Nerwy, ogólnie rozumiane

18.12.09, 19:30
Czy ktoś z was zrobił się po rozwodzie bardziej nerwowy niż był wcześniej?
Jakieś przykłady?
    • jarkoni Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 18.12.09, 19:33
      Co was wkurza co nie wkurzało wcześniej? Ja mam swoje, opowiem, poczekam na
      innych...
      • woman-in-blue Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 18.12.09, 20:54
        Po rozwodzie bardziej realistycznie oceniam ludzi i sytuacje. Wczesniej
        bylam naiwna, poddatna na manipulacje. Teraz jestem twardsza, mam swoje
        zdanie i bardzo mnie wkurzaja wszelkie proby manipulacji- wyczuwam falsz
        na kilometr! Sadze ze to dzieki temu forum! Moze zmadrzalam? Wiec chyba
        po to byl ten rozwod smile))
      • maza15 Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 18.12.09, 21:04
        Teraz to ja już spokojna jestem,ale pierwszy rok po rozwodzie...
        wkurzały mnie wszelkie usterki domowe,bunt syna nastolatka (chwilami
        płakałam z bezradności),obawa o to czy utrzymam dom i rodzinę,
        wyprowadzało mnie z równowagi gdy w mojej obecnosci obce dziecko w
        wieku mojej córki wołało "tato" "tatusiu".
        Ale to wszystko już za mną.
        Teraz jestem spokojna.Inna.Słyszę to.
      • akacjax Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 20.12.09, 21:25
        Tak mi przyszło na myśl, czy możesz zamknąć etap zwany rozwodem Jarkoni będąc
        właścicielem najlepszego na ten temat forum w kraju?
        Twoje przeżywanie rozwodu(tzw. nerwywink nie jest naturalne w tej sytuacji.
        Pozdrawiam
    • cold.wind.blows Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 18.12.09, 19:40
      Ja wprost przeciwnie, wyciszyłem się, złagodniałem. Czasem wręcz
      trudno mi poznać siebie.
      • grave_digger Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 18.12.09, 19:49
        ja wreszcie się uspokoiłam.
      • mola1971 Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 18.12.09, 19:49
        Ja mam to samo - po rozwodzie jestem duuużo spokojniejsza. Właściwie to chyba nic nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi, nabrałam ogromnego dystansu do życia, innych ludzi i siebie. Jakoś nie umiem już przejmować się czy denerwować pierdołami.
      • zabelina Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 20.12.09, 22:45
        też tak mam..smile)))
    • a.niech.to Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 18.12.09, 19:51
      Mocno podupadłam na zdrowiu, a to w wyniku mniej lub bardziej
      wyszukanych przyjemności fundowanych mi przez ex. Mam to szczęście,
      że żyłam w trójkącie i w trójkącie umrę, tylko teraz ja jestem ta
      trzecia.wink
    • woman-in-blue Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 18.12.09, 19:59
      corka mi powiedziala, ze po rozwodzie zrobilam sie "fajniejsza" i ze
      powinnam byla rozwiesc sie wczesniej!
      • mola1971 Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 18.12.09, 20:13
        Ja to, że powinnam rozwieść się już wcześniej usłyszałam z kolei od swojej podwładnej w pracy wink
        Bo jako szef też chyba fajniejsza jestem wink Co nie znaczy, że mniej wymagająca. Po prostu spokojniejsza.
      • kasiapfk Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 19.12.09, 07:58
        Wyciszyłam się i uspokoiłam. Baaaardzo. I nie przejmuję się
        pierdołami.
