Żona nie chce żebym zabierał dzieci.

30.10.09, 12:21
Wyprowadziłem się. Jeszcze nie złożyłem pozwu. Ale już zaczynają się problemy.
Chciałbym opiekować się dziećmi. Zmieniłem pracę i mam więcej wolnego czasu.
Moja żona ma kilka dni w które pracuje od rana do wieczora. Chciałbym się
wtedy zajmować dziećmi i zabierać ich do siebie. Żona się nie zgadza. Pozwala
mi się z nimi widywac tylko u niej ewentualnie spacer. I to w wila do domu na
2 godziny to kazała mi wtedy wyjść. W sobotę mogę z nimi jechać na groby ale
tylko do 13.30, bo Ona potem wraca z pracy. A jak się nie zgodzę, to dzieci
zawiezie do teściowej i tyle je zobaczę.
Czy Oan ma prawo tak się zachowywać. Co powinienem zrobić.
    • eutherpe Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 12:53
      A mieszkasz sam czy z Kobietą swoją?I chcesz zajmować się samodzielnie? Ile
      dzieci mają lat?
      • scriptus Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 13:58
        Nie gniewaj się Eutherpe, ale co to ma do rzeczy, z kim rozwiedziony ojciec
        mieszka?? Ojciec ma nie tylko psi obowiązek utrzymywać swoje dzieci, ale, jeśli
        się trzymamy psich porównań, także prawo jak pies do zupy, zajmować się swoimi
        dziećmi i je wychowywać. Jeśli ojcu sąd nie ograniczył praw do zajmowania się
        dziećmi z ważnych przyczyn, np jakieś patologie, a matka dzieci ogranicza to
        możliwości ojcu, to zmilczę, by nie użyć dalszego psiego porównania wobec kobiety.
        • eutherpe Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 14:02
          Ojciec jeszcze nie rozwiódł się a to jak wyglądało ich pożycie wie jedynie
          Michszyb.Ma prawo,ma prawo, ma prawo. Szkoda tylko,ze na forum nie mogą
          wypowiedzieć się dzieci.Bo to głównie One są najważniejsze.
          • scriptus Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 14:19
            Również jakość pożycia rodziców nie ma nic do praw do opieki nad dziećmi.
            Kiepski mąż, czy kiepska żona może być doskonałym rodzicem. Jeśli nie jest, to
            różne RODKi i sądy są od tego, a nie żądna zemsty kobieta, by ograniczać jednemu
            z rodziców prawa.
          • michszyb Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 14:44
            Odpowiedź byłaby krótka: Jak mój mniejszy syn (2,5 roku) mnie widzi to pierwsze
            co mówi to z pytaniem i nadzieją w głosie : Gługo??? Co oznacza że chce żebym
            był z nim jak najdłużej. Starszy (4 lata) kazzał mi obiecać że kupię takie
            tabletki, zebym nigdy nie umarł, bo babcia mu powiedzaiła że tata umrze (sic!) i
            prosi, żebym go odebrał go z przedszkola. Ale mi nie wolno, bo żona się nie
            zgadza, a ja jak baran się zgadzam na to na co ona się nie zgadza.
            • scriptus Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 15:01
              Powiem Ci to samo, co wszystkim mężczyznom na forum chcącym sie opiekować swoimi
              dziećmi. Nie dawaj się, bądź asertywny, walcz, zbieraj dowody na utrudnienia,
              które stosuje żona. Jeśli to, co napisałeś, że mówią takie małe dzieci jest
              prawdą, to znaczy, że Cię kochaja i jestes im potrzebny. Patologiczna w tym
              wypadku jest matka dzieci. Nie popieram i nie usprawiedliwiam zdrady i
              znajdowania sobie kochanek w trakcie trwania małżeństwa, ale jestem w stanie
              uznać, że winę za zdradę ponosisz nie tylko Ty, po prostu z taką kobietą trudno
              wytrzymać.
          • mozambique Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 15:09

            są najwazniejsze
            i włąsnei dlatego NIE powinno sie ich pytac w tej kwestii


            zapytaj dziecko czy chce chodzic do dentysty, mieć szczepienia
            albo czy woli chodzic do szkoły czy grać w gry

            w pewnych kwestiach dorosły decyduje za dziecko
            • lampka_witoszowska Re: :DDD 30.10.09, 15:30
              jak moje dziekco zacznie porównywać wizyty u taty do wizyt u
              dentysty albo szczepien, to pierwsza zacznę robić trudności w
              spotkaniach smile))
              • mozambique Re: :DDD 30.10.09, 15:45

                czepiasz sie słowek

                powiem łatwiej - czy dziecko woli batonika czy szpinak ?
                coca-colę czy tran ?

                nie wszytko co dziecko "lubi" jest dla niego korzystne

                kontakt z obojgiem rodziców jest prawew kadzego dizecka i warunkiem
                jego prawidłwoego rozwoju

                az dziw ze na tym forum trzeab mówic o takich oczywistosciach
                • lampka_witoszowska Re: :DDD 30.10.09, 15:53
                  czepiam się twierdzeń
                  nie zawsz ekontakt dziecka z matką ćpająca i prostytuującą się lub z
                  ojcem nieprzewidywalnym alkoholikiem jest potrzebny
                  uogólnienia, w które się tu z lubością bawisz, są po protu złe

                  prawem dziecka jest kontakt z pozytywnym rodzicem

                  ps. nie zawsze ojcec lub matka popełniają aż tak jaskrawe błędy -
                  wystarczy, jak nie pijący, pracujący tatuś delikatnie napomyka
                  dziecku, że mama jest zła albo lepiej, żeby umarła
                  wtedy ten kontakt powinien być pod kontrolą

                  no, własnie
                  porównywanie kontaktu z rodzicem do batonika lub szpinaku tez jest
                  słaby, prawda?

                  --
                  Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
    • plujeczka Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 12:53
      porozmawiać spokojnie i powiedzieć ,ze ty kochasz dzieci równie
      mocno jak ona i bez względu na sytuacje miedzy wami chcesz
      uczestniczyć w ich zyciu.Dodaj ,ze wiesz o tym ,ze jej praca kilka
      razy w tygodniu trwa dłuzej niz 8 godzin dlatego tez chcesz zapewnic
      dzieciom opiekę odciazajac ja od obowiązków wychowaczych.Narazie
      spokojnie i bez nerwów a jesli nie pomoze to moze zwrócic się do
      tesciowej jako do babci aby wpłyneła na córkę.Jesli to nie pomoze to
      nieststey sad i sądownie ustalone dni widzeń z dziecmi.Chociaz jak
      czytam nasze forum kobiety ( niektóre) sa mistrzyniami w utrudnianiu
      kontaków z ojcami.tego nijak zrozumiec nie mogę.Prywatnie cieszę
      sie ,ze są jeszcze tacy ojcowie choć nieststey w mniejszości, którzy
      zabiegaja o kontakty z dzieckiem, mojej córce nie było to dane ale
      to był mój zyciowy wybór g...na męza ale konsekwencję ponoci
      dziecko. Przykre
      • eutherpe Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 13:07
        Plujeczko, skoro czytasz uważnie to powinnaś wiedzieć dlaczego matki
        te"utrudniają" odwiedziny dzieci u ojca ponieważ nie chce się wierzyć, ze robią
        to tylko i wyłącznie z czystej złośliwości a z wcześniejszych wypowiedzi
        Michszyb-żona potwór, on pokrzywdzony, znalazł pocieszenie w ramionach innej
        kobiety. W zonie jak mniemam cały czas walczą emocje.
        • mola1971 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 13:18
          A co ma piernik do wiatraka?
          Wzajemne animozje jego i żony to jedno a dzieci to drugie.
          Kim trzeba być by WŁASNYM dzieciom ograniczać kontakt z jedną z
          najważniejszych w ICH życiu osób jaką jest ich ojciec?
          Naprawdę próbuję pojąc czym takie kobiety się kierują i nijak tego
          zrozumieć nie mogę. Jak można karać dzieci za błędy rodziców???
          • michszyb Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 13:26
            Gwoli ścisłości. Żona pozwala mi na kontakt dziećmi ale w wyznaczonych przez nią
            godzinach i nie wolno mi ich zabierać do siebie. Najlepiej gdybym siedział u
            niej. Tylko po co ja się w takim razie wyprowadzałem.
            • mola1971 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 13:32
              Mich, ja tego nie rozumiem, ale ja to jakaś dziwna jestem.
              Ja na jej miejscu bym do góry ze szczęścia skakała gdyby chłop
              chciał dzieci do siebie zabierać bo przy dwójce małych dzieci trudno
              znaleźć czas dla siebie samej.
              Może ona boi się, że ta Twoja nowa kobieta za bardzo zacznie na
              dzieci wpływać? Bo wiesz, kij ma dwa końce. Ona nie ma prawa odcinać
              Cię od dzieci, ale Ty nie masz prawa ze swojej nowej partnerki robić
              nowej mamusi dla dzieci. Dzieci i ojca i matkę już mają i tego nic i
              nikt nie zmieni.
              • sonia_30 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 13:46
                Ja też nie rozumiem. U mnie tatuś się dzieckiem nie interesował w
                ogóle, mimo że fizycznie był. Bolało mnie to jak cholera, więc nie
                jestem w stanie pojąć limitowania ojcu czasu spędzanego z dzieckiem,
                jeśli nie ma ku temu ważkich przesłanek (alkoholizm, choroba
                psychiczna, nie wiem co jeszcze).
              • lampka_witoszowska Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 15:32
                zapewne Mola byś skakala, gdyby tak jak to było u michszyba, zaczął
                od tego, że chce odejsc od żony i jak am to zrobić, żeby odebrać jej
                dzieci, bo znalazł ciepłą kobietę, a nie tkaieog potwornego zimnego
                potwora jak jego jeszcze żona

                jkuż widze, jak skaczesz z radości

                normalnie jak Tygrysek
                • mola1971 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 16:48
                  Mój ex też mnie zdradzał, ale dla mnie to nie był i nie jest powód
                  by mścić się na dzieciach. Na nim zresztą też.
                  I wyobraź sobie, że skaczę z radości gdy je zabiera do siebie. Po
                  pierwsze cieszy mnie wtedy to, że o dzieciach pamięta a po drugie ja
                  mam wtedy czas wyłącznie dla siebie (co wychowując samotnie troje
                  dzieci jest rzadkim luksusem).
                  • lampka_witoszowska Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 18:50
                    nie zrozumiałaś
                    nie pisze o kochance, piszę o przygotowaniach do przejęcia opieki
                    nad dziećmi - o tym był jakis miesiąc temu wątek michszyba
                    • mola1971 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 19:50
                      Nie czytam wszystkich wątków na tym forum.
                • salemka1 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 16:52
                  Lampko ale nigdzie nie jest napisane, że on chce odebrać matce dzieci. On je
                  chce zabierać do siebie, to jest różnica.
                  • michszyb Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 17:38
                    No bynajmniej. Chcę żeby dzieci miały równy dostęp do obu rodziców, na równych
                    zasadach.
                    • lampka_witoszowska Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 19:03
                      pokierowałam się m.in. tą Twoją wypowiedzią (podziwiqam sama siebie,
                      że chciało mi się szukać smile))
                      forum.gazeta.pl/forum/w,24087,100326102,100326438,Re_Taka_czysto_hipotetyczna_sytuacja_wyjete_z.html

