Rozgrywki przedrozwodowe

29.11.09, 18:50
Jestem związana z żonatym mężczyzną. Nie brzmi to dobrze, to długa historia,
dodam wyjaśniąjąco, że przemilczał na początku fakt posiadania żony a potem
byliśmy już tak zakochani, że nie potrafiłam odejść gdy trwające nadal
małżeństwo wypłynęło na światło dzienne. Czułam się wstrętnie oszukana ale
uczucie przeważyło i jego prośby bym została z nim na zawsze. On jest
człowiekiem nisłychanie ciepłym, radosnym, opiekuńczym.
Trwa to już kolejny rok, kocham, jestem kochana i zapewniana o tym co dzień,
spędzamy z sobą dużo czasu. Jego żona na pewno się domyśla lecz nie wykonuje
żadnych ruchów. Ja czekam na obiecany rozwód. Mają kilkunastoletnie dziecko
więc mój M ma wielkie wyrzuty sumienia, żona zresztą mu zarzuca w awanturach ,
że ich aktualne kłopoty z dzieckiem(rozrabianie i sporadycznie narkotyki) to
przez M. Nie pytam o jego relacje z żoną, nie radzę, nie wnikam. Czekam by
decyzję podjął samodzielnie i uczciwie wobec żony, żeby to oni sami załatwili.
Dotychczas to on głównie utrzymywał dom, ma swoją działalność gospodarczą więc
wypłaty nie ma stałej i do sprawdzenia jej wysokości.
Ostatnio wygadał się, że założył oddzielne konto bankowe, na które wyprowadza
od dłuższego czasu część zarabianych przez siebie pieniędzy. Popiera to hasłem
>chcę, to tak ułożyć żeby nam na przyszłość było dobrze< . Może głupia jestem,
ale poczułam się kolejny raz nieprzyjemnie, to sa ciągle pieniądze z których
powinien się rozliczyć z żoną i swoją obecną rodziną. Ja tych pieniędzy nie
potrzebuję i nie chcę być uszczęsliwiana majątkiem potajemnie wyprowadzonym z
małżeństwa. Dla mnie to minus dla M.
Czytam to forum i dochodzę jednak do wniosku, że większość tych co myślą o
rozwodzie zabezpiecza sobie tyły i już przed rozwodem zbiera obciążajace
dowody przeciwko małżonkowi, prowokuje sytuacje by potem mieć świadków
przeciwko... albo okrada go z wspólnego majątku. Może powinnam się cieszyć,
że M. tak myśli o naszej przyszłości a nie potępiać go za to? Jakoś nie umiem
się cieszyć sad
    • nangaparbat3 Re: Rozgrywki przedrozwodowe 29.11.09, 18:57
      Też bym nie umiała (sie cieszyc), bo niby jak?
      Juz codzienne zapewnianie Cię, że jestes kochana, zapalilo mi czerwona lampkę -
      może sie mylę, ale wydaje mi się się, ze w miarę normalny męzczyzna, nawet
      bardzo zakochany, tak sie nie zachowuje.
      Co do reszty - klamczuszek ci on. Ciebie okłamał (bo takie przemilczenie to
      jawne klamstwo) ze ma żonę, zonę okrada - fuj.
      • ypsylonc Re: Rozgrywki przedrozwodowe 29.11.09, 20:23
        > Co do reszty - klamczuszek ci on. Ciebie okłamał (bo takie przemilczenie to
        > jawne klamstwo) ze ma żonę, zonę okrada - fuj.


        Mnie właśnie przy tym zapaliła się lampka. Bo pierwsze kłamstwo jakoś
        przełknęłam, wytłumaczył się dlaczego i jestem skłonna zrozumieć sytuację u
        niego i strach, że odejdę. Lecz to, że teraz działa jak by nie było przeciwko
        żonie, bo tak to rozumiem, póki sa małżęństwem to ich majątki wspólne... Sam
        wybrał, że ciągle w tym małżęństwie jest...przeciez może nie być. On twierdzi,
        że to tylko formalność i nawet mnie już jako swoją zonę czasem przedstawia.
        Tknęło mnie, a co będzie gdy we mnie się odkocha? Też najpierw ustawi sobie
        nowe życie, wyprowadzi kasę a potem mi powie , że odchodzi? sad Kocham go lecz
        chyba nam się rozmija pojęcie uczciwości.
        • maza15 Re: Rozgrywki przedrozwodowe 29.11.09, 20:34
          Dobrze,że miłość Cię nie zaślepiła.
          Już wiesz,że nie jest to uczciwy meżczyzna.
        • nangaparbat3 Re: Rozgrywki przedrozwodowe 29.11.09, 21:09
          Jak sie odkocha, potraktuje Cie jak teraz żonę.
          Przykro mi.
        • dul-cynea Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 13:37
          nigdy nie mogłabym być z facetem, który by mnie okłamał w tak ważnej sprawie jak
          to, że jest żonaty... To nie jest jakiś drobiazg, o którym można zapomnieć.
          Powinien Ci powiedzieć choćby dlatego, byś mogła rozważyć, czy Twoje zasady
          etyczne pozwalają Ci na związek z żonatym. Faceci tego pokroju wiedzą, że
          większość kobiet na to nie pójdzie i dlatego kłamią. Dziwię się autorce wątku.
          Jak można być z facetem, którego się nie szanuje. Nie wierzę, że można szanować
          faceta, który tak manipuluje. Żałosny jest człowiek, który z poczucia winy nie
          ma odwagi zakończyć związku i czeka, aż żona się domyśli i sama podejmie
          decyzję. Jeszcze gorzej, gdy przygotowuje się do tego wyprowadzając kasę.
          Koszmar. Wpadasz w pułapkę uważając, że jesteś wyjątkowa. Nigdy nie myśl, że
          facet będzie Cię traktował inaczej niż inne bliskie osoby w swoim życiu.
          • olek_m Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 19:08
            Kto jest bez grzechu... Powiedz mi, czy ty zawsze wszystko
            zrobiłaś w porządku?
            Jeśli masz małżeńswto, które nie działa, to skażesz się na
            samotność przez bycie super szczerą do kobiety, która może okazać
            się miłością twojego życia?
        • olek_m Jako meżczyzna - przedstawię drugą stronę medalu 01.12.09, 18:53
          To, że mężczyzna nie przyznaje się do posiadania żony jest bardzo
          dobrze uzasadnione. Ty jesteś takim uzasadnieniem. Po prostu
          mężczyzna, deklarując się jako żonaty, może poznać najwyżej dziwkę.
          Bo jaka normalna kobieta zada się z żonatym?
          Druga sprawa, gromadzenie pieniędzy na przyszłość, świadczy, że
          traktuje cię poważnie. To jest po prostu rozsądne, rozwód będzie
          się toczył długo, a pieniędzy w pewnym momencie może zabraknąć.
          Oczywiście ty wiedząc, o tym jego zachowaniu, postaraj się
          zabezpieczyć na wypadek gdyby jego miłość wyschła drugi raz.
          • dul-cynea Re: Jako meżczyzna - przedstawię drugą stronę med 01.12.09, 20:31
            To jest brak szacunku dla obu kobiet. Okłamujesz kochankę, bo nie chciałaby Cię
            znać, gdyby znała prawdę. To jest przedmiotowe traktowanie człowieka,
            sprawdzanie, czy to będzie miłość życia, wtedy może się rozwiedziesz. Uczciwy
            człowiek rozwodzi się dla siebie, a nie wtedy, gdy ma już umoszczone nowe
            gniazdko. Kochanka chyba ma prawo wiedzieć, z kim ma do czynienia.
            • olek_m Re: Jako meżczyzna - przedstawię drugą stronę med 02.12.09, 12:22
              dul-cynea napisała:

              > To jest brak szacunku dla obu kobiet.
              Dlaczego?
              >Okłamujesz kochankę, bo nie chciałaby Cię
              > znać, gdyby znała prawdę.
              Prawda i miłość nie zawsze chodzą pod rękę. Przykład nasza
              bohaterka. Dlaczego mężczyna miałby się wyrzec miłości (czyli
              szansy na szczęście w życiu) dla czegoś tak abstrakcyjnego jak
              prawda absolutna w miłości. Przecież to nawet nie istnieje -
              wystarczy, że zapytasz swojego ukochanego: kochanie, czy ładnie
              wyglądam i już przekonasz się, że prawda nie istnieje.
              > To jest przedmiotowe traktowanie człowieka,
              > sprawdzanie, czy to będzie miłość życia, wtedy może się
              > rozwiedziesz.
              A jak zrobisz inaczej nie ma szansy na miłość życia, prawda?
              Zresztą zróbmy test: niech facet podrywa dziewczyny mówiąc im od
              razu, że szuka miłości życia. 90% ucieknie po takim tekście, prawda?
              Może miłość życia nie przychodzi tylko wtedy gdy ma, tylko wtedy
              gdy sama chce???
              > Uczciwy
              > człowiek rozwodzi się dla siebie, a nie wtedy, gdy ma już
              umoszczone nowe
              > gniazdko.
              Może prawda, uczciwy myślimy głupi, tak?
              > Kochanka chyba ma prawo wiedzieć, z kim ma do czynienia.
              Oczywiście ma prawo!
          • ypsylonc Re: Jako meżczyzna - przedstawię drugą stronę med 01.12.09, 22:05
            Dzięki. Przypuszczam, ze tak właśnie to może wyglądać. Tylko nie jestem pewna,
            czy stać mnie na związek z kimś, komu na wszelki wypadek nie mogę ufać bo jego
            rozsądek myśli tylko o sobie... Są ludzie, którzy robią różne rzeczy nie
            ogladajac się na innych byle swój cel osiągnąć i nie mają dylematów, bo cel jest
            najważniejszy. Nigdy to nie była moja filozofia zycia a wokoło pełno tego...
            • olek_m Re: Jako meżczyzna - przedstawię drugą stronę med 02.12.09, 12:24
              Masz rację. Tu się zaczyna twój wybór. Zdaje się, że jesteś
              rozkosznym stworzeniem z twoim podejściem do życia i miłości. Facet
              ma szczęście.


              ypsylonc napisała:

              > Dzięki. Przypuszczam, ze tak właśnie to może wyglądać. Tylko
              nie jestem pewna
              > ,
              > czy stać mnie na związek z kimś, komu na wszelki wypadek nie mogę
              ufać bo jego
              > rozsądek myśli tylko o sobie... Są ludzie, którzy robią różne
              rzeczy nie
              > ogladajac się na innych byle swój cel osiągnąć i nie mają
              dylematów, bo cel jes
              > t
              > najważniejszy. Nigdy to nie była moja filozofia zycia a wokoło
              pełno tego...
    • ekscytujacemaleliterki Re: Rozgrywki przedrozwodowe 29.11.09, 18:59
      A napisalas bo?
      Szukasz porady, otuchy czy rozgrzeszenia?
      Jesli czytasz to forum od dluzszego czasu to zapewne doczytalas sie rowniez ile
      tu bolu zon i mezów zdradzanych. A o tym nie wspomnialas.
      • krezzzz100 Re: Rozgrywki przedrozwodowe 29.11.09, 19:13
        No tak, Litery. W łeb ją ((((
    • maza15 Re: Rozgrywki przedrozwodowe 29.11.09, 19:26
      ypsylonc napisała:

      "Nie pytam o jego relacje z żoną, nie radzę, nie wnikam. Czekam by
      decyzję podjął samodzielnie i uczciwie wobec żony, żeby to oni sami
      załatwili"

      na "uczciwie" wobec żony jest już za pożno
    • panda_zielona Re: Rozgrywki przedrozwodowe 29.11.09, 19:47
      ypsylonc napisała:
      przemilczał na początku fakt posiadania żony a potem
      > byliśmy już tak zakochani, że nie potrafiłam odejść gdy trwające
      nadal
      > małżeństwo wypłynęło na światło dzienne.

