć. on sie nie
odzywa. jest zimny i wyrachowany. mówia estes jeszcze młoda, ułozysz
sobie zycie, a a wiem, ze juz nigdy tak nie pokocham, a moze to
uzaleznienie emocjoalne. dlacego on sie awsze pddaje, nie roumiem,
nie mam juz siły...
    • eutherpe Re: Moja historia:( nie daje rady... 02.10.09, 12:14
      Uzależnienie. Masz siłę i to nie wiesz jaką wielką.Podwijaj kiecę i pędem do
      sądu. Ratuj siebie i swoje wnętrze przed całkowitą destrukcją.
    • serendepity Re: Moja historia:( nie daje rady... 02.10.09, 12:15
      Terapia dla Ciebie, rozwod i zaprzestanie tego masochizmu. Na razie sama sie
      katujesz. Istnieje swiat poza koszmarem Twojego zwiazku, ale nie chcesz tego
      widziec.
      • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 02.10.09, 12:45
        Nie rozumiem dlaczego on tak postepuje, wykańcza mnie psychicznie,
        zawsze wiedział, ze przybiegnę, bedę go prosić o powrót, wie jak
        bardzo go kocham. Jego mama tez jest w domu ofiarą, bo tesciu pije i
        robi co chce, ale ona to przyjmuje. Czasami potrafił byc przesłodki
        i na jakis czas sie uspokajałam, a za chwile zmiana o 360 stopni.
        Wszystkie kolezanki maja rodziny, dzieci, boje się, ze juz bede
        zawsze sama i nigdy nie pokocham. Zrobiłabym wszystko, by ratować te
        małżeństwo, a on ucieka ak dzieje sie cos nie tak po jego mysli.
        Najpierw straciłam dziecko, teraz on ot tak pow. ze nie chce byc ze
        mna, a wiem, ze nikogo nie ma. Nieumiem tego pojąć... Nie chce znów
        brac psychotropów, bo xle sie po nich czułam, ale z drugiej strony
        boje sie , ze nie dam rady. Przychdze do pustego pokoju i wyje, nie
        mam nawet z kim porozmawiaćsad boje sie, ze jak juz złożę pozew, to
        bedę pluc sobie w brodę, ze moze nie zrobiłam wszystkiego, ale nie
        mam juz ił. Gdyby mu zalezało, to chyba byłby przy mnie... TAK
        BARDZO CIERPIĘ.
        • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 02.10.09, 17:09
          Na terapię do psychologa chodzę juz pół rku, jednak nadal mam
          obnizone poczucie wartości, mam wrazenie, ze juz nic dobrego mnie w
          zyciu nie spotka. On ma mnóstwo znajomych, którzy go wyciagaja z
          dom, a ja nie mam. Cały mój wolny czas poswiecałam mu. Czasem nie
          mam ochoty wstać, ubrać się, iść do pracy. Poprostu po co mi te
          zycie, jesli osoba, której oddałam cała siębie tak nie potraktowała.
          Jak mówi, ze kocha ja łudze się, ze to prawda, ale żyć razem ze mna
          nie bedzie. A ja chciałam miec tylko normalny dom, dzieci i obok
          ukochana osobę. Nic nie wyszło, wsystko sie spier... Nie umiem sie z
          tym pogodzić.
          • malgolkab Re: Moja historia:( nie daje rady... 02.10.09, 17:27
            sama dałaś sobie odpowiedź - traktuje Cię tak dlatego, że wie, że i
            tak przyjdziesz i będziesz prosić, żeby został. U mnie też było
            wygrażanie rozwodem przy każdej kłótni i też przez długi czas
            prosiłam, a Pan mąż łaskawie zostawał. A teraz nie mieszka już
            miesiąc i ani razu nie poprosiłam, żeby wrócił, bo po prostu chcę
            zachować swoją godność. I wiesz, wcale nie jest źle...Trzymaj się
            ciepło, dasz radę.
            • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... Do Malgolkab 03.10.09, 09:54
              Malgolkab widzę, ze masz podobna sytuację. Czy zdecydowałaś sie juz
              na rozwód, jak sobie radzisz? Czy mąż kontaktuje się z Tobą? Proszę
              o jakąś radę.. Z góry dziękuję.
              • malgolkab Re: Moja historia:( nie daje rady... Do Malgolkab 03.10.09, 18:29
                mój jeszczepanmąż pić nie pił, ale też zawsze wygrażał odejściem i
                dogryzał ciekawe jak sobie poradzę...i zazwyczaj ja prosiłam itd.
                teraz już prosić nie zamierzam, chyba tym, że się wyniósł zrobił mi
                przysługę. Kontakt mamy ze względu na dziecko - w żaden sposób nie
                chcę mu spotkań ograniczać, zabiera też na weekend. Na razie na
                pozew za wcześnie, bo musi być trwały rozpad przynajmniej pół roku
                przy małoletnim dziecku, ale to kwestia czasusmile
                a co najlepsze - okazało się, że wbrew słowom pana i władcy umiem
                sobie ze wszystkim poradzić (finansowo też nie jest źle), a jeśli
                nie, to dookoła jest wielu ludzi, którzy pomogą (i to takich, po
                których się nawet tej pomocy nie spodziewałam).
          • flyingjulka Re: Moja historia:( nie daje rady... 02.10.09, 21:12
            Do każdej decyzji trzeba dojrzeć. Widocznie jeszcze zbyt mało złych rzeczy wydarzyło się w Twoim życiu...
            • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 03.10.09, 09:50
              Czy zbyt mało rzeczy złych sie wydarzyło, to pojecie względne.
              Strata dziecka, alkoholizm męża, jego ponizanie. Chciałabym miec
              siłę, by złozyć pozew, ale podswiadomie szukam z nim kontaktu,
              niewiem czemu ale kocham. Podobno kocha sie nie za coś, ale pomimo
              czegoś. Ja go pokochałam z jego wadami nawet jego nałóg nie był w
              stanie zmienic moich uczuć. Na razie nie pije dosłownie, ale pije
              psychicznie, moze brak mu alkoholu i nieswiadomie wykańcza mnie
              psychicznie. Ma takie fazy pare dni jest cudowny, a potem nastepuje
              zmiana o 360 stopni. Jedyne, czego moge byc pewna, to jest to,że
              jest nieprzewidywalny. Nie wiem cy to moze jakas choroba czy zwykła
              niedojrzałość. Myśe o tym codziennie, nie umiem spać, skupic sie w
              pracy, tez nie mam znajomych, zeby choc na chwile zająć czymś mysli.
              To mnie wykancza. Gdyby faktycznie tak kochał, to poszedł by ze mna
              na terapie. Kiedys dla swietego spokoju zgodził sie iść raz do
              psychologa, ale zaraz zrezygnował, bo stwierdził, ze nic mu to nie
              da i o swych problemach nie bedzie opowiadał obcym ludziom.Poprostu
              sytuacja patowasad
              • flyingjulka Re: Moja historia:( nie daje rady... 03.10.09, 21:19
                Jak dużo jeszcze możesz znieść? Myślę, że powinnaś porozmawiać z jakimś mądrym psychoterapeutą, który pomoże Ci wyjść z tego chorego związku, uzmysłowi Ci, że istnieje inna rzeczywistość niż ta którą Ty znasz. Powodzenia:}
              • kat-le Re: Moja historia:( nie daje rady... 06.10.09, 14:38
                czesc, nie wiem, czy napisze cos madrego, pomocnego dla ciebie, ale
                rozumiem jak trudno jest odejsc - mam o niebo latwiejsza sytuacje od
                Ciebie, bez tylu traumatycznych wydarzen, a jednak trwam w
                malzenstwie choc na dobra sprawe od dwoch lat powinno przestac
                istniec. we mnie nie ma juz zadnych uczuc i to ulatwia sprawe, ale
                jest dziecko i to komplikuje - raz zdecydowanie chce odejsc, a wiele
                razy ludze sie, ze moze bedzie lepiej - bo normalnie sie do mnie
                odezwal (wiem katastrofa). ta hustawka i brak decyzji towarzyszy mi
                od okolo dwoch lat. teraz tak jak napisalam, wszelkie uczucia
                wygasly oraz chec ratowania malzenstwa, ale pamietam siebie, jak
                byalam zdolowana, kiedy konflikty miedzy nami sie nasilaly. byl to
                bardzo trudny dla mnie moment i dlatego Ciebie rozumiem - uczucie
                beznadziejnosci i to ciagle myslenie o nim, kierowanie ku nim
                wszystkich mysli, zastanawianie co robi, co by powiedzial, co ja
                powiedzialam zle, co zle zrobilam. wiem jak takie myslenie wykancza.
                w tamtym okresie moglam sie naszczescie wygadac kolezance - to jest
                bardzo pomocne. Po swoich doswiadczeniach moge powiedziec ze uwazam
                ze mam pewne predyspopzycje, ze wybieram takich a nie innych
                mazczyzn, i to ze mna jest problem ze zgadzam sie tkwic w takim
                zwiazku - pracuje nad tym. Nie obwiniam siebie, ale przyjmuje
                odpowiedzialnosc za to, i doszukuje sie powodow swojego zachowania w
                dziecinstwie, wzrastalam w toksycznym domu, stworzylam toksychny
                zwiazek, 36 lat takiego ksztaltowania nie da sie przekreslic w jeden
                dzien - potrzeba na to czasu i pracy nad soba, co mama nadzieje
                robie.

                > Ma takie fazy pare dni jest cudowny, a potem nastepuje
                > zmiana o 360 stopni. Jedyne, czego moge byc pewna, to jest to,że
                > jest nieprzewidywalny.
                sadze ze wlasnie ta niepewnosc trzyma Ciebie przy nim, bo daje Ci
                nadzieje (zludna), ze moze byc dobrze, bo mowi ze Ciebie kocha,
                zakladasz jego dobra wole. caly czas po tym jak byl cudowny dajesz
                sobie myslenie, a moze bedzie dobrze, a czas plynie, nic sie nie
                zmienia - czy wiesz ze za rok bedzie tak samo, ta sam hustawka
                (bardzo zle, casami do rany przyloz), a za dwa lata, a za piec - tak
                samo. i to mowi ze on nie chce sie zmienic i sie nie zmieni. jesli
                cos mozesz zmienic to siebie, swoje myslenie, zaczac w koncu myslec
                o sobie, o swoich potrzebach i o tym ze on Ciebie rani i krzywdzi, z
                jakis powodow zgadzasz sie na to. moze poczytaj jakies ksiazki, ja
                np polecam Ci "Toksyczne słowa", "Toksyczne zwiazki" i w ogole sadze
                rozne pozycje o wspoluzaleznieniu - beda dobre na poczatek - chyba
                ze juz czytalas?

                co do jego terapi - on moze ja podjac, ale efekty ... trudno
                powiedziec jakie beda, czy w ogole beda. to ciezka praca nad soba.