                      a teraz masz na myśli opiekę naprzemienną czy co?
                      • michszyb Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 22:05
                        Dokładnie tak, mam na myśli wspólną naprzemienną opiekę.
                        • lampka_witoszowska Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 31.10.09, 01:12
                          to Ci powiem, że potrzeb dzieci, szczególnie małych, taki typ opieki
                          nie bierze w ogóle pod uwagę
                          masakra
                          mam nadzieję, że Twoje dzieci będą miały w życiu kogoś naprawdę
                          bliskiego, takiego na stałe - a nie rodziców, którzy podzielili się
                          czekoladką
                          • michszyb Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 01.11.09, 09:27
                            Ale kogo mają mieć tak na stałe. o kim mówisz? O Babci np? No bo w moim
                            przypadku , ale chyba u wszystkich tak jest, rodzice pracują i i neie mają 100%
                            czasu dla dzieci. Ja zmieniłem swoje zatrudnienie i ustawiłem tak by miec
                            maksymalnie dużo czasu gdy żona jest w pracy. I wtedy mogę ( więcej to mój
                            obowiązek, ale i ogromne szczęście) zajmować się dziećmi.
                            Piszesz o dzieleniu się dziećmi. Ale przecież nawet w normalnych małżeństwach,
                            rodzicę dzielą się opieką i to chyba normalne. Po rozwodzie sprawa komlikuje się
                            przecież głównie logistycznie. No chyba że jedna strona mówi nie i wtedy
                            faktycznie miejsce jednego rodzica zajmuję ktoś inny: Babcia, opiekunka. Ale
                            chyba to nie jest optymalne rozwiązanie.
        • michszyb Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 13:18
          No chyba niestety o emocje chodzi. I ja to rozumiem.
          Próbowałem rozmawiać spokojnie, ale jedyna odpowiedź to jest nie i koniec.
          Teściowa na żonę nie ma żadnego wpływu. Chciałbym się dogadać z żoną zanim
          pójdziemy do sądu, bo tam przecież emocje będą jeszcze większe.
          Nie mogę przecież z drugiej strony tak po prostu odpuścić, bo po pierwsze zależy
          mi bardzo na kontaktach z dziećmi, a po drugie jak to będzie potem w sądzie
          wyglądać. Wysoki sąd się spyta? To jak często pan się dziećmi zajmował? A ja co
          poiwem? No w sobotę to od 10 do 13.30.
        • sonia_30 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 13:27
          Co nijak się ma do tego jakim był ojcem. Nie należy mieszać śledzia
          z dżemem...
          • ravny Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 13:36
            A jak myślisz, jakim był ojcem jeśli gro czasu spędzał w pracy robiąc sobie
            pozycję i majątek lub u kochanki i to wtedy, gdy żona była tuż po porodzie z
            drugim dzieckiem?
            Teraz chce żoną zostawić i zabrać ze sobą dzieci, więc sobie przypomniał, że
            trzeba szybciutko "więzi" z dziećmi zacieśnić, żeby dobre argumenty mieć w
            sądzie dla siebie jako idealnego opiekuna lepszego od zapracowanej żony.
            Nic dziwnego, że żona czuje szczwanego lisa w jeszcze mężu
            • sonia_30 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 13:54
              Ravny, to że ktoś intensywnie pracuje, nie oznacza że jest kiepskim
              ojcem. Czas spędzany z kochanką to niezaprzeczalnie czas rodzinie
              wyrwany i tu się z Tobą zgadzam, co nie zmienia faktu, że nie widzę
              uzasadnienia dla cięcia kontaktu ojcu, który chce się dziećmi zająć
              wtedy kiedy żona pracuje.
              • ravny Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 14:07
                Jego nagłe zaangażowane ojcostwo jest grą na pokaz bo widać rozwód na
                horyzoncie. Zona dzieci wychowywała na cały etat gdy pan się majątku dorabiał i
                nowe życie z kochanką sobie układał. Gdzie jego ojcostwo było wtedy? Teraz pan
                zamierza odstawić żonę na bok jako tę niepotrzebną, jakoś sprytnie zabrać jej
                dzieci argumentem że on ma czas i dobry status majątkowy a ona nie ma,
                i mieć nowe życie w którym nic nie traci z "rodziny" tylko żonę sobie zmienia na
                inną.
                Prawdziwej troski o dzieci w tym tyle co kot napłakał. Tylko ego ego i ego. Bo
                żona mówi nie jego wersji przyszłości którą już sobie ułożył i nie chce się
                podporządkować a nawet sama dyktuje warunki.
                • sonia_30 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 14:32
                  A'propos wizji Michszyba wypowiedziałam się w poprzednim wątku..
                  Chcieć a móc to są 2 różne sprawy, to że on sobie wymarzył wymienić
                  jeden element w swoim życiu (żonę na kochankę), całą resztę
                  natomiast zostawić, nie oznacza że inni temu ochoczo przyklasną.
                  Ale czy to oznacza, że 'za karę' ma mieć kontakt z dziećmi na
                  warunkach określonych przez żonę, tudzież nie mieć go w ogóle?
                • michszyb Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 14:49
                  Aha Ravny, widzę ze Ty po prostu wszystko wiesz.

                  Nie chce zabierać dzieci. Chce je wychowywać tak ja uważam, za stosowne. Mam
                  dosyć dyktatu żony w tej materii.
            • michszyb Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 14:31
              to fakt, że nie spędzałem tyle czasu z dziećmi ile bym chciał. Ale teraz
              zmieniłem pracę, żeby mieć na to czas. Czy to źle że teraz chcę się im bardziej
              poświęcić. Ja mam z dziećmi doskonały kontakt. Chłopcy szaleją ze szcęścia jak
              mnie widzą. Ja nic nie muszę odbudowywać. Po prostu chcę być z nimi częściej.
              Chcę żeby były częścią mojego życia. Chce im pokazać jak żyję, a nie tylko ich
              "odwiedzać". Chcę im zrobić obiad, iść do kina, poczytać bajki i wspólnie coś
              ugotować.
              • tarantula007 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 16:24
                A dlaczego nie robiłeś tego wcześniej? Tylko dopiero teraz?
                • michszyb Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 16:38
                  Ponieważ moja żona ma swój sposób na wychowanie dzieci. Ma wszystko zaplanowane
                  i poukładane. Są rzeczy, które muszą się wydarzać i są takie których robic nie
                  wolno. I ja powinienem się do tego też stosowac. Jak chce inaczej to była
                  awantura, albo przynajmniej marudzenie. W końcu się wycofałem, bo wg mnie
                  mogłoby to się dziac inaczej i chciałbym robic rzeczy które są dla mnie
                  atrakcyjne, bo wtedy jestem w tym co robie autentyczny. Teraz właśnie tak chće
                  to robić. Nie chcę być zastępstwem na czas nieobecności ze ściśle wyznaczonym
                  programem zajęć i aktywności.
                  • kicia031 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 20:18
                    chciałbym robic rzeczy które są dla mnie
                    > atrakcyjne, bo wtedy jestem w tym co robie autentyczny. Teraz właśnie tak chće
                    > to robić.

                    No i dochodzimy do sedna sprawy - "Ty chcesz" i wszyscy maja sie temu
                    podporzadkowac. Nie interesuje cie dobro dzieci, tylko twoje wlasne potrzeby.
                    Nie zadales sobie trudu, by zainteresowac sie, czego potrzebuje 2 latek i 4
                    latek - a niestety, najbardziej potrzebuja spokoju, rutyny i powtazalnosci, a
                    nie tatusia, ktory chce z nimi robic to, co jest dla niego atrakcyjne.
                    Nie dziwie sie, ze twoja zona nie chce pozwalac, bys zabieral dzieci do siebie,
                    wszak juz raz udowodniles, ze ani wzgledy moralnosci, ani zwyklego rozsadku nie
                    powstrzymuje cie przed zrobieniem tego, czego ci sie nagle zachcialo. Potrzebuy
                    dzieci nie sa dla ciebie wazne. Nie dociera do ciebie, ze moga chciec by tata
                    byl w znajomym miejscu i robil znajome rzeczy. TY CHCESZ i to ma byc
                    wystarczajacy argument. I jest wystarczajacy moze w przypadku 2-latka, bo od
                    4-latka mozna juz nieo wiecej wymagac. A ty masz ponoc 34 lata.

                    Tylko dzieciom nie powierza sie innych dzieci.
                    • sonia_30 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 20:21
                      Na jakiej podstawie sądzisz, że to co proponuje jest atrakcyjne
                      tylko dla niego, a dla dzieci nie?
                      • kicia031 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 22:04
                        Poniewaz wiem, ze dzieci w tym wieku potrzbuja poczucia bezpieczenstwa ktore
                        bierze sie ze znajomosci otoczenia i tego, co suiie wydarzy. oczywiscie sa
                        dzieci,ktore lepiej znosza nowosci i takie, ktore znosza je gorzej, ale
                        generalnie taka jest potrzeba rozwojowa na tym etapie.

                        Poniewaz nie widze to ani slowa na temat znojomosc potrzeb dzieci, czy chociaz
                        refleksji nad nimi, za to mnostwo na temat tego, co pan chce.

                        madry psycholog powiedzial mi kiedys, ze rodzic powinien podazac za dzieckiem -
                        obserwowac, czego dziecko potrzebuje i dawac mu to. A nie ciagnac dziecko za soba.
                    • michszyb Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 22:26
                      Kompletnie mnie nie zrozumiałaś. Ja chce im zaoferować spokój, rutynę i
                      powtarzalność. Ale chcę żeby to było w moim wykonaniu.
                      Pisząc atrakcyjne, mam na mysli rzeczy, które mogę im zaoferować będą ojcem,
                      czyli mężczyzną. Bo taki wzór powinienem im dawać: męski wzór. A te wzory tak
                      bardzo różnią się od tego co oferuje dzieciom matka ,czyli kobieta. No bo czy
                      nie po to dzieci mają mamę i tatę. Ja CHCE, tak CHCE być ojcem, a nie zastępcą
                      matki. Chcę móc pooglądać tv, pograc w piłke, umyć samochód, wbić gwoździa,
                      powygłupiac się, a kiedyś iść na piwo i pogadać o dziewczynach. Czy to coś dziwnego
                      • kicia031 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 22:39
                        Tylko nie rozumiesz, ze one juz maja swoja rutyne i jakiekolwiek zmiany ,
                        zwlaszcza w sytuacji, gdy ojciec wyprowadzil sie z domu trzeba wprowadzac bardzo
                        powoli i ostroznie. Znowu jest ja chce, jakbys byl malym dzieckiem. Nie ma w
                        ogole pytania o to, czego dzieci potrzebuja. tylko o to, co ty masz w ofercie.


                        A w sytuacji, gdy rodzice nie sa w stanie zapewnic ciaglosci opieki w postaci
                        realizowania takiego samego planuu wychowawczego opieka naprzemienna jest
                        zwyczajnie wykluczona.
                        • michszyb Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 01.11.09, 10:19
                          Dzieci mają swoją rutynę, ale sytuacja się zmieniła i siłą rzeczy rutyna też
                          musi ulec zmianie.

                          Tak piszę JA CHCĘ. Ale to nei dlatego że jestem małym dzieckiem. Wręcz
                          przeciwnie. Powoduje mną dorosłe przekonanie że oferuję moim dzieciom to co dla
                          nich będzie najlepsze.
                          • kicia031 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 01.11.09, 14:56
                            Nie kierujesz sie dobrem dzieci, tylko swoja wygoda. Nie ma naprawde
                            problemu z dostosowaniem sie do potrzeb dzieci, jesli oboje rodzice
                            tego chca. wiem to z doswiadczenia - jestem samodzielna matka od 15
                            lat.

                            Niestety, ty juz przewrociles im swiat do gory nogami, i absolutnie
                            nie wpada ci do glowy, zepowinienes sie na jakis czas jeszcze
                            nagaiac, i zmiany wprowadzac stopniowo, dajac im czas na
                            przystosowanie sie do nowej sytuacji.

