saruniaa24
02.01.10, 00:17
Witam Wszystkich, zaglądałam już na to forum w zeszłym roku ale
postanowiłam wtedy dać nam ostatnią (chyba setną) szanse i usunełam
link...teraz niestety powracam....
Wykończona, załamana, czuje taki żal nie wiem do kogo chyba do
całego świata
Nie jestem mężatką ale tak się czułam...mam dopiero 25lat a już
czuje że moje uczucia jako kobiety są zniszczone, rozszarpane, nie
wieze już w żadną miłość...może to tymczasowe ale jestem wewnetrznie
zrujnowana
Jesteśmy/byliśmy ze sobą 5 lat, poznaliśmy sie gdy ja byłam w
związku 2 letnim, ale tak mi zawrocił w głowie że zreztgnowałam ze
wszytskiego by z nim być. Kochałam do szalenstwa on chyba
też...prowadził dość bogate życie rozrywkowe (czyt. kolezanki) ale
bardzo szybko zrezygnował z tego...
Byliśmy tylko my i nasza miłość...spedzalismy razem 24h nie
umielismy bez siebie zasnąc nie myslałam o niczym innym tylko o
nim...kochałąm tak bardzo,uwielbiałam dotyk, zapach, mielismy tyle
planów, takie marzenia....
Po roku zaręczyliśmy sie a wraz z zareczynami wiadomośc o mojej
ciąży. Cieszylismy się, pamietam jak pokazywał wsyztskim zdjecie
usg, wymyslalismy imię kupowalismy ubranka...
W 3 msc okazało sie ze ciąża jest bardzo zagrozona spedziłam czas w
szpitalu, płakalismy razem, cały czas był ze mną...wierzyłam ze się
uda i bedziemy mieli wymarzoną córeczkę i udało się, zrezygnwałam ze
studiów bo 6msc przelezałam w łózku bez wstawania, mieszkałam wtedy
u rodziców tak było łatwiej mama mogła się mną zając i pomóc mi. I
wtedy się zaczęło dziać coś dziwnego...z tygdnia na tydzien
zaczelismy się od siebie oddalac, coraz mniej czasu razem coraz
mniej rozmów, za to więcej kótni, pamietam do dziś jak jechalismy na
usg a on zaczał się na mnie o coś drzec jak płakałam w samochodzie...
Ale tłumaczyłam sobie że wsyztsko się ułozy. Urodziła się córcia.
Remonotwalismy mieszkanie i w tym czasie mieszkałam u mamy a on u
siebie i juz wtedy byłam sama z crórcią. wsyztsko sama robiłam,
kąpałam przewijałam wstawałam chodziłam na spacery ....on tłumaczył
sie pracą . W koncu po 3msc zamieszkalismy razem, nie pomagał mi
niby bał się ze jej coś zrobi bo taka malutka. Zaczeły sie jeszcze
wieksze kłtnie wyzwiska itp. Płakałam nie raz, pakowałam sie nie
raz. Przepraszał, płakał, obiecywał, a ja głupia wierzyłam. Ale
coraz bardziej stawałam sie samotną matką, bez pomocy bez wparcia,
zaczelismy sie od siebie oddalac, nie mogłam juz mu powiedziec o
wyztskim jak kiedys, nie było juz miedzy nami więzi, nie czulam ze
mam wsparcie.
temat ślubu odszedł gdzies daleko...chyba dobrze....
Cały czas wierzyłam ze się zmieni, ale tak nie jest, coraz wiecej
czasu poświecał kolegom, zaczeło sie nie wracanie na noc do domu,
pozniej znowu przepraszanie obietnice, wyznania
Za pare dni powtorka, doszły do tego obrazliwe słowa w moim kierunku
nie bede ich przytaczac bo nie moge opanowac płaczu jak mysle o tym,
jak mozna mowic do kogos kogo sie niby kocha, takie słowa. Stracił
do mnie szacunek, zaczeło się szarpanie łapanie za szyje a na to
wsyztsko patrzy nasza córcia, tak mi jej żal, ona ma 3lata wsyztsko
rozmie, gdy on na mnie krzyczy ona płacze wyzywa go przytula sie do
mnie, tak mi wstyd przed nia, przed sobą! jestem wrakiem człowieka,
płacze całe dnie, nie mam siły na nic, najchetniej bym zasneła i sie
nie obudziła ale mam swoja ukochana córcie i dla niej zyje, chce byc
silna dla niej ale nie umiem, ona widzi jak płacze przytula mnie
prsi zebym nie płakała...a ja nie umiem
Wyprowadzałam się nie raz błagał o szanse a ja głupia dawałam
3 dni przed sylwestrem tez go nie było, tłumaczy ze jak ma sie
kłocic to woli nie wracac. Spi w biurze.Mamy własną firme tzn
wsyztsko jest na niego ja nie pracuje bo jeestem na wychowawczym.
Bylismy razem na sylwestrze było fajnie przytulalismy się
całowalismy, obiecywał ze od odzis wsyztsko sie zmieni ze nas kocha
i nie wyobraza sobie życia bez nas, ze przepasza za wsyztsko ze to
co a mnie mówił nigdy tak nie myslał na powaznie że mówił tak bo nie
wytrzymywał kłotni- dla niego te kłótnie to to ze mu mówiłam ze ma
się zając córką, albo wynies smieci.Jak zasypialam to sobie myślałam
może fktycznie znowu bedzie jak dawniej
haha jaka ja głupia o 17 zaczeło się zupełnie bez powodu i znowu
usłyszałam wspaniałe słowa w moim kierunku nie wytrzymałam wziełam
worki spakowałam go i wypierdoliłam z domu ! siedze i rycze nie wiem
co dalej!Mam go dość ale wciąz kocham, mam dośc poniżania mnie, nie
chce juz z nim byc. Zal mi córci, wogole nie wiem co dalej nie mam
pracy, mam na siebie wziety kredyt nie mam pieniedzy na opłaty. Nie
wiem jak załatwic alimenty, nie wiem jak sie ogarnąć. Jestem
wykończona nie wiem co mam ze sobą zrobić....
chciałabym jakiejs pomocy psychologa kogoś kto mi doradzi wysłucha,
potrzzebuje pomocy prawnej jakis wskazuwek co dalej....
Mam wspaniały Nowy Rok ....nigdy nie spodziwałam się że tak bedzie
wygkadało moje życie