przedswstepne pytanie o winę

18.12.09, 20:16
prosiłem kiedys Majkela czy zgodzi się ocenić bilans moich grzechów
małżeńskich oraz to co zrobiła ona. Ogólnie czy mam szansę na rozwód tylko z
jej winy. Zaproponował, żeby przedstawić to tutaj.... no ale to jeszcze nie
jest gotowe.
Niektóre sprawy jest zresztą trudno udowodnić w sądzie no bo kto uwierzy, że
kobieta słusznej postury kiedyś biciem męża o podobnych gabarytach starała się
wymusić swoje racje albo, że go psychicznie wyniszczała ?
no dobra wina "jego":
- zaniedbywanie żony i dziecka poprzez niepoświęcenie im należytej ilości
czasu, uwagi, energii na rzecz czasu spędzonego przed komputerem ( gry, filmy,
bez używania komunikatorów czy chatów a więc bez podejrzeń o zdrady)
- "pozwalanie" mojej matce, w której domu mieszkaliśmy ( teraz połowa moja)
na poniewieraniem żoną poprzez udzielanie rad jak sprzątać, zajmować się
dzieckiem itp oraz poniżanie osiągnięć jaj rodziny. Oczywiście w
konfrontacjach zawsze byłem po stronie żony, no ale wg żony nic z tym nie
zrobiłem bo tłumaczenie to było za mało.

Winy jej:

Od m/w 6 lat liczne realne zdrady z mężczyznami poznanymi w necie. Setki
godzin spędzone na pogawędkach internetowych ( wszystko udokumentowane).
Całkowita nagacja mnie w oczach innych, już po paru zdaniach z nieznajomym
stwierdzała, że jestem nieistotny ( najłagodniejsze określenie). Otwarcie
przyznała mi się się do zdrad, zarzucając jednocześnie mnie winę za tą sytuację.
W br romans z jedną osobą ale akurat nie z neta, sporo dowodów, być może a jej
zachowanie na to wskazuje trwający dalej.
Wyprowadzała się do mamy w tym roku parę razy, ostatnie rozstanie trwa już
ponad kwartał.
Reszta będzie trudniejsza do udowodnienia ale czy coś więcej trzeba?

Jaką mam szansę na rozwód tylko z jej winy bo jeśli mam walczyć i uzyskać
wspólną winę to wolę wybrać rozwód bez orzekania o winie.

Dodam, że żona jest poważnie chora, przez prawie wszystkie lata małżeństwa nie
pracowała i nie ma nawet wypracowanych lat na rentę.
Wiem, że choroba żony działa na moją niekorzyść no bo jak o mnie świadczy, że
schorowana kobieta, bez środków do życia odeszła od męża. Jestem potworem! To
nic, że planowała nowe życie z innym. Nie chce finansować jej dalszego
szczęśliwego życia z innym, jak mam płacić to jedynie na dziecko. Przynajmniej
tak bym chciał.
Mam szansę?? Pytajcie, może to mi pomoże w podjęciu decyzji a jeśli nie to
kiedyś przedstawię tu tekst o wiele dłuższy.






    • panda_zielona Re: przedswstepne pytanie o winę 18.12.09, 21:27
      Żona jest poważnie chora jak powiadasz,a na zdrady z licznymi
      mężczyznami,jesli to nie jest Twój wymysł,ma siły.Nie rozumiem
      tego.Może przyczyną tej złośliwości jest właśnie choroba,a
      kochankowie?bo może jako facet,w jej mniemaniu oczywiscie,nie
      sprawdzasz się.I kobieta jest sfrustrowana do granic mozliwości.
      • handra Re: przedswstepne pytanie o winę 18.12.09, 21:42
        Trudno oceniac wine znajac relacje tylko jednej strony.

        Poczynania Twoje zony mozna zaliczyc chyba? do jakiegos uzaleznienia.

        Poswiecajac tyle czasu na kontakty w necie,gry i romanse musiala bardzo
        zaniedbywac obowiazki matki nie wspomne o obowiazkach wobec Ciebie.

        Nie wiem co daje Tobie rozwod z orzekaniem winy a co bez.

        Jezeli jest to bez roznicy to olej sie na udawadnianie win to pochlania duzo
        energi i zdrowia.

        Obawiam sie, ze niepracujaca zona ma prawo do alimentow od Ciebie.


        • zatracony72 Re: przedswstepne pytanie o winę 19.12.09, 11:55
          handra napisała:

          > Trudno oceniac wine znajac relacje tylko jednej strony.

          prawda

          >
          > Poczynania Twoje zony mozna zaliczyc chyba? do jakiegos uzaleznienia.
          >
          > Poswiecajac tyle czasu na kontakty w necie,gry i romanse musiala bardzo
          > zaniedbywac obowiazki matki nie wspomne o obowiazkach wobec Ciebie.

          Nawet nie tak bardzo, albo tego nie odczuwałem, mo może wtedy gdy chciałem coś
          bardziej intymnego, często wolała pogaduszki internetowe niż iść do łóżka.
          No i problem z porządkiem, sprzątanie z nerwami, byle jak co niestety stawało
          się konfliktogenne w relacjach z moją matką.
          Niestety (?) matka widziała to czego nie widziałą żona, czyl pleśni w łazience,
          nieumytych framug okiennych tuż po umyciu szyb itd.
          Jak to matka zwracała na to uwagę a reakcją żony była złość jak może się wtrącać
          w nasze życie. Zresztą często sam wyrzucałem spleśniałe jedzenie z okolic
          miejsca gdzie przesiadywała z laptopem.

          > Nie wiem co daje Tobie rozwod z orzekaniem winy a co bez.

          z moją winą i bez orzekania muszę ją finansować przynajmniej przez 5 lat po
          rozwodzie, ztcw tylko z jej winy płacić nie muszę.

          > Jezeli jest to bez roznicy to olej sie na udawadnianie win to pochlania duzo
          > energi i zdrowia.
          > Obawiam sie, ze niepracujaca zona ma prawo do alimentow od Ciebie.
          No właśnie o te alimenty chodzi, no ale cóż mam jedno dziecko, jakbym miał dwoje
          to bym więcej płacił i nie marudził - chyba potraktuję ją jako takiego
          przerośniętego, niewdzięcznego bachora i bedę na nią płacił. No ale to tylko
          wtedy jak wyjdzie, że nie mam szans na tylko jej winę.
          • chalsia Re: przedswstepne pytanie o winę 19.12.09, 12:12
            > Jak to matka zwracała na to uwagę a reakcją żony była złość jak może się wtrąca
            > ć
            > w nasze życie.

            i żona miała 100% rację.
            Jakby mi moja własna matka powiedziała, że niedokłądnie/źle coś we własnym domu
            zrobiłam, to bym ją opieprzyła.
            • mola1971 Re: przedswstepne pytanie o winę 19.12.09, 12:21
              chalsia napisała:
              > i żona miała 100% rację.
              > Jakby mi moja własna matka powiedziała, że niedokłądnie/źle coś we własnym domu
              > zrobiłam, to bym ją opieprzyła.

              I ja też. A już uwaga od teściowej to podwójna zniewaga.
              Teściowa to nie SANEPiD i nie ma prawa grzebać po kątach i czystość sprawdzać w domu syna i synowej.
              Nawet jeśli rzeczywiście jest syf to jest to syf męża i żony i oni tym syfem powinni się zająć.
              • zatracony72 Re: przedswstepne pytanie o winę 19.12.09, 12:39
                No i ja się z tym też zgadzam, zawsze byłem po stronie żony, ale często w duchu
                musiałem przyznać rację matce, czego oczywiście głośno nie zrobiłem.
      • zatracony72 Re: przedswstepne pytanie o winę 19.12.09, 11:34
        panda_zielona napisała:

        > Żona jest poważnie chora jak powiadasz,a na zdrady z licznymi
        > mężczyznami,jesli to nie jest Twój wymysł,ma siły.Nie rozumiem
        > tego.Może przyczyną tej złośliwości jest właśnie choroba,a
        > kochankowie?bo może jako facet,w jej mniemaniu oczywiscie,nie
        > sprawdzasz się.I kobieta jest sfrustrowana do granic mozliwości.