      To ile trwało od poznania do permanentnego zakochania,z którego nie
      dało się już wyjść? Ja dowiedziałasm się po czterech miesiacach i
      mimo,że do tej pory pan usiłuje co jakiś czas wrócić stoję twardo na
      stanowisku,że jak mu tak źle w małżeństwiet to niech się rozwiedzie
      bez mojego udziału.I minął już ponad rok,a pan dalej żonatysmile
      • ypsylonc Re: Rozgrywki przedrozwodowe 29.11.09, 20:11
        Najpierw 3 miesiące wirtualne na forum o wspólnych zainteresowaniach. Zaczepił
        mnie tam i tak się zaczęła rozmowa. Nie poruszaliśmy spraw osobistych a już
        traktowaliśmy się jak dobrzy znajomi, którzy sobie w różnych problemach
        doradzają. Potem namówił mnie na spotkanie i bardzo mu się spodobałam, więc
        nalegał na coraz częstsze spotkania. I tak się potoczyło intensywnie. Po ok pół
        roku spotkań prawda się wysypała. Wiem, że ślepa byłam i naiwna że nie
        sprawdziłam szczegółów, nikt wcześniej mnie nie zdradził, żaden męzczyzna nie
        oszukał w tych sprawach, myślałam że ktoś kto mówi, że mnie kocha, chce być ze
        mną, że jest samotny i poszukujący bliskiej osoby, kto zawsze ma dla mnie czas,
        kazdy weekend spędza u mnie, proponuje spotkania ze swoją rodziną (bratem), ze
        znajomymi ... Nawet nie pomyslałam, żeby mógł być w związku i zwyczajnie wracać
        co wieczór do rodziny. Byłam wczesniej w związkach lecz nikt nie dał mi tak
        duzo akceptacji, zainteresowania, opieki gdy chorowałam jak właśnie on. Wierzę,
        że się zakochał mimo, że na początku szukał tylko romansu... Mnie trzepnęło
        bardzo. Próbowałam zerwać gdy się wysypało, wytrzymaliśmy oddzielnie 2 tygodnie.
        Teraz minie niedługo rok od kiedy wiem. Widzę, że przygotowuje się do
        załatwienia sprawy z zoną i czeka jeszcze żeby dziecko zaliczyło egzaminy.
        • tricolour Po jednej stronie masz Waszą miłość... 29.11.09, 20:24
          ... a po drugiej tamtą rodzinę, jego nieuczciwośc wobec tejże
          rodziny, także wobec Ciebie na początku. Wyprowadzanie pieniędzy i
          ogólne lenistwo faceta, który ma czas na rozwijanie relacji z Tobą,
          a jakoś go nie znajduje, by zamknąć poprzednią. Nie znajduje w
          sensie konkretnego działania.

          Mnie najbardziej - w tym, co opisujesz - uderza okradanie rodziny.
          • ypsylonc Re: Po jednej stronie masz Waszą miłość... 29.11.09, 20:40
            Mnie też to uderzyło bo emocje i czas potrzebny na decyzje w przypadku gdy jest
            dziecko mogę jakoś przetłumaczyć. Całe życie jestem samodzielna i od kiedy
            wyszłam od rodziców żyję na własny rachunek, nikt mnie nigdy nie utrzymywał, jak
            nie mam to pracuję zeby miec, a wspólna kasa to rzecz wspólna i koniec,
            rozliczam się dokładnie albo wole dac komuś z nawiazką niz wziać więcej niz mi
            się należy.
            On lubi mnie rozpieszczać i dużo rzeczy chce mi kupować lub sponsorować gdybym
            na to pozwoliła. Ja się staram zachowac równowagę i odwdzięczać się
            równowartością. Może niesprawiedliwie pomyslałam o dalszej perspektywie co dalej
            bo mówi się, że łaska pańska na pstrym koniu jeżdzi.
            Tylko czy nie jest tak, że rozwodzący się prawie wszyscy tak robią? Spodziewaja
            się, że osoba od której się odchodzi będzie się mścić albo zabierze większośc
            majątku i się zabezpieczaja do przodu? To on będzie musiał wyjść z wspólnego
            mieszkania i zostawić go żonie i dziecku. Nie jest człowiekiem, który zażąda
            sprzedania mieszkania, podziału kasy i zmusi byłą rodzine do wyprowadzki do
            jakiejś klitki bo na więcej by ich nie było stać. Więc na pewno finansowo na
            rozwodzie straci. Może tak właśnie działać powinien i tak jest rozsądnie? Nie
            powinno mnie to razić?
            • ona_37 Re: Po jednej stronie masz Waszą miłość... 29.11.09, 21:26
              Jesteś dorosła i powinnaś wiedzieć, że...oszukał żonę,dziecko i ciebie okłamał.Słowa są bez znaczenia(jesteś kochana itp.)szybko się je zapomina.Żona też była kochana ...i co,znudziła się? Jak byś się czuła na miejscu jego żony? Jak szybko dowiedziała bym sie,że ma żonę,tak szybko bym o nim zapomniała,nawet gdyby złozył pozew o rozwód.
            • scindapsus Re: Po jednej stronie masz Waszą miłość... 29.11.09, 21:28
              Gdyby pan chcial się rozwiesc to juz dawno by to zrobil.pan widac do
              zycia potrzebuje zony, czystych skarpetek, dziecka którym się moze
              chwalic i kochanki ktora potwierdza jego meskosc (czy cos tam, nie
              wiem nie jestem facetem)
              Lewe konto ma po to aby Ci od czasu do czasu rzucic jakis prezent,
              szczegolnie wtedy kiedy się rzicasz o rozwod, albo zadajesz pytania-
              co z nami- rzuca jak ochlap, patrzac Ci prosto w oczy i mowiac-ze
              wiesz, kocham cie, ale nie moge tego zrobic dziecku bo costam.(tutaj
              wpisac egzamin,bierzmowanie, delikatną psychikę.....)
              I tak bedzie cię bujał do ukichanej smierci
              szkoda zycia dziewczyno
              szkoda

              • triss_merigold6 Re: Po jednej stronie masz Waszą miłość... 29.11.09, 21:32
                ROTFL. Na studiach znałam pannę, która dobre 4 lata woziła się z
                żonatym. Ba, mieszkali razem, bo on delegowany do Warszawy był
                zawodowo. Cuda wianki, imprezy razem, (ale wakacje i święta osobno)
                obietnice rozwodu, tłumaczenie, że srednia córeczka do komunii
                właśnie idzie etc. Jak się panna rzucała to jej PIERŚCIONEK
                ZARĘCZYNOWY kupił. W koncu ktoś życzliwy poinformował zonę, która o
                żadnym pozwie i własnych sprzeciwach do tegoz pozwu nie słyszała.
                Pani żona wzięła męża za łeb, w trymiga wrócił do rodzinnego miasta,
                pannie naopowiadał głupot o ciężkim okresie w życiu i tyle go
                widziała.
                • scindapsus Re: Po jednej stronie masz Waszą miłość... 30.11.09, 09:02
                  No ba
                  Swieta za pasem. Ale swieta muszą byc z rodziną a pani musi
                  zrozumiec.Ale spoko
                  zeby pani nie fukała pan do pani zadzwoni po wigilii-zonie powie ze
                  niby idzie odpalic swiateczne lampki na
                  choince/plocie/garazu/wszystko jedno aby sąsiedzi widzieli.
                  I pani bedzie szeptal do sluchawki ze z nią by chcial ale musi tu i
                  teraz pomimo swego chcenia/niechcenia bo dziecko, bo zona taka
                  krucha psychicznie i by sie nieboze zalamala.
                  ale tylko z nią i ze tylko ona jest w stanie to zrozumiec.

                  pani pomysli ze przeciez taka milosc sie nie zdarza i bedzie czekac
                  do konca dni swoich

                  amen
                  • ypsylonc Re: Po jednej stronie masz Waszą miłość... 30.11.09, 23:43
                    Wyjaśniając : on nie spędza swiąt z rodziną, z tego co mówi juz od lat tak jest,
                    sypiaja w oddzielnych pokojach, mają wspólne dziecko, mieszkanie, kłocą się
                    albo nie odzywają do siebie.
                    wyjeżdża na swięta na urlop na kilka dni, bez zony. Ja też wyjezdzam ale nie
                    zabieram go z sobą bo święta sp edzam ze swoimi rodzicasmi i dopóki on się nie
                    rozwiedzie to na pewno go im nie przedstawię.
                    • sonia_30 Re: Po jednej stronie masz Waszą miłość... 01.12.09, 00:27
                      Więc może powinnaś wyjechać z nim? Taki mały test....
                    • morekac Re: Po jednej stronie masz Waszą miłość... 01.12.09, 10:20
                      Pan spędza święta jeszcze z trzecia panią? wink
                      • scindapsus Re: Po jednej stronie masz Waszą miłość... 01.12.09, 11:02
                        albo JEDNAK z zoną a wersja o wyjazdach indywidualnych jest tylko
                        dla pani.ABY JEJ PRZYKRO NIE BYLO
                        ups


                        • aneta-skarpeta Re: Po jednej stronie masz Waszą miłość... 01.12.09, 11:13
                          ja tam moge się założyć, że Miś wcale nie ma tak źle z Zoną.
                          nawciskał jej kitów o delegacjach, wyjazdach słuzbowych w weekendy

                          skoro tak bardzo przejmuje sie dzieckiem, to dziwie sie, ze samotnie
                          wyjeżdza na świeta i zostawia ich samych

                          kolejny kit? nie zdzwiłabym się
                          • sonia_30 Re: Po jednej stronie masz Waszą miłość... 01.12.09, 12:05
                            Gdyby było mu źle, już dawno by się wystornował. Najwyraźniej ma
                            luz, żona nie wnika w jaki sposób spędza weekendy i całą resztę,
                            hulaj dusza piekła nie ma.
                            • elle444 Re: Po jednej stronie masz Waszą miłość... 01.12.09, 15:23
                              No i gdzie on taką drugą znajdzie...
                              • sonia_30 Re: Po jednej stronie masz Waszą miłość... 01.12.09, 15:47
                                Jak to gdzie? Już znalazł...
                    • lidka_77 czytałam to dziesiątki razy 01.12.09, 17:52
                      i włos się na głowie jeży i przykro się robi.