                            Ale mysle, ze trace czas, tyy i tak wiesz lepiej ze ma bycv tak jak
                            ty chcesz i kropka.
                            • michszyb Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 01.11.09, 20:24
                              A co jest dobre dla dzieci i wg kogo? Czy jak są ze mną i rzucają mi się na
                              szyję to znaczy że są nieszczęśliwe.
                              Przewróciłem świat głownie żonie i sobie. Dzieci adaptują się dobrze, być może
                              dlatego, że są małe. I owszem swoim zachowaniem mogę to popsuć, ale na razie
                              psuje to żona
                              • eivera Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 01.11.09, 21:46
                                Ona robi to na złość Tobie. Nie interesuje się tym, co jest dobre
                                dla dzieci, bo nie umie spojrzeć dalej, niż poza czubek własnego
                                nosa. To niestety typowe dla wielu byłych żon.

                                Znałam osobiście przypadek pańci, która przez lata bardzo skutecznie
                                pielęgnowała swoją nienawiść do exa, że nawet po pięciu czy sześciu
                                latach po rozwodzie, utrudniała mu kontakty z dzieckiem, bo on
                                bezczelnie znalazł sobie PO ROZWODZIE ładniejszą i szczuplejszą od
                                niej smile))

                                Przygotuj się, że łatwo nie bedzie. Będzie się na Tobie odgrywać, bo
                                czuje się pokrzywdzona.
                                • mola1971 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 01.11.09, 21:51
                                  eivera napisała:
                                  bo on
                                  > bezczelnie znalazł sobie PO ROZWODZIE ładniejszą i szczuplejszą od
                                  > niej smile))

                                  No to rzeczywiście bezczelny typ wink)))
                                  Jak on mógł? wink)))
                                  Wiesz, zawsze to łatwiej focha strzelić i pograć sobie dzieckiem niż samej się odchudzić wink))
                                  • eivera Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 01.11.09, 22:09
                                    He he he... Jak jej kiedyś dał karnet na fitness, to poszła na
                                    solarium. Wszak powszechnie wiadomo, że opalenizna wyszczupla smile
                                    • mola1971 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 01.11.09, 22:12
                                      eivera napisała:
                                      Wszak powszechnie wiadomo, że opalenizna wyszczupla smile

                                      Taaa, i jeszcze "urody" dodaje bo zmarszczki szybciej się pojawiają wink
                                      Będzie się bidula na jakiś piekielnych maszynach męczyć i pocić jak można sobie spokojnie poleżeć na solarium wink))
                              • kicia031 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 02.11.09, 09:53
                                Przewróciłem świat głownie żonie i sobie.

                                Znaczy uwazasz, ze fakt , ze ojciec wyprowadzil sie z domu i zamiast
                                mamy mieszka z inna pania, nie przewraca dzieciom swiata do gory
                                nogami?

                                Zona to zniesie, mezow mozna miec wielu. Ojca ma sie tylko jednego,
                                a okres wczesnego dziecinstwa na ogol determinuje to, jakimi ludzmi
                                staniemy sie i jak wykorzystamy dany nam potencjal.
            • scriptus Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 15:59
              To są dwie sprawy.
              Od mężczyzny wymaga się, żeby utrzymywał rodzinę, zatem jego praca musi mieć
              jakiś priorytet. Nikt nie siedzi w pracy dla zabawy. To potępianie mężczyzn
              przez kobiety "za siedzenie w pracy" jest nagminne. Ja mam na podstawie swojego
              doświadczenia na ten temat swoje zdanie. Z jednej strony kobiety np na
              macierzyńskim się często straszliwie nudzą, ale psioczą na męża, że musi zostać
              dłużej w pracy żeby więcej zarobić na pampersy, bo inaczej musiałyby prać
              pieluchy. Czasem myślę, że dobrze by im zrobiło to pranie pieluch, mąż by
              wcześniej do domu wracał a one by się tak nie nudziły. Tylko biedne te dzieci,
              pampersy sa jednak wygodniejsze od tetry .... Pamiętam, jak wracałem z pracy,
              jak dziecko było małe, pokój był siwy od dymu, bo sobie kobietki siedziały przy
              kawce i gaduliły, pokój zawalony zabawkami bo dzieci zostawione samopas się
              bawiły. Nieposprzątane, bo dziecko przecież wymaga strasznej opieki i nie ma
              siły. Zatem starałem się trochę pobawić z dzieckiem, potem wykąpać, położyć je
              spać, a potem prace domowe, sprzątanie, bo przeciez moja ukochana żonka musi
              odpocząć, musi mieć troszkę wolnego czasu. Potem spać i rano znowu do pracy.
              Oczywiście, w tym okresi życia z małym dzieckiem trzeba kobietę bardzo
              wspomagać, bo my mężczyźni nie potrafimy rodzić i karmić, doceniam, że jest to
              bardo wyczerpujące. Jednak te szczególne uprawnienia kobiet w okresie
              niemowlęcym dziecka już nie rozciągają się na okres późniejszy, gdzie obydwoje
              rodziców w równym stopniu powinni dbać o dzieci i o dom.

              Natomiast posiadanie kochanki w małżeństwie jest naganne i rzeczywiście zabiera
              mężczyźnie, czy kobiecie czas potrzebny dla dzieci. Nie widzę tu żadnego
              możliwego usprawiedliwienia.
              • salemka1 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 16:06
                hmmm ja tak psioczyłam na męża, przyznaję się bez bicia. Dlatego psioczyłam, że
                normalnie wracał ok. 18 a nagle zaczął wracać 20-21 i wtedy się wkurzałam. Ale
                jak się okazało, właśnie dlatego tak wracał bo miał kochankę...
                A co do reszty Twojej wypowiedzi w większości masz rację. Chociaż nie
                uogólniałabym. Bo każde małżeństwo jest inne i każda kobieta inaczej się zachowuje.
          • tarantula007 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 13:38
            A jakim ojcem był? Może niedokładnie czytam forum i może autor watku
            o tym pisał, ale nie wiem jakim ojcem był i na ile dziecmi sie
            dotychczas zajmował. A poza tym, żona jak sam pisze nie ogranicza
            kontaktów tylko miejsce. Jesli odziela się jak słusznie napisano,
            animozje miedzy rodzicami od kwestii rodzicielstwa, to niech autor
            spotyka się z dziećmi w ich, dzieci domu, to do nich przychodzi a
            nie do żony.
            • eutherpe Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 13:42
              Bowiem to jest własnie ta zasada-A dlaczego mam przychodzic do mieszkania
              dzieci, skoro ja juz zony oglądac nie chcę....Owszem, przychodzisz do dzieci,
              nie do ich matki ale to tylko od was zalezy jaka tam będzie panowala atmosfera.Amen.
              • michszyb Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 14:34
                Ale zrozumcie, ja nie chcę przychodzić do dzieci. Ja chcę z nimi spoędzać tak
                czas żeby mogli obserwować moje życie.
                • kicia031 ja chce, ja nie chce 30.10.09, 14:49
                  Ale zrozumcie, ja nie chcę przychodzić do dzieci. Ja chcę z nimi
                  spoędzać tak
                  > czas żeby mogli obserwować moje życie.

                  Czyli ma byc jak ty chcesz, bo tak. Bo ty chcesz. Na to odpowiedz
                  zony - a ja nie chce - i koniec rozmowy.
          • eutherpe Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 13:40
            Ile dzieci mają lat?I zrozumcie kobiety ,że są( naprawdę) sytuacje, kiedy matka
            czuje opory przed odwiedzinami dziecka u ojca.Bo np.ojciec wyżywa się na matce,
            grając czułego wobec dziecka, dziecko jest świadkiem wyzwisk kierowanych w
            stronę matki, matka czuje,że to chwilowe zainteresowanie dzieckiem akurat przed
            rozprawą, są rózne, różniste sytuacje i niekoniecznie muszą wypływać z egoizmu i
            zaborczości matki.Troszkę obiektywnej oceny.
            Jeżeli dzieci są na tyle duże,że mogą samodzielnie chodzić do ojca, jeżeli
            faktycznie jest On kulturalny wobec byłej i ma względzie WYŁĄCZNIE dobro dzieci
            a nie swoje "widzimisie", jak najbardziej ten kontakt powinien być zachowany i
            nieograniczony.
            • mola1971 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 13:44
              Eutherpe, nie mówimy tu o patologii.
              W przypadku patologii strach matki o dziecko jest jak najbardziej
              słuszny i uzadniony.
              • eutherpe Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 13:47
                No więc zadam pytanie-mąż wyzywa Cię w obecnosci dziecka, poniża Cię, rysują
                obrazliwe na matkę rysunki, wypowiada się o matce jak najgorzej, tuląc do siebie
                dzieciątko. Ty ze stoickim spokojem oddajesz Malucha na odwiedziny u ojca bo
                akurat zrobisz sobie "babski dzien", a w domu u taty dalsza część indoktrynacji
                i skandowania"zła mama, be mama, u tatusia jest dobrze, mamusia bije?oj,
                krzyczy?oj....
                • mola1971 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 13:51
                  Etherpe, przeczytaj jeszcze raz to co napisałam.
                  W tym wątku NIE mówimy o patologii tylko o sytuacji Michszyba a to
                  co opisałaś JEST patologią i w takim przypadku nie dziwię się, że
                  matka ma opory. Ba, taki ojciec powiniem mieć ograniczone prawa
                  rodzicielskie.
                  • eutherpe Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 13:56
                    Molu -ale tak naprawdę nie wiadomo, co wydarzyło się w ich mieszkaniu,jakie były
                    ich relacje, czy Michszyb faktycznie ze spokojem walczy o prawo do odwiedzin,
                    jak traktuje matkę w obecnosci dzieci.Kobieta domniemam została z dwójką
                    dzieciaków, Michszyb znalazł kochanke o czym napisał poprzednio, żona czuje
                    rozgoryczenie,żal , gra tytana i pokazuje jak dzielna jest i potrafi sobie
                    poradzić. Sprawa zakończy się prawdopodobie wizytą w RODK, ponieważ Państwo się
                    nie dogadają.
                    • mola1971 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 14:02
                      Wiemy tyle ile napisał (jak o każdym piszącym na forum), ale nie
                      można zakładać z góry, że jest potworem. Wbrew pozorom w większości
                      jednak ludzie potworami nie są.
                      Żona ma prawo być rozgoryczona, ale nie ma prawa tego rozgoryczenia
                      przelewać na dzieci. Michszyb zdradził (tak czasem w życiu bywa),
                      ale to oznacza z automatu, że jest złym ojcem. A ograniczać kontak
                      można a nawet trzeba wyłącznie ojcom, którzy mają na dzieci
                      destruktywny wpływ.
                      • mola1971 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 14:06
                        Miało być NIE oznacza z automatu...
                      • eutherpe Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 14:07
                        I amen. Sprawa do RODK.
                      • kasiapfk Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 14:13
                        Mola, no rozumiem.
                        Żona niby ogranicza, ale przecież w jej obecnosci można się z
                        dzieckami widywać. Więc to ograniczenie nie jest. Myślę, że żona
                        (wciąż żona TEGO pana) nie chce by kochanka była obecna w kontaktach
                        z dziećmi bo np: nie chce by dzieci miały przykład, ze można być
                        mężem i kochankę mieć. Ma prawo żona nie chceć? Ma.
                        Michszyb, musisz z czegoś zrezygnować. No komfortowo nie będzie i
                        już. Ale zycie w ogóle niekomfortowe jest smile
                        DLaczego nie chcesz spotykać się z dziećmi u nich? Przecież w
                        sytuacji stresu (świeżo wyprowadzony jesteś) to bezpieczny dla
                        dzieci teren. Daj im czas na przywyknięcie, że tata nie mieszka z
                        nimi. Po jakimś czasie może dogadacie się co do kontaktów poza
                        domowych z żoną (i tak w sytuacji rozwodu musicie mieć to dogadane).
                        a tak z ciekawości: pozwu nie złożyłeś, bo...?
                        • sonia_30 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 14:39
                          Wszystko zależy od tego jak te stosunki wzajemne Michszyba z żoną
                          aktualnie wyglądają. Z tego co pamiętam iskrzyło dość mocno, żona
                          Michszyba była rozgoryczona (co rozumiem) i to rozgorycznie płynęło
                          z niej wartkim strumieniem również w obecności dzieci. W takiej
                          sytuacji być może lepiej byłoby gdyby państwo się zajmowali dziećmi
                          każde z oddzielna, dopóki nie zaczną zachowywać się jak biali ludzie.
                        • michszyb Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 14:50
                          Nie złożyłem pozwu bo liczę że uda mi sie dogadać z żoną zanim sprawa wyląduje w
                          sądzie.
                      • scriptus Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 14:29
                        mola1971 napisała:

                        ................ A ograniczać kontak
                        > można a nawet trzeba wyłącznie ojcom, którzy mają na dzieci
                        > destruktywny wpływ.

