Pomóżcie, poradzcie, nie mam już sił...

02.01.10, 00:17
Witam Wszystkich, zaglądałam już na to forum w zeszłym roku ale
postanowiłam wtedy dać nam ostatnią (chyba setną) szanse i usunełam
link...teraz niestety powracam....
Wykończona, załamana, czuje taki żal nie wiem do kogo chyba do
całego świata
Nie jestem mężatką ale tak się czułam...mam dopiero 25lat a już
czuje że moje uczucia jako kobiety są zniszczone, rozszarpane, nie
wieze już w żadną miłość...może to tymczasowe ale jestem wewnetrznie
zrujnowana
Jesteśmy/byliśmy ze sobą 5 lat, poznaliśmy sie gdy ja byłam w
związku 2 letnim, ale tak mi zawrocił w głowie że zreztgnowałam ze
wszytskiego by z nim być. Kochałam do szalenstwa on chyba
też...prowadził dość bogate życie rozrywkowe (czyt. kolezanki) ale
bardzo szybko zrezygnował z tego...
Byliśmy tylko my i nasza miłość...spedzalismy razem 24h nie
umielismy bez siebie zasnąc nie myslałam o niczym innym tylko o
nim...kochałąm tak bardzo,uwielbiałam dotyk, zapach, mielismy tyle
planów, takie marzenia....
Po roku zaręczyliśmy sie a wraz z zareczynami wiadomośc o mojej
ciąży. Cieszylismy się, pamietam jak pokazywał wsyztskim zdjecie
usg, wymyslalismy imię kupowalismy ubranka...
W 3 msc okazało sie ze ciąża jest bardzo zagrozona spedziłam czas w
szpitalu, płakalismy razem, cały czas był ze mną...wierzyłam ze się
uda i bedziemy mieli wymarzoną córeczkę i udało się, zrezygnwałam ze
studiów bo 6msc przelezałam w łózku bez wstawania, mieszkałam wtedy
u rodziców tak było łatwiej mama mogła się mną zając i pomóc mi. I
wtedy się zaczęło dziać coś dziwnego...z tygdnia na tydzien
zaczelismy się od siebie oddalac, coraz mniej czasu razem coraz
mniej rozmów, za to więcej kótni, pamietam do dziś jak jechalismy na
usg a on zaczał się na mnie o coś drzec jak płakałam w samochodzie...
Ale tłumaczyłam sobie że wsyztsko się ułozy. Urodziła się córcia.
Remonotwalismy mieszkanie i w tym czasie mieszkałam u mamy a on u
siebie i juz wtedy byłam sama z crórcią. wsyztsko sama robiłam,
kąpałam przewijałam wstawałam chodziłam na spacery ....on tłumaczył
sie pracą . W koncu po 3msc zamieszkalismy razem, nie pomagał mi
niby bał się ze jej coś zrobi bo taka malutka. Zaczeły sie jeszcze
wieksze kłtnie wyzwiska itp. Płakałam nie raz, pakowałam sie nie
raz. Przepraszał, płakał, obiecywał, a ja głupia wierzyłam. Ale
coraz bardziej stawałam sie samotną matką, bez pomocy bez wparcia,
zaczelismy sie od siebie oddalac, nie mogłam juz mu powiedziec o
wyztskim jak kiedys, nie było juz miedzy nami więzi, nie czulam ze
mam wsparcie.
temat ślubu odszedł gdzies daleko...chyba dobrze....
Cały czas wierzyłam ze się zmieni, ale tak nie jest, coraz wiecej
czasu poświecał kolegom, zaczeło sie nie wracanie na noc do domu,
pozniej znowu przepraszanie obietnice, wyznania
Za pare dni powtorka, doszły do tego obrazliwe słowa w moim kierunku
nie bede ich przytaczac bo nie moge opanowac płaczu jak mysle o tym,
jak mozna mowic do kogos kogo sie niby kocha, takie słowa. Stracił
do mnie szacunek, zaczeło się szarpanie łapanie za szyje a na to
wsyztsko patrzy nasza córcia, tak mi jej żal, ona ma 3lata wsyztsko
rozmie, gdy on na mnie krzyczy ona płacze wyzywa go przytula sie do
mnie, tak mi wstyd przed nia, przed sobą! jestem wrakiem człowieka,
płacze całe dnie, nie mam siły na nic, najchetniej bym zasneła i sie
nie obudziła ale mam swoja ukochana córcie i dla niej zyje, chce byc
silna dla niej ale nie umiem, ona widzi jak płacze przytula mnie
prsi zebym nie płakała...a ja nie umiem
Wyprowadzałam się nie raz błagał o szanse a ja głupia dawałam
3 dni przed sylwestrem tez go nie było, tłumaczy ze jak ma sie
kłocic to woli nie wracac. Spi w biurze.Mamy własną firme tzn
wsyztsko jest na niego ja nie pracuje bo jeestem na wychowawczym.
Bylismy razem na sylwestrze było fajnie przytulalismy się
całowalismy, obiecywał ze od odzis wsyztsko sie zmieni ze nas kocha
i nie wyobraza sobie życia bez nas, ze przepasza za wsyztsko ze to
co a mnie mówił nigdy tak nie myslał na powaznie że mówił tak bo nie
wytrzymywał kłotni- dla niego te kłótnie to to ze mu mówiłam ze ma
się zając córką, albo wynies smieci.Jak zasypialam to sobie myślałam
może fktycznie znowu bedzie jak dawniej
haha jaka ja głupia o 17 zaczeło się zupełnie bez powodu i znowu
usłyszałam wspaniałe słowa w moim kierunku nie wytrzymałam wziełam
worki spakowałam go i wypierdoliłam z domu ! siedze i rycze nie wiem
co dalej!Mam go dość ale wciąz kocham, mam dośc poniżania mnie, nie
chce juz z nim byc. Zal mi córci, wogole nie wiem co dalej nie mam
pracy, mam na siebie wziety kredyt nie mam pieniedzy na opłaty. Nie
wiem jak załatwic alimenty, nie wiem jak sie ogarnąć. Jestem
wykończona nie wiem co mam ze sobą zrobić....
chciałabym jakiejs pomocy psychologa kogoś kto mi doradzi wysłucha,
potrzzebuje pomocy prawnej jakis wskazuwek co dalej....
Mam wspaniały Nowy Rok ....nigdy nie spodziwałam się że tak bedzie
wygkadało moje życie
    • sbelatka Re: Pomóżcie, poradzcie, nie mam już sił... 02.01.10, 00:56
      straszliwie przejmuąca jest ta Twoja historia...