                >Poprostu sytuacja patowasad
                patowa dopoki widisz, myslisz ty + on (a raczej ON+ty).
                • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 06.10.09, 14:55
                  Dziękuję Ci za odp. Wiele racji w tym, co piszesz, nasze sytuacje
                  sie troche różnią, bo ja ciagle go kocham. Psycholog mi powiedziała,
                  ze musi byc coś takiego w tym zwiazku, ze mnie przy nim trzyma.
                  Faktycznie dawał złudne nadzieje, jak widział, ze jestem troche
                  silniejsza, to nagle był miły dla mnie. Dla mnie on jest chory i
                  chciałam iść z nim na terapię, ale uwaza, że z nim jest wszystko ok,
                  nie widzi win w sobie, tprzeciez on sie tak starał, a ja nie robiłam
                  nic. Masz racje wkrecam sobie śruby i sie zastanawiam, co złego
                  powiedziałam, zrobiłam, moze gdybym była lepsze zostałby ze mna, a z
                  drugiej strony musiałabym wejść w jakis schemat kogoś, kogo on sobie
                  stworzył, wymarzył. Boli mnie to jak mozna tak bawic sie uczuciami?
                  kiedys ja przed slubem chciałam odejść, bo pił i był nie do
                  zniesienia, poszedł na terapie aa, nie pije ponad rok, a on teraz to
                  wszystko skreśla, strasznie mi z tym ciężko...
              • sapalka1 Re: Moja historia:( nie daje rady... 03.11.09, 10:59
                Przeczytaj to co napisałaś. Mąż Cię wykańcza psychicznie, jest alkoholikiem, nie
                chce być z Tobą (te dobre dni-to faza miodowego miesiąca, typowa w przemocy
                psychicznej/fizycznej, powoduje m.in. jeszcze większe przywiązanie do osoby
                stosującej przemoc). Zycie jest za krótkie by tak żyć. Jesteś współuzależniona,
                potrzebna Ci porządna terapia i musisz odejść od męża. Koniec i kropka. Jemu nie
                zależy, generalnie jest mu pewnie wygodnie tak jak jest i on nic nie zrobi żeby
                coś zmienić - bo i po co skoro mu dobrze, nawet jeśli by poszedł na terapię,
                zrobiłby to dla świętego spokoju (i pewnie góra raz), więc nie byłoby żadnych
                efektów.
                Zrób coś dla siebie. Zrób coś zeby uratować siebie.
                1. odejdź od niego, wystąp o rozwód (możesz z orzekaniem o winie, mąż pije i
                stosuje przemoc psychiczną - "gromadź" dowody i świadków) i nie zmieniaj w tej
                sprawie zdania - poradzisz sobie
                2. Tearpia - tego nie możesz zarzucić
                Jeśli myślisz, że mąż Cię kocha jednak i zalezy Ci by dac mu szansę. Daj mu
                właśnie w ten sposób. Jeśli bowiem zobaczy, że jesteś stanowcza, odejdziesz od
                niego, uniezaleznisz się, wzmocnisz psychicznie i wrócisz do formy - to jeśli
                będize mu na Tobie zależało, zrobi wszytsko żeby być z Tobą i wtedy Ty będziesz
                dyktowała warunki, które nawiasem mówiąc pomogą mu na pewno bardziej, niż obecne
                Twoje trwanie przy nim. Tylko czy Ty wtedy będziesz jeszcze chciała być z nim?
                Spróbuj, pamietaj ze zycie jest krotkie
                • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 03.11.09, 12:10
                  Tydzień temu złozyłam pozew, choć duzo mnie to kosztowało, tak jak
                  piszesz byliśmy na terapii raz-po czym on zrezygnował. Ja chodzę na
                  terapie od pół roku. Ciężko mi poukładać sobie to w głowie, jestem z
                  tym sama.Mąż urwał ze mna kontakt. Boję się rozprawy, ale bardziej
                  chyba, co bedzie dalej. Masz racje te fazy miodowego miesiąca-bardzo
                  dawały nadzieję. On nie pije od ponad roku, ale jego huśtawki
                  nastroju bardzo wykańczaja. Leczę sie ponadto na depresję, wiem, ze
                  jestem jeszcze młoda, ale mam wrażenie, że wszysatko, co dobre juz
                  za mną. Bardzo dziekuje wszystkim za cenne wpisy.
    • ktosiaktosia Re: Moja historia:( nie daje rady... 02.10.09, 21:58
      > Zawsze ja płakałam za nim wyciagałam ręke.

      > podobno byłam wredna, ale kochał

      >Ja znów sie ponizałam, błagałam

      >mnie traktował jak powietrze

      >czułam strach gdy szłam do domu, w jaki bedzie humorze<

      itd...itd... na prawdę chcesz tak dalej żyć? może już czas zacząć żyć, a nie poniżać się dla kogoś kto nie jest Ciebie wart? sama piszesz,że próbowałaś rozmawiać,że chciałaś iść z nim na terapię... Ty chciałaś,on ma to gdzieś,więc teraz zrób coś dla siebie... bo jesteś tego warta,nikt nie ma prawa Cię tak traktować... dasz radę,powodzenia.
      • handra Re: Moja historia:( nie daje rady... 03.10.09, 19:22
        Tak dlugo jak bedziesz prosic on bedzie sie panoszyc to go lechce,

        Ktos napisal o godnosci - to jest najwazniejsze zachowac godnosc a
        plakac w kacie tak zeby tego nie widzial.

        Zony, ktore swoje zycie calkowicie podporzadkowuja mezowi
        zostaja "same"-tak mysla. Nagle czuja pustke, bo nie maja komu
        sluzyc.
        Musisz sobie stworzyc swoj swiat bez niego. Z czasem przekonasz sie
        ilu masz znajomych i zyczliwych dusz.
        • kwiatuszek.79 Re: Moja historia:( nie daje rady... 03.10.09, 22:32
          Jemu potrzebna jest terapia szokowa. Pokaż mu, że naprawdę może Cię stracić. Ale musisz być konsekwętna. Mój mnie pobił, poszłam na obdukcję, wyprowadziłam się, złożyłam pozew. Miałam mnóstwo wątpliwości i po dwóch miesiącach pozew zawiesiłam (zawsze możesz to zrobić). On przeżył szok, widziałam jak cierpi - autentycznie. Nie wierzył, że pójdę do sądu. Zgodził się na terapię, chodziliśmy pół roku tydzień w tydzień. Tam dopiero zrozumiałam, że NIE. Już więcej nie dam się poniżać. On molestował mnie psychicznie. Zrozumiałam jak byłam od niego uzależniona w małżeństwie. Wróciłam do sprawy rozwodowej, orzekam o winie. Sprawa ciągnie się ponad dwa lata, mamy córkę. ale to już inna historia. Przestań już. Ja byłam w takim samym stanie jak ty. Płacz po nocach, obwinianie siebie, próby rozmowy. Obiecywał i nic. Zrozumiał, ale za późno. Nawet nie sądziłam, że mam w sobie tyle siły, żeby stawić temu czoła. TY TEŻ MASZ, TYLKO JESZCZE O TYM NIE WIESZ. poczujesz się zdrowsza, zobaczych. A przyjaciele się znajdą, jeszcze ich nie znasz. Nie bój się mówić innym o swoich problemach i przede wszystkim nie bój się. Zrób to, a zobaczysz jak łatwo życie się potoczy. Jak nabierzesz powietrza w płucach. Wspaniałe uczucie...
          • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 03.10.09, 23:24
            Dziekuje wszystkim za cieple slowa, obyscie mmieli racje, tylczko
            czy bede na tyle silna aby isc do sadu, ciezko mi, siedze sama w
            domu i mam 1000 mysli na minute. i jak nie zwariowac, trzymajcie
            kciuki.
            • lucyliu Re: Moja historia:( nie daje rady... 04.10.09, 12:38
              Dziwnie brzmi ten Twój tekst, nie wiem czy problem w Tobie czy w nim, bo to co
              napisałaś nie daje pełnego obrazu Twojej osoby oraz drugiej strony. To co
              widzimy to jest zawsze obraz subiektywny, jednakże warto czasem spojrzeć na
              problem z pewnej perspektywy czego Tobie brakuje, bo coś ją zaburza.
              Nie wiem czemu ale mam wrażenie że u Was ma miejsce jakaś patologia psychiczna,
              dziwne uzależnienie od drugiej osoby, dodatkowo okraszone strachem przed tą
              osobą, to nie jest normalne.
              Może poczytaj sobie o BPD czyli Borderline może to Cię na coś naprowadzi..?
        • kasiapfk Re: Moja historia:( nie daje rady... 04.10.09, 08:42
          Handra, facet a fajnie piszesz.
        • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 04.10.09, 13:06
          Niewiem czy problem tkwi we mnie, on jest niepijacym alkoholikiem i
          do tego dzieckiem dda, fakt pewnie jestem od niego uzalezniona, ale
          mimo wszystko go kocham, martwie sie o niego, choc tyle
          wycierpialam, nie umiem tego zrozumiec zawsze mysle co on robi, co
          on pomysli, ja chodze do psychologa i pani stwierdzila, ze
          jestemmormalna podobno, tylko szanowny malzonek ze mna nie pojdzie
          na terapie, bo uwaza ze z nim wszystko jest ok.u niego w domu ojciec
          pije, poniza matke, a ona jest ofiara, ale przez te lata nie umiala
          sie przeciwstawic, do tego jest bardzo religijna i twierdzi, ze musi
          nosic taki krzyz. Ja bardzo chcialam z nim normalnej rodziny, ale
          jak facet 31 letni ucieka od odpowiedzialnosci, gdy cos przestaje mu
          sie podobac, bo np, nie jestem dosc mila. czy to jest powod do
          rozstania? twierdzi, ze kocha, a moze on nie mial w domu milosci i
          nie wie co to jest? walczylam i ciagle sie ludze, ze przejzy kiedys
          na oczy, ale wtedy juz raczej bedzie za pozno. ciezko mi to
          ogarnac...
          • ktosiaktosia Re: Moja historia:( nie daje rady... 04.10.09, 21:54
            "twierdzi, ze kocha, a moze on nie mial w domu milosci i
            nie wie co to jest? "