                      piszesz co mówi Ci On i są to słowa, ktore zawsze padają, że oni nie
                      sypiają ze sobą i nie rozmawiają ze sobą, tylko oficjalnie,
                      śłużbowo, o dziecku(a skąd wiesz? zreszta to bez różnicy, bo jest
                      przeciez i tak jego zoną), że dziecko musi zdac egzaminy/maturę/do
                      następnej klasy (no proszę Cię.. banał! zawsze coś będzie z
                      dzieckiem, bo wiesz - dziecko jest na całe zycie...), że kocha Cię
                      bardzo, ale jeszcze chwilę poczeka i już się rozwodzi, już.. i Ty
                      piszesz, że to trwa już rok odkąd się dowiedzialaś, że ma zonę.

                      straszny jest ten zwrot "on mówi.." ale to co mówi, a to co robi to
                      coś zupełnie innego. czytam sobie fora od 2005 roku i widziałam
                      wiele takich postów, i hm.. to przecież niemożliwe, że wszytskie
                      kobiety pisały o jednym mężczyźnie, czyli, że zawsze te tłumaczenia
                      są takie same, a rozwodu jak nie było tak nie ma, i prawdopodobnie
                      nie będzie, bo tak jest wygodniej.

                      acha - ja Cie nie potępiam i nie oceniam. po prostu zszokowało mnie,
                      że oni zawsze mówią to samo, a kobiety im wierzą.
                      • tricolour To jest sprawdzona bajeczka... 01.12.09, 18:03
                        ... zawsze działa, to po co kombinować? Lepsze jest wrogiem dobrego.

                        smile)
                      • ypsylonc Re: czytałam to dziesiątki razy 01.12.09, 22:27
                        Przypuszczam, że to stałe teksty. Abstrahując od mojego tematu zaczęłam się
                        zastanawiać na ile wiele małżeństw własnie tak wygląda, jak instytucja
                        obojętnych sobie lub nie lubiacych się nawet osób stworzona do wychowanie
                        wspólnych dzieci. Bo wiem, ze M. chce jak najdłużej zapewnić dziecku pełna
                        rodzinę i tu ma straszne wyrzuty sumienia z rozwodem. Od dawna z zoną
                        emocjonalnie się rozeszli, kilka lat temu nawet wyprowadził z domu się na kilka
                        miesięcy i wrócił dla dziecka by się nim zająć by miało mało szczesliwą lecz
                        pełną rodzinę... Czy warto się rozwodzić jesli sa dzieci, małżeństwo jest
                        nieudane ale jakos funkcjonuje a mąż ani żona nie są zakochani w kim innym?
                        Czy lepsza rodzina z samotnymi w małżeństwie rodzicami ale pełna, czy rodzina
                        rozwiedziona i też z samotnymi rodzicami mieszkającymi osobno. Dla mnie lepiej
                        gdyby było to drugie lecz czy jest sens się rozwodzić na wyrost szybko gdyby się
                        już miłość miała nie zdarzyć?
                        • aneta-skarpeta Re: czytałam to dziesiątki razy 01.12.09, 22:44
                          niestety po tym jak okłamała Cie w związku ze swoim stanem
                          cywillnym, to przez 3 dzieliłąbym wszystko co mówi o swoim
                          małżenstwie

                        • aneta-skarpeta Re: czytałam to dziesiątki razy 01.12.09, 22:47
                          ja sie rozwiodłam ( po wielu perturbacjach) bo byłam oszukiwana i
                          nieszczęsliwa, mimo ze dziecko było.
                          Nie mialam ani romansu, ani nikogo na oku. miałam nadzieje, że nie
                          bedę całe zycie sama

                          dzieki temu nabrałam dysnasu, poznałam na nowo siebie, zaopiekowałam
                          sie soba i dzieckiem, zrozumiałam na co mam uwazac, nie rzucałąm sie
                          na kazdego faceta ktory sie mna zainteresował i znalazłma super
                          miłość. ale życie na zakładke jest bez sensu
                          • ypsylonc Re: czytałam to dziesiątki razy 01.12.09, 23:03
                            Wiem...Właśnie tak widzę sprawę w normalnym trybie. Chyba kobiety mają więcej
                            odwagi by odchodzić z małżeństwa w próżnię. Mało znam mężczyzn, którzy tak samo
                            zrobili, częsciej czekali na nowy związek by skończyć stary.
                            Ale może On powinien w tym nieudanym małżeństwie zostać, dla dziecka.
                            Powiedział kiedyś, że żył tak od lat bo myślał, ze juz nic mu się w zyciu nie
                            zdarzy. A potem się spotkaliśmy. Ja rozumiem, że może mieć poważne rozterki.
                            Ja też mam, bo Ty mówisz, że po rozwodzie jesteś szczęsliwa, a niżej wiele osób
                            naskakuje na mnie, że odbieram jego rodzinie szczęscie. Szczęscie czy instytucję.
                            • dereonx Re: czytałam to dziesiątki razy 03.12.09, 10:38
                              Instytucje - moim zdaniem

                              Jakby byl taki szczesliwy to nie chcialby sobie "urozmaicac" czasu z
                              Toba.
            • tricolour Powinno Cię razić... 29.11.09, 23:54
              ... szczególnie to, że facet ma zamiar podarować swoją część
              mieszkania rodzinie, ale jednocześnie ją okrada. Kradzież nie jest
              formą zabezpieczania na przyszłość tym bardziej, że to osobne konto
              i tak będzie dzielone, no chyba, że facet ma zamiar je ukryć na
              amen, co jest przestępstwem.

              Poza tym jeśli to mieszkanie podaruje, to zanaczy, że związesz się z
              gołodupcem, który może liczy na Twoje lokum - o ile masz i chcesz
              się nim podzielić.
              • ypsylonc Re: Powinno Cię razić... 30.11.09, 23:49
                Przypuszczam, ze wie, ze przy rozwodzie będzie wielka kłotnia z zona i nie
                będzie się dało ustalić zgodnego podziału majątku. On jest typem męzczyzny ,
                który czuje sie w obowiązku zapewnić utrzymanie rodzinie, ale kryzys dotknał też
                jego firmę i finansowo będzie goły i nie utrzyma się jeśli wyjdzie z domu z
                jedną walizką jak by oczekiwała zona.
                • nangaparbat3 Re: Powinno Cię razić... 01.12.09, 05:29
                  Widzę,ze teraz szukasz usprawiedliwień. Ja mam głębokie przekonanie, ze
                  traktujemy wszystkich ludzi tak samo miej wiecej, chyba że doświadczymy w
                  miedzyczasie jakiejś autentycznej duchowej przemiany.
                  Jesli ktoś jest w stanie oszukiwac pania A, to rownie dobrze bedzie oszukiwac
                  panie B, C i D. Bo niby dlaczego nie?
                • maza15 Re: Powinno Cię razić... 01.12.09, 08:57
                  ypsylonc napisała:

                  " będzie goły i nie utrzyma się jeśli wyjdzie z domu z
                  jedną walizką jak by oczekiwała zona. "

                  Czy żona wie o planowanym rozwodzie? Jeśli nie, to skąd wiesz czego oczekuje?
                  Wcześniej pisałaś,że domyśla się romansu,ale nie wspomniałaś,że już pozew piszą.
                  • dul-cynea Re: Powinno Cię razić... 01.12.09, 13:57
                    To że facet się nie zmienia, niekoniecznie znaczy, że będzie zdradzał autorkę
                    wątku. Gdy żona się zorientuje i go wyrzuci, możliwe, że ożeni się z autorką
                    wątku, by pokazać znajomym, że nie jest nieudacznikiem życiowym. Poza tym pewnie
                    ma około 40 i to najwyższy czas, by przestać się bujać z panienkami. Może nawet
                    być jej wierny, będzie jednak nieuczciwy w innych sprawach, jego zachowanie to
                    po prostu brak szacunku dla ludzi, który może się przejawiać na wiele sposobów.
                    Uciekaj!
            • elle444 Re: Po jednej stronie masz Waszą miłość... 01.12.09, 14:52
              Kochana,
              rozwód będzie z jego winy i jego żona będzie mogła Go puścić z
              torbami. Albo jej wszystko zostawi i się dogadają na rozwód bez
              orzekania winy, albo będzie jej musiał płacić alimenty tak żeby jej
              standard życia się nie pogorszył. Innymi słowy albo jej odda
              mieszkanie, albo da na wynajem. Jego postępowanie jest zatem z
              ekonomicznego punktu widzenia "rozsądne", a z ludzkiego punktu
              widzenia to niechęć brania odpowiedzialności za swoje wybory, nie
              pierwszy raz jak już sama zdążyłaś się zorientować.
              Niepokoić Cię powinno jeszcze jedno. Stosunki Twojego chłopaka z
              zoną są co najmniej dziwne. Wygląda na to, że on nie informuje jej o
              swoich dochodach, a wolny czas spędza osobno nie pytając jej o
              zdanie. Nie sądzę zeby zmienił swoje nawyki w stosunku do Ciebie.
              Pytanie, czy taka wizja związku Ci odpowiada.
              Pojęcie uczciwości, to jedna z fundamentalnych wartości, a wartości
              to jedna z rzeczy, która ludzi łączy lub dzieli, wszystlop inne da
              się zmienić, a tego nie .
              • ypsylonc Re: Po jednej stronie masz Waszą miłość... 01.12.09, 22:38
                Pisałam już o tym, oni od dawna zyja własciwie osobno i nie opowiadają sobie na
                pewno o szczegółach emocji lub finansów. On opłaca rachunki, ona ma swoje
                dochody, dziecko trzeba wychować i mieć nad nim nadzór a co które robi to drugie
                nie wnika. Tak mi się to wydaje po tym co obserwuję. Dla mnie jakieś chore ale
                raczej nie zapytam żony dlaczego taki stan jej odpowiada, zna M zdecydowanie
                dłużej niż ja więc chyba wie czy chce się takiego kogoś trzymać.
        • plisowanka coś mi się tu nie zgadza 15.12.09, 23:56
          Pół roku spotkań i nie domyśliłaś się, dlaczego nie gości cię w swoim domu? Skoro przestawił ci się jako mężczyzna wolny (czyli kawaler albo rozwodnik) to powinien mieć oddzielne mieszkanie, do którego by cię zapraszał.