        No może nie tak liczni bo więcj niż 4 w ciągu paru lat. "Zdrad" wirtualnych
        nawet nie liczę bo nie ma sensu. Poważnie chora od roku i ztcw tylko 1
        miłośnik. Seksualnie, jak chciała, było chyba dobrze.

    • sonia_30 Re: przedswstepne pytanie o winę 18.12.09, 21:38
      Trudno się wypowiadać na temat szans, orzekanie jednostronnej winy
      jest trudne, długotrwałe i wyczerpujące, poza tym nie wiadomo (?)
      jakie argumenty wyciągnie Twoja żona, bo rozumiem że to co
      wypunktowałeś to "winy" do których samodzielnie się poczuwasz.
      Dowody musisz mieć mocne. Pogawędki internetowe/romans
      udokumentowane - pytanie w jaki sposób udokumentowane i w jaki
      sposób przesądza o zdradzie.
      Oficjalnie Ci się przyznała, co nie znaczy że przyzna się w sądzie.
      Wyprowadzała się do mamy - a powód? To akurat nie jest wg mnie punkt
      dla Ciebie.
      • handra Re: przedswstepne pytanie o winę 18.12.09, 22:00
        Jezeli Twoja zona jest powaznie chora to dlaczego nie starala sie o rente?
        Dlaczego nigdy nie pracowala? nie chciala, czy byl to Twoj wybor? Z jakiego
        powodu wyprowadzila sie z domu?
        Zabrala dziecko ze soba?
        • zatracony72 Re: przedswstepne pytanie o winę 19.12.09, 12:23
          handra napisała:

          > Jezeli Twoja zona jest powaznie chora to dlaczego nie starala sie o rente?
          > Dlaczego nigdy nie pracowala? nie chciala, czy byl to Twoj wybor? Z jakiego
          > powodu wyprowadzila sie z domu?
          > Zabrala dziecko ze soba?
          Miała rentę od zawsze, tzw szkolną ale ją straciła bo lekarze orzekli, że jest
          wyleczona. Potem pracowała ale nie ma 5 lat więc jej sie świadczenie nie należy
          a teraz jest znów chora.
          Powody już opisałem.
      • zatracony72 Re: przedswstepne pytanie o winę 19.12.09, 12:20
        sonia_30 napisała:

        > Trudno się wypowiadać na temat szans, orzekanie jednostronnej winy
        > jest trudne, długotrwałe i wyczerpujące, poza tym nie wiadomo (?)
        > jakie argumenty wyciągnie Twoja żona, bo rozumiem że to co
        > wypunktowałeś to "winy" do których samodzielnie się poczuwasz.
        > Dowody musisz mieć mocne. Pogawędki internetowe/romans
        > udokumentowane - pytanie w jaki sposób udokumentowane i w jaki
        > sposób przesądza o zdradzie.

        to co napisałem na siebie jest zarzucane mi przez żonę. Dowodami są setki godzin
        rozmów internetowych, maile, zdjęcia, nagrania a nawet jeden akt jawnej głupoty
        żony.

        > Oficjalnie Ci się przyznała, co nie znaczy że przyzna się w sądzie.
        > Wyprowadzała się do mamy - a powód? To akurat nie jest wg mnie punkt
        > dla Ciebie.
        Opuściła mnie w tym roku 3 razy, oficjalnie przez moją matkę o wydarzenia takie,
        że nigdy bym sensu tego postępowania nie zrozumiał gdybym się nie dowiedział o 2
        dnie tego wszystkiego. Kochanek w bliskim sąsiedztwie mieszkania matki a
        właściwie mieszkania żony, bo ona jest właścicielką mieszkania.
        Dwa razy wracała, może nie miała pewności, może wciąż coś do mnie czuła, może
        też chciała mieć pełną rodzinę albo tylko dowód, że ze mną i moją matką nie da
        się wspólnie żyć. Zrobiłem nawet oddzielną kuchnię aby ograniczyć ich kontakty
        do minimum.
        Wystarczyło na 3 miesiące. Teraz jedyną opcją jest wynająć mieszkanie, bo do jej
        się też nie mogę wprowadzić. Same żądania, żadnych ustępstw.
        Podczas jednego ze spotkań jeszcze przed 2 powrotem powiedziała mi, że dużo
        łatwiej by jej było gdybym umarł. Wtedy była chyba jeszcze rozdarta między dwóch
        facetów, teraz już jednak wybrała.