            Jak przeczytałam to zdanie to sobie pomyślałam o swoim małżeństwie... ja go kochałam , on mówił,że mnie kocha... problem był w tym,że mieliśmy dwie różne definicje miłości, dostrzegłam to za późno.... jesteśmy przed pierwszą sprawą rozwodową...
            Trzymaj się, może nie będzie łatwo, ale jak już coś postanowisz i poczujesz,ze to słuszne, to po prostu zacznij działać... małymi kroczkami i do przodu,dasz radę. Pozdrawiam.
            • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 05.10.09, 11:38
              A jaka definicje miał twój mąż? wczoraj moja mama zasłabła 2 razy,
              ona juz tez nie moze patrzec co sie ze mna dziejesad
              • ktosiaktosia Re: Moja historia:( nie daje rady... 05.10.09, 12:38
                Współczuję Nadia,teraz jeszcze o mamę się martwisz...mam nadzieję,że będzie wszystko ok...bardzo Ci tego życzę.
                A co do Twojego pytania o definicję miłości... małżeństwo daje mojemu m poczucie władzy, bo "jesteś moja", dosłownie oznacza to,że "jesteś moją własnością" i tak byłam traktowana jak rzecz... a ja nie chcę być traktowana jak służąca i popychadło,jak dziewczynka do bicia na której można się wyładować i zrzucić wszystkie złe emocje... za każde złe doświadczenie w życiu byłam obwiniana ja i jestem obwiniana nadal, nigdy nie potrafił przyznać się do błędu, nigdy nie miał potrzeby udzielenia odpowiedzi na moje pytania, za to miał i ma nadal ogromną potrzebę kontroli mnie,to tak jakby "akt małżeństwa" był dla niego "aktem własności"
                • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 05.10.09, 12:44
                  Coś w tym jest, co piszesz. Tylko, że ja sie chyba uzalezniłam. On
                  czasami potrafi byc cudowny, a innego dnia zmienia sie o 360 stopni,
                  nie rozumiem tego, zawsze ja sie ni staram i źle robie wg niego.
                  Chce złozyc pozew, ale boję sie, ze sobie nie poradzę i nigdy juz
                  nie bede z nikim szczęśliwa. Ja próbowałam rozmawiac, ale zawsze
                  mnie zbywał albo kończyło sie kłótnią. Jak dajesz radę, kiedy
                  złozyłas pozew?
                  • ktosiaktosia Re: Moja historia:( nie daje rady... 05.10.09, 13:18
                    Nadia, jak czytam Twoje słowa to mam dokładnie takie samo wrażenie jakie Ty masz, że jesteś w jakimś stopniu uzależniona od niego.
                    Przyznam,że ja od mojego męża też w jakimś stopniu jestem "uzależniona", bo lata "małżeństwa" odbija się na naszej psychice. Jego manipulacje,bo to są manipulacje, powodują że czujesz się teraz tak jak się czujesz... że uważasz,że nie dasz rady, że nie zasługujesz na szczęście, na szacunek, że nie zasługujesz nawet na chwilę uwagi, rozmowy...
                    Też próbowałam rozmawiać i też mnie zbywał, albo kończyło się kłótnią, bo to ja przecież "wymyślam problemy"... mogę stanąć na głowie i robić coś zaangażowana całym sercem a on i tak stwierdzi,że nic nie potrafię,że wszystko robię źle, za to on jest cudowny i wspaniały...

                    Na coś jeszcze Ci zwrócę uwagę, zastanów się nad tym... czy te jego zmienne nastroje, czyli jak piszesz,ze potrafi być miły,a za chwilę zwrot o 180 stopni w zachowaniu ...czy to nie ma właśnie na celu spowodowania żebyś miała wątpliwości? to proste... jak ktoś jest okropny cały czas to odpowiedź jest prosta,chcesz odejść... a jeśli na chwilę robi się "słodki" to sobie myślisz "a może dać jeszcze jedną szansę? może się zmieni?"
                    Dawałam szanse bardzo długo , za długo...
                    Nie chcę Cię do niczego namawiać, to tylko Twoje decyzja i wiem jak bardzo trudno ją podjąć,wiem jak strach przed rozwodem i tym co będzie później potrafi człowieka paraliżować...
                    pozew złożyłam ok 2 mies.temu, raz jest lepiej, raz gorzej ale jest też pewna ulga,że decyzja już podjęta i wewnętrzne przekonanie, że słuszna...
                    Mi podjęcie decyzji, że składam pozew zajęło dużo czasu, z różnych względów,o których nie będę pisała. Była tu ostatnio dyskusja o "intuicji", co ona Ci podpowiada? czasami podjęcie decyzji jest najtrudniejsze, później już tyko plan, który realizujesz krok po kroku...
                    Nadia, to Twoje życie, nie jesteś niczyją własnością. Podjęcia właściwej decyzji życzę, ściskam bardzo mocno.
                    • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 05.10.09, 13:33
                      Bardzo madrze piszesz ktosiaktosia. Jestem strasznie samotna w tym
                      wszystkim, nie jestem jeszcze stara atak sie czuję hajby juz nic
                      dobrego mnie nie spotkało. Gdy były dobre dni, wystarczył mi sam
                      fakt,ze on jest przy mnie, choc tez zdawałam sobie sprawe z jego
                      wad. Najgorszy jest brak poczucia bezpieczestwa i ta wieczna
                      niepewność z czym i kiedy zaś wyskoczy. Zawsze go tłumaczyłam, bo to
                      alkoholik nie pijacy od roku, ale czy to musi byc wytłumaczenie jego
                      traktowania mnie. Nigdy mi nie powie, co robie źle dopiero jak jest
                      rozstanie to wylewamy brudy. Jestem u rodziców, mama bardzo przezywa
                      to w jakim jestem stanie. Chodze do psychologa, ale poza nim nie mam
                      z kim o tym porozmawiać. Czuję, ze powinnam złozyc pozew, tylko jest
                      ta obawa co bedzie dalej, ze juz nie bedzie odwrotu. Ja juz nie chce
                      go błagać kolejny raz... Bardzo wiele sie ponizałam, zawsze
                      tłumaczyłam sobie, ze dla miłości moge wiele zrobic i poświecić, ale
                      czy nie zbyt wiele? saddziekuje za odp.
                      • ktosiaktosia Re: Moja historia:( nie daje rady... 05.10.09, 13:53
                        Po pierwsze "strach ma wielkie oczy", też się boję co będzie,boję się rozprawy itd itd... ale czy to dziwne,że się boimy? nie wiem, mi się wydaję,że to naturalne, bo to przecież duża zmiana w życiu... chodzi chyba o to żeby ten strach nas nie sparaliżował. Wiem też,że łatwo powiedzieć, trudniej zrobić,ale że coś jest trudne, to nie znaczy od razu,że niemożliwe ...

                        >Najgorszy jest brak poczucia bezpieczestwa i ta wieczna
                        > niepewność z czym i kiedy zaś wyskoczy. <
                        Jak dobrze znam to uczucie...

                        >Zawsze go tłumaczyłam<
                        Ja mojego m też zawsze tłumaczyłam, tylko u mnie nie było alkoholizmu,ale było co innego(skończ z tym tłumaczeniem go przed innymi,ja skończyłam za późno i źle na tym wyszłam)... zrozum,że Ty nie musisz go tłumaczyć, jest podobno dorosły,więc może by tak sam zaczął odpowiadać za to co robi?

                        >Ja juz nie chce go błagać kolejny raz...<

                        więc go nie błagaj...

                        >Bardzo wiele sie ponizałam, zawsze
                        > tłumaczyłam sobie, ze dla miłości(...)<

                        Może mam głupie podejście do miłości,ale dla mnie w prawdziwej miłości nie ma miejsca na poniżanie...
                        • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 05.10.09, 14:00
                          Bardzo chciałabym dostac jakiegos olśnienia, iść bez strachu do
                          sądu, przestać się z nim kontaktować, a jednak ciagnie mnie do
                          niego. A on robi mi poniekąd nadzieje, bo mimo, ze nie chce byc ze
                          mna, nie mieszkamy razem to zaprosił mnie ostatnio na kawę. Przeciez
                          to nie jest normalne. Czy mozna az tak kims manipulować? Ale po co,
                          zeby zniszczyc psychicznie? I tak juz wiele mi nie brakuje. On wie w
                          jaki punkt uderzyć i ze jestem słaba, wie kiedy powiedziec cos
                          miłego, albo powraca do wspomnień, a gdy ja go prosze o rozmowe czy
                          szanse dla nas, to mówi, ze to nie ma szans. Nie rozumiem tego...
                          • ktosiaktosia Re: Moja historia:( nie daje rady... 05.10.09, 14:15
                            >iść bez strachu do sądu<
                            nie wiem czy się da, chyba,że ktoś ma mocne nerwy, ja jestem chyba z tych bardziej wrażliwych, jak zwał tak zwał... i nie wierzę,że nie będzie mnie to kosztowało emocjonalnie, to chyba po prostu wliczone jest w rozwód... chyba,że ktoś ma inne doświadczenia w tym temacie...

                            Musisz się zastanowić czego chcesz i co do niego czujesz... czy faktycznie go kochasz,czy tylko strach nie pozwala Ci od niego odejść tak na prawdę? ale na to pytanie znasz odpowiedź tylko Ty...
                            Pamiętaj,że Ty decydujesz... jeśli potrzebujesz czasu na podjęcie decyzji, to ten czas sobie weź...

                            >On wie w
                            > jaki punkt uderzyć i ze jestem słaba, wie kiedy powiedziec cos
                            > miłego, albo powraca do wspomnień, a gdy ja go prosze o rozmowe czy
                            > szanse dla nas, to mówi, ze to nie ma szans.<

                            To właśnie jest manipulowanie... nie ma to nic wspólnego z miłością... pisałam już o tych huśtawkach emocjonalnych kilka postów wyżej, jemu sprawia to przyjemność, Ty się męczysz i dopóki nie zobaczysz,że to gra z jego strony, to będzie Tobą manipulował... pytanie jest ile jeszcze jesteś w stanie wytrzymać?
                  • kat-le Re: Moja historia:( nie daje rady... 06.10.09, 14:47
                    jesli wiesz ze jestes uzalezniona (bo czytajac to co piszesz to tak
                    jest), chodzisz na terapie, czy twoj psycholog pracuje jakos z Toba
                    nad tym?
          • serendepity Re: Moja historia:( nie daje rady... 05.10.09, 12:54
            Ja bardzo chcialam z nim normalnej rodziny, ale
            > jak facet 31 letni ucieka od odpowiedzialnosci, gdy cos przestaje mu
            > sie podobac, bo np, nie jestem dosc mila. czy to jest powod do
            > rozstania? twierdzi, ze kocha, a moze on nie mial w domu milosci i
            > nie wie co to jest? walczylam i ciagle sie ludze, ze przejzy kiedys
            > na oczy, ale wtedy juz raczej bedzie za pozno. ciezko mi to
            > ogarnac...