                        Tak, pod tym się podpisuję. Podobnie jak toksycznym i destrukcyjnym matkom.
                        • michszyb Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 14:53
                          Oj scriptis ! Naiwny jesteś.

                          W określeniu toksyczna matka, dla kazdego sądu liczy się tylko słowo matka. I
                          żeby nei wiem jak ona była toksyczna, niedobra i destruktywna to jest matką, a
                          to z samego założenie oznacza że jest miliona razy lepsza od ojca.
                          • mola1971 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 14:56
                            Ty Scriptusa od naiwniaków nie wyzywaj tylko się od niego ucz.
                            Bo masz czego się od niego nauczyć.
                            • lampka_witoszowska Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 15:44
                              tzn. czego?
                              że tak z ciekawości zapytam...
                              • mola1971 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 16:41
                                Determinacji i nieulegania stereotypom, że sądy zawsze przyznają
                                opiekę matkom.
                                Zresztą Scriptus sam niżej odpisał.
                                • lampka_witoszowska Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 19:06
                                  wiesz, o determinacji i nieuleganiu stereotypom może też świadczyć
                                  postawa ostatnio tu widzianego ojca, który rozważał porwanie
                                  dziecka, bo sąd przyznał opieke matce

                                  zależy jak się popatrzy, droga Molu

                                  odpowiedzi Scri na moje zapytanie do Ciebie normalnie nie widzę
                                  • mola1971 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 19:49
                                    Nie przypominam sobie by Scri kiedykolwiek porywał swoje dzieci a to jego jako
                                    wzór stawiałam Michszybowi a nie jakiegoś ojca porywającego dzieci.
                                    • to.ja.kas Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 21:14
                                      No i prosze jak to czytam, to ja tez kochanke bym znalazła i se poszła. Serio.
                                      Scri jestes aniołem.
                                      • lampka_witoszowska Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 31.10.09, 01:18
                                        cóż, pozostaje trzymać kciuki smile

                                        mam ogromną rezerwę do osób, które wydają ocenę na podstawie relacji
                                        nawet nie zdarzeń, ale własnych odczuć tylko jednej strony
                                        ale w sumie kazdy ma swój system wartości smile

                                        i tu w dyskusję wchodzić jest rzeczą niemądrą i bezcelową, o ile nie
                                        zamierzam się przekonywać - a nei zamierzam smile - jak bardzo ktoś
                                        trzyma się pazurami swoistych podstaw osądzania
                                    • lampka_witoszowska Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 31.10.09, 01:26
                                      Mola, nie pisałam o Tobie, podałam przykład tego samego, za co Ty
                                      szanujesz Scriptusa smile)) Twoje określenia są więc pojęciami moooocno
                                      względnymi

                                      ps. swego czasu poczytałam sobie jego podejście do choćby syna, co
                                      chciał zrobić dredy, dośc dużo osób usiłowało go przekonać, że nei
                                      ma racji, ale siła pieniądza... ech, i to doświadczenie, które daje
                                      mu moc dyrygowania innymi... mam swoje zdanie zdanie nt. jego
                                      anielskości i pozwolę sobie jednak przy nim pozostać smile
                          • scriptus Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 15:15
                            Wiem o tym, jednak jeśli przedstawisz sądowi porządne dowody na sprzeczne z
                            prawem i zasadami współżycia społecznego postępowanie żony, to nawet, jeśli sąd
                            tego nie uwzględni, masz podstawę do apelacji. Wiem, że nie jest łatwo zebrać
                            takie dowody, bo musisz mieć dobrych i wiarygodnych świadków, jednak można.
                            Świadczyć może np. ktoś z rodziny, kolega z pracy, można sporządzić nagranie,
                            czy sfilmować scenę, spisać treść rozmowy i takie nagranie potwierdzające Twoją
                            tezę, koniecznie poparte zeznaniem świadka, czy też raczej zeznanie świadka
                            poparte nagraniem, to już porządny dowód. Utrudnianie jednemu rodzicowi przez
                            drugiego rodzica kontaktów z dzieckiem jest przestępstwem, niezależnie od płci
                            popełniającego to przestępstwo rodzica. Różnie wprawdzie jest to oceniane przez
                            sądy w zależności od płci, niemniej jednak powinniśmy dążyć do ścigania takiego
                            przestępstwa, jako bardzo szkodliwego społecznie. Jeśli złożysz wniosek dowodowy
                            na niezgodne z prawem postępowanie, powinien on być rozpatrzony, jeśli tylko tak
                            "sobie pogadasz", to Twoja wypowiedź może nawet nie zostac zaprotokołowana, a co
                            za tym idzie, nie będzie uwzględniona przez sąd przy wydawaniu wyroku.
                            Uważaj jednak, żeby nie przesadzić, bo zostaniesz uznany za pieniacza.
                    • michszyb Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 14:41
                      Tak walczę ze spokojem. To żona wytrąca się z równowagi, gdy mówię jej że sobotę
                      spędzę z dziećmi i to ze ona wraca o 15.00 to nie znaczy z automatu że ja mam
                      czekać o 14.59 pod drzwiami.
                      Ona nie gra tytana tylko nim jest. Zajmuje się dziećmi bo takie ma teraz hobby w
                      życiu, a to że ja chciałbym też stoi w sprzeczności z jej oczekiwaniami.
                • michszyb Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 14:37
                  Ale o jakiej indoktrynacji Ty mówisz. Ja nigdy nie mówie dzieciom nic złego o
                  ich mamie. Bo i po co. Przecież to ich mama i oni nie byli by wstanie zrozumiec
                  i zaakceptować myśli że ich mama jest niedobra. Zresztą jest dobrą mamą. A to że
                  nie jest dobra żoną to absolutnie inny temat.
                  • eutherpe Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 14:42
                    Jezu!!!Chłopy-czy ja mówię,ze Ty indoktrynowałeś dzieci???Mówilam o sytuacji,
                    kiedy przypuszczalnie matki mogą nie chcieć wysyłac dzieci do ojców.I z jakich
                    powodów. A zona na Ciebie krzyczy?HMMMMM
                    • michszyb Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 14:55
                      A zona na Ciebie krzyczy?HMMMMM

                      No wyobraź sobie że krzyczy. Krzyczała zawsze, teraz więcej bo ma już kompletnie
                      w dupie nasze relacje.
                      • salemka1 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 15:26
                        słuchaj, a kiedy Ty się wyprowadziłeś? Bo moze to wszystko to są emocje? Nie
                        wiem, może gdzieś nie doczytałam, ale czy to Ty zostawiłeś żonę? bo moze to po
                        prostu żal do Ciebie? i złość?
            • michszyb Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 14:32
              Bo np.ojciec wyżywa się na matce,
              > grając czułego wobec dziecka, dziecko jest świadkiem wyzwisk kierowanych w
              > stronę matki, matka czuje,że to chwilowe zainteresowanie dzieckiem akurat przed
              > rozprawą.

              Ja nie wyżywam się na matce, potulnie kulę uszy jak na mnie krzyczy, bo robi to
              przy dzieciach.
              • mola1971 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 14:40
                michszyb napisał:
                > Ja nie wyżywam się na matce, potulnie kulę uszy jak na mnie
                krzyczy, bo robi to
                > przy dzieciach.

                W takim razie kompletnie się nie dziwię, że chcesz spotykać się z
                dziećmi u siebie.
                I co na to niektóre panie? Tatuś krzyczący na mamusię przy dziecku
                jest beee, a mamusia krzycząca na tatusia czy dziecku jest cacy? Jak
                dla mnie obywda takie przypadki są CHORE.
    • eutherpe Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 14:25
      Scriptus-no powiedz, a Ty w takiej sytuacji nie pomściłbyś nie troszkę na
      żonie?smile). Prawa, prawa, prawa. Pisz więcej o obowiązkach i poszanowaniu siebie
      obydwojga.
    • tarantinka Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 14:57
      to chyba bez znaczenia czy ma prawo,czy nie ma, odszedłeś od żony i
      póki się z tym nie pogodzi to bedzie tak jak jest teraz. Może nawet
      liczy że wrócisz. To się chyba nazywa ponosić konsekwencje swoich
      decyzji, jakoś trudno mi sobie wyobrazić sytuację, że facet
      odchodzi, eks jest temu przeciwna ale z uśmiechem na ustach posyła
      dzieci do nowego domu. Aż na takie wyżyny dobrości i bezstronności
      się nikt od razu nie wzbije. Daj jej trochę czasu.
    • salemka1 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 15:05
      Michszyb, a próbowałeś może spytać się jej dlaczego Ci nie pozwala zabierać
      dzieci do siebie?
      • michszyb Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 15:16
        Ponieważ dzieci mają jeden dom. A na dodatek ja jestem nieprzewidywalny i
        niestabilny emocjonalnie.
        • salemka1 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 15:23
          wiesz, co? Ja myślę, że ona zwyczajnie się boi. Można rozpatrywać różne
          scenariusze, czego ona się boi. Ale stawiając sie w jej sytuacji.. Nie wiem, czy
          mieszkasz sam, czy z nową partnerką? Jeśli z kobietą, to tych obaw można dodać
          więcej. Jeśli sam mieszkasz, to może się bać np. tego, że dzieciom się bardziej
          spodoba u Ciebie, że poznają nowy dom i po prostu tam będą wolały przebywać. Że
          spodoba im się bardziej forma spędzania tego czasu poza ich domem. Lęków może
          mieć wiele. Ja bym Ci doradzała dać jej czas na oswojenie się ze wszystkim, bo
          jak rozumiem to dla niej też nowa sytuacja. A.. no i jest jeszcze kwestia
          przygotowania dzieci na to wszystko. To są małe dzieci i też może mieć obawy jak
          one przyjmą drugi dom.
          • handra Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 30.10.09, 23:00
            bo jest zazdrosna.

            Ex zony mysla, ze tylko one moga zapewnic szczescie dzieciom. Nie
            patrzac na potrzeby maluchow uzurpuja sobie prawo wlasnoci.

            My ojcowie mamy prawo do zycia z naszymi dziecmi, ktore jest juz i
            tak uszczuplone z powodu zamieszkania dzieci z matka.

            Nalezy walczyc o swoje i dzieci prawa. Przeciez rozwod nie dotyczy
            pociech. Niech te istoty zenskiej rasy to w koncu zrozumia.
            Dobrze, ze wprowadza sie kary dla rodzicow utrudniajacych kontkakty.

            Walcz chlopie i nie daj sobie wyznaczac godzin spotkan. Dzieci
            powinny z Toba mieszkac w weekend/co drugi np/spac, zjadac sniadanie
            itd.