    • sauber1 Re: przedswstepne pytanie o winę 18.12.09, 22:16
      Kiedyś obiecałem, a zrobię to teraz. W 2000 roku pod wpływem nagłej zmiany
      religii, zainteresowania okultyzmem i innymi nowościami w celu brnięcia ślepo do
      sukcesu, zaczęło się dziać źle w rodzinie, ogólny brak porozumienia. Kiedy
      zorientowałem się, że dziś już była żona ma tylko jeden cel i plan życia,
      pospiesznie wyjechać za ocean, za wspólnie wypracowanymi pieniędzmi, wcześniej
      scedowanymi na kota gdzieś daleko. Wcale nie zdziwił mnie ogrom przychodzących
      różnych upomnień i wizyty ludzi po zwrot czegoś, o czym nie miałem pojęcia,
      wtedy nie zdawałem sobie jeszcze sprawy, że to pewien plam, by mnie zadłużyć na
      długie lata, wzorem poczynań innych, a takie przypadki były mi znane. ponad 9
      lat temu zrobiłem notarialną rozdzielczość majątkową. A jak nasiliła się ta
      cała eskalacja działań, zwróciłem się do sadu rodzinnego z prośbą o pomoc, było
      to już nie do zniesienia tylko kasa i kasa, dom rodzina los dzieci stał się
      całkowicie obojętny, bywało że z pracy musiałem się urywać by dzieciom dać jeść,
      w domu napalić, kosztowało mnie tez trochę, by mógł mnie ktoś inny zastąpić, a
      pracowałem po 24 godziny co trzeci dzień. W piśmie do sądu motywowałem, że żona
      uzależniła się od grup destrukcyjnych i swoimi poczynaniami, przedsięwzięciami
      doprowadza rodzinę do ruiny, że celowo się zadłuża mimo, że osiągamy dość duże
      dochody i być może kiedyś jeszcze małym dzieciom braknie dachu nad głową.
      Standardowo zostałem wyśmiany, a być może tylko nie do końca zrozumiany,
      zaproponowano bym wniósł o ograniczenie praw rodzicielskich i tak zrobiłem. ...
      Potem były takie można by nazwać mediacje przed kuratorem, dziś myślę że to
      tylko pozory. W sumie rodzina się rozsypała choć mieszkaliśmy razem, były nawet
      próby realizacji wcześniej ustalonych zamierzeń, ale dziwnie jest coś zdziałać
      kiedy się już nie ma do bliskiej osoby zaufania, potem wiele dziwnych wydarzeń,
      m. in. jakieś konflikty z prawem, nawet zostałem bez grosza, bo komornik zabrał
      mi dużą część z wynagrodzenia, jak się potem okazało za kredyty które nabrała na
      moje dane, i było takich więcej, na ludzi z księżyca, w efekcie czego, przed
      kolejna sprawa karną, któregoś dnia jak byłem w pracy zabrała dzieci i
      wyjechała do wcześniej upolowanego, zaprzyjaźnionego wydawcy, z którym miła
      ewentualna szanse zrealizować plan pośpiesznego wyjazdu, a ja naiwnie
      miesiącami szukałem dzieci ... Przypadkowo dowiedziałem się że już miała za
      jakieś oszustwa, wyłudzenia wyroki w zawieszeniu, byłem trochę zdziwiony, ale
      wiedziałem że innym z grona znajomych w podobny sposób uciec za granic się
      udało. W '06 wniosłem o rozwód z orzeczeniem winy, formalności, związane z
      miejscem ustalenia pobytu, a była tez "niby" poszukiwana listem gończym,
      opóźniały przebieg procesu. Którejś nocy otrzymałem telefon bym odebrał dzieci,
      ponieważ została zatrzymana. Trwało to dość długo, na żadną sprawę nie
      zaszczyciła obecnością, tylko przysyłała jakieś dziwne dokumenty pisane przez
      kolejnego narzeczonego oskarżające sąd i sędziów powołując się na
      międzynarodowe konwencje i inne cyrki... Po starszego syna przysłała taksówkę
      płacąc 400 zł za kurs i 4.000,- ekstra, ale prokurator nie dopatrzył się w tym
      znamion przestępstwa, oczywiście syn do szkoły już nie chodził, rok w plecy, w
      tym czasie córka leżała 7 miesięcy w szpitalu, a młodszego ode mnie zabrała na
      wakacje do Zakopanego i już nie wrócił, oczywiście wniosłem o wyekzekwowanie
      postanowienia sądu, ale jestem facetem , wiadomo... W sumie otrzymałem rozwód
      z winy obu stron i dzieci miały pozostać u niej, ale ponownie została zatrzymana
      do odbycia kary i dzieci znowu do mnie wróciły, córce załatwiłem obóz zdrowotny
      na wakacje, synowie u mnie, trochę na wesoło wakacji, korepetycje,by zaliczyć
      powtarzaną klasę warunkowo, dostałem kolejne orzeczenie sądu i zabezpieczenie
      alimentów, ale grosza nie widziałem. Złożyłem o wyrok z uzasadnieniem i na te 22
      strony uzasadnienia wniosłem apelację w sierpniu 2008. W ostatnim dniu wakacji
      starsze dzieci zawiozłem do szkoły ulokowałem w internacie, a 1 września
      aresztowano jeszcze oficjalnie mojej żony narzeczonego (biliardera)i policja
      wbrew stanowisku dyrekcji szkoły dzieci zabrała, umieściła w pogotowiu
      opiekuńczym, może to brzmi niewiarygodnie, ale faktem, do dziś się zastanawiam i
      nie tylko ja, jak wielką może mieć moc umiejętnie stosowana psychomanipulacja,
      osobiście musiałem się pofatygować kilkaset kilometrów, by je przewieźć kilka
      ulic dalej i usłyszeć nic nieznaczące słowa, "my tez nie wiemy jakim cudem się
      tu znalazły?"
      To moje życie nie jest usłane różami, a czemu zawsze winne są dzieci, nie wiem
      co to będzie dalej? Być może od stycznia nawet nie będą miały adresu i tak myślę
      sobie co by było, gdyby w 2000 jeszcze roku chciał ktoś pewne sprawy potraktować
      serio?
      A co do tematu, to z tym orzeczeniem winy bywa różnie, może o dobrze jak
      człowiek ma gest i przystaje czasem po połowie ... ???
      Ale tez się zastanawiam czy oby czasem w moim przypadku wędrująca dość obszerna
      dokumentacja gdzieś nie zeszczuplała?
      Sam rozwód to jeszcze nie wszystko ...
      • panda_zielona Re: przedswstepne pytanie o winę 19.12.09, 01:03
        Matko kochana,Sauber1,toż to brzmi jak scenariusz sensacyjnego
        filmu. Że też takie babska święta ziemia nosi.A orzeczenie sądu o
        winie,szkoda gadać.
        • sauber1 Re: przedswstepne pytanie o winę 19.12.09, 01:45
          panda_zielona napisała:

          > Matko kochana,Sauber1,toż to brzmi jak scenariusz sensacyjnego
          > filmu. Że też takie babska święta ziemia nosi.A orzeczenie sądu o
          > winie,szkoda gadać.

          Wiesz Pando nie mnie jest osadzać ludzi, niemniej jednak super sobie radzą za
          przyzwoleniem niebios wink... A ja, cóż ja mogę? Chyba przykleję sobie na plecach
          napis "Nie trąbcie robię co mogę" ? wink
      • zatracony72 Re: przedswstepne pytanie o winę 19.12.09, 12:30
        Sauber.
        Współczuję, mógłbyś z tego niezłą książkę napisać. Niektóre kobiety są wredne a
        ja sie zastanawiam na co jeszcze jest stać "moją" w przyszłości
    • adela38 Re: przedswstepne pytanie o winę 19.12.09, 09:52
      Owe nieorzekanie o winie w twoim przypadku moze sie skonczyc dodatkowymi
      alimentami na zone, a nie "tylko" na dziecko.
      Wina obu stron gwarantuje, a ze nie bedzie miala takiej mozliwosci bo tylko
      "niewinna" strona moze dochodzic alimantow.
      Zastanawia mnie tez dlaczego chcesz powierzyc dziecko dla takiej osoby a sam nie
      wystepujesz o opieke? Szczegolnie jak sam mieszkasz z matka (babcia dziecka)
      mialbys pewnie duze wsparcie z jej strony a dziecku bylby oszczedzony stres z
      tytulu przeprowadzki...
      • zatracony72 Re: przedswstepne pytanie o winę 19.12.09, 12:36
        adela38 napisała:

        > Owe nieorzekanie o winie w twoim przypadku moze sie skonczyc dodatkowymi
        > alimentami na zone, a nie "tylko" na dziecko.
        > Wina obu stron gwarantuje, a ze nie bedzie miala takiej mozliwosci bo tylko
        > "niewinna" strona moze dochodzic alimantow.

        Jesteś tego pewna? Bo jeśli tak to warto prać te wszystkie brudy.

        > Zastanawia mnie tez dlaczego chcesz powierzyc dziecko dla takiej osoby a sam ni
        > e
        > wystepujesz o opieke? Szczegolnie jak sam mieszkasz z matka (babcia dziecka)
        > mialbys pewnie duze wsparcie z jej strony a dziecku bylby oszczedzony stres z
        > tytulu przeprowadzki...

        Kiedyś myślałem o tym, ale nie chcę wyrządzać krzywdy córce. One wzajemnie
        bardzo się kochają.
        • sonia_30 Re: przedswstepne pytanie o winę 19.12.09, 13:11
          "Wina obu stron gwarantuje, a ze nie bedzie miala takiej mozliwosci
          bo tylko "niewinna" strona moze dochodzic alimantow".

          Nie tak - od płacenia alimentów na żonę chroni Cię jedynie
          orzeczenie jej wyłącznej winy. Jeżeli rozwód jest bez orzekania o
          winie lub z obopólnej winy – każde z Was może domagać się od
          drugiego alimentów jeśli znalazło się w niedostatku.
          Moim zdaniem dość skomplikowana będzie to sprawa. Masz argumenty i
          masz też dowody, żona przedstawi kontrargumenty, a w sprawach
          rozwodowych nie ma stopniowania winy i nawet jeśli wina jednego z
          małżonków jest większa a drugiego nieznaczna, jest duże
          prawdopodobieństwo że Sąd orzeknie rozwód z winy obydwu stron. Co
          nie oznacza oczywiście że nie warto spróbować.
          • zatracony72 Re: przedswstepne pytanie o winę 19.12.09, 15:13
            sonia_30 napisała:

            > Co
            > nie oznacza oczywiście że nie warto spróbować.