            Ciagle mozesz miec rodzine, z kims innym. Im dluzej bedziesz sie ludzic tym
            dluzej bedzie w bagnie i nie bedziesz miala rodziny, a na pewno nie bedziesz
            miala normalnej rodziny.

            A co bedzie jak nigdy nie przejrzy na oczy? Chcesz byc jak jego matka, nosic
            krzyz? Jestes meczennica/cierpietnica czy niewolnica?

            Pomysl o sobie, nie masz jeszcze dzieci, odejscie jest o wiele prostsze niz,
            gdybys miala dziecko.
            • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 05.10.09, 13:06
              Rozumiem, co masz na mysli. Tylko boje się, ze juz nigdy sie nie
              zakocham i bede z kims z rozsadku. Walczyłam do końca, a on mi mówi,
              że sie nie staałam, to boli...sad
              • kasiapfk Re: Moja historia:( nie daje rady... 05.10.09, 14:18
                A czy wiesz, jak piękna jest rozsądna miłość?
                Bo rozsądkiem bycie z kimś z lęku przed smaotnościa -nie jest.
                Za to miłość rozsądna, to jest TO!
    • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 05.10.09, 16:31
      Wydaje mi się, ze mąż znęca sie psychicznie nade mna. Mówi, zeładnie
      wygladam, ze kocha, ale jest pewny ze nie chce byc ze mną, ja płaczę
      i cierpię. bawi sie mna ewidentnie. Dlaczego tak ciężko sie uwolnic
      od tego?
      • ktosiaktosia Re: Moja historia:( nie daje rady... 05.10.09, 20:00
        Może się mylę,ale czy Twój problem nie polega na tym,że strach przysłania Ci wszystko? boisz się zobaczyć rzeczywistość taką jaka jest, męża takiego jaki jest, boisz się zostać "sama", boisz się podjąć decyzję,boisz się złożyć pozew...
        Ciężko się od tego uwolnić bo to trudna sytuacja, bo też przed samą sobą musisz się przyznać,że coś w co wierzyłaś i o co walczyłaś kończy się,mówię o waszym małżeństwie. Pewnie chciałabyś żeby on zmienił się w księcia o jakim marzysz, dobrego, czułego itd... ale ja nie wierzę,że tacy ludzie się zmieniają. Możesz albo odejść albo zostać, tak czy siak musisz podjąć jakąś decyzję, nic się samo nie zrobi...
        • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 06.10.09, 10:40
          Ja poprostu nie rozumiem tego jak ktos mówi, ze kocha a tak łatwo
          przekresla wspólnie spedzone lata. Było wiele cudownych chwil i
          złych też. Najgorse to, ze nie wyobrazam sobie, ze kiedys mogłabym
          byc z kims innym. Ciężko mi budzic sie bez niego, chciałabym go
          ogladac, ale wiem, ze sama bede sie katowac. Kiedys tez zapewniał,
          ze to wielka miłość i teraz zostawił mnie jak zuzyta rzecz i jeszcze
          mówi, ze go obchodzę. Mówi, ze wszystko, co złe to moja wina, a ja
          zaczynam sie tak czuc. Wiem, ze musze złozyc pozew, tak bardzo
          chciałabym przestac go kochac, ale to nie takie proste. od kilku
          nocy nie zmruzyłam oka, spadam z wagi, myslę, ze to wszystko, co
          mnie spotkało to jakas kara za to, ze to kiedys ja odeszłam od
          poprzedniego chłopaka i on cierpiał. Ale ja nigdy nie znecałam sie
          psychicznie, nie dawałam złudnych nadziei... dlaczego jest tak
          ciężko?sad
          • malina81-2 Re: Moja historia:( nie daje rady... 06.10.09, 11:04
            Nadia, jest nas więcej.
            Jak czytam to co piszesz to łzy same cisną się do oczu.
            Mój jeszcze mąż (sprawa niedługo) traktował i zwodził mnie tak przez
            3 lata. Chciał i nie chciał, kochał i nie kochał, itd. Prosiłam a on
            mnie odtrącał. W końcu przestałam. Z dnia na dzień. Nie odpowiadałam
            na smsy, na jego zaczepki, unikałam kontaktu a wierz mi cierpiałam
            tak jak ty....schudłam, nie mogłam spać, czułam się jak zbity pies.
            Gdyby nie znajomi ale ci prawdziwi to chyba nie pisałabym tu już
            dzisiaj. Znajdź chociaż odrobinę siły a potem jakoś samo przyjdzie.
            Spróbuj może odnowić kontakty z jakąś przyjaciółką? jestem pewna, że
            ktoś taki się znajdzie.
            Z tego co widzę to nie jesteś jeszcze gotowa na rozstanie. Myślę, że
            tak jak ja dasz kolejną szansę. Dałam i wiem że było warto a wiesz
            dlaczego? Bo teraz już jestem pewna, że ten człowiek nie jest gotowy
            do małżeństwa i teraz jestem pewna, że jest alkoholikiem, i jestem
            pewna swojej decyzji
            • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 06.10.09, 11:16
              Pół roku temu tez przechodziłam rozstanie, gdy sie wyprowadził,
              wyladowałam u psychologa i psychiatry, bo nie spałam po kilka nocy z
              rzędu. On niby sie martwił, a tak naprawde cieszył sie, ze ma taka
              władze na demna. Robił nadzieje, mówił jak ładnie wygladamitp, a za
              chwile, ze wszystko to moja wina. To on twierdzi, ze dał mi szanse,
              masz pojecie? Jak teraz zas sie bede ponizac, by wrócił, to juz
              chyba sama dla siebie strace godnosc. Najgorsze jest to, ze on mna
              manipuluje. Wszystkie klezanki maja rodziny, chłopaków, naprawde mam
              niewielu ludzi koło siebie Czy jak złozyłaś pozew doznałas jakiejs
              ulgi? Czuje sie nic nie warta, choc mówią, jestes młoda, atrakcyjna,
              czuje sie jak liść na wietrze, ze bez niego nie ustoje..
              • malina81-2 Re: Moja historia:( nie daje rady... 06.10.09, 11:31
                ja mam 28 lat i moje koleżanki też mają rodziny i dzieci. Też jest
                mi przykro i też slyszę, że jestem ładna i atrakcyjna i w ogóle i w
                szczególe.... mam pojęcie jak cię traktuje i radzę ci nie mów mu o
                tym, że chodzisz do psychologa, nie mów o swoich problemach, jak
                zadzwoni i zapyta jak się czujesz powiedz, że dobrze.Chociaż
                zasygnalizuj, że dajesz sobie radę bez niego, chociaż tak nie jest
                wiem, że nie i długo nie będzie, ale za jakiś czas sama zapytasz
                siebie skąd ta siła przyszła.Facet lubi mieć władzę i ma nad Tobą,
                to go dowartościowuje. Nie daj mu tej satysfakcji. Przechodzisz
                przez to, przez co przechodziła każda z nas...to co czujesz nie jst
                mi obce i długo się z tego nie otrząsnę ale wierze i chce wierzyć,
                że kiedyś zaświeci słońce i będzie po prostu dobrze albo chociaż
                NORMALNIE
                • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 06.10.09, 11:38
                  Najgorsze jest to, ze cały mój wolny czas poswiecałam mu. Niewazne,
                  czy bylismy w domu czy gdzies na miescie, byłam szczęśliwa. Teraz
                  jestem sama w 4 scianach, naprawde ciężko w weekend z kims sie
                  spotkać. Boje się, ze mimo, ze wyrządził mi tyle krzywd, to nigdy
                  juz z nikim nie bede szczęśliwa. Mój mąż nie kontaktuje sie ze mną,
                  to ja podswiadomie szukam kontaktu z nim. Niedługo rocznica slubu,
                  niewiem jak to zniosę, zaś bedę płakac do poduszki. On ma mnóstwo
                  kolegów i zawsze ma gdzie wyjść do ludzi. Moje najlepsze
                  przyjaciółki mieszkaja ok 100 km ode mnie, poprostu boję się, ze
                  popadne w ciężka depresję, z której nie wyjdę juz. Myślę, zeby znów
                  iść po antydepresanty, zeby chociaz przesypiac noce, ale boję się,
                  ze zniszcze sobie zdrowiesad
                  • mayenna Re: Moja historia:( nie daje rady... 01.11.09, 10:01
                    Dobrze dobrane leki, przyjmowane pod kontrolą lekarza nie niszczą zdrowia.Jeśli
                    nie sypiasz to niedługo Twój organizm zbuntuje się tez inaczej.Namawiam na
                    wizytę u lekarza. Jak najszybciej.
                    Trzymaj się dziewczynosmile
              • malina81-2 Re: Moja historia:( nie daje rady... 06.10.09, 11:38
                a i pozwu nie złożyłam zaraz po rozstaniu. Długo do tego dojrzewałam.
                Spróbuj poradzić sobie najpierw ze swoimi emocjami i z nim.
                Złożyłam pozew bo wiem, że tak dłużej nie można, nie mozna być
                wicznie winną całemu złu tego świata. Wiem, że trudno jest znależć
                prawdziwych przyjaciół i wiem, że czujesz się samotna w swoim
                nieszczęściu. Też się tak czuję ale trzeba żyć i myślę, że warto żyć.
                Jak ja cię rozumiem..........
                • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 06.10.09, 12:07
                  Gdie mieszkasz jeśli moge wiedzieć? Niewiem czy jest sens czekać z
                  tym pozwem, bo dalej będę się łudzić, że sie odezwie i może łaskawie
                  zechce mnie przyjąć, tylko na jak długo... Nie umiem sie poskładać,
                  tak bardzo mi xle, on nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak mnie
                  skrzywdził.
                  • malina81-2 Re: Moja historia:( nie daje rady... 06.10.09, 13:40
                    jestem z okolic Lublina. Widzę, że bardzo potrzebujesz rozmowy....
                    Mylisz się on wie, że cie skrzywdził ale dobrze mu z tym, bo w
                    gruncie rzeczy to ty go sprowokowałaś....tym, że w ogóle jesteś.
                    wiem, że szukasz kontaktu, bo ja też szukałam ale to minie. Daj
                    sobie trochę czasu. Ja na przykład poszłam na studia podyplomowe i
                    to mi pomogło, przynajmniej nie myślałam w kółko o tym samym
          • kat-le Re: Moja historia:( nie daje rady... 06.10.09, 15:09
            co do zaniesienia pozwu - zrob to z rozsadku, nie z przekonania -
            przekonanie przyjdzie pozniej, ale przyjdzie

            > Ja poprostu nie rozumiem tego jak ktos mówi, ze kocha a tak łatwo
            > przekresla wspólnie spedzone lata.

            no wlasnie caly czas probujesz go zrozumiec, jego postepowanie,
            zachowanie, czasami sie da a czasami nie, jesli ktos jest wytrawnym
            manipulatorem to na ogol sie nie da.

            poiwedz sobie:

            NIE ROZUMIEM GO, NIE WIEM DLACZEGO TAK ROBI, ALE TO MNIE RANI I
            KRZYWDZI I NIE CHCE SIE NATO GODZIC.

