michszyb 26.12.09, 02:00 ... ojca z dziećmi, żeby je chronić przed poznaniem nowej pani taty to zwykła suka czy opiekuńcza istota? Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
mola1971 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 02:10 Ani jedno, ani drugie. Po prostu zagubiona w tym życiu kobieta, która nie umie odróżnić własnych problemów i emocji od tego do czego mają prawo dzieci. Wydaje jej się, że dzieci są nią. Czy częścią niej samej. Tak naprawdę to mi jej szkoda bo marnuje kobieta czas i energię na coś co nie ma sensu i krzywdzi dzieci zamiast zająć się sobą i swoim życiem. Odpowiedz Link
six_a Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 03:45 oczywista, że suka. jesteś mężem suki, a twoje dzieci mają matkę sukę. przecież to wspaniała reklama dla ciebie jako mężczyzny i ojca. pogratulować. Odpowiedz Link
woman-in-blue Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 07:47 Michszyb, jesli dobrze pamietam Twoje watki mam duze watpliwosci czy zona utrudnia Ci widzenia z dziecmi, czy tylko stara sie egzekwowac zebys respektowal rowniez jej prawa do prywatnosci, wlasnych planow i wlasnego stylu zycia. Odpowiedz Link
kasiapfk Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 09:16 Michszyb, znowu masz problem, którego sam nie potrafisz ocenić?\ Matko kochana, zwiewałabym od takiego faceta gdzie pieprz rośnie. K+3 Odpowiedz Link
nanai11 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 10:44 I dziwić sie że utrudnia kontakty???hehehehe Odpowiedz Link
michszyb Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 11:13 No tak biedny miś jestem, bardzo zabawne. Może jednak dodam, że w wigilię matka zabrała 2 chorych dzieci o 9 rano z domu i wywiozła w nieznanym kierunku (była umówiona na kolację). Wróciła dnia następnego wieczorem. Dzień wcześniej spotkałem się z chłopakami na 5 godz. Odwiozłem ich wcześniej bo młodszy naprawde źle się czuł. Obiecałem, że wpadnę w wigilię żeby ich zbadać i choć chwilę z nimi posiedzieć. Nikogo nie zastałem. Zebym nie zakłócał świątecznej atmosfery żona dodatkowo wyłączyła telefon komórkowy na 24 h. Dlaczego? Płakać mi się chce. Nie spodziewałem się że nie zobaczę ich nawet na chwilę, że wywiezie ich z samego rana kaszlących i z gorączką tylko po to żeby mi zrobić na złość. Odpowiedz Link
sbelatka Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 12:11 Michu, kibicuję Twoim staraniom o kontakty z synami - bo kibicuje wszystkim ojcom wiedząc jak ważne dla dzieci są dobre, bezpieczne kontakty z obojgiem rodzicow. jakos - z grubsza oczywiście - rozumiem jak sie możesz czuc w tej calej poplątanej sytuacji ale jakoś tez rozumiem Twoja żonę ludzie pisali Ci o tym juz kilkakrotnie - i myśle, ze warto żebyś poczytał jeszcze raz oczywiście możesz ominąc posty, ktore jadą agresją na kilometr- a tych tez niestety w Twoich wątkach nie brakowało słuchaj, trudno naprawdę powiedziec kim i jaka jest Twoja żona może i jest wredną zimna suczą.. kto wie ale może jest jedynie poraniona, zdezorientowana i pogubiona bardzo prawdopodobne, ze ma jakąs wspierającą ja dusze - która nakręca ją w niewałaściwym kierunku i zreszta wiesz - to co sie u Ciebie dzieje jest bardzo typowe...niestety z punktu widzenia twojej zony Ty masz wszytsko - nową kobietę, milość, pewnie masz kasę.. a twoja zona? została PORZUCONA.. dla innej... pozbawiona tego co bylo dla niej wazne (nawet jeśli Ty nie czułeś sie dla niej wazny ) starciła rodzinę, poczucie bezpieczeństwa i - prawdopodobnie - poczucie własnej wartości, ktore to kurczy sie często do zera w takich okolicznościach.. i włączają sie mechanizmy obronne; i to sie dzieje POZA świadomością.. to co ludzie czują w takich razach to głównie złość a chyba wiesz na co masz ochote kiedy na kogos jestes zły, wściekły?.. wiesz? no to wiesz co czuje Twoja żona złośc jest jednak ZAWSZE emocją wtórną.. gdy człowiek o tym wie - może sie spotkać ze swoim bólem, rozczarowaniem, smutkiem, strachem. cóż, NAJŁATWIEJ jest jednak przeżywac złość.. i ją odreagowywać.. Michu, nie weiem czy Ty to możesz usłyszeć ale Ci napiszę NIE zmienisz innego czlowieka - bo nie masz takiej mocy, jak i nikt inny możesz zmienić jedynie SIEBIE - co nie jest konieczne jesli nie czujesz takiej potrzeby ale możesz zmienić SWOJE ZACHOWANIE a zasada jest taka: zmiana zachowania jednego elementu systemu - wymusza zmianę zachania innych elementów tegoż systemu mówią: nie rób tego co nie działa rób więcej tego co działa mówią też: nie oczekuj, ze cos sie zmieni jeśli ciagle robisz to samo nie wiem ile z tego co napisalam możesz usłyszeć ale chciałabym żebyś przynajmniej sie spróbował nad tym na chwilę zatrzymać ja wierzę w Twoją dobrą wolę, w szczere intencje chciałbym żeby udało Ci sie popawnie ułożyc relacje z żoną i bardzo dobrze z synami acha, nie wiem kim jest i co mówi w tej całej sytaucji Twoja nowa kobieta... może warto żebys sie nad tym zatrzymał.. bo jej wplyw zapewne jest znaczący mam nadzieje, ze nie nakręca Cie do walki z żoną i dochodzenia swoich praw do dzieci.. szukaj spokoju, najlepiej w sobie Odpowiedz Link
sonia_30 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 20:38 Nie spodziewałeś się Michszyb, ale po tylu latach razem powinieneś swoją prawie ex znać. Konsekwentna jest do bólu - miesiąc temu pisałeś że w Święta masz dyżur, widzieć się z dziećmi możesz jedynie w Wigilię, na co ona, że akurat w Wigilię wyjeżdża i cześć, co też uczyniła. W czym więc jest rzecz? Że swoje plany o których Ci zakomunikowała odpowiednio wcześniej zrealizowała? Że ze względu na Twój grafik dyżurów nie została w Wigilię w domu? Weź no się ocknij, działać zacznij, słuchaj co ona do Ciebie mówi i postaraj się jakoś do tego wszystkiego dostosować mając na względzie dzieci - na bok odłóż rywalizację w imię tego że każde z was ma równe prawa, a w sądzie złoż pozew o zabezpieczenie kontaktów. Odpowiedz Link
teuta1 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 11:15 Cierpliwości, ułoży sie ale po dłuższym czasie. Ja też na początku nie życzyłam sobie spotkań z kochanką. Mąż mieszkał osobno, jego komunikaty były sprzeczne, np. informował dzieci, że za jakiś czas do nas wróci, więc nie było z mojego punktu widzenia potrzeby wprowadzania jeszcze jednego elementu dezorganizującego życie chłopaków. Poza tym to ja najpierw musiałam się pozbierać. Bo pozbierana mama może pomóc dziecku - to tak jak z maskami tlenowymi w samolocie. Najpierw rodzic zakłada swoją, a dopiero potem zakłada ją dziecku. Jeszcze zdążycie się naspotykać ze sobą do woli, skoro nowa pani ma być na całe życie. Nie graj dzieckiem, pozwól otrząsnąć się matce. Odpowiedz Link
ajmj Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 30.12.09, 07:26 michszyb - za jakiś czas opadną u niego emocje... Teraz myślę, ma wiele nie poukładane, a na to trzeba czasu... A jeśli chodzi o utrudnianie kontaktów mój M - już 8 rok ma bardzo zaburzone kontakty z córką. Jego eks jest niereformowalna - niestety - bo i takie kobiety istnieją. Cała jej i nasza rodzina od dawna przejrzała na oczy i widzi, ze M to nie dupek ojciec, ktory dziecko olewa, tylko niestety eks, która zrobiła multum, aby córka nie miała ojca... Także ja tam nie wiem - jak jest naprawdę u Autora - może to on faktycznie jest stroną poszkodowaną... Odpowiedz Link
ajmj Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 30.12.09, 07:34 I tak - "matka", która stale utrudnia kontakt dzieci z normalnym ojcem jest ... gnojem Odpowiedz Link
ostrogotka Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 30.12.09, 08:53 Witam wszystkich - czytająca a się nieudzielająca. Droga ajmj, jasne, że jako druga żona faceta z problememi z pierwszą żona odruchowo dajesz fory michszybowi. Niemniej, jego sytuacja ma kilka szczeglnych cech, które być może spowodowałyby u ciebie zmianę optyki. Mich szyb najpierw znalazł sobie kochankę, z którą wspólnie prowadził bloga o związku. Publicznego, skądinąd, parę osób tu czytało. Ja też, i raczej nie ubolewał na tym, że młodsze dziecko jeszcze w pieluszkach rozmiar mini. Następnie doszedł do wniosku, że stara żona jest beeee, i się od niej wyprowadził. Działo się to, o ile pamiętam, jakoś tak wczesną jesienią/późnym latem. Tego roku. Rozważał tu na forum, jak by tu tak fajnie zrobić, żeby zabrać żonie dzieci a ją samą szurnąć ze wspólnego domu, którego przecież biedaczka i tak nie utrzyma w pojedynkę. O rozwód zdaje się jeszcze nie wniósł, tym bardziej o uregulowanie sytuacji dzieci. Cytuje na forum spokojne teksty żony jako dowód na jej pieniaczość. Tymczasem to sam michszyb nie ogarnął jeszcze wcale, że skoro postanowił rozbić swoją rodzinę na rzecz świetlanej przyszłości z nową partnerką, to należy ustalić - z żoną - nowe warunki. I że "ustalić" oznacza, że wiele spraw nie ułoży się tak, jak to michszyb by chciał. A kiedy nie idzie po jego myśli, to michszyb się pieni. A co do pytania autora wątku? Michszyb, twoje postepowanie nie budzi mojego entuzjazmu. Jednak w kwestii meritum: najpierw się wyprowadzasz. Potem układasz się z matką dzieci co do kontkatów. Potem realizujesz te kontakty w ustalonym rytmie, tak aby dzieci do tego przywykły. Potem wprowadzasz je w swoje oddzielne życie w układzie ty na dzieci. A potem, potem, kiedy dzieci już zaakceptują fakt wyprowadzonego ojca z oddzielnym życiem zapoznajesz je ze swoją partnerką, o ile nowy związek rokuje trwale. Odpowiedz Link
ajmj Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 30.12.09, 17:06 Zdrada jest be. Dorabiać ideologii tutaj nie będę. Ja nie bronię Autora - w żadnym wypadku. Ale jestem także i "pierwszą" byłą "żoną" ojca mojego syna i mimo wiele złego - potrafiłam oddzielić jakim był mężem a jakim ojcem, a ojcem jest dobrym - więc mimo, ze mogłam zrobić WIELE, aby "przywłaszczyć" sobie nasze dziecko - nie wpadłabym na to - nigdy Dlatego wiem, ze nie można "karać" rodzica brakim kontaktu z dzieckiem - bo tak! Bo mi się cos tam podoba, a Ty masz się podporządkować! Jak jest u Autora, nie będziemy tak naprawdę pewni - dopóki nie poznamy jego i jego żony osobiście Pozdrówka Odpowiedz Link
ajmj Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 30.12.09, 17:12 I jeszcze jedno wiem, ze upływający czas może naprawdę zrobić wiele. Emocje opadną, naprawdę najlepiej jest wspóldziałać - a nie udowadniać swoje racje i szapać dzieci każde w swoją stronę. Niestety kompromisy, kompromisy i współdziałanie przede wszystkim dla dobra Małych. Mi z eksem to się udaje - mojemu M - nie Bo właśnie mimo wielu chęci jak trafi się na gnoja - to nie jest w stanie człowiek zrobić wiele. Odpowiedz Link
kicia031 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 30.12.09, 21:36 > Bo właśnie mimo wielu chęci jak trafi się na gnoja - to nie jest w > stanie człowiek zrobić wiele. Moj partner rozwiedzony od jakis 13 lat mimo bycia na noze z Exia do dzis byl w stanie wyegzekwowac widzenia z corka. Prosta droga - sad, policja. Vouloir c'est pouvoir Odpowiedz Link
ajmj Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 31.12.09, 17:50 Kicia Sąd? - tak. I był. Policja? Wyrywać sobie dziecko, być "gwiazdą" w telewizjiA dziecko? Jego nerwy? Płacz... Odpowiedz Link
sbelatka Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 12:17 Michu, i choc zapewne podniesie Ci sie poziom adrenaliny kiedy przeczytasz, ze ktoś nazywa Twoją nowa kobietę kurwiszonem - weź głęboki oddech i pomyśl, ze pełno jest na świecie ludzi, ktorzy są przepełnieni złością do świata po samiuśkie brzegi i skup się na tym co jest dla Ciebie ważne - zbudowanie poprawnych relacji z żoną (bo to pomoże Ci osiągnąc to co najważniejsze w tej sprawie dla ciebie ) czyli bardzo dobre z dziećmi i jest to też bardzo ważne dla dzieci acha, tak na marginesie dzieci NIE SĄ od oceniania rodziców Odpowiedz Link
nanai11 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 14:48 Nie jesteś biedny misiu. Jesteś zapatrzony w siebie misiu. Rozumiem twoją żone. Nie każdy zasługuje na bycie ojcem. Odpowiedz Link
mola1971 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 14:55 To, że Ty rozumiesz jego żonę nie oznacza z automatu, że on nie zasługuje na bycie ojcem. On tym ojcem JEST. I nic i nikt tego nie zmieni. A na miano ojca nie zasługują faceci, którzy od wlasnych dzieci się odcinają a nie tacy, którzy po rozstaniu z żoną chcą mieć kontakt z dziećmi i w ich wychowaniu uczestniczyć. Odpowiedz Link
kicia031 Jak napisalam w wycietym poscie 26.12.09, 21:49 Niestety, michszyb jest ojcem tych dzieci i cokolwiek by zrobil, tym ojcem pozostanie. Niezaleznie od kwalifikacji moralnej jego zachowania dzieci maja prawo do kontaktow z rodzicem. Nie widze natomiast powodu, by miano mu prezentowac panienke bzykajaca sie bez oporow z zonatym facetem. Demonstrowac jako normalna sytuacja, gdy tatus jest mezam mamy, ale mieszka z inna pania. Dzieci powinny wiedziec, ze choc zdarzaja sie rozwody, i jest to przykre, bolesne - ale jest czescia zycia, to zdradzanie wspolmazonka i prowadzenie zycia z inna osoba jest sytuacja, ktorej nalezy unikac, bo jest ZLA Odpowiedz Link
sbelatka Re: Jak napisalam w wycietym poscie 26.12.09, 22:05 może dajmy 2 i 5 latkowi szansę na kochanie rodziców? może nie musza potępiać ojca? bo czemu ma to niby służyc? skąd dzieci wiedza czy rodzica SĄ czy NIE SĄ rozwiedzeni?? zażadali do wglądu wyroku sądu? mówi sie im, ze rodzice juz nie mieszkają razem bo sie nie kochają ale kochaja dzieci i stwarza sie takie warunki żeby dzieci TO wiedzialy nic innego wiedzieć nie musza a nawet nie powinny w trosce o ICH dobro bo im lepsze będa mieć zdanie o obojgu rodzicach - tym będą zdrowsze emocjonalnie im lepsze będa miec relacje z nowa partnerka ojca - tym dla nich lepiej a może ja się mylę? hę? a jak sie pani bzyka - czy z oporami czy bez - tego nie wiemy i nie ona jest stroną w tej sprawie choć az sie prosi żeby w kogos kurna pieprznąc tym kamieniem.. za mnie.. za Kryśke.. za wszystkie kobiety zdradzone z jakimis kurwiszonami... bo w końcu gdyby nie te kurwiszony to te nasze misie - siedzialyby w naszych domach Odpowiedz Link
kicia031 Re: Jak napisalam w wycietym poscie 27.12.09, 11:35 nic innego wiedzieć nie musza a nawet nie powinny tu sie zgadzamy. Dzieci nie powinny wiedziec i uczestniczyc w niemoralnejm sytuacji, jaka im zafundowal tatus. Co wyklucza kontakty z aktualna kochanka ojca. Odpowiedz Link
sbelatka Re: Jak napisalam w wycietym poscie 27.12.09, 15:35 Kicia, my sie NIE ZGADZAMY! odcinam się raz na zawsze od Twoich poglądów i opinii; bo w moim odczuciu są nie dość, ze nie do zaakceptowania to najczęściej wyrażasz je w sposób, ktory mój głęboki sprzeciw. Odpowiedz Link
kicia031 Re: Jak napisalam w wycietym poscie 28.12.09, 10:42 To byla ironia dziecko. Trudno zebym zgadzala sie w czymkolwiek z osoba ktora oklada innego czlowieka po mordzie, az ja rece rozbolaly. Odpowiedz Link
michszyb Re: Jak napisalam w wycietym poscie 27.12.09, 16:02 Może i masz rację. Ale żeby utrzymać moralność dzieci wyklucza to też kontakty z niemoralnym ojcem? Tak to rozumiesz? A co jeśli kochanka stanie się żoną nr 2? Wtedy będzie moralnie usprawiedliwiona? Patrzysz na świat w sposób czarnobiały. Gdyby przyjąć takie patrzenie dzieci koniec końców byłyby wychowywane przez licencjonowanych wychowawców w specjalistycznych ośrodkach. Ja też wolałbym być śnieznobiały. Ale wszedłem w szarość. I wiesz co tak na prawdę, niestety życie odbywa się w tym zakresie widma. Odpowiedz Link
kicia031 Re: Jak napisalam w wycietym poscie 28.12.09, 10:39 Nie wszedles w szarosc. Wszedles w czern. Ale niestety jestes ojcem i dzieci maja prawo do kontaktow z toba, choc sadzac po moim synu, ocenia cie kiedys odpowiednio i to bez zlego slowa wypowiedziago przez twoja zone. Odpowiedz Link
bramstenga Re: Jak napisalam w wycietym poscie 28.12.09, 11:11 > A co jeśli kochanka stanie się żoną nr 2? Ty weź się najpierw rozwiedź, a dopiero potem myśl o żeniaczce, ok? Bo może się okazać, że za kilka miesięcy będziesz miał już kolejną panią... a za kilka miesięcy jeszcze inną... > Patrzysz na świat w sposób czarnobiały. Heh, ale chyba są jakieś podstawy przyzwoitości, nie? Takie tam stare i anachroniczne: nie kradnij, nie zabijaj, nie mów fałszywego świadectwa, nie cudzołóż... ~bramstenga Odpowiedz Link
kicia031 Re: Jak napisalam w wycietym poscie 28.12.09, 13:08 Heh, ale chyba są jakieś podstawy przyzwoitości, nie? Takie tam stare i > anachroniczne: nie kradnij, nie zabijaj, nie mów fałszywego świadectwa, nie > cudzołóż... Generalnie, sa 2 metody zalatwiania spraw. gdy w malzenstwie sie nie uklada. Czytamy odpowiednie ksiazki, zmieniamy swoje zachowanie, idziemy na terapie dla par. Jesli po jakis 2 latach staran mamy pewnosc, ze uczciwie zawalczylismy o naprawe zwiazku, ale nic z tego nie wychodzi, skaldamy pozew o rozwod i rozstajemy sie w przyjazni. Mozna tez tak jak michszyb - zaplodnic zla zone po raz drugi a nastepnie zdradzac ja w czasie ciazy, czy tez tuz po porodzie - juz nie pamietam szczegolow. Potem zrobic zone nadzieje na naprawe zwiazku, a potem z tym wiekszym impetem kopnac ja w dupe wyprowadzajac sie do kochanki. Aha, i urzadzac jej awantur za kazdym razem, gdy probuje jakos zorganizowac sobie zycie. Odpowiedz Link
lampka_witoszowska Re: Jak napisalam w wycietym poscie 30.12.09, 02:22 dokładnie zapomniałas jedynie dodać, że przez jakiś czas mich poważnie wałkował temat, jak dzieci odebrac matce i je wychowywać z panią nr 2 (czy innym numerem) przepraszam, ale przy okazji tematu "dzieci mają prawo do kontaktu z ojcem" zawartość żołądka wyciska podejście michszyba Odpowiedz Link
kami_hope Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 17:18 Czy te słowa odnoszą się również do tego, jak Michszyb nazywa żonę "suką"? sbelatka napisała: > pomyśl, ze pełno jest na świecie ludzi, ktorzy są przepełnieni > złością do świata po samiuśkie brzegi Toż to taka "sprawiedliwość" Kalego. Nie nadążam za Tobą Sebalatko. Odpowiedz Link
woman-in-blue Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 20:36 Kami, tez mi sie tak wydaje. Moim zdaniem Michszyb ocenia zone swoja miara. Zarzuca jej zlosliwosc, kazde zachowanie interpretuje na jej niekorzysc. Jak sie to ma do jego publicznego opluwania jej? Pisania bloga (nie czytalam, ale z opinii forumowiczow wiem, ze byl co najmniej niedelikatny dla uczuc porzuconej kobiety oraz MATKI swoich dzieci) cytowania jej maili nawiasem mowiac calkiem wywazonych, spokojnych i sensownych, jednak interpretowanych jako wyraz utrudniania kontaktow.... Michszyb, gdyby naprawde chcial dazylby do sadownego ustalenia kontaktow i byloby po sprawie, ale z jakichs wzgledow woli sie wyzywac na bylej zonie.... Odpowiedz Link
dorata351 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 15:46 A czy ojciec, który okłamuje tę matkę, zdradza i najwyraźniej chce ją zastąpić nową panią, to odpowiedzialny człowiek,głowa rodziny, osoba, której ta matka może zaufać? Może spróbuj spojrzeć na to z tej strony. Twoja, jeszcze żona, matka Twoich dzieci czuje się zraniona, oszukana, może bezradna, zła. Broni się jak potrafi, pewnie sposób jaki wybiera nie jest dobry, ale w takiej sytuacji, Ty bądź mądrzejszy, może spotykaj się z dziećmi u niej w domu. Tego też Ci zabrania? Z tego co pamiętam, to są małe dzieci i jakoś mnie specjalnie nie dziwi, że żona nie życzy sobie ich kontaktów z nową panią. Ona nie jest nadczłowiekiem, nie wymagaj cudów, nie licz na to, że polubi Twoja przyjaciółkę. Dla niej ta kobieta jest zwykłą szmatą, przyczyniła sie do rozbicia jej rodziny. A Ty zamiast walczyć, daj jej ochłonąć, bo to co robisz przynosi odwrotne rezultaty. Miej chłopie trochę wyrozumiałości i szacunku dla kobiety z którą masz dwójkę dzieci, a napewno na tym nie stracisz. Odpowiedz Link
dorata351 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 15:49 A nazywanie matki swoich dzieci suką to szczyt chamstwa. Co im kiedyś powiesz, że suka ich urodziła. Miej, że trochę litości. Wydawałoby sie mądry facet, kochający ojciec a zawzięty. Odpowiedz Link
kasiapfk Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 18:10 Piszę od razu: Mój eks to ANIOŁ! Dogadujemy się w sprawie dzieci genialnie, i nie jest tak, ze zawsze moje na wierzchu. Żeby nie było, że pałam jadem czy coś w tym rodzaju. Ale im dłużej czytam Michszyba, tym bardziej rozumiem matkę jego dzieci. On nie jest zawzięty, tylko zapatrzony we własny pępek. Najważniejsze, by zrozumiał, że tak jak on chce to być moze nigdy nie będzie. I nauczył cieszyć się tym, co jest. Po to by zbudować poprawne i dobre relacje z mamą swoich dzieci - dla zachowania dobrych kontaktów z DZIEĆMI. Bo jesli to jest dla niego najwazniejsze, wszystko inne może poczekać. No nie da się mieć wszystkiego. Nawet w minimalnym wymiarze. Być moze już do końca życia, będzie coś za coś, pociagajace rezygnację. Taki lajf. Odpowiedz Link
peoplecanfly Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 19:10 Michszyb, Trzymam za Ciebie kciuki odkad czytam to forum bo musze przyznac ze jestem w podobnej sytuacji. Nie zastanawiaj sie nad takimi dylematami czy suka czy dobra opiekunka! I ty i ja znamy na to pytanie odpowiedz. Ja nie mam zadnej nowej pani a mimo to nie spedzilem wspolnie Wigilii ani dnia swiatecznego z moja kochana Coreczka, mimo tego ze od miesiaca prosilem zone o to by jakos pozwolila mi zabrac malą do siebie. Nic z tego nie wyszlo. Trzymam za Ciebie kciuki i zycze powodzenia. Odpowiedz Link
dorata351 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 19:28 Ktoś musi zrezygnować na rzecz kogoś ze wspólnej wigilii z dziećmi. Nie mam pojęcia jak jest u Ciebie Peoplecanfly, ale dlaczego u Michszyba ma być to matka, skoro on się wyniósł do innej kobiety? Takie jest życie i dzieci bez względu jak będą się starać oboje rodziców i tak dostaną po dupie, dlatego że już nie umieli sie dogadać ich rodzice. Michszyb chce spędzać z dziećmi czas razem ze swoją przyjaciółką, a ich matka się na to nie zgadza. Kto ma racje? Pewnie nikt. jesteśmy w stanie to stwierdzić na forum? Nie jesteśmy. Ale bez dobrej woli Michszyba łatwiej nie będzie. Odpowiedz Link
crazyrabbit Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 20:47 A czy coś by ubyło mamuśce, jeśli pozwoliłaby dzieciom spędzić dwie godziny w wigilijny wieczór z ich ojcem? Przecież to święta, podobno czas wybaczania, pojednania i takich tam... Dla mnie to bezmyśne i złośliwe. Odpowiedz Link
ulkar Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 21:14 Michszybowi tu wielu po stokroc już napisało, żeby nieco z tonu spóścił dla dobra dzieci. Jak się sytuacja uspokoi, to może i dzieci "nową panią" jak sam ja nazywa poznają, ale czy muszą teraz? już? Jak ktos kiedys tu napisał "kochanka ojca to nie rodzina, nie ma do dzieci żadnych praw ani żadnych obowiązków" ... poza tym czy to faktycznie partnerka ojca? Patrząc na losy "ojca założyciela" przyczyna rozpadu rodziny to nie koniecznie ten cud do końca życia. Może zatem warto poczekać cierpliwie nieco? Wnioski są takie, że michszyb postepuje w myśl zasady "na złość babci odmroże sobie uszy". Gdyby trochę mniej w nim było zacietrzewienia i chęci postawienia na swoim, to może "nic by mamuśce nie ubyło" i ze dwie godziny dzieci spędziłyby z ojcem... bo nie da się ukryć, że one, dzieciaki, potrzebują obojga rodziców. Taki przykład jak michszyb i historia jego dzieci powodują, że chcąc uchronic moje dziecko od traumy, jeszcze się nie rozwiodłam ... chociaż wątpię, żeby mój jeszczemąż walczył o świeta z dzieckim, skoro od 5 lat nie chciał się widzieć z dzieckiem w ani jeden świateczny dzień, mieszkając w jednym domu wybiera towarzystwo kochanki na święta (oficjalnie wymyślając 100 bzdurnych powodów, gdzie jest i dlaczego nie w domu), więc jakie podstawy potem byłyby do przysłowiowej wigilii z dzieckiem? Więc mimo, że uważam, że michszybowa droga do dzieci jest bezsensowna, jego chęć do spędzania z nimi czasu, budzi niewielką wprawdzie ale jednak sympatię... Odpowiedz Link
zuza145 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 21:24 to ja zapytam przewrotnie- skoro się bez oglądania na dobro małoletnich dopuściło do sytuacji jaka jest , jest nowa pani, żona broni i się nie dziwię- bo nie jest to osoba po rozwodzie poznana tylko jakoś tak wychodzi że ta co uczestniczyła od początku wprowadzania zmian w życie to czemu nagle dobrem dzieci się macha- walcząc o spotkania z nimi i następczynią matki? Jest jeszcze druga forma spotkań z dziećmi- bez nowej pani. Też dobra- bo dzieci mają kochanego ojca na wyłączność. To jak to jest- dobro dzieci się schowało jak się małżeństwo rozwalało ( nie oceniam kto rozwalił i na ile kto brał udział w rozwalaniu) a teraz nagle się to dobro pokazało , silne tak że trzeba się żreć o kontakty? No " niehalo" z moim postrzeganiem chyba jest ale nie musze umieć wszystkiego rozgryźć. Odpowiedz Link
woman-in-blue Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 21:16 crazyrabbit napisała: > A czy coś by ubyło mamuśce, jeśli pozwoliłaby dzieciom spędzić dwie > godziny w wigilijny wieczór z ich ojcem? Przecież to święta, podobno > czas wybaczania, pojednania i takich tam... Po pierwsze, dlaczego "mamusce" a nie "mamie". Po drugie: nie wiadomo gdzie i z kim miala spedzic wigilie. Moze daleko od miejsca zamieszkania. Nie wiemy tego. > Dla mnie to bezmyśne i złośliwe. To bezpodstawna ocena Odpowiedz Link
zuza145 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 21:28 proponuję zostawić oceny dotyczące mamuśki doczasu, gdy pojawi się wiadomośc czy dzieci winszują sobie spotkań w obecności pani jakiejśtam. Bo możliwe że nie. To ja się pytam? Co w takiej sytuacji, gdy dzieci sobie nie życzą? I nie muszą. Odpowiedz Link
ulkar Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 21:39 zuza, dzieciaki są małe, o ile pamietam 2 i 5 lat, więc nie mogą i nie mają zdania w sprawie "nowej pani" ... nie bardzo świadome sa sytuacji ... Odpowiedz Link
zuza145 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 21:44 nooooooooooooooooo- to powiem tak- ździwienie może być duże dla nich jak zobaczą tę panią, oj duże. Skoro w głowach zakodowane- mamusia i tatuś a tu tauś i pani. Bym nnie ryzykowała raczej na miejscu matki. I powtarzam- ta pani to nie jest znajoma porozowodwa. Było myśleć zanim a nie po fakcie. Generalnie- dwoje dorosłuch ludzi powinno umieć się dogadać a nie szarpać- skoro nie jest możliwym że będą razem ( nie pytam czy były próby naprawy bo tak robią zazwyczaj dorośli i poważni) tylko przypominam- jak najmnioej zmian- bo jedną duża już zrobiono. Odpowiedz Link
sbelatka Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 21:51 mozliwe e to co napisze częśc osób potraktuje to jak zamach na coś tam.. ale dzieci jednak nie są od decyzowania o tym z kim żyje ich ojciec/matka a jesli Mich chce z ta panią budowac życie - to musi wprowadzić w to nowe zycie dzieci, a panią w zycie swoich dzieci nie wiem jak dawno odszedł - i nie wiem jaki jest dobry czas na "zapoznawianie" .. pewnie to zreszta zalezy od sytaucji ale zbyt długie chowanie glowy w piasek i ukrywanie prawdy i faktów - sie mszczą.. moj ex od 3 lat mieszka z panią i dziecięta o tym nie wiedzą w tym czasie zbudował dom i w nim zamieszkał a dzieci o niczym nie wiedzą nadal a gość - jak sądzę - umiera z lęku co będzie ja sie dowiedzą... przegapił dobry moment ku jasności jednak dodam, ze moje młode nie sa takie maluśkie a wręcz weszły w ostry czas dojrzewania... w ktorym notabene 3 lata temu nie były.. ani dwa...ani nawet rok temu sama jestem ciekawa jak sobie z tym poradzi (ex) spodziewam sie, ze nexia też nie wprowadzila jej syna w ich zycie i tak sobie zyją, niby buduja wspolne nowe zycie - ale jakies oparte na nie wiadomo czym... jesli MIchu wie, ze to ta kobieta, z ktora chce żyć - to nie ma co za bardzo odkładać spraw ale podkreslam - nie wiem ile to "za bardzo" wynosi i to naprawde nie dzieci decydują Odpowiedz Link
woman-in-blue Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 22:44 sbelatka napisała: > ale dzieci jednak nie są od decyzowania o tym z kim żyje ich ojciec/matka Zgoda, Sbelatko!Dzieci o tym nie decyduja! Jednak dorosli powinni brac pod uwage uczucia dzieci i byc ostroznym w wprowadzaniu do ich zycia osob niekoniecznie mile witanych. Chociaz aktualnie jestem sama mam nadzieje, ze kiedys bede w zwiazku. Jesli moja corka nie zaakceptuje mojego partnera nie widze powodow aby ja zmuszac do wspolnego spedzania czasu. A jesli stane przed dylemaem: corka czy partner, zawsze wybiore corke. Bo tak juz mam. Odpowiedz Link
sbelatka Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 23:15 a ja nie sądzę żebym musiala kiedykolwiek wybierac - a to z tego prostego powodu, ze spodziewam sie fajnego faceta a i mlode sa dość pokojowo nastawione do świata i w zasadzie ich nie przygwałcam do niczego ale to nie one zdecydują kogo mam pokochaći jak budowac nasze relacje rzekłam acha, powiem więcej dla dzieci - to zbyt duża odpowiedzialnośc dzieci - o paradoksie - potrzebuja silnych rodziców nawet jesli to czasem wygląda inaczej bo silny rodzic=poczucie bezpieczeńtwa a rodzic, kt. ugina sie pod presją żadań dzicka = slaby rodzic Odpowiedz Link
woman-in-blue Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 23:22 Moj eks na swojej "sile" niewiele zyskal a raczej stracil. To po pierwsze, a po drugie: fajny facet dla ciebie nie oznacza fajny dla Twoich dzieci. Odpowiedz Link
woman-in-blue Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 23:25 tzn nie musi oznaczac... przepraszam chyba zmeczona jestem Odpowiedz Link
sbelatka Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 23:28 póki co to jałowe dysputy... ale pewna jestem, ze zakochiwac sie będe bez pytania dzieci co sądzą o facecie a potem zobaczę zresztą trudno mi sobie wyobrazić jak oglaby rzecz cala wyglądać inaczej.. jakas podpowiedź? a poza tym - dopóki go nie poznają - to skąd będą wiedziec czy jest dla nich fajny??? może Micha babeczka będzie baaardzo fajna dla jego synów? ale to tez zagrożenie dla żony... czyż nie? i jak ją to ubodzie... więc lepiej dzieci niech nienawidza nexi - to samopoczucie mam będzie lepsze Odpowiedz Link
ulkar Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 23:34 Sebelatko, a nie sądzisz, że to czy dzieci kochaja lubieja czy też nielubieją (nie powiem nienawidzą bo nienawiśc to straszne uczucie) "nowa panią" taty nie ma dla nich wiekszego znaczenia. Większe znaczenie maja dla nich relacje z własna matką i to czy jest ona spokojna i w miarę przynajmniej stabilna emocjonalnie? Kobieta ojca dzis jest jedna za dwa lata może być inna, a matka zawsze bedzie ta sama. I to tez powinien michszyb zrozumieć ... Nie ma żadnej pewności że ta to TA... nawet jeśli dzisiaj tak mu sie wydaje... jarkoni tez myslał, że to TA... Odpowiedz Link
ulkar Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 23:22 hmmmm... a ja mam przykład wśród znajmych, mężczyzny, który rozszedł się z żoną, sam opiekował się dzieckiem, ożenił ponownie po kilku latach po rozwodzie (7-8) z kobietą, którą sam pokochał a jego dziecko zaakceptowało. Jak sam wielokrotnie mówił, "żadna baba nigdy nie będzie ważniejsza niż dziecko. Nowa żona i dziecko muszą się wzajemnie zaakceptować inaczej ze związku nici"... Sebalatko ... żaden związek się nie uda jeśli dziecko i nowy partner nie zaakceptują się wzajemnie jesli mają razem mieszkać ... przedłożyłabyś faceta nad spokój i szczęście swoich dzieci? Odpowiedz Link
sbelatka Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 23:30 i skąd założenie a priori, ze TRZEBA będzie wybierać? i co oznacza w tym kontekście "szczęście dzieci"?; myśle, ze to ważne żeby to dokładnie okreslić Odpowiedz Link
zuza145 UWAGA 26.12.09, 23:33 jest różnica pomiędzy partnerem porzuconego rodzica, z którym dzieci mieszkają a tym drugim partnerem - a nie Daj Boże jak jest to osoba będąca powodem rozbicia rodzicny- dzieci czasami wiedzą, bo podsłuchiwały, bo czują- jak małe odbiorniki. Tak to jest i jest to czasami niezależne od chęci rodzica. Odpowiedz Link
sbelatka Re: UWAGA 26.12.09, 23:38 różnic jest pięćset sto dziewięćset pamiętajmy jednak, ze nieważne jak sie zaczyna - ale jak sie konczy; mam na myslei to,z e dzieic moga być rożalone, pzrestaszaone, zbuntowane i w ogole źle odbierać nowe zycie rodziców i/lub ich nowych partnerów ALE spokojne, cierpliwe, DOBRE postepwoanie wobec nich - moze to zminic i jestem tego pewna Odpowiedz Link
zuza145 Re: UWAGA 26.12.09, 23:43 I ja się z Tobą zgadzam w 157 % Moja Droga. Spokój, cierpliwość i zrozumienie. Odpowiedz Link
ulkar Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 23:36 Nie wiadomo czy trzeba bedzie, ale bywaja takie sytuacje ... Odpowiedz Link
six_a Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 23:50 >sama jestem ciekawa jak sobie z tym poradzi (ex) a nie ciekawi Cię, jak Wasze dzieci sobie z tym poradzą z czymś, o czym wszyscy wiedzą z wyjątkiem ich? oni budują na negowaniu eksów, a na czym Ty? na negowaniu nexów? to chyba jakby to samo, czy nie? przepraszam za off topic, zaintrygowało mnie podejście. Odpowiedz Link
zuza145 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 23:57 oooooo- że się wrącę- każdy wie- tak przynajmniej powinno być- że dziecku trzeba dozować info stosownie do wieku dziecka, biorąc pod uwagę jego dobro- a nie żeby sobie z pleców kamień zwalić. było myśleć zanim- już pisałam- teraz trzeba z myślą odziecku- wszystko się da. Ale trzeba się postarać- jak się nie wie jak- to się dowiedzieć. Ale do tego trzeba jeszcze jednego- chęci obu stron. Bez tego- dupa blada- że tak mało świątecznie podsumuję. Więc ja akurat mam bardzo dużo szczęśćia- w wypracowaniu którego mam swój udział- dziamałam, tłumaczyłam i podziałało- teraz rąsia w rąśie, razem, wspólne sygnałyu- iustalone wcześniej. ale jedno było od początku- kochance wara!!!!1 I po czasie się okazało- noż cholera miałam rację. Bo podobno teraz mąż (ex) już sam jest,. Wyszło na moje a jemu zabrało czasu nieco zanim dotarło- i robi to samo co ja. Jesteśmy w mniejszości jak słyszałam. Odpowiedz Link
six_a Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 27.12.09, 00:28 to do mnie? > ale jedno było od początku- kochance wara tego podejścia też nie za bardzo rozumiem. chyba że najbardziej bodzie to, że nex=kochanka, podczas gdy ex, kimkolwiek jest, kochanką na pewno nie jest. zostaje więc status byłej bo byłej, ale w końcu żony, i matki. z psem ogrodnika w każdym razie mi się to kojarzy. a dzieci - pewnie, że wiek i dostosowanie wiadomości jest bardzo ważne. ale reglamentowanie im znajomości przez byłą to już przegięcie. dzieci spotykają masę osób w życiu i nie wszystkie są na stałe. na stałe nie musi też być aktualna partnerka ojca ani wszystkie inne jego partnerki w przyszłości. ważne, żeby miała chęci. ojca zadaniem jest zadbanie o prawidłowe relacje na linii dzieci-partnerka. czasami te relacje nie są w ogóle wskazane, czasami trzeba dzieci długo oswajać z "koleżanką taty" , a czasem można prosto z mostu - ojciec powinien o tym zadecydować, o ile oczywiście zależy mu na dzieciach, a nie na żonglowaniu nimi, by dokopać byłej żonie. Odpowiedz Link
sbelatka Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 27.12.09, 01:06 się zgadzam w całej rozciąglości po czym już w końcu idę spać.. Odpowiedz Link
sbelatka Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 27.12.09, 00:08 zastanawiałam sie czy i co powinnam im powiedziec, wierz mi ale uznałam, że skoro on odszedł do kobiety to JA nie moge dzieciom o tym powiedzieć - bo odebrałabym exowi jego prawo to jest jego kwestia - bo nie może nauczyc dzieci, ze nie bierze się odpowiedzilaności za siebie i swoje czyny dzieci mają dostać przekaz jasny od niego - JA mam nową kobietę, ja z nią mieszkam, ja zbudowałem dom, JA wam o tym nie mówiłem - bo bałem się waszej reakcji inaczej - pewnie pozaświadomie - odczytają go jako cieńkiego Bolka co to nawet nie miał im odwagi powiedziec i zeby nie było, ze jestem jakas Matka Terasa - jak sobie pogrzebie głębiej to wychodzi mi, ze wolę, ze spędzają czas u jego rodziców - bez konkubiny (ale brzydkie słowo, to tak na marginesie) w tle.. o ich relacje po tym jak sie już objawi prawda - sie nadmiernie nie boję - bo naprawde się kochają i ex jest dla nich ważny i spędzają z nim masę czasu i to z chęcią nawiasem mówiąc ja robię co mogę zeby jego pozytywny obraz utrwalać w ich oczach i jestem pewna, ze ex jesli nie robi tego co ja (może go na to nie być stac przypadkiem) - to na pewno nie wyraża sie na mój temat źle nasze dzieci nie wiedzą z jakiego powodu rozstaliśmy się - i uważam, ze nie muszą ludzie im cos będą gadać - ale to co ode mnie usłyszą gdy pzryjdą z tymi rewelacjami to będzie to: sprawy między rodzicami - są naszymi sprawami dla was ważne jest to, ze i tato i ja was kochamy. i cokoliwek któreś z nas zrobilo temu drugiemu - nie mialo to związku z wami my rozstaliśmy sie w zgodzie i wy mozecie kochać nas obije Odpowiedz Link
zuza145 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 27.12.09, 00:14 zgadzam się częściowo- co zrobisz jak cię spytają: Mamo- czemu wiedząć tak długo nam tego nie powiedziałaś? No co? Współuczestniczysz w ściemnianiu- czy tego chce, czy też nie. Ja też- mąz wogóle nie chciał mówić- ja uważam że trzeba. To przed nami dopiero- bo rozwód był dopiero co w środę 23 grudnia. Odpowiedz Link
six_a Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 27.12.09, 00:37 no tak, rozumiem - ale jedno to jest wyręczenie ojca i odebranie mu prawa wyjaśnienia - tu się zgadzam, a drugie to takie jakby przemilczanie prostego faktu. nie wiem, w jakim wieku i czy teoretycznie możliwe? ale jak się natkną kiedyś na ojca przy jego nowym domu, jak przekopuje radośnie ogródek z narzeczoną? a jak nie to życzliwi uświadomią i to nie będzie pewnie przyjemne. kwestie problemów między rodzicami i powodów rozstania nie należą do świata dzieci, ale prosta wiedza, jak teraz żyje ojciec, chyba należy? poza tym szalenie się trzeba pilnować mnie by to głównie zamęczyło. Odpowiedz Link
sbelatka Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 27.12.09, 00:50 eee jednak póki co - to pewnie nie tato sie wystawił kilkanascie kilometrów od nas a ludzie? jednak nie sa aż tak werdni żeby dzieciom donosić wspóludział - w jakims sensie tak ale ja uważam, ze JEGO życie - to jego sprawa i dzieciom powiem, ze ja moge brać odpowiedzialnośc za to co ja robię - i o czym im mówie/nie mówię to co robi tato i co im mówi a czego nie - zostaje po jego stronie biorę pod uwagę,ze mogę sie mylić ale na teraz uważąm - ze mam rację.. Odpowiedz Link
woman-in-blue Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 21:41 Zuza, dzieci Michszyba sa malutkie, one nie powiedza. Ale ja wiem jaka opinie o kochance ex-meza ma moja 18-letnia corka. Spotkala sie z nia raz i wiecej jej nie chce widziec. A tata obrazony. Odpowiedz Link
crazyrabbit Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 21:41 A gdzie Michszyb napisał, że spotkanie w Wigilię miało się odbyć w towarzystwie jego partnerki? Wyraziłam swoją opinię na podstawie tego, co napisał autor wątku. I wciąż uważam, że to co zrobiła jego żona, było złośliwe. Odpowiedz Link
zuza145 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 21:55 moja 16latka sobie nie inszuje i tatuś nie startuje, synu zaś czeka na niego- na powrót i mamy kłopot- trzeba go będzie spokojnie, wielomiesięczną pracą przygotować że raczej nie. I mam problem- dobrze że mój od środy przedwigilijnej ex mąż rozumie. Ale zrozumiał po 3 latach dopiero. Stanęłam okoniem i zagwarantowałam spokój. Ma nieograniczone prawo, kiedy chce, gdzie itd. wyjazdy, spotkania, kona, wypady- i korzysta- bo skorzystałam zdobrodziejstwa nowelizacji krio- paradoksalnie dostał do ręki narzędzie- jaby w przyszłości nowa partnerka pyszczyła że się spotyka- to musi- w dowolnym czasie ale musi. I nawet jego adwokat zgodził się że ta propozycja jest na jego korzysć. Bo skąd mam wiedzieć jaka nowa pani się trafi? Dam mi kiedyś opowiadał Ze "podobno lolegi panienka to nie akceptuje czasu spędzanego z dziećmi". To dostał chłopina narzędzie do ręki i pokumał- jak trafi na taką samą to ma w wyroku- w treści porozumienia podpisanego prezent". Prawo jest piękne jak dorośli stosują. Odpowiedz Link
woman-in-blue Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 22:08 Zuza, moja corka jest dorosla, sama decyduje z kim sie chce widywac a z kim nie. Tylko bardzo mnie boli, ze moj eks ma taka postawe: albo razem z nim i jego partnerka albo wcale.... Powiem szczerze jestem tym zalamana. Przez to moje dziecko nie mialo wigilii ani z ojcem ani z matka (jestem za granica). Szlag... nawet probowalam ja przekonac do tej kochanki.... Odpowiedz Link
sbelatka Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 22:10 jesli jakiś ojciec potrzebuje papieru, ktory mu nakazuje spotkania z dziećmi, jako usprawiedliwienia dla nowej pani - to to jest najbardziej żalosny typ o jakim tu czytałam no, sorrrrry Odpowiedz Link
sonia_30 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 22:15 Miesiąc temu Michszyb pisał że ma wolne w Wigilię (reszta Świąt dyżur) i chciałby tę Wigilię spędzić z dziećmi, na co żona odpowiedziała że w Wigilię wyjeżdża, proponuje inny dzień. Złośliwie być może, a może też po prostu chciała wyrwać się, pojechać w inne miejsce i nie snuć się sama po domu - relacja jest jednostronna i nie ma co oceniać czy ona złośliwa czy wredna wyjątkowo. W każdym razie miesiąc wcześniej problem zaistniał, a że Michszyb "nie spodziewał się" że ona jednak pojedzie - cóż... można oczywiście walczyć z wiatrakami, liczyć na to że druga strona zachowa się inaczej niż zapowiada, ale można też próbować dostosować swój grafik do propozycji... wszystko zależy od tego jaki cel chce się osiągnąć... Odpowiedz Link
sbelatka Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 22:21 ale jednak gdyby nam tu napisała kobieta, ze ojciec wział CHORE dziecko i wywiózl nie wiadomo gdzie.. łoj laboga.. ale lament by sie poniósł... i adresu nie zostawił???? a ona nie zostawiła?? tak tylko pytam, z przewrotnej nieco ciekawości Odpowiedz Link
ulkar Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 22:26 Wiesz co sebelatko, gdyby to ojciec na codzień opiekował się dziećmi, a żona używała sobie z kochasiem, to watpię czy lament by się podniósł ... nie sądzę ... Odpowiedz Link
sonia_30 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 22:49 Gdybać sobie można na tematy różne... To CHORE dziecko ojciec zabrał w przeddzień na 5 godzin - najwyraźniej było można... więc dlaczego na Wigilię już nie? Odpowiedz Link
woman-in-blue Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 22:33 Sorry Michszyb, ale taki nieladny obraz mi sie tutaj maluje....Mam wrazenie, ze szukasz wykretow: " bo eks utrudnia to nie mam co sie wiecej starac."..Jakbys szukal usprawiedliwienia gdy odpuscisz..i "olejesz" kontakty z synami. Przepraszam, jesli sie myle. W moim przypadku eks ma blizej do corki niz ja mieszkajaca za granica. I on juz nie ma z corka bliskich i dobrych relacji, a ja tak. Wiec mozna. Ale trzeba chciec. Ale to wymaga czasu i wysilku. Odpowiedz Link
zuza145 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 22:54 Opinia dziecka- jest ważna. Co prawda nowelizacja krio wprowadziła, wychodząc na przeciw rodzicom, którym współ utrudniają kontakty na przeciw, wprowadzając prawa i uwaga- obowiązki- dla dzieci też, to powiem tak- córka jasno dała do zrozumienia że chce tylko z nim jak rozumiem , bez nowej partnerki. Nikt mi nie wmówi że nie można tego zorganizować. Z tego co wiem- z obserwacji i wiedzy przekazanej przez psychologów z Tow. Obrony Praw Dziecka- wiek nie gra tu roli. Małe, duże- przeżywają- każde na swój indywidualny sposób. Nie popieram braku szacunku dla takiej pani- ale rozumiem i nie akceptuję musu, odnośnie wprowadzania nowej/nowego do życia dzieci. Bywa że akceptują nowego partnera matki a ojca partnerki nie. Bywa odwrotnie. ?Dlatego twierdzę- machanie dobrą wolą bez sensu jest- to się robi anie opowiada co się robi. Woman- ty wiesz co- skoro córka podjęła taką decyzję- to oznacza że nie da rady inaczej. Ojciec albo to zrozumie albo nie- ale nie oznacza to że to wina córki- to jest kosekwencja zaistniałej sytuacji. Miłośc, skoro ma być bezinteresowna- rodzica do dziecka to chcąc czy nie- wymusza pewne zachowaia. Ty za exa nie załatwisz- bo on uważa swoje. Jeśli starałaś się mu to wytłumaczyć- prawo córki i on np. odebrał to jako zamach na swoje życie- to marne szanse. Dodatkowo zaś powiem tak- jesteś matką i wiem że zależy ci na dobru dziecka. Niestety masz wpływ tylko na swoje z nią relacje. Możesz wysłuchać ew. córki, pełniąc rolę gąbki wchłaniającej żal i rozczarowanie , dotyczące ojca. I tylko lub aż tyle. Tej relacji nie stworzysz ty- tylko ojciec i dziecko. Odpowiedz Link
morekac Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 27.12.09, 20:26 hm, może ta wigilia była w innym mieście? Wtedy te 2 godziny trochę trudno zorganizować... Odpowiedz Link
kicia031 chyba sie pomylilam 27.12.09, 11:40 Na poczatku uwierzylam michszybowi, ze jego zona jest autorytarna jedza, a jego obecne zachowanie wydalo mi sie typowym odwetem slabeusza, ktory nagle poczul sile majac kochanke za plecami. Mysle jednak, ze sie mylilam. Ludzie nie zmieniaja sie az tak bardzo - raczej nastpilo zjawisko zwane projekcja. michszyb, jak male dziecko, nie moze zniesc, by cos nie bylo tak, jak on chce - i to NATYCHMIAST!!!!!!!! Wszelki sprzeciw sprawia, ze dosteje szalu, stad nienawisc do zony, ktora w pewnym momencie przestala mu ulegac. Dla kochanki zwiazek z takim facetem bedzie wystarczajaca kara, a mivhszyb - coz w kolejnym zwiazku bedzie rownie nieszczesliwy - choc by uniknac dysonasu poznawczego pewnie nigddy sie do tego nie przyzna, bo kochanka tez nie bedzie sie wiecznie naginac do jego wszystkich zyczen. Odpowiedz Link
michszyb Re: chyba sie pomylilam 27.12.09, 15:57 No tu się ubawiłem. Wychodzi na to że to ja jestem autorytarną jędzą. Tak serio to ja chyba nie jestem ani autorytarny, ani słabeusz. Ja raczej złamałem niepisany ale akceptowany obustronnie pakt małżeński w którym miałem być słabeuszem pod rządami autorytarnymi. Rozwiązałem to w sposób raczej nieelegancki, ale natychmiastowy. Stąd obecne perturbacje. Wyskoczyliśmy z własnych ról i nikt nie akceptuje zmiany. Odpowiedz Link
rene15 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 27.12.09, 12:52 Czytam i widzę swą sytuację z przed 2 lat. Kontakty jeszcze wtedy nie ustalone i walka exa o wszystko co dotyczyło dzieci, np. opiekunka nie ma wykształcenia pedagogicznego, przedszkole nie to i wiele innych absurdalnych oskarżeń. Ciągłe oskarżenia, że utrudniam kontakty, kiedy stałam w korku i nie dojechałam na czas wezwał policję i wiele podobnych sytuacji. Generalnie niezależnie co zrobiłam było złe i było to w jego ocenie utrudnianie kontaktów. Święta - ex wiedząc, że mam rodzinę 100 km dalej, nie zgadzał się na mój wyjazd z dziećmi. Na skutek tych wszystkich działań kontakty zostały ustalone sądownie. I w tej sytuacji to był bardzo dobry krok. Ex nie mógł już oskarżać mnie o utrudnianie kontaktów z dziećmi. Dodam, że wywiązuje się z ustalonych kontaktów w około 30%. W ciągu 2 ostatnich lat, ani razu nie spotkał się z dziećmi w ŚWIĘTA, nie spędził z dziećmi wakacji, ferii. Mieszka w tym samym mieście i ma to ustalone sądownie. Czytam posty Micha i widzę własną sytuację z przed 2 - 3 lat. Odpowiedz Link
michszyb Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 27.12.09, 15:51 Jest mała różnica. Ja zamierzam wywiązywać się w 150% Odpowiedz Link
bramstenga Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 27.12.09, 17:05 >Ja zamierzam wywiązywać się w 150% Jasssne, typowa deklaracja okołorozwodowa. Dziwnym trafem wielu facetom, którzy pałają miłością do dzieci, po otrzymaniu wyroku bardzo szybko rura mięknie. Tak więc spuść z tonu, bo Twoje zapewnienia (w czasie przyszłym) są niewiele warte. ~bramstenga Odpowiedz Link
six_a Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 28.12.09, 13:50 >Ja zamierzam wywiązywać się w 150% ej, to niech dzieci zamieszkają z Tobą, będziesz miał swoje 150%, albo wystąp o opiekę naprzemienną - pół czasu u ciebie, pół u żony. chęci brak? wielka burda o wigilię, a jakbyś święta spędzał we wspólnym domu, to o co zakład, że nie byłoby w ogóle problemu dyżuru w wigilię i marudzenia, że dzieci nie zobaczysz akurat w ten dzień? raczej widzę przyszłość twoich dzieci z ich matką. ty będziesz robił wieczne problemy i wywiązywał się, jak ci będzie pasowało. jak do 30% dobrniesz to i tak sukces. Odpowiedz Link
kami_hope Michszyb, gdzie się podziewasz? 27.12.09, 15:49 Założyłeś wątek, niczym wkładając kij w mrowisko, od którego trzymasz się z daleka... To jak piroman co podkłada ogień, aby tylko wywołać efekt (oczywiście nie poczuwając się do odpowiedzialności za własne działanie). Ty Michszyb sprawiasz wrażenie jakbyś kompletnie nie widział związku między własnym działaniem i późniejszymi konsekwencjami tego działania. Od konsekwencji trzymasz się jak najdalej... Odpowiedz Link
sbelatka Re: Michszyb, gdzie się podziewasz? 27.12.09, 15:58 a co? ma sie kopać z koniem? ale kij wkłada bardzo skutecznie; mnie sie podoba bo kupa ważnych rzeczy sie przy okazji wyjasnia, pokazuje, omawia... Odpowiedz Link
kami_hope Re: Michszyb, gdzie się podziewasz? 27.12.09, 16:07 Tak, tak, wiem, że Tobie się podoba wkładanie kija w mrowisko. Ale jak mrówka ugryzie w tyłek to płacz i wtedy szał na OBRONĘ, no bo jak to tak można krzywdzić? Tak, tak, kupa ważnych rzeczy przy okazji się wyjaśnia... Toż to sama prawda. Odpowiedz Link
michszyb Re: Michszyb, gdzie się podziewasz? 27.12.09, 16:32 Kij w mrowisko? Czasem słyszę takie pytanie: po cholere ty w ogóle tam piszesz, przecież te biedne pokrzywdzone jakby mogły to by cię zywcem... Ale mi się zdaję, że ja tu mogę usłyszec żeczy które z mojego punktu widzenia są dla mnie nie wyobrażalne i nie zrozumiałe. A to dla tego że jestem tak gdzie jestem. I jak odcedzę wymioty i pomyje to czerpię z tego co piszecie wiedzę. I choc ciągle słyszę że zle robię to myslę że robiłbym jeszcze gorzej gdyby nie to forum. Po to wkładam kij w mrowisko. A że robie to dobrze, hmm, nie jestem pewien czy to moja zasługa czy sytuacji w której obecnie jestem. Odpowiedz Link
mola1971 Re: Michszyb, gdzie się podziewasz? 27.12.09, 16:45 Mich, może daj Ty tej swojej żonie trochę czasu na ochłonięcie. Niech się kobieta uspokoi, z nową sytuacją oswoi. A wtedy sama zapewne stwierdzi, że jako ojciec dzieci jesteś jej zwyczajnie potrzebny do dajesz jej czas dla siebie. Ona na razie jeszcze tego nie rozumie bo emocje jej rozum przesłaniają. Ale z czasem doceni to, że interesujesz się dziećmi i poświęcasz im czas. Tylko trzeba czasu na to. Nic na siłę. Jeśli masz dobry kontak z dziećmi to nie stracisz go nawet jeśli będzie ten kontakt teraz rzadszy. Nadrobisz to w spokojniejszym czasie. Odpowiedz Link
kami_hope Re: Michszyb, gdzie się podziewasz? 27.12.09, 17:02 Niektórzy walczą dla samej walki. I najczęściej nie dlatego, że po prostu lubią czy też mają taką waleczną naturę. Często to przejaw skrzywionych ambicji. Obok celu, motywacji ważna jest także droga jaką się do nich dochodzi. Czasami cel może być jak najbardziej szczytny, ale po drodze można dokonać tyle zniszczeń, że ostatecznie osiągnięty cel był okupiony niewspółmiernie wysoką ceną. W życiu warto znaleźć złoty środek. I przy osiąganiu swoich celów trzeba bacznie się rozglądać, czy nie krzywdzi się przy tym innych. michszyb napisał: > Czasem słyszę takie pytanie: po cholere ty w ogóle tam piszesz, > przecież te biedne pokrzywdzone jakby mogły to by cię zywcem... Ja Ci odpowiem na to pytanie. Prowokujesz sytuacje w których mógłbyś być "ofiarą". Kompensujesz sobie w ten sposób jakieś straty (poniesione w dzieciństwie?). Kiedyś "przegrywałeś", bo nie miałeś możliwości lub zdolności aby się bronić. Ale teraz jako dorosły mężczyzna "na to NIE POZWOLISZ!" Dlatego ten pęd do walki tak Cię zaślepia. Dlatego wciąż kreujesz konfliktowe sytuacje by stworzyć okazję do konfrontacji z własnymi demonami. Odpowiedz Link
sbelatka Re: Michszyb, gdzie się podziewasz? 27.12.09, 17:13 Kami, jest taki mechanizm w psychologi co to się nazywa przeniesieniem i coś mi sie wydaje, ze właśnie bardzo ślicznie opisałaś swoje motywy.. choc domniemywam, ze nieuświdomione myśle, ze warto żebys sobie odpuściła skupianie sie na demonach Micha a zajęła swoimi acha, i może przeczytaj co chlop napisal.. najlepiej ze zrozumieniem Odpowiedz Link
kami_hope Re: Michszyb, gdzie się podziewasz? 27.12.09, 17:46 Aleś się uczepiła mnie kobieto! Masz przyjemność w konfrontacji ze mną? sbelatka napisała: > myśle, ze warto żebys sobie odpuściła skupianie sie na demonach Micha a > zajęła swoimi Wolno Ci tak myśleć. Czujesz się kompetentna zająć moimi demonami? Gdybyś tak miała empiryczną wiedzę dot. tematyki władzy, elit politycznych, itp. mogłabyś wiedzieć czy opisałam tu "bardzo ślicznie swoje motywy" czy nie. A, że ignorancją od Ciebie bije, pozwolę sobie na opinię, że Twoje teksty mogą działać bardziej na szkodę innych niż korzyść. > acha, i może przeczytaj co chlop napisal.. > najlepiej ze zrozumieniem Odnieś to do siebie. (Michszyb nie pojawił się tu dzisiaj) A i proszę, zejdź ze mnie. Twoje ataki personalne są co raz bardziej natarczywe. Czarno na białym widać jak atakujesz każdego, kto ma inną opinię niż Twoja. Odpowiedz Link
sbelatka Re: Michszyb, gdzie się podziewasz? 27.12.09, 20:22 masz rację Kami powinnam Ci odpuścić juz kilka dni temu - po przeczytaniu Twoich bardziej osobistych postów; w innych wątkach swoimi demonami musisz sie zająć sama i naprawdę mam nadzieję, ze Ci się uda. Odpowiedz Link
kami_hope Pardon? 27.12.09, 21:06 Sebalatko, wyrażę się wprost. Każdy kolejny Twój wpis kierowany w moją stronę pośrednio lub bezpośrednio, będę traktowała jako bezpośredni atak personalny. Proszę, oszczędź więc jakichkolwiek zagrywek w moją stronę. Twój wyraz "nadziei" trąci tym samym klimatem co poprzednie wpisy, a powiem więcej - jest dalece niesmaczny, bo już kompletnie nie odnosi się do meritum, a wręcz uderza w rozmyślnie odnaleziony cel. Odpowiedz Link
sbelatka Re: Pardon? 27.12.09, 21:22 odpowiadam Ci wprost - po raz ostatni nie podoba mi sie to co piszesz - więc podejmowałam polemikę ale uznałam, ze to jest bez sensu - odnosić sie pośrednio lub bezpośrednio do tego co piszesz Twoje wpisy wywlekają na zewnątrz moją "ciemną " stronę wiem o tym - i nie podoba mi sie to to dla mnie ważna lekcja ale mam nadzieję, ze juz ją przerobiłam bo tak naprawdę możesz mieć jakiekolwiek poglądy - i jest mi to doskonale obojętne tzn. poglądy kami_hope ale wkurza mnie to, ze atakujesz ludzi - jednak cóż, trudno, są dorośli i muszą sobie z tym radzić odpowiadnie przeze mnie agresją na Twoja agresję - co widac na naszym przypadku - prowadzi li i jedynie do eskaliacji konfliktu toteż skończyłam z tym własnie w tej chwili bo ja nie musze ani Tobie ani sobie niczego udowadniac cos gdzies napisalas o sobie - ze dużo w tobie niezagospodarowanego ciepła czy uczcuc czy jakoś tak mam nadzieje, ze uda Ci sie znaleźc obiekt ktory to zmieni; i wierz lub nie - chciałabym żeby Ci się udało Odpowiedz Link
lampka_witoszowska Re: Pardon? 30.12.09, 02:43 paskudne zagranie, Sbelatko po prostu paskudne chodząca doskonałośc jesteś? no... to tak trzymaj )) ale potem sobie jednak pomysl, czym Ty powinnaś się zająć - i nie pisz o tym na forum, bo wstyd będzie na całą wieś Odpowiedz Link
bramstenga Re: Michszyb, gdzie się podziewasz? 27.12.09, 17:08 Proste pytanie: zwróciłeś się do sądu o ustalenie kontaktów (uwzględniając rozplanowanie świąt)? A w ogóle złożyłeś pozew rozwodowy? ~bramstenga Odpowiedz Link
nangaparbat3 Czy ojciec, ktory ... 28.12.09, 20:20 lży matke swoich dzieci, to zwykly sukinsyn czy godny szacunku rodzic? Michal: sam sie nakręcasz - wychodzisz z zalozenia, że kazdy postepek Twojej zony ma za cel dokuczenie Ci. Że ona nie mysli o niczym innym, niz by Ci dopiec. Że jej świat kręci sie wokoł Ciebie. Że w ogóle jestes pepkiem swiata. Nie jesteś. Świat istniej zupelnie niezaleznie od Ciebie, świat Twojej zony takoż. Podejrzewam, ze uciekla, by miec choc chwile spokoju. Od Ciebie. I w ogole sie jej nie dziwię. Ja, matka, ktora zrobiła wiele - i skutecznie - by jej dziecko mialo jak najlepszy kontakt z wlasnym ojcem. Odpowiedz Link
handra Re: Czy ojciec, ktory ... 28.12.09, 23:10 Mich! mimo, ze nie popieram Twoich metod trzymam za Ciebie kciuki. Kazy ojciec ma prawo widywac swoje dzieci. Walcz ale dyplomatycznie. Bierz tez poprawke na swoja zone, ktora opusciles dla innej-w niej sie wszystko gotuje. Odpowiedz Link
handra Re: Sbelatka bawi sie w psychologa 28.12.09, 23:23 ale sama sobie nie umiala pomoc, dlaczego sie rozwiodlas skoro wiesz jak postepowac. Zgadzam sie z kami, powiem wiecej, Twoje wpisy przypominaja mi mowy matek rozancowych. Odpowiedz Link
sbelatka Re: Sbelatka bawi sie w psychologa 30.12.09, 03:21 no co ja Ci moge odpowiedzieć handra... z grubsza chyba zdecydowana więszkośc z nas poniosła klęskę na froncie małżeńskiem - więc może żadne z nas nie powinno sie wypowadać a co do Twoich skojarzeń - naprawdę nie moge brać za nie odpwiedzialności niech będzie matka różańcowa - cokolwiek to dla Ciebie znaczy... Odpowiedz Link
variacja PODAŁES MALO INFORMACJI 30.12.09, 22:08 Witam, podałes za malo informacji, zeby Ci przytaknąć. Jak mozesz nazwać suką matkę Twoich dzieci. Uważam, ze wszytsko zalezy od Twojego postępowania, od emocji dzieci. Czy są małe i nie potrafią poradzić sobie z emocjami? Czy ustaliliście sądownie widzenia? Czy były ustalone zasady? Czy stosujesz się do nich? rozumiem, ze Ty rozbiłeś małżeństwo i zostawiłes kobietę swojego życia z dziećmi? Czego od niej oczekujesz? Nie znam sytuacji,a le na ogół kobieta chce chronic swoje dzieci, a nie robić im krzywde. Jest z nimi na co dzień, widzi ich emocje i to jak przeżywają brak ojca w normalnym codziennym życiu. doradze Ci coś (po konsultacji z psychologiem w moim dosć złożonym przypadku) - pozwól im odetchnąć, zajmij się sobą na jakis czas. Same Cię znajdą, sama zona zadzwoni z jakis czas, a Ty jesli kochasz dzieci nie bądź egosita myslącym o zaspokojeniu własnych potrzeb emocjonalnych i wyrzutów sumienia... Pozdrawiam Cię c Odpowiedz Link