            Dlatego właśnie założyłem ten wątek. Nawet mój niewielki wkład winy w rozpad
            małżeństwa stawia mnie na równi winy z nią. Wszystko bedzie zależało od ławy
            sędziowskiej. Pozatym "żona" umie ładnie opowiadać o swojej "niedoli", dostanie
            obrońcę z urzędu a dodatkowo jej stan zdrowia też będzie wzbudzał litość.
            Oczywiście mogę poczekać odpowiednio długo na jej całkowite wyleczenie ale jakoś
            nie umiem trwać w takim stanie zawieszenia, lubię jasne sytuację.
            No i jestem pewny tego, że jak dojdzie to orzekania o winie , ona będzie starała
            się jak najbardziej uprzykrzyć mi życie oraz kontakty z córką.
            • sonia_30 Re: przedswstepne pytanie o winę 19.12.09, 16:00
              Musisz przemyśleć zatem czy warto. Orzeczenie jej wyłącznej winy
              uchroni Cię przed płaceniem jej alimentów, ale sam proces potrwa,
              będzie kosztował - jeśli zdecydujesz się na pełnomocnika, no i
              pewnie zamieni się w wojnę nerwów.
            • kami_hope ława sędziowska - inaczej 19.12.09, 17:35

              Przeczytałam ten wątek. I nie sądzę aby Twój "wkład winy był
              niewielki". W mojej ocenie źródło wszelkich konfliktów między Tobą,
              a żoną wynika ze wspólnego zamieszkiwania z Twoją matką. Nie
              wyobrażam sobie sytuacji, gdzie teściowa zaglądałaby mi w kąty.
              Jeśli to robi, to jednoznacznie ukazuje, że dom jest JEJ. Twoja żona
              absolutnie nie miała poczucia bezpieczeństwa. I jej wszelkie reakcje
              wynikają z poczucia zagrożenia, zaniżania jej wartości, etc.
              Odebrano jej możliwość stanowienia o sobie, o małżeństwie, o
              wychowaniu dzieci. Pozbawiono ją praw jakie płyną ze statusu „żony”,
              zaś obwarowano ją jedynie obowiązkami, krytyką i obserwacją. Nie
              zaistniały warunki do rozwoju rodziny! Każdy zdrowy mentalnie
              człowiek będzie się temu przeciwstawiał. I ona walczyła. Tyle, że
              Wam (Tobie i mamie) to się nie podobało, więc trzeba ją teraz ukarać
              za niesubordynację „orzeczeniem o winie”.
              Dziwię się, że nie zabrałeś żony i nie zamieszkaliście we własnym,
              rodzinnym mieszkaniu. Ja uważam, że jesteś odpowiedzialny za tą
              sytuację. I jako głowa rodziny dałeś plamę.
              • zatracony72 Re: ława sędziowska - inaczej 19.12.09, 18:15
                kami_hope napisała:

                > I jako głowa rodziny dałeś plamę.

                Niestety, idealnie wyciągnęłaś wnioski a mnie szerzej otworzyłaś oczy. Do
                wychowania dziecka też się wtrącała. Cóż to moja wina, choć się z tym nie
                zgadzałem i prosiłem żonę o olewanie tego co mówi matka -ona tego nie potrafiła.
                Tłumaczenie matce czegokolwiek było daremne bo jak uważała, że ma rację ( a
                czasami niestety ją miała) to było to przysłowiowym grochem o ścianę. Wygląda na
                to, że za te 10 lat tak spędzonych ze mną rozwód bez orzekania o winie będzie
                moim zadośćuczynieniem jej krzywd. To, że była wredna dla mnie i mnie zdradzała
                wyrównuje rachunki między nami.Chętnie wysłucham jeszcze innych uwag.
                Dzieki.
                • kami_hope Re: ława sędziowska - inaczej 19.12.09, 18:25
                  Skoncentruj się na swoich uczuciach do żony.
                  I idź za ich tropem, one wskażą Ci drogę... będziesz wiedział co
                  masz robić.

                  Możecie dać sobie czas. Separacja? Ty dojrzewaj w tym czasie.
                  Rozwijaj się i pracuj aby stworzyć warunki dla rozwoju rodziny.
                  Jedynie wtedy, gdy stworzycie (Ty z partnerką) bazę, będziecie mogli
                  z nadzieją patrzeć w przyszłość. Dopóki nie macie swojego gniazdka,
                  trudno w ogóle mówić o rodzinie. Ty nie odłączyłeś się od swojej
                  matki. A taka jest kolej rzeczy. Chłopiec dorasta, staje się
                  kawalerem - prowadzi kawalerskie życie, dojrzewa, kiedy jest gotów -
                  zakłada rodzinę. Jeśli się kochacie, te kryzysy będą dla Was
                  egzaminem, który może doprowadzić Was do dojrzalszej formy
                  współżycia.
                  • zatracony72 Re: ława sędziowska - inaczej 19.12.09, 18:52
                    kami_hope napisała:

                    > Skoncentruj się na swoich uczuciach do żony.

                    Nie jestem już pewny czy jeszcze są te dobre. Za dużo bólu. Miałem nadzieję, że
                    jak wróci popracuję nad odbudowaniem tych lepszych uczuć.
                    Niestety nie chce. Po tym co się dowiedziałem o niej zaproponowałem przebaczenie
                    pod warunkiem, że wróci do MOJEGO domu. Możemy być niezależni na swoim piętrze a
                    matka samotnie zajmuje swoje. Żona nie chce wracać, ja nie chce wynajmować bo
                    finanse nie te, a dwa że jeśli ja okazuję dobrą wole i chcę zapomnieć o
                    przeszłości to i ona mogłaby. Kto jest w tym układzie nierozsądny? Ona, ja, oboje ?
                    No i nie do końca jasna sprawa z ostatnim kochankiem. Wielka miłość i rozstanie
                    podobno 2 tygodnie po jej wyprowadzce do mamy.
                    Może ona zakłada, że nie wynajmę mieszkania i dlatego właśnie to proponuje?
                    życie to bagno sad
                    • kami_hope Myśl! 19.12.09, 19:17

                      Przebaczenie nie może być szantażem. To zamykanie danej osoby w
                      więzieniu przeszłości, prowadzi do zadręczania siebie i odbiera
                      nadzieję. Człowiek, który dojrzale przebacza, co prawda pamięta o
                      przeszłości, ale po to by wyciągać wnioski i nie powtarzać błędów.
                      Zakochany człowiek robi różne wielkie rzeczy dla swojej
                      ukochanej/go, poświęca się. Ale! Jego motywem jest chęć zatrzymania
                      jej/jego przy sobie. Zaś miłość dojrzała opiera się na decyzji.
                      Decydujesz się troszczyć o drugiego człowieka i działasz według tej
                      decyzji. Cała sztuka polega na tym aby uświadomić sobie sposób w
                      jaki tą miłość (troskę o człowieka) należy realizować.

                      zatracony72 napisał:
                      >że wróci do MOJEGO domu.
                      Ma wrócić do TWOJEGO domu? Nie, mój drogi. Mogłaby wrócić do WASZEGO
                      domu. Małżeństwo żyje we WSPÓLNOCIE - po to się zawiera tą unię
                      jakim jest małżeństwo. A Waszego domu NIE MA.

                      zatracony72 napisał:
                      >Możemy być niezależni na swoim piętrze
                      > a
                      > matka samotnie zajmuje swoje.
                      Nie, nie możecie być niezależni. Bo matka kontroluje kąty na
                      piętrze. A Ty dla wygody (bo finanse) sprzedałeś swoją rodzinę.
                      Przykro mi bardzo za ostre słowa, ale takie są fakty.
                      Zaprzedałeś stanowienie o sobie Twojej rodziny, a żona Twoja za to
                      zapłaciła... Ty, kiedy to zrozumiesz... zapłaczesz gorzko.

                      • zatracony72 Re: Myśl! 19.12.09, 22:41
                        kami_hope napisała:


                        > Ma wrócić do TWOJEGO domu? Nie, mój drogi. Mogłaby wrócić do WASZEGO
                        > domu. Małżeństwo żyje we WSPÓLNOCIE - po to się zawiera tą unię
                        > jakim jest małżeństwo. A Waszego domu NIE MA.

