Pierwsza rozprawa

28.12.09, 23:56
Drogie Panie i Panowie. Zwracam się do was, z pytaniem bo jak każdy obawiam
się nieznanego. Co w zasadzie się dzieje na Pierwszej rozprawie z orzekaniem
winy. Może się jakoś trzeba przygotować?
Zaznaczam że moja sprawa zalicza się do tzw. brudnych spraw (nie z mojej winy)
    • scriptus Re: Pierwsza rozprawa 29.12.09, 12:00
      Na pierwszej rozprawie z orzekaniem winy sąd najpierw pyta, czy małżonkowie
      podtrzymują swoją decyzję o zamiarze sądzenia się o rozwód i swoje zdanie na
      temat win współmałżonka, przyjmie wnioski dowodowe, o ile ich nie było we
      wczesniejszych pismach procesowych, a potem ewentualnie przesłuchiwani sa
      świadkowie, w pierwszej kolejności świadkowie powoda, potem pozwanego. Potem
      zapewne sąd, jeśli zdąży, przesłucha powoda, potem pozwanego i wyda wyrok. Sądzę
      jednak, że pierwsza rozprawa skończy sie na wysłuchaniu powoda i pozwanego,
      przyjąciu wniosków dowodowych i wyznaczeniu następnego terminu rozprawy. Całość
      może potrwać przez kilka, może nawet kilkanaście rozpraw czyli dwa, trzy, cztery
      lata.
      Aha, w międzyczasie, albo na samym początku żeńska strona procesu rozwodowego,
      niezależnie od tego, czy jest powodem, czy pozwaną ma zwyczaj występowac o
      zabezpieczenie alimentów, które zwykle sąd przyznaje niezależnie od tego, czy to
      uzasadnione, czy nie, czyli niezależnie od tego, czy utrzymuje małoletnie
      latorośle męskiej strony procesu smile))

      dziad47 napisał:


      > Zaznaczam że moja sprawa zalicza się do tzw. brudnych spraw (nie z mojej winy)

      Włóż białe rękawiczki, nie uchroni Cie to przed ochlapaniem g... ale wyjdziesz
      ze sprawy chociaż z czystymi rękoma i podniesioną głową mogąc spojrzeć innym w oczy.

      Jeśli chodzi o mnie, to się ograniczam do obalania zarzutów mojej żony wobec
      mnie, nie ciskam w nią błotem. Do przyznania jej winy w rozwodzie wystarczą
      udowodnione kłamstwa procesowe, nie trzeba sie zagłębiać w tajniki małżeństwa.
      Kolejnym czynnikiem, jeśli nic nie powiesz, nie będziesz musiałe tego udowadniać
      i nikt Tobie nie zarzuci kłamstwa. Ona kłamiąc sama się pogrąży w bagnie. Ja
      tylko muszę porządnie udowodnić jej kłamstwa i zaprzeczyć pozostałym zarzutom,
      których nie potrafię obalić, ale ona i tak nie potrafi ich porządnie udowodnić
      (słowo przeciw słowu).
      Oczywiście swoją strategię procesową musisz dobrze sam przemyśleć. Załóż sobie
      dla własnego komfortu, (choć to niestety w naszych warunkach nieprawda), że
      prawda zawsze górą, a oliwa sprawiedliwa na wierzch wypływa. Pomoze Ci to. Z
      tego, co widzę, to sądzę jednak, że rozprawa w sądzie to nie pojedynek rycerski,
      ale krwawa jatka. Wygrywa silniejszy (psychicznie), bogatszy i bardziej
      bezwględny. Jednak to od Ciebie zależy, jak dalece dasz się upaprać.
      Trzymam kciuki. Wycisz emocje, to na pewno dasz radę.
      • bimba1981 Re: Pierwsza rozprawa 29.12.09, 22:27
        witam
        tez jestem przed pierwsza rozprawa - on bez orzekania o winie ja pozwana z
        orzekaniem o winie i z zabezpieczeniem alimentacyjnym. i tak sie zastanawiam jak
        to jest: on w momencie zlozenia pozwu dobrowolnie pozamykal wszystkie firmy
        aczkolwiek przez wszystkie lata prowadzil 2 dzialalnosci jak na to spojrzy sad?
        a po drugie w momencie zlozenia pozwu ograniczyl mnie i dziecku srodki do zycia
        a sam zyje w luksusach. czy to nie jest tzw strzał w stope?
        prosze o odpowiedz
    • ona_37 Re: Pierwsza rozprawa 30.12.09, 00:01
      Pierwsza rozprawa jest raczej "pojednawcza".Na drugiej świadkowie,na trzeciej jak nie będzie dodatkowych świadków zeznania składają "małżonkowie"i na tej sprawie najlepiej oprócz ustnych,przedstawić dowody pisemne itp.nieznane wcześniej stronie przeciwnej(jeśli takie są)Nieznane będzie to,co usłyszymy o sobie...
    • kajda28 Re: Pierwsza rozprawa 30.12.09, 00:35
      U mnie na pierwszej rozprawie- znaczy się to była już trzecia , ale
      na dwie pierwsze eks się nie zjawił,mówiliśmy my, byli
      przesłuchiwani świadkowie. Na szczęście ja miała asa w rękawie i
      mojemu eksowi zależało aby jak najszybciej wziąć ze mną rozwód, więc
      się zgodził żeby był wyłącznie jego wina, w sumie to trochę sędzina
      go do tego namówiła. Więc u mnie obyło się wszystko w miarę
      spokojnie. Jednego co nauczył mnie sąd to to że się mówi prawdę to
      się człowiek nie pogubi, jest trochę spokojniejszy. Poza tym sąd to
      bardzo nie przyjemne miejsce sad
Pełna wersja