            Ja walcze o to samo. Trzymam za Ciebie i siebie kciuki.
            • sauber1 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 31.10.09, 01:20
              handra napisała:


              > Ja walcze o to samo. Trzymam za Ciebie i siebie kciuki.

              Oj ciężka ta walka z sadami, szkoda że na niej najbardziej tracą dzieci ...
            • kasiapfk Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 31.10.09, 10:02
              oooo cholerka, to ja nie jestem eks. hihih, bo ładnie i z ulgą
              niejaką wyprawiłam swoją trójeczkę do tatusia. W tym dwulatka. I
              upajam się wolnością i radością i tylko uśmiechnęłam się jak
              usłszałam, że obiadu dla dzieci nie zrobiłam hihihi (na weekend u
              tatusia).
              My ojcowie mamy prawo do zycia z naszymi dziecmi, ktore jest juz i
              > tak uszczuplone z powodu zamieszkania dzieci z matka.
              >
              Macie prawo a nawet macie też obowiązki. Od początku do końca.
              Łacznie z codzinnym odrabianiem lekcji, praniem, gotowaniem,
              wysłuchiwaniem płączu i codzinnym uczeniem życia-co wiąże się też i
              z karaniem. A nie tylko hasaniem i samowolką.
              Wiem ,że tacy ojcowie istnieją. Bo mój osobisty eks czasami taki
              idealny jest. Dla dzieci. I o to chodzi. Wtedy ja-mamuśka nie mam
              więcej problemów poza własnymi. I dlatego jest mi łatwiej.
              AMEN
              p.s. ale Kas już pisała, że mój ma ze mną różowo hihihi. No i od
              urodzenia się pierwszego, zgrabnie wciskałam mu rodzicielstwo. Bo ja
              specjalnie zaborczą matką to nigdy nei byłam... a nawet pewne rzeczy
              to on duuużo lepiej ode mnie robił. Nawet jak tak nie było wink.
              mierzi mnie postawa matka-polka-poświętliwa.
              • michszyb Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 01.11.09, 09:32
                Szkoda, że moja żona jest jednak zaborcza. Bo w tym upatruję, poza emocjami,
                głównego problemu. Ona chce wychowywać dzieci, a mi zostawić co najwyżej
                widywanie i spacerki. A ja się k....wa nie zgadzam na taką redukcję mojej roli.
                Bo mi zależy. Bo to moi synowie i to moja praca by wychowac ich na mężczyzn. Nie
                chcę żeby robiły to kobiety. TAk było w moim przypadku i efekt jest taki ze w
                wieku 34 lat jestem nadal ciotą i boję sie wszystkiego a mój młodszy brat jest
                samotny.
                • kasiapfk Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 01.11.09, 13:40
                  No i słusznie, że się nie zgadzasz na redukcję roli. Pewnie ją też
                  wychowywały tylko kobiety, albo wychowywanie dzieci to wszystko, co
                  jej pozostało. I tyle.
                  EEEE, masz świadomosć, że byłeś zdominowany przez kobiety a to już
                  duży plus. Tylko czy aby nowa pani nie jest też taką opiekuńczą
                  wyrozumiałą mamusią? Tak pytam, na przyszłość. Jednak wg mnie zanim
                  się wdepnie w następny układ to trzeba jednak ochłonąć po poprzednim
                  i dokładnie przemyśleć, to co było wcześniej.
                  A mola poniżej słusznie prawi, że z własnymi emocjami to należy się
                  nauczyć radzić sobie samemu. Ale czy matka dzieciom na to wpadnie?
                  Nie wiem. Jedne wpadaja, inne nie wpadają.
                  Ludzie różni są.
        • lampka_witoszowska Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 31.10.09, 01:38
          mam nadzieję, że sam już doszedłeś do wniosku, że Twoja żona
          (jeszcze) boi się, że się uprzesz przy opiece naprzemiennej i nie
          chce się na nią zgodzić
          (chyba, że aż tak jej nei rozumiesz lub rozumieć nei chcesz, to już
          nei moja sprawa)

          w sądzie zaś wystarczy, że jeden z rodziców deklaruje niechęć do
          takiego systemu opieki, więc dzieci mają szansę na w miarę normalny
          rozwój - i jeden dom

          aa... i nie wystarczy być na forum stabilnym emocjonalnie...
          może się po prostu boi, że dzieci porwiesz
          - ale to Ty bedziesz wiedział, nie ja (o ile w ogóle będziesz
          zainteresowany tematem, czego obawia się Twoja prawie była żona, a
          nie tylko robieniem z niej wariatki)
          kobiety rzadko w sprawie dzieci przejawiają wyrachowanie - zwykle
          przejawiają strach o nie
          • variacja Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 31.10.09, 22:59
            Czytam sobie ten post i myślę o swojej sytuacji. Mąż się wyprowadził
            i kazda jego wizyta u córki kosztuje mnie bardzo dużo emocji. Jestem
            wówczas w rozsypce... A on pojawia się kiedy chce, spóźnia (dziecko
            pyta i jest smutne dlaczego nie przyszedł a obiecał)...Nie
            dotrzymuje obietnic... Jest dobrym ojcem, ale przy dziecku zachowuje
            sie w stosunko do mnie podle. Dzieck o prosi - tatusiu nie krzycz na
            mamę. Ostatnio zaczęła być agresywna, jak była swiadkiem gdy wyrywał
            mi torebkę w poszukiwaniu kluczy od samochodu.

            Najchętniej poprzez separację rozumiałabym separację totalną ode
            mnie id ziecka przez co najmniej miesiąc. Moze coś wtedy zrozumie...
            Ale on by mnie chyba wtedy zabił...

            p.s. dodam tylko, ze mąz jest uzalezniony od internetu i swego czasu
            umawiał sie z nastolatkami
    • michszyb Taka była sobota. 01.11.09, 10:39
      Zadzwoniłem w piątek do żony. Powiedziałem że będę ok 10. Kazała odstawić dzieci
      o 13.30. Powiedziałem, ze po pierwsze nie zdążę tak szybko wszystkiego z nimi
      zrobić co zaplanowałem, a po drugie nie widziałem ich kilka dni (praca) i chcę
      spędzić z nimi czas do póznego popołudnia. Chciałem ich zabrać na cmentarz po
      zmroku, bo wtedy te wszystkie światełka wyglkadają niesamowicie i na pewno
      zrobiłoby to na nich ogromne wrażenie.
      Najpierw pojechaliśmy do sklepu. Postanowiłem że kupimy trochę zabawek, żeby
      mieli czym się u mnie bawić. Nie spieszyłem się. Chciałem żeby mieli frajdę. I
      mieli wielką frajdę. Potem pojechaliśmy do mnie. Bałem się jak zareagują na tą
      sytuację. Ale oni byli zachwyceni. Rozpakowaliśmy zabawki. Przygotowałem
      obiadek. Starszy był wniebowzięty. Rzucał mi sie na szyje i mówił że mnie kocha.
      Młodszy bawił się w najlepsze. Przyjeli tę sytuacje bardzo, wręcz zaskakująco
      dobrze.
      Zadzwoniła żona. Awantura. "Przecież kazałam ci wrócić na czas", "Natychmiast",
      "Gdzoie jesteś, podaj adres?". Podałem adres, próbowałem tłumaczyć że po
      obiedzie chcę jechać na cmentarz. Do dziadka, którego nigdy nie poznali.
      Chłopaki bardzo się na to cieszyli. Krzyczała tak długo, aż ustąpiłem.
      Powiedziałem: "OK niech Ci będzie, odsytawię ich o 15". O 14.30 stała już pod
      moim blokiem. Włąmała sie do mojego samochodu i zabrała foteliki. Potem weszłą
      na klatkę i zaczęła dobijać się do drzwi. Kazałem jej odejść. Nie miała zamiaru.
      Zacząłem ubierać dzieci, straszy schował sie za kanapę i powiedział, że nie chcę
      iść. Wpuściłęm ją. Krzyki, dzieci się na to patrzą. Wychodzą odemnie jakby siły
      specjalne je właśnie odbiły. Na szybko spakowały zabawki, bo nie zdążyły sie
      nimi nacieszyć. Spocone, przestraszone, zdezorientowane. Ja wku....ony. Znowu
      ustąpiłem. Jak tu się dogadywać, gdy jedyne słuszne rozwiązanie to to co żona
      karze. Potem zadzwoniła do mojej matki, poskarżyć się jakiego to gmoja
      wychowała. Dzwonię do niej a ona siedzi z dziećmi, płacze i zieje jadem do mnie.
      Ciekawe co powiedziała chłopakom.
      I taka to była sobota.

      I niech nikt mi nie mówi, że ja znowu jestem niezadowolony, bo nie jest tak ja
      JA CHCE.
      • to.ja.kas Re: Taka była sobota. 01.11.09, 11:57
        No żesz koorwa mać. Takie matki natychnmiast należałoby oddawać pod opiekę
        psychiatry i nie wypuszczac dopóki nie przeszłyby terapii z powodzeniem a i tak
        do pełnoletnosci dzieci piowinny byc pod stałą obserwacją.

        Sorry, ulało mi się. Ale to któraś z kolei jaką obserwuję czy czytam o takiej w
        akcji. I to wcale NIE SĄ WYJATKOWE KOBIETY, ja zaczynam mysleć ze to standard.
        • mola1971 Re: Taka była sobota. 01.11.09, 12:03
          Spokojnie Kas smile
          Ona sobie bidula z emocjami nie radzi wink
          Trzeba zrozumieć wink

          A tak na poważnie to tutaj chyba tylko sądowe ustalenie kontaktów pomoże. Jasne
          określenie zasad w jakie dni i w jakich godzinach ojciec zabiera dzieci do siebie.
          • to.ja.kas Re: Taka była sobota. 01.11.09, 12:10
            Ale co zrozumiec?
            I dlaczego trzeba?
            I co to znaczy nie radzi sobie z emocjami?
            A co robi by sobie zaczac radzic?
            Jaki wpływ jej nie radzenia bedzie miał na dzieci?
            Myslisz ze taka mama bedzie przetsrzegac ustalenia sądowego.
            Idę o zakład, że nie.

            Słowo, jesli baba tak reaguje na stres i problemy, ze chocby po trupach własnych
            dzieci...serio ale ja dawno na miejscu jej meza miałabym kochankę, odeszłabym i
            zastanawiałabym się co mi padło na głowe by z kimś takim się związać.

            Do łba by mi nie przyszło mimo iz moj eks to kawał łobuza był by kiedykolwiek
            zrobić swojej córce taką jazdę.
            • mola1971 Re: Taka była sobota. 01.11.09, 12:19
              Kas, ja to o zrozumienie i emocjach napisałam złośliwie smile
              Odniosłam się do zdania niektórych foremek z tego wątku.
              Jak dla mnie baba głupia i tyle i też się nie dziwię, że facet nie wytrzymał z nią.
              Wg mnie sądowe ustalenie kontaktów może pomóc bo może po prostu będzie się bała złamać zasady ustalone przez sąd.
              Póki co sobie bezkarnie szaleje kosztem dzieci.
              A ze swoimi emocjami to niestety ale trzeba sobie radzić samemu lub z pomocą specjalisty. Tylko nie wiem czy ona na to wpadnie. Znając życie pewnie w ogóle nie uważa, że ma jakiś problem.
      • kicia031 Re: Taka była sobota. 01.11.09, 14:52
        Ona powiedziala, ty powiedziales, ale nic nie uzgodniliscie.