                        zaakcentowałem mojego bo żona nie chce wracać do domu teściowej. Jednak
                        formalnie znowu masz rację bo żoną SWOJE mieszkanie ma gdzie indziej i dlatego
                        mojego ni traktowała jak swojego.

                        > Nie, nie możecie być niezależni. Bo matka kontroluje kąty na
                        > piętrze. A Ty dla wygody (bo finanse) sprzedałeś swoją rodzinę.
                        > Przykro mi bardzo za ostre słowa, ale takie są fakty.
                        > Zaprzedałeś stanowienie o sobie Twojej rodziny, a żona Twoja za to
                        > zapłaciła... Ty, kiedy to zrozumiesz... zapłaczesz gorzko.

                        Nie kontrolowała przy ostatnim "okresie międzywojennym" i nie ma prawa
                        kontrolować w ogóle. Już wiem kiedy zrobiłem błąd, ale teraz nie da się już go
                        naprawić. Za dużo krzywd wyrządzonych z obu stron.
                        Nie jestem w stanie tylko sam wybaczać, chciałbym też zobaczyć dobrą wolę
                        drugiej strony. Dlatego upieram się nad jej powrotem do mojego, a chciałbym
                        powiedzieć naszego domu. Wtedy wykazała by, że jej jednak zależy na tym związku.
                        Moim przekleństwem jest, że wiem za dużo, bo możliwe że starałbym się za wszelką
                        cenę zatrzymać je przy sobie. Jednak plany na przyszłość żony z kochankiem wciąż
                        brzmią mi niczym wiekowy dzwon " znalezienie pracy, rozwód, dzidzia"
                        Czy jest tu jeszcze miejsce dla mnie ?
                        • kami_hope Re: Myśl! 20.12.09, 00:54

                          Może kochanek jest samodzielny, nie mieszka u mamy... ogólnie
                          stwarza lepsze perspektywy dla rozwoju rodziny?
                          A może wcale nie ma żadnego kochanka, tylko sobie uroiłeś coś, bo
                          tak łatwiej "przetrawić" całą sytuację i przyczyny rozpadu
                          małżeństwa? W sobie trudno...
                          Ty nie myśl o kochanku, tylko tak zreformuj swoje myślenie aby
                          stworzyć rodzinie bezpieczeństwo. A nie kombinuj, jak tu nakłonić
                          żonę do powrotu. Bo się pytam, DO CZEGO ona ma wracać?

                          Ja bym za chiny nie wróciła do chałupy teściowej (choćby aniołem
                          była). A facet co to z mamusią mieszka...? No weź pomyśl proszę.
                          • zatracony72 Re: Myśl! 20.12.09, 13:13
                            kami_hope napisała:


                            > Ja bym za chiny nie wróciła do chałupy teściowej (choćby aniołem
                            > była). A facet co to z mamusią mieszka...? No weź pomyśl proszę.

                            Nie jest samodzielny a na to, że był kochankiem mam mnóstwo dowodów, z
                            przyznaniem się żony włącznie.
                            Jeszcze raz napiszę, że dom jest w połowie mój i sporo w niego już włożyłem i są
                            całkowite warunki by żyć oddzielnie. Kwestia jej dobrej woli. Wiem, że dom bez
                            rodziny to tylko budynek ale jednak nie tylko ja jestem winny obecnej sytuacji.
                            Chciałbym też zobaczyć dobrą wole drugiej strony. Wynająć mieszkanie i sprawdzić
                            czy nie blefowała z tym warunkiem powrotu do mnie ? Zaufać jej i złamać ostatni
                            bastion mojej godności? Jednak za wiele dla mnie, jestem tylko człowiekiem.
                            Już przyzwyczajam się z myślą, że jestem sam. Jak widać po tym forum takich
                            ludzi jest więcej i często rozwodzili się przez mniejsze rzeczy.
                            Dzięki za wskazanie mi bezsensowności wnoszenia wniosku o rozwód z jej winy.
                            Przynajmniej rozstaniemy się z odrobiną godności. ( o ile ona czegoś nowego nie
                            wywojuje bo nie chce być mściwy, to nie leży w mojej naturze)




                  • sauber1 Re: ława sędziowska - inaczej 19.12.09, 19:41
                    o ile się nie myl, to wina jest albo jej nie ma? Nas kodeks rodzinny i
                    opiekuńczy nie odróżnia winy „większej” i „mniejszej”.Nawet gdzieś widziałem
                    wyrok sadu najwyzszego w tej materii
                    • handra Re: ława sędziowska - inaczej 19.12.09, 22:02
                      zatracony72 napisal:

                      "No i ja się z tym też zgadzam, zawsze byłem po stronie żony, ale często w duchu
                      musiałem przyznać rację matce, czego oczywiście głośno nie zrobiłem".

                      Mysle, ze Twoja zona czula tego Twojego ducha.
              • zatracony72 Re: ława sędziowska - inaczej 08.01.10, 23:13
                no mnie dzisiaj ręce opadły do samej ziemi. Cały czas "tłukę" matce, że swoim
                wtrącaniem się w nasze życie przyczyniała się do jego powolnego rozpadu. Nawet
                jej parę waszych cytatów przeczytałem, oczywiście bez większego rezultatu.Nie
                chcę, żeby w przyszłości powtórzyło się to znowu. Siostra umówiła mamę z
                psychologiem i właśnie dzisiaj była. Zakomunikowała mi, że opowiedziała wszystko
                i pani psycholog NIE WIDZI, żadnej winy w tym co robiła, natomiast widzi MOJĄ
                winę w tym, że nie reagowałem jak "żona" w naszych małżeńskich rozmowach
                "rzucała mięsem" na nią.
                Albo pani psycholog coś nie bardzo albo matka zrozumiała co chciała zrozumieć.
                No a może to takie psychologiczne podejście coby matka sie nie obraziła i nie
                zniechęciła za pierwszym razem?
    • dziad47 Re: przedswstepne pytanie o winę 20.12.09, 00:24
      Mogę ci powiedzieć że trzymam za ciebie kciuki. Czy udowadnianie sądowi że
      zdrada jest czatowanie i klikanie w necie. Potwierdzę dopiero w styczniu kiedy
      będę po pierwszej rozprawie. Wiem że ciężko, jest się pozbierać po rozpadzie
      małżeństwa. Ale ja już nie potrafiłem dłużej być z kimś kto mnie nie szanował i
      oszukiwał. Bo dla mnie małżeństwo to zaufanie i zrozumienie wzajemne.I szacunek,
      uczucie i miłość. Jak tego nie ma to i mojego małżeństwa nie ma. Pozdrawiam
      • zatracony72 Re: przedswstepne pytanie o winę 20.12.09, 12:53
        dziad47 napisał:

        > Mogę ci powiedzieć że trzymam za ciebie kciuki. Czy udowadnianie sądowi że
        > zdrada jest czatowanie i klikanie w necie.

        Tylko, że ja tych wirtualnych zdrad nie liczę, a jedynie realne, te o których
        się dokładnie dowiedziałem w archiwum komunikatora.
        • aiwlysji Re: przedswstepne pytanie o winę 20.12.09, 13:03
          zastanawia mnie jedno, powiedzmy, ze zona nie wywalczy alimentow na siebie, czyli rozumiem (bo niezdolna do pracy?) bedzie zyla w ubostwie oczywiscie razem z twoim dzieckiem. nie bedzie ci to przeszkadzac?
          ja chyba nie rozumiem swiata ani ludzi, nie wyobrazam sobie, ze mozna nie pomoc czlowiekowi, z ktorym sie kiedys stanowilo rodzine i ma dziecko.

          w naszym racjonalnym swiecie masz argument: zdradzala wiec musi poniesc kare, ty nigdy niedojrzales do zwiazku ale to nie jest argument dla sadu.
          • zatracony72 Re: przedswstepne pytanie o winę 20.12.09, 13:18
            aiwlysji napisała:

            > zastanawia mnie jedno, powiedzmy, ze zona nie wywalczy alimentow na siebie, czy
            > li rozumiem (bo niezdolna do pracy?) bedzie zyla w ubostwie oczywiscie razem z
            > twoim dzieckiem. nie bedzie ci to przeszkadzac?
            > ja chyba nie rozumiem swiata ani ludzi, nie wyobrazam sobie, ze mozna nie pomoc
            > czlowiekowi, z ktorym sie kiedys stanowilo rodzine i ma dziecko.
            >
            > w naszym racjonalnym swiecie masz argument: zdradzala wiec musi poniesc kare, t
            > y nigdy niedojrzales do zwiazku ale to nie jest argument dla sadu.


