famme-famme
18.12.09, 20:38
Witam i proszę o radę, bo zwariuję.
Mój małżonek na sprawie rozwodowej sam złożył wniosek o ograniczenie
sobie wykonywania władzy rodzicielskiej i wniósł o kontakty z synem.
Nie protestowałam, zgodziłam się na wszystko. Zależy mi bardzo na
tym, żeby zbudował z nim poprawne relacje. Kiedy przypada jego
weekend zawsze jesteśmy w domu i czekamy na wieści, czy przyjedzie.
Różnie to wygląda niestety. Bywają miesiące kiedy jest, ale bywają
też kilkumiesięczne przerwy spowodowane jego jakimiś tam powodami,
nie wnikam. Wymaga ode mnie, abym odbierała od niego telefony, kiedy
tylko chce rozmawiać z synem, w zasadzie mówić do niego, bo ma on
dopiero dwa lata. Jak nie mogłam rozmawiać, czy warunki do rozmowy
byłu niesprzyjające słyszałam ciągle, że utrudniam mu budowanie
relacji, więc powiedziałam, że ma nie dzwonić, tylko wysyłać smsy z
informacją o terminie przyjazdu, albo ewentualnie z pytaniami
dotyczącymi syna, a wtedy odpowiem, Kiedy nie przyjeżdża, a ja nie
odbieram telefonów ciągle muszę wysłuchiwać pretensji. Dzieli nas
jakieś 400km, kiedy tylko jestem w jego mieście wiozę syna do niego,
by się z nim zobaczył. Raz nie poinformowałam go o przyjeździe, a on
dowiedział się, że byłam i oczywiście skończyło się tekstami o
utrudnianiu kontaktu - dodam tylko, że nie był to akurat jego
weekend. Raz zdarzyło się, że syn był chory i zadzwoniłam do niego
dzień przed przyjazdem, żeby nie jechał, bo ma gorączkę i jest
chory, to usłyszałam, że jestem złośliwa, że robię to celowo i on w
sądzie będzie się domagał swoich praw, bo jeśli dziecko jest chore
to on ma prawo zobaczyć je w moim domu. Mam dość! Czytam czasami o
tym w jakich sytuacjach są niektórzy faceci i szczerze im
współczuję, bo nie wyobrażam sobie postępować z krzywdą dla dziecka.
Mimo to nie potrafię ułożyć relacji z byłym mężem bez kłótni. Co
radzicie w tej sytuacji, brać na klatę i nie przejmować się, czy
podjąć jakieś inne kroki?