        Ty postawiles ja przed faktem dokonanym, nic dziwnego, ze sie
        wsciekla. Ale tobie ta eskalacja konfliktu jest chyba po prostu na
        reke.
        • sonia_30 Re: Taka była sobota. 02.11.09, 10:45
          Tu się zgadzam w pełni - uzgadniasz precyzyjnie godzinę i mieścisz
          się w czasie, jeśli nie chcesz konfliktu eskalować.
      • ravny Re: Taka była sobota. 02.11.09, 10:20
        Facet. Na siłę próbujesz kupic teraz dzieci i ich emocje byle to ciebie bardziej
        lubiły. Nie widziałeś dzieci kilka dni bo "praca" , a przecież żona też
        pracowała więc może ona też potrzebuje z dziećmi spedzić spokojny wolny czas.
        Nagle wymyslasz żeby dzieci wieczorem na cmentarz brać by im się Z TOBĄ podobało
        i atrakcje kojarzyły z tobą, obkupisz zabawkami itd, a rok temu tak zrobiłeś?
        dwa lata temu tak zrobiłeś? nie. bo kochanka była ważniejsza a od zajęć z
        dziecmi była żona-prawda?
        Poznałeś ich wcześniej z dziadkiem, czy na okolicznośc rozwodu sobie
        przypomniałeś, że trzeba ich zawlec do dziadka na cmentarz i opowiedziec
        wzruszającą historię o przodku by dzieciaki emocjonalnie do siebie przywiązać,
        teraz własnie?
        Twoja żona ma rację, jesteś niestabilny, odstawiasz pokazowkę zeby dobrze wyjść
        w sądzie a dzieci przy okazji dostaną huśtawkę i wydzieranie ich sobie przez
        oboje rodziców.
        Dlatego nie zamierzasz sie póki co rozwodzić, ani wnosic o ustalenie kontaktów
        sądowne bo wiesz, że na razie nie masz dla sądu żadnych argumentów na danie ci
        opieki do dzieci, więc przeciągasz sprawę, by na szybko dobrego tatusia zagrać.
        Jeśli nie ustaliłes z żoną innego terminu powrotu dzieci,niż ten o którym ona
        zadecydowała, to nalezało je o konkretnej godzinie odstawić, a nie liczyć na to
        że "olana" żona bedzie cicho siedzieć w domu i czekać do wieczora, że może
        dzieci kiedyś tam odwieziesz a może nie odwieziesz. Sam się przyczyniasz do
        konfliktu i to dzięki tobie równiez dzieci były swiadkiem kolejnej awantury. Ale
        to masz gdzieś , prawda? Ważne, żeby dzieciaki w sądzie mówiły jak fantastycznie
        z tatą sie bawią a nie z mamą, bo mama to tylko obowiązki a tata atrakcje.

        • eutherpe Re: Taka była sobota. 02.11.09, 10:28
          Ravny-nic dodać nic ująć.
        • kasiapfk Re: Taka była sobota. 02.11.09, 11:19
          Wiecie, co, cholera, nie sądziłam , że facet też może to zauważyć.
          Myślałam, że jako kobieta, choć rozsądnie rozwiedziona, to może
          jestem przewrażliwiona.
          A ravny 'tysz' się dopisał.
          hmmm, znowu nic czarno-białe nie jest wink
        • michszyb Re: Taka była sobota. 02.11.09, 11:25
          Ravny, co ty do cholery wróżką jesteś że wiesz co robiłem a czego nie. Ale
          proszę chętnie to wyjaśnię.
          > Facet. Na siłę próbujesz kupic teraz dzieci i ich emocje byle to ciebie bardzie
          > j
          > lubiły. Nie widziałeś dzieci kilka dni bo "praca" , a przecież żona też
          > pracowała więc może ona też potrzebuje z dziećmi spedzić spokojny wolny czas.
          > Nagle wymyslasz żeby dzieci wieczorem na cmentarz brać by im się Z TOBĄ
          podobało i atrakcje kojarzyły z tobą, obkupisz zabawkami itd, a rok temu tak
          zrobiłeś?
          > dwa lata temu tak zrobiłeś? nie. bo kochanka była ważniejsza a od zajęć z
          dziecmi była żona-prawda?

          Moaj praca wygląda w ten sposóbże mam 24 godzinne dyzury. Więc jak piszę 4 dni,
          to znaczy że przez te 4 dni byłem 96 godzin w pracy, moja żona kilkanaście.
          Resztę czasu mogła poświęcić dzieciom.

          Wyobraź sobie że kupowałem dzieciom zabawki zawsze. Od samego poczatku. Teraz
          kupiłem więcej bo chciałem zeby miały zabawki u mnie, a nie miałem i nie mam
          zamiaru zabierać żonie tych zabawek, które ja kupiłem. Co w tym dziwnego? Co do
          atrakcji? Świętqa spędzaliśmy zawsze razem i takie atrakcje de facto nie są dla
          nich jakimś novum, bo na cmentarzu juz były w kazde święta.
          Wiem do czego pijesz. Uważasz że ja generalnie olewałem swoje dzieci, nie było
          mnie nigdy dla nich a teraz staram się to nadrobić. Ale to nie jest prawda.
          Teraz chcę po prostu dac im więcej swojego czasu. Teraz tak zmieniłem swoją
          pracę, że tego czasu mam więcej.

          > Poznałeś ich wcześniej z dziadkiem, czy na okolicznośc rozwodu sobie
          przypomniałeś, że trzeba ich zawlec do dziadka na cmentarz i opowiedziec
          wzruszającą historię o przodku by dzieciaki emocjonalnie do siebie przywiązać,
          teraz własnie?

          Wiesz jak to czytam to myslę ze nie jestes do końca normalna. Zawlec na
          cmentarz? Ty masz jakieś problemy z agresją czy co?
          No wiec mój ojciec zmarł jak ja miałem 17 lat, więc moje dzieci nie miały szansy
          go poznać. W każde święta odwiedzały go ze mną na cmentarzu. Wiedzą, że ktoś
          taki istniał, choć jasne ze nie do końca to rozumieją. Co mam więcej powiedzieć,
          to miała byc "rutynowa" świąteczna wizyta. Zresztą i tak się odbędzie tylko we
          wtorek. A szkoda bo pewnie już nie bedzie tyle światełek.

          > Twoja żona ma rację, jesteś niestabilny, odstawiasz pokazowkę zeby dobrze
          wyjść w sądzie a dzieci przy okazji dostaną huśtawkę i wydzieranie ich sobie
          przez oboje rodziców

          No widzisz to nie jest żadna pokazówka. Dzieki temu że nie mieszkam juz z żoną
          mogę sie swobodnie zając dziećmi. I robię to i mam zamiar kontynuować. Co więcej
          godzę to z pracą. A pracuję dużo za wielę, tylko dla tego bo utrzymuję wygodne
          życie i dom żonie co kosztuje mnie prawie 5 tysi miesięcznie.

          > Dlatego nie zamierzasz sie póki co rozwodzić, ani wnosic o ustalenie kontaktów
          > sądowne bo wiesz, że na razie nie masz dla sądu żadnych argumentów na danie ci
          > opieki do dzieci, więc przeciągasz sprawę, by na szybko dobrego tatusia zagrać.

          A kto Ci powiedział, że ja nie zamierzam, Jedyna zwłoka wynika z faktu chęci
          dogadania sie z żoną zanim podejmę kroki prawne. Ale fakt, to się raczej nie uda.

          > Jeśli nie ustaliłes z żoną innego terminu powrotu dzieci,niż ten o którym ona
          zadecydowała, to nalezało je o konkretnej godzinie odstawić, a nie liczyć na to
          że "olana" żona bedzie cicho siedzieć w domu i czekać do wieczora, że może
          dzieci kiedyś tam odwieziesz a może nie odwieziesz.

          Ale jak mam coś ustalić skoro ona krzyczy do słuchawki, ze ma być tak a nie
          inaczej. Wyraźnie jej powiedziałem, że nie dostosuję się do tego co próbuje
          wymusić. Koorwa mać. Chciałem po 4 dnaich spędzić z nimi 8 godzin, a nie 4. To
          ona eskaluje konflikt zmuszając mnie złośliwie do ustępstw.

          mama to tylko obowiązki a tata atrakcje.

          A jak ma być inaczej skoro mogę spędzić z nimi 4 godziny. Mam ich wychowywać w 4
          godziny. Jak mama chce żeby tata to też były obowiązki to musi stworzyć ku temu
          jakieś warunki. Czy nie?
          • eutherpe Re: Taka była sobota. 02.11.09, 11:42
            Wiesz co Michszyb?Przedstawiasz się w pozytywnym świetle-idealny ojciec, mąż
            potwora,zapracowany dla rodziny. Tylko dlaczego zamiast ratowac rodzinę i mając
            dwóch wspaniałych synków, grzałeś pościel kochance?Bo zona krzyczała?Wybacz.
            • michszyb Re: Taka była sobota. 02.11.09, 16:24
              Tak dlatego że krzyczała. Właśnie koorwa dlatego. I co? Tak byłem głupi i
              niedojrzały że na to pozwoliłem.
              Czasu cofnąć się nie da.
              Ludzi zmienić na siłę nie można.
              • mola1971 Re: Taka była sobota. 02.11.09, 16:34
                michszyb napisał:
                > Ludzi zmienić na siłę nie można.

                Generalnie czy na siłę czy bez niej ludzi nie da się zmienić.
                Zmienić można tylko siebie. I swoje podejście do innych ludzi.
          • kasiapfk Re: Taka była sobota. 02.11.09, 11:50
            Michszyb, ty się nie gorączkuj, tylko wyciągaj wnioski.
            To, co napisał ravny, też mi przyszło do głowy.
            A to oznacza, że INNYM (w tym sądowi) też może przyjść do głowy.
            Hmm, należało się spodziewać, że rozstanie z powodu innej kobiety
            tak może się skończyć.
            Czy naprawdę liczyłeś na zrozumienie z jej strony?
            To, co mozesz zrobić dla DZIECI, to unikać konfliktów z ich matką.
            Nawet za cenę ustępowania do pewnego stopnia. Może tak: będę miał
            dzieci ale ustąpię w tym i tamtym. Coś za coś. No różowo to NIGDY
            moze nie być.
            Trzeba robić tak, by było najmniej dotkliwie dla dzieci.
          • to.ja.kas Re: Taka była sobota.. 02.11.09, 12:23
            michszyb napisał:

            >> mama to tylko obowiązki a tata atrakcje.

            > A jak ma być inaczej skoro mogę spędzić z nimi 4 godziny. Mam ich
            >wychowywać w 4 godziny. Jak mama chce żeby tata to też były
            >obowiązki to musi stworzyć ku temu jakieś warunki. Czy nie?

            Nie.
            Ucz się.
            Płacisz i fundujesz atrakcje : chcesz kupić dzieci.
            Nie płacisz lub tylko to co zasądzi sąd: jesteś bezduszną łajzą
            która nie interesuje się dobrem i potrzebami dzieci.

            Masz oczekiwania : skoro odszedłeś z domu zapomnij, płacenie NIE
            jest podstawą do tego by oczekiwać współpracy z matką dzieci.
            Nie masz oczekiwań, generalnie masz spotkania gdzieś: jesteś
            niekontaktowy i zły tata.

            Próbujesz z żoną ustalić harmonogram widzeń z dziećmi - nie masz
            prawa szemrać. Inaczej nie szanujesz uczuć zony i jej praw.

            Żona krzyczy na Ciebie przy dzieciach i wyzuwa - widocznie ma
            powody, zastanów sie i zmien. Ale nawet po zmianie nie oczekuj
            innych reakcji bo kiedyś ją zraniłeś.
            Ty krzyczysz na żonę przy dzieciach - jestes przemocowiec i należy
            ograniczyć Ci władze rodzicielską oraz założyć sprawę o znęcanie się.