            NIE CHCE BYC Z OSOBA KTORA MNIE KRZYWDZI.

            NIE MUSZE GO ROZUIMIEC.

            NIE MUSZE ROZUMIEC JEGO POSTEPOWANIA, JEGO ZACHOWANIA.

            DAJE MI SPRZECZNE KOMUNIKATY = MANIPULACJA.

            > myslę, ze to wszystko, co
            > mnie spotkało to jakas kara za to, ze to kiedys ja odeszłam od
            > poprzedniego chłopaka
            nie to na pewno nie dlatego. duzo myslisz o tym co bedzie, czy
            jeszcze spotkasz kogos, czy bedziesz umiala pokochac, boisz sie ze
            juz zawsze bedziesz sama. spokojnie wszystko ma swoj czas. jak
            rozpatrujesz tak wszystko na raz nieudany zwiazek, martwienie sie co
            przyniesie przyszlosc, to faktycznie, trudno zobaczyc jakiekolwiek
            swiatelko, i trudno znalezc rozwiazanie, czarnowidztwo i
            beznadzieja. postepujac pragmatycznie: zlozony problem, nalezy
            podzielic na mniejsze, ktore sie da rozwiazac. glowny problem:
            uwolnic sie z toksycznego zwiazku i na tym sie skupic. potrzeba na
            to duzo czasu i duzo sily.

            • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 06.10.09, 15:47
              Masz rację ja już chyba nigdy nie zrozumiem mechanizmów jego
              postępowania. Najgorsze, ze jesli chodzi o problemy zawsze za duzo
              analizuje, mysle, a co by było gdyby, chyba zbocenie zawodowe-w
              sensie "co autor miał na myśli" jestem po filologii. Tylko,że boje
              sie sama przed soba przyznac, ze to już nie ma sensu, mimo, ze
              kocham. Bo on juz sie nie zmieni w stosunku do mnie, sam mówi, ze
              miedzy nami nigdy nie bedzie dobrze, a z drugiej strony niby go
              obchodzę. To jakaś paranoja. Pies ogrodnika sam nie wziął, a źle sie
              by czuł, gdyby wiedzial, ze mam kogoś, bo myśli, ze jestem taka
              alternatywa. Gdyby przypadkiem znudziło mu sie zycie kawalera miałby
              pewność, ze awsze go przyjmę, a ja tego nie chce. Musze zachowac
              resztki godnosci, ale to trudne. Gdy rodzina czy sasiedzi pytaja sie
              gdzie mąż, mnie łzy cisna sie do oczu. Dla mnie to najgorszy okres,
              w paźdz. mamy rocznice ślubu, poronienia dziecka. Słowa przysiegi
              małżeńskiej mój jeszcze mąż ma w d... to tak kur... boli!
              • ktosiaktosia Re: Moja historia:( nie daje rady... 06.10.09, 21:11
                A może daj sobie troszkę czasu? ochłoń... też tak z tym analizowaniem mam... analizowałam każde słowo, każdy gest i każde milczenie też,każde zachowanie... teraz już mniej,doszłam do wniosku,że w niektórych jego działaniach po prostu logiki brak i już, nic na to nie poradzisz...
                na prawdę on ma strasznie destrukcyjny wpływ na Ciebie...
                A rodzina i znajomi pytają, mnie też pytali,nie mieszkamy już razem ładnych kilka miesięcy...zachowania częsci mojej "rodziny" nawet nie skomentuję, bo nie raz przez to płakałam...dla niektórych to sensacja, bo coś się komuś nie udało, część ludzi nawet nie stara się zrozumieć,to chyba boli najbardziej...
                bo właśnie takiego znęcania psychicznego, przez jakie przechodzimy, nie widać na zewnątrz. Rzucanie obelżywych słów nie pozostawia śladu w postaci siniaka... jak ktoś nie przeżył to nie zrozumie jak cholernie to boli...
                Jak nie masz przyjaciół, z którymi możesz pogadać to pisz tutaj,zawsze znajdzie się ktoś, kto nawet jak nie doradzi, to przynajmniej wysłucha...
                Wierzę,że dasz rade.
                Ktoś na tym forum podał taki link,już nie pamiętam kto,ale chyba watro żebyś tam zajrzała, zwróć uwagę na ten test,zrób go,może pozwoli CI niektóre rzeczy zrozumieć...

                www.forum.niebieskalinia.pl/viewtopic.php?t=974&postdays=0&postorder=asc&start=0
                • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 07.10.09, 12:41
                  Masz rację,słowa i znecaie psychiczne bardziej bolą niz siniaki, tym
                  bardziej jak się kocha taka osobę. Nie chce analizowac, ale ciągle
                  podswiadomie to robie, nawet teraz jak nie mieszkamy ze soba on ma
                  na mnie wpływ. sad w domu mam problemy, mama chorujem w pracy tez
                  nieciekawie. Nie mam jakiegos azylu, gdzie mogłabym odpocząć
                  psychicznie. Tak bardzo sie boję zrobic cokolwieksad
                  • ktosiaktosia Re: Moja historia:( nie daje rady... 07.10.09, 20:12
                    Nadia,strach przed złożeniem pozwu to jedno,ale czy Ty sama wiesz czego chcesz?czy jesteś na 100%przekonana,że chcesz tego rozwodu?
                    • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 07.10.09, 22:24
                      Ja wiem, ze nie chę byc tak dłużej traktowana, wiem, że mąż sam
                      wspominał o rozwodzie, ale moze bedzie sie mna bawił i dawał złudne
                      nadzieje, a ja całkiem zwariuje, potrafi mna manipulować, nawet
                      miałam myśli samobójcze,wiem, ze nie chcę żyć w ciagłym strachu. I
                      wiem, ze przy nim nie moge mieć żadnych planów typu dzieci, ale
                      dlaczego dalej tak go kocham, nie umiem wyzbyc sie uczuc do niego.
                      Czasem tak mnie upokarzał słowami i zachowaniem, ze myslalam, ze jak
                      go znienawidze bedzie łatwiej. Ale nie jest... Pomóżcie jak sie z
                      tego uwolnic, oddałam mu część siebie, jak ja odzyskac? Chce iśc po
                      jakies proszki na sen, bo jestem juz tez fizycznie wykończona sad
                      • ktosiaktosia Re: Moja historia:( nie daje rady... 07.10.09, 22:36
                        Dobrze pamiętam,że chodzisz już do psychologa? te rozmowy z nim nic Ci nie
                        pomagają? moze teraz zamiast rozwodem zajmij się sobą, odpocznij, przestań na
                        chwilę myśleć co masz robić i tylko odpocznij, nie podejmuj żadnych decyzji...
                        trudno Ci będzie zdecydować,że składasz pozew skoro go nadal kochasz... może
                        potrzebujesz tej kropli co przepełni kielich goryczy i zaczniesz myśleć o sobie...
                        • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 07.10.09, 23:11
                          Byłam pół roku temu w podobnej sytuacji, ale wtedy z całego serca
                          chciałam to ratować. Teraz nie widze już sensu, bo wiem, ze on sie
                          nie zmieni, jedynie długoletnia terapia dałaby jakis rezultat, ale o
                          tym nie ma mowy. Tylko sa te uczucia, myslę, że to nie tylko strach.
                          Boje się, że nigdy nie wyzbędę sie uczuć do niego, z nim mimo
                          wszystko przezyłam jedne z piękniejszych chwil w zyciu. Choć równiez
                          traumy np, strata dziecka. Ale miedy nami jest tyle złego i zraneń,
                          ze to domek z kart. Gdyby mu zalezało uwierz, zas jak głupia pewnie
                          łudziłabym się. On mówi, że to koniec, tylko kiedys tez tak mówił i
                          zawsze przewaznie z mojej inicjatywy schodzilismy sie. Mówi mi o
                          rozwodzie, ze dowiadywał się o koszta.Być może, ze to kolejna
                          manipulacja z jego strony strony. Wydaje mi się, ze on uwaza, ze nie
                          odważe sie to ja złozyć pozwu i znów bedzie górą. Dla mojego efektu
                          terapeutycznego to ja powinnam to zrobic-rada psychologa.
                          Przymierzam sie do tego. Najgorsze, ze wpedza mie w coraz większe
                          poczucie winy... Kolejna nieprzespana noc. On twierdzi, ze sie tez
                          męczy i nie śpi. Po co mi mówi takie rzeczy? Kolejna manipulacja?
                          Dla mnkie ta osoba to dobry materiał na pracę badawczą dla
                          niejednego psychologa czy psychiatry. Dziekuje wszystkim za wpisy,
                          nawet nie wiecie jak mi pomagacie, czytajac Wasze historie duzo
                          odnajduje w swoim związku. Jutro kolejny dzień... Weekendy sa jednak
                          najgorszesad
                          • ktosiaktosia Re: Moja historia:( nie daje rady... 07.10.09, 23:21
                            >Wydaje mi się, ze on uwaza, ze nie
                            > odważe sie to ja złozyć pozwu i znów bedzie górą.<

                            Mój m też tak uważał, musiał trochę poczekać ,ale się doczekał pozwu... no i prosi żebym go teraz wycofała, napisałam "prosi" bo go nagle oświeciło,że żonę można o coś poprosić a nie tylko jej rozkazywać...

                            >On twierdzi, ze sie tez
                            > męczy i nie śpi. Po co mi mówi takie rzeczy? Kolejna manipulacja? <

                            Nadia, naucz się, że ona ma na drugie imię "MANIPULACJA" ...
                            Uwierz, Twój facet to nie przypadek z kosmosu, tylko wielu takich jest, mój robił dokładnie tak samo... to tylko kolejna sztuczka... im szybciej to zrozumiesz,tym szybciej zaczniesz zdrowieć
                          • kat-le Re: Moja historia:( nie daje rady... 08.10.09, 03:22
                            czesc nadia, bardzo ci wszpolczuje, tego ze jest ci tak ciezko i
                            bolesnie, ze jestes z tym sama, tej niepewnosci, tego ze tak trudno
                            jednoznacznie ocenic czlowieka, bo w pamieci sa bardzo dobre, dobre
                            chwile, za tym sie teskni, i chciloby sie aby taka byla wlasnie
                            prawda.

                            tak naprawde to najbardziej ci zycze, abys zaznala choc godzine
                            wytchnienia i nie myslenia o nim, zebys dala sobie odpaczac, bardzo
                            tego potrzebujesz.

