zastanawiam się...

23.12.09, 08:50
nad tym, że w tej chwili kompletnie nie potrafię sobie wyobrazić, że
jeszcze kiedykowliek zaufam jakiemukolwiek mężczyźnie. boję się, że
po tym co przeszłam będę lekko skrzywiona i nie uda mi się stworzyć
solidnego związku opartego na PRAWDZIWYM zaufaniu. wydawało mi się,
że człowiek, z którym się związałam jest ostatnią osobą na świecie,
która może mi przyprawić rogi. i jak tu żyć kurde?
    • plujeczka Re: zastanawiam się... 23.12.09, 09:35
      widzisz nie mozna mierzyc jedną miarką wszystkich mezczyzn ,teraz
      tak myslisz bo tak czujesz, jestes głęboko zraniona a to niestety
      przesłania obiektywizm i powoduje ,ze zamykasz się w sobie jak żółw
      w skorupie.Taki stan na szczęście nie trwa wiecznie ale póki co jest
      to tak zwany okres"załoby" po traumatycznym przezyciu jakim jest
      rozwód.To minie, uwierz u jednych trwa to krócej u innych trwa
      czasami kilka lat ale to nie znaczy ,ze świat składa się z samych
      wstrętnych facetów a to czy im zaufamy tak naprawdę równiez zalezy
      od nas.Bo nie powiesz mi ,ze nie wzruszy Cię ciepło, szacunek,miłość
      i przywiazanie człowieka , którego byc moze kiedys poznasz.Pisałam
      juz o ty,m ,ze wiele moich kolezanek po rozwodach przez wiele lat
      były same, wychowały dzieci a kiedy wyfruneły z domów to....poznały
      fajnych facetów z którym sa do dzisiaj, fakt zadna nie wyszła za
      maz , zyją w luxnych zwiazkach ale razem, mieszkaja i ciesza się
      życiem.Z reguły byli to faceci po przejściach podobnie jak my im tez
      nie było lekko zaufac kolejnej kobiecie ale mimo to stworzyli nowe
      rodziny i naPRAWDE ZYJĄ SZCZĘSLIWIE WIELE LAT czego i Tobie z głębi
      serca zyczę i.....głowa do góry, złe chwilę za Tobą, nie wracaj do
      przeszłości bo ona rani kazdą z nas, patrz w przyszłośc bo tej nie
      znamy ale możemy ja kształtowac w taki sposób jaki same chcemy.
      • ekscytujacemaleliterki Re: zastanawiam się... 23.12.09, 09:44
        Dla mnie był ostatnią osobą ktora wybije mi nóż w plecy...miał mnie
        chronić, czuwać kiedy śpię. Stało się inaczej. Ale nie wrzucę
        wszystkich ludzi to samego wora. Chociaż na pewno będę
        ostrożniejsza, z większym dystansem, który mi pewnie pryśnie kiedy
        się zakocham big_grin.
    • kami_hope Re: zastanawiam się... 23.12.09, 09:44
      A ja chrzanię to! "Zaufanie jakiemukolwiek mężczyźnie" nie jest
      obowiązkowe. I tak, jestem "lekko skrzywiona" po tych swoich
      doświadczeniach, ale mam do tego prawo. Do tej pory dużo ode mnie
      wymagano i sama od siebie za dużo wymagałam, a w końcu każdy ma
      swoją wytrzymałość. Wydaje mi się że nie zaufam więcej "prawdziwie",
      ale też nie stanowi to dla mnie problemu, bo wcale a wcale nie czuję
      takiej potrzeby. Szlag trafił moje wysiłki. Moje marzenia się nie
      spełnią, rodziny nie będzie, trudno - widać nie było mi to
      przeznaczone.
      • ekscytujacemaleliterki Re: zastanawiam się... 23.12.09, 09:56
        Kami,
        co Ci jeszcze jest przeznaczone to nie wiesz. Ale jedno jest pewne,
        ten ból, żal Ci minie! Ułożysz sobie wszystko szczęsliwie kiedy
        otrząśniesz się z tego co było smile.
        • kami_hope Re: zastanawiam się... 23.12.09, 10:13
          Dziękuję Literki za dobre słowo.
          Jednak kompletnie nie wiem co mogłabym Ci odpowiedzieć.
          Zapatrzyłam się ślepo na paprotkę, która stoi na półce obok mnie
          i... nic. Pod hasłem "przyszłość" zieje pustką. Tak, to jeszcze nie
          było. Nawet nie wiem, co ja bym chciała? - to mnie zaskakuje.
          • ekscytujacemaleliterki Re: zastanawiam się... 23.12.09, 10:39
            Kami,
            nic nie odpowiesz. Ja też nie odpowiadałam, bo jakakolwiek wizja
            przyszłości a już dobrej przyszłości była dla mnie jak matrix.
            Nierealna i odległa o milion lat świetlnych.
            Siedziałam i tępo w monitor patrzyłam, zawieszałam się na godziny.
            A teraz mogę Ci powiedzieć, że mineło. Nie zorientowała się kiedy
            mijać zaczeło. Kiedy zaczełam się interesować czymkolwiek. Ale
            zaczełam. I Ty tez zaczniesz.
            Napisałaś wczoraj w którymś z wątków ze cieszysz się kiedy na
            poczcie czy w banku ktoś złoży Ci życzenia.
            Ja się ucieszyłam jak głooopia kiedy zatrzymałam się przed
            przejsciem dla pieszych, żeby przepuścić pania a ona się do mnie
            uśmiechneła! Poryczałam się ze wzruszenia!
    • sweetty Dobro zwycięży, słoneczko zaświeci, motylki są :) 23.12.09, 10:16
      Witaj
      Wiesz, pocieszające (paradoksalnie) jest to, że zdradzony (czyli
      przeważnie zraniony) mężczyzna też jest wypełniony podobnymi obawami
      jak Ty, że "wszystkie kobiety są takie same i następny związek też
      skończy się tak samo czyli jej zdradą" - cóż za bzdura i nonsens !
      Albo ktoś, mężczyzna czy kobieta, jest dojrzały i szczery i szanuje
      partnerkę/a, albo nie. To chyba raczej kwestia osobowości i
      osobistych wartości niż płci. Sam poczułem gorzki smak zdrady mojej
      już byłej żony, kiedy zapracowany w celu spłaty kredytów nawet nie
      zauważyłem, jak nawiązała kolejny romans z kolegą z pracy. Pierwszy
      raz wybaczyłem, ale dalszych ... nie ma sensu. Życie za szybko
      płynie aby je marnować z egocentryczką i zwykłą oszustką. Zaczynam
      teraz życie od nowa, paradoksalnie te najpierw przykre przejścia
      życiowe, wzmocniły mnie. Nie uroda kobiety jest już dla mnie
      najważniejsza (zgodnie z przysłowiem: "Nie wszystko złoto co się
      świeci" smileale jej osobowość i stosunek do mnie -> myślę, że to jest
      dobra rada dla kobiet po takich przejściach.
      Pozdrawiam, życzę wszystkiego najlepszego, wesołych Świąt
      szczery mężczyzna z Wwy
      ps. może Cię zdziwię tym co za chwilę napiszę, ale nie ma żyjącego
      na całym świecie mężczyzny (ani kobiety) który na 100% nigdy w
      przyszłości nie zawiedzie. Niestety ludzie zawodzą, ale, szczególnie
      jeżeli chcą, to mogą nad tym "pracować" w celu minimalizacji
      prawdopodobieństwa zaistnienia smile. Inna sprawa że np. zdrada nie
      zdarza się przypadkiem i jej przeważnie poprzedzona świadomą decyzją
      o jej popełnieniu
    • jarzebinowa_29 Re: zastanawiam się... 23.12.09, 10:38
      dzięki za dobre słowa ludziskasmile

      przede mną tak na prawdę jeszcze bardzo dużo ciężkich chwil, bo
      nawet pozwu żadne z nas nie złożyło. żyjemy na razie w zawieszeniu i
      żadne z nas nie podjęło radykalnych kroków (no może za wyjątkiem
      mojej wyprowadzki).

      mój m. do tej pory się nie przyznał, że zdradzał mnie w ciągu roku
      po raz drugi z kolejną kobietą a ja po prostu WIEM, że to robił.
      nawet w ostatnim czasie usłyszałam od niego, że on boi się ratować
      nasze małżeństwo bo nie wie czy nie powtórzy swoich romansowych
      akcji i nie zmarnuje mi tym życia. nie wiem co jeszcze mnie przy nim
      trzyma... chyba mega-przywiązanie i wspomnienia...

      czasami sobie tak myślę, że chciałabym przespać tak ze 2 lata i
      obudzić się z całkiem nowym życiem, chciałabym już mieć te wszytskie
      najgorsze momenty za sobą i chciałabym móc spokojnie przejść do
      etapu "zdrowienia".

      jeżeli facet powtarza swoje błędy, to chyba będzie je powtarzał
      dalej. nawet sam mi powiedział, że może z nim być jak z jego kolegą,
      który raz zdradził dziewczynę to potem już poszło... (cała seria
      romansów). widocznie boi się, że i z nim tak będzie.

      chyba szkoda życia na takiego człowieka...
      • kalpa Re: zastanawiam się... 23.12.09, 21:00
        daj sobie czas...
        gdyby ktos mi kiedyś powiedzial, że bede z M. spkojnie rozmawiac wiedząc, że
        sypia z inna kobietą i mnie to nie bedzie ruszac, to nie uwierzyłabym.
        Ale teraz tak jest- i jeszcze się ciesze, że kogos ma smile
        Zajeo mi to dwa lata- ja sobie dalam tyle czasu, ile potrzebowałam.
        I teraz przyszłość widze w jasnych kolorach smile
        • nanai11 Re: zastanawiam się... 24.12.09, 09:47
          Nie jest powiedziane ze każdy znajdzie tego drugiego partnera. Myślę ze problem
          w podobnych sytuacjach kiedy ktos nie widzi przyszłości jest w tym, ze kobiety
          nie widzą siebie bez faceta. Nie wiedzieć czemu. Wydaje się wam że same nie
          jestescie fajne?? ze cos wam ubyło??Zupełnie bez sensu.
          • scriptus Re: zastanawiam się... 24.12.09, 12:10
            Racja, człowiek po wieloletnim związku, opuszczony i zdradzony prawdopodobnie
            nigdy już nie zaufa. Albo, jeśli bardo chce komuś zaufać, tak obuduje pole, na
            którym zaufał, tak będzie miał wszystko pod kontrolą, że trudno to będzie nazwać
            zaufaniem. Ciężko złamane i poranione serce nie jest skore do miłości, a obita
            dusza wahać się będzie w nieskończoność, zanim zacznie próbować łączyć sie z
            inną duszą.
            Pytanie, czy trzeba szukać drugiego partnera do życia?
            Myślę, że łatwiej tu jest na ogół mężczyznom. Łatwiej jest udawać. Znajdować
            stale nowe partnerki. Nie ufać im, nie kochać, kiedy się zorientują i odejdą,
            znajdować następne. Z każdą następną staje się to bardziej rutynowe, serce
            twardnieje, rośnie liczba skrzywdzonych kobiet.
            Albo, nie budować związku. Może to nawet, po rozwodzie, bardziej uczciwe. Być
            singlem, jadać i uprawiać seks "na mieście" i płakać w samotności w Wigilię.
            Znaleźć drugiego partnera, to żaden problem, pytanie, czy to naprawdę będzie
            partner/partnerka, czy tylko kolega/koleżanka do wspólnego zjedzenia obiadu w
            niedzielę i seksu. Lepiej od razu sobie odpowiedzieć na to pytanie, niż zostać
            zimnym draniem raniącym kolejne serca. Lepiej postawić jasno tę sprawę od razu,
            nie udawać, że potrafimy jeszcze kogoś naprawdę pokochać. Nie zwodzić nowego
            partnera, nie obiecywać. A jeśli nam się to jednak przytrafi, jeśli jednak, mimo
            wszystko pokochamy kogoś z wzajemnością, dziękować Bogu i cenić to jak relikwię.
            Albo, jak główną wygraną w totku, która nas ustawia na resztę życia.
Pełna wersja