            Wg tego rozumowania, jeśli by żyła z kochankiem bez dochodu to jeszcze na niego
            powinienem płacić alimenty bo dziecko ucierpi?
            Mam już jakąś paranoję czy faktycznie nie dorosłem do związku i tego świata?


            • aiwlysji Re: przedswstepne pytanie o winę 20.12.09, 13:34
              zyje z kochankiem?

              sa kraje, w ktorych slub oznacza odpowiedzialnosc czasami do konca zycia, u nas w polsce slub to "bulka z maslem" jak nie wyjdzie to rozwod, podzial majatku: to moje a to twoje i nie obchodzi mnie czy bedziesz "zdychac" z glodu.
              rozumiem cie, jestes wkurzony i chcesz sie ladnie wymiksowac z odpowiedzialnosc za zycie innego czlowieka, ona jest niezdolna do pracy ale ty masz dobry argument (zdrady). tylko co z tego, corka zawsze bedzie ci "przypominac" co sie wydarzylo.

              oczywiscie to tylko moja opinia, uwazam, ze dziecko laczy do konca zycia.
              • zatracony72 Re: przedswstepne pytanie o winę 20.12.09, 13:40


                > zyje z kochankiem?

                nie, napisałem hipotetycznie

                > sa kraje, w ktorych slub oznacza odpowiedzialnosc czasami do konca zycia,

                bo rozwody powinny byc zakazane, a wtedy byśmy nie mieli tutaj o czym rozmawiac
                • kami_hope Re: przedswstepne pytanie o winę 20.12.09, 19:40
                  zatracony72 napisał:

                  > > zyje z kochankiem?
                  >
                  > nie, napisałem hipotetycznie

                  Twoje hipotezy przypominają paranoję.

                  Współczuję Twojej żonie. Mogę sobie wyobrazić jaki los z Tobą miała.
                  Tobie zresztą też współczuję. A najbardziej chyba tego, że trwonisz
                  swoją energię na walki z wiatrakami (strzelasz do własnych
                  imaginacji, a za nimi stoją ludzie, i to w ludzi trafiają
                  przestrzelone kule) zamiast na aktywne kreowanie życia.
    • kicia031 czytam i czytam 20.12.09, 14:20
      i widze 2 kompletnie niedojrzxalych do malzenstwa ludzi. I choc nie
      usprawiedliwiam zdrady, nigdy, to chcialam napisac, ze sam jestes sobie winien.
      madrosc ludowa mowi, ze jesli nie zaspokajasz potrzeb malzonka, to on / ona
      sobie te potrzeby zaspokoi gdzie indziej.
      Kiedy ty grales na komputerze. zamiast wspoltworzyc dom dla rodziny, ktora
      zalozyles, kiedy twoja matka rzadzila tym, co sie dzieje w waszej rodzinie,
      twoja zona wiedla.

      coz dziwnego, ze poszukala tego, czego nie miala w domu, poza domem? oczywiscie,
      powinna byc uczciwa, powinna najpierw zakonczyc malzenstwo. To oczywiste.A
      najpierw ztoba porozmawiac m- zreszta rozmawiala, tylko ty nie sluchales, a w
      duchu przyznawalqes racje mamusi.

      Zdradze ci pewien zsekret - jesli nie wyciagniesz w nioskow z tego, co sue
      stalo, to nie masz szans na szczesliwe malzenstwo, ani z ta zona, ani z zadna inna.
      • sbelatka kicia.. 20.12.09, 14:53
        rozumiem, ze Ty byłas odpowiednio dojrzała... do małżeństwa

        w Twoim wypadku zapewne JEDYNIE ten drań mąż był niedojrzały...

        i żeby było wszystko jasne - może prawda jest po Twojej stronie; nie mam
        pojęcia
        ale podaruj sobie ocenianie innych

        chyba, ze masz jakieś zatwierdzone w centralnym urządzie miar i wag -
        narzędzie do określania kto jest dojrzały a kto nie... i do czego na
        dodatek

        rozumiem też, ze przedstawiona przez Ciebie wizja zycia Zatraconego jest
        Twoim domniemaniem..
        do czego masz pewnie prawo -skoro gośc pisze i prosi o opinie..

        ale skąd PEWNOŚĆ?? która przebija z twojego postu?

        ja domniemywam, ze oglądasz świat pzrez pryzmat krzywd jakie ciebie
        spotkały...
        i zakładasz, ze inni są tacy jak Ty i twoj mąz...

        a może sie mylisz...
        moze? oni byli inni?

        może warto pokusić sie o spojzrenie na życie innych ludzi z innej niz
        swoja prespektywy?

        ale to oczywiście wymaga wysiłku..
        a może dojrzalości
        a może załatwienia uprzednio swoich spraw ze światem...
        a może wszytskich tych rzeczy równoczesnie
      • zatracony72 Re: czytam i czytam 20.12.09, 20:06

        Kicia, masz rację, jestem w stanie przyjąć na siebie całe zło świata jaki jest
        wokół mnie. Dałem ciała, choć resztkami samoistnienia staram się
        usprawiedliwiać. Gdyby ona była inna to i ja byłbym inny. Na przykład ile z was
        poniżało męża w dniu ślubu? Mnie to na weselu parę razy spotkało. Potem wizja
        życia małżeńskiego żony w konfrontacji z rzeczywistością legła w gruzach. Ma się
        męża i "swoje" mieszkanie to wypadało by o to zadbać a nie traktować jak zło
        konieczne. Na nieszczęście we wszystko miesza się teściowa starająca się pomóc a
        że taktu nie ma za grosz to swoją dobrą wolą wywołała piekło. Pierwsze wspólne
        wakacje ( oczywiście bez zgrzytów na nich się nie obyło). Wracamy do domu a w
        nim wręcz lśni. Posprzątane i niestety rewolucje w szafach, poprasowane,
        poukładane itp. PIEKŁO . Dobrymi intencjami piekło jest wybrukowane ale moja
        matka tego nie potrafi zrozumieć do dziś a setki tłumaczeń nie pomagają.
        Chciała pomagać a zaszkodziła. W dodatku to się wszystko gromadziło w żonie,
        nienawiść narastała, przelewana także na mnie.
        Nic dziwnego, że między nami było coraz gorzej a przecież NIGDY nie było
        idealnie. Chociaż bardzo kocham córkę to patrząc obiektywnie planowanie jej było
        pomyłką. poza chęcią posiadania potomka, myślałem, że przez to żona zacznie mnie
        bardziej kochać i szanować a ona potrzebowała kogoś kogo mogłaby kochać, ja się
        w tym układzie nie liczyłem.
        Ponieważ ciąża była trudna i żona nie mogła się za bardzo ruszać aby zabić jej
        nudę gdy mnie nie było dostała laptopa. To był gwoźdź do trumny naszego związku.
        Ślepo jej zaufałem, a ona tą ufność wykorzystywała przez ostatnie 5 lat, na
        koncie ma parę realnych zdrad i kilkadziesiąt wirtualnych. Czuję się tak jak
        mnie "pieszczotliwie" dość często nazywała w ostatnim okresie naszego wspólnego
        związku. Jestem kretynem.
        Dzisiaj jeszcze próbowałem, może późno ale zaproponowałem wspólny rodzinny
        wyjazd w święta. Odmówiła tłumacząc, że szkodna pieniędzy.
        Dodałem, że taki wyjazd mógłby pokazać, czy jest jeszcze szansa dla nas, bo
        jeśli byłoby dobrze to RAZEM możemy poszukać samodzielnego mieszkania. Nie
        skomentowała.
        Jeśli dalej jest zakochana w innym to cały czas jedynie walę głową w mur.
        Teraz zastanawiam się kiedy całkowicie przestać? Chyba święta sa do tego
        najlepszym momentem, choć przed nią ważne wyzwanie medyczne. Po poprzedniej
        operacji doszła do wniosku, że warto żyć jedynie dla siebie, nie mam pojęcia co
        będzie po tej.
        Zawsze starałem w życiu stosować sie do logiki i racjonalnego podejscia do
        wszystkiego a okazuje się, że cały czas działam irracjonalnie.
        • kicia031 Re: czytam i czytam 20.12.09, 21:20
          Pisze to wszystko, bo moze jeszcze dla was nie za pozno? Kiedy ty zrozumiesz,
          jak sie czula twoja zona, byc moze ona bedzie rowniez sklonna zrozumiec ciebie?
          Moze jeszcze sie dogadacie? Moze warto?
    • dorata351 Re: przedswstepne pytanie o winę 20.12.09, 15:16
      Tak sobie czytam i jednego nie rozumiem, kami chyba napisała, ze autor sam żonę
      do zdrady doprowadził. Kpina? Jak mi coś nie pasuje, to staram się to naprawić,
      a jeśli nic z tego nie wychodzi, odchodzę. A nie zdradzam, oszukuję, przecież to
      chore. On zły to ona jeszcze gorsza, tak? A jeśli chodzi o orzeczenie winy, a co
      za ty idzie alimenty na żonę, to wcale się nie dziwię, że gość nie poczuwa się
      do odpowiedzialności. O to aby jego dziecko nie żyło w niedostatku może zadbać w
      inny sposób , niekoniecznie przez płacenie.
      • kami_hope Re: przedswstepne pytanie o winę 20.12.09, 19:58
        dorata351 napisała:

        > Tak sobie czytam i jednego nie rozumiem, kami chyba napisała, ze
        autor sam żonę
        > do zdrady doprowadził. Kpina?

        Gdzie Kami chyba napisała?
        Bo jak chyba, to może nie napisała?
        A może to nie Kami była?
        A może w ogóle tego nie było?

        Najpierw napisałaś, że czegoś nie rozumiesz. Później oceniłaś, że
        to "kpina". To rozumiesz czy nie? Bo jak nie rozumiesz, to nie -
        kpina. Przeczytaj jeszcze raz, może zrozumiesz. I wtedy dobrze by
        było abyś zechciała wyjaśnić jeszcze raz, na czym Twoja ocena się
        opiera.

        Problem tego małżeństwa nie polega na zdradzie. To, co dzieje się
        teraz, to są skutki.
        • sbelatka Re: przedswstepne pytanie o winę 20.12.09, 20:16
          jasne, jasne...

          pewnie probelmów było wiele - ale cos mi sie wydaje, ze gdyby JEDNAK
          płcie rozłożyłyby sie odwrotnie w tej sprawie - to nasza (forum) ocena
          tego stadła byłaby inna....

          w sytaucji zdradzania żon przez mężów - nie ma zmiłuj sie, wyproś ani
          analizy co wiarołomnych facetów do zdrady doprowadza...
          jest WINA o ktorej kzryczy sie tutaj jednym glosem..

          więc kurcze nie podkładajmy sie mężczyznom wskazującym na nierówne
          traktowanie spraw mężczyzn i kobiet...

          jasne, wredna tesciowa w jednym domu - to zgroza, powód by być
          sfrustrowaną, rozczarowaną i co tam jeszcze
          facet przy kompie - to też niedogoda..

          ale kilka romansów żony????
          są usprawiedliwone???

          skoro zdradzała - to trudno, powinna być gotowa na poniesienie
          konsekwencji swoich wyborów

          w tym - pogarszającej sie stopy życiowej..

          w tej konkretnej sytaucji chyba to jednak pani dzialala w kierunku
          rozbicia stadla.. a może sie mylę?
          klopocik polega na tym, ze nie jest w stanie samodzielnie zarobic na
          swoje utrzymanie

          wredny tatuś mógłby chcieć to wykorzystac i przejąc opiekę nad dzieckiem
          ten nie chce - ale moze sie za chwile okazac, ze to z wygodnictwa...

          a tak swoją drogą czy ja nie czytalam juz wilelokrotnie na tym forum, ze
          skoro ktoś cos raz zrobil to zrobi znowu...

          to jak z tą żoną? zdradzila kilka razy.. ale może akurat ta żona się
          zmieni?
          gdy tylko wredna teściowa pzrestanie sie czepiac kurzu w kątach???

          no, ciekawe ciekawe..
          • mola1971 Re: przedswstepne pytanie o winę 20.12.09, 20:25
            Wiesz Sbelatko, a ja to tak sobie myślę, że bardzo dobrze, że pojawiają się takie opinie bo zapoznanie się z nimi może spowoduje u autora wątku refleksję. Bo to nie chodzi o to czy on jest winien, czy żona bo najczęściej wina leży gdzieś po środku. Jego żona się nie zmieni, jego mama a żony teściowa też się nie zmieni. Zmienić się może tylko on. A dzięki uwagom jakie na tym forum przeczyta może wyciągnie wnioski na przyszłość i nigdy więcej nie zwiąże się z takim typem kobiety i odetnie pępowinę od mamusi.
            • sbelatka Re: przedswstepne pytanie o winę 20.12.09, 20:53
              no, może i tak... może refleksja go dopadnie..

              narazie wygląda na to, ze facet jest gotów dostrzec swoją winę - i że
              jak dobrze pojdzie to się spod tego poczucia winy nie wygrzebie...

              to chyba nie o to chodzi..?

              a to o co mnie osobiście chodzi - to nie dopuszczanie do "nagonki",
              ktore ja raz po raz spotykam na swej forumowej drodze...

              a od zawsze budzi moje osobiste obrzydzenie masowe atakowanie
              bliźnich...

              jesli sfora atakuje groźnego niedźwiedzia - to i tak kibicuje
              niedźwiedziowi... najczęsciej
              nie mówiąc już o ataku na króliczkasmile