                            > Byłam pół roku temu w podobnej sytuacji, ale wtedy z całego serca
                            > chciałam to ratować. Teraz nie widze już sensu, bo wiem, ze on sie
                            > nie zmieni

                            widzisz idziesz do przodu, bolesnie, ale robisz postepy, dostrzeglas
                            ze schemat sie powtarza

                            > On mówi, że to koniec, tylko kiedys tez tak mówił i
                            - NIEWAZNE
                            > zawsze przewaznie z mojej inicjatywy schodzilismy sie. Mówi mi o
                            > rozwodzie, ze dowiadywał się o koszta......

                            tak sie zastanawiam, jak czesto masz z nim obecnie kontakt, jak
                            czesto docieraja do ciebie zle ewentualnie dobre info od niego.
                            potrzebujesz czasu ze by to wszystko przemyslec, i jak dla mnie na
                            tym etapie postralabym sie o ZERO info od niego. ZERO dobrych (typu
                            przemyslalem, zaluje, wiem ze ciebie krzywdzilem - te najgorsze),
                            ZERO nijakich, ZERO zlych, ZERO dolujacych (nic juz miedzy nami nie
                            bedzie itp), ZERO dajacych nadzieje - ZERO, ZERO, ZERO. nie wazne co
                            on robi, czy zlozyl pozew czy tylko rozmawial z adwokatem, czy po
                            prostu wyczytal w necie o kosztach .... to on robi to sa jego
                            poczynania NIE TWOJE.

                            > Wydaje mi się, ze on uwaza, ze nie
                            > odważe sie to ja złozyć pozwu - NIEWAZNE

                            > i znów bedzie górą. - NIEWAZNE
                            > Dla mojego efektu terapeutycznego to ja powinnam to zrobic-rada
                            psychologa.
                            cos mi tu nie gra, zastanawiam sie czy to nie taka droga mocno na
                            skroty, wlasciwe posuniecie, ale czy ty do niego dojrzalas, czy ten
                            psycholog nie powinnien pracowac nadtym zebys emocjonalnie pozegnala
                            ten zwiazek, zebys wyszla ze wpoluzaleznienia?

                            > Przymierzam sie do tego.
                            bardzo dobrze, daj sobie tyle czasu ile potrzeba, to nie sa wyscigi

                            > Najgorsze, ze wpedza mie w coraz większe poczucie winy...
                            wpedza ciebie bo nie skladasz - dobrze rozumiem? to nie sa wyscigi,
                            nie musisz, pomysl co sie stanie jesli nawet on zlozy pierwszy -
                            czego sie obawiasz w zwiazku z tym i co o sobie pomyslisz?

                            > On twierdzi, ze sie tez męczy i nie śpi. -NIEWAZNE

                            tak sobie mysle i mysle, bardzo sie miotasz z tym pozwem, i wpedzasz
                            siebie w poczucie winy, ze nie skladasz, a przeciez zrobil ci tyle
                            zlego, wiec powinnas, wiec kazdy normalny by zlozyl i tak, dalei
                            itp... DAJ SOBIE CZAS. To jest wazne, ale sprobuj np powiedziec
                            sobie, ze np przez jeden dzien nie mysle w ogole czy mam zlozyc
                            pozew czy nie, potrzebujesz odpoczac, jeden dzien nie zbawi i bzyt
                            wiele nie zmieni, ale moze choc troche uda ci sie zlapac oddechu - a
                            to przeciez bardzo wazne, zebys nabrala sily, wzmocnila sie.
                            NIE JESTES GORSZA (ani co tam o sobie myslisz niepochlebnego)
                            dlatego ze nie skladasz pozwu. przyjdzie na to czas.

                            Moim zdaniem bardzo wazne na tym etapie jest to ze nie mieszkacie
                            juz razem. to jest wg mnie NAJWAZNIEJSZE. idealnie byloby ZERO
                            kontaktu z nim, sms, telefony, email - nie czytac, kasowac od razu.
                            No i przestac sie skupiac na tym co on robi, mowi, mysli - NIEWAZNE.
                            moze w ramach cwiczenia przejzy swoje wpisy i tam gdzie jest on
                            dopisz NIEWAZNE.

                            czy kontaktowalas sie z niebieska linia, w ktorejs wypowiedzi, chyba
                            rowniez od ktosiaktosia - byl podany link, ja rowniez uwazam ze
                            dobrzeby bylo zebys tam zadzwonila.








                            • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 08.10.09, 08:28
                              Nie kontaktowałam się z niebieska linią. Kolejna ciężka noc za mną.
                              Jutro mam wolne, muszę zabrać reszte swych rzeczy i meble, gdy
                              będzie w pracy. Dużo mnie wogóle kosztuje, zeby tam iść. On się nie
                              odzywa, ja wysłałam pare sms i zadzwoniłam wybadać sprawy rozwodu,
                              on zachowuje się jakby to po nim spływało, mi mówi, że nie. Kolejna
                              gierka i manipulacja. Wiem, ze musze zaprzestać z nim kontaktów, to
                              trudne dla mnie. On działa na mnie jak narkotyk, wystarczy smsm czy
                              ton głosu, potrzebuje tego jak wody, wiem, ze to chore. Nie chcę
                              doprowadzić sie do stany, kiedy chodziłam z psychotropami i chciłam
                              skończyć ze sobą, bo wydawało mi się, że bez niego nie ma sensu moje
                              życiesad Chcę się wyleczyć z współuzależnienia i muszę wreszcie
                              zacząć myśleć o sobie, ale to takie trudne.Dziękuję kochane za
                              bardzo madre wpisy, dają mi duzo do myślenia. Pozdawiam.
                              • kat-le Re: Moja historia:( nie daje rady... 08.10.09, 09:02
                                nadia3008 napisała:
                                > Jutro mam wolne, muszę zabrać reszte swych rzeczy i meble, gdy
                                > będzie w pracy. Dużo mnie wogóle kosztuje, zeby tam iść.
                                czy ktos moze sie wybrac z toba, byloby Ci razniej

                                > On działa na mnie jak narkotyk, wystarczy smsm czy
                                > ton głosu, potrzebuje tego jak wody, wiem, ze to chore. Nie chcę
                                > doprowadzić sie do stany, kiedy chodziłam z psychotropami i
                                chciłam
                                > skończyć ze sobą, bo wydawało mi się, że bez niego nie ma sensu
                                moje
                                > życiesad.

                                kurcze, poszukaj jeszcze jakiejs fachowej pomoc (poza tym
                                psychologiem) - wg mnie koniecznie potrzebujesz silnego wsparcia
                                (niebieska linia, niebieska linia wink). Leki czasami sa konieczne,
                                jesli maja na celu chronic ciebie przed sama soba.
                                co myslisz o swoim psychologu, jak ci sie z nim/nia pracuje?

                                > Chcę się wyleczyć z współuzależnienia i muszę wreszcie
                                > zacząć myśleć o sobie, ale to takie trudne.

                                dobrze ze walczysz o siebie.

                                >Dziękuję kochane za
                                > bardzo madre wpisy, dają mi duzo do myślenia. Pozdawiam.

                                jesli nasze wpisy daja ci rowniez oparcie, i choc troszke wyciagaja
                                na powierzchnie - to bardzo dobrze. pisz, mozesz choc czesc z siebie
                                wyrzucic.
                                pozdrawiam.
                                • ktosiaktosia Re: Moja historia:( nie daje rady... 08.10.09, 10:11
                                  Nadia, mnie też każde pójście do mieszkania, w którym mieszkaliśmy razem,bardzo dużo kosztowało... jak widzisz Twoje reakcje emocjonalne nie są nienaturalne... wiele z Nas przechodziło przez coś podobnego... i jak widzisz pisze teraz do Ciebie, więc jestem żywym dowodem ,że da się to przeżyć...

                                  Kat-le ma rację, odpocznij trochę, TY nic teraz nie musisz oprócz nabrania sił. Też wpadłam kiedyś w taką spiralę i sama siebie nakręcałam...natłok myśli i wszystko przytłacza... wzięłam sobie dwa dni na "niemyślenie", pomogło,wiem,że trudno tak przestać myśleć i analizować ale potrzebne jest to Ci teraz...

                                  I coś Ci napiszę chociaż może nie powinnam, bo to tylko przeczucie... tym złożeniem pozwu przez niego on Cię tylko straszy... facet ma problemy z samym sobą... mówię,że to tylko przeczucie , ale dostrzegam jakiś schemat postępowania podobny do postępowania mojego m...

