focusis
10.12.09, 09:26
Witam wszystkich! Jestem nowy na forum. Do tej pory tylko czytałem, przyszedł
czas, by poprosić Was o poradę.
Mój problem wygląda następująco: Z Żoną jesteśmy w związku od 16 lat,
małżeństwem od 10 lat, mamy wspaniałego, 5 letniego Syna. Przez wszystkie lata
bycia razem, czasem bywało trudno, 3 razy doszło do zdrady ze strony mojej
Żony. Wybaczyłem, potrafiliśmy się dogadać, wszystko jak się wtedy
przynajmniej wydawało, poukładać. Teraz, niestety, ma miejsce 4 z kolei zdrada
ze strony mojej Żony. Usłyszałem, że mnie nie kocha, że chce się wyprowadzić.
Usłyszałem niestety nie od Niej, a od faceta z którym chce sobie życie układać…
Jednak aż do tego dnia, byłem zapewniany o Jej miłości do mnie, planowaliśmy
wspólną przyszłość. Teraz wiem, ze ostatnie kilka miesięcy było kłamstwem...
Zupełnie nie wiem, co jest przyczyną takich sytuacji. Żona twierdzi, że nie
czuła się kochana. Mnie się jednak wydaje, że jest to tylko pretekst, by
usprawiedliwić swój kolejny wybryk. Uważam, że jeśli jest jakiś problem, gdy
jest komuś źle w związku, to powinno się o tym rozmawiać, powiedzieć drugiej
osobie o swoich uczuciach. Ja poczułem, że jest coś nie tak między nami.
Próbowałem rozmawiać, jednak każda inicjacja rozmowy wychodziła ode mnie i
była szybko tłamszona przez moją Żonę słowami: „O co ci chodzi?”. Nie mieści
mi się w głowie, że po 16 latach wspólnego życia, można potraktować drugą
osobę w ten sposób. Bez żadnego słowa, tak po prostu odejść.
Nie muszę chyba dodawać, że Żona oznajmiła, że Syna bierze ze sobą. Mam z Nim
bardzo dobry kontakt, Syn bardzo mnie kocha, ja Jego również. On nam
bezgranicznie ufa, byliśmy bardzo ciepłą Rodziną.
Dodam jeszcze, że nie mam kłopotów z okazywaniem uczuć. Jestem ciepłym
facetem, ale jednocześnie potrafię postawić na swoim. Jestem normalnym
odpowiedzialnym człowiekiem. Potrafię zająć się domem: prać sprzątać,
prasować, gotować itd. Zajmuję się naszym Synem. Nie należę do ludzi, którzy
maja swoją Rodzinę gdzieś, chlają imprezują, przyprawiają rogi…
Sztuka kompromisu również nie jest mi obca. Jeśli faktycznie było tak, jak
twierdzi moja Żona, gdyby porozmawiała ze mną o swoich uczuciach, mogło by
wszystko być inaczej…
A może właśnie dlatego stałem się nudny? Powroty z pracy prosto do domu, by
być jak najwięcej czasu z Rodziną? Oczywiście, że mam jakieś wady, pewnie
gdzieś jest moja wina. Nie ma człowieka bez wad…
Aktualnie mam mieszkać z Żoną jeszcze do końca lipca. Czy myślicie że to jest
dobry pomysł? Nasze Rodziny jeszcze nie wiedzą o decyzji mojej Żony.
Dodam jeszcze, że nowy wybranek mojej Żony jest naszym sąsiadem z tego samego
bloku. Ma Żonę i dwoje dzieci, syn 5 lat, córka 1,5 roku. Moja Żona jest matką
chrzestną jego córki. Nasi Synowie chodzą do tego samego przedszkola.
Czy to normalne, że kobieta wplątuje się w tak niesamowicie parszywy układ z
człowiekiem, który ma w d… swoje dzieci? Potrafi je zostawić by ojcować mojemu
Synowi? Gdzie jest instynkt samozachowawczy mojej Żony? Dodam jeszcze, że Ona
mu ufa bezgranicznie i bezkrytycznie jest w Niego zapatrzona. Naopowiadał Jej
o mnie takich bzdur… udawał mojego przyjaciela, bił się w piersi, przysięgał,
że inni to ch….e a on ma charakter i zasady.
Będę Wam wdzięczny za wszystkie rady jak również za konstruktywną krytykę. Jak
widzicie tę sytuację? Co byście zrobili na moim miejscu?
Na koniec jeszcze Was zapewnię, że nie ubarwiłem w żaden sposób mojej
opowieści, pomimo tego, że dotyczy mnie bezpośrednio.
Pozdrawiam.
F.