              • mola1971 Re: przedswstepne pytanie o winę 20.12.09, 21:03
                Eee, dorośli ludzie tu piszą i jeśli ktoś zakłada wątek i pisze o swoich sprawach osobistych to powinien się spodziewać, że opinie będą różne. I tak ostatecznie weźmie to co mu odpowiada.
                A z własnego doświadczenia wiem, że czasem taki zimny prysznic z krytycznych uwag innych ludzi bywa bardzo pomocny. Bo tkwienie w roli ofiary jest tak samo szkodliwe jak samoobwinianie się.
                A co do forum... Z czasem, gdy posiedzi się tu dłużej to po prostu widzi się, że niektórzy (w sensie niektóre nicki) nie potrafią inaczej. Potrafią tylko atakować i obwiniać. Ale to taki element krajobrazu i trzeba się do tego przyzwyczaić po prostu i nie brać zbyt serio. Natomiast jest też tu wielu mądrych ludzi, którzy pomogli już wielu i dla tych ludzi warto tu być i z nimi rozmawiać.
                • dziad47 Re: przedswstepne pytanie o winę 20.12.09, 21:46
                  Wiecie czytam różne wpisy do postów, porusz mnie do żywego. Stereotyp mąż nie ma
                  prawa zdradzać, tylko mężczyźni są źli. Jak kobieta działa przeciwko związkowi
                  to na pewno została do tego zmuszona przez SAMCA.
                  Trzeba umieć się pogodzić z faktem że jesteśmy tyko ludźmi i MAMY PRAWO SIĘ
                  MYLIĆ,POWINNIŚMY TEŻ NAPRAWIAĆ SWOJE BŁĘDY. Ale czasem jest za późno i brakuje
                  czasu na ratowanie związku. Osoba podająca się swego rodzaju osądowi forum,
                  powinno liczyć na rożne opinie. I tylko ona wie co dobrego z tego wyciągnie. Ten
                  post jest pełen informacji o wzajemnej winie i działań przeciwko związkowi.
                  Czasem nie da się posklejać stłuczonego dzbana. Moim zdaniem, bez wyraźnego
                  sygnału od żony, nie ma szans na ratowanie związku. Czasem to co miało się
                  wypalić się właśnie wypaliło. Ale nie zgodzie się z opinią że jak kali ukraść
                  krowa to dobrze, jak Kalemu to źle. "Kto raz zdradził może i drugi"
                  • mola1971 Re: przedswstepne pytanie o winę 20.12.09, 22:00
                    Ja zawsze powtarzam, że ludzie są po prostu różni. Są mądre kobiety i głupie baby, są też odpowiedzialni mężczyźni i faceci palanci.
                    Mnie tak samo wkurzają matki ograniczające kontakty dzieciom z ojcem jak ojcowie, którzy te kontakty sobie odpuszczają. A zdrada nie ma płci - jest taka sama, niezależnie od tego kto jej się dopuścił. Pewnie, że nie bierze się ona znikąd - najczęściej jest rekompensatą czegoś, czego brakuje w związku. I zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn jest taką rekompensatą. Oczywiście nie jest to usprawiedliwienie osób zdradzających, ale zdradzeni też dla własnego dobra dobrze by nad powodami zdrady partnera się zastanowili. Bo powiedzenie sobie, że to zła kobieta była czy facet palant nic nie zmieni.

                    A co do forum...
                    Na tym forum, jak w życiu - też są różni ludzie. A wrażenie, że mężczyźni są tutaj jakoś szczególnie źle oceniani bierze się chyba stąd, że piszą tu głównie kobiety, mężczyźni są w mniejszości. Niemniej ci, którzy są wnoszą cenny bo inny punkt widzenia. A każdy ostatecznie weźmie sobie z tego forum to co chce i czego potrzebuje.
                • sbelatka Re: przedswstepne pytanie o winę 20.12.09, 22:03
                  kłopocik tylko w tym, ze ci ktorzy potrzebują pomocy - a nie znają
                  nicków - nie wiedzą, ze niektóre nicki potrafią tylko atakować...

                  no i cóż - nie zażywałam nigdy zimnych pryszniców i może stąd moja do
                  nich niechęć... także na forum smile
                  • mola1971 Re: przedswstepne pytanie o winę 20.12.09, 22:08
                    Na szczęście większość ludzi potrzebujących pomocy zostaje tu na dłużej i sami mogą sobie wyrobić opinię z czyim zdaniem warto się liczyć a czyim nie warto zawracać sobie głowy.
                    A skoro nie zażywałaś zimnych pryszniców, widać zażywać nie musiałaś. Szczęściara smile
                    • sbelatka Re: przedswstepne pytanie o winę 20.12.09, 22:48
                      no.. chyba jednak przesadziłamsmile

                      zażyłam lodowatego prysznica - odejścia exa... ni z gruszki ni.. jak mi
                      sie wydawało - z pietruszki...

                      ale to już historiasmile
              • kami_hope Re: przedswstepne pytanie o winę 21.12.09, 00:29

                Rozumiem, że dla Ciebie dyskusja - to "nagonka". Z jakiś powodów
                masz awersje do krytycznych ocen. Oczywiście ja nie wiem, na czym
                zrodziła się ta awersja. Jak sama napisałaś budzi to w Tobie
                osobiste obrzydzenie.
                Moim zdaniem nie zaistniało tu zjawisko "masowego atakowania
                bliźnich". I wobec takiej nie zaistniałej sytuacji
                Twoje "kibicowanie" jest nieadekwatne. Powiem więcej - przeradza się
                w atak. Tak jakbyś sama osobiście padła ofiarą "masowego ataku".

                Wiesz, ja zwykle skłonna byłam stawać w obronie innych (do tego
                bardziej niż w obronie siebie samej; teraz to się zmienia, pracuję
                nad tym). Często "nie warto było". Czas udowadnia III zasadę
                dynamiki Newtona w życiu. Doświadczenie uczy, że nie każde łzy są
                łzami cierpienia. Podobnie osoba, która deklaruje, że padła ofiarą
                oszustwa czy zdrady, nie koniecznie musi nią być. Ale właśnie dzięki
                takim manipulacjom udaje jej się uzyskać przychylność otoczenia i
                wykorzystać innych w swojej osobistej wojnie (krzywdząc innych).
                Czasami, zdarza się, że pomagamy ludziom, którzy wykorzystają tą
                pomoc przeciwko nam lub innym.

                Szanuję Twoją potrzebę obrony "króliczków". Bądź czujna, by w tej
                obronie się nie zatracić i samej nie stać się agresorem.

                • sbelatka Re: przedswstepne pytanie o winę 21.12.09, 08:35
                  Kami,
                  odnosząc się do wszystkiego co napisałaś poza 2 ostatnimi linijkami
                  Twojego postu - odpowiadam, ze może i naiwnie patrze na świat a łzy
                  bliźnich biorę za łzy.. bezzasadnie...
                  niech..
                  nie zamierzam jednak zacząć węszyć podstepu, fałszu, manipulacji..
                  bo w moim świecie osobistych wartości - wartością jest wiara w to co
                  widzę i zgoda na to, ze ktoś - raz na jakis czas - moze mą łatwowiernosc
                  wykorzystać
                  niech mu tamsmile

                  mam z tego powodu oczywiście zysk: otóz nie musze być czujna... nie
                  musze sie nerwowo rozglądac i zastanawiac kto i po co chce mnie
                  wykorzystac...

                  a żeby bylo śmieszniej - to chcę powiedziec, ze zdecydowanie nie jestem
                  osobą wykorzystywaną

                  tu, mozliwe, ze cos podszepnie czytającemu : no, a przynjamniej o tym
                  nie wiesz..

                  kibicowanie nie może być adekwatne lub nie - ktoś komuś w czymś kibicuje
                  ot i wszytsko

                  a ja kibicuje MIchowi - jak i kazdemu facetowi, ktory chce sie spotykac
                  z dziecmi

                  jezli ma klopoty z dogadaniem sie z matka swoich dzieci - to raczej
                  zachęcam go do podejmowania prób pokojowych i czynię to metodami
                  nieinwazyjnymi zbyt
                  dlaczego?

                  oczywiście wiem, ze zglanowanie chama czasem przynosi skutek - cham
                  pzrestaje robic coś złego

                  tyle tylko, ze tu nie rzecz w tym żeby ten czy inny ojciec przestał cos
                  robic
                  tylko w tym - żeby robił to inaczej

                  uczenie - czy komus sie to podoba czy nie - łatwiej przebiega w
                  okolicznościach wzmacniania zachowan pozytywnych

                  atakowanie - najczęciej wywołuje opór i potrzebę odwetu

                  uczenie kogoś jak sie ma dogadac z kims za pomocą oceniania, obrażania,
                  udowaniania złych intencji - na peweno nie pomoze mu w opanowaniau
                  cholernie trudnej sztuki komunikowania się smile

                  ot - i to tyle

                  natomist wezmę pod uwagę ostatnie zdanie Twojego Kami_hope postu..
                  tak, możliwe, ze któreś z moich wpisów jechały agresją...

                  i agresywne - w moim odbiorze - wypowiedzi przedmówców nie sa dla tego
                  usprawiedliwieniemsmile
Pełna wersja