                                  Trzymaj się Słoneczko, dasz radę. I pamiętaj,że nie jesteś sama.
                                  • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 08.10.09, 10:37
                                    Dziękuję kochanasad też tak czuję, ze on mnie straszy tym pozwem,
                                    tylko po co? liczy, ze za parę tyg. lub miesiecy nie wytrzymam i
                                    przybiegne jak ostatnio? Opowiedz trochę o zachowaniu Twojego m...
                                    widzę, że oni majacoś wspólnego, a mianowicie własnie problem ze
                                    sobą. Jak ty sie trzymasz. Jak zachowywał się Twój m... moze to mi
                                    cos podpowie. Dziekuje za ciepłe słowa. Poza mamą tak naprawdę mam
                                    tylko Was na forum...
                                • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 08.10.09, 10:50
                                  Co do mojej psycholog, to bardzo dobrze mi sie z nia pracuje, tylko
                                  jesli chodzi o uzaleznienie od niego, to jest silniejsze ode mnie.
                                  Będę musiała z nia o tym porozmawiać. Wydaje mi się, ze jestem w
                                  podobnym stanie jak do niej trafiłam: roztrzęsiona, krucha, ale
                                  jednak z pewna bolesna wiedzą o moim m. i moim toksycznym zwiazku,
                                  która to właśnie ona mi uswiadomiła. Niestety proces w mojej głowie,
                                  zeby to wymazać jest bardzo powolny, bardzo cierpie i nie rozumiem
                                  dlaczego... Czasami mi się naprawdę wydaje, ze z niczego juz nie
                                  potrafie sie cieszyć...
                                  • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 08.10.09, 12:32
                                    Mam do was jeszcze pytanie: w sobotę mieliśmy iść na wesele do
                                    znajomych. Bardzo chciałabym pójść, ale po tym wszystkim boję się,
                                    że całkiem sie rozsypię. Jestesmy zaproszeni razem. Niewiem co
                                    robić? Iść i unikac rozmów z nim czy odpuscic sobie te wesele?
                                    Pomóżcie!sad
                                    • ktosiaktosia Re: Moja historia:( nie daje rady... 08.10.09, 15:01
                                      Na wesele się chodzi żeby się bawić, jesteś w nastroju?
                                      Zrobisz co będziesz chciała, ale czy Ty znów tylko nie szukasz pretekstu żeby
                                      się zobaczyć z mężem??? bo coś mi się tak wydaję, popraw mnie jeśli się mylę...
                                      wcześniej pisałaś,że nie masz przy sobie prawdziwych przyjaciół , czyli to
                                      "tylko" znajomi? a może bardziej jego znajomi niż Twoi?ja już dawno nie chodzę z
                                      moim m na żadne imprezy,ale to ja a nie TY.
                                      • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 08.10.09, 15:23
                                        Moze poniekad masz rację. Z jednej strony nie chciałabym dawac mu
                                        satysfakcji iść tam i lekcewazyć go jak on mnie, ale czuje, ze nie
                                        dam rady. Wiec moze faktycznie dać sobie spokój...
    • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 08.10.09, 19:13
      Rozmawiałam z nim przez te. w spr. zabrania rzeczy. Zś potraktował
      mnie jak rzecz, zostałam kolejny raz zgnojona... zas słysze twoja
      wina, nie starałas sie, byłas wredna! Czuje sie jak zero, nic, moze
      wogóle nie powinno mnie tu byc, po co jestem, dlaczego on tak bardzo
      mnie skrzywdził??
      • onlytroska Re: Moja historia:( nie daje rady... 08.10.09, 19:45
        Na moje oko- Ty tylko myslisz, ze jestes od niego uzalezniona-a ja
        sadze, ze masz okropne kompleksy /nizszosci/ wydaje Ci sie, ze nie
        zasluzylas na nikogo lepszego dlatego tak wyplakujesz sobie oczy.
        Wszystkie rozstania sa trudne, ale najgorsze jest jak utraci sie
        godnosc.
        Musi Ci ktos pomoc znalezc przyczyne Twoich kompleksow, wtedy tez
        bedziesz mogla sobie z nimi lepiej poradzic.
        Moze wmawiano Tobie w dziecinstwie, ze jestes gorsza, do niczego itp.
        Jezeli poradzisz sobie sama ze soba latwiej bedzie pokonac te
        patalogiczna milosc.
        Uwierz mi, ze ten facet nie zasluguje na Ciebie a Ty go
        kochasz /albo myslisz, ze kochasz/ bo boisz sie samotnosci, ze Cie
        nikt inny nie pokocha. To tylko strach jest wiele przykladow na to,
        ze ludzie tkwiacy w chorych zwiazkach znajduja potem znacznie cos
        lepszego. Zycze Ci cierpliwosci i walki ze swoimi slabosciami.
        Szukaj przyczyny dlaczego nie potrawisz sie dowartosciowac a nie tego
        dlaczego on Cie nie chce. On nie pije ale ma rozum przepity.
        Przeczytaj forum- UZALEZNIENIA a zrozumiesz jego postepowanie.
        Pozdrawiam Cie!
        • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 08.10.09, 20:14
          Byłam kiedys w normlnym zwiazku, chłopak mnie kochał i szanował, ale
          mnie wydawało się, że to nie to, ze to nie miłość. Az poznałam
          mojego m... BYło cudownie, czułam sie jak prawdziwa kobieta, potem
          jego nałóg, mój strach. Mimo wszystko za tamtym tak nie rozpaczałam,
          choć wiedziałam, ze był dobry dla mnie, mogłam na nim polegać. A w
          tym małżeństwie nie zawsze, choc mój m... twierdził, ze skoczyłby za
          mnie w ogien. A teraz mówi wszystko twoja wina, on tez ma kompleksy
          wyniesione z domu, ojciec alkoholik on tez. Jest przystojny i
          błyskotliwy i to jakos wykorzystuje, w towarzystwie jest normalnie
          postrzegany. Ale zycie z nim... ja znosiłam jego złe humory,
          nastroje a on od tak mi mówi, ze mu źle ze mna, ze to ja sie nie
          starałam... zaczynam w to wierzyc, tak bardzo cierpie... wiem, ze
          zasługuje na szczęście, bo kazdy zasługuje, tylko myslałam, ze to on
          jest był moim szczęściemsad gdyby nie te forum zwariowałabym w tych 4
          scianach. źle mi, co mam robić, pomózcie!
          • onlytroska Re: Moja historia:( nie daje rady... 08.10.09, 20:32
            Ty sie nie staralas? a on staral sie? chyba tak-jak zniszczyc
            malzenstwo.
            Nie zamykaj sie w domu, na handre najlepsze spacery. Czytaj,
            sprzataj, zajmij sie czyms byle czym, odgonic mysli zajecie to
            nalepsza terapia.
            Piszesz, ze przystojny ale to za malo, zeby komus powierzyc swoj los.
            Jego alkoholizm i wzorce wyniesione z domu to slaby fundament.
            Wiem, ze Ci ciezko ale tak jak kazdy z tego forum musisz przejsc
            okres zaloby. Postaw sobie cele-albo bedziesz sie przed nim ciagle
            kajac a on bedzie Cie odtracal / w przyplywie dobrego humoru zaprosi
            Cie na kawe/, albo powiesz sobie koniec!-teraz zycie nalezy do mnie.
            Nie mozna zyc w rozkroku to Cie wykonczy. Decyzja nalezy do Ciebie
            to bedzie Twoj wybor. Moze oczy otworzy Ci udzial w grupach dla
            rodzin osob uzaleznionych. Zdecyduj i wybierz, to banal ale tak jest
            Twoje zycie w Twoich rekach.
            • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 08.10.09, 22:25
              Wszystko byłoby prostsze gdybym go nie kochała i szczerze nie wierze
              juz w miłość, bo ja przezyłam, ale widocznie źle ja ulokowałam.
              Skoro mój m... nie moze jej docenic i tego jak bardzo sie zatraciłam
              dl niego, odchodząć, zabrał mi cząstke mnie, dlatego to tak boli...
              Kolejna noc, zeby pospac choc 2 godziny i to bez koszmarów, ciagle
              mi sie snisad
    • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 09.10.09, 18:40
      Byłam dzis u lekarza po proszki na sen, przepisał mi lerivon-
      antydepresant.tak bardzo chciałabym zobaczyć męża, choć wiem, ze
      sama bym sie dobijała. Chcę sie uwolnić, ale wydaje mi się, ze już
      nigdy nie przestanę go kochać. Ta rana krwawi coraz bardziejsad
      • malgolkab Re: Moja historia:( nie daje rady... 09.10.09, 20:45
        uwierz - przejdzie Cismile ja też za każdym razem jak słyszałam, że
        wszystko moja wina, a Pan jeszczemąż to ideał, to płakałam, miałam
        wyrzuty, spać nie mogłam. A teraz mam to gdzieś, jak przychodzi po
        małego i znowu mówi w tym stylu, to olewam, bo wiem, że za 10 minut
        wyjdziesmile to taki typ niedojrzały, syndrom Piotrusia Pana. Trzymaj
        się cieplutko i nie daj się!!
        • jap.11 Re: Moja historia:( nie daje rady... 09.10.09, 21:00
          Droga Nadino- Twoja rana krwawi bo ja sama rozdrapujesz.

          Swoja chora milosc codziennie podlewasz i pielegnujesz. Nigdy Ci to
          nie przejdzie bo nie chcesz.

          Wiec idz do pana wladcy i ukorz sie,skoml o troche milosci, czolgaj
          sie przed nim i pros o laske.Daj sie sponiewierac bo chyba za tym
          tesknisz. Za malo krzywdy Ci wyrzadzil?
          Dziewczyno ile Ty masz lat?

          • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 09.10.09, 21:07
            Może masz rację, niestety jestem współuzależniona i ciężko się z
            tego wychodzi, chciałabym dostać takie bum w głowę, żeby przestać o
            nim myśleć. Wiem, że on zawsze już bedzie mnie winił, bo tak
            wygodniej, co zrobić by odbudować samoocenę? Wiem, ze nie jestem
            stara, brzydka, mam wykształcenie,ale straciłam bezpowrotnie jakąś
            część siebie i nie potrafie jej odzyskać. Chciałabym byc taka jak
            kiedyś, zanim go poznałam...
        • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 09.10.09, 21:11
          Malgolkab- czuję, ze nasi m... są bardzo podobnymi typami osobników,
          niedojrzałych emocjonalnie, sami nie wiedzą, czego chcą. Mój m...
          trafił niestety na mnie-osobę zbyt wrazliwą i tym sposobem stałam
          się łatwym łupem a zarazem ofiarą. Wiesz początki cudowne- rycerz na
          białym koniu, romantyzm, cudowne chwile, tylko potem jakos w szarej
          rzeczywistości sie nie sprawdził, bo życie w końcu to nie bajka...
          • jap.11 Re: Moja historia:( nie daje rady... 09.10.09, 21:31
            "Wiem, ze nie jestem stara, brzydka, mam wykształcenie"...