          Takie niezapraszenie do własnego mieszkania to tak oczywista oznaka, że mężczyzna pewnie jest żonaty, że nawet niejedna nastolatka o tym wie i się na to nie nabiera.
    • dinusia.0 Re: Rozgrywki przedrozwodowe 29.11.09, 20:37
      No ja raczej bym się też nie cieszyła.Ale z tą uczciwością wobec żony jest chyba
      trochę za późno.Wiem ,że miłość jest czasem ślepa ,ale na Twoim miejscu raczej
      bym się zastanowiła jednak nad jego relacjami z żoną .Oni bardzo zręcznie
      potrafią zapewniać o swej wielkiej miłości ,że wezmą rozwód itd (nie jestem
      feministką to może się tyczyć obu stron)Mówi często ,że kocha no ok , tylko,że
      czasem w ten sposób najłatwiej uśpić naszą czujność.Usłyszymy kilka miłych
      słówek i jesteśmy całe w skowronkach.Wiesz co ja mam w komórce zapisanych kilka
      smsów np:"nigdy bym Cię nie zostawił dla innej , przecież wiesz jak bardzo Cię
      kocham" lub "wszystko co robię to robię dla nas " i jeszcze kilka podobnych .A
      na rozprawie rozwodowej stał naprzeciw mnie , uśmiechał się drwiąco i mówił ,że
      miał kilkanaście kochanek.Bądź czujna , bo miłość miłością , ale czasem oni
      kierują się wygodą.Ma dom , a na boku wszystkie uciechy życiowe.Sorry ale takie
      jest moje zdanie.Dziecko ma egzaminy ok , ale potem też coś może być kolejnego i
      się odwlecze , a natura kobiety jest taka ,że wciąż wierzy w tą swoją miłość .A
      tak swoją drogą tak sobie myślę ,że skoro facet raz zdradził żonę to równie może
      to kiedyś robić Tobie .Nie życzę oczywiście tego .Bądź czujna.
    • kasper254 Re: Rozgrywki przedrozwodowe 29.11.09, 20:56
      1. ypsylonc odkodowuje z treści słów forumowych, to, co chce
      słyszeć, czuć i rozumieć. Duża też w tym zasługa tych gloryfikatorów
      rozwodu, dla których małżeństwo, rodzina to jeden ze stosunków
      prawnych, jak np. najem, dzierżawa, przechowanie. Jest to zgodne z
      ogólnymi dzisiaj trendami w sferze globalizacji, liberalizacji itd.
      2. I wyczytała także, że prowadzi się strategię marketingową
      przedrozwodową, co byłoby zgodne z myślami pkt 1.
      3. I ważne, jak liberalizacja dotknęła norm etycznych. Kradzież
      najbliższych to dla autorki "minus". Starożytni Rzymanie mieli kilka
      reguł, utwierdzonych w myśli skandynawskiejj i w common...Najkrócej
      mówiąc: jeśli ktoś jest zdolny do pewnych podłości, może być
      szubrawcem i w innych sprawach.
      4. Ależ nie jesteś głupia ypsylonc, tylko zła. Nie tłumacz takim
      nędznym stanem podłości wobec żony faceta i bezbronnego dziecka. Ja
      bym też się nie cieszył.
    • triss_merigold6 Re: Rozgrywki przedrozwodowe 29.11.09, 21:12
      Krótka piłka: mężczyźni jak chcą to potrafią podejmowac decyzje
      szybko i konkretnie, także te dotyczące życia osobistego.
      Zatajenie przez pana faktu posiadania rodziny to nie czerwona
      lampka - to gigantyczny pulsująco-śpiewający neon z napisem KANAŁ.
      • rzymelka Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 12:10
        Triss - 100% racji. Owacja na stojąco ode mniesmile
        • japoneczki Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 20:13
          ode mnie również smile lingwistyczne cudo wink

          A Pani z wątku współczuję, że dała się omotac. Ale jak sobie odpuści,
          to poczuje się wolna i nagle nie będzie niosła na sobie razem z tym
          niby mężem jego ciężarów. i jakie życie będzie latwiejsze i
          przyjemniejsze przy boku innego pana, który nie ma żony, nie oszukuje
          i nie trzeba na siłę tłumaczyc jego pokrętnego postępowania jakimiś
          super wymówkami... tylko to trzeba samemu zrozumiec zanim się wymyśli
          następne wytłumaczenie za tego pana...
    • sonia_30 Re: Rozgrywki przedrozwodowe 29.11.09, 23:01
      Ufasz facetowi który okłamywał Ciebie (mówiąc jednocześnie że
      kocha...), okłamuje żonę, prowadzi podwójne życie i koncertowo mu to
      wychodzi, ma lewe konto, itd. itd.? Na jakiej zasadzie?
      A fakt że żonaty jest w jakich okolicznościach wypłynął? Postanowił
      jednakowoż odkryć karty?
      • ypsylonc Re: Rozgrywki przedrozwodowe 30.11.09, 23:52
        To kolejny minus, bo sam tego nie powiedział, dopiero gdy mi coś przestało
        pasować to się przyznał że nie jest wolny.
        • mola1971 Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 00:00
          ypsylonc napisała:
          > To kolejny minus, bo sam tego nie powiedział, dopiero gdy mi coś przestało
          > pasować to się przyznał że nie jest wolny.

          I Ty się jeszcze zastanawiasz co zrobić?????
          Skoro zrobił to raz to istnieje duże prawdopodobieństwo, że zrobi to po raz drugi.
          Chciałabyś w przyszłości taką okłamywaną przez niego kolejną jego żoną? Chciałabyś by w przyszłości jakiejś pani "zapomniał" powiedzieć, że ma żonę?
          I wreszcie czy chciałabyś by ze wspólnego Waszego majątku po kryjomu coś wyprowadzał na lepszą przyszłość z kimś innym?

          I zapewniam Cię, że zachowanie tego pana NIE JEST standardem okołorozwodowym. Jego zachowanie nosi znamiona patologii.
        • sonia_30 Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 00:38
          Ile jeszcze trzeba tych minusów? Miałam do czynienia z podobnym
          egzemplarzem, nie ma co brnąć w ślepą ulicę, angażować się, tracić
          czas opierając się na pozorach. Zaproponuj wspólny wyjazd na święta
          tudzież sylwestra, skoro i tak nie spędza ich z żoną, zobaczysz jaka
          będzie reakcja.
        • dul-cynea Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 14:03
          według mnie powinnaś zastanowić się nad tym, co sprawia, że wiążesz się z takimi
          facetami. Kochanki żonatych facetów bardzo często podświadomie boją się
          bliskości i w gruncie rzeczy taki stan im odpowiada, choć narzekają
          przyjaciółkom, że się jeszcze nie rozwiódł. Dziwne, że nie zauważyłaś, że jest
          żonaty, może odpowiadał Ci rzadki kontakt. To naprawdę łatwo zauważyć, że facet
          nie zaprasza Cię do swojego mieszkania, nie czyni częścią swojego życia, nie
          poznaje z rodzicami i przyjaciółmi (bo przyjaciele wiedzą, że jest żonaty). Poza
          tym przecież spotykał się z Tobą wtedy, gdy mógł to ukryć przed żoną i na noc
          musiał do domu wrócić. Nie sposób czegoś takiego nie zauważyć. Żonaty facet to
          nawet telefonu nie może często odebrać, bo żona w pobliżu.
    • lampka_witoszowska Re: Rozgrywki przedrozwodowe 30.11.09, 01:19
      co masz zamiar dalej z tym całym fantem zrobić?

      współczuję sytuacji, naprawdę...
      • ypsylonc Re: Rozgrywki przedrozwodowe 30.11.09, 23:53
        Muszę wszystko jeszcze rozważyć...
    • makili Re: Rozgrywki przedrozwodowe 30.11.09, 03:07
      Zatytułowałaś post: rozgrywki przedrowzwodowe... przeczytałam
      uważnie co napisałaś i, przyznam się, nie widzę żadnego śladu
      zbliżającego się rozwodusad
      Gdyby panu było w małżeństwie źle, to rowiódłby się już dawno (nie
      dla ciebie!, ale dla siebie).
      Śmiem przypuszczać, że nie jesteś pierwszą z którą zdradza żonę...
      Oszukuje i żonę i ciebie i, o ile żona może o tym nie wiedzieć, o
      tyle ty wiesz i dajesz mu na to swoje przyzwolenie...
      Dziwię się, że wierzysz w te jego : rozwiodę się jak tylko...( to
      przecież klasyka gatunkusad).
      Piszesz, że kochasz...ciekawa jestem co jeszcze ten facet musi
      zrobić, może musi zrobić krzywdę tobie (bo na razie krzywdzi "tylko"
      żonę i dziecko, no to dla ciebie w końcu obce osoby, ale chyba masz
      tego świadomość!) żeby dotarło do ciebie - z kim masz do czynienia.
      Mam nadzieję, że tak długo czekać nie będziesz....
      Życzę ci żebyś umiała podjąć mądrą (nawet jeśli bolesną) decycję...
      • ypsylonc Re: Rozgrywki przedrozwodowe 30.11.09, 23:55
        To on rozwód obiecał. Czekam czy sam to zrobi, bo na pewno nie będę sie o to
        prosić, ani czekać wiecznie...
    • knokkelmann1 Re: Rozgrywki przedrozwodowe 30.11.09, 08:10
      po prostu koleś ma dupę na boku i tyle. To chyba najlepsze podsumowanie tej
      całej, jakże łapiącej za serce, niebanalnej historii.
      • zuza145 Re: Rozgrywki przedrozwodowe 30.11.09, 23:02
        a to może żonę zawiadom- że majątek wyprowadza?
        Tak dla odmiany- uczciwie postąp.
        Hm- ciekaawe.
        Biedny miż, nieszczęsliwy- rację mają- jak raz tak zrobił- to jaka
        gwarancja że za jakiś czas nie zrobi tego samego?

        Zawiadom żonę- niech kobieta wie- z kim śpi.
        Dzizasssss- ma gość specyficzną klasę.
        Ale oczywiście to wina żony i brata królika.
        • ypsylonc Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 00:03
          Myslę, że zona wie, że jest inna kobieta, od dawna sie nie dogadywali. Tym
          bardziej ze my kazdy weekend spędzamy razem, oni podobno sypiaja w oddzielnych
          pokojach ale tego nie sprawdzę... Mąz sie nie doczepia do niej, utrzymuje dom,
          załatwia wywiadówki dziecka a rodzina funkcjonuje. Póki mąz nie chce rozwodu to
          jest spokój, on twierdzi ze sa z zoną przyjaciółmi i rozwód jest tylko
          formalnością, moze on w to wierzy ale nie wydaje mi sie by tak było w
          rzeczywistości bezproblemowo.
          • maza15 Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 09:03
            Wiesz tyle,co on powie...a,że kłamie,to już się przekonałaś.
            • polskitata Pomyśl o dziecku któremu rozwalisz rodzinę lepiej 01.12.09, 10:45
              pozostań kochanką i poszukaj sobie wolnego faceta.budowanie szczęścia na
              nieszczęściu innych w dłuższej perspektywie to zawsze porażka.