      nie wiem co mogłabym Ci napisac żebyś mogła sie poczucć lepiej...
      teraz pewnie wszytsko wydaje ci sie dramtycznie czarne i przerażające...
      i jeszce ból...

      jestem pewna, ze konieczne ptrzebujesz kogoś kto udzieli Ci wsparcia;
      pisałas o mamie i mam nadziejej,z e możesz na nią liczyć w tej sytaucji.

      moim zdaniem musisz mieć czas na zadbanie o sibie, musisz miec szanse
      żeby mówic o tym co Cie martwi, boli, musisz miec czas na płacz - ale
      nie w obecności córeczki

      wiem, to strasznie trudne w pierwszym okresie radzic sobie ze swoimi
      uczcuiami i emocjami.. ale jesli możesz je uwolnić - to przez chwilę
      czujesz sie lepiej...

      sprawy codzienne - pieniądze... to sie ZAWSZE jakoś z czasem układa
      choć w pierwszej chwili wygląda jak jedno wielkie kłębowisko problemów -
      i to nierozwiązywalnych..

      tym sie zajmiesz za chwilę - zacznij od siebie;
      im TY będziesz w lepszej formie - tym lepiej poradzi sobie z tą sytaucją
      córka.. i tym Ty sama będziesz więcej mogła i potrafiła...

      na początek - jesli już WIESZ - podejmij decyzję..
      wiem z doświadzenia, ze gdy sie już decyzję podejmie - w jakimś sensie
      robi się łatwiej...

      niepewnośc wobec tego co dobre dla nas i słuszne - a co nie - bardzo nas
      paraliżuje..

      osłabia...

      jeśli wiesz ... zdecyduj...
      masz w zasadzie tylko dwie drogi - próbowac ratować ten związek - albo
      odejśc..

      od tego co zdecydujesz zależy wszytsko inne

    • plujeczka Re: Pomóżcie, poradzcie, nie mam już sił... 02.01.10, 08:02
      no coz historia jakich wiele moja droga i jedno co mogę powiedziec
      to weź się w garśc, twoje ły, prosby nie działaja na niego bo to
      człowiek bez uczuc ,biorac pod uwage wasz młody wiek kiedy sie
      poznaliscie i wzajemna fascynacje pewnie seksem, wolnocia własnym
      uczuciem , które wybuchło nieststey było do przewidzenia ,ze na
      dłuzszą męte nie zmienisz człowieka, który do tej pory (za nim cie
      poznał) wiódł dośc bogate zycie równiez pewnie erotycznie.Dzisiaj
      jest tak jak jest i nie ma co płakac nad rozlanym mlekiem, twoim
      szczesciem jest to ,ze nie macie slubu zatem przynajmniej odpadną ci
      wizyty w sadzie na sprawie o rozwód.
      Po pierwsze nie daj soba pomiatać, po drugie rozgladnij sie za
      praca, wasza córeczka nie jest juz taka mała moze iśc do złobka lub
      oddasz ja pod opieke babci lub opiekunki.Kiedy podejmiesz prace
      staniesz sie silniejsza finansowoa i po pierwsze...wyrzucf drania z
      domu, pamietaj nie ma prawa nikt podnosic na ciebie reki i wyrzadzac
      ci krzywdy.Na tym forum sa linki pozwów o alimenty, najpierw z nim
      porozmawiaj jesli nie uda ci sie wynegocjowac pieniedzy na dziecko
      to wówczas po prosty złóz doukumenty w celu uzuskania alimentów.A
      narazie powoli zabezpieczej sie przed odejsciem, zbieraj i odkładaj
      pieniadze niestety po kryjomu przed nim, Załóz konto na sibie
      najlepiej internetowe tak aby nie przychodziły zadne przelwy z banku
      i odkładaj kase bo niestety pieniadze beda ci bardzo potrzebne, w
      drugiej kolejnosci załatwiaj prace.Porozmawiaj z mama bedziesz miała
      w niej wsparcie, kredyt to tez nie koniec świata czykli rozumirm ,że
      mieszkanie jest tylko twoje a to jest ogromy PLUS.
      Popatrz na to inaczej, masz kochana córeczkem jestę młoda i..do
      dzieła, nie załamuj rąk i opanuj płacz przy diecku, to trauma dla
      malutkiej kiedy widzi jak ojciec robi takie karczemne awantury, po
      prostu spakuj mu walizki za jakiś czas, wymień zamki i do widzenia.
      Wiem jestem rygorystyczna w swoich pogladach ale wiem po swoim
      przykładzier ,e trawanie w takim zweiąxku jest bezsensem, szkoda
      lat, zdrowia, urody, młodości bo są to rzeczy , których nie
      odzyskasz a staciz zadrowie, podupadniesz na psychice i staniesz się
      wrakiem człowieka.
      Odejscie tak złego i nieodpowiedzialnego człowieka to wybawienie a
      nie koniec świata.Jestes bardzo młoda, masz duzo sił i tylko od
      ciebbie tak naprawde zalezy jakośc zycia. I jeszcze jedno nie wrcaj
      myslami do przeszłości, nie wspominaj miłych chwil ONE nie powrócą a
      tylko rozrywaja serce, idż do przodu czyli TUTAJ I TERAZ rozumie3sz?
      Nie jestes w najgorszej sytuacji, masz mame kochan, mądrą napewno
      cię wesprze, nie zamykaj się w domu, płacz nic nie pomoze a nizczy
      urode a ta bedzie Ci jeszcze potrzebna, bo ładna , szczesliwa mama
      to dla dziecka bardzo wazna sprawa.No i..otrzyj łzy i do dzieła,
      powoli, metodycznie ale skutecznie zaczynasz od odkładania pieniedzy
      i od spakowania walizek temu Panu jesli chata jest twoja, ustal z
      mama czy pomoże ci w spłacie kredytu , jesli to za trudne to wrócisz
      do mamy a to mieszkanie wynajmiesz do czasuaz twoja sytuacja
      finanfowa się poprawi, pamietaj dzieci nie stoja w miejscu, córeczka
      bedzie rosła i tobie bedzie lzej.A fakt ,ze nie macie slubu to dar
      od Boga, trauma rozwodu mocno okalecza pschike a wiadac ,że silna
      nie jestes.
      Natomiast poszukaj na internecie w swoim miescie instytucji
      pomocowych dla kobiet, tam działają psychologowie, idż na terapie ,
      na rozmowę pomoga Ci przetrwac ten pierwszy okres. Ponadto zalecam
      wizyte u psychiatry, to nic złego teaz sa tak fantastyczne leki
      psychotropoe, które stawiaja kobiety do pionu i pozalqaja im
      normalnie funkcjonowac, nie ma w tym nic złego, beda silniejsza
      łatwiej zniesziesz kolejne ataki z jego strony tylko pamietaj nie
      pozwół aby ta sytuacja trwała za długo bo dziecko to zaamieta,
      zaczną się z córeczka problemy i wówczas nie tylko ty bedziesz
      potrzebowała psychiatra ale córka dzieciecego psychologa a po co?
      Czyli Nowy Rok, nowe wyzwania i ładne walizki przed drzawiami,
      pamietaj zrób to w czyjes asycie, jesli bedzie ie staeiał wezwij
      policje, dasz rade jestes silna tylko jeszcze o tym nie wiesz. I
      niczegi ni spominaj, nie rozdrapuj przeszłości, patrz przed siebie a
      tam już jest światełko w tunelu tylko zechciej łaskie je dostrzec.
      Powodzenia
    • mayenna Re: Pomóżcie, poradzcie, nie mam już sił... 02.01.10, 17:37
      Musisz się uspokoić i zastanowić czego chcesz. Mam wrażenie że decyzję o
      rozstaniu podjęłaś w emocjach i po prostu kolejny raz jak one opadną to zechcesz
      zacząć od nowa.
      jesli jednak nie widzisz szans na porozumienie to przede wszystkim złóż pozew o
      alimenty. Możesz dostać je nawet z terminem do pól roku wstecz jesli narzeczony
      nie pomaga w utrzymaniu dziecka.
      Kredyt jest na Ciebie i ty go będziesz musiała spłacic. Nie jesteście
      małżeństwem i on nie ponosi za niego odpowiedzialności.
      Nie licz na to, ze ktoś, kto raz używa wyzwisk jako argumentu w dyskusji nie
      zrobi tego kolejny raz. Raczej będą one co raz boleśniejsze.Nikt nie ma prawa
      cidotykać bez Twojej zgody, Łapanie za szyję, szarpanie to początek normalnego
      bicia. W takiej sytuacji powinnaś za każdym razem wzywać policję.Tak naprawde
      nie masz gwarancji że za chwilę cie nie pobije albo waszej córki.
      Jeśli czujesz, że potrzebujesz pomocy psychologicznej to tak na pewno jest. Nie
      wiem gdzie mieszkasz ale o możliwość porady zapytaj lekarza rodzinnego lub
      kuratora sądowego. Zadzwonisz i na pewno wskażą ci gdzie taka poradę uzyskasz.
      Także proponuję systematyczne, zimnie działanie. Zacznij porządkować życie i
      powolutku powinno się zacząć prostować.
      Trzymaj się i nie załamuj.Jesli będz\iemy mogli to Ci pomożemy przynajmniej radą
      i wsparcieem.
      • handra Re: Pomóżcie, poradzcie, nie mam już sił... 02.01.10, 18:07
        Nie ma beznadziejnych sytuacji. Po kolei poukladaj sobie co najwazniejsze.

        Z uczuciami jest gorzej na to potrzeba czasu ale wiem jedno, ze nic nie moze
        usprawiedliwiac chamstwa. Czlowiek ktory dostal tyle szans i nie skorzystal z
        zadnej nie jest niczego warty. Masz corke nie jestes sama.

        Dobrze, ze go wyrzucilas, to boli, placz, krzycz to pomaga ale nie daj mu juz
        mozliwosci powrotu bo nie dasz rady ponownie tego zrobic
        i bedziesz tkwila latami w bolesnym zwiazku.

        Z finansami hmmm moze moga Ci pomoc rodzice, ktos bliski.

        Pisz do nas. Trzymam kciuki za Ciebie.
    • enesta Re: Pomóżcie, poradzcie, nie mam już sił... 02.01.10, 18:20
      uff
      beznadziejny facet, nie liczy się z tobą i co gorsza z dzieckiem.
      Skoncentruj się na dziecku, żeby nie miało traumatycznych przeżyć.
      Pamiętaj że to dziewczynka i właśnie uczy się jak ma ją traktować
      przyszły partner, mąż.
      Nie pozwól by na to patrzyła.
      Idź na terapię, do lekarza po jakieś wspomagacze jak nie dajesz rady,
      może masz depresję.
      On się nie zmieni
      On się nie zmieni
      ON SIĘ NIE ZMIENI
      no może za 20 lat...
      • tarantula007 Re: Pomóżcie, poradzcie, nie mam już sił... 02.01.10, 18:45
        za 20 lat zmieni się ... na jeszcze gorsze ...
    • enesta Re: Pomóżcie, poradzcie, nie mam już sił... 02.01.10, 18:41
      zadzwoń na niebieską linię
      wskażą ci gdzie możesz uzyskać porady psychologa, pomoc prawnika-
      bezpłatnie.
      Są specjalne ośrodki zajmujące się przemocą w rodzinie
      Poszukaj w internecie adresów
      chroń dzieciaka
    • inbluesky Re: Pomóżcie, poradzcie, nie mam już sił... 02.01.10, 22:05
      To co robi twój facet to przemoc. To co ty czujesz to objawy współuzależnienia.

      Moja rada: wrzuć w googla hasło "centrum interwencji kryzysowej" i poszukaj
      takiego miejsca w swoim rejonie. Znajdziesz tam kompleksową pomoc - psychologa,
      prawnika, psychiatrę. I dzwoń natychmiast, nie jutro czy za tydzień.

      Trzymam kciuki za Ciebie i Twoją córeczkę.
    • staminka Re: Pomóżcie, poradzcie, nie mam już sił... 02.01.10, 22:47
      Do psychiatry nie trzeba miec skierowania.Jest nowy rok i nowe limity.Zapisz sie
      na nfz.I nie wstydz sie ! Ja tez chodze,bo bez lekow nie dalabym rady.To
      prawda,ze Twoja sytuacja jest jakich wiele...Wiesz,czego Ci zazdroszcze? Ze masz
      25lat !! Ja mam 40,srednie wyksztalcenie,bo podczas,gdy wychowywalam dzieci,to
      moj maz sie ksztacil.Nie mam prawie zadnego doswiadczenia zawodowego,bo maz nie
      pozwolil mi pracowac.Od 6lat pracuje u niego.Dorabiam tez w sklepie,gdzie
      dostaje 6zl/godz.Szukam innej pracy i wierz mi,ze ona jest !! Corcie dasz do
      przedszkola,zajmij sie swoim stanem psychicznym i SOBA !! I nie dawaj mu
      kolejnej szansy,bo obudzisz sie z "reka w nocniku",gdy bedziesz miala tyle lat
      co ja.
    • saruniaa24 dziekuje za rade... 19.01.10, 23:18
      Mija 19 dni, nie wpusciłam go spowrotem...jakoś sie trzymam...
      Rodzice już wiedzą, moja mama strasznie sie martwi....chcialaby mi
      pomóc finansowo ale cięzko, teraz sie dowiedziałam ze on pozyczył od
      moich rodziców kupe pieniedzy w tajemnicy przedemną... brak słów.
      Mama ogolnie zdenerwowana tym wszystkim. Jego rodzice też
      wykonczeni, on ich bajeruje na swoją strone i oczywiscie wszystko
      obraca przeciwko mnie...
      Codzienie do mnie wydzwania jak przyjezda do córki prosi by mógł
      wrócic oczywiscie przeprasza obiecuje itp. A za godz zaczyna
      swoje...że pewnie mam kogos od dawna i to dlatego ze jestem .....nie
      bede dokańczać.
      Teraz się cieszę że tak zrobiłam, oczywiscie grozi że bedzie płacił
      najniższe alimenty i ze nigdy mi z nikim nie pozwoli byc...żałosne
      to jest
      Przeglądam ogłoszenia o prace, nie ukrywam ciężko i to jest mój
      najwiekszy problem bede musiała chyba sie wprowadzić do rodziców bo
      nie dam sama rady...
      Tyle jeszcze musze sobie poukładać...
      Dzieki za wsparcie
      Jeszcze jedno pytanie, córka pojdzie do przedszkola jest alegrikiem,
      czesto choruje, bierze drogie leki itp. on ma firme, 5 samochodów,
      ile moge rządac alimentów?
      • lampka_witoszowska Re: dziekuje za rade... 20.01.10, 02:02
        może zacznij od alimentow własnie, a nie od posylania córki do
        przedszkola?
        chyab, że to juz ustlaone, a pomoc rodziców skończy się tym, że będą
        Cię namawiać, byś z nim jednak była, spróbowała itd - to
        rzeczywiscie byłoby bez sensu

        najpierw wylicz, ile kosztuje otrzymanie Waszego dziecka (google:
        arkusz kalkulacyjny kosztów utrzymania dziecka, jest też
        forum "Samodzielna mama" - trochę pracy i masz)
        zbieraj rachunki ze sklepów - wszystkie rachunki! oraz wszelkie
        dowody zapłaty za media itp
        poza tym prawnik pomógłby Ci z napisaniem pozwu - ale i wzorów
        takowych internet jest pełen

        słuchaj swego serca - wyrzuciłaś, nie da się dalej w taki sposób,
        więc tego się trzymaj - teraz będzie trudniej, ale ... normalniej...
        spokoju i szczęścia Wam życzę - i dużo radosci dla Twojego dziecka
Pełna wersja