ypsylonc
29.11.09, 18:50
Jestem związana z żonatym mężczyzną. Nie brzmi to dobrze, to długa historia,
dodam wyjaśniąjąco, że przemilczał na początku fakt posiadania żony a potem
byliśmy już tak zakochani, że nie potrafiłam odejść gdy trwające nadal
małżeństwo wypłynęło na światło dzienne. Czułam się wstrętnie oszukana ale
uczucie przeważyło i jego prośby bym została z nim na zawsze. On jest
człowiekiem nisłychanie ciepłym, radosnym, opiekuńczym.
Trwa to już kolejny rok, kocham, jestem kochana i zapewniana o tym co dzień,
spędzamy z sobą dużo czasu. Jego żona na pewno się domyśla lecz nie wykonuje
żadnych ruchów. Ja czekam na obiecany rozwód. Mają kilkunastoletnie dziecko
więc mój M ma wielkie wyrzuty sumienia, żona zresztą mu zarzuca w awanturach ,
że ich aktualne kłopoty z dzieckiem(rozrabianie i sporadycznie narkotyki) to
przez M. Nie pytam o jego relacje z żoną, nie radzę, nie wnikam. Czekam by
decyzję podjął samodzielnie i uczciwie wobec żony, żeby to oni sami załatwili.
Dotychczas to on głównie utrzymywał dom, ma swoją działalność gospodarczą więc
wypłaty nie ma stałej i do sprawdzenia jej wysokości.
Ostatnio wygadał się, że założył oddzielne konto bankowe, na które wyprowadza
od dłuższego czasu część zarabianych przez siebie pieniędzy. Popiera to hasłem
>chcę, to tak ułożyć żeby nam na przyszłość było dobrze< . Może głupia jestem,
ale poczułam się kolejny raz nieprzyjemnie, to sa ciągle pieniądze z których
powinien się rozliczyć z żoną i swoją obecną rodziną. Ja tych pieniędzy nie
potrzebuję i nie chcę być uszczęsliwiana majątkiem potajemnie wyprowadzonym z
małżeństwa. Dla mnie to minus dla M.
Czytam to forum i dochodzę jednak do wniosku, że większość tych co myślą o
rozwodzie zabezpiecza sobie tyły i już przed rozwodem zbiera obciążajace
dowody przeciwko małżonkowi, prowokuje sytuacje by potem mieć świadków
przeciwko... albo okrada go z wspólnego majątku. Może powinnam się cieszyć,
że M. tak myśli o naszej przyszłości a nie potępiać go za to? Jakoś nie umiem
się cieszyć