              Zdrada czy chwilowe zauroczenie jednego z rodziców dziecka nie boli zbytnio ,
              natomiast rozpad rodziny boli dziecko bardzo i nie rób tego bo będziesz z tym
              żyła, i do końca szukała pocieszeń od niektórych mądrali na forach.
              Nikt normalny komu leży na sercu dobro dziecka nie będzie popierał rozbicia
              dziecku rodziny.
              • triss_merigold6 Re: Pomyśl o dziecku któremu rozwalisz rodzinę le 01.12.09, 10:55
                Tatuś powinien pomyśleć o dzieciach a nie obca pani.
          • aneta-skarpeta Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 11:09
            on twierdzi ze sa z zoną przyjaciółmi i rozwód jest tylko
            > formalnością

            widzisz absurd w tym zdaniu? mając na uwadze to lewe konto

            jakby naprawde sie przyjaznili, a miłośc by wygasła to by sie w
            przyjazni elegancko rozstali i uczciwie podzielili, ustalili
            alimenty, współpracę w kwestii dziecka itd

            • ypsylonc Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 22:52
              Też tak myślę więc niezbyt dowierzam...
          • hek_sa Re: Rozgrywki przedrozwodowe 02.12.09, 02:32
            U mnie z tego sypiania w oddzielnych pokojach urodziło się dziecko, no ale ja
            chyba byłam wtedy wiatropylna.Rozwiodłam się dwa lata później. Ta pani ktora
            uwierzyła w odzzielne sypialnie też sie z nim rozwiodła (Tylko ona była lepiej
            przygotowana i pieniądze jej zostały, ja dostałam z majątku wspólnego dzieci)
    • sonia.2009 Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 11:00
      niewazne jak cieplym i kochajacym jest czlowiekiem
      skoro oklamuje zone i ciebie oklamal, nie wspominajac o tym, ze jest zonaty to
      masz jak w banku, ze i ciebie kiedys potraktuje taj jak obecna zone traktuje uncertain
      wspolczuje ale czas go w dupe kopnac
    • zyzyzyryxy Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 11:49
      Będąc facetem Ci powiem tyle: chcesz za parę latek być w takiej sytuacji jak jego żona teraz? To dawaj się zwodzić i okłamywać dalej.

      Jeśli on w ogóle chce zerwać stary związek i zacząć następny, to w taki sposób, żeby jak najmniej to JEGO bolało. Najlepiej jakby jednego wieczora zasnął ze starą żoną, a rano obudził się z nową.
      A potem znudzisz mu się Ty i znajdzie następną.

      Druga wersja (bardziej prawdopodobna), że znalazł sobie kochankę niemal idealną - zaspokaja się prezentami od czasu do czasu, nie narzuca się, rodziny nie rozbija...

      Jeśli mimo to wierzysz, że mu na Tobie zależy, to zerwij wszelkie kontakty i nie odzywaj się, dopóki nie załatwi rozwodu. Do tego czasu nie obiecuj mu nic - możesz mu pozostawić nadzieję, że jeśli przemyśli wszystko i dojdzie do wniosku, że na prawdę bardziej mu zależy na Tobie, a nie na niej, doprowadzi do rozwodu, a Ty nadal będziesz wolna, to MOŻE ułożycie sobie razem życie. Od nowa, od początku.
      Jeśli NA PRAWDĘ mu zależy, to za jakiś czas się do Ciebie odezwie. Ale nie liczyłbym na to...
      • dul-cynea Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 14:18
        Miałam kiedyś znajomą, która była z żonatym facetem i naiwnie wierzyła, że się
        rozwiodą. Też była dumna i nie narzucała się. Zawsze spotykali się u niej w
        mieszkaniu, wieczorem, ewentualnie weekendowe wyjazdy (niby delegacje). Po
        mieście oczywiście nie mogli się prowadzać, wychodzić gdzieś, bo ktoś mógłby
        zauważyć, a przecież jego córeczka taka wrażliwa i by pewnie szkołę rzuciła
        załamana zachowaniem tatusia. Ta znajoma była tylko rozrywką, z której facet
        korzystał wtedy, gdy miał na to ochotę, takie wytchnienie od obowiązków
        rodzinnych i zaspokojenie męskiej próżności (jaki to fajny jestem). Spotykali
        się tylko wtedy, gdy on mógł, czyli po pracy, by można było żonie powiedzieć, że
        musiał dłużej zostać. Po 2-3 godzinach musiał się żegnać i do rodziny. Przy
        okazji użalał się, jak cierpi, gdy się z nią rozstaje i jaka to piękna jest ich
        miłość, której nie rozumie społeczeństwo, które rzuca im kłody pod nogi...
        Oczywiście, gdy ona miała kłopoty, była chora, to nie był z nią, bo przecież nie
        zawsze mógł znaleźć jakiś pretekst dla żony. A jak był, to na 2 godziny.
        Zastanów się, czy chcesz takiego życia. Naprawdę wierzę, że jak go żona wyrzuci,
        to się z Tobą ożeni, ale czy chcesz takiego faceta...
        • ypsylonc Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 22:49
          Akurat u mnie jest odwrotnie, on nawet sugerował wspólne zamieszkanie ale ja
          mogę zakładać pełnowymiarowy związek tylko z wolnym. Więc odpada. Do tego to ja
          mam mniej czasu dla niego niż on dla mnie...bo on by i codziennie do mnie
          przybiegał. I był ze mną gdy byłam chora, opiekował się, gotował, przywoził
          leki, załatwiał lekarzy. Nie mogę tu mu nic zarzucić. Tylko, że na razie cały
          czas jestesmy na fali zakochania to nie wiem czy tak ma zawsze czy tylko gdy
          zabiega o kobietę. Obserwuję.
    • sapalka1 Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 13:11
      Coż Twoja opowieść nie brzmi dobrze i nie świadczy również dobrze o Tobie.
      Rozumiem, że go kochasz i to może w minimalnym stopniu tłumaczy Twoje
      usprawiedliwianie tego człowieka. Ale czy naprawdę zdajesz sobie sprawę, że
      planujesz życie i szczęście z człowiekiem, który oszukuje i okrada swoją żonę i
      dziecko? Bo tak właśnie jest. I już oszukał Ciebie. Bardzo ładnie udaje mu się
      znaleźć wytłumaczenia dla tych podłości, a Ty jeszcze ładniej je
      łykasz...Historia lubi się powtarzać i jeśli ten facet odejdzie jednak od żony -
      możesz zacząć się bać, że po okresie zachwytu poszuka sobie Twojej następczyni.
      Co do rozwodu: z tego co piszesz nie wynika by on dążyl do niego. Odsuwanie
      rozmowy do egzaminów dziecka to tylko wymówka, potem będzie cięzkie
      przeziębienie/grypa/zapalenie oskrzeli/depresja dziecka, albo problemy/choroba
      teściów, nastepnie depresja żony i tak minie kolejny rok. Już w tej chwili facet
      wyszarpał sobie spory czas z Tobą. I dobrze mu w tym układzie, dlaczego miałby
      to zmieniać? A żona niekoniecznie podejrzewa, że mąż ma kochankę. Może bardzo go
      kocha i wierzy mu, że np. ma kolejny wyjazd służbowy.
      Nie tłumacz go, bo nie warto, poszukaj człowieka wartego Twojej miłości, który
      nie będzie Cię wykorzystywał tak jak ten. I wiesz, przyczyniasz się teraz do
      rozbicia rodziny i do krzywdy innych ludzi - może to zmienisz...
      • ulkar Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 13:37
        ... albo ma pana męża w doopie i guzik ją obchodzi co robi. A pan
        kochaś się nie rozwodzi bo tak mu wygodnie, w domu spokój, panna na
        boku, żadnych zobowiązań ... sielanka ... po co mu to zmieniać?
      • mama_gwiazdeczka Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 13:49
        hehehehehe nie no po prostu kobiety to sa takie glupie istoty ze az
        glowa bolismile wierza w kazde slowosmile to jest strasznie zenujace
        czytac opowiesci kochanek, jaki to ich wybranek jest cudowny i jak
        bardzo nie kocha zony i jak bardzo kocha dzieci, ze nie moze sie
        rozwiezcsmile dziewczeta, kobiety prosze wassmile uzyjce swego rozumku
        jesli jeszcze cos z niego zostalosmile jak mozna w takie brednie
        wierzycsmile ze z zona nie sypia od latsmile? ze nie rozmawiaja ze sobasmile?
        ze lacza ich tylko dzieci i dom w kredyciesmile? i ze Ty i tylko
        Ty???smile skad wy laski sie bierzecie ze wierzycie w takie glupoty?smile
        ze pozwalacie facetowi wracac do rodziny i wierzycie ze facet spi
        sam?smile a wy same spedzacie wieczory i weekendy i wydzielane sa wam
        chwile spedzone z "ukochanym"?smile na prawde malo maja takie kobiety
        honoru i dumy skoro goda sie zeby wybranek ich serca wracal do domku
        do znienawidzonej zony i ukochanych dzieci, zamiast z kochanka
        pracowac nad zalozeniem roddzinki bo przeciez milosc ich laczy
        ogromna i bezkresna hehehe ...
        • dul-cynea Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 14:23
          haha racja. Jak można wierzyć, że facet nie rozmawia z żoną i nic go z nią nie
          łączysmile Nikt by czegoś takiego psychicznie nie wytrzymał, siedzenia razem i
          milczenia. A przede wszystkim nie wytrzymałyby tej sytuacji te wrażliwe dzieci.
          Poza tym widać tu sprzeczność. Skoro tak kocha dzieci, to dlaczego kradnie im
          czas spędzając popołudnia i weekendy z kochanką.
    • cm0102 Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 13:39
      ta historia jest po prostu zmyślona na potrzeby forum ....
      adwokat
      • kurna.poznan Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 14:04
        a jakie to wspólne zainteresowania was połaczyły - tak z ciekawości pytam big_grin
      • mama_gwiazdeczka Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 14:10
        ja wiem ze dziewczyna sie k...ą nie rodzi tylko w wyniku splotu
        okoliczności moze zostac...szanujcie sie kobiety...bo bycie
        kochanka to wlasnie zwykle zeszmacenie sie osoby...poprzez
        pozwolenie sobie na sypianie z milosci z kolesiem ktory
        z "niemilosc" sypia jeszcze z z zonasmilechociby dla zachowania
        pozorówsmile zeby sie nie kapnełasmile i wiecie co kochanka na pewno
        troche wie ze jest oszukiwana, ze facet buja, ze nie wszytko co mowi
        jest prawda itp itd..ale mimo wszystko z jakis tam wzgledow wciskaja
        sobie do glowy bujdy o cudownosci takiego kolesia-mezusia i do tego
        cudzegosmile I NIE WIERZCIE KOBIETY ZE FACET ZOSTAWI RODZINE, DLA
        JAKIEJS TAM LASKI SKADSTAM CO TO PATRZY NA NIEGO I ZAWSZE BEDZIE
        PATRZYLA JAK W GWIAZDE smile nie zostawi kochaniutkiesmile jest tak:
        milosc to milosc. jesli ktos kocha to za wszelka cene chce z ta
        druga osoba byc smile i tyle na ten tematsmile szczescia w zyciu takim
        kobietom zycze bo po kilku latach romansu sie obudza i stwierdza
        dopiero jakie byly glupiutkiesmile ale do tego trzeba dojrzecsmilei
        pomeczyc sie w samotnosci kilka lat czekajac az ukochany zaspokoic
        zonke i rodzinke i na chwilke wyspusci sie zeby bzyknac kochankesmile i
        dac jej prezencik zeby czekala do nastepnych "kilku chwil"smile
    • mister27 Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 13:58
      ja mialam podobną sytuację ,ale byłam tą żoną.chcesz wiedzieć co
      mówił gdy dowiedzialam sie o romansie!!!
      panienka brała go na litośc- (samobójstwo siostry) zwierzała mu się
      w rozpaczy i zaprzyjaźnili się.on oswiadczył jej, ze nigdy nie
      zostawi rodziny, nie zdradził mnie i nie jego wina ze zakochala się
      w nim.klękał , płakał i błagał abym została. jeszcze dobrze nie
      zamknęłam drzwi kiedy właśnie ta kobieta weszła do mojego domu i
      łóżka.ja brzydzę się obydwojga, ale wierz mi panienka poszłaby w
      odstawkę gdybym chciała do niego wrócić.dziewczyno uciekaj póki masz
      jeszcze sumienie i jakieś moralne zasady.
    • groszek48 Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 15:13
      "...Czekam by decyzję podjął samodzielnie i uczciwie wobec żony, żeby to oni
      sami załatwili..."
      to niewiarygodne jaka jesteś dbająca o jak najlepsze załatwienie spraw między
      małżonkami-gratuluję dobrego serca i uczciwości
      a przy okazji, jakoś tak mi się nasunęło:
      znalazłam portfel pełen pieniędzy. schyliłam się podniosłam go, zaopiekowałam
      się nim. zajrzałam do środka a tam kupa forsy. usnułam już wielkie plany co z
      nią zrobię- bo przecież mam swoje potrzeby. po kilku dniach zajrzałam do bocznej
      kieszeni portfela i znalazłam w niej dokumenty. nie mogę przecież oddać tego co
      znalazłam. bardzo się związałam z zawartością i moje plany...które są tak ważne!
      pomyślałam - trudno nie oddam.