            I pamiętaj, nie ma znaczenia jakim ojcem jesteś i jakim chcesz być.
            Najważniejsze jest to, że dałeś ciała jako mąż.


            Jak to już pojmiesz i nauczysz sie jak wychowywac swoje dzieci
            zgadazajac sie na 2 godziny co drugi tydzien i płacac 5000 zł
            alimentów to reszta pojdzie gładko...chyba wink

            Zyczę powodzenia.
            • ajmj Re: Taka była sobota.. 02.11.09, 13:23
              Kas. Bravosmile
              • krezzzz100 Re: Taka była sobota.. 02.11.09, 13:42
                Tak właśnie będziesz oceniany- jako mąż, który OŚMIELIŁ się odejść. Nie jako
                ojciec.
                Widzisz, co się liczy- NIE OŚMIELAĆ SIĘ. Nie liczysz się jako ojciec, nie liczy
                się jakość związku. Masz być, nie odchodzić, bo ja nie, to dostaniesz w d...ę.

                Trzymaj się. Dasz radę.
                Wystąp o zabezpieczenie kontaktów jak najszybciej. Pisz te listy do żony, byś
                miał dokumentację - w listach omawiaj sytuację.

                Z dziećmi utrzymuj kontakt intensywny w jakości, skoro na ilości musisz
                (chwilowo). Z żoną nie wdawaj się w pyskówki ani inną szarpaninę. Notuj każdą
                godzinę spotkań z dziećmi.
                • krezzzz100 Re: Taka była sobota.. 02.11.09, 13:47
                  Pardon, uciekło:

                  ...skoro na ilości musisz oszczędzać.
                • kicia031 krezzzzz100 02.11.09, 15:05
                  ja rozumiem, ze bronisz faceta, ktory zdradzal zone i porzucil
                  rodzine dla kochanki. Inaczej musialabys popasc w dysonas poznawczy
                  i miec sama sobie za zle, ze zrobilas to samo. I dlatego tez nie ma
                  w tobie wspolczucia i zrozumienia dla osoby zdradzonej. Musialabys
                  sie uznac za suke, a ktoz z nas to lubi?

                  Ja tam dla czlowieka, ktory tkwil przez lata w nieudanym zwiazku,
                  ani razu nie powiedzial, ze mu nie odpowiada, splodzil w tym zwiazku
                  2 dzieci i gdy mlodsze mialo pol roku poszedl robic bokami, jakos
                  nie mam sympatii. Niezaleznie od plci.

                  Fakt, dzieci potrzebuja ojca. Tylko szkoda, ze ojciec o tym nie
                  myslal, zamiast:
                  1. podjac probe naprawy zwiazku
                  2. Gdy proba nieudana – rozstac sie kulturalnie, uzgadniajac zakres
                  opieki nad dziecmi
                  3. szukac kolejnego partnera życiowego.

                  Zamiast tego jest brak komunikacji, zastepowany biernoagresywnym
                  stawianiem zony przed faktem dokonanym.

                  Autor watku pisze, ze chce uczyc swoich synow, jak być mężczyznami.
                  Tylko, żeby kogokolwiek czegokolwiek uczyc, to trzeba to najpierw
                  umiec.
                  • to.ja.kas Re: krezzzzz100 02.11.09, 15:28
                    Nooo mama nauczy, włamań do samochodu, wyzwisk, krzyków i
                    załatwiania problemów siłowo.

                    Naprawdę jako rodzice nie umiecie oddzielić swoich uczuc do eks jako
                    małżonka/zony od dobra dzieci?
                    Rozumiem, że to ponad siły wiekszości piszących tu osób.

                    A nazwanie kogoś suką na forum wskazuje na klasę piszącego. jeśli
                    już ktos miłby prawo nazwać tak Krezzz to tylko jej eks. I jeśli tak
                    z Wami kochane żony się rozmawia i takich argumentów uzywacie...to
                    ja naprawdę dziwie sie chłopom coraz mniej.
                  • mola1971 Re: krezzzzz100 02.11.09, 15:43
                    Wiesz co Kiciu? Jeśli na to forum przyjdzie żona Michszyba to będziesz mogła sobie nad nią i jej losem pobiadolić. Póki co po pomoc i zrozumienie przyszedł tu Michszyb a Ty skoro nie umiesz lub nie chcesz mu pomóc to chociaż odpuść sobie ataki personalne na niego i innych forumowiczów.
                    Opowieści o tym co kto, kiedy i jak zrobić powinien na nic się zdadzą bo zrobił jak zrobił i jest jak jest. I potrzebuje pomocy w naprawie teraźniejszości bo przeszłości ani on ani Ty zmienić nie możecie.
                    Co do Twojego ataku na Krezzz... Grubo poniżej pasa i bez sensu, ale tylko i wyłącznie sobie takimi atakami wystawiasz świadectwo.
                    • kicia031 Re: krezzzzz100 02.11.09, 16:06
                      Póki co po pomoc i zrozumienie przyszedł tu
                      > Michszyb a Ty skoro nie umiesz lub nie chcesz mu pomóc to chociaż
                      odpuść sobie
                      > ataki personalne na niego i innych forumowiczów.

                      Sek w tym, ze utwierdzajac michszyba w przekonaniu, ze mu sie nalezy
                      wszystko to, co chce, nikt mu nie pomaga. Bo w zyciu nie dostaje sie
                      tego, co sie chce, albo sie placi za to cene.

                      Zrozumienie, kiedy sie robi zle, naprawienie krzywdc pozwala
                      zachowac szacunek swoj wlasny i innych, i osuagnac dalekosiezne
                      cele, takie jak wiez z dziecmi. Upieranie sie, ze JA CHCE, bez
                      liczenia sie z innymi prowadzi wylacznie do eskalacji konfliktu, na
                      czym, jak zwykle, cierpia dzieci. Juz ucierpialy i jesli cokolwiek,
                      co tu napisze pomoze im nie odniesc wiekszych szkod, to nic innego
                      mnie nie obchodzi.
                      • mola1971 Re: krezzzzz100 02.11.09, 16:12
                        Widzisz, czasem dobrze jest spojrzeć na problem trochę szerzej...
                        Skoro facet przyszedł na to forum i szczerze opisuje swoje życie to jak dla mnie oznacza, że wcale nie jest jakimś bezrefleksyjnym gadem jak się Tobie wydaje.
                        Odnoszę wrażenie, że jest bardzo otwartym na rozmowę człowiekiem, ale jeśli atakuje się go bezpośrednio to po prostu się broni. Bo co ma niby zrobić?
                        Od jego pierwszego postu na tym forum wg mnie już zrobił kawał roboty ze swoim życiem. A że popełnia błędy? Jak każdy z nas. Na tym forum piszą sami niedoskonali ludzie, którzy mają prawo do błędów.
                      • to.ja.kas Re: krezzzzz100 02.11.09, 16:15
                        Obie strony działają na zasadzie JA CHCĘ !!!!
                        I matka i ojciec. Matka posuwa sie tez przy dzieciach do przemocy.
                        A tego NIE usprawiedliwia nic.
                        Tak jak NIC nie usprawiedliwia chłopa który pierze po pysku kobietę.

                        Ojciec nie chce cudów na kiju, on chce mieć prawo do spędzania czasu
                        ze swoimi dziećmi. Płaci alimenty, zaspokaja ich potrzebę kontaktu z
                        najbliższą dla nich osobą. Równie bliską jak matka.

                        To co działo się między ojcem a matka NIE POWINNO miec wpływu na
                        kontakty z dziećmi i KAŻDY psycholog Ci to powie.

                        Nazywanie suką osobę Ci zupełnie nieznanej wskazuje iż stosujesz to
                        co zarzucasz Michszybowi - agresje.

                        I tak własnie wygląda hipokryzja pt. kobieta może a mężczyzna nie.
                      • krezzzz100 Re: krezzzzz100 02.11.09, 16:30
                        Michszyb przyszedł z problemem. Ten problem dotyczy kontaktów z dziećmi, nie-
                        jego osobistej historii z żoną.
                        To, jakie są winy Michszyba, Twoje, moje, anioła stróża czy kogokolwiek innego,
                        nie ma tu nic do rzeczy.

                        Szacunku, jak na razie, nie okazujesz Ty. Jak się tego nauczysz, pozwolisz
                        zachować szacunek do siebie.

                        Nie wiesz, z czyjego powodu ucierpiały dzieci (jeśli ucierpiały). Michszyb pyta,
                        co robić, by dzieci cierpiały MNIEJ. Rozumiesz?
                        Dla mnie to wyraz dojrzałości. Odbieram go jako dobrego ojca.

                        Co do tego, co Ciebie obchodzi- obchodzi Cię TWÓJ problem. Ale - dlaczego
                        przeprojektowujesz go na innych, zamiast zająć się jego rozwiązywaniem?
                  • krezzzz100 Re: krezzzzz100 02.11.09, 16:00
                    Droga Kiciu,
                    ważyłabym na Twoim miejscu słowa, albowiem:
                    1. Kultura osobista zobowiązuje.
                    2. Niewiele o mnie wiesz.

                    Współczuję Ci.
                    • krezzzz100 Re: krezzzzz100 02.11.09, 16:08
                      Dzięki, Kas i Molu
                      • fituq Trend niezmienny 02.11.09, 18:16
                        Kochanki obecne i byłe, żonatych-dzieciatych menów, rzuciły się bronić
                        postępowania autora i za trwanie obecnego konfliktu lojalnym chórkiem obwiniają
                        głównie obecną jego żonę.
                        Nuda.

                        • mola1971 Re: Trend niezmienny 02.11.09, 18:20
                          No popatrz...
                          Jasnowidzka się znalazła wink
                          Przeczytaj uważnie CAŁY wątek. Tu chodzi przede wszystkim o ochronę DZIECI.
                          • fituq Re: Trend niezmienny 02.11.09, 18:27
                            Oooczywiście.
                            • mola1971 Re: Trend niezmienny 02.11.09, 18:32
                              No widzę ooooogromną otwartość na dyskusję wink
                              Dla jasności wszechwiedząca - byłam zdradzaną żoną i wiem jak to smakuje, ale w żaden sposób nie usprawiedliwia to pogrywania sobie dziećmi.
                              • kasiapfk Re: Trend niezmienny 02.11.09, 19:49
                                ale w
                                > żaden sposób nie usprawiedliwia to pogrywania sobie dziećmi.
                                Bingo.
                                dla Michszyba mam pomysł jeden: do sądu i zabezpieczać kontakty z
                                dzieckami. Innego wyjścia w TEJ chwili nie widzę. Bo Michszyb do tej
                                pory pozwalał by baba wlazła mu na głowę i teraz w drugą stronę go
                                wzięło, a żona się przyzwyczaiła, że robi co chce i ma "argumenty"
                                przy sobie i nie przyjdzie jej do głowy, że beznadziejnie głupio
                                robi. I kuku dzieckom.
                                Dzieci goopie nie są, kiedyś się przekonają, że wojna podjazdowa nie
                                opłaca się. Chodzi o to, by nie musiały się przekonywać późno.
                        • krezzzz100 Re: Trend niezmienny 02.11.09, 18:51
                          A to ciekawe, bo nigdy nie byłam kochanką żonato-dzieciatego))

                          Skoro nuda, to po co się udzielasz?