            To jest dobra samoocena.Tak trzymaj!
            • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 10.10.09, 10:38
              Z jednej strony wiem, ze jestem wartościowa, ale z drugiej dzięki
              mojemu m... poczułam sie jak zuzyte krzesło, które sie wyrzuca, gdy
              się popsuje. Boję się samotności, ale bardziej obawiam się, ze nigdy
              już nikomu nie zaufam i nie uwierzę w szczerą miłość, nie chcę być
              twarda jak skała. Potrzebuje uczucia, ale tez poczucia
              bezpieczeństwa. Moja samoocena jest bardzo zahwiana. Chodze do
              psychologa, przepisano mi antydepresanty czy to sie kiedys zmieni.
              Wk... mnie, ze on ciagle gra mi na emocjach-kocham cię, ale nie
              mozemy byc razem itp...nie chcę o tym myśleć, ale jego wpływ na moja
              psychike jest bardzo silny. To duze współuzaleznienie. Czy któras z
              Was tez tak sie czuła? Jak z tym walczyć? Jak nie myslec o nim? I
              jak w koncu odzyskiwać swoja utraconą część, czy to wogóle mozliwe??
              • ktosiaktosia Re: Moja historia:( nie daje rady... 11.10.09, 20:09
                Byłaś na tym weselu?
                • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 11.10.09, 23:08
                  nie , nie poszłam.
    • lalu81 Re: Moja historia:( nie daje rady... 11.10.09, 22:12
      jak masz urodzic w takim stresie?on stosuje wobec Ciebie przemoc
      psychiczna
      aniolekdiabelek.blogan.pl/przemoc/2008/07/29/przemoc-psychiczna
      zajrzyj tam,jesli przynajmniej 2 punkty dotycza Ciebie to przemoc
      psych!!!
      • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 11.10.09, 23:11
        Wiele punktów się zgadza... za tydzień rocznica ślubu, nie umiem
        znaleźć sobie miejscasad
        • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 14.10.09, 10:58
          Wczoraj zdałam mojemu jeszcze m.. klucze z mieszkania, w którym
          mieszkalismy. Jestem rozmontowana, w proszku. Znów usłyszałam, ze
          mnie kocha, ale miedzy nami nie bedzie juz dobrze, bo sobie nie
          ufamy, bo jest wieczna niepewność... Ja to wiem, jednak nie zmienia
          to faktu, ze go kocham... sad
          • malgolkab Re: Moja historia:( nie daje rady... 14.10.09, 11:44
            nie daj sobą manipulować! poczekaj trochę, bedzie co raz lepiejsmile
            przytulam.
            • nadia3008 Re: Moja historia:( nie daje rady... 14.10.09, 12:32
              Dziekuję kochana, kiepsko sie czuję... nawet w pracy nie umiem sie
              skupić. Dziekuje Wam wszystkim.
    • nadia3008 dziś rocznica ślubu...:( 18.10.09, 16:03
      Dziś jest roczniaca ślubu, siedzę sama i czuję ogromny żal i mam w
      sobie taką pustkę. Rocznice się świętuje, a ja mam świętować, że
      życie mi sie posypało? Niech ten dzień juz się skończy... Czuję
      jakby wszystko było już za mną i ten stach jaka przyszłość mnie
      czeka. Robię dobrą minę do złej gry przy mamie, żeby bardziej się
      nie martwiła, bo wiem, że ona też to wszystko przeżywa. Rok temu
      byłam w ciąży, miałam męża a dziś nic, pustka... i ten ból, który
      jest nie do zniesieniasad
      • bogusiamaria Re: dziś rocznica ślubu...:( 18.10.09, 23:30
        On Tobą manipuluje! Nie jestem odosobniona ale chcę Ci powiedzieć że manipulant
        nie kocha ,ON TRZYMA WŁADZĘ,a władzę trzyma się tylko dla jakiejś korzyści.
        One mogą być różne dla różnych ludzi.
        Jak zaczniesz dostrzegać korzyści jakie on wynosi z takiego wobec Ciebie
        postępowania -jesteś na drodze do wyleczenia.
        Po korzyściach ich poznacie...
        • handra Re: dziś rocznica ślubu...:( 18.10.09, 23:44
          Raczej po czynach.
          • nadia3008 Re: dziś rocznica ślubu...:( 19.10.09, 08:18
            Macie rację. Tylko jak uwolnić sie od tych jego gierek i
            manipulacji? Bardzo chcę się wyleczyć i byś silniejsza. Oby się
            udało. Dziękuję Wam za cenne wskazówki.
            • ktosiaktosia Re: dziś rocznica ślubu...:( 19.10.09, 22:37
              Nadia...Ty już zrobiłaś krok do przodu... otworzyłaś oczy, a to czasem
              najtrudniejsze i zajmuje najwięcej czasu... tylko nie rób kroku do tyłu...
              wierzę,że Ci się uda.
              • nadia3008 Re: dziś rocznica ślubu...:( 19.10.09, 22:57
                Niewiem co robić, by nie myśleć. Tak bardzo czuję sie skrzywdzona
                przez los, odarta z uczuć, mentalnie ponizona... Jestem chyba za
                bardzo wrażliwa, a pewni ludzi chodzą z podniesiona głową i nawet
                nie zdaja sobie sprawy jak cierpię. Mam teraz takie wrażenie, ze nie
                zaufam juz zadnemu facetowi, a napewno ciężko mi będzie obdarzyć
                kogos uczuciem. Bardziej boję się tego, ze to ja zranię kogos
                wartościowego, przez to, co przeszłam, że będę wszystkich od siebie
                odsuwać, żeby zaś nie dac sie zranić.
                • ktosiaktosia Re: dziś rocznica ślubu...:( 19.10.09, 23:35
                  nie za bardzo kombinujesz? planuj do przodu,ale czy trzeba teraz aż na ileś lat
                  do przodu się zamartwiać?
                  • handra Dla Nadi 20.10.09, 23:18
                    www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=111
                    • nadia3008 Re: Dla Nadi 20.10.09, 23:25
                      Handra dziękuję, zabieram się za lekturę. Znajomi mówią, jesteś
                      ładna, zgrabna, inteligentna, wartościowa, bla bla tylko ja czuję
                      sie nic nie warta, bo oddałam wszystko, co najlepsze człowiekowi,
                      którego szczerze pokochałam i co dostałam w zamian? gorycz łez,
                      bólu, odtracenie, do tego poteguje strata dziecka. Czy byłam kimś
                      złym w poprzednim życiu?Chyba ta godzina robi swoje, same złe mysli
                      do głowy przychodzą. Dziekuje Wam za wszystkie cenne wskazówki, a
                      także ciepłe słowa, bardzo potrzebuję oparcia, podobno wielka wiara
                      tłumi lęk... Chcę w to wierzyć!
                      • nadia3008 Re: ...:( 25.10.09, 13:19
                        Jutro jadę złożyć pozew, nie jadę z przekonania, raczej z rozsądku.
                        Nie czuję się z tym dobrze, bo kocham... Ale wiem, ze do tanga
                        trzeba dwojga, a mąż juz się nie zmieni, zrzucił całą winę na mnie,
                        sam chciał się wyielić, do końca manipulował mna psychicznie.
                        Swiadomość, że oddało się kawał zycia człowiekowi, który bawił się
                        moimi uczuciami nie pomoga, stracone lata, moje plany, marzenia z
                        nim, nikim innym-nigdy tak nie kochałam. Poniekąd jest to może tez
                        uzależnienie, ale z ręką na sercu mogę powiedzieć, że szczera miłość
                        z mojej strony. A teraz, gdy ta osoba zawodzi, której do końca się
                        ufało, bo myslałam, że wielka miłość wszystko zniesie i zwycięży. Do
                        końca w to wierzyłam. Jak ciężko mi przejść z tym do porządku
                        dziennego jak mój m... i jego słowa: zawsze drzwi dla Ciebie stoją
                        otworem, zawsze możesz przyjść na kawę, jak te słowa ranią... Czy
                        kiedyś to przestanie boleć? Staram sie nie myśleć o tym tyle, ale ta
                        zadra na sercy i psychice juz pozostanie i żal po latach spedzonych
                        bez celu...
                        • nadia3008 Re: ...:( 13.11.09, 11:42
                          Minęło już trochę czasu od złożenia pozwu... Są lepsze i gorsze dni.
                          Jesnak im bliżej rozprawy czuję się coraz gorzej... Ciągle o nim
                          myślę, przecież nadal go kocham i nie rozumiem dlaczego mnie
                          zostawił, w końcu do końca mówił, że mnie kocha, nie miał innej. Nie
                          umiem się pogodzić z tym, że to koniec. Przecież ja tyle razy mu
                          wybaczałam, dawałam szansę, a on tak lekko przekreślił te lata.
                          Czuję, że naprawdę mnie kochał, czy można nagle przestać? A jesli
                          nadal kocha czemu nie walczył o nas? Mam 1000 myśli na minutę, nie
                          chcę cofać się do przeszłości, ale nie umiem zamknąć tego związku
                          emocjonalnie... Psycholog też nie potrafi mi pomóc w tej kwestii.
                          Jak żyć z myślą, że nie ma już przy nas yej drugiej połówki, bo ja
                          myślę, że on nią jest... pomimo wielu krzywd było wiele pięknych
                          chwil, gdzie moglismy porozumieć się bez słów...a teraz każda
                          rozmowa kończąca się kłótnią czy wylewaniem brudów i żalów...Terapii
                          nie było-on nie chciał, może się bał, że wyjdą na jaw ciemnie strony
                          jego natury. Boże jak ciężko poukładać to w głowie...
    • variacja Re: Moja historia:( nie daje rady... 31.10.09, 23:02
      Prawie jakbym czytała o sobie. Tylko mój jest uzalezniony od
      internetu.
      Niestety mój ponad 12 letni związek, w tym 6 lat małżeństwa dobiega
      konca. Była wielka miłość - on emigrant po zawodówce nie umiał ani
      słowa po polsku- ja tuż po maturze. Jak w Bajce - poznaliśmy się nad
      polskim morzem. Przyjechał dla mnie do Polski. Juz przed ślubem
      nakryłam go na podejrzanych dziłaniach w Interc=necie - podrywal
      nastolatki. Rzuciłam mu tymi mailami w twarz, przepraszał, błagał,
      aby go nie skreslać, ze to nie tak...... Pomogłam mu się dostac na
      studia, napisąłam obie prace dyplomowe (ale idiotka ze mnie), ślub,
      dziecko ,,,,wspaniała córeczka.
      Wtedy jego niedojrzalość i uzaleznienie od netu sięgnęło zenitu.
      Podrywał online nastolatki, umówił się z jedną z nich (14 lat) -
      okazło się, zet o prowokacja policji. Zeznawałam, wyciąnęłam go z
      tego. Policja przeszukała nam mieszkanie w poszukiwaniu pornografii
      dziecięc ej...uwierzycie...
      Wybaczyłam, tłumaczył, że to ciekawość i glupia zabawa, płakał
      prosił, Teraz jak dziecko ma 4 lata nakryłam go na SMSach do jego
      kolezanki z pracy, której córeczka rpzyjaźni się z naszą. SMSy,
      które ewidentnie wskazywały na chęć przelecenia jej. Ona się w nich
      wzbraniała, ale flirotwała z nim.

      Kazalam mu się wynosić. Na poczatku histeryzował, ale na drugi dzien
      zaangazowal swoich znajomych do szukania lokum. Teraz zyje peknia
      zycia w wynajetej kawalerce i wpada do dziecka jak gosc. Powiedzial,
      ze mnie nie kocha...

      To tylko tak w skrócie, wątków jest dużo wiecej, ale nie umiem się
      pozbierać. tyle szans, tyle poswiecenia, tyle pomocy z mojej strony
      i rodziny...On jest szczesliwy, ze moze teraz imprezowac z
      kuplami... A co z naszym malzenstwem? Powiedzial, ze teraz zaczyna
      zyc od nowa. Udalo mi sie zrobic rozdzielnosc majatkowa. Proszę,
      zeby zlozyl pozew o rozwod, bo ja nie jestem w stanie...niestety
      ciagle darze go uczuciem... I jak aptrze, ze dziecko cieszy sie na
      jego przyjscie to wymiekam, a potem placze po jego wyjsciu.

      Chcialabym odciac go na jkis czas od nas, ale boje sie ze wscieknie
      sie,z e chce ograniczyc mu kontak z dzieckiem.
      Finansowo na szczescie zarabaim duzow wiecej od niego...ale ta
      bezsilnosc i swiadomosc, ze ktos kto kochal przez tlye lat nage mowi
      NIE KOCHAM jest piorunujaca.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja