Czy matka, która utrudnia widzenia...

26.12.09, 02:00
... ojca z dziećmi, żeby je chronić przed poznaniem nowej pani taty to zwykła
suka czy opiekuńcza istota?
    • mola1971 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 02:10
      Ani jedno, ani drugie.
      Po prostu zagubiona w tym życiu kobieta, która nie umie odróżnić
      własnych problemów i emocji od tego do czego mają prawo dzieci.
      Wydaje jej się, że dzieci są nią. Czy częścią niej samej.
      Tak naprawdę to mi jej szkoda bo marnuje kobieta czas i energię na
      coś co nie ma sensu i krzywdzi dzieci zamiast zająć się sobą i swoim
      życiem.
    • six_a Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 03:45
      oczywista, że suka. jesteś mężem suki, a twoje dzieci mają matkę sukę. przecież
      to wspaniała reklama dla ciebie jako mężczyzny i ojca.
      pogratulować.
    • woman-in-blue Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 07:47
      Michszyb, jesli dobrze pamietam Twoje watki mam duze watpliwosci czy zona
      utrudnia Ci widzenia z dziecmi, czy tylko stara sie egzekwowac zebys
      respektowal rowniez jej prawa do prywatnosci, wlasnych planow i wlasnego
      stylu zycia.
    • kasiapfk Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 09:16
      Michszyb, znowu masz problem, którego sam nie potrafisz ocenić?\
      Matko kochana, zwiewałabym od takiego faceta gdzie pieprz rośnie.
      K+3
      • nanai11 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 10:44
        I dziwić sie że utrudnia kontakty???hehehehe
        • michszyb Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 11:13
          No tak biedny miś jestem, bardzo zabawne.

          Może jednak dodam, że w wigilię matka zabrała 2 chorych dzieci o 9 rano z domu i
          wywiozła w nieznanym kierunku (była umówiona na kolację). Wróciła dnia
          następnego wieczorem. Dzień wcześniej spotkałem się z chłopakami na 5 godz.
          Odwiozłem ich wcześniej bo młodszy naprawde źle się czuł. Obiecałem, że wpadnę w
          wigilię żeby ich zbadać i choć chwilę z nimi posiedzieć. Nikogo nie zastałem.
          Zebym nie zakłócał świątecznej atmosfery żona dodatkowo wyłączyła telefon
          komórkowy na 24 h.
          Dlaczego?
          Płakać mi się chce. Nie spodziewałem się że nie zobaczę ich nawet na chwilę, że
          wywiezie ich z samego rana kaszlących i z gorączką tylko po to żeby mi zrobić na
          złość.
          • sbelatka Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 12:11
            Michu,
            kibicuję Twoim staraniom o kontakty z synami - bo kibicuje wszystkim
            ojcom wiedząc jak ważne dla dzieci są dobre, bezpieczne kontakty z
            obojgiem rodzicow.

            jakos - z grubsza oczywiście - rozumiem jak sie możesz czuc w tej calej
            poplątanej sytuacji
            ale jakoś tez rozumiem Twoja żonę

            ludzie pisali Ci o tym juz kilkakrotnie - i myśle, ze warto żebyś
            poczytał jeszcze raz
            oczywiście możesz ominąc posty, ktore jadą agresją na kilometr- a tych
            tez niestety w Twoich wątkach nie brakowałosmile

            słuchaj, trudno naprawdę powiedziec kim i jaka jest Twoja żona
            może i jest wredną zimna suczą.. kto wie
            ale może jest jedynie poraniona, zdezorientowana i pogubiona
            bardzo prawdopodobne, ze ma jakąs wspierającą ja dusze - która nakręca
            ją w niewałaściwym kierunku

            i zreszta wiesz - to co sie u Ciebie dzieje jest bardzo typowe...niestety

            z punktu widzenia twojej zony Ty masz wszytsko - nową kobietę, milość,
            pewnie masz kasę..
            a twoja zona?
            została PORZUCONA.. dla innej...
            pozbawiona tego co bylo dla niej wazne (nawet jeśli Ty nie czułeś sie
            dla niej waznysmile )

            starciła rodzinę, poczucie bezpieczeństwa i - prawdopodobnie - poczucie
            własnej wartości, ktore to kurczy sie często do zera w takich
            okolicznościach..

            i włączają sie mechanizmy obronne; i to sie dzieje POZA świadomością..

            to co ludzie czują w takich razach to głównie złość
            a chyba wiesz na co masz ochote kiedy na kogos jestes zły, wściekły?..
            wiesz?

            no to wiesz co czuje Twoja żona

            złośc jest jednak ZAWSZE emocją wtórną..
            gdy człowiek o tym wie - może sie spotkać ze swoim bólem,
            rozczarowaniem, smutkiem, strachem.

            cóż, NAJŁATWIEJ jest jednak przeżywac złość..
            i ją odreagowywać..

            Michu,
            nie weiem czy Ty to możesz usłyszećsmile
            ale Ci napiszę

            NIE zmienisz innego czlowieka - bo nie masz takiej mocy, jak i nikt inny

            możesz zmienić jedynie SIEBIE - co nie jest konieczne jesli nie czujesz
            takiej potrzeby

            ale możesz zmienić SWOJE ZACHOWANIE
            a zasada jest taka: zmiana zachowania jednego elementu systemu - wymusza
            zmianę zachania innych elementów tegoż systemu

            mówią: nie rób tego co nie działa
            rób więcej tego co działa

            mówią też: nie oczekuj, ze cos sie zmieni jeśli ciagle robisz to samo

            nie wiem ile z tego co napisalam możesz usłyszeć
            ale chciałabym żebyś przynajmniej sie spróbował nad tym na chwilę
            zatrzymać

            ja wierzę w Twoją dobrą wolę, w szczere intencje
            chciałbym żeby udało Ci sie popawnie ułożyc relacje z żoną i bardzo
            dobrze z synami

            acha, nie wiem kim jest i co mówi w tej całej sytaucji Twoja nowa
            kobieta...
            może warto żebys sie nad tym zatrzymał.. bo jej wplyw zapewne jest
            znaczący

            mam nadzieje, ze nie nakręca Cie do walki z żoną i dochodzenia swoich
            praw do dzieci..

            szukaj spokoju, najlepiej w sobie smile



          • sonia_30 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 20:38
            Nie spodziewałeś się Michszyb, ale po tylu latach razem powinieneś
            swoją prawie ex znać. Konsekwentna jest do bólu - miesiąc temu
            pisałeś że w Święta masz dyżur, widzieć się z dziećmi możesz jedynie
            w Wigilię, na co ona, że akurat w Wigilię wyjeżdża i cześć, co też
            uczyniła. W czym więc jest rzecz? Że swoje plany o których Ci
            zakomunikowała odpowiednio wcześniej zrealizowała? Że ze względu na
            Twój grafik dyżurów nie została w Wigilię w domu? Weź no się ocknij,
            działać zacznij, słuchaj co ona do Ciebie mówi i postaraj się jakoś
            do tego wszystkiego dostosować mając na względzie dzieci - na bok
            odłóż rywalizację w imię tego że każde z was ma równe prawa, a w
            sądzie złoż pozew o zabezpieczenie kontaktów.
        • teuta1 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 11:15
          Cierpliwości, ułoży sie ale po dłuższym czasie. Ja też na początku
          nie życzyłam sobie spotkań z kochanką. Mąż mieszkał osobno, jego
          komunikaty były sprzeczne, np. informował dzieci, że za jakiś czas
          do nas wróci, więc nie było z mojego punktu widzenia potrzeby
          wprowadzania jeszcze jednego elementu dezorganizującego życie
          chłopaków. Poza tym to ja najpierw musiałam się pozbierać. Bo
          pozbierana mama może pomóc dziecku - to tak jak z maskami tlenowymi
          w samolocie. Najpierw rodzic zakłada swoją, a dopiero potem zakłada
          ją dziecku. Jeszcze zdążycie się naspotykać ze sobą do woli, skoro
          nowa pani ma być na całe życie. Nie graj dzieckiem, pozwól otrząsnąć
          się matce.
        • ajmj Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 30.12.09, 07:26
          michszyb - za jakiś czas opadną u niego emocje... Teraz myślę, ma
          wiele nie poukładane, a na to trzeba czasu... A jeśli chodzi o
          utrudnianie kontaktów mój M - już 8 rok ma bardzo zaburzone
          kontakty z córką. Jego eks jest niereformowalna - niestety - bo i
          takie kobiety istnieją. Cała jej i nasza rodzina od dawna przejrzała
          na oczy i widzi, ze M to nie dupek ojciec, ktory dziecko olewa,
          tylko niestety eks, która zrobiła multum, aby córka nie miała ojca...
          Także ja tam nie wiem - jak jest naprawdę u Autora - może to on
          faktycznie jest stroną poszkodowaną...
          • ajmj Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 30.12.09, 07:34
            I tak - "matka", która stale utrudnia kontakt dzieci z normalnym
            ojcem jest ... gnojemsmile
            • ostrogotka Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 30.12.09, 08:53
              Witam wszystkich - czytająca a się nieudzielająca.
              Droga ajmj, jasne, że jako druga żona faceta z problememi z pierwszą
              żona odruchowo dajesz fory michszybowi.
              Niemniej, jego sytuacja ma kilka szczeglnych cech, które być może
              spowodowałyby u ciebie zmianę optyki.
              Mich szyb najpierw znalazł sobie kochankę, z którą wspólnie
              prowadził bloga o związku. Publicznego, skądinąd, parę osób tu
              czytało. Ja też, i raczej nie ubolewał na tym, że młodsze dziecko
              jeszcze w pieluszkach rozmiar mini.
              Następnie doszedł do wniosku, że stara żona jest beeee, i się od
              niej wyprowadził. Działo się to, o ile pamiętam, jakoś tak wczesną
              jesienią/późnym latem. Tego roku.
              Rozważał tu na forum, jak by tu tak fajnie zrobić, żeby zabrać żonie
              dzieci a ją samą szurnąć ze wspólnego domu, którego przecież
              biedaczka i tak nie utrzyma w pojedynkę.
              O rozwód zdaje się jeszcze nie wniósł, tym bardziej o uregulowanie
              sytuacji dzieci.
              Cytuje na forum spokojne teksty żony jako dowód na jej pieniaczość.
              Tymczasem to sam michszyb nie ogarnął jeszcze wcale, że skoro
              postanowił rozbić swoją rodzinę na rzecz świetlanej przyszłości z
              nową partnerką, to należy ustalić - z żoną - nowe warunki. I
              że "ustalić" oznacza, że wiele spraw nie ułoży się tak, jak to
              michszyb by chciał. A kiedy nie idzie po jego myśli, to michszyb się
              pieni.
              A co do pytania autora wątku?
              Michszyb, twoje postepowanie nie budzi mojego entuzjazmu. Jednak w
              kwestii meritum: najpierw się wyprowadzasz. Potem układasz się z
              matką dzieci co do kontkatów. Potem realizujesz te kontakty w
              ustalonym rytmie, tak aby dzieci do tego przywykły. Potem
              wprowadzasz je w swoje oddzielne życie w układzie ty na dzieci. A
              potem, potem, kiedy dzieci już zaakceptują fakt wyprowadzonego ojca
              z oddzielnym życiem zapoznajesz je ze swoją partnerką, o ile nowy
              związek rokuje trwale.
              • ajmj Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 30.12.09, 17:06
                Zdrada jest be. Dorabiać ideologii tutaj nie będę.
                Ja nie bronię Autora - w żadnym wypadku.
                Ale jestem także i "pierwszą" byłą "żoną" ojca mojego syna i mimo
                wiele złego - potrafiłam oddzielić jakim był mężem a jakim ojcem, a
                ojcem jest dobrym - więc mimo, ze mogłam zrobić WIELE,
                aby "przywłaszczyć" sobie nasze dziecko - nie wpadłabym na to -
                nigdysmile
                Dlatego wiem, ze nie można "karać" rodzica brakim kontaktu z
                dzieckiem - bo tak! Bo mi się cos tam podoba, a Ty masz się
                podporządkować!
                Jak jest u Autora, nie będziemy tak naprawdę pewni - dopóki nie
                poznamy jego i jego żony osobiściesmile
                Pozdrówka smile
              • ajmj Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 30.12.09, 17:12
                I jeszcze jedno wiem, ze upływający czas może naprawdę zrobić
                wiele. Emocje opadną, naprawdę najlepiej jest wspóldziałać - a nie
                udowadniać swoje racje i szapać dzieci każde w swoją stronę.
                Niestety kompromisy, kompromisy i współdziałanie przede wszystkim
                dla dobra Małych.
                Mi z eksem to się udaje - mojemu M - niesad
                Bo właśnie mimo wielu chęci jak trafi się na gnoja - to nie jest w
                stanie człowiek zrobić wiele.
                • kicia031 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 30.12.09, 21:36
                  > Bo właśnie mimo wielu chęci jak trafi się na gnoja - to nie jest w
                  > stanie człowiek zrobić wiele.

                  Moj partner rozwiedzony od jakis 13 lat mimo bycia na noze z Exia
                  do dzis byl w stanie wyegzekwowac widzenia z corka. Prosta droga -
                  sad, policja.
                  Vouloir c'est pouvoir
                  • ajmj Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 31.12.09, 17:50
                    Kiciasmile Sąd? - tak. I był. Policja? Wyrywać sobie dziecko,
                    być "gwiazdą" w telewizjismileA dziecko? Jego nerwy? Płacz...
    • sbelatka Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 12:17
      Michu, i choc zapewne podniesie Ci sie poziom adrenaliny kiedy
      przeczytasz, ze ktoś nazywa Twoją nowa kobietę kurwiszonem - weź głęboki
      oddech i pomyśl, ze pełno jest na świecie ludzi, ktorzy są przepełnieni
      złością do świata po samiuśkie brzegi

      i skup się na tym co jest dla Ciebie ważne - zbudowanie poprawnych
      relacji z żoną (bo to pomoże Ci osiągnąc to co najważniejsze w tej
      sprawie dla ciebie ) czyli bardzo dobre z dziećmi

      i jest to też bardzo ważne dla dzieci

      acha, tak na marginesie
      dzieci NIE SĄ od oceniania rodziców


      • nanai11 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 14:48
        Nie jesteś biedny misiu. Jesteś zapatrzony w siebie misiu. Rozumiem twoją żone.
        Nie każdy zasługuje na bycie ojcem.
        • mola1971 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 14:55
          To, że Ty rozumiesz jego żonę nie oznacza z automatu, że on nie
          zasługuje na bycie ojcem. On tym ojcem JEST. I nic i nikt tego nie
          zmieni. A na miano ojca nie zasługują faceci, którzy od wlasnych
          dzieci się odcinają a nie tacy, którzy po rozstaniu z żoną chcą mieć
          kontakt z dziećmi i w ich wychowaniu uczestniczyć.
        • kicia031 Jak napisalam w wycietym poscie 26.12.09, 21:49
          Niestety, michszyb jest ojcem tych dzieci i cokolwiek by zrobil, tym
          ojcem pozostanie. Niezaleznie od kwalifikacji moralnej jego
          zachowania dzieci maja prawo do kontaktow z rodzicem.

          Nie widze natomiast powodu, by miano mu prezentowac panienke
          bzykajaca sie bez oporow z zonatym facetem. Demonstrowac jako
          normalna sytuacja, gdy tatus jest mezam mamy, ale mieszka z inna
          pania. Dzieci powinny wiedziec, ze choc zdarzaja sie rozwody, i jest
          to przykre, bolesne - ale jest czescia zycia, to zdradzanie
          wspolmazonka i prowadzenie zycia z inna osoba jest sytuacja, ktorej
          nalezy unikac, bo jest ZLA
          • sbelatka Re: Jak napisalam w wycietym poscie 26.12.09, 22:05
            może dajmy 2 i 5 latkowi szansę na kochanie rodziców?
            może nie musza potępiać ojca?

            bo czemu ma to niby służyc?

            skąd dzieci wiedza czy rodzica SĄ czy NIE SĄ rozwiedzeni??
            zażadali do wglądu wyroku sądu?

            mówi sie im, ze rodzice juz nie mieszkają razem bo sie nie kochają
            ale kochaja dzieci
            i stwarza sie takie warunki żeby dzieci TO wiedzialy

            nic innego wiedzieć nie musza a nawet nie powinny

            w trosce o ICH dobro
            bo im lepsze będa mieć zdanie o obojgu rodzicach - tym będą zdrowsze
            emocjonalnie

            im lepsze będa miec relacje z nowa partnerka ojca - tym dla nich lepiej

            a może ja się mylę? hę?

            a jak sie pani bzyka - czy z oporami czy bez - tego nie wiemy
            i nie ona jest stroną w tej sprawie
            choć az sie prosi żeby w kogos kurna pieprznąc tym kamieniem..
            za mnie.. za Kryśke.. za wszystkie kobiety zdradzone z jakimis
            kurwiszonami...
            bo w końcu gdyby nie te kurwiszony to te nasze misie - siedzialyby w
            naszych domach

            • kicia031 Re: Jak napisalam w wycietym poscie 27.12.09, 11:35
              nic innego wiedzieć nie musza a nawet nie powinny

              tu sie zgadzamy. Dzieci nie powinny wiedziec i uczestniczyc w
              niemoralnejm sytuacji, jaka im zafundowal tatus. Co wyklucza
              kontakty z aktualna kochanka ojca.
              • sbelatka Re: Jak napisalam w wycietym poscie 27.12.09, 15:35
                Kicia,

                my sie NIE ZGADZAMY!

                odcinam się raz na zawsze od Twoich poglądów i opinii; bo w moim
                odczuciu są nie dość, ze nie do zaakceptowania to najczęściej wyrażasz
                je w sposób, ktory mój głęboki sprzeciw.
                • kicia031 Re: Jak napisalam w wycietym poscie 28.12.09, 10:42
                  To byla ironia dziecko.

                  Trudno zebym zgadzala sie w czymkolwiek z osoba ktora oklada innego czlowieka po
                  mordzie, az ja rece rozbolaly.
              • michszyb Re: Jak napisalam w wycietym poscie 27.12.09, 16:02
                Może i masz rację. Ale żeby utrzymać moralność dzieci wyklucza to też kontakty z
                niemoralnym ojcem? Tak to rozumiesz?
                A co jeśli kochanka stanie się żoną nr 2? Wtedy będzie moralnie usprawiedliwiona?

                Patrzysz na świat w sposób czarnobiały. Gdyby przyjąć takie patrzenie dzieci
                koniec końców byłyby wychowywane przez licencjonowanych wychowawców w
                specjalistycznych ośrodkach.

                Ja też wolałbym być śnieznobiały. Ale wszedłem w szarość. I wiesz co tak na
                prawdę, niestety życie odbywa się w tym zakresie widma.
                • kicia031 Re: Jak napisalam w wycietym poscie 28.12.09, 10:39
                  Nie wszedles w szarosc. Wszedles w czern.

                  Ale niestety jestes ojcem i dzieci maja prawo do kontaktow z toba, choc sadzac
                  po moim synu, ocenia cie kiedys odpowiednio i to bez zlego slowa wypowiedziago
                  przez twoja zone.
                • bramstenga Re: Jak napisalam w wycietym poscie 28.12.09, 11:11
                  > A co jeśli kochanka stanie się żoną nr 2?

                  Ty weź się najpierw rozwiedź, a dopiero potem myśl o żeniaczce, ok? Bo może się
                  okazać, że za kilka miesięcy będziesz miał już kolejną panią... a za kilka
                  miesięcy jeszcze inną...

                  > Patrzysz na świat w sposób czarnobiały.

                  Heh, ale chyba są jakieś podstawy przyzwoitości, nie? Takie tam stare i
                  anachroniczne: nie kradnij, nie zabijaj, nie mów fałszywego świadectwa, nie
                  cudzołóż...
                  ~bramstenga
                  • kicia031 Re: Jak napisalam w wycietym poscie 28.12.09, 13:08
                    Heh, ale chyba są jakieś podstawy przyzwoitości, nie? Takie tam stare i
                    > anachroniczne: nie kradnij, nie zabijaj, nie mów fałszywego świadectwa, nie
                    > cudzołóż...

                    Generalnie, sa 2 metody zalatwiania spraw. gdy w malzenstwie sie nie uklada.
                    Czytamy odpowiednie ksiazki, zmieniamy swoje zachowanie, idziemy na terapie dla
                    par. Jesli po jakis 2 latach staran mamy pewnosc, ze uczciwie zawalczylismy o
                    naprawe zwiazku, ale nic z tego nie wychodzi, skaldamy pozew o rozwod i
                    rozstajemy sie w przyjazni.

                    Mozna tez tak jak michszyb - zaplodnic zla zone po raz drugi a nastepnie
                    zdradzac ja w czasie ciazy, czy tez tuz po porodzie - juz nie pamietam
                    szczegolow. Potem zrobic zone nadzieje na naprawe zwiazku, a potem z tym
                    wiekszym impetem kopnac ja w dupe wyprowadzajac sie do kochanki. Aha, i urzadzac
                    jej awantur za kazdym razem, gdy probuje jakos zorganizowac sobie zycie.
                    • lampka_witoszowska Re: Jak napisalam w wycietym poscie 30.12.09, 02:22
                      dokładnie
                      zapomniałas jedynie dodać, że przez jakiś czas mich poważnie
                      wałkował temat, jak dzieci odebrac matce i je wychowywać z panią nr
                      2 (czy innym numerem)

                      przepraszam, ale przy okazji tematu "dzieci mają prawo do kontaktu z
                      ojcem" zawartość żołądka wyciska podejście michszyba
      • kami_hope Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 17:18
        Czy te słowa odnoszą się również do tego, jak Michszyb nazywa
        żonę "suką"?

        sbelatka napisała:
        > pomyśl, ze pełno jest na świecie ludzi, ktorzy są przepełnieni
        > złością do świata po samiuśkie brzegi

        Toż to taka "sprawiedliwość" Kalego.
        Nie nadążam za Tobą Sebalatko.
        • woman-in-blue Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 20:36
          Kami, tez mi sie tak wydaje.
          Moim zdaniem Michszyb ocenia zone swoja miara. Zarzuca jej
          zlosliwosc, kazde zachowanie interpretuje na jej niekorzysc. Jak sie
          to ma do jego publicznego opluwania jej? Pisania bloga (nie
          czytalam, ale z opinii forumowiczow wiem, ze byl co najmniej
          niedelikatny dla uczuc porzuconej kobiety oraz MATKI swoich dzieci)
          cytowania jej maili nawiasem mowiac calkiem wywazonych, spokojnych i
          sensownych, jednak interpretowanych jako wyraz utrudniania
          kontaktow.... Michszyb, gdyby naprawde chcial dazylby do sadownego
          ustalenia kontaktow i byloby po sprawie, ale z jakichs wzgledow woli
          sie wyzywac na bylej zonie....
    • dorata351 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 15:46
      A czy ojciec, który okłamuje tę matkę, zdradza i najwyraźniej chce ją zastąpić
      nową panią, to odpowiedzialny człowiek,głowa rodziny, osoba, której ta matka
      może zaufać? Może spróbuj spojrzeć na to z tej strony. Twoja, jeszcze żona,
      matka Twoich dzieci czuje się zraniona, oszukana, może bezradna, zła. Broni się
      jak potrafi, pewnie sposób jaki wybiera nie jest dobry, ale w takiej sytuacji,
      Ty bądź mądrzejszy, może spotykaj się z dziećmi u niej w domu. Tego też Ci
      zabrania? Z tego co pamiętam, to są małe dzieci i jakoś mnie specjalnie nie
      dziwi, że żona nie życzy sobie ich kontaktów z nową panią. Ona nie jest
      nadczłowiekiem, nie wymagaj cudów, nie licz na to, że polubi Twoja przyjaciółkę.
      Dla niej ta kobieta jest zwykłą szmatą, przyczyniła sie do rozbicia jej rodziny.
      A Ty zamiast walczyć, daj jej ochłonąć, bo to co robisz przynosi odwrotne
      rezultaty. Miej chłopie trochę wyrozumiałości i szacunku dla kobiety z którą
      masz dwójkę dzieci, a napewno na tym nie stracisz.
      • dorata351 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 15:49
        A nazywanie matki swoich dzieci suką to szczyt chamstwa. Co im kiedyś powiesz,
        że suka ich urodziła. Miej, że trochę litości. Wydawałoby sie mądry facet,
        kochający ojciec a zawzięty.
        • kasiapfk Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 18:10
          Piszę od razu: Mój eks to ANIOŁ! Dogadujemy się w sprawie dzieci
          genialnie, i nie jest tak, ze zawsze moje na wierzchu.
          Żeby nie było, że pałam jadem czy coś w tym rodzaju. Ale im dłużej
          czytam Michszyba, tym bardziej rozumiem matkę jego dzieci. On nie
          jest zawzięty, tylko zapatrzony we własny pępek.

          Najważniejsze, by zrozumiał, że tak jak on chce to być moze nigdy
          nie będzie. I nauczył cieszyć się tym, co jest. Po to by zbudować
          poprawne i dobre relacje z mamą swoich dzieci - dla zachowania
          dobrych kontaktów z DZIEĆMI. Bo jesli to jest dla niego
          najwazniejsze, wszystko inne może poczekać. No nie da się mieć
          wszystkiego. Nawet w minimalnym wymiarze. Być moze już do końca
          życia, będzie coś za coś, pociagajace rezygnację.
          Taki lajf.
    • peoplecanfly Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 19:10
      Michszyb,

      Trzymam za Ciebie kciuki odkad czytam to forum bo musze przyznac ze jestem w
      podobnej sytuacji. Nie zastanawiaj sie nad takimi dylematami czy suka czy dobra
      opiekunka! I ty i ja znamy na to pytanie odpowiedz.

      Ja nie mam zadnej nowej pani a mimo to nie spedzilem wspolnie Wigilii ani dnia
      swiatecznego z moja kochana Coreczka, mimo tego ze od miesiaca prosilem zone o
      to by jakos pozwolila mi zabrac malą do siebie. Nic z tego nie wyszlo.

      Trzymam za Ciebie kciuki i zycze powodzenia.
      • dorata351 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 19:28
        Ktoś musi zrezygnować na rzecz kogoś ze wspólnej wigilii z dziećmi. Nie mam
        pojęcia jak jest u Ciebie Peoplecanfly, ale dlaczego u Michszyba ma być to
        matka, skoro on się wyniósł do innej kobiety? Takie jest życie i dzieci bez
        względu jak będą się starać oboje rodziców i tak dostaną po dupie, dlatego że
        już nie umieli sie dogadać ich rodzice. Michszyb chce spędzać z dziećmi czas
        razem ze swoją przyjaciółką, a ich matka się na to nie zgadza. Kto ma racje?
        Pewnie nikt. jesteśmy w stanie to stwierdzić na forum? Nie jesteśmy. Ale bez
        dobrej woli Michszyba łatwiej nie będzie.
        • crazyrabbit Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 20:47
          A czy coś by ubyło mamuśce, jeśli pozwoliłaby dzieciom spędzić dwie
          godziny w wigilijny wieczór z ich ojcem? Przecież to święta, podobno
          czas wybaczania, pojednania i takich tam...

          Dla mnie to bezmyśne i złośliwe.
          • ulkar Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 21:14
            Michszybowi tu wielu po stokroc już napisało, żeby nieco z tonu
            spóścił dla dobra dzieci. Jak się sytuacja uspokoi, to może i
            dzieci "nową panią" jak sam ja nazywa poznają, ale czy muszą teraz?
            już? Jak ktos kiedys tu napisał "kochanka ojca to nie rodzina, nie
            ma do dzieci żadnych praw ani żadnych obowiązków" ... poza tym czy
            to faktycznie partnerka ojca? Patrząc na losy "ojca założyciela"
            przyczyna rozpadu rodziny to nie koniecznie ten cud do końca życia.
            Może zatem warto poczekać cierpliwie nieco?
            Wnioski są takie, że michszyb postepuje w myśl zasady "na złość
            babci odmroże sobie uszy". Gdyby trochę mniej w nim było
            zacietrzewienia i chęci postawienia na swoim, to może "nic by
            mamuśce nie ubyło" i ze dwie godziny dzieci spędziłyby z ojcem... bo
            nie da się ukryć, że one, dzieciaki, potrzebują obojga rodziców.

            Taki przykład jak michszyb i historia jego dzieci powodują, że chcąc
            uchronic moje dziecko od traumy, jeszcze się nie rozwiodłam ...
            chociaż wątpię, żeby mój jeszczemąż walczył o świeta z dzieckim,
            skoro od 5 lat nie chciał się widzieć z dzieckiem w ani jeden
            świateczny dzień, mieszkając w jednym domu wybiera towarzystwo
            kochanki na święta (oficjalnie wymyślając 100 bzdurnych powodów,
            gdzie jest i dlaczego nie w domu), więc jakie podstawy potem byłyby
            do przysłowiowej wigilii z dzieckiem?
            Więc mimo, że uważam, że michszybowa droga do dzieci jest
            bezsensowna, jego chęć do spędzania z nimi czasu, budzi niewielką
            wprawdzie ale jednak sympatię...
            • zuza145 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 21:24
              to ja zapytam przewrotnie- skoro się bez oglądania na dobro
              małoletnich dopuściło do sytuacji jaka jest , jest nowa pani, żona
              broni i się nie dziwię- bo nie jest to osoba po rozwodzie poznana
              tylko jakoś tak wychodzi że ta co uczestniczyła od początku
              wprowadzania zmian w życie to czemu nagle dobrem dzieci się macha-
              walcząc o spotkania z nimi i następczynią matki?
              Jest jeszcze druga forma spotkań z dziećmi- bez nowej pani.
              Też dobra- bo dzieci mają kochanego ojca na wyłączność.
              To jak to jest- dobro dzieci się schowało jak się małżeństwo
              rozwalało ( nie oceniam kto rozwalił i na ile kto brał udział w
              rozwalaniu) a teraz nagle się to dobro pokazało , silne tak że
              trzeba się żreć o kontakty?
              No " niehalo" z moim postrzeganiem chyba jest ale nie musze umieć
              wszystkiego rozgryźć.
          • woman-in-blue Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 21:16
            crazyrabbit napisała:

            > A czy coś by ubyło mamuśce, jeśli pozwoliłaby dzieciom spędzić
            dwie
            > godziny w wigilijny wieczór z ich ojcem? Przecież to święta,
            podobno
            > czas wybaczania, pojednania i takich tam...

            Po pierwsze, dlaczego "mamusce" a nie "mamie". Po drugie: nie
            wiadomo gdzie i z kim miala spedzic wigilie. Moze daleko od miejsca
            zamieszkania. Nie wiemy tego.

            > Dla mnie to bezmyśne i złośliwe.

            To bezpodstawna ocena
            • zuza145 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 21:28
              proponuję zostawić oceny dotyczące mamuśki doczasu, gdy pojawi się
              wiadomośc czy dzieci winszują sobie spotkań w obecności pani
              jakiejśtam.
              Bo możliwe że nie.
              To ja się pytam?
              Co w takiej sytuacji, gdy dzieci sobie nie życzą?
              I nie muszą.
              • ulkar Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 21:39
                zuza, dzieciaki są małe, o ile pamietam 2 i 5 lat, więc nie mogą i
                nie mają zdania w sprawie "nowej pani" ... nie bardzo świadome sa
                sytuacji ... sad
                • zuza145 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 21:44
                  nooooooooooooooooo- to powiem tak- ździwienie może być duże dla nich
                  jak zobaczą tę panią, oj duże.
                  Skoro w głowach zakodowane- mamusia i tatuś a tu tauś i pani.

                  Bym nnie ryzykowała raczej na miejscu matki.
                  I powtarzam- ta pani to nie jest znajoma porozowodwa.
                  Było myśleć zanim a nie po fakcie.
                  Generalnie- dwoje dorosłuch ludzi powinno umieć się dogadać a nie
                  szarpać- skoro nie jest możliwym że będą razem ( nie pytam czy były
                  próby naprawy bo tak robią zazwyczaj dorośli i poważni) tylko
                  przypominam- jak najmnioej zmian- bo jedną duża już zrobiono.
                • sbelatka Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 21:51
                  mozliwe e to co napisze częśc osób potraktuje to jak zamach na coś tam..

                  ale dzieci jednak nie są od decyzowania o tym z kim żyje ich ojciec/matka

                  a jesli Mich chce z ta panią budowac życie - to musi wprowadzić w to
                  nowe zycie dzieci, a panią w zycie swoich dzieci

                  nie wiem jak dawno odszedł - i nie wiem jaki jest dobry czas
                  na "zapoznawianie" ..
                  pewnie to zreszta zalezy od sytaucji

                  ale zbyt długie chowanie glowy w piasek i ukrywanie prawdy i faktów -
                  sie mszczą..

                  moj ex od 3 lat mieszka z panią i dziecięta o tym nie wiedzą
                  w tym czasie zbudował dom i w nim zamieszkał
                  a dzieci o niczym nie wiedzą nadal

                  a gość - jak sądzę - umiera z lęku co będzie ja sie dowiedzą...

                  przegapił dobry moment
                  ku jasności jednak dodam, ze moje młode nie sa takie maluśkie a wręcz
                  weszły w ostry czas dojrzewania...
                  w ktorym notabene 3 lata temu nie byłysmile.. ani dwa...ani nawet rok temu

                  sama jestem ciekawa jak sobie z tym poradzi (ex)

                  spodziewam sie, ze nexia też nie wprowadzila jej syna w ich zycie

                  i tak sobie zyją, niby buduja wspolne nowe zycie - ale jakies oparte na
                  nie wiadomo czym...

                  jesli MIchu wie, ze to ta kobieta, z ktora chce żyć - to nie ma co za
                  bardzo odkładać spraw
                  ale podkreslam - nie wiem ile to "za bardzo" wynosi

                  i to naprawde nie dzieci decydują
                  • woman-in-blue Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 22:44
                    sbelatka napisała:


                    > ale dzieci jednak nie są od decyzowania o tym z kim żyje ich
                    ojciec/matka

                    Zgoda, Sbelatko!Dzieci o tym nie decyduja! Jednak dorosli powinni
                    brac pod uwage uczucia dzieci i byc ostroznym w wprowadzaniu do ich
                    zycia osob niekoniecznie mile witanych.

                    Chociaz aktualnie jestem sama mam nadzieje, ze kiedys bede w
                    zwiazku. Jesli moja corka nie zaakceptuje mojego partnera nie widze
                    powodow aby ja zmuszac do wspolnego spedzania czasu. A jesli stane
                    przed dylemaem: corka czy partner, zawsze wybiore corke. Bo tak juz
                    mam.
                    • sbelatka Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 23:15
                      a ja nie sądzę żebym musiala kiedykolwiek wybierac - a to z tego
                      prostego powodu, ze spodziewam sie fajnego faceta a i mlode sa dość
                      pokojowo nastawione do świata
                      i w zasadzie ich nie przygwałcam do niczego

                      ale to nie one zdecydują kogo mam pokochaćsmilei jak budowac nasze relacje
                      rzekłam

                      acha, powiem więcej
                      dla dzieci - to zbyt duża odpowiedzialnośc

                      dzieci - o paradoksie - potrzebuja silnych rodziców
                      nawet jesli to czasem wygląda inaczej

                      bo silny rodzic=poczucie bezpieczeńtwa
                      a rodzic, kt. ugina sie pod presją żadań dzicka = slaby rodzic
                      • woman-in-blue Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 23:22
                        Moj eks na swojej "sile" niewiele zyskal a raczej stracil. To po
                        pierwsze, a po drugie: fajny facet dla ciebie nie oznacza fajny dla
                        Twoich dzieci.
                        • woman-in-blue Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 23:25
                          tzn nie musi oznaczac... przepraszam chyba zmeczona jestem smile
                        • sbelatka Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 23:28
                          póki co to jałowe dysputy...

                          ale pewna jestem, ze zakochiwac sie będe bez pytania dzieci co sądzą o
                          facecie

                          a potem zobaczęsmile

                          zresztą trudno mi sobie wyobrazić jak oglaby rzecz cala wyglądać
                          inaczej..
                          jakas podpowiedź?

                          a poza tym - dopóki go nie poznają - to skąd będą wiedziec czy jest dla
                          nich fajny???

                          może Micha babeczka będzie baaardzo fajna dla jego synów?
                          ale to tez zagrożenie dla żony... czyż nie?

                          i jak ją to ubodzie...
                          więc lepiej dzieci niech nienawidza nexi - to samopoczucie mam będzie
                          lepsze

                          • ulkar Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 23:34
                            Sebelatko, a nie sądzisz, że to czy dzieci kochaja lubieja czy też
                            nielubieją (nie powiem nienawidzą bo nienawiśc to straszne
                            uczucie) "nowa panią" taty nie ma dla nich wiekszego znaczenia.
                            Większe znaczenie maja dla nich relacje z własna matką i to czy jest
                            ona spokojna i w miarę przynajmniej stabilna emocjonalnie?
                            Kobieta ojca dzis jest jedna za dwa lata może być inna, a matka
                            zawsze bedzie ta sama. I to tez powinien michszyb zrozumieć ... Nie
                            ma żadnej pewności że ta to TA... nawet jeśli dzisiaj tak mu sie
                            wydaje... jarkoni tez myslał, że to TA...
                      • ulkar Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 23:22
                        hmmmm... a ja mam przykład wśród znajmych, mężczyzny, który rozszedł
                        się z żoną, sam opiekował się dzieckiem, ożenił ponownie po kilku
                        latach po rozwodzie (7-8) z kobietą, którą sam pokochał a jego
                        dziecko zaakceptowało. Jak sam wielokrotnie mówił, "żadna baba nigdy
                        nie będzie ważniejsza niż dziecko. Nowa żona i dziecko muszą się
                        wzajemnie zaakceptować inaczej ze związku nici"...
                        Sebalatko ... żaden związek się nie uda jeśli dziecko i nowy partner
                        nie zaakceptują się wzajemnie jesli mają razem mieszkać ...
                        przedłożyłabyś faceta nad spokój i szczęście swoich dzieci?
                        • sbelatka Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 23:30
                          i skąd założenie a priori, ze TRZEBA będzie wybierać?

                          i co oznacza w tym kontekście "szczęście dzieci"?; myśle, ze to ważne
                          żeby to dokładnie okreslić
                          • zuza145 UWAGA 26.12.09, 23:33
                            jest różnica pomiędzy partnerem porzuconego rodzica, z którym dzieci
                            mieszkają a tym drugim partnerem - a nie Daj Boże jak jest to osoba
                            będąca powodem rozbicia rodzicny- dzieci czasami wiedzą, bo
                            podsłuchiwały, bo czują- jak małe odbiorniki.
                            Tak to jest i jest to czasami niezależne od chęci rodzica.
                            • sbelatka Re: UWAGA 26.12.09, 23:38
                              różnic jest pięćset sto dziewięćsetsmile

                              pamiętajmy jednak, ze nieważne jak sie zaczyna - ale jak sie konczy;
                              mam na myslei to,z e dzieic moga być rożalone, pzrestaszaone, zbuntowane
                              i w ogole źle odbierać nowe zycie rodziców i/lub ich nowych partnerów
                              ALE spokojne, cierpliwe, DOBRE postepwoanie wobec nich - moze to zminic

                              i jestem tego pewna
                              • zuza145 Re: UWAGA 26.12.09, 23:43
                                I ja się z Tobą zgadzam w 157 % Moja Droga.
                                Spokój, cierpliwość i zrozumienie.
                                • sbelatka Re: UWAGA 26.12.09, 23:46
                                  i git smile
                          • ulkar Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 23:36
                            Nie wiadomo czy trzeba bedzie, ale bywaja takie sytuacje ...
                  • six_a Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 23:50
                    >sama jestem ciekawa jak sobie z tym poradzi (ex)
                    a nie ciekawi Cię, jak Wasze dzieci sobie z tym poradzą z czymś, o czym wszyscy
                    wiedzą z wyjątkiem ich?

                    oni budują na negowaniu eksów, a na czym Ty? na negowaniu nexów?
                    to chyba jakby to samo, czy nie?
                    przepraszam za off topic, zaintrygowało mnie podejście.
                    • zuza145 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 23:57
                      oooooo- że się wrącę- każdy wie- tak przynajmniej powinno być- że
                      dziecku trzeba dozować info stosownie do wieku dziecka, biorąc pod
                      uwagę jego dobro- a nie żeby sobie z pleców kamień zwalić.
                      było myśleć zanim- już pisałam- teraz trzeba z myślą odziecku-
                      wszystko się da.
                      Ale trzeba się postarać- jak się nie wie jak- to się dowiedzieć.
                      Ale do tego trzeba jeszcze jednego- chęci obu stron.
                      Bez tego- dupa blada- że tak mało świątecznie podsumuję.
                      Więc ja akurat mam bardzo dużo szczęśćia- w wypracowaniu którego mam
                      swój udział- dziamałam, tłumaczyłam i podziałało- teraz rąsia w
                      rąśie, razem, wspólne sygnałyu- iustalone wcześniej.
                      ale jedno było od początku- kochance wara!!!!1
                      I po czasie się okazało- noż cholera miałam rację.
                      Bo podobno teraz mąż (ex) już sam jest,.
                      Wyszło na moje a jemu zabrało czasu nieco zanim dotarło- i robi to
                      samo co ja.
                      Jesteśmy w mniejszości jak słyszałam.
                      • six_a Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 27.12.09, 00:28
                        to do mnie?

                        > ale jedno było od początku- kochance wara
                        tego podejścia też nie za bardzo rozumiem. chyba że najbardziej bodzie to, że
                        nex=kochanka, podczas gdy ex, kimkolwiek jest, kochanką na pewno nie jest.
                        zostaje więc status byłej bo byłej, ale w końcu żony, i matki. z psem ogrodnika
                        w każdym razie mi się to kojarzy.

                        a dzieci - pewnie, że wiek i dostosowanie wiadomości jest bardzo ważne. ale
                        reglamentowanie im znajomości przez byłą to już przegięcie. dzieci spotykają
                        masę osób w życiu i nie wszystkie są na stałe. na stałe nie musi też być
                        aktualna partnerka ojca ani wszystkie inne jego partnerki w przyszłości. ważne,
                        żeby miała chęci.
                        ojca zadaniem jest zadbanie o prawidłowe relacje na linii dzieci-partnerka.
                        czasami te relacje nie są w ogóle wskazane, czasami trzeba dzieci długo oswajać
                        z "koleżanką taty" smile, a czasem można prosto z mostu - ojciec powinien o tym
                        zadecydować, o ile oczywiście zależy mu na dzieciach, a nie na żonglowaniu nimi,
                        by dokopać byłej żonie.
                        • sbelatka Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 27.12.09, 01:06
                          się zgadzam w całej rozciąglości smile
                          po czym już w końcu idę spać..
                    • sbelatka Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 27.12.09, 00:08
                      zastanawiałam sie czy i co powinnam im powiedziec, wierz mi

                      ale uznałam, że skoro on odszedł do kobiety to JA nie moge dzieciom o
                      tym powiedzieć - bo odebrałabym exowi jego prawo

                      to jest jego kwestia - bo nie może nauczyc dzieci, ze nie bierze się
                      odpowiedzilaności za siebie i swoje czyny

                      dzieci mają dostać przekaz jasny od niego - JA mam nową kobietę, ja z
                      nią mieszkam, ja zbudowałem dom, JA wam o tym nie mówiłem - bo bałem się
                      waszej reakcji

                      inaczej - pewnie pozaświadomie - odczytają go jako cieńkiego Bolka co to
                      nawet nie miał im odwagi powiedziec

                      i zeby nie było, ze jestem jakas Matka Terasa - jak sobie pogrzebie
                      głębiej to wychodzi mi, ze wolę, ze spędzają czas u jego rodziców - bez
                      konkubiny (ale brzydkie słowo, to tak na marginesie) w tle..

                      o ich relacje po tym jak sie już objawi prawda - sie nadmiernie nie
                      boję - bo naprawde się kochają i ex jest dla nich ważny i spędzają z
                      nim masę czasu i to z chęcią

                      nawiasem mówiąc ja robię co mogę zeby jego pozytywny obraz utrwalać w
                      ich oczach
                      i jestem pewna, ze ex jesli nie robi tego co ja (może go na to nie być
                      stac przypadkiem) - to na pewno nie wyraża sie na mój temat źle

                      nasze dzieci nie wiedzą z jakiego powodu rozstaliśmy się - i uważam, ze
                      nie muszą
                      ludzie im cos będą gadać - ale to co ode mnie usłyszą gdy pzryjdą z tymi
                      rewelacjami to będzie to: sprawy między rodzicami - są naszymi sprawami
                      dla was ważne jest to, ze i tato i ja was kochamy.

                      i cokoliwek któreś z nas zrobilo temu drugiemu - nie mialo to związku z
                      wami
                      my rozstaliśmy sie w zgodzie
                      i wy mozecie kochać nas obije
                      • zuza145 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 27.12.09, 00:14
                        zgadzam się częściowo- co zrobisz jak cię spytają:
                        Mamo- czemu wiedząć tak długo nam tego nie powiedziałaś?
                        No co?
                        Współuczestniczysz w ściemnianiu- czy tego chce, czy też nie.

                        Ja też- mąz wogóle nie chciał mówić- ja uważam że trzeba.
                        To przed nami dopiero- bo rozwód był dopiero co w środę 23 grudnia.
                      • six_a Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 27.12.09, 00:37
                        no tak, rozumiem - ale jedno to jest wyręczenie ojca i odebranie mu prawa
                        wyjaśnienia - tu się zgadzam, a drugie to takie jakby przemilczanie prostego faktu.

                        nie wiem, w jakim wieku i czy teoretycznie możliwe? ale jak się natkną kiedyś na
                        ojca przy jego nowym domu, jak przekopuje radośnie ogródek z narzeczoną?smile

                        a jak nie to życzliwi uświadomią i to nie będzie pewnie przyjemne.

                        kwestie problemów między rodzicami i powodów rozstania nie należą do świata
                        dzieci, ale prosta wiedza, jak teraz żyje ojciec, chyba należy?

                        poza tym szalenie się trzeba pilnowaćwink mnie by to głównie zamęczyło.
                        • sbelatka Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 27.12.09, 00:50
                          eee
                          jednak póki co - to pewnie nie

                          tato sie wystawił smile kilkanascie kilometrów od nas
                          a ludzie?
                          jednak nie sa aż tak werdni żeby dzieciom donosić

                          wspóludział - w jakims sensie tak

                          ale ja uważam, ze JEGO życie - to jego sprawa
                          i dzieciom powiem, ze ja moge brać odpowiedzialnośc za to co ja robię -
                          i o czym im mówie/nie mówię

                          to co robi tato i co im mówi a czego nie - zostaje po jego stronie

                          biorę pod uwagę,ze mogę sie mylić
                          ale na teraz uważąm - ze mam rację..

                  • ajmj Re: SBELATKA, 30.12.09, 07:38
                    ukłon dla Ciebie za wywazone odpowiedzismile
              • woman-in-blue Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 21:41
                Zuza, dzieci Michszyba sa malutkie, one nie powiedza. Ale ja wiem
                jaka opinie o kochance ex-meza ma moja 18-letnia corka. Spotkala sie
                z nia raz i wiecej jej nie chce widziec. A tata obrazony.
              • crazyrabbit Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 21:41
                A gdzie Michszyb napisał, że spotkanie w Wigilię miało się odbyć w
                towarzystwie jego partnerki?

                Wyraziłam swoją opinię na podstawie tego, co napisał autor wątku.
                I wciąż uważam, że to co zrobiła jego żona, było złośliwe.
                • zuza145 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 21:55
                  moja 16latka sobie nie inszuje i tatuś nie startuje, synu zaś czeka
                  na niego- na powrót i mamy kłopot- trzeba go będzie spokojnie,
                  wielomiesięczną pracą przygotować że raczej nie.
                  I mam problem- dobrze że mój od środy przedwigilijnej ex mąż rozumie.
                  Ale zrozumiał po 3 latach dopiero.
                  Stanęłam okoniem i zagwarantowałam spokój.
                  Ma nieograniczone prawo, kiedy chce, gdzie itd.
                  wyjazdy, spotkania, kona, wypady- i korzysta- bo skorzystałam
                  zdobrodziejstwa nowelizacji krio- paradoksalnie dostał do ręki
                  narzędzie- jaby w przyszłości nowa partnerka pyszczyła że się
                  spotyka- to musi- w dowolnym czasie ale musi.
                  I nawet jego adwokat zgodził się że ta propozycja jest na jego
                  korzysć.
                  Bo skąd mam wiedzieć jaka nowa pani się trafi?
                  Dam mi kiedyś opowiadał Ze "podobno lolegi panienka to nie akceptuje
                  czasu spędzanego z dziećmi".
                  To dostał chłopina narzędzie do ręki i pokumał- jak trafi na taką
                  samą to ma w wyroku- w treści porozumienia podpisanego prezent".
                  Prawo jest piękne jak dorośli stosują.
                  • woman-in-blue Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 22:08
                    Zuza, moja corka jest dorosla, sama decyduje z kim sie chce widywac
                    a z kim nie. Tylko bardzo mnie boli, ze moj eks ma taka postawe:
                    albo razem z nim i jego partnerka albo wcale.... Powiem szczerze
                    jestem tym zalamana. Przez to moje dziecko nie mialo wigilii ani z
                    ojcem ani z matka (jestem za granica). Szlag... nawet probowalam ja
                    przekonac do tej kochanki....
                  • sbelatka Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 22:10
                    jesli jakiś ojciec potrzebuje papieru, ktory mu nakazuje spotkania z
                    dziećmi, jako usprawiedliwienia dla nowej pani - to to jest najbardziej
                    żalosny typ o jakim tu czytałam
                    no, sorrrrry

                • sonia_30 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 22:15
                  Miesiąc temu Michszyb pisał że ma wolne w Wigilię (reszta Świąt
                  dyżur) i chciałby tę Wigilię spędzić z dziećmi, na co żona
                  odpowiedziała że w Wigilię wyjeżdża, proponuje inny dzień. Złośliwie
                  być może, a może też po prostu chciała wyrwać się, pojechać w inne
                  miejsce i nie snuć się sama po domu - relacja jest jednostronna i
                  nie ma co oceniać czy ona złośliwa czy wredna wyjątkowo.
                  W każdym razie miesiąc wcześniej problem zaistniał, a że
                  Michszyb "nie spodziewał się" że ona jednak pojedzie - cóż... można
                  oczywiście walczyć z wiatrakami, liczyć na to że druga strona
                  zachowa się inaczej niż zapowiada, ale można też próbować dostosować
                  swój grafik do propozycji... wszystko zależy od tego jaki cel chce
                  się osiągnąć...
                  • sbelatka Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 22:21
                    ale jednak gdyby nam tu napisała kobieta, ze ojciec wział CHORE dziecko
                    i wywiózl nie wiadomo gdzie..

                    łoj laboga.. ale lament by sie poniósł...

                    i adresu nie zostawił????
                    a ona nie zostawiła??
                    tak tylko pytam, z przewrotnej nieco ciekawości
                    • ulkar Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 22:26
                      Wiesz co sebelatko, gdyby to ojciec na codzień opiekował się
                      dziećmi, a żona używała sobie z kochasiem, to watpię czy lament by
                      się podniósł ... nie sądzę ...
                    • sonia_30 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 22:49
                      Gdybać sobie można na tematy różne... To CHORE dziecko ojciec zabrał
                      w przeddzień na 5 godzin - najwyraźniej było można... więc dlaczego
                      na Wigilię już nie?
                  • woman-in-blue Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 22:33
                    Sorry Michszyb, ale taki nieladny obraz mi sie tutaj maluje....Mam
                    wrazenie, ze szukasz wykretow: " bo eks utrudnia to nie mam co sie
                    wiecej starac."..Jakbys szukal usprawiedliwienia gdy
                    odpuscisz..i "olejesz" kontakty z synami. Przepraszam, jesli sie
                    myle.
                    W moim przypadku eks ma blizej do corki niz ja mieszkajaca za
                    granica. I on juz nie ma z corka bliskich i dobrych relacji, a ja
                    tak. Wiec mozna. Ale trzeba chciec. Ale to wymaga czasu i wysilku.
                    • zuza145 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 26.12.09, 22:54
                      Opinia dziecka- jest ważna.
                      Co prawda nowelizacja krio wprowadziła, wychodząc na przeciw
                      rodzicom, którym współ utrudniają kontakty na przeciw, wprowadzając
                      prawa i uwaga- obowiązki- dla dzieci też, to powiem tak- córka jasno
                      dała do zrozumienia że chce tylko z nim jak rozumiem , bez nowej
                      partnerki.
                      Nikt mi nie wmówi że nie można tego zorganizować.
                      Z tego co wiem- z obserwacji i wiedzy przekazanej przez psychologów
                      z Tow. Obrony Praw Dziecka- wiek nie gra tu roli.
                      Małe, duże- przeżywają- każde na swój indywidualny sposób.
                      Nie popieram braku szacunku dla takiej pani- ale rozumiem i nie
                      akceptuję musu, odnośnie wprowadzania nowej/nowego do życia dzieci.
                      Bywa że akceptują nowego partnera matki a ojca partnerki nie.
                      Bywa odwrotnie.
                      ?Dlatego twierdzę- machanie dobrą wolą bez sensu jest- to się robi
                      anie opowiada co się robi.
                      Woman- ty wiesz co- skoro córka podjęła taką decyzję- to oznacza że
                      nie da rady inaczej.
                      Ojciec albo to zrozumie albo nie- ale nie oznacza to że to wina
                      córki- to jest kosekwencja zaistniałej sytuacji.
                      Miłośc, skoro ma być bezinteresowna- rodzica do dziecka to chcąc czy
                      nie- wymusza pewne zachowaia.
                      Ty za exa nie załatwisz- bo on uważa swoje.
                      Jeśli starałaś się mu to wytłumaczyć- prawo córki i on np. odebrał
                      to jako zamach na swoje życie- to marne szanse.
                      Dodatkowo zaś powiem tak- jesteś matką i wiem że zależy ci na dobru
                      dziecka.
                      Niestety masz wpływ tylko na swoje z nią relacje.
                      Możesz wysłuchać ew. córki, pełniąc rolę gąbki wchłaniającej żal i
                      rozczarowanie , dotyczące ojca.
                      I tylko lub aż tyle.
                      Tej relacji nie stworzysz ty- tylko ojciec i dziecko.


          • morekac Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 27.12.09, 20:26
            hm, może ta wigilia była w innym mieście? Wtedy te 2 godziny trochę
            trudno zorganizować...
    • kicia031 chyba sie pomylilam 27.12.09, 11:40
      Na poczatku uwierzylam michszybowi, ze jego zona jest autorytarna
      jedza, a jego obecne zachowanie wydalo mi sie typowym odwetem
      slabeusza, ktory nagle poczul sile majac kochanke za plecami.

      Mysle jednak, ze sie mylilam.

      Ludzie nie zmieniaja sie az tak bardzo - raczej nastpilo zjawisko
      zwane projekcja. michszyb, jak male dziecko, nie moze zniesc, by
      cos nie bylo tak, jak on chce - i to NATYCHMIAST!!!!!!!! Wszelki
      sprzeciw sprawia, ze dosteje szalu, stad nienawisc do zony, ktora w
      pewnym momencie przestala mu ulegac.

      Dla kochanki zwiazek z takim facetem bedzie wystarczajaca kara, a
      mivhszyb - coz w kolejnym zwiazku bedzie rownie nieszczesliwy - choc
      by uniknac dysonasu poznawczego pewnie nigddy sie do tego nie
      przyzna, bo kochanka tez nie bedzie sie wiecznie naginac do jego
      wszystkich zyczen.
      • michszyb Re: chyba sie pomylilam 27.12.09, 15:57
        No tu się ubawiłem.

        Wychodzi na to że to ja jestem autorytarną jędzą.

        Tak serio to ja chyba nie jestem ani autorytarny, ani słabeusz. Ja raczej
        złamałem niepisany ale akceptowany obustronnie pakt małżeński w którym miałem
        być słabeuszem pod rządami autorytarnymi.
        Rozwiązałem to w sposób raczej nieelegancki, ale natychmiastowy. Stąd obecne
        perturbacje. Wyskoczyliśmy z własnych ról i nikt nie akceptuje zmiany.
    • rene15 Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 27.12.09, 12:52
      Czytam i widzę swą sytuację z przed 2 lat. Kontakty jeszcze wtedy
      nie ustalone i walka exa o wszystko co dotyczyło dzieci, np.
      opiekunka nie ma wykształcenia pedagogicznego, przedszkole nie to i
      wiele innych absurdalnych oskarżeń. Ciągłe oskarżenia, że utrudniam
      kontakty, kiedy stałam w korku i nie dojechałam na czas wezwał
      policję i wiele podobnych sytuacji. Generalnie niezależnie co
      zrobiłam było złe i było to w jego ocenie utrudnianie kontaktów.
      Święta - ex wiedząc, że mam rodzinę 100 km dalej, nie zgadzał się na
      mój wyjazd z dziećmi. Na skutek tych wszystkich działań kontakty
      zostały ustalone sądownie. I w tej sytuacji to był bardzo dobry
      krok. Ex nie mógł już oskarżać mnie o utrudnianie kontaktów z
      dziećmi. Dodam, że wywiązuje się z ustalonych kontaktów w około 30%.
      W ciągu 2 ostatnich lat, ani razu nie spotkał się z dziećmi w
      ŚWIĘTA, nie spędził z dziećmi wakacji, ferii. Mieszka w tym samym
      mieście i ma to ustalone sądownie.
      Czytam posty Micha i widzę własną sytuację z przed 2 - 3 lat.
      • michszyb Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 27.12.09, 15:51
        Jest mała różnica. Ja zamierzam wywiązywać się w 150%
        • bramstenga Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 27.12.09, 17:05
          >Ja zamierzam wywiązywać się w 150%

          Jasssne, typowa deklaracja okołorozwodowa. Dziwnym trafem wielu facetom, którzy
          pałają miłością do dzieci, po otrzymaniu wyroku bardzo szybko rura mięknie. Tak
          więc spuść z tonu, bo Twoje zapewnienia (w czasie przyszłym) są niewiele warte.
          ~bramstenga
        • six_a Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 28.12.09, 13:50
          >Ja zamierzam wywiązywać się w 150%

          ej, to niech dzieci zamieszkają z Tobą, będziesz miał swoje 150%, albo wystąp o
          opiekę naprzemienną - pół czasu u ciebie, pół u żony. chęci brak?

          wielka burda o wigilię, a jakbyś święta spędzał we wspólnym domu, to o co
          zakład, że nie byłoby w ogóle problemu dyżuru w wigilię i marudzenia, że dzieci
          nie zobaczysz akurat w ten dzień?

          raczej widzę przyszłość twoich dzieci z ich matką. ty będziesz robił wieczne
          problemy i wywiązywał się, jak ci będzie pasowało. jak do 30% dobrniesz to i tak
          sukces.
    • kami_hope Michszyb, gdzie się podziewasz? 27.12.09, 15:49
      Założyłeś wątek, niczym wkładając kij w mrowisko, od którego
      trzymasz się z daleka... To jak piroman co podkłada ogień, aby tylko
      wywołać efekt (oczywiście nie poczuwając się do odpowiedzialności za
      własne działanie).
      Ty Michszyb sprawiasz wrażenie jakbyś kompletnie nie widział związku
      między własnym działaniem i późniejszymi konsekwencjami tego
      działania. Od konsekwencji trzymasz się jak najdalej...
      • sbelatka Re: Michszyb, gdzie się podziewasz? 27.12.09, 15:58
        a co? ma sie kopać z koniem?

        ale kij wkłada bardzo skutecznie; mnie sie podoba
        bo kupa ważnych rzeczy sie przy okazji wyjasnia, pokazuje, omawia...
        • kami_hope Re: Michszyb, gdzie się podziewasz? 27.12.09, 16:07

          Tak, tak, wiem, że Tobie się podoba wkładanie kija w mrowisko.
          Ale jak mrówka ugryzie w tyłek to płacz i wtedy szał na OBRONĘ, no
          bo jak to tak można krzywdzić?
          Tak, tak, kupa ważnych rzeczy przy okazji się wyjaśnia... smile Toż to
          sama prawda.
          • michszyb Re: Michszyb, gdzie się podziewasz? 27.12.09, 16:32
            Kij w mrowisko? Czasem słyszę takie pytanie: po cholere ty w ogóle tam piszesz,
            przecież te biedne pokrzywdzone jakby mogły to by cię zywcem...

            Ale mi się zdaję, że ja tu mogę usłyszec żeczy które z mojego punktu widzenia są
            dla mnie nie wyobrażalne i nie zrozumiałe. A to dla tego że jestem tak gdzie
            jestem. I jak odcedzę wymioty i pomyje to czerpię z tego co piszecie wiedzę. I
            choc ciągle słyszę że zle robię to myslę że robiłbym jeszcze gorzej gdyby nie to
            forum.

            Po to wkładam kij w mrowisko. A że robie to dobrze, hmm, nie jestem pewien czy
            to moja zasługa czy sytuacji w której obecnie jestem.
            • mola1971 Re: Michszyb, gdzie się podziewasz? 27.12.09, 16:45
              Mich, może daj Ty tej swojej żonie trochę czasu na ochłonięcie.
              Niech się kobieta uspokoi, z nową sytuacją oswoi. A wtedy sama
              zapewne stwierdzi, że jako ojciec dzieci jesteś jej zwyczajnie
              potrzebny do dajesz jej czas dla siebie. Ona na razie jeszcze tego
              nie rozumie bo emocje jej rozum przesłaniają. Ale z czasem doceni
              to, że interesujesz się dziećmi i poświęcasz im czas.
              Tylko trzeba czasu na to. Nic na siłę. Jeśli masz dobry kontak z
              dziećmi to nie stracisz go nawet jeśli będzie ten kontakt teraz
              rzadszy. Nadrobisz to w spokojniejszym czasie.
            • kami_hope Re: Michszyb, gdzie się podziewasz? 27.12.09, 17:02
              Niektórzy walczą dla samej walki. I najczęściej nie dlatego, że po
              prostu lubią czy też mają taką waleczną naturę. Często to przejaw
              skrzywionych ambicji.
              Obok celu, motywacji ważna jest także droga jaką się do nich
              dochodzi. Czasami cel może być jak najbardziej szczytny, ale po
              drodze można dokonać tyle zniszczeń, że ostatecznie osiągnięty cel
              był okupiony niewspółmiernie wysoką ceną. W życiu warto znaleźć
              złoty środek. I przy osiąganiu swoich celów trzeba bacznie się
              rozglądać, czy nie krzywdzi się przy tym innych.

              michszyb napisał:
              > Czasem słyszę takie pytanie: po cholere ty w ogóle tam piszesz,
              > przecież te biedne pokrzywdzone jakby mogły to by cię zywcem...
              Ja Ci odpowiem na to pytanie.
              Prowokujesz sytuacje w których mógłbyś być "ofiarą". Kompensujesz
              sobie w ten sposób jakieś straty (poniesione w dzieciństwie?).
              Kiedyś "przegrywałeś", bo nie miałeś możliwości lub zdolności aby
              się bronić. Ale teraz jako dorosły mężczyzna "na to NIE POZWOLISZ!"
              Dlatego ten pęd do walki tak Cię zaślepia.
              Dlatego wciąż kreujesz konfliktowe sytuacje by stworzyć okazję do
              konfrontacji z własnymi demonami.
              • sbelatka Re: Michszyb, gdzie się podziewasz? 27.12.09, 17:13
                Kami,
                jest taki mechanizm w psychologi co to się nazywa przeniesieniem
                i coś mi sie wydaje, ze właśnie bardzo ślicznie opisałaś swoje motywy..
                choc domniemywam, ze nieuświdomione

                myśle, ze warto żebys sobie odpuściła skupianie sie na demonach Micha a
                zajęła swoimi

                acha, i może przeczytaj co chlop napisal..
                najlepiej ze zrozumieniemsmile
                • kami_hope Re: Michszyb, gdzie się podziewasz? 27.12.09, 17:46
                  Aleś się uczepiła mnie kobieto! smile
                  Masz przyjemność w konfrontacji ze mną?

                  sbelatka napisała:
                  > myśle, ze warto żebys sobie odpuściła skupianie sie na demonach
                  Micha a
                  > zajęła swoimi
                  Wolno Ci tak myśleć.
                  Czujesz się kompetentna zająć moimi demonami?
                  Gdybyś tak miała empiryczną wiedzę dot. tematyki władzy, elit
                  politycznych, itp. mogłabyś wiedzieć czy opisałam tu "bardzo
                  ślicznie swoje motywy" czy nie. A, że ignorancją od Ciebie bije,
                  pozwolę sobie na opinię, że Twoje teksty mogą działać bardziej na
                  szkodę innych niż korzyść.

                  > acha, i może przeczytaj co chlop napisal..
                  > najlepiej ze zrozumieniemsmile
                  Odnieś to do siebie. (Michszyb nie pojawił się tu dzisiaj)
                  A i proszę, zejdź ze mnie.
                  Twoje ataki personalne są co raz bardziej natarczywe.
                  Czarno na białym widać jak atakujesz każdego, kto ma inną opinię niż
                  Twoja.
                  • sbelatka Re: Michszyb, gdzie się podziewasz? 27.12.09, 20:22
                    masz rację Kami

                    powinnam Ci odpuścić juz kilka dni temu - po przeczytaniu Twoich
                    bardziej osobistych postów; w innych wątkach

                    swoimi demonami musisz sie zająć sama

                    i naprawdę mam nadzieję, ze Ci się uda.
                    • kami_hope Pardon? 27.12.09, 21:06
                      Sebalatko, wyrażę się wprost.
                      Każdy kolejny Twój wpis kierowany w moją stronę pośrednio lub
                      bezpośrednio, będę traktowała jako bezpośredni atak personalny.
                      Proszę, oszczędź więc jakichkolwiek zagrywek w moją stronę.
                      Twój wyraz "nadziei" trąci tym samym klimatem co poprzednie wpisy, a
                      powiem więcej - jest dalece niesmaczny, bo już kompletnie nie odnosi
                      się do meritum, a wręcz uderza w rozmyślnie odnaleziony cel.
                      • sbelatka Re: Pardon? 27.12.09, 21:22
                        odpowiadam Ci wprost - po raz ostatni

                        nie podoba mi sie to co piszesz - więc podejmowałam polemikę
                        ale uznałam, ze to jest bez sensu - odnosić sie pośrednio lub
                        bezpośrednio do tego co piszesz

                        Twoje wpisy wywlekają na zewnątrz moją "ciemną " stronę
                        wiem o tym - i nie podoba mi sie to

                        to dla mnie ważna lekcja
                        ale mam nadzieję, ze juz ją przerobiłam

                        bo tak naprawdę możesz mieć jakiekolwiek poglądy - i jest mi to
                        doskonale obojętne tzn. poglądy kami_hope
                        ale wkurza mnie to, ze atakujesz ludzi - jednak cóż, trudno, są dorośli
                        i muszą sobie z tym radzić

                        odpowiadnie przeze mnie agresją na Twoja agresję - co widac na naszym
                        przypadku - prowadzi li i jedynie do eskaliacji konfliktu

                        toteż skończyłam z tym własnie w tej chwili
                        bo ja nie musze ani Tobie ani sobie niczego udowadniac

                        cos gdzies napisalas o sobie - ze dużo w tobie niezagospodarowanego
                        ciepła czy uczcuc czy jakoś tak
                        mam nadzieje, ze uda Ci sie znaleźc obiekt ktory to zmieni;
                        i wierz lub nie - chciałabym żeby Ci się udało
                        • lampka_witoszowska Re: Pardon? 30.12.09, 02:43
                          paskudne zagranie, Sbelatko
                          po prostu paskudne

                          chodząca doskonałośc jesteś?
                          no... to tak trzymaj smile))
                          ale potem sobie jednak pomysl, czym Ty powinnaś się zająć - i nie
                          pisz o tym na forum, bo wstyd będzie na całą wieś smile
            • bramstenga Re: Michszyb, gdzie się podziewasz? 27.12.09, 17:08
              Proste pytanie: zwróciłeś się do sądu o ustalenie kontaktów (uwzględniając
              rozplanowanie świąt)? A w ogóle złożyłeś pozew rozwodowy?
              ~bramstenga
    • nangaparbat3 Czy ojciec, ktory ... 28.12.09, 20:20
      lży matke swoich dzieci, to zwykly sukinsyn czy godny szacunku rodzic?
      Michal: sam sie nakręcasz - wychodzisz z zalozenia, że kazdy postepek Twojej
      zony ma za cel dokuczenie Ci. Że ona nie mysli o niczym innym, niz by Ci dopiec.
      Że jej świat kręci sie wokoł Ciebie. Że w ogóle jestes pepkiem swiata.
      Nie jesteś. Świat istniej zupelnie niezaleznie od Ciebie, świat Twojej zony takoż.
      Podejrzewam, ze uciekla, by miec choc chwile spokoju. Od Ciebie. I w ogole sie
      jej nie dziwię. Ja, matka, ktora zrobiła wiele - i skutecznie - by jej dziecko
      mialo jak najlepszy kontakt z wlasnym ojcem.
      • handra Re: Czy ojciec, ktory ... 28.12.09, 23:10
        Mich! mimo, ze nie popieram Twoich metod trzymam za Ciebie kciuki.

        Kazy ojciec ma prawo widywac swoje dzieci. Walcz ale dyplomatycznie.
        Bierz tez poprawke na swoja zone, ktora opusciles dla innej-w niej sie wszystko
        gotuje.
        • handra Re: Sbelatka bawi sie w psychologa 28.12.09, 23:23
          ale sama sobie nie umiala pomoc, dlaczego sie rozwiodlas skoro wiesz jak postepowac.

          Zgadzam sie z kami, powiem wiecej, Twoje wpisy przypominaja mi mowy matek
          rozancowych.
          • sbelatka Re: Sbelatka bawi sie w psychologa 30.12.09, 03:21
            no co ja Ci moge odpowiedzieć handra...

            z grubsza chyba zdecydowana więszkośc z nas poniosła klęskę na froncie
            małżeńskiem - więc może żadne z nas nie powinno sie wypowadać

            a co do Twoich skojarzeń - naprawdę nie moge brać za nie odpwiedzialności
            niech będzie matka różańcowa - cokolwiek to dla Ciebie znaczy...
    • variacja PODAŁES MALO INFORMACJI 30.12.09, 22:08
      Witam,

      podałes za malo informacji, zeby Ci przytaknąć. Jak mozesz nazwać
      suką matkę Twoich dzieci. Uważam, ze wszytsko zalezy od Twojego
      postępowania, od emocji dzieci. Czy są małe i nie potrafią poradzić
      sobie z emocjami? Czy ustaliliście sądownie widzenia? Czy były
      ustalone zasady? Czy stosujesz się do nich?
      rozumiem, ze Ty rozbiłeś małżeństwo i zostawiłes kobietę swojego
      życia z dziećmi?

      Czego od niej oczekujesz? Nie znam sytuacji,a le na ogół kobieta
      chce chronic swoje dzieci, a nie robić im krzywde. Jest z nimi na co
      dzień, widzi ich emocje i to jak przeżywają brak ojca w normalnym
      codziennym życiu.

      doradze Ci coś (po konsultacji z psychologiem w moim dosć złożonym
      przypadku) - pozwól im odetchnąć, zajmij się sobą na jakis czas.
      Same Cię znajdą, sama zona zadzwoni z jakis czas, a Ty jesli kochasz
      dzieci nie bądź egosita myslącym o zaspokojeniu własnych potrzeb
      emocjonalnych i wyrzutów sumienia...

      Pozdrawiam Cię
      c
    • donabate Re: Czy matka, która utrudnia widzenia... 15.01.10, 16:58
      Zwykła suka
Inne wątki na temat:
Pełna wersja