    • dinusia.0 Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 18.12.09, 20:17
      Ja osobiście bardziej się wyciszyłam .Oczywiście zdarzają się chwile nerwowe jak
      dostanę list zza krat od jaśnie pana pełen jadu .Ale to tylko przez pierwsze
      pięć minut mam ochotę kogoś rozszarpać , potem wraca zwykle spokój .A moje
      dzieci nawet stwierdziły ,że odkąd taty nie ma to jest lepiej , bo mama nie
      płacze i nie ma kto krzyczeć .No i wreszcie najważniejsze mama w końcu się
      uśmiecha , może jeszcze za mało , ale zawsze to coś.
    • sonia_30 Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 18.12.09, 21:44
      Wręcz przeciwnie - znacznie jestem spokojniejsza i zdecydowanie z
      życia zadowolona. Po wyprowadzce Ex poczułam się jakby mi ktoś worek
      kamieni z pleców zdjął.
      • kalpa Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 19.12.09, 00:51
        Ja też- podobnie jak Sonia smile Uspokoiłam sie, wypiękniałam, odżyłam smile I
        wreszcie polubiłam siebie smile
        • jarkoni Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 19.12.09, 09:27
          Ja o rozwodzie już właściwie nie myślę. Choć zdaję sobie sprawę, że mnie jakoś
          utwardzł wewnętrznie i pozwolił inaczej oceniać ludzi i instytucje które
          reprezentują. Inaczej patrzę np na rzetelność pracy psychologów, adwokatów,
          sędziów itp.
          Inaczej podchodzę do ludzi w ogóle, może jestem mniej ufny, dłużej i bardziej
          szczegółowo oceniam
    • imfallen Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 19.12.09, 11:43
      owszem. śpię przy zapalonej lampce i schudłam 5 kilo bo nie moge nic jeść tongue_out a
      to tak jakby jedyny plus calej sytuacji smile
    • scindapsus Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 20.12.09, 22:11
      Wyciszyłam sie i uspokoiłam.Wyprostowałam się i przestałam się
      spinac.Pol roku po rozwodzie uslyszałam że rozkwitłam.
      Złapałam dystans.Nic nie musiałam i nic już nie było moją winą.
      • sadaga Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 20.12.09, 23:09
        hm...zmieniłam się i to bardzo. na pewno jestem mniej ufna, bardziej ostrożna,
        choć na szczęście dalej lubię się śmiać, cieszyć życiem. na przeszłość się nie
        oglądam, niemniej rozwód spowodował że zniknęła ta naiwna dziewczynka, wierząca
        w miłość aż po grób i inne bzdury. chyba się otorbiłam, czasami myślę że nie
        czuję tak jak kiedyś. jakbym sobie gruby filtr założyła.
        rozwód miałam w maju (od rozstania właśnie mijają 2 lata), a ja dopiero teraz
        odczuwam cały stres tego okresu, wyszły problemy ze zdrowiem, jakaś deprecha (na
        zasadzie mam wszystko w d... i nic mi się nie chce). chyba to skutek ostatnich 2
        lat, wszystko puściło i organizm musi się oczyścić. mam nadzieję że już za
        chwilę będzie lepiej. i tej myśli się trzymam: regeneracja i do przodu smile
        • scindapsus Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 21.12.09, 08:03
          Mnie siekło "zdrowotnie" równo pół roku po rozwodzie.
          To było spodowowane kolejnym emailem z bzdurnymi roszczeniami
          fiannsowymi.
          Wiedziałam że stres kiedyś trzeba odreagowac ale nie wiedziałam że
          aż tak.
          Teraz jest w porządku
          A co do zaufania-nigdy już nikomu nie zaufam
          Bo za bardzo bolało

          • a.niech.to Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 21.12.09, 08:21
            scindapsus napisała:

            > A co do zaufania-nigdy już nikomu nie zaufam
            > Bo za bardzo bolało
            Sobie robisz krzywdę takim założeniem.
          • mayenna Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 21.12.09, 09:41
            Nigdy nie mów nigdysmile
            Jeśli Ty nikomu nie zaufasz, to jak ktos ma zaufać Tobie?

            • scindapsus Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 21.12.09, 09:59
              Ej, to nie jest mój wątek.jak założę wątek z sondą pod tytułem-czy
              scidnapsus, która dostała po doopie ma jeszcze komuś zaufać-to się
              rozpiszecie.
              A teraz sobie przezywam żałobę po związku i mam prawo mieć takie a
              nie inne odczucia.
              I się tego nie wstydzę.
              • kami_hope Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 23.12.09, 00:35
                Też przeżywam żałobę po związku. Mam dość "brania się w garść", a
                nie tyle dość, co po prostu nie mam siły. Teraz wychodzi ze mnie
                cały stres gromadzony przez lata. Na kolejny związek z pewnością nie
                jestem gotowa, a teksty "że znowu ułożę sobie życie" wydają mi się
                tak strasznie głupie i nie na miejscu. Co raz rzadziej rozpamiętuję
                przeszłość, ale to jeszcze nie czas na "przyszłość". Zatrzymałam się
                w teraźniejszości. I każdy, kto próbuje ingerować w tą
                moją "teraźniejszość" stwarza mi poczucie zagrożenia. Trudno to
                wyjaśnić... Reaguję złością na każdego, kto oczekuje, że już
                powinnam być "gotowa". A już najgorzej, gdy mówią, że nie mam "po
                czym" (lub "po kim") rozpaczać. Denerwuję się, gdy rodzina nakłania
                mnie na powrót do kraju lub/i na zmianę pracy. Czuję ich presję na
                sobie. Ja najnormalniej w świecie nie mam jeszcze siły aby ruszyć
                się z miejsca. A nawet jeszcze nie zrodziła się myśl, w jakim
                kierunku ja chciałabym się ruszyć.
        • ulkar Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 21.12.09, 09:20
          U mnie to już w ogóle kanał. Najpierw zzachorowało i zmarło moje
          (nasze) dziecko. Potem adopcja. Pół roku po niej, kiedy małe miało
          ledwie parę miesięcy jeszczemąż postanowił "być szczęśliwy". Dałam i
          daję radę, ale obwarowałam się jak rycerz zbrojny... a i tak wyłazi
          stres wszelkimi kanałami. 2 operacje a teraz łuszczyca, jak mi
          powiedziała lekarka- choroba stresów sad, na szczęście póki co dość
          znośnie to przechodzi. A co się sypnie dalej? Nic to dam radę, chcę
          by moje małe, kiedy dorośnie mogło rzecz, że MIMO WSZYSTKO miało
          fajne dzieciństwo ....
    • plujeczka Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 23.12.09, 07:57
      u mnie zdrowotnie powoli ale nieoczekiwanie wychodza choroby co do
      których nie miałam zielonego pojecia, siadł mi wzrok, nosze okulary
      do pisania bo bez nich niczego nie przecytam a kiedyś ogłam się
      pochwalic "sokolim wzrokiem".Do tego wskutek stresu i
      jego "zazerania' przytyłam 14 kg i nijak zgubic nie mogę ale od
      stycznia maszeruje na basen.Do tego a w zasadzie w zwiaxzku z
      nadwaga bola mnie kolana, czasami mrowienie w ręku cholera..nie
      pisze bo wyjdzie pół encyklopedii medycznej.Nieststey stres
      towarzyszy mi cały czas bo trwa sprawa o podział majatku i to
      wyjatkowo zaciekła.Do dzisiaj nie wyzbyłam się leku słysząc klucze w
      drzwiach mojego mieszkania odruchowo podrywam się na fotelu a serce
      dziwnie skacze w piersi i jeszcze jedno wciaz dostaję szału na widok
      butelek z piwem i dzwieku tych butelek w reklamówkach niesionych
      przez facetów.Mam nadzieję ,że to minie, nerwy ogólnie w rozsypce
      staram się co prawda na codzień hamowac się ale sa momenty ,ze jakas
      sytuacja mnie przerasta a wówczas mam łzy w oczach.
      Podobnie jak jarkoni zmieniłam diametrialnie zdanie o polskim
      sadownictwie, sedziach i adwokatach nieststey na bardzo negatywne i
      juz chyba nigdy w zyciu nie odzyskam zaufania do przedstawicieli
      tych zawodów.Pozostał mi uraz do kłamstwa, obłudy ale nauczyłam się
      jednego w sadzie nalezy KŁAMAĆ bo prawda jest dla głupich a ja
      jestem tego przykładem, tylko jakos tak się składa ,ze wciaz tego
      nie potrafię a ponoc pojętna jestem....
      • to.ja.kas Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 23.12.09, 11:13
        W trakcie spraw czyli sto lat temu miałam stresa i generalie dość
        histerycznie reagowałam na wszystko jak leci.

        Minęło kilka lat i były to najlepsze lata mojego zycia. Czy jestem
        nerwowa? Nie. Energiczna, momentami cyniczna, bywam złosliwa, jestem
        radosna, wszędzie mnie pełno...jesli to objaw nerwów no to tak mam
        ich sporo. Ale tak naprawdę złapałam dystans. Bawi mnie wiele rzeczy
        które kiedyś by zirytowały (stąd te moje ciągle emotikony może w
        dziwnych miejscach czasem, ale naprawde czesto niektóre sytuacje
        mnie śmieszą i bawią wink ). Nawet teraz kiedy przechodzę
        nienajprzyjemniejszy okres odkryłam, że smutek już mnie nie przeraża
        i nie zabija. Trza go przejśc jak grypę. A chwila w której zaczynamy
        na nowo sie uśmiechać, bawić, spotykać z ludźmi, śpiewać w wannie i
        w samochodzie, gadać z Literami przez telefon i zanosić się ze
        smiechu, bywać mniej na forum poza pracą (w pracy to wiadomo, lepsze
        forum niż robota wink ) jest najpiękniejszą chwilą w życiu big_grin
    • woman-in-blue Re: Nerwy, ogólnie rozumiane 23.12.09, 20:02
      Przeczytalam caly watek i podzielam wasze doswiadczenia dotyczace
      zdrowia. Faktycznie "siada" w pewnym momencie. Czlowiek musi
      poradzic sobie z taka dawka stresu ze organizm mowi: stop! Wlasnie
      teraz sie czuje tak przemeczona, ze zastanawiam sie czy nie isc do
      lekarza. Wiem, ze przydaly by sie mi ze dwa tygodnie wypoczynku,
      blogiego nicnierobienia, ale nie moge sobie na to pozwolic.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja