zatracony72
18.12.09, 20:16
prosiłem kiedys Majkela czy zgodzi się ocenić bilans moich grzechów
małżeńskich oraz to co zrobiła ona. Ogólnie czy mam szansę na rozwód tylko z
jej winy. Zaproponował, żeby przedstawić to tutaj.... no ale to jeszcze nie
jest gotowe.
Niektóre sprawy jest zresztą trudno udowodnić w sądzie no bo kto uwierzy, że
kobieta słusznej postury kiedyś biciem męża o podobnych gabarytach starała się
wymusić swoje racje albo, że go psychicznie wyniszczała ?
no dobra wina "jego":
- zaniedbywanie żony i dziecka poprzez niepoświęcenie im należytej ilości
czasu, uwagi, energii na rzecz czasu spędzonego przed komputerem ( gry, filmy,
bez używania komunikatorów czy chatów a więc bez podejrzeń o zdrady)
- "pozwalanie" mojej matce, w której domu mieszkaliśmy ( teraz połowa moja)
na poniewieraniem żoną poprzez udzielanie rad jak sprzątać, zajmować się
dzieckiem itp oraz poniżanie osiągnięć jaj rodziny. Oczywiście w
konfrontacjach zawsze byłem po stronie żony, no ale wg żony nic z tym nie
zrobiłem bo tłumaczenie to było za mało.
Winy jej:
Od m/w 6 lat liczne realne zdrady z mężczyznami poznanymi w necie. Setki
godzin spędzone na pogawędkach internetowych ( wszystko udokumentowane).
Całkowita nagacja mnie w oczach innych, już po paru zdaniach z nieznajomym
stwierdzała, że jestem nieistotny ( najłagodniejsze określenie). Otwarcie
przyznała mi się się do zdrad, zarzucając jednocześnie mnie winę za tą sytuację.
W br romans z jedną osobą ale akurat nie z neta, sporo dowodów, być może a jej
zachowanie na to wskazuje trwający dalej.
Wyprowadzała się do mamy w tym roku parę razy, ostatnie rozstanie trwa już
ponad kwartał.
Reszta będzie trudniejsza do udowodnienia ale czy coś więcej trzeba?
Jaką mam szansę na rozwód tylko z jej winy bo jeśli mam walczyć i uzyskać
wspólną winę to wolę wybrać rozwód bez orzekania o winie.
Dodam, że żona jest poważnie chora, przez prawie wszystkie lata małżeństwa nie
pracowała i nie ma nawet wypracowanych lat na rentę.
Wiem, że choroba żony działa na moją niekorzyść no bo jak o mnie świadczy, że
schorowana kobieta, bez środków do życia odeszła od męża. Jestem potworem! To
nic, że planowała nowe życie z innym. Nie chce finansować jej dalszego
szczęśliwego życia z innym, jak mam płacić to jedynie na dziecko. Przynajmniej
tak bym chciał.
Mam szansę?? Pytajcie, może to mi pomoże w podjęciu decyzji a jeśli nie to
kiedyś przedstawię tu tekst o wiele dłuższy.