      ale przecież jestem uczciwym człowiekiem, bo znalazłam portfel a nie ukradłam!
      grunt do świetne samopoczucie!
      widzisz analogie? pewnie nie.
      taaa mówisz, że zakochani jesteście-gratuluje cudownej miłości i wielkich
      planów, no i uczciwości przede wszystkim
    • olala_29 Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 15:28
      Wydajesz się być osobą uczciwą, rozsądną i mądrą. Nie szukaj rad - sama się
      zastanów nad swoim związkiem.
      Nieważne jest jaka jest norma rozgrywek przedrozwodowych, ważne, że Twój
      wybranek już kilka razy dał plamę (wobec żony, wobec Ciebie).

      Dobrze świadczy o Tobie refleksja, co będzie gdy minie zauroczenie, silne
      zaangażowanie.

      Myśl i nie słuchaj dobrych rad ...
      • ypsylonc Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 23:08
        > Myśl i nie słuchaj dobrych rad ...

        Dziękuję. Im więcej odpowiedzi czytam tym Tobie bardziej dziękuję za tę. smile
        • dziad47 Re: Rozgrywki przedrozwodowe 14.12.09, 13:08
          Wiesz nie przeczytałem całego wątku do końca. Ale nały inpuls mna
          wstrząsnoł. A Z JAKICH MOTYWÓW TY GO POZAŁAŚ. CZEGO SZUKAŁAŚ ŻE
          WYBRAŁAŚ TEGO MĘŻCZYZNE? BO PRAWDA ZAWSZE LEŻY GDZIEŚ PO ŚRODKU.
    • matkapolakka pobozne zyczenia 01.12.09, 15:29
      Przeczytałam wątek od deski do deski i co mnie sie w oczy rzucilo to pobozna
      zyczenia wiekszosci zdziwionych , niedowierzających sytuacji tego pana albo
      oburzonych na dziewczyne wrecz wyzywajacych ja od głupich dup na boku i tym
      podobne złorzeczenia pod jej adresem szczegolnie w ostatnich wypowiedziach.
      Nie oszukujcie się, ze problem tylko jej zgoda na czekanie na tego pana. Ta chęc
      wizji, że jest zly zdradzajacy facet, zła kochanka i dobra zona. Jest mnostwo
      ale to mnóstwo małżenstw beznadziejnych, traktujacych się wstretnie, bez
      podstawowego szacunku, jest mnostwo zon pogardzajacych swoimi mezami i
      trzymajacych ich za pysk wrzaskiem i poczuciem winy, traktujacych tego męza jak
      maszynke do zarabiania kasy i zapewnienia rodzinie dobrego poziomu życia a nie
      dajacych w zamian nic oprocz codziennych pretensji. Jest mnóstwo kobiet które
      same zdradzały ale im wygodnie z męzem który z poczucia odpowiedzialności o
      rodzinę ciągle dba, sa takie które doskonale wiedzą, że mąz ma kochanki całymi
      latami, ale myslą sobie rob sobie hu.u co chcesz ale tylko odwaz się chcieć
      rozwodu to ci urzadzę sodomę i gomore a dzieci się dowiedzą jaki h.j z ciebie bo
      zona juz im o tym reszte zycia będzie opowiedac. I mąż woli g... nie ruszac.
      I to wcale nie takie rzadkie przypadki.

      Przez pewien czas byłam w podobnej sytuacji jak autorka watku. Gdy się
      poznalismy on nie szukał seksu ani dupy na boku jak tu wszyscy głoszą. Szukał
      ciepła i zrozumienia, którego w domu nie miał za grosz, z wiecznie wrzeszcząca
      żoną ustawiona w pozycji jej się wszystko nalezy. On rozwiódł się po 3 latach od
      mojego poznania bo poczucie winy w jakie był zapędzony i narzucona przez zonę
      oraz matkę-rozwódke samotnie go wychowującą presja , że jego psim obowiązkiem
      jest być trybem w maszynie małżenstwa bez względu na wszystko. Poczekał na
      ukończenie przez dzieci 18 lat i odszedł. Pomimo, ze już wtedy z nim nie byłam
      to jego rodzina rzuciła się na mnie z pazurami i wyzwiskami, żona w pozycji
      ofiary i dzieci zalamane krzywda mamusi. A zona sama go wczesniej zdradzała a i
      tak zazadała jego winy na co się dla swietego spokoju zgodził byle tylko
      wreszcie się od piekiełka uwolnić.
      Wasze pobozne zyczenia , że te wszystkie zdradzane zony to takie skrzywdzone
      niewinne łanie są wymyslaniem bajek.
      • mama_gwiazdeczka Re: pobozne zyczenia 01.12.09, 15:50
        Ale tu nie chodzi zeby Ja zmieszac z blotem, tylko zeby sobie
        dziewczyna uswiadomila bezsens swojego " niby zwiazku", niech ta
        zona bedzie podla , niech ten facet bzyka na boku, ale niech sie
        dziewczyna zastanowi nad postepowaniem tego cudownego wybranka ktory
        lawiruje miedzy zona a kochanka i klamie na potege i jednej i
        drugiejsmilezwiazek to relacje pomiedzy dwojgiem wolnych osob i wtedy
        mozna budowac swoj dom i rodzine...a jak sie jest laska na boku, to
        jak ona ma budowac cos ...z czego ma budowac...? nie ma z kim
        budowac bo koles nie jest sam, ma zone i dzieci, on juz swoj dom i
        rodznie ma zbudowana. jakby mu bylo tak zle to tez chcialby budowac
        dom z ukochana, a jesli nie buduje tylko przychodzi do gniazdka
        milosci z doskoku? no nikt mi nie powie ze nie chce sobie tylko
        pobzykac od czasu do czasu a to ze karmi laske poboznymi zyczeniami
        i pieknymi slowami czy prezentami...to insza inszosc inaczej by z
        nim nie sypiala... nikt mi nie wmowi ze jak kobieta lub mezczyzna
        gdy nie sa szczesliwi w zwiazku to sie nie rozstajasmile tym bardziej
        jesli na ich drodze pojawi sie jakas milosc... no chyba ze sa
        masochistami albo chca zabawic sie , przeczekac, wyluzowac, albo
        maja takie potrzeby seksualne... a i tak z zonka lub mezem chca
        dalej zyc ... a dzieci to tez insza inszoscsmile i jesli ktos mowi ze
        dla dzieci sie nie moze rozstac to jest dopiero zalosne cos takiego
        uslyszecsmile ludzie sie walsnie rozstaja, zeby dzieci nie widzialy
        nienawidzacych i klocacych sie rodzicow.. ale jak koles Jej mowi ze
        z zona sa przyjaciolmi, nie sypiaja i sa dla dzieci razem...to ma
        chyba Ciebie dziewczyno za idiotke, ze Ty w to uwierzylassmile nie daj
        siesmile
      • groszek48 Re: pobozne zyczenia 01.12.09, 16:01
        nie rozmawiamy o innych, a o tej konkretnej sytuacji...
        ale skoro chcesz wszystkich przekonać,
        że wszystkie żony świata, które są zdradzane przez mężów, to zimne suki,
        natomiast każda kochanka, to delikatna i wrażliwa istota, ofiarująca mężom
        innych kobiet ciepło i niekończące się dyskusje o wspólnych pasjach, uczciwości
        i moralności, na której tak dobrze się znają... próbuj. lubię posłuchać, lubię
        też odkrywać prawdy nieoczywiste...
      • makili Re: pobozne zyczenia 01.12.09, 16:16
        matkapolakka napisała:
        > Wasze pobozne zyczenia , że te wszystkie zdradzane zony to takie
        skrzywdzone
        > niewinne łanie są wymyslaniem bajek.

        No cóż, czytamy, ale każdy rozumie tak, jak chce, albo mu wygodnie...
        Po pierwsze - nikt nie napada na autorkę postu...
        Po drugie - to na podstawie tego co napisała większość doszła do
        wniosku, że ma ona do czynienia z kłamcą i oszustem....
        Po trzecie - są oczywiście złe związki, małżeństwa, w których
        jednemu z partnerów (albo obojgu) jest źle i nie ma żadnego
        znaczenia czy źle jest żonie, czy mężowi. Ale człowiek uczciwy,
        jeśli jest mu tak strasznie źle - odchodzi, a nie...zdradza,
        oszukuje, okrada...żerując na uczuciach i naiwności
        kochanek/kochanków...

      • dul-cynea Re: pobozne zyczenia 01.12.09, 16:58
        przecież nikt nie twierdzi, że to skrzywdzone i pobożne łanie. Większość osób
        zwraca uwagę na problem, że autorka może być w związku z facetem, który przez
        pół rok ukrywał, że jest żonaty.To jasne, że jest wiele małżeństw nieudanych -
        wielkich pomyłek,. Uczciwy człowiek wtedy się rozwodzi, a nie mami jakieś
        panienki obietnicami rozwodu.
      • maza15 Re: pobozne zyczenia 01.12.09, 18:17
        matkapolakka napisała:
        " Przez pewien czas byłam w podobnej sytuacji jak autorka watku. Gdy
        się
        poznalismy on nie szukał seksu ani dupy na boku jak tu wszyscy
        głoszą. Szukał
        ciepła i zrozumienia, którego w domu nie miał za grosz..."

        No popatrz...szukał zrozumienia,a znalazł kochankęsmile
      • japoneczki Re: pobozne zyczenia 01.12.09, 20:20
        a jaki ma związek odejście ojca z pełnoletnością dzieci????? strasznie
        smiesznie to zabrzmiało wink mój ojciec odszedł jak prawie skończyłam 18
        lat, moja siostra miała 11 lat. i tak sobie myślę, że czy bym miała 18
        czy 25 lat - tak samo by mnie to dotknęło, podobnie jak moją siostrę...
        to też taki argument 'z d**y' wink
        Poza tym, mówisz o jednym konkretnym przypadku stawiając go jako
        przykład przy drugim konkretnym przypadku, tylko one się od siebie
        znacząco różnią...
        • plisowanka Już tłumaczę 19.12.09, 21:17
          japoneczki napisała:

          > a jaki ma związek odejście ojca z pełnoletnością dzieci?????

          Jak dzieci są pełnoletnie to rozwód jest łatwiejszy. Nie trzeba badań psychologicznych dzieci, a i sędzina szybciej ten rozwód orzeknie (bo rozwód jest wtedy mniej szkodliwy społecznie, w wielu wypadkach odpadają kłótnie o alimenty). Z moich obserwacji wynika, że ludzie odwlekają rozwód właśnie z powodu niechęci do psychologów (a nuż psycholog wykryje u dziecka, że ono nie kocha ojca) i sędziów (tłumaczenie się przed obcymi ludźmi ze swojego życia intymnego jest dla większości upokarzające).
      • nangaparbat3 Re: pobozne zyczenia 03.12.09, 22:08
        matkapolakka napisała:
        > Przez pewien czas byłam w podobnej sytuacji jak autorka watku.

        Tak przypuszczałam.
        Co oczywiscie nie znaczy, ze nie ma na swiecie naprawde wrednych żon.
    • oshima Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 17:21
      Dla mnie jesteś hipokrytką.
      Z jednej strony brak wyrzutów sumienia z powodu wcinania się w czyjeś
      małżeństwo, z drugiej zaś strony wyrzuty z powodu nie rozliczania się z żoną
      przez Twojego... jak go nazwać, hmm ciekawe.. może- przez gościa, który szuka
      urozmaiceń w prozaicznym życiu małżeńskim.
    • 43agawa Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 21:36
      Powiem tak-zabieraj dupę w troki i zmiataj z tego układu.Naprawde masz tupet,żeby chwalic sie na forum związkiem z żonatym facetem ijeszcze prosić o rady!Pamiętaj-nie uda ci sie na cudzym nieszczęściu zbudować własnego szczęścia.Prędzej czy później zapłacisz za to.Zresztą w tym przypadku to raczej prędzej,sądząc po tym,co robi twój kochanek,jak sie zachowuje w stosunku do żony,dziecka,co robi ze wspólnym majątkiem.Jeśli masz złudzenia,że z wami bedzie inaczej,to jestes naiwna i głupia.
      • ypsylonc Re: Rozgrywki przedrozwodowe 01.12.09, 23:11
        UfFF. Powinnas się chyba cieszyć, że wyzwolę żonę od tak podłego osobnika.
      • handra Re: Rozgrywki przedrozwodowe 17.12.09, 23:13
        No to chyba nadaje sie do skasowania.
    • rakea RUN Forest RUN!!!!!!!!!!!!!!!!! 01.12.09, 22:09
      nie analizuj, uciekaj!
    • uknown daj mu deadline ... 01.12.09, 23:44
      jeżeli chcesz go ostatecznie sprawdzić, to powiedz mu, że oczekujesz np. pół
      roku na przeprowadzenie rozwodu z żoną i zamknięcie tamtego etapu życia a potem
      bezapelacyjnie odchodzisz ... jeśli faktycznie kocha cię tak jak mówi, to
      przeprowadzi rozwód i ureguluje kwestie z majątkiem, dzieckiem itp. po to aby
      być z tobą, a jeżeli po upływie tego terminu nadal będzie piętrzył problemy z
      rozwodem (bo dziecko ma kolejny ważny etap w życiu, żona właśnie ciężko
      zachorowała a firma kiepsko idzie i musi się skupić na pracy - tradycyjny zestaw
      wymówek), to będziesz już wiedzieć, że jego gadki o uczuciu można sobie wsadzić
      w kiszkę stolcową (może nie jesteś pierwszą, której to mówi a żona już przywykła
      do kolejnych jego "miłości") i że po prostu wkręcił cię w romans chcąc
      jednocześnie zachować dotychczasowe status quo. generalnie raczej nie dowierzaj
      temu, co opowiada o swoim małżeństwie, bo wszyscy faceci na ten temat kłamią,
      praktycznie żadna normalna kobieta nie tolerowałaby takich stosunków w swoim
      związku, albo wstawia jej ostry bajer albo mają układ, że on ma na boku
      kochanki, ona się na to zgadza pod warunkiem, że ich małżeństwo jest
      nienaruszalne i on od każdej kolejnej dupy wraca na łono rodziny, która jest
      constans - takie związki się zdarzają. ale stawiam raczej na to, że ona sądzi iż
      on jest taaaaaki zapracowany, wiecznie siedzi w robocie bo obiecał jej nowy
      dom/samochód/działkę/wycieczkę/operację plastyczną/następne dziecko
      (niepotrzebne skreślić) i biedny misio musi teraz dużo pracować aby na to
      nastarczyć i byłaby niepomiernie zdumiona usłyszawszy, że są już w fazie
      rozwodowej - tak jest w 95 przypadkach na 100. dlatego jak najszybciej sprawdź
      go, bo wtedy mogą się okazać ciekawe rzeczy, przecież sama widzisz czarno na
      białym, że facet często mija się z prawdą i łatwo mu przychodzi oszukiwanie
      ludzi, więc taki deadline prawdę ci powie, chyba że tak naprawdę nie chcesz jej
      znać i wolisz się łudzić i czekać ...
      • dereonx Re: daj mu deadline ... 02.12.09, 09:29
        > jeżeli chcesz go ostatecznie sprawdzić, to powiedz mu, że
        oczekujesz np. pół
        > roku na przeprowadzenie rozwodu z żoną i zamknięcie tamtego etapu
        życia a potem
        > bezapelacyjnie odchodzisz ...

        z wlasnej autospcji wiem ze to nie daje efektu, no moze nie
        sprawdzilo sie co do moje bylego, ale ja uwazam ze kazdy zonaty
        ktory zdradza swoja zone jest takie sam.

        Ten z ktorym ja sie spotykalam, postepowal dokladnie tak jak ten z
        ktorym Ty sie spotykasz. Mowil ze jestem miloscia jego zycia, itp.
        Naleze do kobiet konkretnych i mialam dosc zwodzenia i odkladania
        spraw na pozniej, dlatego postawilam mu takie ultimatum, albo rozwod
        albo ja. Dalam mu ostateczny temin do konca kwietnia tego roku. Kto
        zgadnie kiedy zlozyl pozew?! smile....tak tak...30 kwietnia smile sprawa
        rozwodowa zaplanowana na lipca- poszedl w trakcie rozprawy wycofal
        pozew,powiedzial ze nie wytrzymal presji i tego ze dzien wczesniej
        cala rodzina mu pranie mozgu zrobila (teraz to juz nie istotne).
        Przyjechal do mnie na drugi dzien blagajac zebym dala mu wyjasnic,
        ze on zlozy ponownie wniosek - dalam sie nabrac ponownie. Złozyl na
        nastepny dzien. Czekalam do wrzesnia na to co wydarzy sie dalej, a
        dzialo sie coraz gorzej, bo sprawy z rozwodem nie dawaly mi spac po
        nocach.
        Pewnego dnia wymyslil blachy pretekst i po prostu sie wyprowadzil
        bez slowa wprowadzajac sie od razu do niej po dwoch tygodniach
        nieobecnosci (nieobecnosci i braku kontaktu z nia).
        Rozmawialam z nia i powiedziala ze nie jest istotne to co zrobil i
        ze ja zdradzil tylko to ze do niej wrocil. Dodam ze pozew o rozwod
        drugi raz wycofal - czego mu bardzo gratuluje smile Ciesze sie ze
        zakonczylam ten zwiazek (bo po tym jak sie wyprowadzil to jeszcze
        sie ze mna kontaktowal i prosil o jeszcze jedna szanse), bo takie
        zwiazki predzej czy pozniej zle sie koncza nie wazne jak wielka
        milosc sie pojawia miedzy dwojgiem ludzi.

        Nie zycze Ci takiego biegu spraw, ale musisz wziasc po uwage ze
        wszystko moze sie zdarzyc i czy warto "wbijac" sie w lata z
        czlowiekiem ktory oszukuje najblizsze mu do tej pory (zanim Ciebie
        poznal) osoby.

        Zycze samych dobrych decyzji
        • chubbba Re: daj mu deadline ... 02.12.09, 10:00
          Ależ właśnie daje znakomity efekt, tylko trzeba być konsekwentną a tobie właśnie
          konsekwencji zabrakło, powinnaś odejść 30 kwietnia i już nie zawracać sobie nim
          głowy, bo dał ci najlepszy dowód, że nie traktuje cię poważnie zwlekając z
          podjęciem kroków rozwodowych do ostatniego dnia! Gdyby faktycznie chciał się
          rozwieść to 30 kwietnia byłby już po rozwodzie albo przynajmniej w końcówce
          procesu a nie robił szopkę ze składania i wycofywaniu wniosku.
          Innym dobrym testem jest wyprowadzka od żony i dzieci - jeżeli facet jest
          zdecydowany na rozstanie z rodziną to się wyprowadza bez dyskusji i już, jak
          kręci, zwleka, przedstawia problemy - znaczy, że nie chce burzyć rodziny i to
          jest najlepszy sygnał dla kochanki, że nie ma co się łudzić.
          Niestety większość kochanek nie stać na konsekwencję i nie chce wyciągać
          wniosków z czynów (czynów, nie słów) swoich mężczyzn i woli być oszukiwana niż
          spojrzeć prawdzie w oczy. Dlatego historie takie jak ta tutaj opisywana są po
          prostu banalne, ot, kolejna naiwna chce zakłamywać rzeczywistość i żyć iluzją
          wielkiej miłości w swoim drugoplanowym życiu.
          • aneta-skarpeta Re: daj mu deadline ... 02.12.09, 10:07
            no ale niestety rozum rozumem, racjonalnośc racjonalnościa, ale jak
            człowiek zakochany to chce wierzycuncertain

            tak samo jak zony wybaczaja zdrady, bo to ostatni raz, bo to sie
            wydarzyło przypadkiem itd

            i tak w kółko

            nam jest łatwo podejmowac ( za nią) decyzje, bo to nie my kochamy
            tego faceta
          • dereonx Re: daj mu deadline ... 03.12.09, 10:17
            > Ależ właśnie daje znakomity efekt, tylko trzeba być konsekwentną a
            > tobie właśnie konsekwencji zabrakło

            Efekt to moze daje, ale to zalezy od drugiej osoby a nie ode mnie?!
            Myslisz ze tzw "suszenie glowy" cos daje? NIE!!! musi tego naprawde
            chciec druga osoba! Wiec nie pisz mi ze brakuje mi konsekwencji!
            Uwazam ze wyznaczenie terminu i postawienie ultimatum to chyba o
            czyms swiadczy???


            > powinnaś odejść 30 kwietnia i już nie zawracać sobie nim
            > głowy, bo dał ci najlepszy dowód, że nie traktuje cię poważnie
            zwlekając z
            > podjęciem kroków rozwodowych do ostatniego dnia!

            Moze i powinnam, ale tego nie zrobilam. Traktowal mnie powaznie, bo
            w innym przypadku nie przedstawilby mnie rodzicom, rodzinie,
            znajomym i nie jezdzilibysmy z dzieckiem na wakacje! A rozwod tak na
            dobra sprawe nie jest wcale taki prosty jak ma sie male dziecko
            (psychologowie itp.) wiec sadze ze zwlekal glownie ze wzgledu na
            dziecko.


            > Innym dobrym testem jest wyprowadzka od żony i dzieci - jeżeli
            facet jest
            > zdecydowany na rozstanie z rodziną to się wyprowadza bez dyskusji
            i już, jak
            > kręci, zwleka, przedstawia problemy - znaczy, że nie chce burzyć
            rodziny i to
            > jest najlepszy sygnał dla kochanki, że nie ma co się łudzić.

            Wyprowadzil sie i mieszkalismy razem. Czasami to nie jest takie
            proste, bo wyprowadzenie bez dyskusji moze zwiekszyc konflikt a
            czasami mozna po prostu sie dogadac i rozstac normalnie bez zbednych
            akcji, co jest wazne gdy sa dzieci!



            > Niestety większość kochanek nie stać na konsekwencję i nie chce
            wyciągać
            > wniosków z czynów (czynów, nie słów) swoich mężczyzn i woli być
            oszukiwana niż
            > spojrzeć prawdzie w oczy.

            Piszesz to z własnego doswiadczenia?

            >Dlatego historie takie jak ta tutaj opisywana są po
            > prostu banalne,

            Moze i banalne, ale jednak sa przezyciami i doswiadczeniami
            ludzkimi. Slowa krytyki ok....dobrze ze Ty jestes konsekwenta (-y) w
            tym co robisz, gratuluje!!!


            > kolejna naiwna chce zakłamywać rzeczywistość i żyć iluzją
            > wielkiej miłości w swoim drugoplanowym życiu

            Lepiej zyc chwilowa iluzja wielkiej milosci niz nigdy nie poczuc
            tego uczucia!!!!


            Pozdrawiam


            • kami_hope Re: daj mu deadline ... 17.12.09, 03:54
              dereonx napisała:
              >Traktowal mnie powaznie, bo
              > w innym przypadku nie przedstawilby mnie rodzicom, rodzinie,
              > znajomym i nie jezdzilibysmy z dzieckiem na wakacje!

              Wybacz, ale ja tu powagi nie widzę. Bo takim zachowaniem brutalnie
              ranił rodzinę. Bo żona przecież wiedziała, że "nową" wozi. To jest
              horror dla takiej kobiety. Ktoś gdzieś coś jej powiedział, trochę
              zobaczyła sama, a mąż jej mydlił oczy. To nie jest poważne!!
              Względem Ciebie niepoważne również, bo testował. Bo potrzebował
              akceptacji rodziny, przyjaciół. Oczekiwał, że oni wybiorą za niego.
              I faktycznie wybrali... nie rozwiódł się. A teraz zawsze może
              powiedzieć, że rodzina mu "suszyła głowę".

              > Wyprowadzil sie i mieszkalismy razem. Czasami to nie jest takie
              > proste, bo wyprowadzenie bez dyskusji moze zwiekszyc konflikt a
              > czasami mozna po prostu sie dogadac i rozstac normalnie bez
              zbednych
              > akcji, co jest wazne gdy sa dzieci!

              Co to znaczy rozstać się normalnie? Tak na zawołanie, bo ktoś tam
              czeka za drzwiami przestaną lać się łzy i ot tak każdy pójdzie w
              swoją stronę? No to "cześć" - "cześć", miło było Cię poznać, dużo
              zdrowia Ci życzę i... serdeczne życzenia świąteczne dla WAS??

              > Lepiej zyc chwilowa iluzja wielkiej milosci niz nigdy nie poczuc
              > tego uczucia!!!!

              Ale dlaczego na żonach są przerabiane te chwilowe iluzje? Tylko po
              to, byś (np.) Ty sobie coś poczuła, ktoś inny cierpi?
              Przemyśl to kobieto.
              (Ty zyskujesz chwilę, ktoś inny - ma traumatyczne doświadczenie,
              które iluzją NIE JEST, a rzeczywistym cierpieniem, a i trwa to dużo
              dłużej niż "chwila")
              • aneta-skarpeta Re: daj mu deadline ... 17.12.09, 15:16
                kami_hope napisała:

                > > Lepiej zyc chwilowa iluzja wielkiej milosci niz nigdy nie poczuc
                > > tego uczucia!!!!
                >
                > Ale dlaczego na żonach są przerabiane te chwilowe iluzje? Tylko po
                > to, byś (np.) Ty sobie coś poczuła, ktoś inny cierpi?
                > Przemyśl to kobieto.


                dodatkowo moim zdaniem nic nie warta jest ILUZJA
                prawdziwa miłosc- możemy dyskutowac

                ale niszczyć komus życie ( całej grupie ludzi tak naprawdę),
                pie.rzyc w swoim, żeby nacieszyć sie ILUZJĄ?

                bez sensu


                • kami_hope Re: daj mu deadline ... 17.12.09, 16:17
                  aneta-skarpeta napisała:
                  > nic nie warta jest ILUZJA

                  Oczywiście. Iluzja sama w sobie jest bezwartościowa, nie ma
                  przełożenia na rzeczywistość, nie może się zamanifestować w materii,
                  nie przyniesie owoców. Jest tylko i wyłącznie kreacją własnej
                  wyobraźni, życzeń, rojeń...

                  Z drugiej strony - obrazy fantazji/snów mogą inspirować, można nawet
                  czerpać siłę z tych obrazów. Ale trzeba bardzo UWAŻAĆ, by nie stać
                  się ofiarą ich czarodziejskich sztuczek
                  A tu ewidentnie amatorka iluzorycznych uniesień jest "opętana" jakąś
                  idee fixe (nawet, jeśli to jest sprzeczne z jej zasadami, a gdzieś
                  tam obok napisała, że jakieś zasady ma; czyli popada w obłudę lub/i
                  uzależnienie)
      • kyyriad Re: daj mu deadline ... 02.12.09, 10:12
        słusznie, jest to bardzo dobry test wiele wyjaśniający w relacjach kochanków ale
        rzadko która kochanka naprawdę zaangażowana jest w stanie rzeczywiście odejść po
        uświadomieniu sobie, że facet ma problem z opuszczeniem rodziny. większość
        będzie stawiać kolejne deadlines, dawać kolejne szanse, wierzyć zapewnieniom o
        trudnościach, wrednej żonie, kłopotach dzieci, chorej matce itp., bo tak
        naprawdę chcą w to wierzyć i nie mają odwagi sprawdzić, chcą aby ktoś mówił
        komplementy, zapewniał o miłości, twierdził że przerasta żona, jest super itp. i
        tak właśnie to działa, cała instytucja kochanki jest na tym oparta, inaczej
        żonatemu facetowi ciężko by było mieć kogoś na boku, sprzyja temu kobieca natura.
        • dereonx Re: daj mu deadline ... 03.12.09, 10:45
          > rzadko która kochanka naprawdę zaangażowana jest w stanie
          rzeczywiście odejść po
          > uświadomieniu sobie, że facet ma problem z opuszczeniem rodziny.

          Fakt, ale z czasem dojrzewa sie do takiej decyzji.


          > większość będzie stawiać kolejne deadlines, dawać kolejne szanse

          Na szanse kazdy zasługuje, kwestia tylko ile tych szans jest - ja
          wyznaje zasade do trzech razy sztuka (oczywiscie jezeli chodzi o
          dawanie szansy) i nie popelniania dwa razy tego samego bledu.


          > chcą aby ktoś mówił,komplementy, zapewniał o miłości

          chyba kazda kobieta tego pragnie??!!


          > twierdził że przerasta żona, jest super itp.

          to chyba raczej jest oczywiste bo gdyby zona byla super to nie
          zwrocilby uwagi na inna kobiete




    • mechantloup Re: Rozgrywki przedrozwodowe 02.12.09, 09:23
      Ja tam najbardziej zwróciłam uwagę na jedno. Co to znaczy, że on utrzymuje dom,
      a ona (żona) ma własna kasę na własne wydatki? Dla mnie to chore jakieś. Ja ze
      swoim chłopem dzielę wydatki na dom na zasadzie 50/50, coś tam nam jeszcze
      zostaje na kontach, to sobie wydajemy na siebie. Nie wyobrażam sobie żeby za
      wszystko płacił, a ja bym sobie latała po centrach handlowych i wywalała kasę na
      ciuchy, kosmetyki, masaże i inne duperele. Albo jest partnerstwo i
      równouprawnienie, albo się siedzi cicho na utrzymaniu i nie chrzani farmazonów
      feministycznych.
      • bramstenga Re: Rozgrywki przedrozwodowe 02.12.09, 11:03
        > Ja tam najbardziej zwróciłam uwagę na jedno. Co to znaczy, że on utrzymuje dom,
        > a ona (żona) ma własna kasę na własne wydatki?

        Weź poprawkę na to, że w tym wątku wszystko, co wiemy, to nie jest opis
        rzeczywistości, a kity wstawiane kochance. Które ona łyka jak gęś.
        ~bramstenga
Pełna wersja