                        • sonia_30 Re: Trend niezmienny 02.11.09, 20:06
                          Bo tu tylko 2 opcje mogą być Fituq - albo obrona albo atak. I
                          obydwie się w wątku przeplatają. Jeśli chcesz by było mniej nudno,
                          zaproponuj cokolwiek nieszablonowego, może wszyscy na tym
                          skorzystają? Bo oceniać że nuuudaaaa, nuuudnoooo jest.
                  • michszyb Re: krezzzzz100 02.11.09, 16:22
                    Gwoli ścisłości:
                    > Ja tam dla czlowieka, ktory tkwil przez lata w nieudanym zwiazku,
                    > ani razu nie powiedzial, ze mu nie odpowiada, splodzil w tym zwiazku
                    > 2 dzieci i gdy mlodsze mialo pol roku poszedl robic bokami, jakos
                    > nie mam sympatii. Niezaleznie od plci.

                    Po pierwsze sygnałowałem tak jak umiałem, co mnie boli. Nie będę tu roztrząsał
                    szczegółów. A z drugiej strony myślę też że partner, jeśli jest inteligentny, w
                    związku powinien wiedzieć kiedy robi rzeczy które spowodują że ta druga strona w
                    końcu pęknie. To było 18 lat znajomości i bycia razem i 9 lat małżeństwa. To nie
                    była chwila.
                    • zabelina Re: krezzzzz100 02.11.09, 21:42
                      Związek polega na komunikacji, nie na oczekiwaniu na czyjeś błyski inteligencji.
                      Jeśli chcesz cokolwiek osiągnąć w obecnej sytuacji, naucz się asertywnej
                      rozmowy, staraj się podchodzić do tematu konkretnie acz spokojnie. Wbrew pozorom
                      Twoja postawa ma ogromny wpływ na jej zachowanie. Polecam Ci przeczytanie
                      "Porozumienie bez przemocy" Marshalla Rosenberga. Naprawdę znajomość tej lektury
                      w Twojej sytuacji może się przydać.
                    • kicia031 Re: krezzzzz100 03.11.09, 10:15
                      Po pierwsze sygnałowałem tak jak umiałem, co mnie boli. Nie będę tu
                      roztrząsał
                      > szczegółów. A z drugiej strony myślę też że partner, jeśli jest
                      inteligentny, w
                      > związku powinien wiedzieć kiedy robi rzeczy które spowodują że ta
                      druga strona
                      > w
                      > końcu pęknie. To było 18 lat znajomości i bycia razem i 9 lat
                      małżeństwa. To ni
                      > e
                      > była chwila.

                      Moza nastepenym razem, zamiast sygnalizowac, po prostu powiedz.
                      jasno i ktorko. jak nie umiesz, zapisz sie na jakies kursy
                      komunikacji. Liczenie na to, ze partner sie domysli, jest kompletnie
                      bez sensu. Oducz sie tego jak najszybciej, bo spieprzysz kolejny
                      zwiazek.

                      No wlasnie - 18 lat to znosiles - skad zona miala wiedziec, ze ci to
                      nie odpowiada. Po co wziales slub, po co zdecydowales sie na 2
                      dzieci, kiedy bylo zle?

                      Nie wiemy, czy to malzenstwo bylo do uratowania, czy nie. Sek w tym,
                      ze gdybys rozstal sie z klasa, to nie mialbys obecnych problemow z
                      zona. Dziwisz sie, ze ona nie ma zaufania do czlowiaka, ktory
                      zdradzil ja 6 miesiecy po porodzie? Ty miaslbys do niej zaufanie,
                      gdyby cie zdradzila?

                      Chlopie, ty masz powazny problem ze sona,. Przerzucasz sie od
                      biernosci do agresji, jak male dziecko, idz sie leczyc, a wyjdzie to
                      na korzysc i tobie, i twoim dzieciom.
    • krezzzz100 Napisz do niej 01.11.09, 14:11
      Napisz do niej list, wyślij go mailem i poleconym (będziesz miał dowody wysłania).

      Zawrzyj w nim swój pogląd na rodzicielstwo- opiekę wspólną, to że dzieci
      potrzebują obojga rodziców oraz plan takiej opieki- rozpisany szczegółowo.

      Zrób to jak najszybciej. Poproś też o pilną odpowiedź. W razie braku, pisz
      kolejne listy. Każdy z pozytywną propozycją.
      W kolejnym zawrzyj propozycję udania się do poradni lub do mediatora. Oszczędnie
      z krytyką osobistą, ale sytuację opisuj szeroko. Chodzi o ślady Twojej
      świadomości sytuacji i opisy działań.

      Nie odpuszczaj widzeń z dziećmi. Prośbę o każde widzenie potwierdzaj mailowo
      (byś miał do wydruku). Buduj relację z dziećmi każdym możliwym sposobem (bez
      oczywiście uszczuplania jej terenu).

      Po kilku listach, jeśli nie będzie reakcji, wnieś do sądu o zabezpieczenie
      kontaktów. Ale ją o tym uprzedź, żeby nie była zdziwiona.

      Twoja żona gra dziećmi. Nie możesz na to pozwolić. Wasze życie osobiste a
      rodzicielskie to odrębne sprawy. Ona powinna pójść do psychologa, zasugeruj jej to.

      I najważniejsze- te sprawy nie mogą się odbywać przy dzieciach! Nigdy do tego
      nie dopuszczaj! Ucinaj sytuację bezwzględnie. Pamiętaj- kochający dzieci
      odpuszcza bezpośrednio. Wszystko opisuj w tych listach.

      Widzę, że ciężka droga przed Tobą. Sił życzę.

      • handra Jak swiat swiatem 02.11.09, 22:37
        to kobiety choc z podlymi charakterami mialy zawsze w sprawach
        dzieci wieksze prawa. Ojciec czesto moze dzieciom wiecej zaoferowac
        jak matka ale to sie nie liczy to zaraz podejrzane, bo to przeciez
        tylko matki maja dobre intencje i prawo do milosci. Ojca mozna
        sponiewirac on moze tesknic i czekac na spotkanie z dziecmi,ich
        tesknota za ojcem tez sie nie liczy. Wiele kobiet jest okrutnych i
        podlych. Mam nadzieje, ze wprowadzanie kar dla rodzicow
        utrudniajacych kontakty nauczy niektore damy rozumu.
    • leptis ... 03.11.09, 08:09
      Przeczytalem od poczatku pobieznie co napisales poczawszy od lata.
      O domu, o trawniku do skoszenia, o nie doladowanej pralce-z braku Twoich rzeczy.

      Sensowne wydaje mi sie Twoje probowanie dogadania sie za wszelka cene
      zanim Sadami zaczniecie Siebie straszyc i pojscie z gotowym,
      zgodnym rozwiazaniem.

      Wasz dom obciazony kredytem ok. 500 tys. PLN.
      i Zona ze swoimi 2 tys pensji miesiecznej.
      Czy realnie stac Ciebie na te 5 tys. miesieczna pomoc przez X lat?
      Czy jednak nie pekniesz kiedys?

      Mysle, ze to w Twojej bardzo praktycznej Zonie tkwi
      i ludzki strach przelewa sie na Wasze obecne relacje,
      choc do tego sie nigdy Tobie nie przyzna-takim nie wypada.

      Popracuj nad sensownym i wiarygodnym rozwiazaniem.
      Moze/nie musi poprawic Wasze pozostale relacje.



      pozdrawiam


      • eutherpe Re: ... 03.11.09, 08:48
        No cóż, znana jest jedynie jedna strona-relacja Michszyba. Bardzo łatwo można
        kogoś zaszufladkować do kategorii potwora i pieniacza ale jej postawa ma swoje
        podłoże, jakkolwiek ono byłoby.Biedny, stłamszony, nie mogący zniesć krzyków,
        awantur-idzie w ramiona nastepnej, zamiast usiąść z ŻONĄ, potrzymać za rękę i
        powiedzieć-Słuchaj, jest źle, nie radzimy sobie z emocjami, może spróbujemy dla
        naszej rodziny uratowac cokolwiek tylko się da. Może pomoże nam wspólna
        terapia?Jakoś nie wierzę,ze potwór zacząłby w tym momencie krzyczeć.
        Poza tym, drogie Panie-przecież Michszyb nie napisze nic na swoją niekorzyść.
        Tak bardzo się stara, tak bardzo poświęca się( już wiemy o 5 tysiącach wydatków
        na potwora), dzieci przerazone postępowaniem Matki lgną do ojca, który wtula
        głowę w piasek i drży przed kolejnym atakiem żony.Wiesz co Michszyb-nie znam
        Twojej żony ale wydaje mi się,ze ani odrobinę nie starales się to ratować.
        Chciałeś rady-idź do SĄDU, złoz pismo o regulację kontaktów i sprawa załatwiona.
        Póżniej badanie w RODK.
    • ewkalukasik Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 03.11.09, 10:34
      może to jest trochę tak, ze teraz bardziej się stara byc lepszym
      Ojcem ,ale skoro nie robi tego po to żeby zabrac potem żonie Dzieci
      lub żeby był potem lepiej widziany w sądzie, to chyba nie jest to
      takie złe to co robi.Dobrze by było aby każde z nich miało na
      względzie dobro Dziecka.
      cudowny pomysł lecz nie wykonalny,to taka sama sytuacja jak u mnie ,
      w domu jest cicho i spokój ale tylko wtedy kiedy jak ja robie tak
      jak oni mi każą.
      Ja kiedy zabralam Małe na festyn i przypadkiem jego portfel został w
      samochodzie i nie zostawiłam go w domu tylko zabrałam przez
      przypadek z sobą to już po 15minutch miałam sms-a od męża "niech
      zginie złotówka z portfela k.... to będziesz miała jazde"
      to jest chore ,bo co w tym złego gdybym wzieła nawet tą złotówkę
      i kupiła Małym wate cukrową czy niewiem lody...
      Nie ważne że to jego dzieci, ważne ze nie wolno dotykac jego
      portfelasad
      a tu widac że się stara zbudowac jakies relacje między swoimi
      Dziecmi,nie nastawia ich przeciw matce,mając nową kobietę nie
      zabiera żonie i Dzieciom domu tylko nadal na nie łoży.
      I chodz nie wiadomo jak jest do końca naprawdę ,(bo nikt nie mówi na
      swoją niekożysc) to jednak nie jest jakims skończonym draniem jakim
      jest mój mąż.

      • sonia_30 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 03.11.09, 10:52
        Cel nie zawsze uświęca środki. Nie wyobrażam sobie grzebania mi
        samopas w portfelu czy w torebce. To są rzeczy osobiste. Owszem,
        gdyby ktoś spytał czy może coś tam wziąć i uzyskał moje
        przyzwolenie - proszę uprzejmie, ale nie tak sobie ot, bo zostawiłam
        gdzieś, więc jest okazja.
        • ewkalukasik Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 03.11.09, 10:58
          Tylko że to jest prawda,ja nie zrobiłam tego specjalnie i nie
          wzielam ani nie mialam takiego zamiaru brac cokolwiek z jego
          portfela.
          Biorąc Małe miałam swoje pieniądze żeby kupic im pare drobnostek.
          Czy bym wziała czy nie , nie ma nikt prawa tak odnosic się do
          drugiego człowieka ,czy nie powinien najpierw sprawdzic czy wziełam
          a potem oceniac a nie odwrotnie?
          • sonia_30 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 03.11.09, 11:14
            Owszem podejść tak nie powinien i dziwne że pisze w sposób
            wskazujący na prawdopodobieństwo, że coś z tego portfela wyjmiesz.
            Ale ja się odniosłam do Twojego stwierdzenia "co w tym złego gdybym
            wzieła nawet tą złotówkę i kupiła Małym wate cukrową czy niewiem
            lody...".
    • dorata351 Re: Żona nie chce żebym zabierał dzieci. 04.11.09, 07:30
      Michszyb jednak ma cos w sobie. Wszyscy się gardłujemy nad jego
      postami. Chyba maja najwięcej wpisów, potrafi chłopak skupic uwagę.
      Niesamowite, że tak sie podporzadkował żonie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja